Siema
Wita was Amei.
Tak jak mówiłam zaczynamy z podtytułami więc oto:
,,
Hogwart, brat i kamień"
Rozdział 1
,,Ród Potterów
i Pokątna"
Dolina Gordyka miejscowość jak każde inne, a
jednak skrywa swoje tajemnice. Na przykład jak dom Potterów.
Niby dom jak każdy w Dolinie Gordyka ale
rzucone na niego zaklęcie uroku skrywało pozostałości po wydarzeniu, które było
końcem czasu mroku i śmierci. To w tym miejscu, roczne dziecko pokonało Tego,
Którego Bali Się Nawet Najpotężniejsi. To miejsce było niemal święte dla czarodziei.
Odwiedzane i szanowane, traktowane niemal jak święte. Ten dom był światkiem
pokonania Lorda Voldemorda.
Starożytny ród Potterów po wydarzeniach, które
były końcem Epoki Panowania Sami-Wiecie-Kogo, przeniósł się do rezydencji
będącą chlubą rodu. Dziś Potterowie to znana, szanowana rodzina, z którą
należało się liczyć. Lord Potter niezwykły autor, obecnie szef Departamentu
Aurrorów i liczący się członek Wizgamotu. Lady Potter podobnie znana szycha,
jednak ona sławna Uzdrowicielka w Św. Mungu, która wedle plotek miała zająć stanowisko
dyrektora tej placówki. No i ich syn - Chłopiec, Który Przeżył - Alex Potter,
który oficjalnie pokonało Tego-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać i tym samym zakończyło Mroczne Czasy. Dziecko, które znał cały czarodziejski świat. Innymi
słowy rodzina sław.
Ale czy aby na pewno?
Jednak nie.
Młodszy syn państwa Potter, a jednocześnie brat bliźniak Alexa -
Harry - był niczym nie wyróżniającym się chłopcem, jak uważali znajomi rodziny.
Cichy i skryty nie wskazywał czy będzie taką samą znakomitością jak inni
członkowie rodziny.
Harry lubił samotność i tylko wybrane przez niego osoby były
zdolne zobaczyć jaki jest naprawdę. Niewiele jest takich osób, a jednym z nich
był jego starszy bliźniak i jego ojciec chrzestny oraz jego ojcowie chrześni -
Łapa i BYŁY -według opinii wielu ludzi- znajomy rodziny.
Każdy z chłopców był podobny
do rodziców. Alex bardziej do matki, ale oczy miał ojca, zaś Harry odwrotnie.
Niemal mniejsza kopia ojca tylko kolor oczu Lily. Żaden , to nie miał charakteru
któregoś z rodziców i dzięki ci za to Merlinie.
Jednak koniec wprowadzenia, pora iść dalej.
Do
rozpoczęcia roku szkolnego w Hogwarcie, gdzie mieli rozpocząć edukację, zostało
niecałe dwa tygodnie. Dziś chłopcy mieli udać się na ulicę Pokątną, po
sprawunki do szkoły. Oczywiście ich wiecznie zajęci rodzice nie mieli na to
czasu, więc poprosili o to przyjaciół. Tak więc tym sposobem Syriusz Black i
Remus Lupin zabrali bliźniaków.
-Macie tą listę?
Bliźniacy pokiwali głowami.
-No to Alex bierze Lunia...
-Nie nazywaj mnie tak - warknął wspomniany
-... a ja Harry'ego - dołączył z łobuzerskim uśmiechem na twarzy
Chłopcy raz dwa chwycili ramiona wspomnianych i cała czwórka zniknęła
W cichym dźwięku towarzyszącym aportacji, aby pojawić się
niedaleko Gringotta. Dwaj mężczyźni - jeden z nich wysoki o czarnych, długich
włosach i przenikliwych oczach, które zdawały się nie mieć
dna. Drugi niższy od poprzednika o jasnobrązowych włosach i bystrych
oczach.
Chłopiec o kasztanowych włosach i brązowych oczach trzymał rękę na
ramieniu niższego z mężczyzn. Jego brat o szmaragdowych oczach, tak podobnych
do matki a jednocześnie tak różnych i długich sięgających do ramion włosów,
obejmował ramieniem tułów swojego chrzestnego. Przybyli rozejrzeli się i
skierowali swe kroki w stronę banku. Przekraczając próg usłyszeli:
Wejdź tu, przybyszu, lecz pomnij na los, Tych, którzy dybią na
cudzy trzos.
Bo ci, którzy biorą, co nie jest ich,
Wnet pożałują żądz niskich swych.
Więc jeśli wchodzisz, by zwiedzić loch
I wykraść złoto, obrócisz się w proch.
Złodzieju, strzeż się, usłyszałeś dzwon
Co ci zwiastuje pewny, szybki zgon.
Jeśli zagarniesz cudzy trzos,
Znajdziesz nie złoto, lecz marny los.
Stanęli w wielkiej murowanej sali. Na wysokich stołkach, za długim
kontuarem, siedziało ze sto goblinów, skrobiąc piórami w wielkich księgach,
ważących monety, badając kamienie szlachetne. W ścianach było mnóstwo drzwi, a
przy nich stało dwóch goblinów, którzy skazywali drogę wchodzącym i wychodzącym
klientom, kłaniając się im uprzejmie. Podeszli do wolnego stanowiska, przy
którym stał goblin pisząc coś na pergaminie.
- Witam. Panowie Potter chcą wejść do swojej skrytki - oznajmił
dumnym głosem potomek Blacków
- Klucz? - powiedział goblin nie podnosząc wzroku
- Mam - powiedział Syriusz kładąc mały kluczyk z herbem rodu
Potterów
Goblin odwrócił się i zawołał:
- Gryfek! Zaprowadź ich
Ów goblin skinął głową i podszedł do nich.
- Za mną - powiedział cicho i ruszył w znaną sobie drogę.
Czwórka przedstawicieli płci męskiej ruszyła za magicznym
stworzeniem. Ten otworzył im drzwi i znaleźli się w wąskim, kamiennym
korytarzu, oświetlonym płonącymi pochodniami, który biegł w dół a w posadzce
widniały wąskie szyny. Goblin zagwizdał i po szynach, w ich stronę toczył się
mały wagonik. Weszli pojechali z oszałamiającą prędkością. Wagonik pędził i
pędził, a jego trasa była coraz bardziej zawiła oraz coraz niższych partiach
banku goblinów aż nagle stanął.
- Skrytka rodu Potterów - powiedział goblin wychodząc z wagonika,
a następnie zbliżył się do olbrzymich wrót oznaczonych herbem rodu. Otworzył
je, ze środka buchnęły kłęby zielonego dymu, a kiedy się rozwiały, ciemność
została lekko rozproszona blaskiem z skarbca. Wewnątrz były góry złotych monet
- galeony, kolumny srebrnych syklów oraz stosy małych brązowych kuntów. Gdzie
nie gdzie stały regały, skrzynie i kufry, a nawet meble i przeróżne materiały.
Jednak to był tylko fragment skarbca, który niknął w ciemności dalszych
pomieszczeń, nieoświetlonych pochodniami.
Czarodzieje weszli do środka. Wzięli to co było im potrzebne i
zaczęli się kierować w stronę wyjścia. Jednak Harry szedł głębiej w skarbiec co
nie uszło uwadze chrzestnego.
- Potrzebujesz jeszcze czegoś, Harry? - spytał przystając i
odwracając się do niego.
Chłopak jednak zdawał się nie słyszeć, kierował się tylko sobie
znanym celu. Mężczyzna westchnął i poszedł za nim, a reszta podążyła w jego
ślady, oczywiście bez goblina, który uśmiechał się kpiąco w stronę dorosłych.
Jednak w chwili, gdy kierował wzrok na chłopców, w jego oczach pojawiał się
dziwny błysk. Magiczna istota przeniosła wzrok gdzie ostatni raz widział najmłodszego
potomka Potterów.
Kruczoczarne włosy zielonookiego chłopaka zafalowały, kiedy stanął
przed regałem, który jakimś cudem był pusty.
Obok niego stanął jego ojciec chrzestny, na jego twarzy pojawiło
się zdziwienie.
- Po kiego licha tu jest rzucone Zaklęcie Ukrytej Iluzji?
- Zaklęcie? Ale Syriuszu tu nic nie ma tu. To tylko regał z
fakturami. - rzekł Remus
- Jak to z faktu... - poczuł szarpanie za rękaw
Spojrzał na swojego chrześniaka, który pokazywał oczami, żeby nic
nie mówił. Zdziwiło go to ale się zgodził się niemo.
- Masz racje tu nic nie ma wracajmy. - powiedział mrugając do
Alexa - wracamy
Na te słowa Lupin skierował się do wyjścia, zaś Black zaczął coś
mruczeć, trzymając różdżkę skierowaną w stronę regału. Chłopcy patrzyli
ciekawie co będzie dalej. Regał znikł, a na ścianie zaczęły pojawiać jakieś
słowa i kreski.
- To drzewo genealogiczne - rzekł cicho Alex - to nasze drzewo
genealogiczne
- Chyba nie tylko, spójrzcie - Syriusz wskazał ręką imię i
nazwisko ich babki, które odchodziło od Blacków, których rodowód zaczął
pokazywać się dalej.
Potem przeniósł rękę w inne miejsce i inni i inne. - Macie dużo
pokrewieństwa z innymi rodami całe wieki temu.
Harry dotknął ściany, która zabłysła czterema kolorami: czerwonym,
zielonym, niebieskim i żółtym.
- Co u licha? - spytał Alex
Nie dostał odpowiedzi, a Harry zamknął oczy, a jego czoło
zabłysło. I po chwili wszystko wróciło do normy, a on zaczął się kierować w
stronę wyjścia tak jak Lupin poprzednio.
- Czemu stoicie przy tych papierach? Łapcio znowu musisz zanieść
te papiery...
- Nie skądże. Już idziemy - rzekł Syriusz
- Ale.... - próbował się wtrącić Alex
- Ci ani słowa - animag położył palec na jego ustach i skierował
różdżkę z powrotem na regał i zaczął
mruczeć zaklęcia - Lunio nic nie widział, a Harry widocznie nie pamięta
niczego, bo pewnie to miało dotyczyć tylko jego. Więc nic im nie mów.
- A rodzicom?
- Im nawet o tym nie wspominaj. Wiesz jaki mają stosunek do
Harry'ego. Będą...
- ..on chce zwrócić na siebie uwagę, bo jest o ciebie zazdrosny -
ironizował Alex naśladując głos matki - Wiem. Nic nie powiem. Ciekawe o co
mogło chodzić.
- Niczego się, raczej nie dowiemy. Choć, bo Harry znowu będzie się
nabijał, że robimy za posłańców - jego twarz wykrzywił ni to grymas ni uśmiech
Dołączyli do reszty i ruszyli wagonikiem w podróż powrotną.
Wysiedli i skierowali się do wyjścia. Harry jako najmniejszy zawsze wysiadał
ostatni przy pomocy Łapy, jednak tym razem pogrążony w myślach o wydarzeniach w
skarbcu, zapomniał o tym. Chłopak westchnął i już miał zawołać, kiedy w zasięgu
jego wzroku znalazła się ręka goblina. Zdziwiony, przyjął ją i z tą pomocą
wysiadł. Spojrzał na goblina nie wiedząc co powiedzieć i szybko odwrócił wzrok,
dziękując i składając życzenia miłego dnia, odwrócił się by odejść. Wtedy też
goblin rzekł cicho:
- Nawzajem, Dziecino. -
i odszedł w swoją stronę.
Chłopak zamrugał zdziwiony i pośpieszył za swoimi towarzyszami.
Będąc znowu na
ulicy, nasza grupka decydowała gdzie pójdą najpierw. Syriusz chciał jak
najszybciej załatwić sprawę z apteką, bo nie cierpiał tego miejsca, zaś Remus
nie cierpiał zakupów ubrań, a Alex chciał już mieć różdżkę. I tak spór trwał, a
Harry patrzył na to rozbawiony. Postanowili najpierw udać się do apteki do Łapa
miał argumenty nie do przebicia i stwierdził, że od razu te zakupy odeśle, na
co zielonooki uśmiechnął się przebiegle. Ruszył w stronę apteki, wszedł i dał
swoją kartkę aptekarzowi, gdy ten ruszył zająć się zamówieniem, weszli
pozostali. Przyszedł aptekarz z zamówieniem Harry'ego, który szybko zabrał podane
pakunki i cofnął się w stronę wyjścia. Tymczasem aptekarz skierował wzrok na
następnych klientów.
- Na mą duszę to Alex Potter. To zaszczyt cię poznać.
Wspomniany spojrzał z irytacją na mężczyznę, który nic nie
zauważył wpatrzony w bliznę na czole.
- Mi również - i podał mu listę - poproszę wszystko dwa razy
I podszedł do Harry'ego. Tymczasowi opiekuni chłopców spojrzeli na
nich podejrzliwie, ale nic nie powiedzieli. Właściciel sklepu wrócił, a oni
poprosili o rachunek, wtedy Syriusz ponowie spojrzał na nich z namysłem ale nic
nie mówił. Zapłacił i wyszli.
Do następnych sklepów Alex już nie wszedł, zostawał na zewnątrz z
Lunatykiem. A Harry i Łapa kupili cynowe kociołki, mosiężne teleskopy, wagi z
odważnikami i fiolki (Łapa postawił na swoim i wzięli kryształowe), całe stosy
pergaminu, piór i atramentu - mężczyzna wręcz kazał kupić ilość tak dużą aby
wystarczyła na zapasowe wszystko, a mówił to z łobuzerskim uśmiechem.
Następny punkt na ich liście to różdżka. Weszli do sklepu, który miał szyld z
złuszczonymi złotymi literami: ,,Ollivanderowie - wytwórcy najlepszych
różdżek od 382r. Przed Nową Erą". Na zakurzonej wystawie leżała
jedna jedyna różdżka na wyblakłej poduszce.
Pomieszczenie do którego weszli wydawało się małe. Ściany
zasłonięte były wąskimi pudełkami wyłożonymi od podłogi do sufitu, które
znikały w ciemności dalszych pomieszczeń
budynku. Pomieszczenie sprawiało wrażenie tajemnej biblioteki.
- Witam - cichy głos rozchodzący się z cienia
Jak spod ziemi wyrósł przed nimi staruszek o wielkich oczach,
które w półmroku płonęły blado jak dwa księżyce
- Ach Panowie Potter po różdżki. Ach pamiętam jak wasi rodzice
przyszli po swoje pierwsze różdżki. Jakby to było wczoraj… Wasza matka ma
znakomitą różdżkę do rzucania uroków: dziesięć i ćwierć cala, wierzba, bardzo
elegancka, zaś… - Pan Ollivander zbliżył się do Harry'ego, a ten poczuł
potrzebę zamrugać powiekami. Te oczy były takie przenikliwe.
- Zaś wasz ojciec wybrał machoń. Jedenaście cali. Bardzo poręczna.
Trochę więcej mocy, znakomita do transmutacji. Tak, tak lord Potter wiedział,
co robi, to różdżka dla prawdziwego czarodzieja
Ollivander skączył wspominać różdżki ich rodziców i spojrzał na
chłopców.
- A to tutaj… - wskazał białym, długim palcem bliznę Alexa.
- Z przykrością stwierdzam, że różdżka, która to zrobiła została
zakupiona w moim sklepie - powiedział cicho - Trzynaście i pół cala. Cisowa.
Duża moc, naprawdę duża moc, a w złych rękach… No cóż, gdybym wiedział…
Pokręcił głową i wyciągnął z kieszeni taśmę ze
srebrną podziałką.
- To może ty pierwszy, Alex. Która ręka ma moc.
- Jestem praworęczny
Machnął ręką na taśmę, a ta zaczęła mierzyć jego rękę od ramienia
do palca wskazującego. Właściciel sklepu wszedł na drabinę, a tymczasem mierzono
mu palce, nos...
Harry i spółka zaczęli się śmiać.
- Dosyć - rzucił Ollivander, a taśma opadła na podłogę, staruszek
wyjął pudełko. Zszedł na podłogę, wyjął patyk i dał chłopcu.
- Olcha czarna, włókno serca smoka, sztywna, dziewięć cali
Alex patrzył się to na niego potem na różdżkę i znów na niego
- No machnij
Chłopak popatrzył na niego jak na idiotę, ale machnął. No, bo to
on tu szefuje.
- Nie, nie. - i zabrał różdżkę
Znowu wszedł na drabinę i zaczął szukać. Tym razem wyjął kilka
pudełek.
-Cis. Włos jednorożca. Dziesięć i dwie czwarte cala
Brązowooki machnął, ale nic. Niemal wyrwano mu ją z ręki.
- Winorośl, włos jednorożca. Siedem cali. - znów nic
- Akacja, dwanaście cali, włókno z smoczego serca
- Nie
Znów wszedł na drabinę - Orzech, włos jednorożca, czternaście cali
Alex po raz kolejny wypróbował i nic nie poczuł. Zaczęło go to
martwić. Żadna różdżka go nie chce, przecież wszyscy twierdzili, że będzie miał
za dużo różdżek.
-To może ta. Grab, szesnaście cali, włos jednorożca. - chłopak
machnął, a właściciel sklepu mu ją zabrał
- Nie. To nie ta.
Sprzedawca stanął na chwilę i zapatrzył się na niego. Wzrok starca
zaczął go... Nie wiedział jak to określić. Jakby chciał zajrzeć w jego duszę.
- A może jednak...
Odszedł na moment i chwilę nie wracał. Wrócił niosąc zakurzone
pudełko. Wyjął z niego kolejny patyk.
-Wiśnia, średnio giętka, z włosem tresrale, jedenaście i trzy
czwarte cala
W chwili gdy Alex wziął różdżkę poczuł jednoczesne uderzenie
ciepła i zimna, machnął. Z różdżki wystrzeliły niebieskie iskry.
Ollivander uśmiechnął się z namysłem.
- Tak to bardzo niespotykane..
- Niby co jest takie niespotykane, co? Niemal bym nie miał
różdżki, bo mnie nie chciały. A na dodatek mam pechowe zwierze w różdżce. -
wybuchnął Alex
- Zamknij się! To niezwykłe zwierze. Ja bym chciał mieć w rdzeniu
tresrala - w głosie Harry'ego było słychać prośbę i zazdrość
Alex patrzył na brata w zdziwieniu. Chyba po raz pierwszy w głosie
bliźniaka słyszał tą nutę. Jeszcze niczego mu nie zazdrościł, a tu o zwierze
śmierci.
- Zazdrościsz mi zwierzęcia, które niesie śmierć?
- One nie ściągają śmierci tylko jakby ją... Tresrale wyczuwają
śmierć i pomagają przejść na drugą stronę. Więc ich nie obrażaj - w głosie
zielonookiego było słychać złość
Obecni dorośli patrzyli zszokowani na jedenastolatka. Tylko
Ollivander uśmiechnął się do niego ciepło.
- Skąd u ciebie ta wiedza? - zapytał Remus
Jednak Harry nie przejął się jego pytaniem, tylko zwrócił się
spojrzeniem na wytwórcę różdżek.
- Co jest ciekawego w jego różdżce? - zapytał a w jego głosie było
słychać naleganie
- Rzadko tworze różdżki z rdzeniem innym niż włos jednorożca,
włókno smoczego serca i pióro feniksa, bo uważam, że te trzy jako rdzenie są
najlepsze. Włos tego tresrala zdobyłem 31 października jedenaście lat temu,
kiedy wędrowałem po lesie. Przyszedł do mnie i szedł za mną aż nie pobrałem
jego włosa. Postanowiłem więc zrobić z tym włosem różdżkę. Ciekawe, że akurat
twojego brata wybrała akurat ta różdżka. - czwórka, która przyszła do sklepu,
poczuła jak ogarnia ich zimno. Tamtej nocy każdy z nich mógł zginąć - Różdżka
twojego brata to różdżka o wielkiej mocy ale i jak każda z włosem tresrala -o
przebłysku śmierci.
- Co to znaczy o przebłysku śmierci? - spytał Lupin
- To znaczy, że różdżką, wyczuwa, czy jej właściciel chce zabić ale
też wie, kiedy w jej zasięgu ktoś zginął i daje o tym sygnał swojemu właścicielowi.
- Jaki sposób? - tym razem pytanie padło, że strony Alexa, sumie
nic dziwnego to on został wybrany przez tą różdżkę
- Każda różdżka informuje o tym inaczej. Włos tresrala to rdzeń,
ale inne właściwości różdżki i moc właścicielka też na to wpływają. Ale już dość
o tym - usłyszał w odpowiedzi jęk zawodu - jak chcesz wiedzieć więcej to
poczytaj - kolejny jęk - a może twój brat wie coś jeszcze?
Alex na te słowa uśmiechnął się z nadzieją. Harry mu nie odmówi.
Prawda?
- Nawet jeśli wiem, to nie zaszkodzi mu poszukać.
,,A niech to" - pomyślał brązowooki
Jednak jego twarz rozjaśnił uśmiech. Hagrid.
Przecież przychodzi na urodziny.
- Nie licz na to braciszku. Ostrzegę Hagrida. - uśmiech Alexa
zblakł, czemu on go tak dobrze znał
Wymiana zdań między braćmi rozluźniła atmosferę.
- No to skoro Pan Potter ma różdżkę, to kolej na Pana Pottera. -
Alex wybuchnął śmiechem na słowa Ollivandera
Harry podszedł bliżej do lady.
- Jestem oburęczny - powiedział czym zdziwił opiekunów, przecież
zawsze używał prawej ręki - ale prawa jest sprawniejsza i szybsza
Wytwórca różdżek pokiwał głową na te słowa i machnął ręką na
taśmę, która natychmiast zmierzyła to co powinna i odwołał ją, na co Alex
parsknął, przecież jemu zmierzyła nos!
- Tak, tak spory potencjał i duża, bardzo duża moc - muczał do
siebie Olivierad, podchodząc do regału.
Jednakże pozostali doskonale go słyszeli.
Chodzi o Harry’ego? - myślał Alex - czy jeszcze myśli o mojej
różdżce? Szybko stracił zainteresowanie tą myślą, bo jego brat o kruczoczarnych
włosach dostał pierwszą różdżkę do wypróbowania.
- Drzewo brzozowe i serce smoka. Dziewięć cali. Ładna i
dopasowująca się do ręki. - machnął, a Ollivander wyrwał mu różdżkę z ręki
- Kasztanowiec i pióro feniksa. Siedem cali. Dosyć giętka. Proszę
spróbować…
Różdżka znowu została mu wyrwana.
- Nie, nie… proszę, heban i róg jednorożca, osiem i pół cala,
bardzo elastyczna. Spróbuj...
O ile Alex uważał, że ma problem z różdżką, to Harry miał gorzej.
Próbował i próbował. Stos różdżek na ladzie rósł, a pan Ollivander wydawał się
coraz bardziej uradowany.
- To też klient mi się trafił, nie ma co! Proszę się nie martwić
zaraz znajdziemy odpowiednią.... zaraz... tak sobie myślę.. właściwie dlaczego
nie?... Niezwykła kombinacja... ostokrzew i pióro feniksa, jedenaście cali,
ładna i giętka.
Harry wziął różdżkę i nagle począł uderzenie
gorąca w palcach. Wzniósł różdżkę nad głowę, machnął ją ze świstem w dół, a
snop czerwonych, zielonych, żółtych i niebieskich iskier wystrzelił z jej
końca, jak laski zimnego ognia, rzucając na ściany roztańczone plamki światła.
Ollivander zawołał:
- Brawo! Brawo, świetnie no i to jest zaiste, niezmiernie ciekawe.
- Co jest takie ciekawe? - tym razem to Alex pytał o różdżkę
brata, tak jak tamten poprzednio o jego różdżkę
- Pamiętam każdą różdżkę, którą zrobiłem, panie Potter. Nawet tą,
która zrobiła to. - wskazał ręką, bliznę na jego czole, a chłopak zadrżał
- Co to właściwie znaczy?
- Feniks, który uronił pióro będące w różdżce twojego brata uronił
jeszcze jedno pióro. I to pióro znajduje się różdżce, która czyniła wielkie
rzeczy. Tak wielkie ale straszne. - Olivander mówił cicho, ale oni doskonale
słyszeli każde jej słowo. Słowa te choć nie przez wszystkich zrozumiane to
jedna zrozumiała, zrozumiała i wiedziała.
- Moja różdżka jest siostrą bliźniaczką różdżki Voldemorda -
powiedział cicho, ale wyraźnie zielonooki.
A jego słowa sprawiły, że sprzedawca drygnął ale nie pokazał po
sobie innej reakcji.
Jego słowa przestraszyły jego brata.
Bliźniaczką?
-Czy znaczy, że jeśli kiedyś Voldemord wróci, to Harry będzie
bezbronny? - pytanie kasztanowowłosego sprawiło, że mężczyzna ponownie drygnął
- Bezbronny? Nie, nie do końca. - rzekł cicho jakby z namysłem -
Twój brat nie będzie bezbronny. Różdżka będzie wykonywała rozkazy, ale będą one
słabsze.
- Słabsze? - Łapie nie mieściło się to w głowie
- Gdy różdżka spotyka swoją siostrę bliźniaczkę, nie chce z nią walczyć,
jednak zmuszona do tego - robi to. Jednak z mniejszą siłą. A gdy różdżki się
połączą ta, która ma silniejszego właścicielka, zmusi tą drugą. - wyjaśniał dalej
- Zmusi? Ale do czego? - chciał wiedzieć Alex
- A to już zależy o co toczy się walka. - te słowa zmroziły
wszystkich, bo doskonale do czego mogłoby w takiej sytuacji dojść
I tak o to w tym nastroju chłopcy, zapłacili za swoje różdżki. Alex
dziesięć galeonów i dwadzieścia sykli, a Harry siedem galeonów.
Pożegnawszy się opuścili sklep w niezbyt
dobrych nastrojach i skierowali się ku księgarni ,,Esy i Floresy".
Harry’emu po przekroczeniu progu poprawił się humor. Rzucił listę Remusowi,
złapał brata za ramię i obaj już z uśmiechem na twarzy, rzucili się biegiem
między regały. Remus zbliżył się do lady sprzedawcy i powiedział:
- Poprosimy dwa razy…
- Książki na pierwszy rok do Hogwartu?
- Tak.
Sprzedawca kiwnął głową na swego pomocnika i też zaszyli się
między regałami. Po chwili wrócili, niosąc podręczniki.
- To wszystko? - spytał jeden z nich
- Zaraz się okaże - mruknął pod nosem Łapa, a potem wrzasnął na
całą księgarnię:
- Harry! Alex! Wybraliście już?
-Jeszcze chwilka! Jeśli Remi jest wolny to niech idzie do sklepu z
kuframi. - usłyszeli
- Po co? - zawołał w odpowiedzi
- Niech kupi kufer-biblioteka, bo inaczej my się z tym nie
zabierzemy do Hogwartu. - chwila ciszy i od nowa - I choć tutaj, bo nie możemy
tego unieść, a nie skończyliśmy
jeszcze - to zabrzmiało już
trochę płaczliwie
Obecni przy ladzie zaśmiali się. Lupin wziął trochę złota od
Syriusza i wyszedł, a ten skierował swe kroki ku alei, skąd słyszał głos
Alexa. Zaś sprzedawca i jego pomocnik cieszyli się na duży zysk.
Po chwili za regałów wyłonił się Lord Black, a za nim podążały
lewitujące stosy książek, na co mężczyźnie za ladą zaświeciły się oczy.
Przybyły machnął różdżką, a książki opadły na podłogę. W tej samej chwili
wrócił Remus, jednak z pustymi rękami.
- Kupiłem największe i wysłałem do domu - oznajmił -A jak
sytuacja tutaj?
Ten tylko westchnął.
- To jeszcze potrwa - i ponownie westchnął - Jestem tylko ciekaw
co oni mają zamiar z tym zrobić. Oby tylko nie skończyli tak jak my z Sevem.
Po piętnastu minutach ponownie rozległ się krzyk Alexa, aby
przyszedł po książki. Tym razem to Remus poszedł, a w ciągu kolejnej godziny,
gdy Alex zawołał ich czterokrotnie chodzili na zmianę wysyłając między czasie
książki do domu, a konkretniej do pokoju między pokojami bliźniaków, które były
owym pokojem połączone.
Po ponad półtoragodzinnym pobycie w księgarni i całej masie
wydanych galeonów oraz po gorliwym zaproszeniu do następnej wizyty od
sprzedawcy, wyszli z budynku i skierowali się do sklepu, który każdy z nich
uważał za piekło na ziemi. Stanęli przed budynkiem z szyldem:
,, Madame Malkin - szaty na wszystkie okazję".
Spojrzeli na siebie i weszli do środka.
Powitała ich przysadzista, uśmiechnięta czarownica ubrana na fiołkowo-różowo.
- Hogwart, tak, kochasie? - powiedziała, nim, któryś z nich
otworzył usta - Ostatnio wielu was mnie odwiedza… właśnie dopasowujemy szatę
innemu młodzieńcowi, który też tam się wybiera.
W głębi sklepu stał na stołku chłopiec o bladej, chudej twarzy, a
inna czarownica upinała na nim długą szatę. Madame Malkin kazała im wejść na
wolne stoliki. Kobieta i jej kolejna pomocnica włożyły na nich szaty przez głowę
i zaczęły zaznaczyć szpilkami właściwą długość.
- Cześć - powiedział chłopiec - Wy też do Hogwartu?
- Tak
- Matka załatwia resztę zakupów. Różdżkę już mam - oznajmił
chłopiec. Miał nudny głos i pretensjonalnie przeciągał sylaby. - A potem
namówię ją, żebyśmy odwiedzili sklep z miotłami wyścigowymi. - Harry zobaczył
jak dziwny błysk pojawił się w jego oczach, gdy ponownie wspomniał o rodzicielce
- Nie rozumiem, czemu na pierwszym roku nie można mieć własnych mioteł. Będę
musiał namówić matkę na któryś z najnowszych modeli, a potem jakoś przemycę ją
do Hogwartu.
- A wy macie własne miotły?
- Tak
- Ooo, a jakie? Gracie w quidditcha?
- Tak i Nimbusy Dwa Tysiące, ale o tym cicho, bo rodzice
zamierzają dać je nam dopiero na urodzinach - zaśmiał się Alex kąciki ust
uniosły się jakby w uśmiechu
- A skoro mowa o urodzinach… Słyszeliście co Lord i Lady Potter
wymyśliły na urodziny Chłopca, Który Przeżył? - w jego głosie pojawiła się nuta
gniewnej irytacji
Chłopcy spojrzeli na siebie. Rodzice już coś zaplanowali, ale oni
chcieli ten dzień spędzić razem w namiocie. Tak jak to im kiedyś obiecali. Cała
doba ich. A tu oni już coś szykują? I na pewno to będzie przyjęcie jeśli, on o
tym wiedział. Westchnęli, spojrzeli na swych dzisiejszych opiekunów, którzy
unikali ich wzroku i odpowiedzieli mu równocześnie:
- No
- Idą chyba wszystkie szychy, które mają dzieci w jego wieku -
prychnął rozbawiony, a bliźniacy skurczyli się wewnątrz siebie
,,Znowu" - pomyśleli obaj ale nic nie powiedzieli, lecz
postanowili zmienić temat. Odechciało się im obchodzić urodziny.
- Wiesz już, w jakim domu będziesz?
- No, nikt tego nie wie, zanim tam się znajdzie, ale ja na pewno
będę w Slytherinie. Jak wszyscy z naszej rodziny… - czystokrwisty, pomyśleli
nasi bohaterowie - Wyobraź sobie, że trafiasz do Hufflepuffu… ja bym chyba
rzucił budę, a wy?
Żaden nie odpowiedział, ten jednak mówił dalej, ani trochę nie
zrażony milczeniem.
- Wasi rodzice to czarodzieje, prawda? - Bo ja uważam, że obcych
nie powinni w ogóle wpuszczać do Hogwartu, a wy? Oni są zupełnie inni i nigdy
nie staną się tacy jak my. Niektórzy z nich nawet nie wiedzą o Hogwardzie,
dopóki nie dostaną listu, masz pojęcie? Te sprawy powinny być zarezerwowane
tylko dla starych czarodziejskich rodów, to ścierwo powinno wić się z błocie
z całą resztą tego mungolskiego paskudztwa.
Twarze pracujących czarownic wykrzywiły grymasy, zgryzły wargi i
dalej zajmowały się swoim zajęciem. Tylko madame Malkin miała niezruszony wyraz
twarzy, widocznie była to tego przyzwyczajona. Chłopiec wyjął z kieszeni małą,
złotą kulkę, która świeciła na czerwono i spojrzał na pracownice sklepu z
zniecierpliwieniem. Właścicielka sklepu rzuciła okiem na niego i:
- Gotowe -oznajmiła
Do środka weszła wysoka o platynowych włosach kobieta i podeszła
do Draco.
- Gotowy?
- Tak, matko. - a w jego tonie pojawiła się dziwna nuta - No to
cześć, chyba zobaczymy się w Hogwardzie - powiedział do bliźniaków
Kobieta podeszła do kasy i uregulowała rachunek.
- Idziemy Draco - powiedziała, a ten ruszył za nią z kpiącym
uśmiechem
- Cissi? -rozległ się przyjacielski głos Syriusza, który przyszedł
z Harrym
- Łapa? - jej głos zabrzmiał cicho i niepewnie, zaś jej syn
popatrzył na nią ze zdziwieniem ale ta szybko opanowała się - Tak, Lordzie
Black?
Ten tylko westchnął cicho i pokręcił głową.
- Miłego dnia, Lordzie Black - jej głos stał się chłodny i
beznamiętny
- Nawzajem Lady Malfoy- jego przyjacielski głos nie zmienił się
ani na chwilę
I wyszli z sklepu.
Lunatyk spojrzał przyjaciela, który ukrywał swoje przygnębienie.
Położył mu dłoń na ramieniu, a ten spojrzał na niego ponurym wzrokiem, którym
było widać podziękowanie. Opanował się i przeniósł wzrok na synów przyjaciela,
którzy patrzyli na niego z lekkim niepokojem. Obaj znali całą historie
Huncwotów, mimo sprzeciwu rodziców, którzy jednak pogodzili się z tym, że
dzieci wiedzą wszystko o nich wszystko. I ich zalety, i ich grzeszki.
- To co wracamy? - uśmiechnął się łobuzersko - Z tego co się
domyślam chcielibyście ukryć co nieco przed rodzicami?
No to chłopcy gorączkowo pokiwali głowami na zgodę. Widząc tą reakcję Lunatyk poszedł uregulować rachunek.- A może by tak kupić wam po zwierzątku co wy na to? - zaproponował Remus po powrocie
- Ale jako prezent urodzinowy? -zapytał Harry
-No co ty, braciszku! Obowiązkowo!
- Ale…
- Nie Harry, prezent to wy dostaniecie na urodzinach
- Ale…
- Nie, koniec tematu Harry.
Chłopak tylko na nich popatrzył i powiedział:
- Okej. Niech wam będzie, ale to będzie tylko jedna sowa na spółkę
na nas dwóch. I niech Alex wybiera, ja chce już wracać do domu.
Popatrzyli na siebie z znaczącymi uśmiechami. Już oni wiedzą co zrobić,
tylko będzie to tego wciągnąć pewnego gajowego.
Opuściwszy budynek Harry i Remus deportowali się do rezydencji
rodowej Potterów, zaś pozostała dwójka udała się do sklepu zoologicznego.
Jakiś czas potem, kiedy obaj chłopcy byli już w domu i mieli w pochowane
to co nie powinni widzieć oczy rodziców, wyszli z swoich pokojów na dół, do
salonu gdzie byli ich ojcowie chrzestni.
- To o różdżce Harry'ego nie powiecie powiece o rym rodzicom? -
spytał zaniepokojony ciszą jaką zastali
- Nie - odpowiedzieli zgodnie
- Czemu?
- Wasi rodzice zmienili się.
To była ich odpowiedź na wszystko od jaki trzech lat. Uważali no
to co mówią przy Lordzie i Lady Potter, szczególności o Harrym. Ich stosunek do
młodszego syna zmienił się i nie zamierzali tego nie zauważać i starali się
wynagrodzić chłopcu zachowanie rodziców.
-Apteka też?
- Tak
- A…
- Co ty znowu wymyślasz? Wasi rodzice dowiedzą się tylko tyle co
ty im powiesz - rzucił szybkie spojrzenie w stronę zegara i zaczął luźną
rozmowę z Remusem i Harrym
- Ach to dobrze, że nic nie będą wiedzieć. - w chwili jak to mówił
Harry dawał mu sygnały by tego nie robił i wskazywał rodzinny zegar.
Wskazówki z imieniem James i Lily wskazywały napis ,,dom".
Cholera - pomyślał i wtedy rodzice weszli do pokoju.
- O czym nie będziemy wiedzieć? - spytała ostrym tonem Lady
Alex rzucił w stronę ojca dramatyczne spojrzenie, ale ten obracał
w palcach różdżkę, czekając na wyjaśnienia. Chłopiec, Który Przeżył patrzył na
Lorda Pottera wzrokiem zbitego szczeniaczka. O Merlinie! Ojciec chyba się na
nie uodpornił. Mimo to spróbował jeszcze raz. Cholera. Nie działa. Patrzył na
ojca myśląc intensywnie jak zmienić temat.
- A jak ci minął dzień, ojcze?
- Alex… - głos matki był nieugięty, jednak on nie odwracał wzroku
od ojca i wtedy go olśniło.
Różdżka.
Ojciec bawił się różdżką.
- Ale… alebędziecienamnieźli.
- Co?
Chłopak wziął głęboki wdech i zaczął mówić:
- Będziecie na mnie źli.… bo ja jak byłem u Olivierda to…
- To co? Żadna różdżka cię nie wybrała?- matka parsknęła śmiechem
- czy też przylatywała do ciebie cała masa różdżek? Ach nie, to były wszystkie
z włóknem smoczego serca…
Oboje rodzice zaczęli się śmiać, a potem nagle przestali,
przenosząc wzrok na przyjaciół z szkoły
- Czemu milczycie? Coś z tego co powiedziała Lily, to prawda?
Łapa przeniósł spojrzenie na Alexa, który zgryzał wargi udając
zdenerwowanie
- Alex ma różdżkę, tylko jego różdżka…- nie dołączył, bo
wspomniany mu przerwał
-… moja różdżka ma czarnomagiczne zwierze jajo rdzeń - wybuchnął i
wybiegł z domu, nadal grając zrozpaczonego
- O co mu chodzi, Lunio? - tym razem wspomniany nie zareagował na
przezwisko, bo wiedział, że sprawa jest poważna choć zagrożenie już minęło bo
rodzice bliźniaków złapali się na haczyk.
- Rdzeniem jego różdżki jest włos tresrala i on jest przekonany, że to
czarnomagiczne zwierze i prosił aby wam o tym nie mówić.
- Oliwierd tworzy różdżki z takim rdzeniem? Myślałam, że…
- Powiedział, że to jedna z jego pierwszych różdżek - wtrącił
Łapa, kłamiąc i po chwili dodał:
- James idź z nim pogadać. Pewnie poszedł na boisko…
- …od quidditcha. Wiem - i wyszedł, zaś Lily usiadła na fotelu
koło kominka, wzdychając.
Żadne z Państwa Potterów nie zwróciło uwagi na syna wchodząc,
podczas ,,rozmowy" i nawet nie zauważyli kiedy wyszedł. Zaś jedyni wierni
Huncwockiej ideologii patrzyli na siebie porozumiewawczymi spojrzeniami i dalej
nie wiedzieli jak to zmienić, więc pogrążyli się w swoich myślach.
Od autorki to tyle. Podobało się? Mam nadzieję, że się podobało
liczę na zdrową porcję krytyki. (Oby pozytywnej [śmiech] ).
A więc do zobaczyska. Ha ha
Żegna się Amei
Baj
Kiedy kolejny rozdział? Mówiąc szczerze to mnie zaciekawiło. Szkoda mi trochę harrego. Ale ciesze się że ma wsparcie w chrzestnych i bracie.
OdpowiedzUsuńDziecie? O.o
Czekam na kolejny rozdział.
Weny!
Warecat.