wtorek, 16 czerwca 2015

Rozdział 7

  Siemanko!
Powiedziałam, że rozdział będzie wcześniej. I chyba was tym zawiodłam? Mam nadzieję, że wam to trochę wynagrodziłam małym wejściem za kulisy tego rozdziału. A oto rozdział:

           Rozdział 7
        Zasada ósma.

   Dwa tygodnie później Alex i Ron po raz nie zgubili się idąc na śniadanie i uważali to za powód do świętowania i byli oburzeni, że nikt nie chce świętować z nimi. A śmiech Harry'ego sprawił, że obrazili się na niego do końca dnia.
W kolejny piątek zajęcia minęły szybko choć to były eliksiry, które ponownie zakończyły się dla Lorda Longbottona wizytą w Skrzydle Szpitalnym. Po skończonej lekcji, Harry powiedział bratu, że idzie zobaczyć co u Neville, któremu znowu wybuch kociołek, mimo pomocy zielonookiego. W pokoju wspólnym wieży Gryffindoru zauważyli informację, że dziś po południu zaczynają lekcje latania.Tak ucieszyli się z informacji, że w końcu będzie można polatać, że nawet nie zwrócili uwagi na fakt odbywania tych zajęć z Ślizgonami. Swoją nieokiełznaną radością zwrócili uwagę wszystkich w pokoju wspólnym. Alex przyczajony do bycia w centrum uwagi nie przejął się tym, ale za to twarz Rona przybrała barwę jego włosów. Potter zaśmiał się wraz z resztą domowników. W tej samej chwili Harry i Neville weszli do środka.
- Co ci tak do śmiechu, Kasztanku? - śmiechy w pokoju przybrały na sile - Powiedz, też chce się pośmiać.
  Kasztanowo włosy zgromił brata spojrzeniem ale ten zbył go machnięciem ręki. Zrezygnowany mruknął coś cicho pod nosem. Harry ponownie się zaśmiał i odwrócił w stronę Lorda Longbottona:
- Choć Neville idzi..
- Zobacz zaczynają się lekcje latania - przerwał mu jasnowłosy, patrząc na tablicę.
- Hmm... O może być ciekawie, idziemy?
 - Chciałbym, ja nie...
- Nie martw się. Nauczę cię - złapał niższego chłopaka za rękę i pociągnął w stronę wyjścia. Będąc już przy nim staną, zabrał torbę Longbottonowi i rzucił bratu.
- Połóż ją na łóżko Neville.
- Ale Ha... - ale oni właśnie przeszli przez szparę w ścianie, a on musiał zapłać lecący przedmiot.
- Szlag znów się zmył zanim zdążyłem nim porozmawiać - mruknął i ruszył w stronę dormitorium.
  Tymczasem chłopcy zdążyli dotrzeć na błonia, gdzie czekała kobieta o jastrzębich oczach i krótkich, szarych włosach.
- Aż tak bardzo chcecie już polecieć - zaśmiała się kobieta - Niestety musicie poczekać na resztę.
Harry zamrugał gwałtownie zdziwiony.
- Zaczekać na resztę? Ja tylko chciałem  nauczyć Neville la...
- A więc uważasz, że ty to zrobisz niż ja, nauczyciel do tego wyznaczony - kobieta uniosła brew, a jej wyraz jej twarzy zmienił się na srogi.
- Nie, skąd. - Chłopak zaprzeczył gwałtownie. - Neville jest nieśmiały i nie chciałem, żeby ktoś się z niego naśmiewał jeśli spadnie z miotły - Wyżej wymieniony zaczerwienił się gwałtownie - Wie madame to jego pierwszy lot - głos Harry'ego stał się szeptem. - A przyszliśmy tak wcześnie by madame mogła mieć pewność czy na pewno robimy to poprawnie.
Kobieta nie wyglądała na zadowoloną ale zgodziła się, co więcej dała mu dziesięć punktów za chęć niesienia pomocy koledze, a to, że teraz był tydzień zdobywania punktów dla Krukonów zapewne nie miał z tym nic wspólnego.
Gdy tylko Harry odłożył torbę na bok, zaczęli lekcję.
Neville był już w powietrzu, kiedy uczniowie zaczęli się schodzić. Radził sobie całkiem nieźle, ale tylko do czasu - zobaczył Malfoya i chciał jak najszybciej znaleźć się na ziemi, więc skierował miotłę w dół. Zielonooki patrzył na to zdziwiony. Co takiego robił ten chłopak, że Lord się go boi?
Neville tak się spieszył, że nie był wstanie zapanować nad miotłą i spadł z niej. Harry widząc to krzyknął: DO MNIE i zaraz miał miotłę w ręce. Mimo, że każdy był pewien, że Longbottom spotka się z ziemią to się to nie stało. 
Okazało się, że młodszy z bliźniaków trzymał się jedną ręką rączki miotły, a drugą złapał pucowanego chłopaka. Kiedy stopy Nevilla były kilka cali nad ziemią, puścił go i chłopak bezpiecznie stanął na własnych nogach. Oczy każdego powiększyły się do wielkości spodków filiżanek, kiedy zobaczyli, że Potter gwałtownie odwrócił się łapiąc jakiś błyszczący przedmiot i wskakując nad miotłę znajdując się dziesięć stóp nad ziemią. Potem wylądował z gracją i podał ów rzecz Neville'mu, tak by reszta tego nie widziała.
- Widzę, że lekcje latania nie są ci potrzebne ale nie wyczyniaj takich ekscesów - mruknęła Hooch, a po chwili dodała - Dwadzieścia punktów za pomoc koledze.
Chłopak pokiwał głową, podchodząc do Gryfona.
- Widzę, że już się nie mogłeś doczekać, by usiąść na miotle - rozległ się cichy ale melodyjny kobiecy głos.
Wszyscy się odwrócili w tamtą stronę i zobaczyli brązowowłosą kobietę, która na pewno nie była z kadry nauczycielskiej tej szkoły. Jej czoło przecinała zielona wstążka wpleciona w misterny warkocz opadający na plecy. Twarz o łagodnych rysach i duże jasnozielone oczy, spoglądały za zasłony długich rzęs.  
- Helga Hufflepuff - uśmiechneła się do nich - A pani to Ronalda Hooch, prawda?
Nauczycielka latania pokiwał głową zdziwiona tym spotkaniem.
- Mogę porwać na chwilę chłopców, za chwilę wrócą - obiecała zielonooka.
- Tak - powiedziała szarowłosa kobieta.
Przez chwilę patrzyła zamyślona na oddalającą się kobietę. Dopóki kobieta się nie przedstawiła, była pewna, że to jest Rowena Ravenclaw. Myślała, że to założycielka jej byłego domu. Jednak się pomyliła, to była pierwsza opiekunka Puchonów.
Potrząsnęła głową i popatrzyła na swoich dzisiejszych uczniów. Grupka Gryfonów i Ślizgonów patrzyła za idącymi, którzy zatrzymali się przy murach zamku.
- Dziś zaczynacie lekcje latania więc na co czekacie? Każdy niech stanie przy miotle, wyciągnie prawą rękę i powie: DO MNIE!
Uczniowie szybko wykonali polecenie, ale niewielu udało się to za pierwszym. Jednym z takich osób był Alex Potter, który miał nadzieję, że porozmawia z bratem. 
Zaczynało go irytować to, że Harry ciągle gdzieś znikał - prawdopodobnie spędzał czas w swoim dormitorium ale co z tego skoro on tam nie miał tam dostępu. A jeśli już był - to z Neillem. Od tygodnia z nim nie rozmawiał. No dobra przesadził. Rozmawiali ale nie tak jak w domu. Teraz ich rozmowy przypominały mu te, które prowadził z rodzicami. A dowcipów już dawno nie robili. Jak tak dalej pójdzie to niedługo przegonią ich Weaslyowie. 
Tymczasem Harry wraz z Longbottonem kończyli rozmowę z zielonooką. Powiedziała im, żeby spodziewać się na kolacji wizyty Założycieli. Helga powiedziała Harry'emu coś, co Neville'mu wydało się dziwne, ale nic nie powiedział nie chcąc mieć kłopotów czy też stracić zaufania Pottera. Wracając, odwrócił się ale kobiety już tam nie. Powiedział to czarnowłosemu, ten jednak tylko się zaśmiał, że Hel wróciła do siebie. 
Kiedy wrócili na błonie, uczniowie byli już w powietrzu. A profesor Hooch co jakiś czas kogoś upominała, że powinien inaczej trzymać rączkę miotły czy też pokazywała im jak skręcać. Osobą, którą najczęściej poprawiała był Malfoy, co powodowało śmiechy u Gryfonów. Przecież Lord Junior tak się chwalił. Widocznie coś mu się pomyliło.
Chłopcy dołączyli do reszty, ale pilnowali się by nie być blisko owego Ślizgona. Co poskutkowało, bo tym razem nie było żadnej niebezpiecznej sytuacji z Nevillem.
Po jakieś godzinie, Hooch zwolniła ich i Alex zamierzał wykorzystać godzinę wolnego na rozmowę z bratem. Kiedy tylko wylądował, zaczął się rozglądać za bliźniakiem, ale ten wchodził już do zamku. Jęknął i pobiegł by go dogonić. Ron nie wiedząc o co mu chodzi, jednak biegł za nim. Ich pościg za Harrym skączył się na schodach. Ledwo na nie weszli, a te zaczęły się ruszać zmieniając swe położenie. Nie chcąc ryzykować kolejnej niespodziewanej podróży nie wiadomo gdzie, weszli w korytarz. Kiedy szli pochodnie się zapalały co wywołało w rudzielcu niepokój. Skoro zamek zawsze jest oświetlony to podejrzane jest to, że ten korytarz nie jest. Im dalej szli tym gorsze mieli przeczucia. Gdy przechodzili koło pewnych drzwi usłyszeli głos Snape:
- Co ty tu kombinujesz?
Drygnęli się i szybko się odwrócili. Odetchnęli z ulgą , gdy jednak czarnowłosego tam nie było. 
- Nie masz prawa tu być. - ponownie głos Mistrza Eliksirów.
Za chwilę usłyszeli drugi cichy głos, który się załamywał.
Przestraszeni spojrzeli na drzwi, które właśnie minęli. Właśnie za nich słychać było te męskie głosy.
- Mamy przesrane - powiedział Ron do Alexa.
Głosy za drzwiami ucichły, a oni rzucili się biegiem do ucieczki. Zwolnili dopiero gdy dotarli do schodów. Nie zwalniając zbiegli w dół, a u ich podstawy wpadli na Hermionę, która szła obandowana książkami, upadając upuściła je.
- Na schodach nie wolno biegać - powiedziała swoim przemądrzałym głosem, pochylając się by pozbierać książki. Alex schylił się by jej pomóc, gdy  Ron odparł, że gdyby nie brała tyle książek to by nic się nie stało. Ta zabrała książki od kasztanowowłosego i poszła sobie obrażona.
- Musiałeś? - mruknął Potter.
- No co to jej wina. Jakby tyle tych książek nie brała, to by zobaczyła nas i ominęła - bronił się rudzielec, a chłopak obok niego westchnął tylko.
- Idę do biblioteki. - poinformował Rona.
- A po co? - zdziwił się Gryfon - Udajesz Pannę-Ja-Wiem-Wszystko?
- Nie - warknął Alex - Idę szukać Harry'ego - i zdenerwowany pobiegł w kierunku Królestwa pani Prince.
Za to rudzielec z niezbyt mądrą miną stał u podnóża schodów, zastanawiając się co takiego powiedział. 
Tymczasem Lord Junior był już w Sanktuarium Książek i rozglądał się za bratem. Nie mogąc go znaleźć, spytał się bibliotekarki czy go widziała. Ta lekko zdziwiona odparła, że jego bliźniak dopiero wyszedł. Zdziwiona zadała pytanie czy nie spotkał go idą tu.
- Niestety nie - mruknął zawiedziony, a zaraz zadał kolejne pytanie:
- A wie pani może dokąd poszedł?
- Chłopcze, nie pytam się uczniów o takie rzeczy - powiedziała odwracając się do innego ucznia, który właśnie poddał jej książkę, którą chciał wypożyczyć.
- Rozumiem dziękuję. - powiedział cicho i zawiedziony poszedł w kierunku wyjścia.
- Szukasz Harry'ego? - usłyszał za sobą. Odwrócił się i zobaczył Teo i Blaise.
- On i Longbottom poszli do tego gajowego.
- Dzięki - i znów biegł. Był zaduszany kiedy wreszcie dotarł pod chatkę Hagrida, znajdującą się na skraju Zakazanego Lasu. A gdy usłyszał głos bliźniaka, odetchnął z ulgą. Zapukał i drzwi otworzył mu Hagrid.
- Witaj Alex. Wreszcie znalazłeś czas by mnie odwiedzić - powiedział radośnie gajowy, a brązowooki zarumienił się lekko kiedy zdał sobie sprawę, że odwiedził go dopiero pierwszy raz. - Wiesz, że i Harry dziś mnie odwiedził właśnie przyszedł z Nevillem.
- Naprawdę? - udał zdziwionego, rumieniąc się jeszcze bardziej - Nie wiedziałem - wszedł do środka i odszukał wzrokiem brata, który widząc jego spojrzenie odwrócił głowę. Alex westchnął, przypominając sobie, że Harry  potrafi rozpoznać każde kłamstwo. Teraz to był pewny, że dziś nie porozmawia z nim aby wszystko sobie wyjaśnić. Zielonooki zawsze, gdy usłyszał jak ktoś kłamie nie rozmawiał z nim najmniej przez kilkanaście godzin, innymi słowy brat nie odezwie się do niego dopiero. W najlepszym przypadku zrobi to jutro, a może nawet dłużej. 
- I jak Alex? Podoba ci się w Hogwardzie? - spytał Hagrid podając mu kubek z herbatą.
- Tak. Ale myślę, że niedługo będzie jeszcze lepiej.
- Tak?
- Mhnm - mruknął popijając herbatkę - Szczególnie, gdy wojna na dowcipy bardziej się rozwinie - usłyszał prychnięcie Harry'ego, niezrażony ciągał dalej - Ale nikomu nic nie mów.
- O to się cholibka nie martw. Nie powiem ani słowa.
Dalej rozmowa potoczyła się normalnie. Hagrid pytał jak podobają mu się lekcje i jak mu idzie nauka. Wtedy ponarzekał na Snape, co sprawiło, że Harry spojrzał na niego nieprzyjemnie, więc zdecydował się zmienić temat na inny. W oczy rzucił mu się nowy egzemplarz ,,Proroka Codziennego".
- Piszą coś ciekawego?
- Ee... Nie - powiedział Hagrid unikając jego spojrzenia.
- Ktoś włamał się do Gringotta - powiedział cicho Neville.
- Naprawdę?!? - zdziwił się Alex - Ale ktoś ma nie po kolei w głowie. Załapali go?
- Nie. Włamano się do pustej skrytki.
- Aha - mruknął brązowooki. Chciał zadać jeszcze jedno pytanie ale odezwał się Hagrid:
- Pora już na kolacje, co nie?
Chłopcy spojrzeli na niego lekko zdziwieni tą nagłą zmianą tematu. 
- Odprowadzę was do zamku, co wy na to?
Goście pokiwali głowami i wstali.
- Sam bym coś wszamał - odparł Alex i zobaczył zdziwione spojrzenie Neville, przez co cicho się zaśmiał.
Cała grupka udała się do zamku. Gdy wchodzili do Wiekiej Sali kasztanowowłosy zobaczył, że nie, Harry'ego. Zapytał blondyna czy nie wie gdzie poszedł jego brat, lecz ten odparł, że zielonooki zaraz przyjdzie. Potter nie był tego taki pewny. Zwykle, gdy ktoś skłamał, czarnowłosy unikał tej osoby tak długo jak się dało. Niepewny usiadł za stołem i nadal zamyślony sięgnął po tosty. Niedługo potem obok niego przysiadł się Ron i Seamus, którzy wkręcili go w rozmowę i zapomniał o swoich rozmyślaniach.
Kolacja miała się ku końcowi, gdy do środka weszła trójka osób. Pierwszy rok Gryfonów i Ślizgonów patrzyli zdziwieni na jedną z przybyłych postaci. Brązowowłosa kobieta to była to sama, która pojawiła się na ich lekcji Latania. Zaś Ronalda Hooch zdziwiona wpatrywała się w drugą kobietę. Skoro brązowowłosa była Hufflepuff, to ta druga kobieta była Założycielka Domu Orła. Owa kobieta miała włosy o takiej samej barwie jak oczy - złote. Rozpuszczone włosy sięgały jej do kolan. Duże złote oczy patrzyły na Krukonów z pewną dozą czułości i przywiązania.
- Kapitanowie quidditicha, szeregu zbiórka - zawołał czarnooki mężczyzna stojący pomiędzy kobietami, a uczniowie spojrzeli na niego nierozumiejącym wzrokiem.
Kobiety u boku Slytherinu zaśmiały się i ta o brązowych włosach powiedziała:
- Niech kapitanowie drużyn quidditicha tu do nas podejdą.
Uczniowie patrzyli na siebie zdziwieni. Przy stole Gryffindoru członkowie drużyny spoglądali na swego kapitana czekając aż ten wykona jakiś ruch. Ten jednak był cały blady i nie wyglądał jakby miał ochotę podejść do owej trójki dorosłych. Rudowłosi bliźniacy widząc to podeszli do niego.
- Wood, idź. - mówił Fred - Może znajdą nam szukającego.
Chłopak popatrzył na rudzielca i pokiwał głową. Wstał i poszedł wzdłuż stołu. Idąc zorientował się, że nie tylko on się odważył. Kapitanowie Krukonów i Puchonów również szli. Kiedy byli już na miejscu, jedyny mężczyzna w gronie kobiet poszedł do stołu Slytherinu. Wtedy Wood zauważył, że brakuje Marcusa Flinta - kapitana Ślizgonów.
Wszyscy na sali patrzyli na mężczyznę, który stanął przed Ślizgonem.
- Wysłać ci zaproszenie? - głosie było słychać sarkazm.
Członek domu Węża otworzył usta aby odpowiedzieć ale mężczyzna nie pozwolił mu na to.
- W tej chwili dołącz do reszty. - warknął i odwrócił, by odejść gdy usłyszał:
- Żaden Gryfon nie będzie mi rozkazywał. Nawet sam Gryffindor.
Cała Wielka Sala zamarła w oczekiwaniu co się teraz stanie.
- Jak mnie nazwałeś-  powiedział niebezpiecznie cicho czarnooki.
- Gordyk Gryffiondor - Flint niemal wypluł te słowa, dając jasno do zrozumienia co myśli o mężczyźnie stojącym przed nim.
- GRYFFINDOR!! - zagrzmiał mężczyzna, a kobiety stojące przy kapitanach quiddicha, zaczęły się śmiać.
Zszokowani uczniowie obserwowali scenę rozgrywającą się przed ich oczami w ciszy. Nie rozumieli co się dokładnie dzieje i woleli się nie wychylać. Obecni nauczyciele zastanawiali się czy nie zainterweniować, gdy Założyciel uspokoił się i podszedł do złotowłosej.
- Coś ty znowu wymyśliła?!? - warknął stając twarzą w twarz z Roweną.
Kobieta uśmiechnęła się figlarnie.
- Zrobiłam ci dowcip. - i zaczęła się śmiać.
Helga niespokojnie spojrzała na Sala, którego mina nie wróżyła nic dobrego.
- Jakim prawem zamieniłaś mój portret i portret Gordyka?!?
Oczy wszystkich w Wielkiej Sali w jednej chwili osiągnęły rozmiar spodków od filiżanek. Nie jednej osobie przeszło przez głowę, że żyli w błędnym przekonaniu jeśli chodzi o Założycieli.
   Alex patrzył to na mężczyznę, to na złotooką. O co im chodzi? Jaki dowcip? Jakie portrety?
- Przecież znasz się na żartach? - mruknęła Rowena - Więc co się denerwujesz?
- Żarty żartami ale ty zamieniłaś portrety!
- I?
- I?!? Rowena, przez ciebie wszyscy myślą, że ja to Gryffindor! - cichy głos mężczyzny zamienił w krzyk, a każdy na sali gwałtownie nabrał powietrza.
- Co się tak denerwujesz? - w głosie kobiety było słychać rozbawienie. - Mój i Helgi też zamieniłam, a ona się tak nie zachowuje.
- Jest zasadnicza różnica między mną a Gordykiem! - każdy na wielkiej sali był pewny, że chodzi o te czystokrwiste poglądy.
- Oj tam. Nie przesadzaj. - machnęła ręką Rowena.
- Że to niby ja przesadzam! - warknął mężczyzna - A niby kto zachował się jak kilkuletnie dziecko i pozamieniał...
- To tylko dow... - zaczęła kobieta ale przerwał jej Sazalar.
- Tylko dowcip! Przez ten twój dowcip członkowie mojego domu myślą, że ja to...
- O to twoi podopieczni jednak używają organu, który nazywa się mózg. A ja myślałam, że ambicja i spryt wam wystarczają - parsknęła Rowena.
Wyraz twarzy mężczyzny diametralnie się zmienił. Jego twarz stała się kredowobiała, a usta zacisnęły się w linę.
- Teraz to już przesadziłaś - w stronę kobiety pomknęła niebieska smuga światła, a ta odbiła to jednym ruchem i sama wysłała w jego kierunku czerwony promień.
- Dosyć! - zawołała zielonooka, stając między nimi - Zachowujecie się jak dzieci!
-  To on/ona! - krzyknęli jednocześnie kłócący się i posłali w siebie kolejne zaklęcia, mimo Helgi stojącej między nimi. Te jednak minęły ją, a walczący nagle znaleźli się na przeciwnych stronach Wielkiej Sali. Trójka Założycieli spojrzała w kierunku drzwi, a obecni w sali też podążyli tam wzrokiem. 
W drzwiach stał wysoki mężczyzna o czarnych włosach, które sięgały podłogi ale jej nie dotykały - nosiły się nad nią. Twarz o wyrazistych rysach, które nadawały jej surowe oblicze, a na prawym policzku miał dołeczek. Najwięcej zdziwienia wywoływały jego oczy, które były koloru szarego. Niby zwykły kolor, a jednak było w nich coś niezwykłego. Niektórzy uczniowie spoglądając w jego oczy mieli wrażenie, że patrzą w tak zwane płynne srebro. Ubrany w czarne szaty, a przy prawym boku miał miecz. Zaś obok niego stał Harry.
- Nareszcie - westchnęła Hufflepuff - Co tak długo?
Mężczyzna nie odpowiedział jej, tylko wszedł do środka i stanął przed Woodem. Spojrzał mu w oczy, chłopak drygnął jednak spojrzenia nie odwrócił. Długowłosy pokiwał głową i podszedł do  stojącej obok kobiety. Kapitan Gryfonów zamrugał zdziwiony, gdy Gryffindor nic nie mówiąc, odszedł.
Między czasie Rowena i Salazar podeszli do nich.
- Zrób coś z nią/nim - warknęli patrząc na siebie wrogo.
Jednak mężczyzna zignorował ich i spojrzał na Harry'ego, który nadal stał w drzwiach. Czarnowłosy wszedł do środka i usiadł przy swoim stole, na którym pojawiła się kolacja. Chłopak nie zważając na spojrzenia innych zaczął kolację, między czasie usiadł obok niego Gryffindor.  
Tymczasem Założycielka Hufflepuffu westchnęła cicho i zwróciła się w stronę kapitanów drużyn.
- Pamiętacie może zasady Dzieci Hogwartu? - zapytała, a kapitanowie kiwnęli głowami, kontynuowała - Chodzi mi o zasadę ósmą.
Trójka uczniów stojąca przed nią spojrzała na siebie nie pewnie. Musieli te zasady zapamiętać?
- Zasada ósma mówi, że Dziecko Hogwartu może grać w quidditcha ale wtedy i reszta drużyn musi go przetestować i zdecydować czy chcą go w drużynie - mówiła dalej Rowena - tak więc wiecie już co was czeka. Musicie sprawdzić Harry'ego.
Wzrok wszystkich powędrował w stronę chłopaka przy stole. Wood, Cedric Diggory i Roger Davies również spojrzeli na chłopaka ale pod kątem sprawdzenia jego budowy. Jedynie Flint nie zwracał uwagi na to wszystko. Uważał, że on do niczego się nie nada.
- Tak uważasz? - rozległ się głos za nim. 
Odwrócił się. Za nim stał Gryffindor... Nie  to przecież Slytherin. Sam Salazar Slytherin, który walczył z tą Riweną...
- Że co proszę? - kobiecy krzyk, a po chwili Marcus stał oko w oko z jedną z Założycielek. 
- Rowena! Nie, Riwena! Miałam rację, że ta wasza ambicja zjada wam szare komórki! - krzyczała złotooka.
- Rowena uspokój...
- No jasne. Rowena uspokój się, ale jakby to ciebie nazwał Hedzia... - śmiech ów kobiety przerwał tyradę Ravenclaw.
- Takie to zabawne, prawda? - warkneła - to radź sobie sama! - i usiadła obok Harry'ego, który nadal jadł, jakby nic się nie działo.
Helga westchnęła ciężko jednak kontynuowała.
- Macie go przetestować i...
- Ja nie będę go testował - przerwał jej Ślizgon, który nawet nie przyszedł stanąć w szeregu. - Nie chcę go w drużynie.
Na te słowa Rowena gwałtownie się zerwała z krzesła, na które dopiero usiada i podeszła do mówiącego.
- Oficjalnie rezygnujesz, że nie chcesz Dziecka Hogwartu w drużynie? Nie pragniesz przetestować Harry'ego Pottera na szukającego swojej drużyny? - zapytała podekscytowana.
- A co niby powiedziałem? - powiedział lekceważąco Flint.
- Nie tak - machnęła ręką kobieta - Powiedz to oficjalnie.
Chłopak spojrzał na nią podejrzliwie, a potem przeniósł wzrok na Gry...nie Slytherina, który patrzył na niego jakby chciał mu coś przekazać. Ale co? Jednak chłopak podjął już decyzję nie chciał żadnego lalusiowatego Pottera w drużynie.
- Ja, Marcus Flint oficjale rezygnuje z przetestowania Dziecka Hogwartu, Harry'ego Pottera do drużyny Slytherinu. Teraz pasuje złotko? - prychnął lekceważąco i odwrócił się do swoich kumpli.
- Tak i to bardzo - kobieta uśmiechała się triumfalnie, co wzbudziło podejrzenia u uczniów i rozwiało wątpliwości kapitanów pozostałych drużyn. Za to twarz Salazara wyrażała całkowite niedowierzanie.
- Ty zrezygnowałeś? - jego głos niepewny i było w nim słychać zdziwienie, a po chwili zupełnie się zmienił - Ty idioto! Czy ty w ogóle masz jakieś szare komórki w mózgu?!? Wiesz co zrobiłeś? Właśnie oddałeś im Puchar Quiddicha bez walki!
- Jak bez walki?!? - Ślizgon gwałtownie wstał - Mecze się jeszcze nie zaczęły!
- I co z tego?! On ma talent jakiego świat nie widział od ponad trzystu lat, a ty z tego jakby nigdy nic zrezygnowałeś!
- Jaki talent, co? - zapytał uczeń niedowierzająco - On jest charłakiem każdy to wie! A to wszystko to jakaś szopka wymyślona przez Potterów! Wy nie żyjecie od tysieńcy lat!
Twarze uczniów to wyraz szoku i zdziwienia, zaś twarze Założycieli - rozbawienie.
- On myśli, że my... - Helga przestała się kontrolować i zaczęła się śmiać, a uczniowie dalej nie wiedzieli co myśleć.
- W takim razie jakim cudem żyjecie? - zapytał Ślizgon.
- To nasza sprawa - rzekła cicho Rowena, a w jej głosie tliło się jeszcze rozbawienie. - W każdym razie dziękuje, że zrezygnowałeś z Harry'ego. W tym roku na pucharze quiddacha, a może i domów będzie Ravenclaw!
- Właśnie o tym mówiłem! Teraz ona nie przepuści takiej szansy! - mruczał pod nosem Salazar.
- No i co z tego? - powiedział kpiąco Ślizgon - Zdobywaliśmy te Puchary od lat, żaden lalusiowaty Potter nam nie zagrozi.
- Wypraszam to sobie! - zerwał się Alex.
- Nie mówię o tobie Chłpocu-Który-Nie-Mogłeś-Umrzeć-Tylko-Przeżyłeś! - prychnął lekceważąco.
- Myślisz, że o tym nie wiem!?! Nie będziesz obrażał mojego brata! - i posłał w jego kierunku zaklęcie, które zniwelował Salazar.
- Nie wtrącaj się Potter! Siadaj powrotem - starszy z bliźniaków usiadł niechętnie, gromiąc wzrokiem Ślizgona.- A jeśli o ciebie chodzi - powiedział do swojego podopiecznego - jeśli te puchary znajdą się w ręku innego domu, przestaniesz być kapitanem drużyny.
Twarz chłopaka zbladła lekko, ale po chwili na jego twarzy pojawił się pewny siebie uśmieszek. Wrócił do swojego stołu i zaczął rozmawiać z innymi członkami drużyny.
Helga widząc to postanowiła w końcu zakończyć to co powinna już dawno powiedzieć.
- Wy jako kapitanowie drużyn, przetestujecie Harry'ego. Macie na to czas do następnej niedzieli. Wtedy macie być już zdecydowani, czy chcecie go w drużynie. A skoro Slytherin już zrezygnował, kolejność taka jak w zasadzie ósmej. Od Krukonów, Puchoni, a na końcu Gryfoni. Obyście podjęli dobrą decyzję. - uśmiechneła się do nich promiennie. - A teraz jeśli chcecie możecie porozmawiać z Harrym lub założycielem swojego domu. Wood ty dziś raczej nie porozmawiasz sobie z Gordykiem. Nie jest dziś zbyt rozmowny, zwłaszcza, że ta dwójka ZNÓW się pokłóciła, a on ich ZNOWU - spojrzała na dwójkę swoich przyjaciół, akcentując pewne słowa - musiał rozdzielać. Ale spróbować zawsze możesz.
Helga podeszła do swojego podopiecznego, wraz z którym usiadła przy stole jej domu.
Chyba nikogo nie zdziwiło, że każdy z tej trójki kapitanów z tego skorzystał. Zielonooka miała racje i Wood nie miał tego szczęścia by porozmawiać z Gryffindorem, ale za to Harry chętnie odpowiadał na jego pytania, ale tylko te związane z quiddichem. Rowena zawzięcie dyskutowała z swoim uczniem, żywo gestykulując. Kiedy rozluźnił się, zaczęła wypytywać go kiedy ma zamiar przetestować zielonookie Dziecko Hogwartu. A Helga zaczeła od rozmowy z kapitanem drużyny jednak ta szybko się skączyła więc zaczęła rozmawiać z pozostałymi uczniami, którzy wydawali się być ogromnie podekscytowani rozmową z Założycielką ich domu. McGonagall poinformowała uczniów, że pora już do łóżek na co uczniowie jęknęli i podnieśli się niechętnie by udać się do swoich dormitorium. Harry również ale on na musiał poczekać aż sala opustoszeje. Założyciele dotrzymywali mu towarzystwa dopóki wszyscy i wtedy opuścili Wielką Salę, a on wraz z nimi.


------------------------------------------------------------------
Kuniec!
( Ale rozdziału nie historii)

Czekam  na wasze opinie! Podoba się czy nie i takie tam... Nawet jeśli wam coś się nie podoba to piszcie. Przyjmę każdą krytykę!
Jednak mam nadzieję, że coś po sobie pozostawicie, skoro rozdział napisaliście.
Amei

3 komentarze:

  1. Dzisiaj trafiłam na tego bloga bardzo mi się spodobał ciekawy pomysł na fabułę, nie mogę się doczekać kolejnych rozdziałów.
    Pozdrawiam Zanet

    OdpowiedzUsuń
  2. Warto było czekać Świetny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń