środa, 12 sierpnia 2015

9 - Test Krukonów.

Hejo!
Tu kolejny rozdział! Ale najpierw mam małe wytłumaczenie. W rozdziale ósmym, Ostrze przyniósł woreczek, a w dalszej części jest podane, że przyniósł list. Ten błąd już poprawiłam ale na wszelki wypadek zamieszczam to wyjaśnienie. Koperta była zamieniona w woreczek dla wygody sowy.

A teraz odpowiedź na wasze komentarze:

Seba: Wielkie dzięki za twój komentarz!
Dagmara Biernat: Dziękuję za pozostawienie po sobie śladu. To był chyba twój pierwszy komentarz, więc dziękuję podwójnie. Jeśli znajdujesz jakąś literówkę lub błąd, z góry proszę o wytknięcie mi go. Poprawię i postaram się go więcej nie popełnić.
Anonimowy: Dzięki za twoją opinię o moim blogu. Niestety mam dla ciebie złą wiadomość. Sprawa z jajem nie wyjaśni się szybko.
Anonimowy, a raczej Miss.Slytherin: Sorki, że te błędy przeszkadzają ci w czytaniu, postaram się je popełniać mniej. Zastosowałam się do twojej rady i mam nadzieję, że teraz ich nie będzie. Uważasz, że niektóre sceny są momentami naprawdę kiepsko napisane. Nie mam nic przeciwko by mi je wytykać. Jednak proszę o rosądny komentarz, a nie: to jest jakiś rozpierdol. Jeśli naprawdę kiepsko mi wyszła postaram się ją pomrawić.
Uważasz, że między bliźniakami nie ma braterskich relacji - na to też przyjdzie pora ale na razie nie będzie tego dużo, bo chce nakreślić ogół historii. Cieszy mnie twoje zdanie na temat długości rozdziałów. Ja mam na ten temat inne zdanie - wydają się być za krótkie. Rozumiem twój niepokój o drugą historię. Rozdziały z historii: ,,W przyszłości i w przeszłości'' będą się pojawiać ale rzadko, bo chce się skupić na ,,Odrzuconym przez rodzinę''. Dzięki za pozdrowienia i życzenia. Sama też ci je posyłam. 

A wam wszystkim czytelnikom, życzę miłego czytania. Oto nowy rozdział:

 
         Rozdział 9
        Test Krukonów
   Dowcip, który zrobili Filchowi należał do standardu Huncwockich numerów i  pierwsza generacja robiła je woźnemu przynajmniej raz do roku, na co oni z radością mogli przystać, bo charłak był naprawdę nie do zniesienia. Neville trochę się bał, że mężczyzna bądź Pani Noriss ich przyłapie ale na szczęście nic takiego się nie stało, a nadchodziła pora na obiad i tym samym na test do drużyny Krukonów. Harry'emu niezbyt się do tego śpieszyło, bo przez Salazara i jego krzyki o talencie, który podobno posiadał, każdy kto choć trochę znał się na qudichu będzie dużo po nim oczekiwał. Nie żeby chłopak nie był to tego przyzwyczajony ale miał nadzieję, że tu Hogwardzie będzie inaczej.
Posiłek już trwał, gdy wszedł do Wielkiej Sali. Siadając przy swoim stole był aż nazbyt świadomy tych oczu skierowanych w jego stronę. Nie pomagało też to, że jego własny brat wpatrywał się w niego z oczekiwaniem. Niby obaj byli świadomi swoich umiejętności ale Alex... Zielonooki westchnął cicho. Jego brat podobnie jak Syri i Remi uważali, że powinien pokazać na co go tak naprawdę stać ale on tego nie chciał. Wolał stać z boku i wszystko obserwować niż grać główną rolę w przewarstwieniu zwanym życiem. Nie lubił być w centrum uwagi. Bycie cały czas na widoku, wystawiony na te wszystkie spojrzenia i ciągle pod obserwacją czy nie popełnia błędu było dla niego nie do zniesienia. Jednak te wszystkie lata spędzone w domu i na przyjęciach zrobiły swoje. Teraz był to tego przyzwyczajony i potrafił doskonale ukryć co naprawdę czuje i robić dobrą minę do złej gry. Nie zazdrościł bratu tej całej sławy jaką otrzymał jako Chłopiec-Który-Przeżył, wręcz mu współczuł, że musi to znosić ale tego nie okazywał. Alex nienawidził jak ktoś się nad nim litował i podobnie było z współczuciem. Będą bratem bliźniakiem Chłopca-Który- Pokonał-Tego-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wypowiadać też nie miał lekko, bo wiele czarodziejów i czarownic spodziewało się, że będzie taki jak Alex. On jednak nie robił nic by sprostać ich oczekiwaniom, a teraz jakimś cudem udało mu się tę uwagę na siebie ściągnąć, bo został pierwszym w historii tej szkoły Dzieckiem Hogwartu. I te zasady, które go obowiązywały... Nie chciał tego. Szczególnie nie pasowały mu te, które dotyczyły quidditcha . Ten sport był dla niego zabawą podczas, której spędzał czas z bliźniakiem, a nie trofeum dla jakiś drużyny. Tak właśnie czuł się teraz. Jak trofeum. Wiedział, że Helga trzymała się ustanowionych zasad, dlatego powiadomiła o tym wszystkich. Tylko dlaczego najpierw nie zapytała go o zdanie? Rowena nawet o tym nie myśląc, od razu chciała by był w drużynie jej domu. Zależało jej tylko na pokonaniu Slytherinu po tym jak zrobił jaj kilka lat temu głupi kawał i teraz ciągle myślał, tylko jak go pokonać. Sazalar chyba podobnie ale nie był pewny, bo mężczyznę było trudno rozgryźć. A Gordyk? Jego nawet to go nie interesowało, a bynajmniej tak dawał to odczuć. Gdy się było przy Gryffindorze, te wszystkie legendy, podania i książki o nim wydawały się być zwykłą bajką. A jeśli chodzi o ten odwieczny konflikt Slytherin-Gryffindor, to...
- Harry! - usłyszał głos Roweny, wyrywający go z jego myśli. Podniósł głowę oczekując dalszego ciągu.
- Już czas. Pora na twój test do drużyny mojego domu - złotowłosa kobieta uśmiechała się radośnie, przypominając mu w tym momencie Alexa, kiedy ten był mały i czekał na Gwiazdkę. Nawet nie zapytała czy już skończyłem - pomyślał ponuro, ale posłusznie wstał od stołu i poszedł za kobietą. Pogrążony w swoich myślach, nie zwrócił uwagi na uczniów, którzy również wstali i szli za nimi. Dopiero kiedy kobieta stanęła, rozejrzał się aby wiedzieć gdzie jest. Byli na stadion quidditcha. Trzy pętle po obu jego stronach. Porośnięte trawą boisko znaczone białymi liniami, a włoku nich na ziemi prostokąt wyłożony piaskiem w razie bezpieczeństwa jakby obrońca spadł z miotły. Reszta zawodników nie miała takiego luksusu. Teren stadionu był pokryty trawą, która niezbyt zamortyzuje upadek z wysokości. Spostrzegł, że trybuny wypełniają się uczniami i jęknął w myślach. Miał przechodzić przez test na oczach całej szkoły? Czy to jakiś mecz czy test, bo już sam nie wiedział. Zwrócił swe oczu ku Rowenie mając nadzieję, że ta każe im opuścić stadionu, a przynajmniej tym uczniom, którzy nie należą do Ravenclaw. Na próżno złote oczy kobiety były wypełnione triumfem jakby już należał do drużyny Krukonów. Ponownie jęknął w myślach. Zaczął szukać na widowni brata, mając nadzieję go zobaczyć. Zaniepokojony jego brakiem, odgarnął włosy na ucho. Zaczynał się denerwować. Czemu go nie ma? Obiecał, że będzie i...
Poczuł jak jego bliźniak gwałtownie nabiera powietrza, gdy przytulił go by go uspokoić. Przez więź jaka ich łączyła, czuł jego zdenerwowanie i pragnął to zmienić.
- Dzięki - Harry'ego ledwo było słychać ale on i tak wiedział co chce przekazać mu młodszy brat.
- Gotowy, Potter? - usłyszał nad głową. Zobaczył  wysokiego, brązowowłosego chłopaka o piwnych oczach, który trzymał dwie miotły. Kiedy jego brat kiwnął głową, podał mu jedną z nich. - Kiedy usłyszysz gwizdek zaczynamy i... A ty co tu jeszcze robisz? Zmykaj stąd! - powiedział do niego Krukon - Jeszcze tego brakuje, żeby pierwszoroczniak tu się kręcił i wylądował w Skrzydle Szpitalnym, gdy oberwie tłuczkiem - mruknął jakby do siebie.
Alex spojrzał ostatni raz na brata, pokazując mu uniesione w górze kciuki, ten uśmiechnął się kącikami ust i wsiadł na miotłę. Widząc to kasztanowowłosy pobiegł w stronę widowni. Wbiegał po schodach gdy usłyszał dźwięk gwizdka. Odwrócił się by zobaczyć startującego bliźniaka, równocześnie usłyszał:
- Alex! Tutaj.
Znów się odwrócił i zobaczył machającego do niego Rona, który siedział obok Neville. Pobiegł do nich i usiadł z nimi.
- Jak z Harrym? - spytał blondyn.
- Trochę się denerwuje, ale zaraz mu przejdzie - odpowiedział Alex, wypatrując brata między Krukonami. Zauważył go na drugim końcu boiska, jakiś trzy metry nad najwyższą pętlą. Właśnie pochylał się by uniknąć tłuczka lecącego w jego stronę, a chwilę potem gwałtownie zanurkował, co zdziwiło publiczność.
- Co on wyprawia? W ten sposób nie uniknie tłuczków. - mruknął Ron.
Wszyscy gwałtownie nabrali powietrza widząc Pottera spokojnie stojącego na boisku, a w jego zaciśniętej ręce było widać trzepoczące skrzydełka znicza. Wśród obecnych rozległ się okrzyk zdziwienia. Nie minęło nawet pięciu minut od wypuszczenia znicza, a ten już go złapał!
- Jeszcze raz! Wypość znicz! - rozległ się krzyk Davisa - Jeszcze raz! Tym razem manewruj wśród innych zawodników, a reszta niech mu to utrudnia! Pałkarze odbijajcie w jego kierunku tłuczki!
Harry ponownie wsiadł na miotłę, wypuszczając z ręki znicz, który zaraz znikł widzom z oczu. Wypatrując złotej kulki z skrzydełkami robił uniki od tłuczków, a pozostali zawodnicy nieustannie pojawiali się na jego drodze, próbując mu przeszkodzić w szukaniu.  Mimo tych wszystkich utrudniań ze strony Krukonów po półgodzinie miał ponownie znicz w ręku. Roger zarządził jeszcze kilkanaście różnych manewrów, aby przeszkodzić Harry'emu. Chłopak za każdym razem bez większych problemów łapał złotą kulkę, a uśmiech na twarzy ścigającego powiększał się.
- Dobra na dziś koniec! - krzyknął Davies - Wszyscy rozejść się!
Do brązowowłosego podeszła złotooka Założycielka Ravenclawu z podobnym uśmiechem na twarzy.
- I jaka decyzja?
- Przecież na to mamy czas do następnej niedzieli - uśmiechnął się przebiegle Krukon.
- Rozumiem. To do zobaczenia - kobieta odwzajemniła uśmiech i zniknęła.

- Harry! Poszło ci wspaniale! - cieszył się Lord Potter Junior
- Myślisz, że teraz mnie przyjmą? - wyszeptał cicho zielonooki. Jego głos był przytłumiony, bo szedł z pochyloną głową.
- A dlaczego by tego mieli by nie zrobić? - krzyknął z niedowierzaniem Ron - Byłby głupi gdyby tego nie zrobili?
- Ron! A co z naszą drużyną quiddicha? Jeśli oni go przyjmą, Harry nie będzie mógł grać na wszystkich meczach Gryffindoru!
Przez swoją kłótnię dwójka Gryfonów nie zauważyła, że Dziecko Hogwartu zostało w tyle. Harry był pogrążony w swoich myślach. Mimo, że uwielbiał latać, w teraźniejszej perspektywie prawdopodobnego bycia w drużynie quiddicha i zajmowania w niej pozycji szukającego, nie napawało go radością.
- Harry, w porządeczku? - zielonooki obejrzał się za siebie i zobaczył uśmiechniętego Hagrida.
- Tak, po prostu się zamyśliłem.
- Świetnie ci dziś poszło - pochwalił go gajowy.
- Mhm - mruknął chłopak.
- Coś cholibka ty taki ponury? - zagadnął go półolbrzym.
- Co? Nie... Po prostu Alex chce bym był w drużynie Gryfonów i niezbyt podoba mu się myśl, że Krukoni mnie przyjmą do drużyny - wymyślił na poczekaniu Potter.
- A... to może być problem - zgodził się z nim Hagrid - Wpadniesz na herbatkę?
- Nie teraz, muszę jeszcze załatwić jedną sprawę przed kolacją - i szybko odszedł w kierunku zamku.
- Ale Harry do kolacji masz jeszcze trochę czasu - zawołał za nim gajowy ale on nie zwrócił na to uwagi, podchodząc do Nevilla.
- Byłeś świet...
- Nev, proszę tylko nie i ty - jęknął chłopak.
- Dobrze - zgodził się z nim blondyn i szli obok siebie w milczeniu, nawet po wejściu do zamku.
Będąc blisko Wielkiej Sali usłyszeli krzyki Filcha i głos McGonagall.
- Ależ Argusie, panowie Weasley nie mogli tego zrobić mieli wtedy szlaban ze mną!
- Ja wiem, że to byli oni! A któż by inny to by zrobił? Tych przeklętych huncwotów nie ma już w szkole! - wściekły głos woźnego było słychać wyraźnie.
Chłopcy powoli się wycofali i przy najbliższym zakręcie skręcili w lewo by jak najszybciej oddalić się od tego miejsca. Przecież to oni zapaskudzili gabinet Filcha, a w dodatku jeden z nich był potomkiem z owych Huncwotów. Więc lepiej było się jak najszybciej ulotnić. Zwłaszcza, że biuro czy jak kto woli gabinet woźnego był niedaleko Wielkiej Sali i ten rozkoszny zapach nadal się unosił w powietrzu.
- Myślisz, że Filchowi się uda pozbyć tego brudu za pomocą Magicznego Likwidatora Wszelkich Zanieczyszczeń Pani Scower? - zapytał Neville, gdy byli blisko Wieży Gryffindoru.
- Czy ja wiem? Po części może mu się udać, ale nie usunie tego zapachu. on będzie się utrzymywał co najmniej tydzień - odpowiedział mu syn Rogacza.
- Miej czy więcej?
- To zależy jakim sposobami będzie chciał usunąć brud - mruknął Harry.
- Odwaga - powiedział Neville do obrazy Grubej Damy, która rozchyliła im wejście do pokoju Wspólnego.
- Ej, Potter! Czemu pokazałeś, aż takie umiejętności, co? Teraz Krukoni na pewno cię przyjmą i z twojej obecności w naszej drużyny nici! - krzyczał jakiś piątoroczniak.
- Zamknij się! - wrzasnął Alex - Nic ci to tego!
- Nic mi to tego?!? Jestem w Gryffindorze i chce żebyśmy w końcu zdobyli Puchar Quiddicha, a jakbyśmy zdobyli jeszcze Puchar Domu to by dopiero było! A on tym cyrkiem wszystko zaprzepaścił!
- Tan była Rowena Ravenclaw! Myślisz, że by nie zauważyła, że coś ukrywa? Przecież to ona założyła Dom Dla Inteligentnych!
- Dosyć! - rozległ się krzyk Percy'ego Weasleya - Harry Potter nie jest w naszym domu! Nie możesz od niego wymagać takich rzeczy. Wszyscy rozejść się.
Neville dopiero teraz zauważał, że włoku nich zebrał się spory tłumek Gryfonów.
- A ty Harry, lepiej jeśli już pójdziesz. - powiedział perfekt Gryffindoru, zielonooki kiwnął głową i wyszedł, wcześniej żegnając się z bliźniakiem i Longbottonem.
- Zobaczymy się na kolacji - rzucił Alex w stronę wychodzącego, brat pomachał mu na pożegnanie i wyszedł. Kasztanowowłosy zabrał się za odrabianie prac domowych i czas do kolacji szybko mu minął. Z Ronem i Nevillem po bokach wszedł do Wielkiej Sali. Ledwo usiadł przy stole, gdy poczuł na ramieniu kościsty uścisk ręki.
- Wiem, że to twoja sprawka, Potter - zaniepokojony odwrócił się i zamarł.
Za nim stal Argus Filch z swoją kotką na ramieniu.


2 komentarze:

  1. Dziękuję za odpowiedź ^^.
    Na ten moment jeden z ciekawszych rozdziałów i najlepiej napisanych stylistycznie ^^. Tylko literki znikały na końcach wyrazów oraz zamiast "tam" z zdaniu o Rowenie przebywającej na stadionie quidditcha pojawiło się "tan".
    (Przepraszam ale mój telefon się obraził i nie chce wklejać zdań w komentarzach. ;-;) Kilka linijek po tym jak Alex przytula Harry'ego (Krwotok z nosa, bo to urocze. ^^) jest zdanie gdzie starszy z braci i pokazuje mu uniesiony palec, a Harry się uśmiecha. No i tam się pogubiłam. Chwilkę musiałam pomyśleć kto się uśmiecha ale ogarnęłam w porę. Mogłabyś wstawić przed " ten" literkę "a"?
    I przepraszam za to że nie podałam powodów dla których niektóre momenty to istny rozpierdol ale miałam gości w tamtym czasie i jak już wróciłam do pisania to wątek mi się urwał. ^^"
    Nie wiem co jeszcze napisać więc pochwalę styl który się sporo poprawił. ^^ Jakoś lżej mi się czyta. c:
    To ja pozdrawiam serdecznie i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny rozdział Po prostu chce się więcej i więcej Czekam z niecierpliwością na nowy rozdział :)

    OdpowiedzUsuń