czwartek, 8 września 2016

11.

Szczerze to nie wiem czy nawet mam prawo pisać słowa przywitania, skoro tak długo mnie tu nie było. Zazwyczaj w takich chwilach powinno się tłumaczyć, dawać jakieś powody nieobecności ale jakoś nie mam na nie siły. Kłopoty ze zdrowiem, ciągłe pobyty w szpitalu oraz nieustające badania dały mi się w znaki i nie potrafiłam nic napisać. Kiedy nastały wakacje wcale nie było lepiej związku z praktyką za granicą, a wraz z ich zakończeniem nastąpiła tragiczna śmierć mojej koleżanki i nie nadawałam się do życia. Moja siostra kazała mi coś napisać. Cokolwiek to by było i siedziała przy mnie dopóki nie skończyłam. Nie wiem jakim cudem ale mi to pomogło i nastąpił jakiś przełom. Po pierwszym smutnym opo napisałam kolejne i jeszcze kilka zakończonych tragicznie miniaturek aż kilka dni temu postanowiłam napisać coś na bloga. Nie jestem w stanie tego obiektywnie ocenić ale wydaje mi się, że ten rozdział jest najgorszy ze wszystkich.
 Nie potrafię powiedzieć czy napiszę coś jeszcze na bloga. Na razie staram sobie poradzić sobie z rzeczywistością i powrotem do szkoły.
W każdym razie dziękuje wszystkim osobom, które tu zaglądały kiedy mnie tu nie było. Dziękuje za komentarze i słowa zachęty. Mam nadzieję, że mimo wszystko wam się spodoba. Oto gotowy rozdział. Amei.

                      Rozdział 11
                   Gdzie jest Harry?

Poniedziałkowy poranek Alex wstał wcześnie i niecierpliwie oczekiwał przybycia bliźniaka. Gdy minęła godzina, a ten jeszcze nie przyszedł zaczął się niepokoić i go szukać. Pytał o Harry'ego każdą napotkaną osobę. O dziwo w drodze do Wielkiej Sali nie spotkał żadnych Ślizgonów. Po zajęciu miejsca przy stole zaczął się rozglądać za bratem ale nigdzie go nie było.
- Neville, widziałeś Harry'ego? - zapytał starając się wyglądać spokojnie.
- Dziś jeszcze nie - odpowiedział cicho Gryfon z niepokojem zerkając na stół Dzieci Hogwartu.
                            * * * 
Susan przękneła ostatni kęs tosta, gdy ktoś położył jej dłoń na ramieniu. Spojrzała za siebie i z zdumieniem zauważyła, że to Alex Potter. Tyle, że bez tego Weasleya. I co dziwne bez Harry'ego, co ją zaskoczyło.
- Tak? - zapytała, zastanawiając się co on może od niej chcieć.
- Widziałaś może dziś Harry'ego?
Gdy usłyszała głos chłopaka zdała sobie sprawę, że coś jest nie tak. I to nie tylko dlatego, że nie zwrócił się do niej tak jak obowiązuje to Lordów i Lady. Głos Alexa drżał, a w jego oczach był widoczny niepokój.
- Nie - powiedziała łagodnie - Stało się coś?
- Większość osób, których pytam o Harry'ego, mówi, że ostatni raz widzieli go powracającego z testu do drużyny Krukonów. Ja wiedziałem go jeszcze w Pokoju Wspólnym Gryffindoru po teście Krukonów, przez cały weekend się nie pokazał, a dziś nigdzie go nie ma.
- Rozumiem -  mruknęła Susan, aby po chwili szybko zapytać:
- A pytałeś profesorów? Profesor McGonagall na przykład? Chyba ona jest opiekunką twojego domu?
Chłopak kiwnął głową, a potem gwałtownie potrząsnął głową.
- Nie. Nie chce ich jeszcze informować, bo jeśli Harry'emu nic nie jest, to pewnie wpadnie w kłopoty, gdy się okaże, że niepotrzepanie go szukali.
- Nie martw się - starała się go pocieszyć Puchonka - Zdążyłam już trochę poznać Harry'ego i jestem pewna, że nic mu nie jest.
- Ja nie jestem tego taki pewien ale dzięki za pomoc - odwrócił się od niej i wybiegł z Wielkiej Sali.
- A ja się martwiłam, że nie zjem dziś śniadania, on to ma dopiero problem - mruknęła do siebie, sięgając po kolejnego tosta, gdy tknęła ją pewna myśl i gwałtownie wstała od stołu. 
Choć nadal była głodna, straciła apetyt, kiedy uświadomiła sobie, że mogło coś stać się Harry'emu. Lubiła tego cichego aczkolwiek zabawnego chłopca. Postanowiła, że też go poszuka jeśli nie pojawi się w czasie lekcji. Mogła i teraz ale nie zamierzała dawać Megan kolejnych powodów do jej ploteczek.
Potrząsnęła głową aby pozbyć się tych myśli i skupiła się na czymś milszym. 
W każdy Poniedziałek miała Historię Magii z Slytherinem, a na tych lekcjach Harry zawsze był ubrany w barwy jej domu. To ciągłe zamieszanie, które dotyczyło jaki dom tego  tygodnia reprezentuje i jego ubiór w owym dniu, zawsze powodowały wiele zabawnych scenek z profesorem duchem. Ledwo weszła do klasy i oniemiała.
Przecież to niemożliwe...
 - Potter... Ale przecież...
Warknęła cicho.
- Jeśli to był żart, popamiętasz mnie Potter.
                           *  *  * 
- Panie Potter ma się pan skupić na zadaniu, a nie na czym innym! Ostatni raz zwracam panu uwagę! Jeszcze raz i dostanie pan, panie Potter szlaban. - usłyszał nad swoją głową.
Alex podniósł oczu w górę i zobaczył opiekunkę Gryffindory. Zamiast Zaklęć mieli Transmutację, bo profesor Flitwick miał poprowadzić lekcje dopiero po południu. Po szkole krążyły wieści, że mężczyzna zachorował i jeśli madame Pomfrey nie wyleczy go do tego czasu lekcje Zaklęć dziś będą odwołane. Niby fajnie ale jego rocznik miał podwójne Zaklęcia rano, a McGonagall, która w Poniedziałki lekcje zaczynała po południu zaoferowała się, że zamie się pierwszym rokiem Gryffindor-Ravencalw. Co nie sprawiło, że ten początek dnia, który był kolejnym z rzędu nieobecności jego bliźniaka na posiłkach nie był ani trochę lepszy.
- Przepraszam, pani profesor. To się więcej nie powtórzy - mruknął cicho ponownie opuszczając wzrok.
- Słyszę to już czwarty raz odkąd zaczęła się lekcja, a ta nie trwa nawet półgodziny - nie beznamiętny głos kobiety ale jej słowa sprawiły, że poczuł zimny dreszcz na skórze. Cztery razy? Jeśli matka się o tym dowie...
- Przepraszam, pani profesor. Obiecuję, że to się więcej nie powtórzy - powiedział, maczając pióro w atramencie.
- Mam nadzieję - powiedziała McGonagall i odeszła w stronę katedry.
Starał się skupić na zadaniu, ale mu to nie wychodziło. Gdy chciał zapisać cokolwiek na pergamin, to przez drżące ręce, ciągle robił kleksy. A kiedy Mistrzyni Transmutacji powiedziała, że teraz kolej na praktykę był pewny, że coś sknoci. Za bardzo martwił się o brata. A kiedy na polecenie kobiety mieli rzucić poznane zaklęcie na przedmiot leżący na ławce...
BUM!
- Panie Potter, co to miało znaczyć? - McGonagall zaraz znalazła się przy nim.
- Przeprasz...
- Nie, Potter! Mam dosyć twoich przeprosin! Co się z tobą dziś dzieje? Nigdy jeszcze niczego nie wysadziłeś na mojej lekcji! Więc o co chodzi? Nie radzisz sobie z zadaniem?
Alex westchnął ciężko i szybko zaczął mówić:
- Wszystko w porządku, pani profesor. Naprawdę.
Mimo zapewnień chłopaka kobieta zdawała mu się nie wierzyć. McGonagall rozejrzała się po uczniach i powiedziała:
- Macie czas wolny do następnej godziny zajęć. Poćwiczcie to zaklęcie. Na kolejnej lekcji chce je widzieć opanowane. To tyle - ledwo kobieta to powiedziała, większość osób już nie było w klasie. A reszta tłoczyła się przy drzwiach, rozmawiając cicho. Jednak to co było oczywiste do przewidzenia to to, że Hermiona Granger została w klasie.
- Pani profesor, ale przecież nie minęła cała lekcja!
- Po prostu opuść tę salę dziewczyno i wróć tu kiedy zacznie się następna lekcja. Nie masz co robić przez ten czas? Przecież dałam wam zadanie - brew kobiety uniosła się w górę, a Gryfonka zarumieniła się lekko i szybko opuściła klasę. Alex również zamierzał to zrobić ale na zatrzymał go głos McGonagall:
- Ty panie Potter idziesz ze mną.
Zdziwiony poszedł za kobietą. Nie zwracał uwagi na to gdzie idą dopóki kobieta się nie zatrzymała i nie otworzyła przed nim drzwi. Przeszedł przez próg i rozejrzał się zaciekawiony. I wtedy zaciekawienie szybko zmieniło się w zdziwienie. Był już wcześniej w gabinecie McGonagall ale za pierwszym razem, gdy tu był nie zwrócił większej uwagi na to miejsce. Teraz kiedy się rozglądał zauważył proste choć ładne pomieszczenie, które miało okno wychodzące na błonia. Patrząc na nie przypomniał sobie lekcje latania, które się tam odbywały. Lecz po chwili wrócił spojrzeniem do oglądania wnętrza gabinetu. Zaraz obok okna stało biurko, a za nim krzesło, które stało tak, że jednocześnie można było patrzeć na okno i obejmować spojrzeniem gabinet. Trochę dalej od biurka był kominek, w którym paliło się drewno. Obok drzwi stał regał z szafkami zamykanymi na klucz, a obok niego mebla stał kolejny regał, cały zastawiony książkami. Odwrócił się w stronę kobiety i zadał jej nurtujące go pytanie:
- Pani profesor, czemu mnie pani tu przyprowadziła?
- Czemu pan, panie Potter dziś się tak zachowujesz? Stało się coś?
Chłopak gwałtownie się odwrócił, ponownie stając do czarnowłosej plecami.
- A co pani to obchodzi? Na pewno interesuje się tym pani z tego samego powodu co wszyscy! Bo jestem Chłopcem, Który Przeżył!
- Panie Potter! Co mają znaczyć te krzyki! Jest pan uczniem i w dodatku członkiem mojego domu! To oczywiste, że gdy widzę, że z uczniem dzieje się coś niepokojącego to...
- No pewnie! Bo dla każdego ucznia w potrzebie przerywa pani profesor lekcję, a właściwie ją kończy, podczas której inni mogą się czegoś nauczyć i...
- Dosyć Potter! - krzyk kobiety przerwał  wywód Alexa - Usiądź i wtedy porozmawiamy.
- A może ja nie chce! - Jednak spojrzenie Minewry McGonagall sprawiło, że szybko usiadł.
- To co, powiesz mi co się stało? - zapytała łagodnie kobieta.
Kasztanowłosy szybko zerknął na kobietę, a potem opuścił głowę.
- Harry znikł - wyszeptał cicho.
- Jak to twój brat znikł? - zmarszczyła czoło kobieta.
- Nikt z Gryfonów, którzy go znają nie widzieli go od tego incydentu w Wieży, a wszyscy inni mówią, że ostatni raz widzieli go wracającego do zamku po teście Krukonów. Nie widziałem go całą Niedzielę, a i dziś nikt go nie widział i...
- Chwileczkę, panie Potter. Jaki incydent w Wieży?
Chłopak przygryzł lekko dolną wargę, zastanawiając się czy mówić o tym kobiecie, ale stwierdził, że skoro zaczął to i może skończyć.
- Jednemu z Gryfonów nie spodobał się pokaz umiejętności Harry'ego na teście...
- Nie rozumiem, przecież poszło mu świetnie - mruknęła kobieta z posępnym wyrazem twarzy.
- I o to chodziło. Uważał, że przez to co pokazał, Harry będzie w drużynie Krukonów i...
- Nie kończ. Już rozumiem. Powiedz mi... Dlaczego to się nie skończyło rzucaniem zaklęć?
- Percy Weasley przerwał i poprosił Harry'ego by wyszedł i wtedy widziałem go po raz ostatni.
- Rozumiem. - kobieta zajrzała do jednej z kartek które miała w szufladzie biurka i powiedziała:
- Choć za mną
- Dokąd?
- Zobaczysz - uśmiechnęła się tajemniczo kobieta.
Przeszli przez kilka korytarzy i stanęli przed klasą od Historii Magii.
- Nie rozumiem po co tu przyszliśmy - mruknął Alex - Przez ten czas wolny, który pani profesor nam dała, mógłbym szukać Harry'ego.
Uśmiech kobiety powiększył się, gdy usłyszała te słowa. Podeszła do drzwi i  zapukała. Słysząc zaspany głos ducha, weszła i powiedziała:
- Profesorze Binnsie, mogę na chwilę prosić Pana Pottera?
Alex drygnął słysząc pytanie McGonagall.
- Oczywiście. James znowu coś przeskrobałeś. To bardzo nieładnie chłopcze. - w klasie dało się słyszeć śmiech uczniów.
- Mam na imię Harry, profesorze - James Potter to mój ojciec.
Alex gwałtownie nabrał powietrza, gdy usłyszał głos brata.
- Tak, to oczywiście. A teraz już idź panie Potter - głos uczącego Historii Magi. nadal był lekko zachrypnięty - Minewro jesteś pewna, że nie potrzebujesz również pana Blacka? - z klasy słychać było głośniejszy śmiech uczniów.
- Nie. Potrzebny mi tylko pan Potter - powiedziała kobieta, która również tłumiła śmiech.
- W takim razie panie Potter, proszę wziąć swoje rzeczy. Nie musisz wracać na kolejną lekcje, jeśli profesor McGonagall będzie cię potrzebowała.
- Dobrze, panie profesorze.
Alex zobaczył swojego brata, który zamykał za sobą drzwi. Ledwo się od nich odsunął, kasztanowłosy zamknął swojego bliźniaka w mocnym uścisku.
- Nie rób tak nigdy więcej - wyszeptał chłopak mocno tuląc brata. Czuł jak Harry napiął wszystkie mięśnie i równie szybko je rozluźnił.
- Musiałem coś przemyśleć - mruknął zielonooki do jego ucha oddając uścisk.
Rozległo się chrząknięcie i chłopcy oderwali się od siebie, spoglądając w stronę z której dobiegał odgłos.
- Można wiedzieć gdzie się pan podziewał, panie Potter? - spytała McGonagall patrząc na Harry'ego srogim wzrokiem.
- Byłem w swoim dormitorium, pani profesor - mówiąc to czarnowłosy chłopak nawet się nie zająkał.
- A posiłki? - brew kobiety uniosła się w górę.
- Mam połączenie z kuchnią, pani profesor - powiedział spokojnie Harry.
- Można wiedzieć gdzi...?
- Przykro mi, pani profesor. Nie mogę udzielić pani tej informacji - przerwał jej chłopak stanowczo, delikatnie się uśmiechając.
- Rozumiem - usta kobiety zacisnęły się w jedną linię - Jednakże proszę tak nie znikać więcej - powiedziała jeszcze. Przez chwilę przeszywała go spojrzeniem w nadziei, że Potter ustąpi by za chwile wziąć głęboki oddech i zostawić bliźniaków samych pod klasą.
Chłopcy popatrzyli za kobietą, potem na siebie i poszli przed siebie wzdłuż korytarza.
- Co musiałeś przemyśleć, Harry? - spytał go Alex, patrząc na brata zaciekawiony.
- Czy quiddich to coś na czym chciałbym spędzać czas - powiedział cicho chłopak, a kasztanowowłosy popatrzył na niego zdziwiony. Przecież Harry jest świetny i wydawało mi się, że lubi grać w tą wspaniałą grę.
- Co? Dlaczego?
Usłyszał ciche westchnięcie brata i po chwili jego głos:
- Przez to całe zamieszanie mam wrażenie, że gra traci wszytko to co w niej uwielbiałem.
Alex ze zrozumiał kiwnął głową.
Wiedział co czuje jego bliźniak. Sam był często w podobnej sytuacji. Kiedy tylko rodzice odkrywali, że był w czymś dobry, a były to rzeczy które lubił - zawsze mówili o tym wszystkim i ci chcieli by im pokazał. Jak to robił, to potem było tylko gorzej i jego zainteresowanie, zamieniało się w niechęć. Jedynie quidditch nadal nie tracił na wartości w jego oczach, a wszystko inne przestawało być ciekawe, gdy tylko dowiadywali się o tym inni.
- Wiem co czujesz - mruknął ponuro.
- Wiem o tym - Harry uśmiechnął się od niego blado.
- Zdajesz sobie sprawę, że jeszcze trzy drużyny muszą cię sprawdzić - spytał brata Alex.
- Dwie - uśmiech znikł z twarzy zielonookiego - Zapomniałeś, że Flint zrezygnował?
- Nie! - zaprzeczył szybko starszy bliźniak - Po prostu cię sprawdzałem.
- Mhhym - mruknęło Dziecko Hogwartu i w tej samej chwili odezwał się jego brzuch.
- Nie jadłeś śniadania- zawołał oskarżycielsko Alex.
- Jadł...
- Nie kłam! - krzyknął Gryfon gwałtownie się zatrzymując i łapiąc brata za ramię.
- Ja nigdy nie kłamie! - syknął Harry wyrywając ramie z uścisku brata - Po prostu skrzaty na śniadanie przyniosły typowo francuskie potrawy, a wśród nich ślimaki - dodał chłopak lekko się wzdrygając.
Alex odetchnął z ulgą i przytulił mocno bliźniaka. Harry nie cierpiał francuskiej kuchni, odkąd podczas jednej z wielu wycieczek do Paryża matka zmusiła go do zjedzenia potrawy składającej się z ślimaków i pieczonych żabich udek. Od tamtej pory jego braciszek nie zjadł żadnej potrawy jaka pochodziła z Francji.
- W porządku. To teraz musimy znaleźć kuchnię i nadrobisz śniadanie - Gryfon złapał brata i pociągnął ku schodom prowadzącym do lochów.
- Ale Alex, przecież niedługo i tak jest lanch - zaprotestował Harry.
- Taa, jasne. Tylko bez takich numerów! Lanch będzie za jakieś trzy godziny! - mruknął kasztanowowłosy puszczając brata na schodach.
- Alex...
- Nie Alexuj mi tutaj - warknął rozdrażniony brązowooki.
Zielonooki wymruczał coś cicho, czego nie dosłyszał Alex.
- Co?
- Nadopiekuńczy dupek - wymamrotał ponownie Harry, co jakimś cudem wywołało uśmiech na twarzy starszego z Potterów.
Milcząc skręcili w kolejny korytarz mijając klasę eliksirów, kierując się w głąb lochów.
- Harry, ty wiesz gdzie mieści się kuchnia? - zapytał niepewnie Gryfon, na co jego brat tylko się uśmiechnął tajemniczo.
- Przecież to ty chciałeś tam iść.
- Ale ja wiem tylko, że mieści się w lochach - jęknął straszy z bliźniaków.
Harry przystanął i lekko popukał go w głowę.
- Jest tam kto? 
- Co ty wyprawiasz? - zawołał gwałtownie się cofając.
- Tego łatwo się domyślić, wiesz? - powiedział kpiąco zielonooki.
- To nie było...
- Miłe? - dokończył Harry i roześmiał się tylko.
Alex mimowolnie uśmiechnął się całym sobą, delikatnie sprawdzając więź łączącą go z bratem. Ciągle tam była i oplatała ich mocno. Harry czując dotyk więzi ze strony bliźniaka, również uśmiechnął się delikatnie i wysłał do niego uczucia jakimi go darzył. Brązowooki mimowolnie przysunął się do brata i wyszeptał ciche:
- Tęskniłem.
- Nie widziałeś mnie kilka dni - mruknął cicho Harry, nie przestając się uśmiechać.
- No i co z tego? - burknął Gryfon.
- Jak ty masz zamierzasz dać sobie rade bez mnie za kilka lat?
- Zobaczy się jak będziemy mieć po siedemnaśc... - Alex urwał gwałtowanie zdając sobie sprawę z tego co powiedział jego brat - Jak to bez ciebie? 
- Nigdy nie wiadomo co się może wydarzyć - powiedział Harry, a uśmiech znikł z jego twarzy i odsunął się od brązowookiego chłopaka.
- Tylko bez takich, jasne? - warknął zaniepokojony Gryfon - Co kombinujesz?
Zielonooki westchnął cicho, odwrócił się plecami do brata i zaczął iść dalej korytarzem. Zdziwiony Alex patrzył przez chwilę na plecy bliźniaka, aby zaraz do niego podbiec.
- Dlaczego? - jęknął bezradnie.
Dłonie Harry'ego ujęła lewą rękę brata, na której widniała poszarpana blizna, która tak naprawdę była znamieniem. Znamię, które zawsze pojawiało się, gdy Lord Potter wyznaczał sobie następcę. Teraz następcą na ten tytuł był Alex.
- Kiedyś będziemy musieli się rozstać.
- Ale dlaczego? Ja nie chce... - powiedział przygnębionym głosem przyszły Lord Potter - To przez ten tytuł? Oddam ci go tylko nie nigdzie nie wyjeżdżaj.
- Nie chce go. Poza tym Syri chce... Nieważne.
- Co chce Syriusz? -  zdziwił się Alex - Zostaniesz spadkobiercą Blacków? Ha! Jak zostaniesz Lordem, Wizengamot nie pozwoli ci opuścić kraju!
- Jak będę Lordem? - powiedział z niedowierzaniem Harry - Wizengamot nie ma praktycznie żadnej kontroli nad Lordami.
Gryfon zdziwiony patrzył prosto w oczy Dziecka Hogwartu.
- Oni nie mają żadnej kontroli nad Lordami.
- Ale... - zaczął Alex.
- Nie chce tych tytułów. Chce stąd wyjechać gdzieś, gdzie nikt mnie nie zna. Gdzieś gdzie będzie tylko cisza, spokój i magia - wyszeptał Harry chowając twarz w zagłębieniu szyi brata.
Brązowooki objął mocno brata, samemu kładąc głowę na jego ramieniu.
Nie wiedział co odpowiedzieć. Nie wiedział nawet co chciałby powiedzieć. Pragnął tego samego co Harry, więc doskonale go rozumiał. Ale nie potrafił w tym momencie zapewnić brata, że będzie tak jakby tego chcieli.
Westchnął cicho ponownie sięgając do łączącej ich więzi. Wysłał Harry'emu wszystko co w tej chwili czuł i poczuł jak ten powoli się odpręża.
Nagle rozległo się ciche burczenie w brzuchu i zielonooki roześmiał się wesoło, powodując rumieniec u Alexa, który gwałtownie się odsunął.
- I co teraz powiesz? 
- Też byłbyś głodny jakbyś nie zjadł śniadania tylko szukał brata! - burknął brązowooki.
- Dlaczego mnie szukałeś? - zdziwił się Harry.
- Zawsze przychodziłeś do Wieży. I wtedy szedłeś ze mną i Neville na śniadanie - westchnął Alex - Dziś nie przyszedłeś i nawet nie pojawiłeś się na śniadaniu, a nawet Nev nie wiedział gdzie jesteś - dodał przygnębiony.
- Przestraszyłem cię? - wyszeptał cicho Harry, patrząc zamyślonym wzrokiem na brata.
- Owszem przestraszyłeś - przyznał Alex  i po chwili dodał jeszcze - Tak się bałem, że niemal nie zszedłem na zawał i żeby tylko to...
Harry słyszał w głosie brata przerysowane nuty strachu i mruknął cicho:
- Przesadzasz...
- Przesadzam?!? Ja przesadzam? Martwię się o ciebie! Szukam cię po zamku, nie zważając na stan mego zdrowia, a ty twierdzisz, że przesadzam? - Nigdy się nie zmieniaj - wyszeptał cicho Harry, przytulając się ostatni raz do bliźniaka.
 - Nigdy - zaśmiał się Alex, uwalniając się z objęć brata.
- A teraz choć! Trzeba znaleźć kuchnię! -   łapiąc Dziecko Hogwartu za rękę i ciągnąc go dalej korytarzem.
Chodzili i szukali. Skręcali najróżniejsze zakręty i gdy minęło półgodziny, Gryfon był gotów stwierdzić, że się zgubili.
- Gdzie teraz? - spojrzał na Harry'ego, kiedy znów znaleźli się na rozdrożu korytarza - W prawo czy w lewo?
- A może tak mała pomoc? - usłyszeli za sobą. Odwrócili się gwałtownie i zobaczyli ubraną w zielone szaty Helgę Hufflepuff. Włosy miała rozpuszczone, a jej czoło przecinała również zielona wstążka, znikająca w brązowych lokach.
- Chętnie, Helgo - powiedział Harry, pochylając głowę na znak szacunku i Alex zrobił to samo.
- W poprzednim korytarzu powinniście skręcić w lewo - uśmiechnęła się do nich.
Idąc za kobietą znaleźli się w szerokim, kamiennym korytarzu, który był jasno oświetlony i ozdobiony wesołymi obrazami, przestawiającymi różne owoce i potrawy. Kiedy odwrócili się do Założycielki, ta wskazała im obraz przestawiający wielką, srebrną misę z owocami. Bliźniacy spojrzeli niecierpliwie na kobietę, ta tylko uśmiechnęła się tajemniczo.
- Połaskocecie gruszkę, a gdy zechcecie wrócić, idźcie tędy - wskazała dębowe drzwi pomalowane na czarno, znajdujące się naprzeciwko obrazu i znikneła.
- Oni tak zawsze? - mruknął Alex, a zielonooki pokiwał głową.
Gryfon podszedł bliżej obrazu i delikatnie połaskotał olbrzymią, zieloną gruszkę, która zachichotała, po czym zaczęła się zwijać i marszczyć, aż nagle zamieniła się w zieloną klamkę. Podekscytowany Alex położył na niej dłoń i nacisnął. Drzwi się otworzyły ukazując wielkie, wysoko sklepione pomieszczone o rozmiarach Wielkiej Sali, która prawdopodobnie znajdowała się nad nimi; obwieszone było błyszczącymi mosiężnymi garami i rondlami oraz z olbrzymim ceglanym paleniskiem w jednym rogu. Pośrodku kuchni stały cztery długie stoły, które teraz były puste. Wchodząc do środka zauważył przynajmniej setkę skrzatów, które były ubrane w serwetki obiadowe z godłem Hogwartu, udrapowane jak togi. Za Alexem wszedł Harry i, gdy skrzaty go zobaczyły, część z nich rozbiegła się po kuchni by przygotować posiłek.
- Czego panowie sobie życzą? - zapytał jeden z skrzatów płci męskiej.
- Herbaty i czegoś dobrego do zjedzenia - mruknął Gryfon podążając za bratem, który kierował się ku stołom. Zapał go za ramię i pokierował w stronę tego, który odpowiadał stołowi Gryffindoru w Wielkiej Sali. Ledwo usiedli i skrzaty postawili przed nimi talerze i filiżanki z herbatą, skłoniły im się i czymchneły nie czekając na słowa wdzięczności. Bliźniacy kończyli jeść, kiedy podeszła do nich skrzatka.
- Czy panowie chcą coś słodkiego? - zapytała.
Harry spojrzał na brata i kiwnął głową.
- Jeśli moglibyśmy to ze sobą zabrać i prosiłbym jeszcze jakieś owoce - poprosił Alex, kiedy nagle usłyszał gong oznajmujący kolejną lekcję.
- Spóźnimy się! - zawołali jednocześnie gwałtownie wstając i biegnąc do drzwi.
- Prosimy się zatrzymać! - usłyszeli za sobą. Obejrzeli się i zobaczyli biegnące skrzaty z ich rzeczami.
- Dziękujemy! - rzucili w biegu bliźniacy i wybiegli z kuchni.
- Te!- zawołał Alex nie przestając biegnąc. Zielonooki kiwnął głową, otworzył je i zobaczyli schody. Bliźniacy spojrzeli na siebie z uśmiechem i pognali na górę. Na szczycie schodów był korytarz, który kończył się drzwiami niedaleko Wielkiej Sali.
- Co teraz masz? - zapytał Harry Alexa.
- Transmutację zamiast Zaklęć.
- Kiepsko z tobą będzie - zachichotał zielonooki nie przerywając biegu.
- Co ty nie powiesz? - sarknął Gryfon.
- Powodzenia - mruknął Harry skręcając w lewo do klasy Historii magii, a Alex w prawo zmierzając na spotkanie z nauczycielką, która nienawidzi spóźnialskich.
                           * * *
- Harry!! - zawołał Alex, gdy tylko zobaczył brata wchodzącego do Wielkiej Sali. Niemal jęknął, gdy zobaczył jak Diggory podchodzi do bliźniaka i razem wychodzą z sali.
- Alex, gdzie Ha...
- Kapitan Puchonów go zabrał - westchnął z rezygnacją Potter przerywając Nevillowi, który słysząc to zaczął posiłek.
Po upływie piętnastu minut blondyn zerknął na wejście i zobaczył Harry'ego idącego ramie w ramie z Cedrikiem. Szturchnął Alexa i wskazał głową wejście. Ten, gdy tylko zobaczył brata uśmiechnął się radośnie.
- Smacznego - mruknął Harry siadając obok brata, a po chwili usłyszeli jego jęk kiedy Alex zapełnił mu talerz.
- Wzajemnie - zielonooki spojrzał na niego z niniedowierzani, a ten uśmiechnął się niewinnie.
Harry westchnął cicho i zabrał się za jedzenie.
- To kiedy masz kolejny test? - zapytał głośno Ron nie zwracając uwagi, że ten je. Jego pytanie sprawiło, że osoby siedzące niedaleko odwracały się, aby usłyszeć odpowiedź. Dziecko Hogwartu spojrzało na niego i nie udzielając mu odpowiedzi dalej spokojnie spożywał posiłek.
- Jak ktoś pyta to się odpowiada! - warknął Ron.
- Nie mówi się z pełnymi ustami - mruknął cicho Harry sięgając po serwetkę.
- Ani się waż. Masz zjeść wszystko - powiedział Alex wyrywając mu z rąk materiał - Pogadamy w bibliotece.
Harry z cichym westchnięciem kontynuował posiłek, a Ron patrzył z nieodwiedzaniem na brązowookiego.
- W bibliotece?!? Po co mamy iść do biblioteki? Dopiero poniedziałek, a na dodatek lekcje się jeszcze nie skończyły!
- Jak nie chcesz to nie musisz iść - powiedział chłodno Alex.
Rudzielec spojrzał oburzony na chłopaka, po czym odwrócił się gwałtownie i zajął swoim talerzem.
- Długo jeszcze? - westchnął Alex i zobaczył, że Harry patrzy na niego rozbawiony.
- To ty kazałeś mi to wszystko zjeść - powiedział po przełknięciu. -  Ale jak chcesz możemy juz iść.
- NIE! Masz zjeść wszystko! - najeżył się Gryfon, a czarnowłosy spojrzał na niego krzywo dalej jedząc.
Po skończonym posiłku, wytarł usta serwetką i spojrzał na brata, który zaraz poderwał się za stołu i ciągnąc go za rękę wymusił na nim to samo i wyprowadził go z Wielkiej Sali. Za nimi podążył Neville, a Ron został przy stole z reszta pierwszego rocznika Gryfonów, którzy wpatrywali się za nimi zdumieni.
Młodszy Potter wyrwał się bratu i szedł z nim w ramię w ramię. Blondyn idący kilka kroków za nimi wpatrywał się w bliźniaków z zamyśleniem. Był pewny, że miedzy nimi coś się zmieniło. Znów było widoczne przywiązanie między nimi. I Harry przestał traktować brata z chłodnym dystansem. Ten mur, który pojawił się między nimi po pierwszych dniach lekcji znikł i bracia byli sobie tak samo bliscy jak przed przybyciem do Hogwartu.
- Czemu akurat biblioteka? - zapytał Harry.
- Bo można tam spotkać niewielu Gryfonów - mruknął kąśliwie Alex. - A już na pewno Rona w poniedziałkowe popołudnie.
- Czy ty na pewno wiesz która jest godzina? - powiedział z kpiącą nutą w głosie Harry.
- Szczegóły - machnął ręką Alex.
- A to one potrafią zniszczyć życie - powiedział zamyślony Longbottom.
- Co?? - bliźniacy odwrócili sie jednocześnie w stronę blondyna.
- Nie nic.
- Nev...
- Nie ważne. Po prostu drobiazgi na, które nie zwracamy uwagi często okazują się ważne i od nich zależy nasz przeżycie czy też zachowanie równowagi psychicznej... - głos Nevilla stał się napięty, a jego ręce zacisnęły się w pięści.
Bliźniacy spojrzeli na siebie niepewnie. Obaj wiedzieli co spotkało rodziców Gryfona ale nie wiedzieli czy on o tym wie i zastanawiali się co robić. Blondyn postanowił za nich ponowie wznawiając marsz. Kiedy znajdował się na zakręcie obejrzał się na nich.
- Ej, idziemy do biblioteki czy nie? Bo została nam tylko godzina przed kolejną lekcją. - bracia Potter spojrzeli na siebie i pobiegli za blondynem.
Szli pomiędzy regałami książek w ciszy mijając kolejnych uczniów. Kiedy znaleźli odosobniony kąt od reszty biblioteki w dziale historycznym, za gargulcem strzegącym przejścia do Zakazanego Działu rozsiedli się  przy stoliku, Harry od razu wyciągnął z torby podręcznik do Historii Magii i zaczął pisać zadany mu na jutro esej, którego kolejny raz były tematem wojny goblinów.
- No  wiesz... - jęknął Alex.
- Ja w przeciwieństwie do ciebie jutro znów mam lekcje z Binnsem - mruknął Harry nawet nie przerywając pisanina.
- Eee... To słabo. My Historię mamy dopiero w...
- W Czwartek. Wiem. - powiedział krótko czarnowłosy.
- Skąd...?
- Bo zawsze narzekasz na zadane wam wypracowania i chcesz je od mnie spisywać, bo ja już miałem te lekcje - powiedział znudzonym głosem Harry.
- Dziwne, że nie zwrócił na to jeszcze uwagi - powiedział powstrzymując śmiech Neville.
- To, że chce spisać od Harry'ego to nie znaczy, że moja praca będzie taka sama. Ja po prostu zbieram informacje - powiedział oburzony Alex.
- Od tego masz książkę.
- Jest nudna, długa i zawiera same suche fakty - odparł brązowooki, siadając wygodniej.
- Takie już są książki historyczne - podsumował Harry, a jedyną odpowiedzią Gryfona było lekceważące prychnięcie.
Jedyny przy ich stoliku Nie-gryfon wstał i podszedł do jednego z regałów. Przejrzał kilka tytułów książek, niektóre wziął z półki, zajrzał i odłożył na miejsce szukając dalej. Alex spojrzał na niego w zamyśleniu i zapytał:
- Co chciał od ciebie Diggory?
Patrzył jak brat zamarł z ręką wyciągniętą po kolejną książkę, która opadła jakby bez sił, aby znów się unieść tym razem pewnie sięgając po gruby tom oprawiony w brązową skórę.
- Chodzi o te testy, prawda? - tym razem to Neville zadał pytanie.
Harry powoli podszedł do  ich stolika i położył na nim książkę, jednak samemu nie siadając. Zamiast tego stał i wpatrywał się w drzwi prowadzące do Zakazanego Działu. Po krótkiej chwili westchnął, usiadł, otwierając książkę i zaczął szukać odpowiedniej strony.
- Nawet jeśli to co? Nie będzie więcej takich testów jak z Krukonami. - powiedział cicho, przysuwając sobie pergaminem i skrobiąc po nim piórem. - Zadbałem o to. - dodał widząc minę brata.
- Czyli więcej cię nie zobaczymy w akcji? - zapytał zawiedziony starszy bliźniak.
- Zobaczycie ale na meczach o ile się dostane.
- Taaa, ty się nie dostaniesz - prychnął kpiąco Alex. - Tylko głupi by cie nie wybrał do drużyn...
Gryfon gwałtownie się poderwał słysząc trzaśnięcie ciężkiego tomu, gdy Harry go zamykał. Spojrzał na brata, który wpatrywał się w niego z złością.
O! To coś nowego. Harry nigdy tak na mnie nie patrzył. - pomyślał zdziwiony.
- Mnie to nie bawi. - warknął Harry i odniósł książkę na miejsce.
Alex dalej wpatrywał się w brata i stwierdził, że to teraz będzie dla jego młodszego braciszka drażliwy temat. Jego bliźniak nie znosił być w centrum uwagi, a teraz będzie niemalże cały czas obserwowany.
- Harry, a kiedy masz ten test? - zapytał niepewnie Neville - Bo wiesz jeszcze nasz dom, a termin jest w Niedzielę. I...
- Nie martw się. Z Oliwierem mam już wszystko ustalone - powiedział czarnowłosy chowając rzeczy do torby.
- Przetestował cię już? - zdziwili się Gryfoni.
- Oficjalnie nie ale to już tylko kwestia czasu - powiedział Harry zakładając torbę na ramię i odchodząc od stolika.
- Idę na Eliksiry - rzucił jeszcze przez ramię.
- Już? Co tak wcześnie? - zawołał za nim Alex.
- Mam coś do załatwienia - i tyle go widzieli.
Ledwo Dziecko Hogwartu zniknęło im z oczu, przed nimi pojawiła się bibliotekarka i z cichym sykiem oznajmiła, że w bibliotece się nie krzyczy i jeśli nie mają zamiaru nic robić, to niech ją opuszczą. Po tych słowach sobie poszła, a chłopcy spojrzeli na siebie i z posępnymi minami udali się do wyjścia. Czekała ich teraz podwójna lekcja OPCM i nie dość, że mieli kiepskiego nauczyciela, to te lekcje mieli z Ślizgonami.

1 komentarz:

  1. Dodasz rozdział do drugiej histotii ? :) Mam nadzieję ze tę.rodzialy będą.się częściej ukazywać bo naprawdę tracisz wielu czytelników zarówno tu Jak i na wattpadzie twoja.historia inspirują się inni i powielaja ten wątek i ludzie czytają tamto bo rozdziały się ukazują a tu trzeba czekać wiele miesięcy
    Pozdrawiam Mika

    OdpowiedzUsuń