Hej!
Przybywam z nowym rozdziałem ,,W przyszłości i przeszłości".
Mika staram się, aby rozdziały były jak najczęściej ale moje zdrowie nie za bardzo mi na to pozwala.
Destiny Cage szkoda. Lubiłam je czytać.
Mucha dzięki za twój komentarz ale nie powinnaś (powinieneś) tak traktować innych czytelników. A to wtrącenie o kwieciu, jak to nazwałaś/eś to opis ale też związane jest z dalszymi wydarzeniami.
Iza-Sakuja L. pracuję nad ortografią, więc błędów powinno być coraz mniej.
LoveBooks dzięki za twoje komentarze i życzenia. Weny nigdy nie za dużo.
A teraz zapraszam do czytania i mam nadzieję, że się spodoba. Amei.
Destiny Cage szkoda. Lubiłam je czytać.
Mucha dzięki za twój komentarz ale nie powinnaś (powinieneś) tak traktować innych czytelników. A to wtrącenie o kwieciu, jak to nazwałaś/eś to opis ale też związane jest z dalszymi wydarzeniami.
Iza-Sakuja L. pracuję nad ortografią, więc błędów powinno być coraz mniej.
LoveBooks dzięki za twoje komentarze i życzenia. Weny nigdy nie za dużo.
A teraz zapraszam do czytania i mam nadzieję, że się spodoba. Amei.
* * *
Nim ktokolwiek coś powiedział na ekranie Odwrócenia Myśli Losu rozbłysł kolejny napis.
Ulica Pokątna
- Harry, to będzie twoja pierwsza wizyta na Pokątnej! Jestem taki wzruszony - zawołał Fred udając, że ociera nieistniejąca łzę.
Kiedy napis znikł a ekran był dalej czarny rozległy się poruszone szepty. Czyżby Harry znowu zablokował OML?
Harry leżał z zamkniętymi oczami i rozmyślał,
- Nad czym tak myślałeś? - zapytał Lee.
- Pewnie o tym jak w ciągu kilku minut zmieniło się jego życie - mruknął Dean.
kiedy nagle usłyszał donośne stukanie.
- Kolejna osoba do Harry'ego, aby mu uświadomić, że jest czarodziejem? - prychnął Fred.
Otworzył oczy
Ekran OML znów pokazywał wnętrze chaty na skarpie. Widać było leżącego Harry'ego pod płaszczem Hagrida oraz samego Hagrida śpiącego na kanapie.
- Czy to co widzimy na ekranie zależy co robi Harry z przeszłości? - zapytał Colin.
- Tak oraz od stanu zdrowia w jakim się znajduje - dodał po namyśle Anthony.
i odwrócił się w stronę okna. Zobaczył sowę, która stukała pazurem, trzymając w dziobie gazetę.
Magia? - pomyślał i wysłał impuls magii w stronę okna,
Dumbledore spojrzał na Harry'ego, który podawał talerz z ciastkami Ślizgonowi z pierwszego roku. Dzisiejsze zachowanie chłopaka mocno niepokoiło profesora, a kolejne informacje o nim sprawiały, że mężczyzna zaczął wątpić w Harry'ego Pottera, którego znał.
- Panie Potter, dziesięć punktów dla Gryffindoru za integracje Domów - powiedział dyrektor uważnie obserwując reakcję Gryfona. Twarz chłopaka wykrzywił grymas pogardy, którego nie zauważył nikt poza kilkoma nielicznymi osobami.
które otworzyło się z trzaskiem,
- Co? Ale jak? Przecież do czegoś takiego jest potrzebna różdżka! - krzyczeli zszokowani uczniowie.
- Niemożliwe aby on znał magię bezróżdżkową!
a na usta Harry'ego wpłynął słaby uśmiech. Sowa wleciała i upuściła gazetę prosto
na Hagrida,
- Obudzi się! - zawołał Dean.
który nawet nie drgnął, tylko spał dalej.
Uczniowie roześmieli się.
Ptak wylądował na podłodze i zaczął atakować czarny płaszcz Hagrida.
- Hagrid! Tu jest sowa i...
- Zapłać jej - mruknął Hagrid ze swojej kanapy.
- Co?
- Zapłać jej - mruknął Hagrid ze swojej kanapy.
- Co?
- Kurier chce zapłaty za swoją pracę - mruknęła Padma.
- Chce zapłaty za dostarczenie przesyłki. Poszukaj w kieszeniach - mruknął sennie Hagrid.
Harry sięgnął do płaszcza i co on tam znalazł - pęki kluczy, kulki chleba, miętówki, kłębki sznurków, torebki herbaty...
Harry sięgnął do płaszcza i co on tam znalazł - pęki kluczy, kulki chleba, miętówki, kłębki sznurków, torebki herbaty...
- Hagrid po co ci takie rzeczy? - zdziwił się Seamus.
- A te zawsze mi się przydają - machnął ręką gajowy.
w końcu Harry wyciągnął garść dziwnych
monet.
- Daj jej pięć knutów - powiedział Hagrid sennie, głosem.
- Knutów?
- Daj jej pięć knutów - powiedział Hagrid sennie, głosem.
- Knutów?
- Tak knutów. Potter jesteś takim idiotą - wywrócił oczami Malfoy.
- Dzięki Smoku. Ty również - odpowiedział mu Harry tym samym tonem.
- Dla ciebie Panicz Malfoy - wycedził Ślizgon.
- Wybieraj Smok czy Malfoy'ątko - powiedział kpiąco Potter.
- Malfoy'ątko? - spojrzeli na siebie rodzice Dracona i zaczęli się śmiać. Ich syn spojrzał na nich z wyrzutem.
- Jednak tylko ja z nich jestem normalny.
- Nie, nie jesteś Malfoy'ątko - prychnął Fred.
- Potter zabije cię!
- To tak jakbyś chciał dać prezent Vordemortowi - powiedział Neville.
- A raczej prosił się o śmierć, bo Voldek chce to zrobić osobiście - zaśmiał się Harry.
- To te małe, brązowe.
- Taaa... ale wrócimy tą łajbą. Nie wolno mi używać czarów, kiedy nie muszę. Chociaż... wstyd by było wiosłować - powiedział Hagrid, spoglądając na Harry’ego z ukosa. - Gdybym tak... tego... trochę przyspieszył... to chyba mogę liczyć na ciebie, że nie będziesz o tym gadał w Hogwarcie, co?
- Oczywiście - odpowiedział Harry, ciekaw kolejnych czarów.
- Ale co to Ministerstwo Magii robi?
- No... ich główne zajęcie polega na ukrywaniu przed mugolami, że są jeszcze w tym kraju czarownice i czarodzieje.
- Dlaczego?
- Dlaczego? Sam pomyśl, Harry, co by to było! Przecież każdy ma jakieś problemy i chciałby je załatwić za pomocą czarów.
Łódka uderzyła w ścianę przystani, a Hagrid złożył gazetę i wspięli się po kamiennych schodkach na nadbrzeże.
Gdzie się nie pojawili Hagrid wzbudzał spore zainteresowanie wśród przechodniów,
- No, tak mówią - odpowiedział Hagrid. - Cholibka, chciałbym mieć smoka.
- Chciałbyś mieć smoka?
- Zawsze chciałem mieć smoka, jeszcze jak byłem dzieckiem. No, jesteśmy.
POZOSTAŁE WYPOSAŻENIE
l różdżka
I kociołek (cynowy, rozmiar 2)
l zestaw szklanych lub kryształowych fiolek
l teleskop
l miedziana waga z odważnikami
Studenci mogą także mieć jedną sowę ALBO jednego kota, ALBO jedną ropuchę.
PRZYPOMINA SIĘ RODZICOM, ŻE STUDENTOM PIERWSZYCH LAT NIE ZEZWALA SIĘ NA POSIADANIE WŁASNYCH MIOTEŁ
- I to wszystko można kupić w Londynie? - zdziwił się na głos Harry.
- Nie mam pojęcia, jak ci mugole radzą sobie bez czarów - oświadczył, kiedy wspinali się po zepsutych ruchomych schodach, które ich wyprowadziły na ruchliwą ulicę pełną sklepów.
- Merlinie - rzekł barman, zerkając na Harry’ego - czy to... czy to może być...
W Dziurawym Kotle zrobiło się nagle zupełnie cicho, a wszyscy zamarli bez ruchu i wbili w niego wzrok, a aura tego miejsca i emocje w nim nagromadzone zaczęły przytłaczać Harry'ego.
Wyszedł pospiesznie zza baru, podszedł do Harry’ego i ze łzami w oczach uścisnął mu rękę. Harry zadrżał. To było takie silne.
- Witamy, panie Potter! Cieszymy się z pana powrotu.
Harry nie wiedział, co odpowiedzieć.
Potem rozległo się ogólne szuranie krzesłami i wszyscy rzucili się do Harry’ego, żeby mu uścisnąć rękę, a on przytłoczony, cofnął się w chwili gdy uderzyły w niego emocje zebranych.
- Doris Crockford, panie Potter. Nie mogę uwierzyć, że w końcu pana spotkałam.
- Taki jestem dumny, panie Potter, taki jestem dumny.
- Zawsze marzyłam, żeby uścisnąć pańską dłoń... jestem cała w nerwach.
- Jestem tak wzruszony, panie Potter, że trudno mi znaleźć słowa. Jestem Diggle, Dedalus Diggle.
- Ja już pana spotkałem! - powiedział Harry, kiedy Dedalusowi Diggle z emocji spadł spiczasty kapelusz. - Kłaniał mi się pan w sklepie.
- Pamięta! Słyszeliście? On mnie pamięta! - krzyknął Dedalus Diggle, rozglądając się z dumą, a Harry omal nie prychnął. Jak mam cię nie pamiętać skoro dzięki tobie zarobiłem lanie i tygodniową głodówkę.
Doris Crockford podeszła po raz drugi.
- Jakiego rodzaju magii pan naucza, panie profesorze? - zapytał Harry zmuszając się do uprzejmiej rozmowy.
- Ob-b-rony p-przeciw cie-e-emnym m-m-mocom - wymamrotał profesor Quirrell takim tonem, jakby nie warto było o tym wspominać.
- N-nie m-mówię, że p-pan t-tego ppotrzebuje, P-P-Potter... - Zaśmiał się nerwowo. - B-b-będzie p-pan nabywał w-wyposażenie, co, P-P-Potter? S-s-sam muszę z-z-z-znaleźć ja-jakąś nową k-książkę o wampirach...
- A nie mówiłem? Powiedziałem ci, że jesteś sławny, chłopie. Nawet profesor Quirrell rozdygotał się na twój widok...
- Przeważnie. Biedny facet. Ma naprawdę wielki łeb. Wszystko było dobrze, póki studiował z książek, ale później sam się wziął za eksperymentowanie... Mówią, że miał przykre spotkanie z wampirami w Czarnej Puszczy, a później trochę kłopotów z pewną wiedźmą...
Wampiry? Wiedźmy? Harry miał ochotę się uśmiechnąć.
- Witaj - rzekł Hagrid - na ulicy Pokątnej.
Uśmiechnął się, widząc zdumienie na twarzy Harry’ego. Przeszli pod kamiennym łukiem. Harry obejrzał się przez ramię i zobaczył za sobą ceglany mur. Wejście znikło.
Ciche pohukiwanie dobiegało z ciemnego sklepu z szyldem, na którym było napisane: CENTRUM HANDLOWE EEYLOPA - SOWY - PUCHACZE, SYCZKI, WŁOCHATKI, USZATKI ŚNIEŻNE. Kilku chłopców w wieku Harry’ego przyciskało nosy do witryny z miotłami.
- Zobaczcie - usłyszał Harry jednego z nich - nowe Nimbusy Dwa Tysiące... są najszybsze...
Były też sklepy z szatami, sklepy z teleskopami i dziwnymi srebrnymi instrumentami, które Harry widział po raz pierwszy w życiu, witryny pełne beczułek ze śledzionami nietoperzy i oczkami węgorzy, stosy ksiąg z zaklęciami, pióra, zwoje pergaminu, butelki z magicznymi napojami, globusy księżyca...
- Bank Gringotta - powiedział Hagrid.
Doszli do śnieżnobiałego budynku, który wyrastał ponad okoliczne sklepy. A jego magia śmiała się i tańczyła radośnie.
- Chyba jest w porządku. - powiedział goblin.
- I mam też list od profesora Dumbledore’a - dodał Hagrid, wypinając pierś. - Na temat Sam-Wiesz-Czego w krypcie siedemset trzynaście.
Goblin uważnie przeczytał list.
- W porządku - powiedział, oddając list Hagridowi.
- Zaraz ktoś panów zaprowadzi do obu krypt. Gryfek!
Gryfek okazał się kolejnym goblinem ale jego magia była silniejsza od tego, który ich obsługiwał.
- Nie mogę ci powiedzieć - odparł tajemniczo Hagrid. - Ściśle tajne. Sprawy Hogwartu. Dumbledore mi zaufał. Gdybym ci powiedział, straciłbym nie tylko posadę.
Gryfek otworzył przed nimi drzwi. Harry spodziewał się jakichś nowych marmurów, więc był zaskoczony tym, co zobaczył. Znaleźli się w wąskim, kamiennym korytarzu, oświetlonym płonącymi pochodniami. Korytarz biegł nieco w dół, a w posadzce widniały wąskie szyny. Gryfek gwizdnął i po szynach potoczył się ku nim mały wózek. Wsiedli do niego - Hagrid z pewną trudnością - i pojechali.
Z początku pędzili labiryntem krętych korytarzy. Harry zapamiętywał drogę
W drzwiczkach krypty siedemset trzynaście nie było dziurki od klucza.
- Cofnijcie się - powiedział Gryfek ważnym tonem.
Pogładził drzwiczki jednym ze swoich długich palców, a drzwiczki po prostu się rozpłynęły.
- Gdyby spróbował to zrobić ktokolwiek poza goblinami Gringotta, wciągnęłoby go przez otwór do środka i znalazłby się w pułapce - rzekł Gryfek.
- Jak często sprawdzacie, czy w środku kogoś nie ma? - zapytał Harry.
- Raz na dziesięć lat - odpowiedział Gryfek z paskudnym uśmiechem.
Harry był pewny, że wewnątrz tej skrytki musi być coś naprawdę niezwykłego.
- No dobra, ładujemy się na ten piekielny wózek i nie mów do mnie nic po drodze, bo mi trochę lepiej, jak zaciskam zęby - powiedział Hagrid.
Po kolejnej dzikiej przejażdżce wózkiem stanęli przed bankiem Gringotta, mrużąc oczy w słońcu. Teraz, mając torbę pełną pieniędzy, Harry nie wiedział, dokąd najpierw pójść.
- No, to możemy kupić ci mundurek - rzekł Hagrid, wskazując na szyld: MADAME MALKIN - SZATY NA WSZYSTKIE OKAZJE.
Madame Malkin była przysadzistą, uśmiechniętą czarownicą ubraną na fiołkoworóżowo
- Hogwart, tak, kochasiu? - powiedziała, choć Harry nie powiedział ani słowa.
- Cześć - powiedział chłopiec.
Harry’emu nagle przypomniał się Dudley.
- A ty masz własną miotłę? - zapytał chłopiec.
- Nie.
- W ogóle grasz w quidditcha?
- Nie - wyznał Harry, zastanawiając się, co to może być.
- Bo ja gram...
- Mhmm - mruknął Harry, zastanawiając się co odpowiedzieć.
- Patrz, ale facet! - zawołał nagle chłopiec, wskazując na frontowe okno.
Stał tam Hagrid, uśmiechając się do Harry’ego, pokazując mu dwa wielkie lody
- To Hagrid - powiedział Harry. - Pracuje w Hogwarcie.
- Och, tak, słyszałem o nim. Jest czymś w rodzaju służącego, no nie?
- Jest gajowym - odpowiedział Harry, któremu nie spodobał się sposób w jaki chłopiec wyżarł się o Hagridzie.
- Tak, teraz sobie przypominam. Słyszałem, że jest... no, dzikusem...
- Uważam, że to równy gość - rzekł chłodno Harry.
- Naprawdę! - zdziwił się chłopiec nieco kpiącym tonem. - Dlaczego jest z tobą?
- Nie żyją - odrzekł krótko Harry. Nie miał ochoty dłużej z nim rozmawiać.
- Och, bardzo mi przykro - powiedział chłopiec, choć ton jego głosu wcale na to nie wskazywał.
- Matka była czarodziejką, a ojciec czarodziejem, jeśli ci o to chodzi.
- Bo ja uważam, że obcych nie powinni w ogóle wpuszczać do Hogwartu, a ty?
- Co się stało? - zapytał go Hagrid, ale Harry nie odpowiedział.
Wstąpili do jakiegoś sklepu, żeby kupić pergamin i pióra. Harry odzyskał nieco humor, kiedy znalazł butelkę atramentu zmieniającego kolor podczas pisania.
- Cholibka, Harry, wciąż zapominam, że ty tak mało wiesz...
- ...i mówił, że ludzi z rodzin mugoli w ogóle nie powinno się tam wpuszczać...
- Ale ty nie jesteś z rodziny mugoli.
- Więc co to jest quidditch?
- To nasza gra.
- A co to jest Slytherin i Hufflepuff?
- Szkolne domy. Są cztery. Wszyscy mówią, że w Hufflepuffie są same niezdary, ale...
- Założę się, że trafię do Hufflepuffu - powiedział pewnie Harry.
- Lepszy Hufflepuff niż Slytherin - rzekł Hagrid złowieszczym tonem.
- Wiele lat temu. - powiedział ponuro mężczyzna.
Weszli do księgarni. Wzdłuż ścian były tam półki od podłogi do sufitu, a na nich księgi oprawione w skórę, wielkie jak płyty chodnikowe, maleńkie książeczki oprawione w jedwab, rozmiarów znaczków pocztowych, książki pełne dziwnych symboli i kilka książek, w których nic nie było.
- Chciałem znaleźć coś na Dudley'a.
- Nie twierdzę, że to zły pomysł, ale nie wolno ci używać czarów w świecie mugoli, chyba że w bardzo szczególnych okolicznościach
Kiedy wyszli z apteki, mężczyzna jeszcze raz przejrzał listę Harry’ego.
- No, to brakuje nam tylko różdżki...
- Ale przecież nie musisz...
- Wiem, że nie muszę. Wiesz co, kupię ci zwierzątko.
- Ależ daj spokój - burknął Hagrid. - Nie spodziewaj się wielu prezentów od Dursleyów.
Ten ostatni sklep był wąski i wyglądał dość nędznie.
Kiedy przekroczyli próg, gdzieś w głębi sklepu zabrzmiał dzwoneczek. Był to maleńki sklep,
- Dobry wieczór - rozległ się cichy głos. Hagrid musiał podskoczyć, bo coś trzasnęło i olbrzym szybko poderwał się z krzesła.
Jak spod ziemi wyrósł przed nimi staruszek o wielkich oczach, które w półmroku płonęły blado jak dwa księżyce.
- Dobry wieczór - mruknął Harry.
- Ach, tak... Tak, tak. Tak sobie myślałem, że wkrótce cię zobaczę, Harry Potterze. Masz oczy swojej matki ale czy na pewno?
- Ach, to tutaj...
Pan Ollivander dotknął białym, długim palcem blizny na czole Harry’ego.
- Nie znoszę tego ciągłego wgapiania się w bliznę. - warknął Harry.
- Muszę z przykrością stwierdzić, że różdżka, która do tego posłużyła, została zakupiona w moim sklepie - powiedział cicho.
- Voldemort u niego kupił różdżkę? - zdziwili się zebrani.
- Trzynaście i pół cala. Cisowa. Duża moc, naprawdę duża moc,
- Strata takiej potężnej różdżki na rzecz Voldemorta... - powiedział ponuro Dedalus Diggle.
a w złych rękach... No cóż, gdybym wiedział, czyje to będą ręce i do czego posłuży...
- Tego nikt nie wiedział. - powiedziała ponuro Narcyza Malfoy.
Pokręcił głową i wówczas, ku uldze Harry’ego, dostrzegł Hagrida.
- Rubeus! Rubeus Hagrid! Jakże miło znowu pana zobaczyć... Dąb, szesnaście cali, nieco wygięta, prawda?
- Dąb jest dobry do prac magicznych, a czarodzieje z tą różdżką dobrze się czują w świecie fauny i flory magicznej, więc ta różdżka idealnie pasuje do Hagrida. - uśmiechnął się Harry.
- Zgadza się, szanowny panie - odpowiedział Hagrid.
- Całkiem niezła. Sądzę, że przełamali ją na pół, kiedy pana wyrzucali? - zapytał Ollivander surowym tonem.
- Zawsze łamią różdżki jak kogoś wyrzucają, że szkoły. - powiedziała Amelia Bones.
- Ee... tak zrobili, szanowny panie - odrzekł Hagrid, szurając butami. - Ale wciąż mam te kawałki - dodał.
-Nie używasz ich, prawda Hagrida? - zapytała Amelia.
- Oczywiście, że nie. - powiedział szybko Hagrid.
- Ale chyba ich pan nie używa? - zapytał ostro Ollivander.
- Ale nie, skądże znowu - odpowiedział szybko Hagrid.
- Coś za szybko udzielił tej odpowiedzi. - mruknął Anthony Goldstein.
Harry spostrzegł, że olbrzym zacisnął palce na swoim różowym parasolu.
- Idę o zakład, że tam trzyma te kawałki. - rzekł Terry Boot.
- Hmm - mruknął pan Ollivander, przeszywając Hagrida wzrokiem. - No dobrze... Teraz pan Potter. Popatrzmy. - Wyciągnął z kieszeni długą taśmę ze srebrną podziałką.
- Która ręka ma moc?
- Obie. - powiedział pewnie Harry.
- Tu masz rację. Każda cząstka ciała czarodzieja posiada magię. - powiedział były Niewymowny.
- Każda różdżka od Ollivandera ma rdzeń z jakiejś potężnej substancji magicznej, panie Potter. Używamy rogów jednorożca, piór z ogona feniksa i smoczych serc.
- Kasztanowiec i pióro feniksa. Siedem cali. Dość giętka. Proszę spróbować...
Harry spróbował, ale zanim zdążył podnieść różdżkę, pan Ollivander znowu wyrwał mu ją z ręki.
- Nie, nie... proszę, heban i róg jednorożca, osiem i pół cala, bardzo elastyczna. No, proszę spróbować... Harry próbował i próbował. Nie miał pojęcia, o co panu Ollivanderowi chodzi, przecież różdżka nie była mu potrzebna.
- A to mi się trafił klient, nie ma co! Proszę się nie martwić, znajdziemy odpowiednią... zaraz... tak sobie myślę... właściwie dlaczego nie?
Hagrid wydał okrzyk radości i zaklaskał w dłonie, a pan Ollivander zawołał:
- Brawo! Bardzo dobrze, świetnie! No, no, no, to ciekawe... zaiste, niezmiernie ciekawe...
Włożył z powrotem różdżkę do pudełka i owinął ją brązowym papierem, mrucząc pod nosem:
- Ciekawe... bardzo ciekawe...
- Przepraszam - powiedział Harry - co jest takie ciekawe?
Pan Ollivander utkwił w nim blade spojrzenie.
- Widzi pan, panie Potter, pamiętam każdą różdżkę, którą sprzedałem. Co do jednej. I tak się składa, że feniks, którego pióro jest w pańskiej różdżce, uronił jeszcze jedno pióro... ale tylko jedno.
- Różdżka Sami-Wiecie-Kogo ma ten sam rdzeń magiczny co Pottera? - powiedział zaszokowany Anthony. Harry przełknął ślinę.
- Tak, tak, trzynaście i pół cala. Cis. To naprawdę ciekawe, jak do tego doszło. Bo, widzi pan, różdżka sama sobie wybiera czarodzieja...
Harry nie był pewny, czy chce wiedzieć co miał na myśli pan Ollivander.
Słońce wisiało już dość nisko na niebie, kiedy Harry i Hagrid wrócili ulicą Pokątną na ciemne podwórko i przeszli przez mur do Dziurawego Kotła,
- Mamy czas, żeby coś przekąsić przed odjazdem twojego pociągu.
Kupił im jedzenie i usiedli na plastikowej ławce, żeby je zjeść. Harry rozglądał się dookoła, nie mając ochoty jeść.
- Dobrze się czujesz, Harry? - zapytał Hagrid. - Jesteś taki spokojny.
Harry nie bardzo wiedział, czy potrafi to wyjaśnić.
- Wszyscy uważają mnie za kogoś niezwykłego.
Pociąg wyjechał ze stacji. Harry odwrócił się w stronę okna, chcąc popatrzyć na Hagrida i mrugnął zdziwiony.
Harry odliczył pięć brązowych monet, a sowa wyciągnęła nogę, do której był
przywiązany skórzany woreczek, dając mu do zrozumienia, żeby włożył tam pieniądze. A
potem wyleciała przez otwarte okno. Hagrid ziewnął potężnie, usiadł i przeciągnął się.
- No, Harry, komu w drogę, temu czas, musimy się dostać do Londynu i kupić ci
wszystko, czego potrzebujesz do szkoły.
Harry wpatrywał się w monety, które trzymał w dłoni.
- Hagrid, skąd weźmiemy pieniądze?
- Rozumiem co czułeś stary - mruknął pod nosem Ron.
Słyszałeś wuja... nie da mi nic abym uczył się magii...
- Tym się nie przejmował na twoim miejscu - rzekł Hagrid, wstając i drapiąc się po głowie. - Myślisz, że rodzice nic ci nie zostawili?
- Potter miałby być biedny? Po tym co wyprawiał jego dziadek i pensji aurora ojca? To się nie mieści w głowie! On jest bogaty niczym krezus! - zawołała kobieta, która przybyła z Knotem.
- A co robił jego dziadek?
- Niech cię to nie obchodzi - powiedział złowrogo Harry.
- Ale...
- Ale co? - kiedy Harry potrząsnął głową, Hagrid kontynuował - No więc najpierw do Gringotta. To
bank czarodziejów. Zjedz kiełbaskę, wcale nie są takie złe na zimno... a ja nie odmówiłbym
też kawałka twojego urodzinowego tortu.
- Fuj! - wzdrygnęła się Pansy.
- Czarodziejski Bank?!?
- Tak ale tylko jeden. Gringotta. Należy do goblinów.
Harry drygnął.
- Goblinów!
Harry drygnął.
- Goblinów!
- Tak goblinów. Nigdy nie zadzieraj z
goblinami, Harry.
- Tu się z tobą zgodzę Hagridzie - powiedział Bill Weasley.
Bank Gringotta to najbezpieczniejsze miejsce pod słońcem, jeśli masz coś
cennego....
- A jednak łatwo się do niego włamać - mruknął Harry.
- Co?!? Włamałeś się do Gringotta?!? - zdziwili się obecni.
- A ja coś takiego powiedziałem? - powiedział lekceważąco Harry.
Neville prychnął.
- Zapomnieliście, że w wakacje przed naszym pierwszym roku ktoś się włamał do pustej skrytki?!
- Ale to musiał być ktoś potężny - zaczęła Parvati.
- Taaa... Bardzo potężny Dwugłowy Idiota - parsknął z rozbawieniem Harry.
- Nie mówiłeś, że to zrobił Quirrell - mruknął George.
- Zacząłbyś trochę myśleć, a nie tworzyć - jęknął Longbottom.
oczywiście z wyjątkiem Hogwartu.
- Który wcale nie jest najbezpieczniejszym miejscem na ziemi - mruknął Lucjusz.
Teraz mi się przypomniało, że i tak muszę
odwiedzić Gringotta.
- Do Gringotta? A po co on tam? - powiedziała z pogardą Umbrigde.
Dumbledore mi kazał.
- Mogłam się tego domyśleć. Dumbledore - usta kobiety wykrzywiły się ze złości.
No wiesz, sprawy szkoły. - Wypiął dumnie pierś.
- Zwykle daje mi do załatwienia różne ważne sprawy. Sprowadzenie ciebie... zabranie czegoś
u Gringotta... wie, że na mnie może polegać. No, mamy już wszystko? To idziemy.
Harry wyszedł z chaty za nim, uważając, że to nie kwestia zaufania tylko robią sobie z niego chłopca na posyłki.
- Hagridzie! Mam dla ciebie zadanie! Już biegnę profesorze Dumbledore. Hał hał. Jestem wiernym pieskiem swego pana i...
- Leżeć psie! - rozległ się ostry głos Harry'ego a Krukonka, który udawał głos Hagrida leżał plackiem na brzuchu śliniąc się niczym Kieł. - A teraz na dziedziniec, gdzie twoje miejsce - dodał Harry.
- Jeszcze ktoś ma ochotę pożartować sobie z Hagrida? Jeśli tak, to w tej chwili wyjść, bo jak usłyszę coś jeszcze o nim to skończycie znacznie gorszym stanie niż Mike. Czy to jasne? - nikt nic nie mówił tylko patrzył przerażony na Gryfona.
- Harry nie musiałeś...
- Nikt nie będzie cię obrażał Hagridzie - warknął zielonooki.
Ale skoro jemu to nie przeszkadzało, to kim on był by mu to uświadamiać?
- Skoro tak uważasz to czemu zrobiłeś coś takiego Mike'mu...
- Wyjdź.
- Ale...
- Wynocha! - warknął Harry, a Krukonka wybiegła z sali łzami w oczach.
Spojrzał na brzeg ale przy nim kołysała się tylko jedna łódź w dodatku pełna wody.
- Jak...
- Przyleciałem.
- Przyleciałeś? - zastanawiając się czy Hagrid czyta mu myśli.
- Przyleciałeś? - zastanawiając się czy Hagrid czyta mu myśli.
- To było widać po tobie Harry - uśmiechnął się Hagrid.
- Taaa... ale wrócimy tą łajbą. Nie wolno mi używać czarów, kiedy nie muszę. Chociaż... wstyd by było wiosłować - powiedział Hagrid, spoglądając na Harry’ego z ukosa. - Gdybym tak... tego... trochę przyspieszył... to chyba mogę liczyć na ciebie, że nie będziesz o tym gadał w Hogwarcie, co?
- Oczywiście - odpowiedział Harry, ciekaw kolejnych czarów.
- Ciekawość to pierwszy stopień do piekła - powiedziała profesor McGonagall.
- I tak w to nie wierzysz w to Minie - zaśmiał się Remus.
Hagrid wyciągnął swój różowy parasol, stuknął nim dwa razy w burtę łodzi, która pozbyła się wody i pomknęli w stronę lądu. Harry czuł się zawiedziony.
Hagrid wyciągnął swój różowy parasol, stuknął nim dwa razy w burtę łodzi, która pozbyła się wody i pomknęli w stronę lądu. Harry czuł się zawiedziony.
- Niby czym? - zdziwił się Fred.
Czemu Hagrid nie używa magii, która go otaczała?
- Panie Potter nikt nie potrafi używać swojej magii prosto z rdzenia magicznego - powiedziała poważnie była Niewymowna.
- Bo jesteście bandą zadufanych w sobie egoistów - prychnął lekceważąco Harry.
- Chce Pan powiedzieć, że jest jakaś osoba, która to potrafi? - zdziwił się jej partner.
- Żeby tylko jedna. - prychnął lekceważąco
zielonooki.
Chętnie by popatrzył na tę silną i radosną magią w akcji.
- My również - zachichotali bliźniacy Weasley.
Hagrid wziął gazetę i rozłożył ją.
Szlag by to trafił. - pomyślał Harry,
- O co chodzi? - zdziwili się zebrani.
spoglądając na gazetę w rękach Hagrida.
- Serio?!? O gazetę ci chodziło - prychnął kpiąco Smith.
Już dawno nauczył się, że osobom z gazetą w ręku się nie przeszkadza.
- A co oberwałeś nią?!? - zachichotał złośliwie Goyle.
- Gringott to najbezpieczniejsze miejsce zaraz po Hogwarcie i tylko wariat chciałby go okraść. Mówią, że skarbca strzegą
tam smoki. No i musiałby znać drogę, a to nie takie proste. Gringott leży setki mil pod
Londynem, głęboko pod ziemią. Zdechłbyś z głodu, próbując tam się dostać, zanim byś coś
stamtąd zwędził - rzekł Hagrid
Harry siedział i rozmyślał, a Hagrid zabrał się do swojej gazety. Zielonooki spojrzał na gazetę. „Prorok Codzienny”. Już gdzieś widział ten tytuł.
- O! Nasza gazeta znana jest wśród mugoli - ucieszył się Colin.
- Nie jest. Osoby bez aktywnego rdzenia magicznego widzą gazetę napisaną hieroglifami i zostawiają je w spokoju. - wyjaśnił były Niewymowny.
Spojrzał na Hagrida zastanawiając się czy może zadać pierwsze dziesięć pytań, jednak zrezygnował.
- Szkoda. Chętnie posłuchałbym jak ten przygł... Kra! - potok słów z ust Krukonki zastąpiło krakanie, a Hagrid wstał i podszedł do Harry'ego.
- Masz przestać - powiedział profesor ONMS.
- Raczej to oni powinni przestać cię obrażać - powiedział chłodno Harry, jednak Krukonka przestała krakać jak wrona.
- Jak mogłeś... - wyjąkała dziewczyna.
- A jak ty możesz obrażać kogoś kogo wcale nie starasz się poznać tylko go oceniasz na podstawie tego co inni ci powiedzą i przeczytasz w gazecie - powiedział beznamiętne Harry, a dziewczyna zaczerwieniła się.
- Ministerstwo Magii jak zwykle robi okropny bałagan
- Bałagan to za mało powiedziane! - roześmiała się Susan.
- Susan! - zawołała Amelia Bones.
- Ale ciociu sama tak mówisz - zaprotestowała dziewczyna, a obecni wybuchnęli śmiechem.
mruknął Hagrid, przewracając stronę.
- Więc jest Ministerstwo Magii? - zapytał Harry, zanim zdołał ugryźć się w język.
- Nie przestrzegasz tego co cię nauczono, Potter - wycedziła Umbrigde.
- Jasne - odrzekł Hagrid - Oczywiście chcieli, żeby Dumbledore został ministrem,
- Bałagan to za mało powiedziane! - roześmiała się Susan.
- Susan! - zawołała Amelia Bones.
- Ale ciociu sama tak mówisz - zaprotestowała dziewczyna, a obecni wybuchnęli śmiechem.
mruknął Hagrid, przewracając stronę.
- Więc jest Ministerstwo Magii? - zapytał Harry, zanim zdołał ugryźć się w język.
- Nie przestrzegasz tego co cię nauczono, Potter - wycedziła Umbrigde.
- Jasne - odrzekł Hagrid - Oczywiście chcieli, żeby Dumbledore został ministrem,
- To bzdura! - ryknął Knot.
- Nie to fakt i tylko ty się z nim nie zgadzasz - mruknął były Niewymowny.
ale
on nigdy by nie opuścił Hogwartu,
- To również rzecz oczywista - mruknął Dean.
- Już zapomniałeś, że na naszym drugim roku Dumbledore odszedł z szkoły? - prychnął Neville.
- To było przymusowe! - zaprotestował chłopak.
- Ta.. Tłumacz go, tłumacz...
więc zrobili nim starego Korneliusza Knota.
Obecny minister wyprostował się dumnie.
W rzeczy
samej straszny z niego partacz,
- Co?!? Jak śmiesz?! Ja przynajmniej ukończyłem Hogwart! - ryknął purpurowy na twarzy Knot.
co weźmie, to sknoci.
Gdyby wzrok mógłby zabijać to Hagrid padły martwy pod ostrzałem spojrzeń Knota i Inkwizytorki. Jednak to nie przeszkadzało innym osobom śmiać się z tego.
Więc co rano przysyła Dumbledore'owi
sowy, pytając o radę.
- Ja nic takiego nie robię! Jak śmiecie coś takiego sugerować?!? Wy... - mimo swoich wrzasków Knot nie był w stanie przekrzyczeć śmiechu uczniów.
- Ale co to Ministerstwo Magii robi?
- Chyba nic...
- Nie chyba tylko na pewno - prychnął Neville, a po chwili dodał:
- Przyjmowanie łapówek się liczy?
- Neville nie przesadzaj - mruknął Dean.
- No... ich główne zajęcie polega na ukrywaniu przed mugolami, że są jeszcze w tym kraju czarownice i czarodzieje.
- Nawet z tym sobie nie radzą - parsknęła Tracey Davis.
- Dlaczego?
- Dlaczego? Sam pomyśl, Harry, co by to było! Przecież każdy ma jakieś problemy i chciałby je załatwić za pomocą czarów.
- To by było zbyt proste - oburzyła się Hermiona.
Nie, lepiej niech nas zostawią w spokoju.
- Co racja to racja, Hagridzie - przytaknął Andre.
Łódka uderzyła w ścianę przystani, a Hagrid złożył gazetę i wspięli się po kamiennych schodkach na nadbrzeże.
Gdzie się nie pojawili Hagrid wzbudzał spore zainteresowanie wśród przechodniów,
- Czyli nie tylko ja tak zareagowałam kiedy zobaczyłam go pierwszy raz? - rozległo się pytanie pierwszorocznej uczennicy.
a
Harry’emu trudno było mieć do nich o to pretensję. Hagrid był nie tylko dwa razy wyższy od
normalnych ludzi, ale nieustannie wskazywał palcem na różne zwykłe rzeczy, takie jak parkomaty.
- Co oni wymyślili - mówił kręcąc głową.
To było zabawne ale powoli miał już tego dosyć i zaczął rozmowę.
- Hagridzie, więc w banku Gringotta są smoki?
- Nigdy żadnego tam nie widziałem - powiedział zawiedziony Seamus.
- Bo smoki strzegą tylko skrytek bardzo starych i starożytnych rodów czarodziei - oznajmił Malfoy.
- O czyli Malfoy'tko widuje się z smokami? - zaśmiał się Fred, a skóra Draco zbladła jeszcze bardziej. - Skoro tak to czemu tak się byłeś podczas pierwszego zadania Turnieju Trójmagicznego?
- Zaniżanie się do waszego poziomu jes...
- Bo Rogogon Węgierski jest naturalnym wrogiem Niebiańskiego - mruknął Harry.
- A co to ma do wspólnego? - zdziwił się Ron, natomiast Malfoyowie spojrzeli na Harry'ego zszokowani.
- No, tak mówią - odpowiedział Hagrid. - Cholibka, chciałbym mieć smoka.
- O tak Hagridzie. Nigdy ci nie zapomnę Norberta - powiedział zajadle Ron.
- Norbertę
- Co? - zdziwił się Ron.
- To dziewczyna. Więc nie Norbert tylko Norberta - wyjaśnił Harry.
- A to wyjaśnia czemu była taka... trudna - mruknęła Hermiona.
- O czym wy...
- O smoku czy tam smoczycy - wyrwał się z odpowiedzią Draco.
- A ty skąd o tym wiesz? - zainteresowała się Dafne.
- Bo to on chciał się wykazać i mu nie wyszło - powiedziała kąśliwie Hermiona zaś Draco miał pluł sobie w brodę, że się odzywał.
- Chciałbyś mieć smoka?
- Zawsze chciałem mieć smoka, jeszcze jak byłem dzieckiem. No, jesteśmy.
- Ty to miałeś wymagania na domowe zwierzątko, a moi rodzice nie chcą się zgodzić na psa - westchnął jakiś Puchon.
Dotarli na stacje. Hagrid dał Harry'emu kilka banknotów, aby kupił bilety na pociąg do Londynu, który jak się okazało odjeżdża za piec minut. W pociągu ludzie jeszcze bardziej się w nich wpatrywali, gdy Hagrid zajął dwa miejsca
i zajął się robieniem na drutach czegoś, co wyglądało jak kanarkowożółty namiot cyrkowy.
- A co to miało być? - zdziwił się Dean.
- Chyba wole nie wiedzieć - mruknął Seamus.
- Masz ten list, Harry? - zapytał, nie przerywając robótki - Tam jest lista wszystkiego, co ci będzie potrzebne.
Harry rozłożył arkusz papieru i zaczął czytać:
HOGWART
SZKOŁA MAGII i CZARODZIEJSTWA UMUNDUROWANIE
Studenci pierwszego roku muszą mieć:
1. Trzy komplety szat roboczych (czarnych)
- Trzy to za mało! - zawołała Padma.
2. Jedną zwykłą spiczastą tiarę dzienną (czarną)
3. Jedną parę rękawic ochronnych (ze smoczej skóry albo podobnego rodzaju)
4. Jeden płaszcz zimowy (czarny, zapinki srebrne)
- Ja miałem więcej. - mruknął Draco.
UWAGA: wszystkie stroje uczniów powinny być zaopatrzone w naszywki z imieniem.
- Skoro wszyscy mamy takie same ubrania, to nic dziwnego. - mruknęła Hanna Abbott,
PODRĘCZNIKI
Wszyscy studenci powinni mieć po jednym egzemplarzu następujących dzieł:
Standardowa księga zaklęć (l stopień) Mirandy Goshawk
Dzieje magii Bathildy Bagshot
Teoria magii Adalberta Wafflinga
Wprowadzenie do transmutacji (dla początkujących) Emerika Switcha
Tysiąc magicznych ziół i grzybów Phyllidy Spore
Magiczne wzory i napoje Arseniusa Jiggera
Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć Newta Scamandera
Ciemne moce: Poradnik samoobrony Quentina Trimble’a
Harry rozłożył arkusz papieru i zaczął czytać:
HOGWART
SZKOŁA MAGII i CZARODZIEJSTWA UMUNDUROWANIE
Studenci pierwszego roku muszą mieć:
1. Trzy komplety szat roboczych (czarnych)
- Trzy to za mało! - zawołała Padma.
2. Jedną zwykłą spiczastą tiarę dzienną (czarną)
3. Jedną parę rękawic ochronnych (ze smoczej skóry albo podobnego rodzaju)
4. Jeden płaszcz zimowy (czarny, zapinki srebrne)
- Ja miałem więcej. - mruknął Draco.
UWAGA: wszystkie stroje uczniów powinny być zaopatrzone w naszywki z imieniem.
- Skoro wszyscy mamy takie same ubrania, to nic dziwnego. - mruknęła Hanna Abbott,
PODRĘCZNIKI
Wszyscy studenci powinni mieć po jednym egzemplarzu następujących dzieł:
Standardowa księga zaklęć (l stopień) Mirandy Goshawk
Dzieje magii Bathildy Bagshot
Teoria magii Adalberta Wafflinga
Wprowadzenie do transmutacji (dla początkujących) Emerika Switcha
Tysiąc magicznych ziół i grzybów Phyllidy Spore
Magiczne wzory i napoje Arseniusa Jiggera
Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć Newta Scamandera
Ciemne moce: Poradnik samoobrony Quentina Trimble’a
- Ten podręcznik przynajmniej pozwalał na użycie magii, a nie to co wymyśla Ropucha - mruknął Dean.
- Szlaban! - zaskrzeczała Umbrigde.
- Nie możesz dawać szlabanów dopóki to się nie skończy, Umbrigde - powiedziała srogo McGonagall.
Inkwizytorka syknęła wścieka i powiedziała:
- Minus dziesięć punktów od Gryffindoru.
POZOSTAŁE WYPOSAŻENIE
l różdżka
I kociołek (cynowy, rozmiar 2)
- Ten kociołek daje słabe możliwości do eliksirów - mruknął Draco.
- Jest podstawowym wyposażeniem w każdym domu panie Malfoy - powiedziała McGonagall.
l zestaw szklanych lub kryształowych fiolek
l teleskop
l miedziana waga z odważnikami
Studenci mogą także mieć jedną sowę ALBO jednego kota, ALBO jedną ropuchę.
- To nie mogę wsiąść Kirke?
- Przecież jej nie masz w szkole. - powiedział pewnie Seamus.
- To, że jej nigdy nie widziałeś to nie znaczy,że jej tu nie ma - rzekł Neville.
- przewinęło się przez myśl Harry'emu. - I tak ją wezmę.
- Ten wąż jest w dormitorium? - zapytała Lavender Brown..
- Jest w tej sali - Harry uśmiechnął się psotnie.
Jest moja.
- To oczywiste skoro tylko ty widzisz - powiedziała Mandy.
PRZYPOMINA SIĘ RODZICOM, ŻE STUDENTOM PIERWSZYCH LAT NIE ZEZWALA SIĘ NA POSIADANIE WŁASNYCH MIOTEŁ
- Głupia zasada - warknął Zachariasz Smith. - Potter i tak miał miotłę.
- Ojejku, byłeś zazdrosny? - zakpił Fred.
- Żeby jeszcze było o co - prychnął zaczerwieniony Puchon.
- I to wszystko można kupić w Londynie? - zdziwił się na głos Harry.
- Żeby tylko to - parsknął rozbawiony Fred.
- Jeśli wiesz gdzie szukać - uśmiechnął się Hagrid.
- I masz odpowiednie znajomości - dodał George.
Hagrid, choć sprawiał wrażenie,
że wie, dokąd zmierza, najwidoczniej nie był przyzwyczajony do normalnych środków transportu.
- To nie były normalne środki transportu - mruknął posępnie Hagrid.
Ugrzązł w bramce do metra i uskarżał się głośno, że siedzenia są za wąskie, a pociąg za
powolny.
Uczniowie śmiali się wesoło, a Hagrid zaczerwienił się.
- Nie mam pojęcia, jak ci mugole radzą sobie bez czarów - oświadczył, kiedy wspinali się po zepsutych ruchomych schodach, które ich wyprowadziły na ruchliwą ulicę pełną sklepów.
- Jakoś sobie radzą - powiedziała Hermiona.
Była to po prostu zwykła ulica zatłoczona zwykłymi ludźmi.
- Zwykłymi? - zapytał Denis.
- Pewnie nie czarodziejami - powiedział bratu Colin.
- Nie. Po prostu zwykli ludzie - mruknął Harry.
Żadnej wibracji magii tak jak w przypadku Hagrida.
- Szkoda. Harry jak myślisz czy potem będziemy wiedzieli tak jak ty? - zapytał Nick. Zapytany chłopak tylko wzruszył ramionami.
Jedyne co odczuwał to najróżniejsze aury.
- I to jest nic?!? - zdziwili się obecni.
- To tego z czasem się przyzwyczajasz - mruknęła Astoria.
Większość była w porządku ale niektóre przyprawiały go o mdłości, a inne o dreszcze.
- Jaka jest miedzy nimi różnica? - zdziwił się Dean.
- Założymy, że przejdziesz obok jakiegoś zboczeńca to jego aura może sprawić, że zrobi ci się niedobrze, a w przypadku zwykłego człowieka tak nie będzie - wyjaśniła Astoria.
- A co może przyprawiać o deszcze? - zapytał niepewnie Colin.
- Chociażby aura pana Malfoy - powiedziała dziewczyna, a większość osób spojrzała przestraszna na Lucjusza.
- To zły przykład Astoria. Lu ma taką aurę z innego powodu na który nie ma wpływu. Odziedziczył to po ojcu. - wtrącił się Harry.
- A kto będzie dobrym? - zapytała dziewczyna.
- Osoba, która lubi zadawać ból i to robi - powiedział zielonooki.
- A więc Ropucha. - oznajmiła Ślizgonka.
- Minus dzi...
- Phi! Punkty teraz są nie ważne. Potter niezły jesteś w te klocki - powiedziała z podziwem dziewczyna.
- Ty też ale brakuje ci wyczucia na drobne cienie i błyski.
- Wiem. Pracuje nad tym. - policzki dziewczyny pokrył delikatny róż.
W takich przypadkach cieszył się, że Hagrid ma tak radosną i dobrą aurą.
- Tak. Hagrid jest jak słoneczko. - rozmarzyła się Astoria, a pozostali Ślizgoni dziwnie na nią spojrzeli.
Podążanie za ogromnym mężczyzną było jak wygrzewanie w promieniach słońca.
- O tak. Tu się z tobą zgodzę Potter - uśmiechnął się młodsza z Greengrass.
- No i jest - oznajmił Hagrid, zatrzymując się. - Dziurawy Kocioł. To słynne miejsce.
- Nareszcie! - ucieszyli się uczniowie.
Słynne miejsce? - pomyślał Harry - Przecież to mały, brudny pub.
- No cóż nie wygląda na takie - przyznali zebrani.
Ludzie mijali go, nawet nie zaszczycając spojrzeniem.
Ich wzrok ślizgał się od wielkiej księgarni po jednej stronie pubu do sklepu z płytami
gramofonowymi z drugiej strony, jakby w ogóle Dziurawego Kotła nie dostrzegali. Harry uważał, że tylko on i Hagrid go widzą.
- I miałeś rację. Tylko czarodzieje widzą Dziurawy Kocioł. Rzadko się zdarza,aby mugole go widzieli - potwierdził pan Weasley.
Kiedy weszli do środka zobaczył ciemne i obskurne miejsce. W kącie siedziało kilka staruszek,
popijających sherry z maleńkich szklaneczek. Jedna paliła długą fajkę. Jakiś człeczyna w spiczastym
kapeluszu rozmawiał z barmanem, który był całkowicie łysy, bezzębny i
pomarszczony niczym orzech.
- Zaiste znakomite towarzystwo. - wycedził Lucjusz.
- Ty się w lepszym nie obracasz. - powiedział oschle Harry.
Towarzystwo ucichło i Harry zrozumiał, że wszyscy musieli
dobrze znać Hagrida, bo ci machali do niego i uśmiechali się,
- Każdy kto chodził do Hogwartu siłą rzeczy zna Hagrida - mruknął jeden z aurorów przybyłych z Knotem.
a barman sięgnął po szklankę,
mówiąc:
- To co zwykle, Hagrid?
- Nie mogę, Tom, mam na głowie sprawy Hogwartu - odpowiedział Hagrid i klepnął po ramieniu Harry’ego, pod którym omal nie ugięły się kolana.
- Nie mogę, Tom, mam na głowie sprawy Hogwartu - odpowiedział Hagrid i klepnął po ramieniu Harry’ego, pod którym omal nie ugięły się kolana.
- Hagridzie - mruknęła niezadowolona z takiego postępowania McGonagall.
- Merlinie - rzekł barman, zerkając na Harry’ego - czy to... czy to może być...
- Już się zaczyna - jęknął Harry i założył na uszy nie wiadomo skąd wyciągnięte nauszniki.
W Dziurawym Kotle zrobiło się nagle zupełnie cicho, a wszyscy zamarli bez ruchu i wbili w niego wzrok, a aura tego miejsca i emocje w nim nagromadzone zaczęły przytłaczać Harry'ego.
- Ałuu. Współczuje. Pamiętam jak czułam się na swoim pierwszym balu - skrzywiła się Astoria.
- Na mą duszę - wyszeptał stary barman - Harry Potter... cóż za zaszczyt.
- Phi! Też mi zaszczyt! - prychnął lekceważąco Draco.
- Wtedy w pociągu inaczej mówiłeś - wytknęła mu Hermiona.
- A ty jak widzę nie zrozumiałaś o co mi chodziło. - warknął Ślizgon.
Wyszedł pospiesznie zza baru, podszedł do Harry’ego i ze łzami w oczach uścisnął mu rękę. Harry zadrżał. To było takie silne.
- Wiem co czułeś - westchnęła młodsza siostra Dafne.
- Witamy, panie Potter! Cieszymy się z pana powrotu.
Harry nie wiedział, co odpowiedzieć.
- Jakoś mu się nie dziwię - mruknęła Susan.
Wszyscy się na niego gapili niemalże płacząc.
- Przeraża mnie ich wzrok - wzdrygnęła się Sally i wtuliła się w Harry'ego.
Staruszka pykała
fajkę, nie zdając sobie sprawy, że zgasła. Hagrid promieniał.
- Ależ on musiał mieć wtedy jasną aurę. Patrzenie na niego musiało boleć. - mruknęła Astoria.
Potem rozległo się ogólne szuranie krzesłami i wszyscy rzucili się do Harry’ego, żeby mu uścisnąć rękę, a on przytłoczony, cofnął się w chwili gdy uderzyły w niego emocje zebranych.
- Zero wyczucia. Przecież takie coś to jak atak zaklęciem torturującym - jęknęła jakaś Krukonka.
- A ty skąd wiesz? - zdziwiła się jej przyjaciółka.
- Bo pamiętam jak się czułam na swoim pierwszym roku podczas Przydziału - powiedziała cicho dziewczyna, a Draco jęknął.
- Następna, która odczytuje aury. Moment! - poderwał głowę i wbił spojrzenie w Krukonkę. - Ty jesteś mugolaczką!
- Pochodzenie i czystość krwi nie mają wpływu na tę umiejętność Malfoy - oznajmił Neville.
Ich magia niemal się gotowała i parzyła go.
- Ależ to musiało cię boleć Potter - powiedziały jednocześnie Krukonka i Astoria.
- Doris Crockford, panie Potter. Nie mogę uwierzyć, że w końcu pana spotkałam.
- Taki jestem dumny, panie Potter, taki jestem dumny.
- Zawsze marzyłam, żeby uścisnąć pańską dłoń... jestem cała w nerwach.
- Aż się rzygać chce od ich podlizywania - prychnął Zachariasz Smith.
- Jestem tak wzruszony, panie Potter, że trudno mi znaleźć słowa. Jestem Diggle, Dedalus Diggle.
- Och to ja! - zawołał z przejęciem mężczyzna siedzący obok Amelii Bones.
- Ja już pana spotkałem! - powiedział Harry, kiedy Dedalusowi Diggle z emocji spadł spiczasty kapelusz. - Kłaniał mi się pan w sklepie.
- Pamięta! Słyszeliście? On mnie pamięta! - krzyknął Dedalus Diggle, rozglądając się z dumą, a Harry omal nie prychnął. Jak mam cię nie pamiętać skoro dzięki tobie zarobiłem lanie i tygodniową głodówkę.
Dedalus zbladł gwałtownie, kiedy spojrzenia wszystkich spoczęły na nim. I to nie były przyjazne spojrzenia.
Doris Crockford podeszła po raz drugi.
Uczniowie wybuchnęli śmiechem.
Przez tłum przecisnął się jakiś blady młodzieniec, bardzo zdenerwowany.
- A co to za jeden? - zdziwiła się Astoria.
Jedno oko
drgało mu gwałtownie. Harry poczuł zimno i dreszcz przebiegający mu po plecach.
- Colin chciałeś przykładu, kiedy aura przyprawia o dreszcze. Oto i on - powiedział Harry.
- Ale coś takiego to aż boli - jęknęła dziewczyna zginając się w pół, a Dafne musiała ją przytrzymać aby nie spadła z kanapy. Harry gwałtownie zdjął nauszniki i podszedł do dziewczyny. Dotknął ją swoją magią a ta sapnęła z wrażenia.
- Jeśli to jest tylko dotyk twojej magii to nie chce wiedzieć jaki jest jest kopniak - szepnęła dziewczyna.
- Zablokowałem OML, aby nie widzieliście i czuliście w ten sposób jak ja tylko jakbyście oglądali film. Wiec czemu ty odczuwasz to tak jakby nie było żadnych barier? - zapytał Harry.
- Sama chciałabym wiedzieć ale odkąd dotknąłeś mnie swoją magią to pomogło i czuje połowę tego co czułam.
- Mhym - mruknął Harry zamykając oczy, a kiedy je otworzył, zapytał:
- Czemu...
- Milcz! - krzyknęła dziewczyna - To nie twoja sprawa.
- Jesteś masochistką i lubisz sobie zadawać ból?
- Oczywiście, że nie - warknęła Ślizgonka.
- To po co to robisz? - zapytał Harry.
- Nic ci do tego - warknęła znowu dziewczyna i znów się skuliła. Gryfon westchnął i sięgnął po coś do kieszeni. Wyciągnął z niej jakieś małe drewniane pudełeczko w kształcie łuski i wyjął z niego małą mieniącą się kolorami kulkę.
- Podaj mi szklankę z wodą - powiedział do Dafne przytrzymując Astorię. Kiedy otrzymał szklankę wrzucił do niej kulkę, a ta i cichym bum rozpadła się w chwili kiedy dotknęła wody. Po chwili woda w szklance mieniła się kolorami jak wcześniej kulka.
- Pij powoli po małym łuku i powinno pomóc. Ale lepiej by było gdybyś po prostu przestała to robić.
Ślizgonka wzięła od niego szklankę mówiąc:
- Dzięki ale spierdalaj od moich spraw - napiła się i odetchnęła z ulgą prostując się.
- Dziękuję - powiedziała do odchodzącego chłopaka.
Harry kiwnął głową i powiedział jeszcze:
- Jeden łuk na razie powinien wystarczyć. A szklankę zabezpiecz sobie, bo jej zawartość nie skończy się do końca oglądania wspomnień. Coś czuje, że będzie ci to potrzebne.
Astoria skrzywiła się ale kiwnęła głową i rzuciła na szklankę odpowiednie zaklęcia.
Nie. - Harry usiadł na na ekranie obraz znów zaczął się poruszać.
Nie zbliżaj się do mnie.
- Uch - jęknęła Astoria i wzięła kolejny łyk.
- Jesteś bardziej wrażliwa niż sądziłem. Mogę potem coś na tobie sprawdzić? - zapytał Harry patrząc zaciekawiony na dziewczynę.
- Pomyśle nad tym - mruknęła dziewczyna.
- Profesor Quirrell! - powiedział Hagrid. - Harry, profesor Quirrell będzie jednym z
twoich nauczycieli w Hogwarcie.
- Tylko nie to - jęknął w myślach Harry.
- Prawda jest bolesna czyż nie Potter - powiedziała przesłodkim głosem Inkwizytorka.
Chłopak prychnął lekceważąco.
- Już niedługo się przekonasz jak bolesne może być jej ukrywanie - wycedził Harry dotykając napisu na ręce.
- P-P-Potter - wyjąkał profesor Quirrell, chwytając dłoń Harry’ego, który odruchowo chciał wyrwać rękę z uścisku młodzieńca, kiedy poczuł ból.
Astoria krzyknęła.
- Dafne mogłabyś - ale starsza Greengrass już poiła siostrę.
- Ciekawe. Bardzo ciekawe - mruknął Harry pisząc w notesie oprawionym w skórę. - Boli, piecze czy szczypie?
- Wszystko - jęknęła Astoria.
- Gdzie?
- Jakby to on mnie dotknął!
Harry podniósł głowę znad notatnika.
- Ręka? - powtórzył zdziwiony. - To źle - ale Harry nie odpowiedział tylko zawzięcie coś pisał, a kiedy Snape spróbował zajrzeć mu przez ramię ten zamknął go gwałtownie.
- Nie zaglądaj. To moje nie twoje. Książę Półkrwi miał swoje sekrety ja mam swoje.
Mężczyzna spojrzał na niego zszokowany, a Harry tylko się do niego uśmiechnął.
-T-t-trudno mi wwypowiedzieć,
jak b-bardzo m-miło mi pana p-p-poznać.
- Bujać to my ale nie nas - powiedzieli jednocześnie bliźniaki Weasley'ów.
- Jakiego rodzaju magii pan naucza, panie profesorze? - zapytał Harry zmuszając się do uprzejmiej rozmowy.
- Zupełnie jak rozmowa z nie lubianą ciotką - parsknęła Ginny.
- Ob-b-rony p-przeciw cie-e-emnym m-m-mocom - wymamrotał profesor Quirrell takim tonem, jakby nie warto było o tym wspominać.
- Co za żałosny człowiek - mruknął Draco.
- Jakbyś czuł to co ja to byś tak o nim nie powiedział - warknęła Astoria.
- N-nie m-mówię, że p-pan t-tego ppotrzebuje, P-P-Potter... - Zaśmiał się nerwowo. - B-b-będzie p-pan nabywał w-wyposażenie, co, P-P-Potter? S-s-sam muszę z-z-z-znaleźć ja-jakąś nową k-książkę o wampirach...
Wyglądał na przerażonego samą tą myślą, jednak Harry nie dał się zwieść.
- Gdy to czuje to jego zachowanie jest za bardzo podejrzane - powiedziała Astoria.
- Czyż nie - uśmiechnął się psotnie Harry.
Ten profesor nie mieścił się w definicji normalnych definicje.
- Czy on w ogóle mieści się się w granicach jakieś definicji? - powiedziała ironicznie Ślizgonka.
- On jeszcze tak ale postać z tyłu jego głowy już nie - powiedział Harry sięgając po filiżankę.
Ale inni nie pozwolili profesorowi tak długo absorbować Harry’ego swoją osobą i na szczęście dla Pottera młodzieniec odszedł,
- Jego życie to cały jeden łuk szczęścia.
i przyglądał mu się z daleka. Upłynęło z dziesięć minut, zanim się wszystkich pozbyli. Choć Harry uważał, że minęła cała wieczność.
- Jak tak się czułeś to ja się nie dziwię - powiedziała Astoria.
W końcu Hagridowi udało się przekrzyczeć
podniecony gwar.
- Musimy iść... Mamy mnóstwo do kupienia. Chodź, Harry.
Doris Crockford po raz ostatni uścisnęła Harry'mu rękę
- Musimy iść... Mamy mnóstwo do kupienia. Chodź, Harry.
Doris Crockford po raz ostatni uścisnęła Harry'mu rękę
- Ta to dopiero jest uparta - zaśmiali się Gryfoni.
i Hagrid wyprowadził go
tylnymi drzwiami na małe, zamknięte podwórko, gdzie stał tylko pojemnik na śmieci i rosło
parę chwastów.
Hagrid wyszczerzył do Harry’ego zęby,a zielonooki zauważył, że aura mężczyzny jedt jeszcze bardziej radosna niż do tej pory.
Hagrid wyszczerzył do Harry’ego zęby,a zielonooki zauważył, że aura mężczyzny jedt jeszcze bardziej radosna niż do tej pory.
- Jeszcze bardziej radosna? To tak można? - zdziwiła się Krukonka co miała tą samą umiejętność co Astoria i Harry.
- Kiedy ty zaczęłaś widzieć aury?
- Po co ci to wiedzieć Potter - chciała wiedzieć Krukonka.
- Skoro tak cię dziwi aura Hagrida to musiałaś je zacząć widzieć niedawno.
- Ja widzę aury dusz tylko czarodziei, nie widzę aury mugoli ale widzę aurę osób z mojej rodziny.
- Kolejny ciekawy przypadek - mruknął Harry i zaczął pisać w swoim notatniku. - Nie zaglądaj Sevy - dodał kiedy poczuł na sobie spojrzenie Mistrza Eliksirów.
- A nie mówiłem? Powiedziałem ci, że jesteś sławny, chłopie. Nawet profesor Quirrell rozdygotał się na twój widok...
- To mało powiedziane - prychnął Zachariasz.
no, prawdę mówiąc, to on zawsze dygoce.
- Zawsze jest taki zdenerwowany? - zapytał Harry zastanawiając się jakby tu wyciągnąć od Hagrida trochę informacji o tym młodzieńcu.
- Zawsze jest taki zdenerwowany? - zapytał Harry zastanawiając się jakby tu wyciągnąć od Hagrida trochę informacji o tym młodzieńcu.
- Ślizgon - mruknął Neville, a Snape spojrzał na blondyna z nikłym zainteresowaniem.
- Przeważnie. Biedny facet. Ma naprawdę wielki łeb. Wszystko było dobrze, póki studiował z książek, ale później sam się wziął za eksperymentowanie... Mówią, że miał przykre spotkanie z wampirami w Czarnej Puszczy, a później trochę kłopotów z pewną wiedźmą...
- My już znamy lepsze bajki - parsknęli Fred i George.
Już nigdy nie był taki, jak przedtem. Boi się studentów, boi się tego, czego
naucza... Zaraz, gdzie jest mój parasol?
- Na co mu ten parasol? - zdziwił się Seamus.
- Zaraz zobaczysz - mruknął Dean.
Wampiry? Wiedźmy? Harry miał ochotę się uśmiechnąć.
- Z czego tu się cieszyć to niebezpieczne stworzenia - powiedziała pani Bones.
Wychodzi na to, że ma do poznania naprawdę ciekawy świat.
- Zabawne, że panna Granger powiedziała coś podobnego kiedy poinformowałam ją o świecie magii i o tym, że jest jego częścią. - McGonagall uśmiechnęła się lekko.
Tymczasem Hagrid liczył cegły
w murze nad śmietnikiem, a Harry zastanawiał się czy on aby dobrze się czuje.
- No to trochę jest dziwne ale potem się do tego przyzwyczajasz. - powiedział Colin.
-Trzy do góry… dwie w bok... - mruczał pod nosem. - Dobra, odsuń się, Harry.
Zastukał trzy razy w mur końcem parasola.
Cegła, w którą zastukał, drgnęła, zapulsowała magią
Zastukał trzy razy w mur końcem parasola.
Cegła, w którą zastukał, drgnęła, zapulsowała magią
- Nie wiedziałem, że cegły tak potrafią - zawołał zachwycony Denis.
- Cegła nie robi tego sama to my napędzany ją magią stukając w nią - wyjaśniła mu McGonagall.
- przekręciła się - ukazała się mała dziura - dziura
robiła się coraz większa - w chwilę później stali przed sklepionym przejściem dostatecznie
wysokim nawet dla Hagrida, przejściem wiodącym na brukowaną ulicę, która ginęła za
pobliskim zakrętem.
- Witaj na ulicy Pokątnej! - zawołali uczniowie.
- Witaj - rzekł Hagrid - na ulicy Pokątnej.
Uśmiechnął się, widząc zdumienie na twarzy Harry’ego. Przeszli pod kamiennym łukiem. Harry obejrzał się przez ramię i zobaczył za sobą ceglany mur. Wejście znikło.
- To akurat jest normalne.
- Ale dla Harry'ego to nie było normalne. Dla mnie zresztą też nie - powiedziała Hermiona.
Harry rozejrzał się. Magia była wszędzie.
- W końcu to świat magii - zachichotał Neville.
Nawet w stosie kotłów przed najbliższym sklepie, szyldzie nad sklepem: KOTŁY -
WSZYSTKIE ROZMIARY - MIEDZIANE, MOSIĘŻNE, CYNOWE, SREBRNE -
SAMOMIESZALNE - SKŁADANE, a sam budynek pulsował magią.
- Ciekawe jak wygląda magia w takich rzeczach.
- Obłędnie, a najlepszy widok magii to bariery Hogwartu - powiedział cicho Harry.
- Taaa... kociołek będzie ci potrzebny - rzekł Hagrid - ale najpierw musimy dostać
twoją forsę.
Harry obracał głowę we wszystkie strony, starając się zobaczyć wszystko: sklepy, wystawione przed nimi towary, ludzi robiących zakupy.
Harry obracał głowę we wszystkie strony, starając się zobaczyć wszystko: sklepy, wystawione przed nimi towary, ludzi robiących zakupy.
- To dziwnie wygląda. Jakby bolała cię głowa - powiedział Ron.
Przed apteką jakaś pulchna kobieta kręciła głową,
- Ej mamo! To ty! - zawołał Fred. - Też wtedy byliście na Pokątnej?
mrucząc do siebie:
- Siedemnaście syklów za smoczą wątrobę, oni chyba powariowali...
- Siedemnaście syklów za smoczą wątrobę, oni chyba powariowali...
- Rzeczywiście w tamtym roku firmy dostarczające smocze produkty podwyższyły swoje ceny - powiedziała posępnie Amelia Bones.
Ciche pohukiwanie dobiegało z ciemnego sklepu z szyldem, na którym było napisane: CENTRUM HANDLOWE EEYLOPA - SOWY - PUCHACZE, SYCZKI, WŁOCHATKI, USZATKI ŚNIEŻNE. Kilku chłopców w wieku Harry’ego przyciskało nosy do witryny z miotłami.
- Zobaczcie - usłyszał Harry jednego z nich - nowe Nimbusy Dwa Tysiące... są najszybsze...
- Twoja pierwsza miotła Harry - uśmiechnęła się Katie.
Były też sklepy z szatami, sklepy z teleskopami i dziwnymi srebrnymi instrumentami, które Harry widział po raz pierwszy w życiu, witryny pełne beczułek ze śledzionami nietoperzy i oczkami węgorzy, stosy ksiąg z zaklęciami, pióra, zwoje pergaminu, butelki z magicznymi napojami, globusy księżyca...
- Bank Gringotta - powiedział Hagrid.
Doszli do śnieżnobiałego budynku, który wyrastał ponad okoliczne sklepy. A jego magia śmiała się i tańczyła radośnie.
- Czyli mam rozumieć, że Gringott jest napakowany magią? - zapytał Dean.
- Napakowany to mało powiedziany on jest magią. - szepnął Harry.
Obok
potężnych drzwi z brązu, w szkarłatno-złotej liberii,
- W barwach Gryffindoru! - zawołali Gryfoni.
stał...
- Tak... to jest goblin - powiedział cicho Hagrid, kiedy kroczyli ku niemu po białych, kamiennych schodach. Goblin był prawie o głowę niższy od Harry’ego. Miał śniadą, chytrą twarz, spiczastą bródkę i, jak zauważył Harry, bardzo długie palce i stopy. Ukłonił się, kiedy podeszli bliżej, a Harry poczuł jego magię. Jak na takie małe stworzonko to miało jej bardzo dużo.
- Tak... to jest goblin - powiedział cicho Hagrid, kiedy kroczyli ku niemu po białych, kamiennych schodach. Goblin był prawie o głowę niższy od Harry’ego. Miał śniadą, chytrą twarz, spiczastą bródkę i, jak zauważył Harry, bardzo długie palce i stopy. Ukłonił się, kiedy podeszli bliżej, a Harry poczuł jego magię. Jak na takie małe stworzonko to miało jej bardzo dużo.
- To zaiste ciekawe - powiedział z zainteresowaniem Dumbledore.
Weszli do środka. Były tam drugie drzwi, tym razem srebrne, z
wygrawerowanymi słowami:
Wejdź tu, przybyszu, lecz pomnij na los,
Tych, którzy dybią na cudzy trzos.
Wejdź tu, przybyszu, lecz pomnij na los,
Tych, którzy dybią na cudzy trzos.
Bo ci, którzy biorą, co nie jest ich,
Wnet pożałują żądz niskich swych.
Więc jeśli wchodzisz, by zwiedzić loch
I wykraść złoto, obrócisz się w proch.
Złodzieju, strzeż się, usłyszałeś dzwon
Co ci zwiastuje pewny, szybki zgon.
Jeśli zagarniesz cudzy trzos,
Znajdziesz nie złoto, lecz marny los.
- Jak mówiłem, trzeba być wariatem, żeby próbować tu się włamać - powiedział Hagrid.
Po przejściu przez srebrne drzwi znaleźli się w wielkiej marmurowej sali, a w niej magia aż burzyła się.
Wnet pożałują żądz niskich swych.
Więc jeśli wchodzisz, by zwiedzić loch
I wykraść złoto, obrócisz się w proch.
Złodzieju, strzeż się, usłyszałeś dzwon
Co ci zwiastuje pewny, szybki zgon.
Jeśli zagarniesz cudzy trzos,
Znajdziesz nie złoto, lecz marny los.
- Jak mówiłem, trzeba być wariatem, żeby próbować tu się włamać - powiedział Hagrid.
Po przejściu przez srebrne drzwi znaleźli się w wielkiej marmurowej sali, a w niej magia aż burzyła się.
- Chyba zacznę zwracać większą uwagę na czarodziejskie budynki - mruknął Dean.
Na
wysokich stołkach, za długim kontuarem, siedziało ze stu goblinów, skrobiąc piórami w wielkich
księgach rachunkowych, odważając monety na mosiężnych wagach, badając drogie
kamienie przez lupy. W ścianach było mnóstwo drzwi, a przy każdych stało dwóch goblinów,
którzy wskazywali drogę wchodzącym i wychodzącym klientom, kłaniając im się uprzejmie.
Hagrid i Harry podeszli do kontuaru.
- Dzień dobry - powiedział Hagrid do jakiegoś wolnego goblina. - Przyszliśmy, żeby wziąć trochę pieniędzy z sejfu pana Harry’ego Pottera.
- Czy szanowny pan ma swój klucz?
- Dzień dobry - powiedział Hagrid do jakiegoś wolnego goblina. - Przyszliśmy, żeby wziąć trochę pieniędzy z sejfu pana Harry’ego Pottera.
- Czy szanowny pan ma swój klucz?
Klucz? Jaki klucz? - zdziwił się Harry.
- Klucz, który otwiera twoją skrytkę. To dziwne, że nie ma jej Gringott skoro twoi rodzice nie żyją - powiedział Lucjusz.
- Niestety Lu jakiś Drops uznał, że pod jego ręką będzie bezpieczniejszy - głos Harry'ego był zimny jak lód.
- Gdzieś go muszę mieć - odrzekł Hagrid i zaczął wykładać na kontuar zawartość
swoich kieszeni, wysypując przy tym na otwartą księgę rachunkową garść rozmiękłych sucharów dla psów.
- Na miejscu tego goblina nie byłabym zbyt zadowolona, że to robiłeś Hagridzie - powiedziała Padma widząc co kładzie mężczyzna.
Goblin zmarszczył nos.
- Jak widać on również nie - mruknął Lee.
Harry obserwował drugiego goblina, po prawej
stronie, który ważył stosik rubinów rozmiarów węgli w kominku. Ku jego zdziwieni u tych klejnotach również była magia.
- We wszystkim jest magia - powiedziała była Niewymowna.
- Mam - oznajmił w końcu Hagrid, podnosząc rękę z maleńkim złotym kluczykiem.
Goblin obejrzał kluczyk z bliska.
Dlaczego to ty miałeś mój klucz? - zastanawiał się Harry.
- Twoi rodzice mi go zostawili - powiedział z uśmiechem Dumbledore.
- Wyjaśnię tobie coś Dumbledore - zaczął Harry chłodnym głosem - tata nie ufał ci, więc nic co do niego należało nie mogło znaleźć się pod twoją pieczą. I wszystko co twierdzisz, że mój tata ci dał to tak naprawdę zabrałeś sobie, bo myślisz, że jak dzieciak stracił rodziców to nie będzie wiedział czego jest właścicielem Tak więc żądam oddania wszystkich moich własności.
- Ależ Harry wszystko co robiłem było dla twojego dobra - zaprotestował dyrektor.
- Ten tekst dla twojego dobra mnie nie rusza zbyt często próbowałeś mi go wcisnąć kiedy było trzeba dać inną odpowiedź - powiedział Potter i dodał:
- Masz czas do końca tygodnia i ja wiem co masz mojego.
- Chyba jest w porządku. - powiedział goblin.
- I mam też list od profesora Dumbledore’a - dodał Hagrid, wypinając pierś. - Na temat Sam-Wiesz-Czego w krypcie siedemset trzynaście.
- A co tam jest?
- To tą kryptę próbowano okraść na pierwszym roku Pottera - zawołał Conner.
Goblin uważnie przeczytał list.
- W porządku - powiedział, oddając list Hagridowi.
- Zaraz ktoś panów zaprowadzi do obu krypt. Gryfek!
Gryfek okazał się kolejnym goblinem ale jego magia była silniejsza od tego, który ich obsługiwał.
- Czyli gobliny też różnią się od siebie magią jaką posiadają - mruknął były Niewymowny. - Ciekawe jak bardzo.
Kiedy Hagrid zgarnął z powrotem swoje
suchary dla psów i wsypał je do kieszeni, poszli za Gryfkiem ku jednym z wielu drzwi.
- Co to jest Sam-Wiesz-Co w krypcie siedemset trzynaście? - zapytał Harry.
- Co to jest Sam-Wiesz-Co w krypcie siedemset trzynaście? - zapytał Harry.
- Kamień filozoficzny - powiedział Ron.
- Ron! - zawołała Hermiona.
- No co? I tak się wiedzą, a reszta niedługo się dowie. - wzruszył ramionami rudzielec.
- Nie mogę ci powiedzieć - odparł tajemniczo Hagrid. - Ściśle tajne. Sprawy Hogwartu. Dumbledore mi zaufał. Gdybym ci powiedział, straciłbym nie tylko posadę.
- Z Dumbledore nigdy nie wiadomo. W końcu tę wariatkę Trelawnaey zostawił.
- Profesor Trelawnaey nie jest wariatką - oburzyła się Lavender, a Parvati jej gorliwie przytaknęła.
Gryfek otworzył przed nimi drzwi. Harry spodziewał się jakichś nowych marmurów, więc był zaskoczony tym, co zobaczył. Znaleźli się w wąskim, kamiennym korytarzu, oświetlonym płonącymi pochodniami. Korytarz biegł nieco w dół, a w posadzce widniały wąskie szyny. Gryfek gwizdnął i po szynach potoczył się ku nim mały wózek. Wsiedli do niego - Hagrid z pewną trudnością - i pojechali.
Z początku pędzili labiryntem krętych korytarzy. Harry zapamiętywał drogę
- A po co skoro te wózki same wiedzą gdzie mają jechać - zdziwił się Ron.
ale wydawało się to niepotrzebne, bo grzechoczący wózek zdawał się sam znać drogę i Gryfek wcale nim nie kierował.
Pęd powietrza sprawiał, że piekło w oczach, ale Harry nie zamykał ich.
Pęd powietrza sprawiał, że piekło w oczach, ale Harry nie zamykał ich.
- To głupota, przecież potem bolą od tego octy, a ty jeszcze nosisz okulary - powiedział Terry Boot.
- Okulary są z innego powodu ale o tym później- mruknął Harry.
Raz
wydawało mu się, że zobaczył wybuch ognia na końcu któregoś z korytarzy i wykręcił się,
żeby zobaczyć, czy to nie smok, ale było już za późno
- Szkoda chętnie zobaczyłbym jakiego smoka trzymają w Gringottcie - powiedział Lee.
- zagłębiali się coraz niżej, mijając
podziemne jezioro, gdzie ze sklepienia i posadzki wyrastały olbrzymie stalaktyty i stalagmity.
Harry spojrzał na Hagrid, który pozieleniał na twarzy, a kiedy w końcu wózek zatrzymał się przed
małymi drzwiczkami w ścianie korytarza, wysiadł i oparł się o nią, żeby opanować dygotanie
kolan.
- Jak ja nie cierpię tych wózków - potrząsnął głową Hagrid.
Gryfek otworzył drzwiczki. Ze środka buchnęły kłęby zielonego dymu, a kiedy się
rozwiały, Harry’ego aż zatkało. Wewnątrz były góry złotych monet. Kolumny srebrnych.
Stosy małych brązowych knutów.
- Chciałbym tyle mieć - powiedział ponuro Ron.
- Każdy o tym wie Weasley - parsknął młody Malfoy.
Dursleyowie z pewnością o tym nie wiedzieli,
bo już dawno odebraliby mu wszystko w mgnieniu oka.
- Spróbowali by tylko - warknął Remus.
Jak często wypominali, ile kosztuje
jego utrzymanie!
- Z ubraniami po tym grubasie i ciągłych głodówkach koszty nie powinny być duże tylko znikome. - warknął Ron.
Hagrid pomógł mu zgarnąć trochę monet do torby.
- Te złote to galeony - wyjaśnił. - Siedemnaście srebrnych syklów to jeden galeon, a dwadzieścia jeden knutów to syki. To łatwe.
- Te złote to galeony - wyjaśnił. - Siedemnaście srebrnych syklów to jeden galeon, a dwadzieścia jeden knutów to syki. To łatwe.
- To wszystko moje? - zapytał Harry goblina.
- Jeszcze się pyta! - prychnął Smith.
- Tak, to pana osobista skrytka.
- Osobista!? A nie rodowa? - zdziwił się Ron.
Zaś ta rodowa znajduje się na najgłębszej i najlepiej strzeżonej części.
- Jest lepiej strzeżona niż nasza? - zapytał Draco ojca.
- Cóż Potterowie są starszym rodem niż nasz - powiedziała szybko Narcyza widząc reakcję męża.
Jak również postępujemy wedle umowy zawartej z pańskim ojcem
- Twój ród ma umowę z goblinami? - zdziwił się Lucjusz.
- Żeby to jedną - powiedział kpiąco Harry.
i oprócz wyznaczonych osób nikt tam nie ma wstępu.
- Gobliny wchodzą do twojego skarbca!? Powinni tylko wykonać procedurę bezpieczeństwa i niczego nie dotykać! Do mojej skrytki gobliny nie mają prawa wejść! - powiedział wyniośle Draco, a Harry zachichotał złośliwie.
- Dziękuję za waszą pracę i liczę na dalszą udaną współpracę. - powiedział z szacunkiem Harry.
- Po co dziękujesz goblinom?! Przecież one od tego są, aby służyć czarodziejom - parsknął śmiechem Crabbe.
- My również pannie Potter - goblin ukłonił się,
- A to ciekawe - mruknęła była Niewymowna.
a Harry zrobił to samo.
- Co za idiota! Kłaniać się sługom! - większość Ślizgonów parsknęła śmiechem.
- Ufam, że zajmiecie się mym dobytkiem równie dobrze jak do tej pory. - Nie zauważył jednak zaskoczonego aczkolwiek pełnego szacunku spojrzenia stworzenia, które posłał mu goblin.
- Interesujące. - powiedział cicho Lucjusz Malfoy uważnie obserwując goblina.
Hagrid patrzył zdziwiony na jego zachowanie.
- Nie dziwię mu się. To nie jest normalnie zachowanie wobec goblina - mruknęła Megan Jones.
Odwrócił się do Gryfka i powiedział:
- A teraz krypta siedemset trzynaście,
tylko trochę wolniej, dobrze?
- Te wózki mają jedną prędkość - powiedziała Padma.
- Wózki mają tylko jedną prędkość - odrzekł Gryfek.
Teraz pędzili coraz niżej i coraz szybciej, a kiedy tak mknęli ciasnymi korytarzami, robiło się coraz zimniej. Przejechali z hałasem nad podziemną przepaścią i Harry wychylił się, by zobaczyć, co jest na jej ciemnym dnie, ale Hagrid jęknął i wciągnął go z powrotem za kołnierz.
Teraz pędzili coraz niżej i coraz szybciej, a kiedy tak mknęli ciasnymi korytarzami, robiło się coraz zimniej. Przejechali z hałasem nad podziemną przepaścią i Harry wychylił się, by zobaczyć, co jest na jej ciemnym dnie, ale Hagrid jęknął i wciągnął go z powrotem za kołnierz.
- Bardzo dobrze Hagridzie. - zawołała Molly Weasley trzymając się za serce. - Pamiętam jak Fred z George'em zrobili to samo.
W drzwiczkach krypty siedemset trzynaście nie było dziurki od klucza.
- To niby jak je otworzyliście? - zapytał zdziwiony Denis.
- Cofnijcie się - powiedział Gryfek ważnym tonem.
Pogładził drzwiczki jednym ze swoich długich palców, a drzwiczki po prostu się rozpłynęły.
- Można by to wykorzystać do...
- Tak. I sprawić, że... - zainspirowani bliźniacy Weasley byli już w swoim
- Gdyby spróbował to zrobić ktokolwiek poza goblinami Gringotta, wciągnęłoby go przez otwór do środka i znalazłby się w pułapce - rzekł Gryfek.
- Jak często sprawdzacie, czy w środku kogoś nie ma? - zapytał Harry.
- Raz na dziesięć lat - odpowiedział Gryfek z paskudnym uśmiechem.
- Przez ten czas uwięziona w środku osoba zdąży umrzeć i się rozłożyć - powiedziała ponuro Padma.
Harry był pewny, że wewnątrz tej skrytki musi być coś naprawdę niezwykłego.
- Kamień filozoficzny, który można przemienić w złoto, eliksir życia i można go użyć do zapewnienia sobie nieśmiertelności. - powiedział Ron, a obecni spojrzeli na niego zdziwieni.
- O co wam chodzi? - zapytał zdziwiony rudzielec.
- Pamiętasz to? - zdziwiła się Hermiona.
Ron prychnął.
- To, że nie pochłaniam książek jak ty, to nie znaczy, że nic nie wiem.
Fred i George wybuchnęli śmiechem.
- Może jednak mały Ronald zasłużył na odznakę perfekta. - mruknął George.
Harry podniósł głowę znad książki i spojrzał na Rona.
- Skończyłeś tamte...
- Leżą na twojej szafce nocnej. - mruknął Ron - Pakiet DF jest już do niczego.
- Tak myślisz? Zaraz wracam. - powiedział Harry i opuścił Wielką Salę.
Zajrzał do środka i dostrzegł
leżącą na podłodze paczkę owiniętą zwykłym brązowym papierem.
- Doprawdy Dumbledore bardziej byś się postarał o zadbanie tak cennego przedmiotu - powiedział z pogardą Knot.
Hagrid wyjął ją ze skrytki
i schował w swym przepastnym płaszczu. Harry chciał się dowiedzieć, co jest w
środku,
- Objawy Gryfonizmu - parsknęła Millicenta Bulstrode.
ale wolał nie pytać.
- I nadal nie zadaje żadnych pytań jak jest czegoś ciekawy - powiedziała posępnie Hermiona.
- No dobra, ładujemy się na ten piekielny wózek i nie mów do mnie nic po drodze, bo mi trochę lepiej, jak zaciskam zęby - powiedział Hagrid.
- Masz chorobę lokomocyjną? - zapytał Denis.
- A co to? - zdziwił się Ron.
- Niedobrze ci podczas podróży. - wyjaśnił Colin.
- Nie. Tylko od szybkości tych wózków Gringotta mi niedobrze. - powiedział Hagrid.
Po kolejnej dzikiej przejażdżce wózkiem stanęli przed bankiem Gringotta, mrużąc oczy w słońcu. Teraz, mając torbę pełną pieniędzy, Harry nie wiedział, dokąd najpierw pójść.
- Całą torbę pieniędzy... - mruknął rozmarzony Ron i nie zauważył Harry'ego, który stanął przed nim z kawałkami pergaminu.
- Masz racje. DF odpada, więc co proponujesz? - zapytał Harry.
- RiT lub ULS.A. To pierwsze jest na razie mało wyraźne ale stabilne. A ULS.A. ma słaby ale widoczny rozkwit. - powiedział Ron.
- Stawiasz na...?
- RiT ma większe proporcje pewności. - oznajmił Ron.
- Ok. Dzięki. - mruknął Harry, wracając na swoje miejsce. Napisał coś na kartce, włożył do koperty i dał sowie.
Nie miał pojęcia, ile galeonów przypada na funta lub odwrotnie, więc nie wiedział też, że ma
w tej torbie więcej pieniędzy, niż miał w całym życiu
- W torbie jest jeszcze więcej niż dostałeś od tego mugola?
- więcej nawet, niż miał kiedykolwiek
Dudley.
- To straszne! Jakby to usłyszał Dudziaczek to pewnie by się popłakał!
- No, to możemy kupić ci mundurek - rzekł Hagrid, wskazując na szyld: MADAME MALKIN - SZATY NA WSZYSTKIE OKAZJE.
- Standard i totalne bezguście. - mruknął Draco.
- Przecież ty też tam kupowałeś szaty - powiedział Harry.
- Milcz Potter.
- Nie rozkazuj mi Smoku - powiedział ostrzegawczo Harry.
- Posłuchaj, Harry, chyba nie masz nic
naprzeciw, żebym skoczył sobie do Dziurawego Kotła na szklaneczkę czegoś mocniejszego?
- Hagridzie! - zawołała oburzona Molly.
Nie znoszę tych wózków u Gringotta. - powiedział Hagrid.
- Nie ty jeden - powiedziała kobieta, którą Umbrigde zmusiła do ponownego uruchomienia OML.
Wciąż wyglądał nie najlepiej, więc Harry wszedł do
sklepu madame Malkin sam.
- Hagridzie nie powinieneś zostawiać go samego! - powiedziała oburzona pani Weasley.
Zadrżał kiedy poczuł magię.
- Ach! - wyrwało się Astorii. - Ale potęga!
Znajomą magię.
- Ale Harry ty nie mogłeś znać madame Malkin. - zaprotestował Dean.
- A była ona wspomniana, że o niej mówisz? - prychnął Neville.
Odwrócił się i zobaczył kobietę.
- I co? - zawołał Dean, a Longbottom tylko przywrócił oczami.
Madame Malkin była przysadzistą, uśmiechniętą czarownicą ubraną na fiołkoworóżowo
- Aż mi się przypominały kolory szat Gilderyoy Lockhart. - wzdrygnął się Ron.
ale jej magia była mu całkowicie obca.
- To kogo jest ta potężna magia? - zdziwiła się Astoria.
- Zaraz zobaczysz - mruknął Harry dalej przeglądając pergaminy.
- Hogwart, tak, kochasiu? - powiedziała, choć Harry nie powiedział ani słowa.
- Każdego tak wita. - powiedziała Megan.
- Ostatnio
wielu was mnie odwiedza... właśnie dopasowujemy szatę innemu młodzieńcowi, który też
tam się wybiera.
W głębi sklepu na stołku stał chłopiec o bladej, chudej twarzy.
- Malfoy!!! - zawołali uczniowie, a Astoria gwałtownie odwróciła się w stronę Ślizgona.
- Nie jest taka potężna jak ty to odczuwasz - oznajmiała.
- Twój rdzeń magiczny jeszcze do końca się nie rozwiną i ta spraw w którą mam się nie wtrącać powoduje, że słabiej to odczuwasz. - wyjaśnił Harry i zapisał coś w swoim notesie.
- Sevy wara od tego! Nie zaglądam ci do kociołka!
- Tam nikt nie odważy się zajrzeć. - prychnął Seamus.
- A po co ktoś miałby to robić? Jeszcze skończyłoby jako jeden z składników i by było po nim. - dodał Lee.
Jego magia była silniejsza niż czarownicy, która upinała na nim długą czarną szatę.
- Już wtedy Malfoy był silniejszy magicznie od dorosłej czarownicy?! - zdziwiła się Lavender Brown..
I to jego magia wywołała to dziwne znajome uczucie.
- Harry to niemożliwe, żebyś wcześniej znał Malfoya. To tylko złudzenie - powiedziała pewnie Hermiona.
Państwo Malfoy popatrzyli na siebie znacząco, Harry zaś westchnął ciężko.
- Dlaczego wszyscy uważają, że wiedzą lepiej od mnie co zrobiłem, kogo poznałem i co jest dla mnie najlepsze?
Madame Malkin kazała Harry’emu wejść na drugi stołek,
włożyła mu przez głowę szatę i zaczęła zaznaczać szpilkami właściwą długość.
- Jak to zabawnie wygląda! - zachichotał Seamus.
- Bo ty wyglądałeś lepiej jak mierzyli ci szaty - prychnął Harry.
- Cześć - powiedział chłopiec.
- Malfoy pierwszy zaczyna rozmowę. Coś podobnego - zakpił George.
Harry spojrzał na niego uważnie. Magia chłopca choć potężna to miała jakiś dziwny cień.
- Pewnie od używania czarnej magii! - zawołał Zachariasz Smith.
- Żeby zaraz ktoś na tobie nie użył czarnej magii - warknął Draco.
Jak nieuleczalna choroba na aurze mugoli.
- Nigdy czegoś takiego nie widziałem na kogoś aurze - powiedział Andre.
- Bo macie jeszcze rozwijający się rdzeń magiczny.
- Harry, twój już jest...
- Nie.
- To skąd wiesz? - domagał się odpowiedzi Dean ale jej nie dostał.
Czyżby chłopiec na coś chorował...
Lucjusz zesztywniał, a Draco zbladł zaś Narcyza westchnęła cicho.
- Też do Hogwartu?
- Tak.
- Ojciec kupuje mi książki w sąsiedniej księgarni, a matka szuka różdżki - oznajmił chłopiec.
- Ojciec kupuje mi książki w sąsiedniej księgarni, a matka szuka różdżki - oznajmił chłopiec.
- To twoja różdżka cię nie wybrała? - zachichotała Megan - Nic dziwnego,że nigdy nie możesz wygrać z Potterem.
Miał nudny głos i pretensjonalnie przeciągał sylaby,
- Nudziarz - podsumował Lee.
a Harry'emu wydawało się, że już kiedyś słyszał podobny głos.
- Wtedy Draco naśladował swojego ojca - mruknął Blaise.
- Potem namówię ich, żebyśmy odwiedzili sklep z miotłami wyścigowymi. Nie rozumiem, dlaczego na pierwszym
roku nie można mieć własnych mioteł.
- Pewnie, aby szla... mugolaki nie czuły się pokrzywdzone - powiedział z pogardą młodszy brat Marcusa Flinta.
Będę musiał naciągnąć ojca na któryś z najnowszych
modeli, a potem jakoś ją przemycę do Hogwartu.
- Mhm - mruknął Fred spoglądając na Ślizgona.
Harry’emu nagle przypomniał się Dudley.
- Nie jestem taki jak ten mugol! - zawołał Draco.
- O co ci chodzi? Przecież nikt tego nie powiedział Malfoy - zdziwił się Dean.
- Ale wyraźnie to zasugerowano!
- A ty masz własną miotłę? - zapytał chłopiec.
- Ma Błyskawicę!
- Nie.
- W ogóle grasz w quidditcha?
- Jest najlepszym szukającym! - zawołali Gryfoni.
- Nie - wyznał Harry, zastanawiając się, co to może być.
- Jak to co? Najlepsza gra na świecie! - zawołali uczniowie.
- Bo ja gram...
- Ale Harry'ego i tak nie pokonasz! - wrzasnęli Gryfoni.
Ojciec uważa, że byłoby hańbą, gdyby mnie nie wybrano do drużyny, a
ja się z nim zgadzam.
- Raczej się do niej wkupisz - prychnęła Hermiona.
Wiesz już, w jakim będziesz Domu?
- Nie - powtórzył po raz trzeci Harry, czując się coraz bardziej zorientowany.
- No, nikt tego nie wie, zanim się tam nie znajdzie,
- Nie - powtórzył po raz trzeci Harry, czując się coraz bardziej zorientowany.
- No, nikt tego nie wie, zanim się tam nie znajdzie,
- W ty jednym to masz rację. - przytaknął Anthony.
ale ja na pewno będę w Slytherinie.
- I jesteś Ślizgonem. - mruknął Harry, a Draco wyprostował się dumnie.
Jak wszyscy z naszej rodziny... Wyobraź sobie, że trafiasz do Hufflepuffu... ja bym chyba
rzucił budę, a ty?
- Masz coś do Hufflepuffu, Malfoy? - wrzasnęli Puchoni.
- Mhmm - mruknął Harry, zastanawiając się co odpowiedzieć.
- Patrz, ale facet! - zawołał nagle chłopiec, wskazując na frontowe okno.
- Draco co ma znaczyć to zachowanie? - zapytał chłodno Lucjusz, a policzki Ślizgona zaróżowiły się.
Stał tam Hagrid, uśmiechając się do Harry’ego, pokazując mu dwa wielkie lody
- Miam! - powiedział Ron.
i dając
do zrozumienia, że nie może z nimi wejść.
- Madame Malkin nie znosi jak ktoś wchodzi do jej sklepu z jedzeniem - powiedziała Padma.
- To Hagrid - powiedział Harry. - Pracuje w Hogwarcie.
- Och, tak, słyszałem o nim. Jest czymś w rodzaju służącego, no nie?
- Jest gajowym - odpowiedział Harry, któremu nie spodobał się sposób w jaki chłopiec wyżarł się o Hagridzie.
-Ty podziwiasz Hagrida - uzmysłowił sobie Anthony.
- No i?
- Ale za co? - chciał wiedzieć Krukon.
- Mi to wiedzieć, a tobie dopiero się dowiedzieć - mruknął Harry.
- Tak, teraz sobie przypominam. Słyszałem, że jest... no, dzikusem...
- Hagrid nie jest dzikusem!
mieszka w chacie
na skraju parku
- To nie jest park tylko Zakazany Las.
i wciąż się zalewa w trupa,
- Hagrid nie jest pijakiem! - oburzyła oburzyła się Hermiona.
próbuje coś wyczarować, ale zwykle udaje mu się
tylko podpalić swoje łóżko.
- Nigdy czegoś takiego nie zrobiłem. - wymamrotał zawstydzony, a jednocześnie zdenerwowany Hagrid.
- Uważam, że to równy gość - rzekł chłodno Harry.
- My też! - zawołali Gryfoni.
- Naprawdę! - zdziwił się chłopiec nieco kpiącym tonem. - Dlaczego jest z tobą?
- Bo tak zdecydował Drops. - mruknął Fred.
Gdzie są twoi rodzice?
- Są martwi od dziesięciu lat.
- Nie żyją - odrzekł krótko Harry. Nie miał ochoty dłużej z nim rozmawiać.
- Nie dziwię ci się. Malfoy był...
- Dokończ Greengrass - warknął Draco.
- Był upierdliwy i mało interesujący. I groził swoim ojcem - powiedziała spokojnie Dafne.
- Masz rację. Na pierwszym roku był przeciętny ale potem stał się interesujący - mruknął Harry.
- Och, bardzo mi przykro - powiedział chłopiec, choć ton jego głosu wcale na to nie wskazywał.
- Jemu nigdy nie jest przykro.
- Ale byli jednymi z nas, prawda?
- Ale o czystą krew musi się upomnieć. - prychnął Dean.
- Matka była czarodziejką, a ojciec czarodziejem, jeśli ci o to chodzi.
- Bo ja uważam, że obcych nie powinni w ogóle wpuszczać do Hogwartu, a ty?
- Typowe. Czego innego spodziewać się po rodzie Malfoy.
Oni są
zupełnie inni i nigdy nie staną się tacy jak my.
- Smoku rozmawiałeś kiedyś z Christopherem Rosier'em? Ale tak na poważnie. - zapytał zaciekawiony Harry.
Ślizgon prychnął lekceważąco.
- Na balach nie rozmawia się na takie tematy. To mają być luźne i niezwiązane z polityką rozmowy. A ty skąd go znasz?
- Zacznij myśleć Smoku.- mruknął Harry biorąc do ręki filiżankę, a drugą sięgając po kolejny pergamin.
- A ten Rosier nie jest krewnym Evana Rosiera? - zapytał podejrzliwie Szalonooki Moody.
- To jego wnuk. - mruknął Harry.
- A ten Rosier nie jest krewnym Evana Rosiera? - zapytał podejrzliwie Szalonooki Moody.
- To jego wnuk. - mruknął Harry.
Niektórzy z nich nie wiedzą nic o Hogwarcie,
dopóki nie dostaną listu, masz pojęcie?
- Był w takiej samej sytuacji jak mugolaki. - stwierdziła Padma.
Uważam, że te sprawy powinny być zarezerwowane
tylko dla starych czarodziejskich rodów.
- Typowy czarodziej czystej krwi. - mruknął Seamus.
A ty jaki masz przydomek rodowy?
- Potter! - zawołali Gryfoni.
Zanim Harry zdążył coś odpowiedzieć, madame Malkin oznajmiła:
- Gotowe, kochasiu.
Harry, rad, że znalazł się pretekst, by przerwać tę rozmowę, zeskoczył ze
stołka.
- No to cześć, chyba się zobaczymy w Hogwarcie - pożegnał się z nim ten okropny nudziarz.
- No to cześć, chyba się zobaczymy w Hogwarcie - pożegnał się z nim ten okropny nudziarz.
- Nawet Harry zgadza się ze mną, że jesteś nudziarzem! - zawołał Lee.
- Ja nie jestem nudziarzem! - zawył Draco, a Harry parsknął śmiechem.
- Dobrze wiedzieć, że niektóre rzeczy nie ulegają zmianom.
Harry wyszedł ze sklepu. Był zdziwiony, że taka potężna osoba była tak
- Nudna! - zaśmiał się Lee.
mu znajoma.
- Mnie też to dziwi. - powiedzieli jednocześnie Ron i Hermiona.
Widział chłopca pierwszy raz,
Harry uśmiechnął się spoglądając na Draco.
- To było tylko kilka godzin i wszystko zmieniło. - pomyślał i powrócił do czytania pergaminu.
a miał wrażenie, że zna go od dawna.
- Nie tylko ty miałeś takie wrażeni. - mruknął cicho Draco.
Harry szedł zamyślony, jedząc lody, które kupił mu Hagrid (truskawkowe i czekoladowe, posypane wiórkami orzechowymi).
- Przecież ty nie lubisz truskawek! - zawołał Ron.
- Harry czemu mi nie powiedziałeś? - zapytał Hagrid.
- Były dobre to po co je było wyrzucać. - mruknął Harry.
- No tak. Ty nigdy nie narzekasz na to co dostaniesz do jedzenia. - powiedział zamyślony najmłodszy z rodziny Weasley.
- Co się stało? - zapytał go Hagrid, ale Harry nie odpowiedział.
Wstąpili do jakiegoś sklepu, żeby kupić pergamin i pióra. Harry odzyskał nieco humor, kiedy znalazł butelkę atramentu zmieniającego kolor podczas pisania.
Remus zachichotał.
- Dobrze wiedzieć, że nadal go lubisz.
Wyszli ze sklepu,
a Harry zapytał:
- Hagridzie, co to jest quidditch?
- Hagridzie, co to jest quidditch?
- To nad tym tak myślałeś?! - parsknął śmiechem Zachariasz Smith.
- Cholibka, Harry, wciąż zapominam, że ty tak mało wiesz...
- Nie tylko o tym zapominasz. - powiedział chłodno jeden z aurorów.
Nie wiesz, co to jest
quidditch?
- To oczywiste, że nie wie skoro pyta.
- No dobra, nie wiem, ale nie musisz mi jeszcze bardziej dokładać. - mruknął Harry
Obecni parsknęli śmiechem.
- Harry uwielbiam cię! - nie mógł się powstrzymać Fred.
i opowiedział mu
o bladym chłopcu, którego poznał u madame Malkin.
- Plotkarz!
- ...i mówił, że ludzi z rodzin mugoli w ogóle nie powinno się tam wpuszczać...
- Ale ty nie jesteś z rodziny mugoli.
- Tylko z starożytnego rodu, który zhańbił twój ojciec poślubiając szlamę - powiedziała Millicenta Bulstrode.
- Przeproś. - warknął Harry.
- Merlinie! - wywróciła oczami Ślizgonka - Przepraszam za nazwanie twojej matki szlamą.
Gdyby wiedział, kim ty jesteś...
- Właśnie Malfoy. To dziwne, że go nie rozpoznałeś. - zachichotał Colin.
- Przeciwieństwie do ciebie my nie wiedzieliśmy jak wygląda Potter, dopóki nie ,,wrócił". - wycedził blondwłosy Ślizgon.
Harry, jeśli jego
rodzice są z naszych, to on zna twoje imię od urodzenia!
- A ile razy...
- Mamo! - zawołał Draco, a Narcyza zaśmiała się cicho.
Widziałeś, co się działo w
Dziurawym Kotle, nie?
- Jedenastolatka nigdy nie widzieli. - prychnął kpiąco Harry.
W każdym razie wiem jedno: niektórzy z najlepszych w tej branży
byli jedynymi czarodziejami w swojej rodzinie, a nawet w ciągu kilku pokoleń mugoli...
- Tacy jak Hermiona Granger. - mruknął Dean.
Wystarczy wspomnieć twoją matkę!
Harry uśmiechnął się lekko.
I wystarczy popatrzyć, kim jest jej siostra!
Rozległy się gwizdy.
- Więc co to jest quidditch?
- To nasza gra.
- Gra czarodziei, a nie olbrzymów. - warknął Knot.
- Hagrid jest pól olbrzymem i jest czarodziejem, Korneliuszu - oznajmił chłodno Dumbledore.
Gra czarodziejów. To coś jak... jak piłka nożna w świecie mugoli...
- Co to piłka nożna? - zapytała się Megan.
- Taki sport ale gra się jedną piłka po ziemi i są tylko dwie bramki. - wyjaśnił Denis.
- Na ziemi? Ale to musi być nudne. - powiedział Terry Boot.
no,
każdy wie, co to jest quidditch...
- Harry nie wiedział. - mruknął Dean.
w to się gra w powietrzu, na miotłach, i są cztery piłki...
Cholibka, nie jest tak łatwo wyjaśnić zasady.
- To proste tylko twój mózg tego... I-AAA - rozległo się wycie osła.
- Harry! - powiedział Hagrid i wycie ustało.
- Harry! - powiedział Hagrid i wycie ustało.
- A co to jest Slytherin i Hufflepuff?
- Szkolne domy. Są cztery. Wszyscy mówią, że w Hufflepuffie są same niezdary, ale...
- Nieprawda!!! - zaprotestowali oburzeni Puchoni.
- Założę się, że trafię do Hufflepuffu - powiedział pewnie Harry.
- TY?!? W Hufflepuffu! Przecież ty jesteś Gryfonem z krwi i kości! Nawet twoi rodzice byli w Gryffindorze! To o czymś świadczy! - zawołał Justyn.
- O tym, że nic nie wiecie o mojej rodzinie - prychnął kpiąco Harry.
- Lepszy Hufflepuff niż Slytherin - rzekł Hagrid złowieszczym tonem.
- Masz coś do Slytherinu? - warknął Malfoy.
- A ty do Hufflepuffu!? - odparła Susan.
- Z tych, co
zeszli na złą drogę, każdy był w Slytherinie.
- Nie wszyscy Ślizgoni zajmowali się czarną magią. - oznajmiła Tracey Davis - To wy wrzucacie nas z nimi do jednego worka.
Sam-Wiesz-Kto też tam był.
- Raczej Tom Marvolo Rinddle. - powiedziała Ginny.
- To Voldemort był w Hogwarcie? - zapytał Harry, a Hagrid spojrzał na niego spod łba.
- Nie wymawiaj tego nazwiska! - zawołał Smith.
- Wiele lat temu. - powiedział ponuro mężczyzna.
- Skąd wiedziałeś? - zdziwiła się Ginny.
- Hagrid chodził do Hogwartu kiedy Voldemort otworzył Komnatę Tajemnic. - powiedział Harry.
- Chodziłeś do Hogwartu z Sam- Wiesz-Kim!
Weszli do księgarni. Wzdłuż ścian były tam półki od podłogi do sufitu, a na nich księgi oprawione w skórę, wielkie jak płyty chodnikowe, maleńkie książeczki oprawione w jedwab, rozmiarów znaczków pocztowych, książki pełne dziwnych symboli i kilka książek, w których nic nie było.
- Uwielbiam takie miejsca. - powiedziała z zachwytem Hermiona.
- Taa. Trudno cię z księgarni i biblioteki wyciągnąć. - mruknął Ron.
Chyba nawet Dudley, który nigdy nic nie czytał, chciałby wziąć niektóre
z nich do rąk.
- On niech lepiej nie dotyka żadnej książki! - zawołała Irma Pince, bibliotekarka.
Hagrid musiał siłą odciągać Harry’ego od grubego dzieła
- Harry dobrze się wtedy czułeś? - zapytał niepewnie Ron.
- To tylko książka Ron. Ona nie gryzie. - zaśmiał się Harry.
- Ta, którą mieliśmy na trzecim roku do ONMS-u gryzła! - zawołał Ron.
pod tytułem:
Zaklęcia i przeciwzaklęcia (oczaruj swoich przyjaciół i pognęb swoich wrogów ostatnimi
nowościami: Nagła Utrata Włosów, Galaretowate Nogi, Język w Supeł i wiele, wiele, wiele
innych) pióra profesora Vindictusa Viridiana.
- Jednak masz w sobie Huncwota! - ucieszył się Remus.
- Chciałem znaleźć coś na Dudley'a.
- Harry jestem z ciebie taki dumny. - George udał, że ociera łez.
- Nie twierdzę, że to zły pomysł, ale nie wolno ci używać czarów w świecie mugoli, chyba że w bardzo szczególnych okolicznościach
- Takich jak obrona własna. - oznajmiała Hermiona.
- powiedział Hagrid. - A zresztą i tak by ci
nic nie wyszło, chłopie, trzeba się długo uczyć, żeby osiągnąć taki poziom.
Harry mruknął coś niezrozumiałego pod nosem. Hagridowi wydawało się, że usłyszał: To jest proste.
- Te zaklęcia nie są proste, panie Potter. - powiedział profesor Flitwick.
- Robiłem takie rzeczy bandzie Dudley'a zanim zacząłem Hogwart. -powiedział Harry nie podnosząc głowy.
- Takie umiejętności w takim młodym wieku! - zachwycił się nauczyciel Zaklęć.
Ale nie był peny. Udali się do następnego sklepu, gdzie Hagrid nie pozwolił kupić Harry’emu kociołka ze szczerego złota.
- Był lepszy do eksperymentów. - powiedział poważnie Harry.
Harry go chciał, bo był odpowiedniejszy do modyfikowania eliksirów.
- Ty i eliksiry?! - Ślizgoni zaczęli się śmiać. Wszyscy wiedzieli, że Potter nie radzi sobie z Eliksirami.
- Lubię te lekcje. - powiedział Harry, a zebrani wytrzeszczali oczy ze zdumienia.
- Ty lubisz Eliksiry? - odezwał się po raz pierwszy od dawna Snape.
- Tak. Co w tym dziwnego? - zapytał rozbawiony reakcją Severusa Harry. - Poza tym jesteś najlepszym Mistrzem Eliksirów w Europie. - dodał uśmiechnięty Harry, a uczniowie przecierali oczy ze zdumienia.
Kupili też wagę do odważania składników eliksirów i
składany mosiężny teleskop. Potem odwiedzili aptekę, gdzie aż zatykało od okropnego
zapachu, który najbardziej przypominał zepsute jajka i zgniłą kapustę.
- Fuj! Teraz to na pewno nie będę sama robić zakupów w aptece. Dobrze, że wysyłam tam skrzaty. - skrzywił się Ernie Macmillan.
- Powodzenia przy wybieraniu świeżych i odpowiednio przechowywanych składników do eliksirów. - powiedział kpiąco Fred.
- Wystarczy, że kupię je na Pokątnej...
- I prędzej przepłacisz niż dostaniesz dobre składniki. - prychnął George.
Na podłodze stały
beczułki pełne jakiejś galaretowatej masy, na półkach puszki i kosze z ziołami, ususzonymi
korzeniami i kolorowymi proszkami, z sufitu zwieszały się pęczki piór, sznurki kłów i
pazurów.
- Mały wybór składników. - stwierdził Malfoy.
- To tylko niektóre, które widział pan Potter. - powiedział były Niewymowny.
- To tylko niektóre, które widział pan Potter. - powiedział były Niewymowny.
Hagrid zamawiał u aptekarza podstawowe składniki eliksirów, a Harry oglądał srebrne rogi jednorożca (po dwadzieścia jeden galeonów każdy)
- Ale drogo! - powiedział Fred - Na tym samym roku kupiłem dwa rogi za dziesięć galeonów.
- Można wiedzieć na co one ci były? - zapytała podejrzliwie jego matka.
- Do eliksirów. - uśmiechnął się niewinne Fred.
i
maleńkie, połyskujące oczy żuków (pięć knutów szufelka). Zastanawiał się jakby namówić Hagrida na kupno kilku innych składników
- Ciekawe na co one by ci były potrzebne, skoro jeszcze nic nie umiałeś z eliksirów. - zastanawiał się Seamus.
ale mężczyzna się nie zgodził.
- Bardzo dobrze zrobiłeś Hagridzie. - pochwaliła Hagrida Molly Weasley.
Kiedy wyszli z apteki, mężczyzna jeszcze raz przejrzał listę Harry’ego.
- No, to brakuje nam tylko różdżki...
- Najlepsze są u Ollivandera!
tak... no i wciąż nie kupiłem ci prezentu
urodzinowego.
Harry poczuł, że się rumieni.
Harry poczuł, że się rumieni.
- Uroczo wyglądasz z tymi rumieńcami- stwierdziła Katie Ball.
- Ale przecież nie musisz...
- Wiem, że nie muszę. Wiesz co, kupię ci zwierzątko.
- Czyli Hedwigę mas od Hargida - mruknął Justin.
Nie ropuchę... ropuchy już
dawno wyszły z mody, wyśmialiby cię...
- Tak jak Neville na pierwszym roku- mruknął Dean.
i osobiście nie lubię kotów, zawsze przy nich
kicham.
- To dlatego unikasz Krzywołapa - powiedziała Hermiona.
- Każdy unika tego potwora. - mruknął Ron.
Kupię ci sowę. Wszystkie chłopaki chcą mieć sowy,
- Nie tylko oni. - powiedziała Ginny.
są bardzo pożyteczne, zaniosą ci
list, co zechcesz...
Dwadzieścia minut później opuścili Centrum Handlowe Eeylopa. Sklep pełen szelestów, łopotów i oczu jarzących się jak klejnoty. Harry dźwigał wielką klatkę z piękną śnieżną sową, która spała z głową schowaną pod skrzydłem,
Dwadzieścia minut później opuścili Centrum Handlowe Eeylopa. Sklep pełen szelestów, łopotów i oczu jarzących się jak klejnoty. Harry dźwigał wielką klatkę z piękną śnieżną sową, która spała z głową schowaną pod skrzydłem,
- Jaka piękna! - zachwyciła się Narcyza Malfoy.
i raz po raz dziękował
Hagridowi za swój pierwszy prezent urodzinowy.
- Jedno dziękuję zwykle wystarcza - rzekła Padma.
- Ależ daj spokój - burknął Hagrid. - Nie spodziewaj się wielu prezentów od Dursleyów.
- Pewnie nigdy żadnego od nich nie dostał. - powiedział pewnie Lee.
No, został nam już tylko Ollivander... jedyne miejsce, gdzie sprzedają różdżki,
- Nie jedyne ale najlepsze. - mruknęła pod nosem Amelia Bones.
a
ty musisz mieć najlepszą.
Różdżka magiczna... To było coś co niepokoiło Harry'ego.
Różdżka magiczna... To było coś co niepokoiło Harry'ego.
- Każde normalne dziecko nie może się doczekać momentu dostania różdżki, a ten jak zwykle musi być wyjątkiem! - zawołał Zachariasz.
- Ja cała drżałam z podniecenia kiedy dostałam różdżkę - powiedziała radośnie Megan.
Dotąd sam kontrolował swoją magię, a teraz miał oddać kontrolę kawałkowi drewna?
- Panujesz nad swoją magią? Tą bezpośrednio z rdzenia magicznego? - zdziwili się Niewymowi.
- Co z tego? - prychnął Harry.
- Harry to niesamowite! Rzadko kto to potrafi! - powiedziała była Niewymowna.
Ten ostatni sklep był wąski i wyglądał dość nędznie.
- Wygląda tak,bo Ollivander ciągle tworzy różdżki zaniedbując wygląd swojego sklepu - powiedział Bill Weasley.
Złuszczone złote litery nad
drzwiami układały się w napis: OLLIVANDEROWIE: WYTWÓRCY NAJLEPSZYCH
RÓŻDŻEK OD 382 R. PRZED NOWĄ ERĄ.
- Ale stara rodzina! - powiedział Denis.
- W końcu należy do Świętej Dwudziestki Ósemki. - powiedziała Hanna Abbott.
- A czemu Potterowie do niej nie należą? Są starszym od nas rodem. - zapytał Ron.
- Z dwóch powodów. Pierwszy: nazwisko Potter jest zbyt pospolite wśród mugoli i autor spisu uważał, że mogą mieć z nimi powiązania. Drugi: Niejaki Henry Potter służący w Wizengamocie publicznie potępił Ministra Magii za wydany przez niego zakaz pomocy mugolom walczącym podczas I wojny światowej i jego opowiadanie się za społecznością mugoli były jednymi z powodów wykluczenia rodu Potter. - powiedział Draco, a wszyscy zebrani spojrzeli na niego zszokowani.
- Nieźle Smoku - uśmiechnął się kpiąco Harry.
- No co? - warknął Draco w stronę patrzących na niego Ślizgonów.
- Naprawdę mas obsesje na punkcie Pottera - mruknęła Tracey.
- Nie mam żadnej obsesji! - warknął młody Malfoy - To zasada poznaj swojego wroga.
- Ależ ty drobiazgowy. - mruknęła Ślizgonka.
Na zakurzonej wystawie leżała na
wyblakłej poduszce jedna jedyna różdżka.
- Ona też jest na sprzedaż? - zapytał Colin.
- Znając Ollivandera to pewnie ta podtrzymująca szyld też jest na sprzedaż. - powiedziała Narcyza Malfoy.
- To tam jest różdżka?!? - zdziwili się uczniowie.
Kiedy przekroczyli próg, gdzieś w głębi sklepu zabrzmiał dzwoneczek. Był to maleńki sklep,
- To jest złudzenie. To jest duży sklep ale cały wypełniony pudełkami z różdżkami
zupełnie pusty, jeśli nie liczyć jednego krzesła z wysokim oparciem, na którym usiadł
Hagrid, i wąskich pudełek piętrzących się od podłogi do sufitu. Harry miał wrażenie, jakby
się znalazł w jakiejś tajnej bibliotece.
- Ja też miałam takie odczucia. -powiedziała Hermiona.
W głowie kłębiło mu się mnóstwo pytań, czuł też
dziwne mrowienie w karku. W tym wnętrzu nawet kurz i cisza były przesycone magią.
- To musiał być niezwykły widok. - rozmarzyła się Astoria.
- Dobry wieczór - rozległ się cichy głos. Hagrid musiał podskoczyć, bo coś trzasnęło i olbrzym szybko poderwał się z krzesła.
- Aż dziwne, że krzesło pozostało całe. - prychnął Zachariasz.
Jak spod ziemi wyrósł przed nimi staruszek o wielkich oczach, które w półmroku płonęły blado jak dwa księżyce.
- Luna, czy pan Ollivander jest twoim krewnym? - zapytała zaciekawiona Ginny.
Nieobecne spojrzenie blondynki spoczęło na Gryfonce.
- Byłby nim, gdyby to Rowena pełniła rolę Lauany.
- Dobry wieczór - mruknął Harry.
- Ach, tak... Tak, tak. Tak sobie myślałem, że wkrótce cię zobaczę, Harry Potterze. Masz oczy swojej matki ale czy na pewno?
- On też wie, że to nie są twoje oczy. Skąd on to wie? - warknął Draco.
- Też byś wiedział jakbyś widział to na co patrzysz. - powiedziała cicho Luna.
Wydaje mi się, jakby była tu zaledwie wczoraj, żeby kupić swoją
pierwszą różdżkę. Dziesięć i ćwierć cala, wierzba, bardzo elegancka. Znakomita do rzucania
uroków.
- Tak. W tym Lily była niezła. - przytaknął Remus.
Pan Ollivander zbliżył się do Harry'ego i spojrzał mu prosto w oczy.
- Natomiast twój ojciec wybrał mahoń. Jedenaście cali. Bardzo poręczna. Trochę
więcej mocy, znakomita do transmutacji.
- Transmutacji zdobył tytuł Mistrza. - uśmiechnęła się McGonagall.
Tak, tak, twój ojciec wiedział, co robi,
- I nigdy niczego nie żałował. - powiedział jeden z aurorów.
- Mylicie się. Żałował jednej jedynej decyzji, która... - Harry drgnął, przestając mówić i rozejrzał się, czując na sobie spojrzenia wszystkich. - Co się tak patrzycie?
- Czego żałował twój ojciec? - zapytał Dumbledore.
- Nic ci to tego! - warknął Harry.
to różdżka
dla prawdziwego czarodzieja.
- James był i dobrym człowiekiem, i dobrym czarodziejem. - powiedziała Amelia Bones.
Pan Ollivander podszedł do Harry’ego tak blisko, że prawie stykali się nosami.
- To coś niespotykanego. Ollivander zazwyczaj nie zbliża się do innych czarodziei. - oznajmiła była Niewymowna.
Harry
zobaczył swoje odbicie w tych tajemniczych, srebrnych oczach.
- Tak blisko Ollivandera chyba jeszcze nikt nie stał. - zaśmiał się Anthony.
- Ach, to tutaj...
Pan Ollivander dotknął białym, długim palcem blizny na czole Harry’ego.
- Nie znoszę tego ciągłego wgapiania się w bliznę. - warknął Harry.
- Muszę z przykrością stwierdzić, że różdżka, która do tego posłużyła, została zakupiona w moim sklepie - powiedział cicho.
- Voldemort u niego kupił różdżkę? - zdziwili się zebrani.
- Trzynaście i pół cala. Cisowa. Duża moc, naprawdę duża moc,
- Strata takiej potężnej różdżki na rzecz Voldemorta... - powiedział ponuro Dedalus Diggle.
a w złych rękach... No cóż, gdybym wiedział, czyje to będą ręce i do czego posłuży...
- Tego nikt nie wiedział. - powiedziała ponuro Narcyza Malfoy.
Pokręcił głową i wówczas, ku uldze Harry’ego, dostrzegł Hagrida.
- Rubeus! Rubeus Hagrid! Jakże miło znowu pana zobaczyć... Dąb, szesnaście cali, nieco wygięta, prawda?
- Dąb jest dobry do prac magicznych, a czarodzieje z tą różdżką dobrze się czują w świecie fauny i flory magicznej, więc ta różdżka idealnie pasuje do Hagrida. - uśmiechnął się Harry.
- Zgadza się, szanowny panie - odpowiedział Hagrid.
- Całkiem niezła. Sądzę, że przełamali ją na pół, kiedy pana wyrzucali? - zapytał Ollivander surowym tonem.
- Zawsze łamią różdżki jak kogoś wyrzucają, że szkoły. - powiedziała Amelia Bones.
- Ee... tak zrobili, szanowny panie - odrzekł Hagrid, szurając butami. - Ale wciąż mam te kawałki - dodał.
-Nie używasz ich, prawda Hagrida? - zapytała Amelia.
- Oczywiście, że nie. - powiedział szybko Hagrid.
- Ale chyba ich pan nie używa? - zapytał ostro Ollivander.
- Ale nie, skądże znowu - odpowiedział szybko Hagrid.
- Coś za szybko udzielił tej odpowiedzi. - mruknął Anthony Goldstein.
Harry spostrzegł, że olbrzym zacisnął palce na swoim różowym parasolu.
- Idę o zakład, że tam trzyma te kawałki. - rzekł Terry Boot.
- Hmm - mruknął pan Ollivander, przeszywając Hagrida wzrokiem. - No dobrze... Teraz pan Potter. Popatrzmy. - Wyciągnął z kieszeni długą taśmę ze srebrną podziałką.
- Która ręka ma moc?
- Obie. - powiedział pewnie Harry.
- Tu masz rację. Każda cząstka ciała czarodzieja posiada magię. - powiedział były Niewymowny.
Hagrid spojrzał na niego zaskoczony, zaś Ollivander uśmiechnął się.
- Harry... - powiedziała niepewnie Sally.
- Tak? - mruknął zielonooki rzucając szybkie spojrzenie Puchonce.
- Jak czarujesz? - zapytała dziewczynka.
- Myśli, gesty i użycie woli. To proste. - powiedział Harry pisząc szybko po pergaminie.
- A różdżka?
- Tylko do... Soli porozmawiamy o tym potem. - powiedział Harry przypominając sobie gdzie się znajdują.
i zapytał:
- Którą ręką piszesz?
- Obiema. - padła odpowiedź.
- Harry ty piszesz prawą ręką! - powiedział Ron.
- Ale umiem obiema. - odpowiedział Potter.
- Jakim cudem?
- Bo musiałem jakoś wykonywać swoje obowiązki nawet jak miałem uszkodzoną prawą rękę. - oznajmił Harry.
- Miałeś złamaną rękę? - zapytała madame Pomfrey.
- Żeby tylko złamaną - prychnął Harry.
- Wyciągnij rękę, która ma większą kontrolę nad magią.
- Harry... - powiedziała niepewnie Sally.
- Tak? - mruknął zielonooki rzucając szybkie spojrzenie Puchonce.
- Jak czarujesz? - zapytała dziewczynka.
- Myśli, gesty i użycie woli. To proste. - powiedział Harry pisząc szybko po pergaminie.
- A różdżka?
- Tylko do... Soli porozmawiamy o tym potem. - powiedział Harry przypominając sobie gdzie się znajdują.
i zapytał:
- Którą ręką piszesz?
- Obiema. - padła odpowiedź.
- Harry ty piszesz prawą ręką! - powiedział Ron.
- Ale umiem obiema. - odpowiedział Potter.
- Jakim cudem?
- Bo musiałem jakoś wykonywać swoje obowiązki nawet jak miałem uszkodzoną prawą rękę. - oznajmił Harry.
- Miałeś złamaną rękę? - zapytała madame Pomfrey.
- Żeby tylko złamaną - prychnął Harry.
- Wyciągnij rękę, która ma większą kontrolę nad magią.
- Ollivander wydaje się wiedzieć więcej niż mówi. - powiedział Lee.
- powiedział Ollivander, a Harry wyciągnął prawą rękę.
Zmierzył Harry’emu rękę od ramienia do palca wskazującego, potem od nadgarstka do łokcia, a następnie odległości od ramienia do podłogi i od kolana do pachy, a wreszcie obwód głowy.
Zmierzył Harry’emu rękę od ramienia do palca wskazującego, potem od nadgarstka do łokcia, a następnie odległości od ramienia do podłogi i od kolana do pachy, a wreszcie obwód głowy.
- Nigdy nie rozumiem po co mu aż tyle wymiarów. - rzekł jeden z przybyłych aurorów.
- Dokładne wymiary pozwalają dobrać odpowiedni rozmiar różdżki do budowy ciała czrodzieja. - oznajmił Harry.
- Skąd ty to wszystko wiesz?! - zdziwili się Gryfoni, a Potter spojrzał na nich przelotnie nie udzielając odpowiedzi.
- Każda różdżka od Ollivandera ma rdzeń z jakiejś potężnej substancji magicznej, panie Potter. Używamy rogów jednorożca, piór z ogona feniksa i smoczych serc.
- I Ollivander używa jeszcze włosów z ogonów jednorożca. - dodał Anthony.
Nie ma
dwóch jednakowych różdżek, podobnie jak nie ma dwóch jednakowych jednorożców, smoków
czy feniksów.
- Każde magiczne stworzenie jest inne i niepowtarzalne. - powiedział radośnie Hagrid.
No i, oczywiście, nigdy się nie osiągnie równie pomyślnych
rezultatów, używając różdżki innego czarodzieja.
- Szczególnie jak rzuca się Zaklęcie Zapomnienia na siebie samego. - zachichotał Ron wspominając oszusta, który uczył ich Obrony Przed Czarną Magią na drugim roku.
- Szczególnie jak rzuca się Zaklęcie Zapomnienia na siebie samego. - zachichotał Ron wspominając oszusta, który uczył ich Obrony Przed Czarną Magią na drugim roku.
Pan
Ollivander w tym czasie kręcił się przy półkach, zdejmując z nich różne pudła.
- No
dobrze, panie Potter. Proszę spróbować tej. Drewno brzozowe i serce smoka.
- Potężna różdżka. - mruknął Neville.
Dziewięć cali.
Ładna i dopasowująca się do ręki. Proszę wziąć i machnąć.
Harry wziął różdżkę i machnął nią lekko, ale pan Ollivander prawie natychmiast wyrwał mu ją z ręki.
Harry wziął różdżkę i machnął nią lekko, ale pan Ollivander prawie natychmiast wyrwał mu ją z ręki.
- Ale nie wybrała Harry'ego. - dodał Lee.
- Kasztanowiec i pióro feniksa. Siedem cali. Dość giętka. Proszę spróbować...
- Jakaś mała ta różdżka. - mruknęła Padma.
Harry spróbował, ale zanim zdążył podnieść różdżkę, pan Ollivander znowu wyrwał mu ją z ręki.
- Ciekawe jak on to rozpoznaje? - zastanowił się Dean.
- Pewnie dzięki swojemu doświadczeniu. - powiedział Seamus.
- Nie, nie... proszę, heban i róg jednorożca, osiem i pół cala, bardzo elastyczna. No, proszę spróbować... Harry próbował i próbował. Nie miał pojęcia, o co panu Ollivanderowi chodzi, przecież różdżka nie była mu potrzebna.
- Chętnie bym zobaczył jak używasz magii bez różdżki. - powiedział zaciekawiony Blaise Zabini.
- Już to widziałeś ale pewnie tego nie pamiętasz - pomyślał Harry spoglądając na Ślizgona.
Mógł kontrolować magię i bez tego kawałka drewna.
- Dosyć niecodzienne podejście do używania różdżki. - powiedział były Niewymowny.
Jednak stos
wypróbowanych różdżek rósł coraz wyżej na krześle.
- Coś żadna różdżka cię nie chce Potter. - zakpił Zachariasz.
- Jednak jakaś go wybrała, bo Harry ma różdżkę. - powiedziała oburzona Lavender.
Pan Ollivander wyciągał coraz to nowe
różdżki, ale wydawał się coraz bardziej uradowany.
- Czy jego to bawi? - mruknął Ron.
- A to mi się trafił klient, nie ma co! Proszę się nie martwić, znajdziemy odpowiednią... zaraz... tak sobie myślę... właściwie dlaczego nie?
- Teraz pewnie wyciągnie jakaś dziwną różdżkę i to ona wybierze Harry'ego. - zachichotał Nick i dostał sójkę w bok od Harry'ego.
Niezwykła kombinacja...
ostrokrzew i pióro feniksa, jedenaście cali, ładna i giętka.
- Różdżki z ostokrzewu są rzadkie i są trudne do połączenia z piórem feniksa! Ta różdżka to potężne arcydzieło! - zachwyciła się była Niewymowna.
Harry wziął różdżkę i nagle poczuł uderzenie gorąca w palcach.
- Różdżki z ostokrzewu są rzadkie i są trudne do połączenia z piórem feniksa! Ta różdżka to potężne arcydzieło! - zachwyciła się była Niewymowna.
Harry wziął różdżkę i nagle poczuł uderzenie gorąca w palcach.
- To ta! - zawołali uczniowie.
Wzniósł różdżkę, machnął nią ze świstem w dół, a snop zielonych i czarnych iskier wystrzelił z jej
końca, jak z laseczki zimnego ognia, rzucając na ściany roztańczone plamki światła.
- Jak pięknie! - zachwyciła się Sally.
- Jak pięknie! - zachwyciła się Sally.
Hagrid wydał okrzyk radości i zaklaskał w dłonie, a pan Ollivander zawołał:
- Brawo! Bardzo dobrze, świetnie! No, no, no, to ciekawe... zaiste, niezmiernie ciekawe...
- Różdżka go wybrała. Co w tym takiego ciekawego? - powiedział lekceważąco Nott.
Włożył z powrotem różdżkę do pudełka i owinął ją brązowym papierem, mrucząc pod nosem:
- Ciekawe... bardzo ciekawe...
- Przepraszam - powiedział Harry - co jest takie ciekawe?
- Ciekawski Gryfon. - prychnął Draco.
Pan Ollivander utkwił w nim blade spojrzenie.
- Widzi pan, panie Potter, pamiętam każdą różdżkę, którą sprzedałem. Co do jednej. I tak się składa, że feniks, którego pióro jest w pańskiej różdżce, uronił jeszcze jedno pióro... ale tylko jedno.
- Jeszcze jakaś różdżka ma ten sam rdzeń magiczny co różdżka Pottera? - zdziwił się Blaise.
To bardzo ciekawe, bo to drugie znajduje się w różdżce, za pomocą której
zrobiono panu tę bliznę.
- Różdżka Sami-Wiecie-Kogo ma ten sam rdzeń magiczny co Pottera? - powiedział zaszokowany Anthony. Harry przełknął ślinę.
I Harry z ekranu nie był jedyny, który to zrobił.
- Tak, tak, trzynaście i pół cala. Cis. To naprawdę ciekawe, jak do tego doszło. Bo, widzi pan, różdżka sama sobie wybiera czarodzieja...
- Jakaś różdżka dobrowolnie wybrała Voldemorta? - zdziwił się Nick.
Myślę, że możemy się po panu
spodziewać wielkich rzeczy, panie Potter...
- Raczej kłamstw. - prychnął szyderczo Knot.
Ostatecznie Ten, Którego Imienia Nie Wolno
Wymawiać dokonywał wielkich rzeczy...
- Raczej potwornych! - zawołał Dean.
strasznych, to prawda, ale wielkich.
- Niestety ale Ollivander miał rację. - powiedziała ponuro Amelia Bones.
Harry nie był pewny, czy chce wiedzieć co miał na myśli pan Ollivander.
- Niewiele jest osób, które są w stanie spać spokojnie po tym jak zobaczyli do czego jest zdolny Voldemort. - rzekł cicho Kingsley.
- Ale ty nie należysz do tych osób. - powiedział Harry.
- Ty również nie. - odpowiedział mu Shacklebolt.
- Ale nauczyłem się z tym żyć. - powiedział Harry.
- Tak. Z tym trzeba nauczyć się żyć. - powtórzył jak echo Draco.
- Śmierciożerca. - rzucił oskarżenie Smith.
- Raczej Voldemorta ofiara. - powiedział ostro Susan, co wszystkich zdziwiło.
Zapłacił za różdżkę siedem złotych galeonów, a pan Ollivander w ukłonach
odprowadził ich do drzwi.
- Zawsze tak robi. - mruknęła Susan.
Słońce wisiało już dość nisko na niebie, kiedy Harry i Hagrid wrócili ulicą Pokątną na ciemne podwórko i przeszli przez mur do Dziurawego Kotła,
- Czyli zakupy już skończone. I co Potter wróci do tej chaty na morzu? - zapytała Megan.
- Się okaże. - odpowiedziała Hanna.
teraz już opustoszałego.
- Całe szczęście. - mruknęła Astoria rozluźniając się.
Harry
nie odzywał się, kiedy szli ulicą, nie zwracał też uwagi, że ludzie gapią się na nich w metrze, bo
rzeczywiście wyglądali dość dziwacznie z tymi różnymi pakunkami o niespotykanych
kształtach i białą sową śpiącą sobie w klatce na kolanach chłopca.
- To zabawny widok. - zachichotał Lee.
Wjechali na górę, na stację
Paddington, a Harry zorientował się, gdzie są, dopiero wtedy, gdy Hagrid poklepał go po
ramieniu.
- To to ciebie niepodobne Harry. - zdziwił się Dean.
- Mamy czas, żeby coś przekąsić przed odjazdem twojego pociągu.
- Nareszcie! - zawołał Ron i sam też sięgnął po ciastko.
Kupił im jedzenie i usiedli na plastikowej ławce, żeby je zjeść. Harry rozglądał się dookoła, nie mając ochoty jeść.
- Powinieneś dużo jeść, bo jesteś knypkiem. - powiedział Ron sięgając po kolejne ciastko.
- Dzięki Ron. - powiedział markotnie Harry.
Wszystko było jakieś dziwne.
- Cały jego świat się zawalił. Jak on teraz sobie poradzi? - załamała się pani Weasley.
- Mamo, przecież z Harrym jest wszystko. - powiedział spokojnie Fred.
- Dobrze się czujesz, Harry? - zapytał Hagrid. - Jesteś taki spokojny.
- Nie dziwię się Hagridowi, że o to pyta. Mnie też dziwi jego opanowanie. - powiedziała Hanna.
- Harry zawsze jest taki. - mruknął Ron.
- A kłótnie z Draco? - zakpił Nott.
- Tak jakby on też był wtedy spokojny. - prychnął Fred.
Harry nie bardzo wiedział, czy potrafi to wyjaśnić.
- Tak, aby on to zrozumiał? - prychnął Goyle, a Harry zmierzył go chłodnym spojrzeniem.
- Hagrid by zrozumiał ale ty nie. - powiedział lodowato Potter.
Właśnie przeżył najwspanialsze
urodziny w swoim życiu.
- Najwspanialsze? - zdziwił się Draco. - Czy ty wiesz jak świętuje się urodziny?
- Tak jak ma się na to ochotę. - powiedział Harry.
- Ty nigdy nie miałeś normalnych urodzin? - zdziwiła się Hanna.
- Zdefiniuj normalne. - powiedział Harry.
- Przyjęcie urodzinowe. Goście. Tort. Prezenty.
- W to lato było przyjęcie z tortem. Liczy się? - obecni spojrzeli na niego zszokowani.
Jednak...
- Czyli jest jakieś ale. - powiedział George.
Jadł powoli starając się znaleźć właściwe słowa.
- A co wyznanie miłości chcesz mu wyznać? - prychnął Zachariasz.
- Jak masz się tak zamiar zachowywać to wyjdź. - warknął Neville.
Harry przeniósł spojrzenie z Gryfona na Puchona.
- To, że jesteś czarodziejem, nie zwalnia cię z bycia człowiekiem.
- Wszyscy uważają mnie za kogoś niezwykłego.
- Przecież taki jesteś! - zaprotestowała Sally.
- Soli. - westchnął Harry.
- powiedział w końcu. - Wszyscy w
Dziurawym Kotle, profesor Quirrell, pan Ollivander... a przecież oni wcale mnie nie znają.
- Wyrabiacie sobie zdanie o kimś nie zadając sobie trudu by go poznać. - prychnął Harry.
Jestem słynny tylko dlatego, że moi rodzice zostali zaatakowani przez Voldemorta... przepraszam... i oni zginęli, a ja nie...
- I wraz się nie dowiedzieliśmy co wydarzyło się tamtej nocy! - warknął Knot.
- I tak się nie dowiesz. - powiedział beznamiętne Harry.
Hagrid nachylił się do niego ponad plastikowym stolikiem. Pod zmierzwioną brodą i
nastroszonymi brwiami czaił się miły uśmiech.
- Jego aura...! - zawołała Astoria.
- Niesamowite, prawda? - mruknął Harry.
- Jeszcze nigdy nie spotkałam z taką aurą! - zachwyciła się Astoria. - Ale czemu nie widzę go tak zawsze?
- To zaprzestań...
- Nie wtrącaj się nie swoje sprawy Potter! - warknęła Ślizgonka.
- Nie martw się, Harry. Wystarczy, jak będziesz sobą.
- Ale nie jesteś. - szepnął miękko Nick.
Wiem, że jest ciężko.
- Raczej jego życie to koszmar! - wzdrygnął się Andre.
Zostałeś sam na
świecie,
- Trudno temu zaprzeczyć.
a wtedy zawsze jest ciężko, cholibka.
- I to bardzo. - powiedziała McGonagall.
Ale w Hogwarcie przeżyjesz wspaniałe
chwile...
- I to nie jedną. - zachichotali bliźniacy Weasley.
ja też je miałem...
- A teraz nie? - zdziwił się Ron.
- Teraz też. - uśmiechnął się Hagrid.
i wciąż miewam, prawdę mówiąc.
- To dobrze. - uśmiechnęła się Hermiona.
Hagrid pomógł Harry’emu wejść do wagonu, a potem wręczył mu kopertę.
- To twój bilet do Hogwartu. Pierwszego września... stacja King’s Cross... wszystko
jest na bilecie.
- Nie ma na nim jak się dostać na peron. - powiedział Harry.
- O cholibka! Zapomniałem o tym! - zawołał Hagrid.
A jakbyś miał jakieś problemy z Dursleyami,
- To on wraca do nich? - zdziwili się uczniowie.
daj mi znać przez sowę, już ona
mnie znajdzie...
- Znalazła nawet Wąchacza. - mruknął Ron.
- Kto to? - zdziwił się Dean.
- Potem się dowiemy. - mruknął Seamus.
Do szybkiego zobaczenia, Harry.
- Taa. Do zobaczenia za miesiąc w Hogwarcie. - mruknął Harry.
Pociąg wyjechał ze stacji. Harry odwrócił się w stronę okna, chcąc popatrzyć na Hagrida i mrugnął zdziwiony.
- Co się stało?
Hagrida już nie
było.
- Pewnie się teleportował. - mruknął Dean.
- A to tego nie jest potrzebna różdżka? - zdziwił się Colin.
- Nie wszyscy jej potrzebują. - powiedział Fred.
- A to tego nie jest potrzebna różdżka? - zdziwił się Colin.
- Nie wszyscy jej potrzebują. - powiedział Fred.
- I co teraz? - pomyślał Harry.
- Dobre pytanie. - rzucił Neville.
- Dobre pytanie. - rzucił Neville.
Nareszcie! Hip hip... Hura!
OdpowiedzUsuńŚwietny. Cudowny. Proszę o więcej.
Pozdrawiam
Cudowny ���������������� Brak mi słów :) W sumie wolę poczekać ten miesiąc czy dwa ( Oby nie dłużej ) Na taki wspaniały i długi rozdział ���� Akcja coraz bardziej się rozkręca i ta tajemniczość :) Cały czas domyślam się o co Moze chodzić �� Życzę ci wiele zdrowia i weny i proszę cie kontynuuj ta historie a druga na razie zostaw ���� Jesteś wspanialala autorka i mam nadzieję ktoś doceni twój talent i może nawet twoja opowiesc znajdzie sie w książce ����
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Mika ( wierna fanka ) ����
Ekstra ekstra ekstra!!!!! Czekam na kolejny!!!!!!
OdpowiedzUsuńRozdział świetny. Ta cała aura tajemniczości. Normalnie cudo. Mam nadzieję, że niedługo podasz kolejny. Zostaw to drugie opowiadanie i pisz dalej to. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuń