Witam i o zdrowie pytam!
A tak na serio to już trzeci rozdział! no kto by pomyślał....
Nie przedłużając oto rozdział trzeci:
A tak na serio to już trzeci rozdział! no kto by pomyślał....
Nie przedłużając oto rozdział trzeci:
Rozdział trzeci:
,, W Pociągu "
W dniu w, którym bliźniaki mieli po raz pierwszy przekroczyć próg Hogwartu - stali wcześnie rano, bo nie mogli już zasnąć z tego podniecenia. Ich kufry były już dawno zapakowane i nie było tam tylko rzeczy z listy dołączonej do listu. Co to, to nie. Chłopcy doskonale wiedzieli co chcą robić w Howardzie i to nie chodziło tylko o naukę - nie miało to nic wspólnego z tym, że podręczniki znali już na pamięć. Tylko, że geny Huncwotów postanowiły o sobie dać znać, a dodatkowo zostały wzmocnione oświadczeniem ich ojców chrzestnych w ich jedenaste urodziny.
Och, co to były za urodziny...
Zerwali się z tego badziewnego przyjęcia choć potem mieli opierdol. A raczej Harry miał.
Że niby namawia Alex na głupoty, kiedy ten jest tak ważnym członkiem społeczeństwa - brązowookiemu aż się krew gotowała na to stwierdzeni. Nie cierpiał być w centrum uwagi. Wystawiał go na niebezpieczeństwo? Od kiedy spanie w zaczarowanym namiocie całą noc w ogrodzie rodowej posesji Blacków pod starożytnymi osłonami rzuconymi na teren posesji i inne równie niebezpieczne rzeczy jest śmiertelnym niebezpieczeństwem?
Och, co to były za urodziny...
Zerwali się z tego badziewnego przyjęcia choć potem mieli opierdol. A raczej Harry miał.
Że niby namawia Alex na głupoty, kiedy ten jest tak ważnym członkiem społeczeństwa - brązowookiemu aż się krew gotowała na to stwierdzeni. Nie cierpiał być w centrum uwagi. Wystawiał go na niebezpieczeństwo? Od kiedy spanie w zaczarowanym namiocie całą noc w ogrodzie rodowej posesji Blacków pod starożytnymi osłonami rzuconymi na teren posesji i inne równie niebezpieczne rzeczy jest śmiertelnym niebezpieczeństwem?
Kasztanowo-włosy miał wyrzuty sumienia, że przez jego pomysł i on to tego namówił Łapę i Lupina, a zielonooki miał problemy przez niego. Ale brat go zapewnił, że to nic takiego, choć ten w to nie wierzył. Przecież widział jakie Harry ma stosunki z rodzicami, no tak naprawdę to odwrotnie. Rodzice do młodszego syna i było coraz gorzej. Jednak brat kazał mu się tym nie przejmować, bo nie będzie ich ponad dziesięć miesięcy wolnych od rodziców. Miesiące wolności od ich pieprzeniu o obowiązkach wobec ich sławy w czarodziejskim świecie.
Kiedy była już tylko godzina do odjazdu pociągu, Potterów nadal nie było, tak więc pozostali Huncwoci zajęli się bliźniakami. Po zmniejszeniu bagaży, Syriusz poprosił sowy aby poleciały od razu do Hogwartu. Pociąg miał ruszać za dwadzieścia minut, kiedy aportowali się do mungolskiej części dworca. Chłopcy rozglądali się za peronem dziewięć i trzy czwarte, ale nie było takiego. Był dziewiąty i dziesiąty, ale pomiędzy nimi nie było żadnego. Była tylko ściana na, którą byli Gryfoni patrzyli z tęsknotą.
Bliźniacy spojrzeli na siebie.
Ściana?
A może zaczarowane przejście?
Zastanawiali się tak, kiedy usłyszeli rozmowę:
- No to twoja kolej Fred
- Nie jestem Fred, tylko George. Kobieto dzieci nie rozpoznajesz?
- Och przepraszam George.
- To był żart. Jestem Fred - powiedział rudowłosy chłopak, puszczają oczko do chłopaka identycznego jak on i odszedł. Zapewne jego brat bliźniak, zawołał za nim, żeby się pośpieszył to ten zaczął biec i po chwili znikł. A po chwili jego identyczny brat ów George. Teraz w stronę barierki przymierzał się wysoki, przeraźliwie chudy chłopiec z wielkimi, piegowatymi rękami i długim nosem. Po chwili też znikł.
- Gotowi? - spytał Syriusz patrząc na nich z uśmiechem-
- Możemy wbiec tam razem? - bliźniacy mimo, że wychowani w świecie magi i czarów nie czuli się zbyt dobrze z myślą, że mają wbiec w ścianę.
A co jeśli przejście nagle się zamknie i rozbiją sobie głowy?
Zastanawiali się tak, kiedy usłyszeli rozmowę:
- No to twoja kolej Fred
- Nie jestem Fred, tylko George. Kobieto dzieci nie rozpoznajesz?
- Och przepraszam George.
- To był żart. Jestem Fred - powiedział rudowłosy chłopak, puszczają oczko do chłopaka identycznego jak on i odszedł. Zapewne jego brat bliźniak, zawołał za nim, żeby się pośpieszył to ten zaczął biec i po chwili znikł. A po chwili jego identyczny brat ów George. Teraz w stronę barierki przymierzał się wysoki, przeraźliwie chudy chłopiec z wielkimi, piegowatymi rękami i długim nosem. Po chwili też znikł.
- Gotowi? - spytał Syriusz patrząc na nich z uśmiechem-
- Możemy wbiec tam razem? - bliźniacy mimo, że wychowani w świecie magi i czarów nie czuli się zbyt dobrze z myślą, że mają wbiec w ścianę.
A co jeśli przejście nagle się zamknie i rozbiją sobie głowy?
Wtedy to ich rodzice na pewno by kogoś o to oskarżyli i posypało by się do ich skrytki kolejne złoto.
- Skoro chcecie.
Alex i Harry kiwnęli głowami i obaj ruszyli w stronę barierki. Przyśpieszyli. Była tak blisko. Spodziewali się hałasu, gdy uderzą o ścianę, a usłyszeli mnóstwo głosów.
Przy peronie stał czerwony parowóz, a za nim wagony pełne ludzi. Na tabliczce pisało: Pociąg ekspresowy do Hogwartu, godzina jedenasta. Spojrzeli za siebie, tam gdzie była barierka, zobaczyli łuk z kutego żelaza z napisem: Peron dziewięć i trzy czwarte.
Udało się.
Za nimi pojawili się Lupin i Syriusz.
Kłęby dymu z parowca płynęły nad głowami ludzi. Przez zgiełk głosów było słychać od czasu do czasu pohukiwanie sów. W wagonach było już pełno uczniów, którzy wychylali się przez okna, by rozmawiać z bliskimi stojącymi na peronie. Szli wzdłuż pociągu, rozglądając się za wolnym wagonem, kiedy usłyszeli:
- Babciu, znów zaginęła mi ropucha.
- Och, Neville.... - westchnęła starsza kobieta.
Black wraz z przyjacielem wymienili znaczące spojrzenia. Longbottonowie byli wspaniałymi i potężnymi czarodziejami, a jednak spotkał ich los gorszy od śmierci.
Innym razem mijali tłumek otaczający chłopca z dredami, który trzymał pudełko. Po chwili uchylił wieko, a stamtąd wystrzeliła długa, owłosiona noga, co spowodowało wybuch śmiechu u bliźniaków.
Wolny wagon znaleźli niemal na końcu pociągu. Weszli do środka i Syriusz wyjął pomniejszone bagaże z kieszeni swej szaty, rzucił zaklęcie powiększające i wraz z Remusem ustawili je w kątach przedziału.
- To co teraz, Łapa? - spytał Alex i równocześnie gdzieś obok było słychać głos:
- Łapa? Łapa jak z Huncwotów?
- Myślisz Fred....
Ale szybko zamilkły, a reszta tylko się zaśmiała. Znali to doskonale. Ciekawe jak ich...
- Potrzebujecie pomocy? - do przedziału weszło dwoje rudzielców, których widzieli wcześniej. Czy to oni...
- Nie, ale dzięki - odpowiedział im były, czarnowłosy, uczeń Hogwartu
- O Lord Black - bliźniacy westchnęli cicho
- Tak, to Remus Lupin - wskazał brązowowłosego - i nasi mali przyszli Gryfoni - Alex i Harry Potter
Obaj chłopcy wybałuszyli na brązowookiego oczy. Widzieć i czytać o nim w Proroku to jedno, a widzieć na własne oczy to drugie.
- Fred! George! Jesteście? - usłyszeli przez otwarte drzwi.
Rudzielce rzucili ich grupce ostatnie spojrzenie i wyskoczyli z wagonu.
- No to się zaczynie - westchnął Alex - Musiałeś? Teraz cały pociąg będzie wiedział.
- Im szybciej się dowiedzą, tym lepiej. Przyzwyczają się i dadzą ci spokój. Zobaczysz nie będzie tak źle.
- Myślisz?
- A jakby inaczej! - popatrzyli po sobie i wybuchli śmiechem.
Rozległ się gwizdek.
- Będziemy tęsknić - powiedzieli bliźniacy i rzucili się ich uściskać.
Czarnowłosy i brązowowłosy puścili ich i wyskoczyli z wagonu.
Pociąg ruszył.
- Macie pisać! - zawołał Remus
-Zróbcie Filchowi piekło i pozdrówcie go od nas! - dodał swoje animag, zmieniający się w ponuraka- Jakby co poproście Irytka od nas. Na pewno się ucieszy i wam pomoże.
- Nie wysadzie Hogwartu! - Lunio - No może trochę!
I wybuchnęli śmiechem, a ludzie, którzy zostali na peronie patrzyli na nich dziwnie.
- Wyślemy wam krzesło Dumbledora! - zawołali naraz bliźniacy, co ponownie spowodowało wybuch śmiechu stojących na peronie bliskich im osób.
- Trzymam za słowo - krzyknął Łapa
- To tak ci przystoi Lordzie Black? - powiedział krztusząc się ze śmiechu Harry
- A to mój problem! - zaśmiał się - Chce mieć to krzesło!
Pociąg przymierzał się do zakrętu i mogli już tylko machać. I peron znikł, a obaj chrzestni wraz z nim. Za oknem przesuwały się domy, a bliźniacy czuli jak ogarnia ich podniecenie.
Wiedzieli co zostawili za sobą: rodziców - zmieniających się w tyranów oraz chrzestnych - najbliższe im osoby. Zaś czekali na wiele.
Niedługo po opuszczeniu stacji, drzwi do przedziału otworzyły się i wszedł przez nie rudowłosy chłopiec, który stał z tamtymi bliźniakami na peronie.
- Wolne? - zapytał wskazując miejsce naprzeciw nich - Wszędzie jest pełno - dodał jakby chciał się usprawiedliwić.
Alex kiwnął mu głową na tak i wrócił do rozmowy z bratem. Byli świadomi jak chłopiec stara się na nich nie patrzyć. Po chwili drzwi znów się otworzyły.
- Hej, Ron!
To znów rudowłosi bliźniacy.
- Idziemy do przodu. Lee ma olbrzymią tarantulą.
- Ok - mruknął pod nosem poinformowany
- Hej Alex, czy my się przestawialiśmy? - zapytał drugi bliźniak - Ja to George, a to Fred. Weasleyowie. To Ron, nasz brat. To cześć - i wyszli
- Który z was to Alex?
Wspomniany odgarnął włosy z czoła i rzucił mu zirytowane spojrzenie.
- Przepraszam - powiedział cicho - Po prostu oni często robią dowcipy i myślałem... no wiecie...
Wskazał ręką czoło brązowookiego.
Chłopak nerwowo wiercił się na siedzeniu.
- A macie jakieś zwierzątko?
- Sowy. Wysłaliśmy je do Hogwartu. Czemu miałaby dusić się w pociągu?
- No... chyba macie racje.
Chłopak poczerwieniał i wpatrzył się w okno. On chyba nie miał zwierzątka, stwierdzili chłopcy i zdziwili się, gdy wyciągnął szczura.
- Ja też mam. Nazywa się Parszywek. - Był on tłusty i szary, pogrążony w głębokim śnie.
Harry spojrzał na zwierzątko i poczuł dziwne uczucie zagrożenia. Kazał sobie je zapamiętać wspomnieć o tym w liście do Lunia.
Czas mijał, chłopcy przebrali się w szkolne szaty.
Harry obserwował jak jego brat zyskuje prawdopodobnie pierwszego przyjaciela.
- ... no i Vordemord... - wrócił myślami do przedziału w, którym cały czas trwała rozmowa i co dziwne nagle się urwała
- Co się stało? - spytał zdziwiony Alex
- Wypowiedziałeś imię Sam-Wisz-Kogo! - Ron powiedział to z mieszaniną strachu i podziwu
- Co w tym dziwnego? Lord Vordemord. Vordemord. Śmierdzące, zabijające gówno mówiąc innymi słowami. Nie ma co się bać. Ludzie się go boją głównie tylko przez własne zachowanie.... - zaczął tyradę Alex
- Ale.. - zaczął i urwał Ron do drzwi do wagonu otworzyły się
Stanęła w nich uśmiechnięta kobieta z dołeczkami na policzkach.
- Coś z wózka kochaneczki? - zapytała
- Ja mam... - rudowłosy wyciągnął kanapki i rozpakował jedną i zaczął jeść.
Harry zerwał się z siedzenia, a Alex popatrzył na niego.
- Braciszku....
- Wiem.
Chłopak o kruczoczarnych włosach wyszedł na korytarz. Na wózku były Fasoli Wszystkich Smaków Bertiego Botta, najlepsze balonówki Drooblego, czekoladowe żaby, paszteciki z dyni, beczułki, likworowe pałeczki i wiele innych. Kupił wszystkiego po trochu z dużą ilością czekoladowych żab i pałeczek i balonówek. Zapłacił za to piętnaście syklów i dwadzieścia kuntów. Wraz z brat większość czekoladowych żab, balonówek i pałeczek wsadzili do kufrów ale resztę zostawili. W tym czasie Ron patrząc na nich z zazdrością, jadł swoje kanapki. Gdy skączył, odwrócił wzrok na okno, od czasu do czasu zerkając przelotnie na nich. Starszy z braci złapał jedno z takich spojrzeń, popatrzył na brata, który kiwnął głową.
- Poczęstujesz się... - wyciągnął do piegusa paszteciki
- Co... Ale...
- No bierz...
Ron się uśmiechnął i do przedziału wróciła radosna atmosfera.
- Czekoladowe żaby... Brakuje mi Agryppy, a wy zbieracie karty? - spytał rudowłosy
- Ja tak, ale Harry nie.
- Ooo... Czemu?
Chłopak nic nie powiedział, tylko spojrzał przelotnie na pytającego i wziął kolejną żabę. Rozwinął i wyjął kartę, którą dał bratu.
- Dumbledore. Znowu - stwierdził starszy bliźniak
- Co tam w ogóle pisze? - spytał Harry
- Nie wiesz? - twarz Rona wyrażała zdziwienie
Chłopak pokręcił głową.
- Albus Dumbledore. Obecny Dyrektor Hogwartu. - zaczął czytać kartę Alex - Przez wielu uważany za największego czarodzieja współczesności, Dumbledore znany jest szczególnie ze zwycięstwa nad czarnoksiężnikiem Grindwalem (1945), z odkrycia dwunastu sposobów wykorzystania smoczej krwi i ze swoich dzieł alchemicznych, napisanych wspólnie z Nicolasem Flamelem. Profesor Dumbledore lubi muzykę kameralną i kręgle.
Na przeczytaną treść Harry tylko westchnął, przypominając sobie jaką bure dostał od rodziców i co ten psorek dodał od siebie.
Wyciągnął rękę po kartę. Obejrzał ją z każdej strony i spojrzał na zdjęcie. Znów to dziwne uczucie, gdy on na ciebie patrzy. Przeszedł go dreszcz i szybko oddał kartę bratu. Jeśli ten profesor będzie go cisnął za to co było w dniu ich urodzin - ma przechlapane.
Alex otworzył Fasolki Wszystkich Smaków, wsadził do środka rękę i:
- Fuj! Sardynkowa.
A Harry wybuchnął śmiechem, zaś brat uśmiechnął się - jego plan rozbawienia brata, wypalił.
Zabawiali się próbując różnych smaków. Harry natrafił na agrestową, curry, malinową, trawiastą i nawet spróbował szarej fasolki. Okazało się, że to pieprzowa.
Mijał czas, podróż trwała. Drzwi do pociągu otworzyły się ponownie. Weszło przez nie troje chłopców. Ten blady chłopiec o platynowych włosach. A za nim dwaj chłopcy, wyglądający na jego goryli. Byli tędzy i mieli paskudne miny. Za nimi wszedł czarnoskóry chłopiec i jeszcze jeden - brązowowłosy chłopiec. Po przyjrzeniu się im dało się zauważyć, że czarnoskóry chłopiec ma wydatne kości policzkowe i podłużne lekko skośne oczy, a brązowowłosy wygląda na cherlawego i żylastego. Cała piątka była już w szatach Hogwartu. Przywitali się i podali swoje imiona: Blaise i Teodor. Jednak, gdy próbowali dalej ciągnąć rozmowę przeszkodził im chłopiec spotkany na ulicy Pokątnej.
- A więc to prawda. W całym pociągu mówią, że w tym przedziale jest Alex Potter.. - powiedział, rozglądając się - A to ty?
Wspomniany mentalnie jęknął słysząc tę informację o nim, ale też przyjął chłodną postawę rozpoznając w nim młodego Lorda Malfoya.
- To Crabble, a to Goyle - rzekł lekceważącym tonem. Harry'mu wydawało się, że to do niego nie pasuje. Jakby ten chłopiec cały czas grał. - A ja nazywam się Lord Junior Draco Malfoy.
Ron zakasłał lekko, co było próbą zamaskowania śmiechu.
- Śmieszy cię moje imię? W każdym razie jest lepsze niż twoje. Wiem kim jesteś. Weasley. Wszyscy rudzi i piegowaci, mający więcej dzieci niż ich na to stać.
Ron zarumienił się, a Draco odwrócił się w stronę bliźniaków.
- Wiecie, że niektóre rody czarodziejskie są lepsze niż inne, a ja mogę wam pomóc wam je odróżnić.
Wyciągnął do nich rękę, ale żaden z nich jej nie uścisnął.
- Dzięki za propozycję, ale sam potrafię ocenić kto jest gorszy - powiedział chłodno Alex, coraz mniej lubił tego chłopca.
Policzki Malfoy poróżowiały lekko i odwrócił się w stronę Harry'ego. okazało się, że ten nawet na nich nie patrzy tylko w okno. Jednak czując na sobie naglące spojrzenie Juniora i reszty, odwrócił się w ich stronę. popatrzył po obecnych, zatrzymując spojrzenie przez chwilę na przybyłych, zawłaszcza na Teodorze i Blaise. Słysząc ciche chrząknięcie Malfoya, odwrócił wzrok w jego stronę.Wpatrywał się prosto w jego platynowoniebieskie oczy. Trwało to już dłuższą chwilę, a Harry nie odrywał spojrzenia od chłopca, który z każdą chwilą stawał się coraz bladszy, jednak nie było tego widać ze względu na jego naturalną bladość. Draco gwałtownie mrugając, zerwał kontakt wzrokowy między nimi. Odwrócił się i wyszedł , a za nim ci dwaj goryle.
- Wow, jeszcze nikt nie zmusił go spojrzeniem do wyjścia - w głosie Blaise było lekki podziw, który mieszał się z ulgą.
Harry skinął mu głową i odwrócił się z powrotem w stronę okna. Po chwili reszta chłopców zaczęła rozmowę od czasu do czasu spoglądając na czarnowłosego chłopca. Kontrowersja trwała jakiś czas. Goście w przedziale, pożegnali się, popatrzyli chwilę na zielonookiego i wyszli.
Za oknem robiło się coraz bardziej dziko. Znikły pastwiska i pola, a pojawiły się lasy, ciemnozielone wzgórza i kręte rzeki.
Rozległo się pukanie i do przedziału wszedł pyzaty chłopiec, którego widzieli z babcią na peronie.
- Witaj Lordzie Longbottom - powiedział cicho Harry
- Co..? A tak. Cześć Harry, widziałeś może ropuchę? Zgubiłem ją. Znowu.
- Nie rozumiem czemu tak rozpaczasz to ropucha. Ja bym się sam jej pozbył - powiedział Ron bez zastanowienia, a Harry go kopnął.
- Jak możesz... - warknął na niego - Nie martw się, znajdzie się - zwrócił się do Neville'a
Chłopiec westchnął
- Mam nadzieję - i wyszedł
- Ron, nie mów tak więcej. Możesz kogoś zranić - syknął na niego Harry i przesunął się bliżej kufra, aby wyciągnąć z niego jedną z książek, które kupił dodatkowo. Otworzył ją na zaznaczonej stronie i zdawać się mogło, że nie zwraca uwagi co się dzieje dokoła niego.
W tym czasie Alex wyjaśnij pewną kwestię dotyczącą zachowania zielonookiego, które zdziwiło Rona i zeszli na temat Parszywka i zamierzali użyć czarów, żeby zmienić mu sierść na żółtą, kiedy do przedziału weszła dziewczynka w szacie Hogwartu w towarzystwie Neville'a, który też się już przebrał.
- Widzieliście ropuchę? Neville zgubił swoją - głos miała nieco przemądrzały, mnóstwo gęstych, brązowych loków i wielkie przednie zęby.
- Już mówiliśmy, że nie ma tu żadnej ropuchy - oświadczył Ron, ale dziewczyna nie słuchała wpatrzona w jego różdżkę.
- Och, robisz czary? No to popatrzymy.
Usiadła, a Ron sprawiał wrażenie nieco zaskoczonego.
- Eee.. No dobra
Odchrząknął.
- Słoneczko, masełko, stokrotki żółciutkie
Cyraneczko, żądełko, pieniążki złociutkie,
Zamienice szczura tego, głupiego, tłustego,
W szczura mądrego i całkiem żółtego!
Alex i Harry kiwnęli głowami i obaj ruszyli w stronę barierki. Przyśpieszyli. Była tak blisko. Spodziewali się hałasu, gdy uderzą o ścianę, a usłyszeli mnóstwo głosów.
Przy peronie stał czerwony parowóz, a za nim wagony pełne ludzi. Na tabliczce pisało: Pociąg ekspresowy do Hogwartu, godzina jedenasta. Spojrzeli za siebie, tam gdzie była barierka, zobaczyli łuk z kutego żelaza z napisem: Peron dziewięć i trzy czwarte.
Udało się.
Za nimi pojawili się Lupin i Syriusz.
Kłęby dymu z parowca płynęły nad głowami ludzi. Przez zgiełk głosów było słychać od czasu do czasu pohukiwanie sów. W wagonach było już pełno uczniów, którzy wychylali się przez okna, by rozmawiać z bliskimi stojącymi na peronie. Szli wzdłuż pociągu, rozglądając się za wolnym wagonem, kiedy usłyszeli:
- Babciu, znów zaginęła mi ropucha.
- Och, Neville.... - westchnęła starsza kobieta.
Black wraz z przyjacielem wymienili znaczące spojrzenia. Longbottonowie byli wspaniałymi i potężnymi czarodziejami, a jednak spotkał ich los gorszy od śmierci.
Innym razem mijali tłumek otaczający chłopca z dredami, który trzymał pudełko. Po chwili uchylił wieko, a stamtąd wystrzeliła długa, owłosiona noga, co spowodowało wybuch śmiechu u bliźniaków.
Wolny wagon znaleźli niemal na końcu pociągu. Weszli do środka i Syriusz wyjął pomniejszone bagaże z kieszeni swej szaty, rzucił zaklęcie powiększające i wraz z Remusem ustawili je w kątach przedziału.
- To co teraz, Łapa? - spytał Alex i równocześnie gdzieś obok było słychać głos:
- Łapa? Łapa jak z Huncwotów?
- Myślisz Fred....
Ale szybko zamilkły, a reszta tylko się zaśmiała. Znali to doskonale. Ciekawe jak ich...
- Potrzebujecie pomocy? - do przedziału weszło dwoje rudzielców, których widzieli wcześniej. Czy to oni...
- Nie, ale dzięki - odpowiedział im były, czarnowłosy, uczeń Hogwartu
- O Lord Black - bliźniacy westchnęli cicho
- Tak, to Remus Lupin - wskazał brązowowłosego - i nasi mali przyszli Gryfoni - Alex i Harry Potter
Obaj chłopcy wybałuszyli na brązowookiego oczy. Widzieć i czytać o nim w Proroku to jedno, a widzieć na własne oczy to drugie.
- Fred! George! Jesteście? - usłyszeli przez otwarte drzwi.
Rudzielce rzucili ich grupce ostatnie spojrzenie i wyskoczyli z wagonu.
- No to się zaczynie - westchnął Alex - Musiałeś? Teraz cały pociąg będzie wiedział.
- Im szybciej się dowiedzą, tym lepiej. Przyzwyczają się i dadzą ci spokój. Zobaczysz nie będzie tak źle.
- Myślisz?
- A jakby inaczej! - popatrzyli po sobie i wybuchli śmiechem.
Rozległ się gwizdek.
- Będziemy tęsknić - powiedzieli bliźniacy i rzucili się ich uściskać.
Czarnowłosy i brązowowłosy puścili ich i wyskoczyli z wagonu.
Pociąg ruszył.
- Macie pisać! - zawołał Remus
-Zróbcie Filchowi piekło i pozdrówcie go od nas! - dodał swoje animag, zmieniający się w ponuraka- Jakby co poproście Irytka od nas. Na pewno się ucieszy i wam pomoże.
- Nie wysadzie Hogwartu! - Lunio - No może trochę!
I wybuchnęli śmiechem, a ludzie, którzy zostali na peronie patrzyli na nich dziwnie.
- Wyślemy wam krzesło Dumbledora! - zawołali naraz bliźniacy, co ponownie spowodowało wybuch śmiechu stojących na peronie bliskich im osób.
- Trzymam za słowo - krzyknął Łapa
- To tak ci przystoi Lordzie Black? - powiedział krztusząc się ze śmiechu Harry
- A to mój problem! - zaśmiał się - Chce mieć to krzesło!
Pociąg przymierzał się do zakrętu i mogli już tylko machać. I peron znikł, a obaj chrzestni wraz z nim. Za oknem przesuwały się domy, a bliźniacy czuli jak ogarnia ich podniecenie.
Wiedzieli co zostawili za sobą: rodziców - zmieniających się w tyranów oraz chrzestnych - najbliższe im osoby. Zaś czekali na wiele.
Niedługo po opuszczeniu stacji, drzwi do przedziału otworzyły się i wszedł przez nie rudowłosy chłopiec, który stał z tamtymi bliźniakami na peronie.
- Wolne? - zapytał wskazując miejsce naprzeciw nich - Wszędzie jest pełno - dodał jakby chciał się usprawiedliwić.
Alex kiwnął mu głową na tak i wrócił do rozmowy z bratem. Byli świadomi jak chłopiec stara się na nich nie patrzyć. Po chwili drzwi znów się otworzyły.
- Hej, Ron!
To znów rudowłosi bliźniacy.
- Idziemy do przodu. Lee ma olbrzymią tarantulą.
- Ok - mruknął pod nosem poinformowany
- Hej Alex, czy my się przestawialiśmy? - zapytał drugi bliźniak - Ja to George, a to Fred. Weasleyowie. To Ron, nasz brat. To cześć - i wyszli
- Który z was to Alex?
Wspomniany odgarnął włosy z czoła i rzucił mu zirytowane spojrzenie.
- Przepraszam - powiedział cicho - Po prostu oni często robią dowcipy i myślałem... no wiecie...
Wskazał ręką czoło brązowookiego.
Chłopak nerwowo wiercił się na siedzeniu.
- A macie jakieś zwierzątko?
- Sowy. Wysłaliśmy je do Hogwartu. Czemu miałaby dusić się w pociągu?
- No... chyba macie racje.
Chłopak poczerwieniał i wpatrzył się w okno. On chyba nie miał zwierzątka, stwierdzili chłopcy i zdziwili się, gdy wyciągnął szczura.
- Ja też mam. Nazywa się Parszywek. - Był on tłusty i szary, pogrążony w głębokim śnie.
Harry spojrzał na zwierzątko i poczuł dziwne uczucie zagrożenia. Kazał sobie je zapamiętać wspomnieć o tym w liście do Lunia.
Czas mijał, chłopcy przebrali się w szkolne szaty.
Harry obserwował jak jego brat zyskuje prawdopodobnie pierwszego przyjaciela.
- ... no i Vordemord... - wrócił myślami do przedziału w, którym cały czas trwała rozmowa i co dziwne nagle się urwała
- Co się stało? - spytał zdziwiony Alex
- Wypowiedziałeś imię Sam-Wisz-Kogo! - Ron powiedział to z mieszaniną strachu i podziwu
- Co w tym dziwnego? Lord Vordemord. Vordemord. Śmierdzące, zabijające gówno mówiąc innymi słowami. Nie ma co się bać. Ludzie się go boją głównie tylko przez własne zachowanie.... - zaczął tyradę Alex
- Ale.. - zaczął i urwał Ron do drzwi do wagonu otworzyły się
Stanęła w nich uśmiechnięta kobieta z dołeczkami na policzkach.
- Coś z wózka kochaneczki? - zapytała
- Ja mam... - rudowłosy wyciągnął kanapki i rozpakował jedną i zaczął jeść.
Harry zerwał się z siedzenia, a Alex popatrzył na niego.
- Braciszku....
- Wiem.
Chłopak o kruczoczarnych włosach wyszedł na korytarz. Na wózku były Fasoli Wszystkich Smaków Bertiego Botta, najlepsze balonówki Drooblego, czekoladowe żaby, paszteciki z dyni, beczułki, likworowe pałeczki i wiele innych. Kupił wszystkiego po trochu z dużą ilością czekoladowych żab i pałeczek i balonówek. Zapłacił za to piętnaście syklów i dwadzieścia kuntów. Wraz z brat większość czekoladowych żab, balonówek i pałeczek wsadzili do kufrów ale resztę zostawili. W tym czasie Ron patrząc na nich z zazdrością, jadł swoje kanapki. Gdy skączył, odwrócił wzrok na okno, od czasu do czasu zerkając przelotnie na nich. Starszy z braci złapał jedno z takich spojrzeń, popatrzył na brata, który kiwnął głową.
- Poczęstujesz się... - wyciągnął do piegusa paszteciki
- Co... Ale...
- No bierz...
Ron się uśmiechnął i do przedziału wróciła radosna atmosfera.
- Czekoladowe żaby... Brakuje mi Agryppy, a wy zbieracie karty? - spytał rudowłosy
- Ja tak, ale Harry nie.
- Ooo... Czemu?
Chłopak nic nie powiedział, tylko spojrzał przelotnie na pytającego i wziął kolejną żabę. Rozwinął i wyjął kartę, którą dał bratu.
- Dumbledore. Znowu - stwierdził starszy bliźniak
- Co tam w ogóle pisze? - spytał Harry
- Nie wiesz? - twarz Rona wyrażała zdziwienie
Chłopak pokręcił głową.
- Albus Dumbledore. Obecny Dyrektor Hogwartu. - zaczął czytać kartę Alex - Przez wielu uważany za największego czarodzieja współczesności, Dumbledore znany jest szczególnie ze zwycięstwa nad czarnoksiężnikiem Grindwalem (1945), z odkrycia dwunastu sposobów wykorzystania smoczej krwi i ze swoich dzieł alchemicznych, napisanych wspólnie z Nicolasem Flamelem. Profesor Dumbledore lubi muzykę kameralną i kręgle.
Na przeczytaną treść Harry tylko westchnął, przypominając sobie jaką bure dostał od rodziców i co ten psorek dodał od siebie.
Wyciągnął rękę po kartę. Obejrzał ją z każdej strony i spojrzał na zdjęcie. Znów to dziwne uczucie, gdy on na ciebie patrzy. Przeszedł go dreszcz i szybko oddał kartę bratu. Jeśli ten profesor będzie go cisnął za to co było w dniu ich urodzin - ma przechlapane.
Alex otworzył Fasolki Wszystkich Smaków, wsadził do środka rękę i:
- Fuj! Sardynkowa.
A Harry wybuchnął śmiechem, zaś brat uśmiechnął się - jego plan rozbawienia brata, wypalił.
Zabawiali się próbując różnych smaków. Harry natrafił na agrestową, curry, malinową, trawiastą i nawet spróbował szarej fasolki. Okazało się, że to pieprzowa.
Mijał czas, podróż trwała. Drzwi do pociągu otworzyły się ponownie. Weszło przez nie troje chłopców. Ten blady chłopiec o platynowych włosach. A za nim dwaj chłopcy, wyglądający na jego goryli. Byli tędzy i mieli paskudne miny. Za nimi wszedł czarnoskóry chłopiec i jeszcze jeden - brązowowłosy chłopiec. Po przyjrzeniu się im dało się zauważyć, że czarnoskóry chłopiec ma wydatne kości policzkowe i podłużne lekko skośne oczy, a brązowowłosy wygląda na cherlawego i żylastego. Cała piątka była już w szatach Hogwartu. Przywitali się i podali swoje imiona: Blaise i Teodor. Jednak, gdy próbowali dalej ciągnąć rozmowę przeszkodził im chłopiec spotkany na ulicy Pokątnej.
- A więc to prawda. W całym pociągu mówią, że w tym przedziale jest Alex Potter.. - powiedział, rozglądając się - A to ty?
Wspomniany mentalnie jęknął słysząc tę informację o nim, ale też przyjął chłodną postawę rozpoznając w nim młodego Lorda Malfoya.
- To Crabble, a to Goyle - rzekł lekceważącym tonem. Harry'mu wydawało się, że to do niego nie pasuje. Jakby ten chłopiec cały czas grał. - A ja nazywam się Lord Junior Draco Malfoy.
Ron zakasłał lekko, co było próbą zamaskowania śmiechu.
- Śmieszy cię moje imię? W każdym razie jest lepsze niż twoje. Wiem kim jesteś. Weasley. Wszyscy rudzi i piegowaci, mający więcej dzieci niż ich na to stać.
Ron zarumienił się, a Draco odwrócił się w stronę bliźniaków.
- Wiecie, że niektóre rody czarodziejskie są lepsze niż inne, a ja mogę wam pomóc wam je odróżnić.
Wyciągnął do nich rękę, ale żaden z nich jej nie uścisnął.
- Dzięki za propozycję, ale sam potrafię ocenić kto jest gorszy - powiedział chłodno Alex, coraz mniej lubił tego chłopca.
Policzki Malfoy poróżowiały lekko i odwrócił się w stronę Harry'ego. okazało się, że ten nawet na nich nie patrzy tylko w okno. Jednak czując na sobie naglące spojrzenie Juniora i reszty, odwrócił się w ich stronę. popatrzył po obecnych, zatrzymując spojrzenie przez chwilę na przybyłych, zawłaszcza na Teodorze i Blaise. Słysząc ciche chrząknięcie Malfoya, odwrócił wzrok w jego stronę.Wpatrywał się prosto w jego platynowoniebieskie oczy. Trwało to już dłuższą chwilę, a Harry nie odrywał spojrzenia od chłopca, który z każdą chwilą stawał się coraz bladszy, jednak nie było tego widać ze względu na jego naturalną bladość. Draco gwałtownie mrugając, zerwał kontakt wzrokowy między nimi. Odwrócił się i wyszedł , a za nim ci dwaj goryle.
- Wow, jeszcze nikt nie zmusił go spojrzeniem do wyjścia - w głosie Blaise było lekki podziw, który mieszał się z ulgą.
Harry skinął mu głową i odwrócił się z powrotem w stronę okna. Po chwili reszta chłopców zaczęła rozmowę od czasu do czasu spoglądając na czarnowłosego chłopca. Kontrowersja trwała jakiś czas. Goście w przedziale, pożegnali się, popatrzyli chwilę na zielonookiego i wyszli.
Za oknem robiło się coraz bardziej dziko. Znikły pastwiska i pola, a pojawiły się lasy, ciemnozielone wzgórza i kręte rzeki.
Rozległo się pukanie i do przedziału wszedł pyzaty chłopiec, którego widzieli z babcią na peronie.
- Witaj Lordzie Longbottom - powiedział cicho Harry
- Co..? A tak. Cześć Harry, widziałeś może ropuchę? Zgubiłem ją. Znowu.
- Nie rozumiem czemu tak rozpaczasz to ropucha. Ja bym się sam jej pozbył - powiedział Ron bez zastanowienia, a Harry go kopnął.
- Jak możesz... - warknął na niego - Nie martw się, znajdzie się - zwrócił się do Neville'a
Chłopiec westchnął
- Mam nadzieję - i wyszedł
- Ron, nie mów tak więcej. Możesz kogoś zranić - syknął na niego Harry i przesunął się bliżej kufra, aby wyciągnąć z niego jedną z książek, które kupił dodatkowo. Otworzył ją na zaznaczonej stronie i zdawać się mogło, że nie zwraca uwagi co się dzieje dokoła niego.
W tym czasie Alex wyjaśnij pewną kwestię dotyczącą zachowania zielonookiego, które zdziwiło Rona i zeszli na temat Parszywka i zamierzali użyć czarów, żeby zmienić mu sierść na żółtą, kiedy do przedziału weszła dziewczynka w szacie Hogwartu w towarzystwie Neville'a, który też się już przebrał.
- Widzieliście ropuchę? Neville zgubił swoją - głos miała nieco przemądrzały, mnóstwo gęstych, brązowych loków i wielkie przednie zęby.
- Już mówiliśmy, że nie ma tu żadnej ropuchy - oświadczył Ron, ale dziewczyna nie słuchała wpatrzona w jego różdżkę.
- Och, robisz czary? No to popatrzymy.
Usiadła, a Ron sprawiał wrażenie nieco zaskoczonego.
- Eee.. No dobra
Odchrząknął.
- Słoneczko, masełko, stokrotki żółciutkie
Cyraneczko, żądełko, pieniążki złociutkie,
Zamienice szczura tego, głupiego, tłustego,
W szczura mądrego i całkiem żółtego!
Machnął różdżką ale nic się nie stało. Parszywek był nadal szary i nawet się nie obudził.
- Jesteś pewny, że to prawdziwe zaklęcie? - spytała dziewczynka - To chyba nie najlepsze zaklęcie, co? A tak...
- To zaklęcie jest dobre - powiedział Harry nie odrywając się od książki - Pamiętasz chyba, Alex, historię, którą opowiadał nam Łapa? To oni wymyślili to zaklęcie na Gi....
- Harry, to znaczy, że.... - przerwał mu Alex i sam urwał swoją wypowiedź.
- Że Ron dobrze czarował tylko z szczurem jest coś nie tak.
Wszyscy w przedziale popatrzyli na istotę na kolanach chłopca o rudych włosach.
Zwierzątko w rękach Rona, jakby czując na sobie te spojrzenia obudziło się i zaczęło piszczeć. Próbowało wyrwać się z rąk chłopca, co rusz odwracając łepek w stronę Harry'ego i Alexa. W końcu ugryzł Rona w palec, ten jęknął z bólu i gwałtownie wstał, zrzucając szczura. Na podłodze przedziału pojawił się mały człowieczek. Cała piątka, w tej samej chwili stanęła na fotelach, a dziewczynka spojrzała na postać i zaczęła krzyczeć. Na korytarzu na chwilę zapadła cisza, aby zaraz zaczął się tworzyć harmider, bo dziewczynka nie przestawała krzyczeć. Alex wraz z Harrym wyciągnął różdżkę i machnął w kierunku leżącego, mrucząc coś pod nosem. Pojawił się czerwony promień, który trafił człowieczka. Ten znieruchomiał, a zielonooki schował swoją różdżkę, w przeciwieństwie do swojego brata. Do przedziału wkroczył wysoki mężczyzna o brązowych włosach.
- Co tu się.... - zaczął ale szybko urwał gdy zobaczył postać na podłodze przedziału.
- Przestań - powiedział do jedynej dziewczynki w przedziale. Wycelował różdżkę w kierunku człowieczka i trafił go kolejnym zaklęciem. Drzwi się otworzyły i do środka weszły kolejne osoby.
- Merlinie... - każdy tak, reagował na mężczyznę na podłodze.
- Czy któreś z was może wyjaśnić co właściwie się stało? - spytał mężczyzna, który znalazł się pierwszy w ich przedziale
Uczniowie w przedziale spojrzeli po sobie, dziewczynka otwierała usta by już powiedzieć co się stało, gdy uprzedził ją Alex:
- Rozmawialiśmy o Hogwardzie i w jakim domu możemy się znaleźć, gdy nagle szczur Rona, który siedział mu na kolanach i wtedy szczur.. znaczy ten animag zmienił się w jego -wskazał małego mężczyznę na podłodze
- A ty nazywasz się...
- Alex. Alex Potter...
- Potter? Ten Potter?
- Tak. To mój brat, Harry - wskazał na Harr'ego - Ron - pokazał rudowłosego, który był blady jak ściana -Neville - pyzaty chłopiec podobnie jak Ron był strasznie blady - i... jak się nazywasz?
- Hermina Granger - odpowiedziała drżącym głosem brązowowłosa - Proszę pana czy to...
- Obawiam się, że tak dziecko zabierzemy go i ktoś z wami tu zastanie. Tak na wszelki wypadek.
Pięcioro dzieci zgodnie pokiwali głowami siadając, jednak wciąż będąc w szoku. Obok Hermiony usiadła blondynka.Mężczyzna o niebieskich oczach rzucił zaklęciem w stronę człowieczka i jego ciało oplotło liny. Przybyli rzucili na niego kolejne zaklęcie i wszyscy przybyli weszli wraz z związanym. Na korytarzu rozległo się kilka krzyków, zapewne kiedy rozpoznano związanego człowieka. Po chwili było czuć jak pociąg gwałtownie przyśpiesza. Kobieta obecna w przedziale, starała się aby dzieci zachęcić do rozmowy, a ci uparcie milczeli. W końcu jednak zaprzestała starań i kontynuowali podróż w ciszy.
Po godzinie do przedziału przyszła kobieta. Poinformowała ich, że aurorzy zostali powiadomieni i kiedy tylko dotrą do Hogwartu, zostanie on zabrany. Zaś uczniowie będą mieli eskortę do szkoły w postaci autorów. Na końcu poinformowała ich, że za pięć minut będą w Hogwardzie i opuściła przedział.
- Jesteś pewny, że to prawdziwe zaklęcie? - spytała dziewczynka - To chyba nie najlepsze zaklęcie, co? A tak...
- To zaklęcie jest dobre - powiedział Harry nie odrywając się od książki - Pamiętasz chyba, Alex, historię, którą opowiadał nam Łapa? To oni wymyślili to zaklęcie na Gi....
- Harry, to znaczy, że.... - przerwał mu Alex i sam urwał swoją wypowiedź.
- Że Ron dobrze czarował tylko z szczurem jest coś nie tak.
Wszyscy w przedziale popatrzyli na istotę na kolanach chłopca o rudych włosach.
Zwierzątko w rękach Rona, jakby czując na sobie te spojrzenia obudziło się i zaczęło piszczeć. Próbowało wyrwać się z rąk chłopca, co rusz odwracając łepek w stronę Harry'ego i Alexa. W końcu ugryzł Rona w palec, ten jęknął z bólu i gwałtownie wstał, zrzucając szczura. Na podłodze przedziału pojawił się mały człowieczek. Cała piątka, w tej samej chwili stanęła na fotelach, a dziewczynka spojrzała na postać i zaczęła krzyczeć. Na korytarzu na chwilę zapadła cisza, aby zaraz zaczął się tworzyć harmider, bo dziewczynka nie przestawała krzyczeć. Alex wraz z Harrym wyciągnął różdżkę i machnął w kierunku leżącego, mrucząc coś pod nosem. Pojawił się czerwony promień, który trafił człowieczka. Ten znieruchomiał, a zielonooki schował swoją różdżkę, w przeciwieństwie do swojego brata. Do przedziału wkroczył wysoki mężczyzna o brązowych włosach.
- Co tu się.... - zaczął ale szybko urwał gdy zobaczył postać na podłodze przedziału.
- Przestań - powiedział do jedynej dziewczynki w przedziale. Wycelował różdżkę w kierunku człowieczka i trafił go kolejnym zaklęciem. Drzwi się otworzyły i do środka weszły kolejne osoby.
- Merlinie... - każdy tak, reagował na mężczyznę na podłodze.
- Czy któreś z was może wyjaśnić co właściwie się stało? - spytał mężczyzna, który znalazł się pierwszy w ich przedziale
Uczniowie w przedziale spojrzeli po sobie, dziewczynka otwierała usta by już powiedzieć co się stało, gdy uprzedził ją Alex:
- Rozmawialiśmy o Hogwardzie i w jakim domu możemy się znaleźć, gdy nagle szczur Rona, który siedział mu na kolanach i wtedy szczur.. znaczy ten animag zmienił się w jego -wskazał małego mężczyznę na podłodze
- A ty nazywasz się...
- Alex. Alex Potter...
- Potter? Ten Potter?
- Tak. To mój brat, Harry - wskazał na Harr'ego - Ron - pokazał rudowłosego, który był blady jak ściana -Neville - pyzaty chłopiec podobnie jak Ron był strasznie blady - i... jak się nazywasz?
- Hermina Granger - odpowiedziała drżącym głosem brązowowłosa - Proszę pana czy to...
- Obawiam się, że tak dziecko zabierzemy go i ktoś z wami tu zastanie. Tak na wszelki wypadek.
Pięcioro dzieci zgodnie pokiwali głowami siadając, jednak wciąż będąc w szoku. Obok Hermiony usiadła blondynka.Mężczyzna o niebieskich oczach rzucił zaklęciem w stronę człowieczka i jego ciało oplotło liny. Przybyli rzucili na niego kolejne zaklęcie i wszyscy przybyli weszli wraz z związanym. Na korytarzu rozległo się kilka krzyków, zapewne kiedy rozpoznano związanego człowieka. Po chwili było czuć jak pociąg gwałtownie przyśpiesza. Kobieta obecna w przedziale, starała się aby dzieci zachęcić do rozmowy, a ci uparcie milczeli. W końcu jednak zaprzestała starań i kontynuowali podróż w ciszy.
Po godzinie do przedziału przyszła kobieta. Poinformowała ich, że aurorzy zostali powiadomieni i kiedy tylko dotrą do Hogwartu, zostanie on zabrany. Zaś uczniowie będą mieli eskortę do szkoły w postaci autorów. Na końcu poinformowała ich, że za pięć minut będą w Hogwardzie i opuściła przedział.
Wiem, wiem nie zgodne z kanonem ale to moje wymysły.
Podobało się? Oby
Siro nara
Żegna się
Amei
Podobało się? Oby
Siro nara
Żegna się
Amei
Opowiadanie znalazłam wczoraj i od razu przypadło mi do gustu. To jest to co lubię :)
OdpowiedzUsuńKiedy następny rozdział?
Pozdrawiam i weny:)
Świetny rozdział. Po prostu nie mogę się doczekać kolejnego :)
OdpowiedzUsuńTwoje opowiadanie jest super.Kiedy kolejny rozdział ?
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i życzę weny :)
“[...]Harry'ego.(O)okazało się, że ten nawet na nich nie patrzy tylko w okno. Jednak czując na sobie naglące spojrzenie Juniora i reszty, odwrócił się w ich stronę.(P) popatrzył po obecnych, zatrzymując..."-po kropce z dużej :) ~WMM
OdpowiedzUsuńTwoje opko jest spoko. Trafiłam na nie w jakimś komentarzu XD. Narazie czytam tylko to, ale mam zamawiać zacząć czytać jeszcze to drugie :)
OdpowiedzUsuń