wtorek, 31 marca 2015

Rozdział 4 Ceremonia Przydziału

Siemanko!
Dedykacja dla Werecat  , Nika 莫妮卡 i Anonimowego X2!!!

                          Rozdział 4 : 
              ,,Ceremonia Przydziału"  


        Przez korytarz przetoczył się głos:
- Za pięć minut będziemy w Hogwardzie. Proszę zostawić bagaże w pociągu, zostaną zabrane do szkoły osobno.
              Pociąg się zwalniał. Alex poczuł ucisk w brzuchu, kiedy w końcu zatrzymał się. Opuścili przedział i dołączyli do tłumu na korytarzu. Kobieta, która była z nimi w przedziale odłączyła się Wszyscy pchali się do drzwi i wyskakiwali na wąski, ciemny peron. Kasztanowowłosy zadrżał z zimna, wieczór był zimny. Nad głowami uczniów pojawiła się chybocząca lampa i Harry usłyszał znajomy głos:
- Piszoroczni! Piszoroczni tutaj!
    Znad morza głów, wystawała włochata głowa Hagrida.
- Są jeszcze jacyś piszoroczni? Nie? To za mną. Patrzeć pod nogi.
       Było ciemno, lecz gdy Harry się odwrócił było widać ludzi w pelerynach.
Aurory - pomyślał.
         Ślizgając się i potykając, ruszyli za gajowym po czym co wyglądało jak stromą i wąską ścieżkę. Wydawało się, że idą przez las. Nikt wiele nie mówił. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że w pociągu złapano zdrajcę Tajemnicy Potterów.
- Zaraz zobaczycie Hogwart! - krzyknął Hagrid przez ramię. - Zaraz za tym zakrętem.
        Rozległo się głośne: ,,Ooooooooch!"
        Wąska ścieżka wyprowadziła ich na skraj wielkiego jeziora. Po drugiej stronie, osadzony na wysokiej górze, z rozjarzonymi oknami na tle gwieździstego nieba, wznosił się zamek z wieloma basztami i wieżyczkami.
- Do każdej łodzi po pięć! Ani więcej! - zawołał Hagrid, wskazując na flotyllę łódeczek przy brzegu. Bliźniacy, Ron, Hermiona i Neville weszli razem do łódki.
- Wszyscy? - krzyknął Hagrid z swojej łódki. - To... NAPRZÓD!
    I cała flotylla łódek natychmiast pomknęła przez gładkim lustrze wody. Wszyscy zamilkli, patrząc się na wielki zamek. Piętrzył się coraz wyżej i wyżej, w miarę jak zbliżali się do urwiska, na którego szczycie był osadzony. Łódki przepłynęły pod kurtyną bluszczu i teraz popłynęli ciemnym tunelem, wiodącym najwyraźniej pod zamek, aż dotarli do czegoś w rodzaju podziemnej przystani, gdzie wyszli z łódek na skaliste, pokryte oczkami nabrzeże.
- Hej! Czyja to ropucha? - zapytał Hagrid, który sprawdzał łodzie, kiedy z nich wysiedli.
-Teodora! - krzyknął uradowany Neville, wyciągając ręce.
    Potem ruszyli w górę wydrążonym w skale korytarzem, idąc prawie po omacku za lampą Hagrida, aż w końcu wyszli na gładką, wilgotną murawę w cieniu zamku.
     Wspięli się po kamiennych stopniach i stłoczyli wokół olbrzymiej dębowej bramy.
- Wszyscy są? A ty masz swoją ropuchę?
    Hagrid uniósł swoją wielką pięść i trzykrotnie uderzył w nią w bramę zamku.
     Ta natychmiast się otworzyła. Stała w niej wysoka, czarnowłosa czarownica w szmaragdowozielonej szacie. Miała srogą twarz i Alex pomyślał, że to nie jest osoba, obok której można przejść obojętnie.
- Pirszoroczni, pani profesor McGonagall - oznajmił Hagrid.
- Dziękuje ci, Hagridzie. Sama ich stąd zabiorę.
Otworzyła szerzej drzwi. Sala wejściowa była tak wielka, że zmieściłby się w niej cały dom Dursleyów. Płonące pochodnie oświetlały kamienne ściany, podobnie jak w podziemiach Gringotta, sklepienie ginęło w mroku, a wspaniałe marmurowe schody wiodły na piętro.
     Ruszyli za profesor McGonagall po kamiennej posadzce. Zza drzwi po prawej stronie dochodził ożywiony gwar, więc to tam musi być już reszta uczniów, ale profesor McGonagall zaprowadziła ich do pustej komnaty z drugiej strony. Stłoczyli się w niej, rozglądając się niepewnie wokół siebie.
- Witajcie w zamku Hogwart - powiedziała profesor McGonagall. - Bankiet rozpoczynający nowy rok niedługo się zacznie, ale nim zajmiecie swoje miejsca w Wielkiej Sali, zostaniecie przydzieleni do domów. Ceremonia przydziału jest bardzo ważna, ponieważ podczas całego pobytu w Hogwardzie wasz dom będzie czymś rodzaju rodziny. Będziecie mieć zajęcia razem z innymi mieszkańcami waszego domu, będziecie spać z nimi w dormitorium i spędzać czas wolny w pokoju wspólnym.
- Są cztery domy: Gryffindor, Hufflepuff, Ravenclaw i Slytherin. Każdy dom ma swoją zaszczytną historię i z każdego wyszli na świat słynni czarodzieje i znakomite czarodziejki. Tu, w Hogwardzie, wasze osiągnięcia będą chlubą waszego domu, zyskując punkty, a wasze przewinienia będą hańbą waszego domu, który przez was utraci część punktów. Dom, który osiągnie najwyższą liczbę punktów przy końcu roku, zdobędzie Puchar Domów, co jest wielkim zaszczytem. Mam nadzieję, że każdy z was będzie wierne swojemu domowi, bez względu na to, do którego zostanie przydzielone. Ceremonia przydziału odbędzie się za pewien czas związku z dzisiejszym wydarzeniem.
     Część uczniów poczuła dreszcze na te słowa. No, bo przecież nie na co dzień  Śmieciożerca, którego wszyscy aurory szukają, zostaje złapany i to w takich okolicznościach.
- Zalecam abyście wykorzystali ten czas do zadbania o swój wygląd.
   Jej spojrzenie spoczęło na umorusanym nosie Rona, a Alex nerwowo przygładził włosy.
- Wrócę, kiedy będzie wszystko gotowe. - oznajmiła - Proszę zachować spokój.
     I wyszła z komnaty. Alex przełknął ślinę i spojrzał na spokojnego brata.
Merlinie, jak może on być spokojny? I to po tym co się dzisiaj wydarzyło?
     Potem spojrzał na poznanego rudzielca, który wycierał nos.
- Jak myślisz, w jaki sposób nas przydzielą? - zapytał go.
- Chyba stosują jakiś test. Fred mówił, że to boli jak nie wiem co, ale on na pewno żartował.
   Aleksowi podskoczyło serce. Test? I to przed całą szkołą. Boli? Nikt się nie odzywał z wyjątkiem Hermiony, która opowiadała o zaklęciach, których się nauczyła, i zastanawiającej się, które z nich będzie jej teraz potrzebne. Alex starał się jej nie słuchać. Jeszcze nigdy nie był taki zdenerwowany, a za chwilę McGonagall miała wrócić.
    Nagle usłyszał wrzask. Spojrzał w stronę, z której słyszał krzyk i zobaczył około dwudziestu duchów. Lekko przezroczyste z delikatną bielą, szybowały, rozmawiając między sobą i nie zwracały na nic uwagi. Kasztanowowłosy usłyszał Irytkowi i już wiedział o co się spierają.
- Nowi studenci! - rozległ się głos ducha grubego ale małego mnicha. - Czekacie na przydział? Moim starym domem jest Hufflepuff! Może tam się spotkamy.
- Idziemy! - rozległ się ostry głos. - Ceremonia przydziału zaraz się rozpocznie.
  Kobieta wróciła, a duchy wsiąkały w ścianę.
- Ustawić się w rzędzie i iść za mną - poleciła czarnowłosa kobieta.
Z komnaty wyszli gęsiego, przeszli przez salę wejściową i przez podwójne drzwi wkroczyli do Wielkiej Sali.
     Pierwszoroczni byli zdenerwowani, przestraszeni jak wszystkie poprzednie pierwsze klasy, zaś reszta była zaniepokojona pojawieniem się poszukiwanego zdrajcy, ale też pełna podziwu dla szybkiej pracy aurarów. Zwłaszcza, że pojawił się sam Lord Potter i Lord Black. Znani i poważani przez wszystkich.
Gdy bliźniacy przekroczywszy próg, zaczęli się rozglądać. Alex widząc swojego ojca i Łapę przy stole, stojącym na podwyższeniu, jęknął cicho, na co jego brat, uśmiechnął się krzywo.
      Wielką Salę oświetlały tysiące świec unoszących się w powietrzu nad czterema długimi stołami za którymi siedziała reszta uczniów. Stoły były zastawione lśniącymi złotymi talerzami i pucharami. U szczytu, na podium stał jeszcze jeden długi stół, przy którym zasiadali nauczyciele. To tam zaprowadziła ich profesor McGonagall i kazała im się zatrzymać w szeregu, twarzami do reszty uczniów. W migotliwym blasku świec wpatrzone w nich twarze wyglądały jak blade lampiony. Tu i tam między uczniami połyskiwały srebrną poświatą duchy.
     Harry popatrzył w górę, chcąc się upewnić czy Tonks mówiła prawdę. Zobaczył aksamitnoczarne sklepienie upstrzone gwiazdami. Usłyszał,szept Hermiony, koło swego ucha:
- Jest zaczarowane.. żeby wyglądało jak prawdziwe niebo.
            Czytałam o tym w książce o historii Hogwartu.
Alex uśmiechnął się na te słowa. A jednak ktoś przeczytał Historię Hogwartu. Czując dotyk na ramieniu, odwrócił się. Zobaczył brata, wskazującego profesor McGonagall, ustawiającą przed ich grupą stołek o czterech nogach. Na stołku spoczywała spiczasta tiara czarodziejska, wystrzępiona, połatana i okropnie brudna. Rozejrzał się. Wszyscy patrzyli na tiarę, więc i on utkwił w niej wzrok. Przez kilka sekund panowała głucha cisza. A potem tiara drygnęła. Szew w pobliżu krawędzi rozpruł się szeroko jak otwarte usta i tiara zaczęła śpiewać:

Może nie jestem śliczna,
Może i łach ze mnie stary,
Lecz choćbyś świat przeszukał,
Tak mądrej nie znajdziesz tiary.
Możecie mieć meloniki,
Możecie mieć panamy,
Lecz jam jest Tiara Losu,
Co jeszcze nie jest zbadany.
Choćbyś swą głowę schował
Pod pachę albo w piasek,
I tak poznam kim jesteś,
Bo dla mnie nie ma masek.
Śmiało, dzielna młodzieży,
Na głowy mnie wkładajcie,
A ja wam powiem,
Gdzie odtąd zamieszkacie.
Może w Gryffindorze,
Gdzie kwitnie męstwa cnota,
Gdzie króluje odwaga
I do wyczynów ochota.
A może w Huffepuffie,
Gdzie sami prawi mieszkają,
Gdzie wierni i sprawiedliwi
Hogwarta szkoły są chwałą.
A może w Ravenclawie
Zamieszkać wam wypadanie
Tam płonie lampa wiedzy,
Tam mędrcem będziesz snadnie.
A jeśli chcecie zdobyć
Druchów gotowych na wiele,
To czeka was Slytherin,
Gdzie cenią sobie fortele.
Więc bez lęku mnie wkładajcie,
Jam jest Myśląca Tiara,
Los wam wyznaczę na starcie!

    Sala rozbrzmiała oklaskami oraz okrzykami, kiedy tiara skączyła śpiewać. Potem skłoniła się przed każdym z czterech stołów i ponownie znieruchomiała.
- Zabiję Freda! - szepnął Ron - Musimy tylko przymierzyć ten kapelusz.
            Profesor McGonagall stanęła obok stołka, trzymając w ręku długi zwój pergaminu i wyraźnym głosem powiedziała:
- Gdy nazwisko i imię zostanie wyczytane, ta osoba nakłada tiarę i siada na  stołku. Abbott, Hanna!
   Z szeregu wystąpiła dziewczynka o różowej buzi i jasnych mysich ogonkach, nałożyła tiarę, która opadła jej prawie na nos i usiadła. Chwilę później...
-HUFFLEPUFF- krzyknęła tiara.
Przy stole po prawej stronie, nad którym wisiał herb z borsukiem rozległy się okrzyki i oklaski. Hanna podreptała do niego i usiadła.
- Bones, Susan!
- HUFFLEPUFF! - wrzasnęła ponownie tiara i koło Hanny usiadła Susan.
-Bott, Terry
- RAVENCLAW!
Tym razem rozległy się wiwaty przy drugim stole na lewo, gdzie kilka osób powstało, by uścisnąć rękę Terry’emu. „Brocklehurst, Mandy” też powędrowała do Ravenclawu.
-Brown, Lavender!
-GRYFFINDOR!
 Ona jako pierwsza to tego domu, co wywołało burzę oklasków przy krańcowym stole po lewej stronie. Harry dostrzegł tam rudych bliźniaków.
-Bulstrode, Millicenta!
-SLYTHERIN!
Może to skutek zbyt bujnej wyobraźni, po tym wszystkim, co usłyszał Alex, ale mieszkańcy tego domu wydali mu się jacyś nieprzyjemni.
- Granger, Hermiona!
   Hermiona prawie podbiegła do stołka i szybko wcisnęła tiarę na głowę.
- GRYFFINDOR! - krzyknęła tiara.
Ron skrzywił się i  jęknął, co u zielonookiego wywołało śmiech, który stłumił zanim wyrwał się z jego ust.
Lord Longbottom trafił do Gryffindoru, jednak długo siedział na stołku zanim tiara zdecydowała się do jakiego domu go przydzielić. Lord Junior Malfoy trafił do:
- SLYTHERIN!
Pozostało ich już niewielu. Moon... Nott... Parkinson... potem para bliźniaczek, Patii i Patii... potem Perks Sally Anna...
I wreszcie
- Potter, Alex.
        W Wielkiej Sali zaczęły się szepty.
- Potter? Tak powiedziała?
- Ten Potter?
           Kasztanowowłosy szedł w stronę stołka, a niemal każdy wyciągał głowę znad stołu by go zobaczyć. Usiadł i jeszcze zanim kapelusz opadł mu na oczy zobaczył twarze wpatrzone w niego, a potem czarne wnętrze tiary.
- Hmm.. Gdzie by cię przydzielić... Umysł tęgi, odwagi nie mało, sprytu również nie jesteś pozbawiony... i przeświadczenie, że musisz się opiekować... Interesujące... Strażnik??  Dawno nie było tu Strażników..
       Alex poczuł jakby poszukanie w swoim umyśle.
- Hmm.. To wyjaśnia twoją opiekuńczość.. a więc niech będzie:
- GRYFFINDOR!!!
        To ostatnie słowo tiara wykrzyczała na całą salę, a ta wybuchła najgłośniejszymi jak dotąd wiwatami. Zdjął ją i niepewnie ruszył w stronę stołu, a tam został przywitany przez prefekta, który wstał i uścisnął mu serdecznie rękę. Bliźniacy spotkani w pociągu, ryczeli: „Mamy Pottera! Mamy Pottera!”.
       Brązowooki usiadł spoglądając na stół prezydialny, przy którym na końcu siedział Hagrid i uniósł kciuk do góry, uśmiechając się. . A pośrodku, na wielkim złotym krześle z oparciami siedział sam Dumbledore, poznał go natychmiast. Obok dyrektora siedział jego ojciec, który uśmiechał się pewnie z triumfem w oczach. Obejrzał się na brata i resztę osób pozostałych do przydziału. Jeszcze tylko pięć osób nie miało przydziału, w tym jego bliźniak.
- Potter, Harry. - szepty przy stołach zmalały nieco, kiedy wyczytano to nazwisko. No bo młodszy brat Chłopca-Który-Przeżył, nie jest tak interesujący jak on sam.
     Harry spokojnie podszedł do stołka. Był przyzwyczajony do takiego zachowania, a nawet mu ono nie przeszkadzało. Nie cierpiał być w centrum uwagi.
McGonagall włożyła tiarę na jego głowę. Gdy ta opadła na jego głowę, zasłaniając oczy, poczuł delikatne mrowienie na całym ciele i równocześnie rozległ się głos:
- NARESZCIE!!!
         Na sali zapadła grobowa cisza i wszystkie twarze odwróciły się w stronę chłopca z Tiarą Przydziału na głowie, a ten tego nie widział. Czuł jak mrowienie się nasila, słyszał ciche, radosne głosy męskie oraz żeńskie i po chwili znów rozległ się głos tiary:


 Czwórka cała dziś oniemiała,
Gdy potomka swego wreszcie spotkała.
Czwórka cała na ciebie czekała
Lat bez miara
Czwórka cała doczekać się ciebie
Już nie może.
Lecz ty sam zdecydować masz.
Jakie przeznaczenie twe, wiesz -
Lecz sam decydujesz
Czy je chcesz!
Dziecino mała,
Ty wybrana!
Dziecko Hogwartu wyczekiwane!
Czwórka czeka na ciebie,
By w Hogwardzie Cię powitać!
Więc nie przedłużam
I Cię im przekazuje,
Boś ty od dzisiaj
Hogwartu Dziecię.

     Cisza w Wielkiej Sali zdawała się wyrażać wszystko. Twarze obecnych również. Zdziwienie, niemal szok. Mijały minuty i niektórzy zaczęli się przebudzać, a ich twarze wyrażały zaciekawienie. Mimo, że tiara już dawno zamilkła, w sali wciąż brzmiała pieśń. Jednak była bardziej dźwiękiem niż słowem.
  Harry wstał z stołka, zdjął kapelusz i wręczył go oniemiałej kobiecie. Ta odruchowo go wzięła, przyglądając się mu. Chłopiec miał jakby zamglone oczy, jednak zdawał się być świadomy co się włoku niego dzieje. Nie zdążyła zobaczyć nic więcej, bo zielonooki odwrócił się i szedł w stronę stołów.
   Dźwięki brzmiały coraz głośniej, zdawały się wydobywać z stołów. Nagle melodia zmieniła się jakby w oczekiwaniu na coś. I wtedy z każdego szczytu stołu wyszło zwierzę, które migotały w kolorach domu jakiego był mebel. Srebnozielony wąż, żółtoczarny borsuk i złotoczerwony lew oraz niebieskoszary sokół. Zbliżały się do Harry'ego, który widząc je zawrócił i ponownie podszedł do McGonagall. Ta patrzyła to na niego to na zbliżające się, migoczące kolorami zwierzęta. Harry spojrzał znacząco na kobietę, a ona znów założyła mu kapelusz na głowę. Zwierzęta zaczęły się zmniejszać, każde z nich miało wielkość kota. Gdy były już przy Harrym - zależności jakie mieli kończyny - biegli, pęzali i latali włoku niego. Coraz szybciej i szybciej, aż byli tylko smugami kolorów włoku chłopca. Dźwięki szybkie i głośne, nagle ustały i zapadła cisza, a zielonooki znikł wraz z tiarą.
     Cisza trwała. Wydawało się, że minęła wieczność, a to było zaledwie kilka minut. Uczniowie otrząsnęli się z zdziwienia i zaczęli wymieniać uwagi. Czarodzieje siedzący za stołem, na podwyższeniu patrzyli na rozmawiających nie wiedząc co robić, a rozmowy były coraz głośniejsze.
    Alex Potter siedział oniemiały. Co się stało z jego bratem?

                Rozglądał się zdziwiony w poszukiwaniu bliźniaka. Ceremonia Przydziału nie mogła trwać dalej bez tiary, która zniknęła wraz z jego bratem.  Na sali trwały rozmowy, a McGonagall po krótkiej rozmowie z dyrektorem, rozmawiała z  pierwszorocznymi, którzy zostali bez przydziału, a wśród nich Ron. Minęła jakaś godzina, a może dwie gdy nagle znów pojawiło się światło, oślepiające wszystkich. Gdy przyblakło, wszyscy obecni otworzyli oczy, których zaraz pojawiło się ogromne zdziwienie.
          Harry wrócił i miał tiarę na głowie ale nie był sam. Wraz z nim pojawiał się czwórka wysokich osób, każda z nich miało peleryny, które zdobiło zwierzę. Najwyższa osoba miała czarną pelerynę z Lwem, następna po nim również czarną z Wężem, a pozostałe dwie były równe ale niższe od swych towarzyszy. Miały białe peleryny. Zakapturzona postać przy najwyższej osobie miała pelerynę z sokołem, a ta przy drugiej osobie z borsukiem.
Wszyscy w Wielkiej Sali zrozumieli kim jest owa czwórka.
Założyciele!
Tylko jak to się stało, że oni tu są?
            Harry zdjął tiarę przydziału, która zaraz znalazła się w ręku profesor McGonagall.
- Kontynuujcie. - rozległ się głęboki, melodyjny męski głos.
Obecni popatrzyli na siebie zdziwieni ale zastępca dyrektora, podjęła się ponownie swoich obowiązków:
- Thomas, Dean!
- GRYFFINDOR!
Członkowie magicznego społeczeństwa zebrani w sali spojrzeli na przybyłych oczekując jakieś reakcji, jednak tak się nie stało. Zamiast tego zobaczyli jak owa piątka kieruje się na przeciwną stronę sali. Ceremonia trwała dalej.
Turpin, Lisa, trafiła do Ravenclawu, a potem nadeszła kolej na Rona, który już nie był po prostu blady, ale bladozielony. Alex skrzyżował palce pod stołem, a w chwilę później tiara oznajmiła donośnym głosem:
- GRYFFINDOR!
Zabini, Blaise” został przydzielony do Slytherinu, a profesor McGonagall zwinęła pergamin i zabrała Tiarę Przydziału.
Głowy odwróciły się w stronę dyrektora, który zawsze w tym momencie wygłaszał jakąś mowę. Ten patrzył na nadal idącą piątkę, a ta zatrzymała się pod przeciwległą ścianą. Osoby mające peleryny uniosły lekko prawą rękę i wygląd sali się zmienił.
- Tak lepiej. - stwierdził śpiewny kobiecy głos.
Każdy stół domu był przystrojony jego barwami. Od obrusu po talerze i sztućce.A nad stołami unosił się mglisty obraz zwierzęcia, który był symbolem domu. Stół prezydialny nie zmienił się, ale nie stał już na podium. Przybył jeszcze jeden stół. Stał on zaraz przy Założycielach i Harry tak, że mogli przy nim usiąść w każdej chwili. Był on przystrojony herbem Hogwartu i miał tylko pięć krzeseł. Krzesła miały herby domów, a środkowe miało herb Hogwartu. Stojący przy stole usiedli skierowali swe twarze na stół, przy którym siedział Dumbledore. Ten widząc ich spojrzenie na sobie, wstał, rozłożył szeroko ramiona i zawołał:
- Witajcie!
 - Witajcie w nowym roku szkolnym w Hogwarcie! Zanim rozpoczniemy nasz bankiet, chciałbym wam powiedzieć kilka słów. A oto one: Głupol! Mazgaj! Śmieć! Obsuw! Dziękuję wam!
 Usiadł i rozległy się oklaski i wiwaty. A na stołach pojawiły się dania.



To tyle. Podobało się?
Dobranoc -
Amei

3 komentarze:

  1. Wow jestem pod wrażeniem kapitalny rozdział. Czego jak czego ale tego się nie spodziewałam ale wiesz ty serca nie masz. co ten rozdział taki krótki? Wstawiaj jak najszybciej kolejny:)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Aż nie wie co napisać. Łał
    Po prostu bomba

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślałam ze z Harrym będzie problem z przydzieleniem a tu takie coś. Wow. Normalnie nie wiem co napisać. Wmurowało mnie w fotel

    OdpowiedzUsuń