Miałam zamiar wstawić to pierwszego września ale się nie wyrobiłam. Więc miałam wstawić w wtorek lub w środę ale znalazła się beta!
Pokłony w stronę Marii Tanabe!!!
Dzięki wielkie!
Dzięki za wasze komentarze:
Miss. Slytherin: Cieszę się, że tak uważasz! Teraz chyba z betą, błędów będzie mniej ;D Poprawiłam te błędy, które zauważyłaś.
Anonimowy: Dzięki za komentarz. Może to i wredne ;( Czy mogę poprosić żebyś rozwijał swoje komentarze.? Cieszę się, że zostawiasz po przeczytaniu ślad ale nie miałam bym nic przeciwko gdybyś napisał/napisała co ci się podoba czy też nie podoba. Byłabym wdzięczna
Talija Umbra Asakura: Na razie odpowiem na twój komentarz dotyczący Odrzucony przez rodzinę, dobrze? Reszta przy kolejnym rozdziale W przyszłości i w przeszłości.
Dzięki za pochwałę ;) Czemu tylko ja nie mogę natrafić na opowiadania, gdzie Harry ma brata bliźniaka czy jakiekolwiek rodzeństwo? Źle szukam, czy co?
Neville to moja jedna z ulubionych postaci, więc cieszę, że ci się podoba ta postać. Imię Alex bardzo mi się podoba więc dlatego je wybrałam. Zastanawiałam się jeszcze nad innym ale to imię zdecydowanie pasuje mi bardziej. Nie martw się. Harry nie potrafi długo się gniewać na barta z względu na ich więź (- jeśli ktoś to nie pamięta o co chodzi to proszę znów zapoznać się znów z rozdziałem dziewiątym.)
Teraz małe zerknięcie za kurtynę: Między braćmi sytuacja ulegnie zmianie ale to powoli będzie się toczyć, bo Alex często kłamie, a Harry pogardza tym, wręcz tego nienawidzi. Kasztanek robi to głównie by chronić brata ale to nie wpływa na zmianę podglądów zielonookiego.
I dzięki za życzenia :* (Ale się rozpisałam, co nie?)
Maria Tanabe: Jeszcze raz dzięki za zostanie moją Betą. Co do poprzedniej części twojego komentarza, to co samo co u Tajii (tak się odmienia?) Jeśli chodzi o błędy - już ci to tłumaczyłam. ;( Fajnie, że cię zaskoczyłam. Moja rodzina uważa, że jestem zazwyczaj przewidywalna. :| Zaglądałam na twojego blog, spodobał mi się ;D I pewnie nie raz zajrzę. Dzięki za życzenia!
Wam wszystkim życzę miłego czytania i zapraszam do komentowania!
Rozdział dziesiąty, w który może się wam nasunąć myśl, że służy on do wyjaśnienia kilku kwestii - Jak go sprawdzałam to mi się tak zaczęło wydawać ale tak nie jest. :|
Rozdział 10
Gryfoni i Hermiona
Alex poczuł wewnętrzny niepokój słysząc słowa wypowiedziane przez woźnego. Odetchnął głęboko i pewnym siebie tonem powiedział:
- Proszę przedstawić dowód na moją winę.
Tego Filch się nie spodziewał, bo jego twarz wyrażała zdumienie.
- Jak to dowód? Ty jesteś winny! A jak nie to ta przeklęta dwójka Weasleyów! Tylko czemu McGonagall upiera się, że tym razem to nie oni! Wiem, że to ktoś z was! I macie to posprzątać własnymi szczoteczkami!
- Argusie! – zawołała opiekunka Gryffindoru. – Jak zauważył pan Potter, nie masz dowodu na to, że któryś z uczniów to zrobił i...
- I co? Mam im to puścić płazem? Ja wiem, że to oni!
Kobieta westchnęła ciężko.
- Argusie...
Ale mężczyzna już sobie poszedł, mrucząc pod nosem coś, co niewątpliwie dotyczyło uczniów, ale zapewne nic dobrego.
- Panie Potter, co to miało znaczyć? – Kobieta odwróciła się do kasztanowowłosego.
- Skąd mam wiedzieć, pani profesor, nie czytam panu Filchowi w myślach.
- A umie pan, panie Potter? – zapytała kpiąco McGonagall, patrząc na niego srogo.
- Nie – powiedział niepewnie chłopak, onieśmielony spojrzeniem kobiety.
- To proszę zająć się kolacją chyba, że nie jest pan głodny, panie Potter. A po kolacji proszę przyjść do mojego gabinetu. Musimy porozmawiać. – I odeszła w kierunku stołu prezydialnego.
- Myślicie, że mam przechlapane? – Odwrócił się w stronę swoich kolegów z rocznika.
- Możliwe – powiedział z namysłem Ron. – Ale z McGonagall nic nie wiadomo...
- Ja myślę, że jesteś w tarapatach – wtrąciła się Hermiona Granger. – Z tego co czytałam o Huncwotach, to była grupka Gryfonów, która uczęszczała do Hogwartu w roku 1971, a wśród nich był Lord Potter, czyli twój tata, więc mogą cię podejrzewać i...
- Zamknij się Ja-Wiem-Wszystko! – warknął Ron, zły, że ta brązowowłosa Gryfonka znowu się wypowiada nieproszona.
- Ron!
- O co ci chodzi, Alex? Przecież ona mi przerwała!
- To nie znaczy, że musisz być nieuprzejmy! – powiedział cicho Neville, podnosząc głowę by posłać koledze nieprzyjemne spojrzenie.
- Ty też siedź cicho! – warknął Weasley w stronę blondyna, który przestraszony opuścił głowę. – To, że wszędzie łazisz z młodszym bratem Alexa, to nie znaczy, że też możesz się wymądrzać!
- Dość! – krzyknął Alex, tym samym zwracając na siebie uwagę wszystkich w sali. – Ron, przestań się tak zachowywać. – Wspomnienie Harry'ego przypomniało mu o czymś.
- Neville, wiesz może czy Harry przyjdzie na kolację?
- Mówi, że nie jest głodny – mruknął chłopak nie podnosząc głowy znad talerza.
- Szkoda – westchnął cicho Potter, choć myślał inaczej. Zastanawiało go, czemu jego brat opuszcza posiłki, jednak teraz co innego zaprzątało jego uwagę.
- Hermiona, gdzie czytałaś o Huncwotach?
Dziewczyna gwałtownie się do niego odwróciła z zdziwieniem na twarzy, które szybko zamieniło się podniecenie i Gryfonka zaczęła mówić:
- Pamiętacie, jak wtedy podczas obiadu drugiego dnia, pojawił się napis „Huncwoci powrócili do Hogwartu bram”? – Kiedy kiwnęli głowami, mówiła dalej. – Zastanowiło mnie to i poszłam poszukać czegoś na ten temat w bibliotece. Nic nie znalazłam w książkach, więc spytałam się pani Pince o Huncwotów. Ta poradziła mi, żebym poszukała w szkolnych kronikach. Zrobiłam to i… – Dziewczyna przerwała, szukając czegoś w torbie. – I znalazłam to.
Hermiona wyciągnęła oprawiony w skórę tom na, którym było napisane: Rocznik 1971.* Otworzyła na jednej z stron i zaczeła czytać:
- A teraz pora na Huncwotów. (Zdjęcie poniżej.) Jest to szkolna banda żartownisiów, czyli Gryfoni w składzie James Potter, Syriusz Black, Remus Lupin i Peter Pettigrew. – Odwróciła kronikę w ich stronę i pokazała zdjęcie. Wklejona fotografia przedstawiała czterech młodzieńców znajdujących się na błoniach, z zamkiem w tle. Najwyższy, o czarnych włosach, miał na nosie okrągłe okulary. Następny był brunet z szarymi oczami. Kolejny z nich wyglądał na zmęczonego, ale szczęśliwego. Miał jasnobrązowe włosy i zielone oczy. Najniższy z czwórki stał trochę dalej niż przytulona do siebie trójka. Jego twarz przypominała wyglądem szczura, przez co przeszedł ich dreszcz, że Śmierciożerca aż tak jest podobny do swojej formy animagicznej. A chłopak na zdjęciu miał wodniste, niebieskie oczy i blond włosy. Z porównaniu z resztą był niski i gruby.
- I co wy na to? – spytała pewnym siebie uśmiechem Gryfonka.
- Kim jest ten chłopak pomiędzy twoim ojcem a Lordem Blackiem? – zapytał Ron.
- To mój ojciec chrzestny – mruknął Alex. – A co?
- Wygląda jakoś dziwnie. Jakby był chory albo coś... – powiedział z namysłem rudzielec.
- Nawet jeśli, to co? Przecież każdy kiedyś choruje – powiedziała Hermiona.
Weasley spojrzał na nią ze złością. Czy ona musi się ciągle wtrącać?
- Nieważne – warknął i zaczął jeść.
- Czy on... – zaczęła zdumiona Hermiona.
- Posłuchaj Ja-Wiem-Wszystko! Mam dosyć, że ciągle się wtrącasz! Zawsze musisz wszystko wiedzieć i ciągle się wywyższasz... – Piegowaty chłopak nawet nie zaczął swojej tyrady, a dziewczyna wstała od stołu, łapiąc swoją torbę i wybiegła z sali.
- Ron! Ty nieczuły egoisto! – warknął Alex.
- Ale o co wam chodzi? Ja tylko chciałem, żeby przestała się wtrącać! – Gryfona dziwiło zachowanie kolegów.
- Zostawiła kronikę – zauważył Neville, wstając od stołu.
- Później jej oddam. Chcę zobaczyć, czy nie ma czegoś jeszcze o moim tacie. Może znajdzie się też coś o mamie – powiedział Alex, również wstając, a potem włożył kronikę do torby. – Na mnie też już pora, muszę iść do McGonagall.
Obaj Gryfoni wyszli z Wielkiej Sali, zostawiając Weasleya, który patrzył na nich w osłupieniu.
* * *
Biegła przed siebie, próbując się nie płakać. Kolejny zakręt i osunęła się po ścianie już nad sobą nie panując. Łzy spływały jej po policzkach wsiąkając w szatę, gdy oparła czoło o kolana. Nie panowała nad sobą. Ręce się jej trzęsły, a ciałem wstrząsał szloch. Jedyne czego pragnęła w tej chwili to być sama. Nie chciała, by ktoś zobaczył ją w tym stanie.
Od kiedy dowiedziała się, że magia istnieje... Że ona jest czarownicą... Pragnęła to wszystko poznać. Odkryć nowy nieznany świat. Świat, który ma w sobie tyle tajemnic. To, co powiedziała jej profesor McGonagall rozbudziło w niej pragnienie wiedzy ale też i nadzieję. Nadzieję, że nie jest jedyna. Że są osoby, które tak jak ona potrafią więcej. Ale teraz, gdy tu była...
Lekcje były niesamowite, tak jak i ten zamek. To wszystko wywoływało w niej taką niezwykłą radość. Jednak czar prysł. Ten cud istnienia świata pełnego magii stał się koszmarem. Rówieśnicy, którymi się tak fascynowała, stali się jej prześladowcami.
Szlama. Brudna krew. Że nie jest godna. Że nie powinna tu być. A miejsce, które miało stać się jej nowym domem, wcale takie nie było. Tu też nie miała lekko. O ile Ślizgoni nie dawali jej żyć, bo pochodziła z mugolskiej rodziny, to w swoim domu, prześladowali ją za to, jaka była.
Kolejny szloch wstrząsnął jej ciałem i załamała się cisza tego korytarza. Z jej ust wyrwał się kolejny jęk, który tym razem nie został stłumiony przez materiał. Broda dziewczyny została delikatnie ujęta i podniesiona do góry. Jej brązowe oczy rozszerzyły się w szoku, kiedy zobaczyła kto klęczy przed nią.
- Gdy ktoś zdaje ci policzek, nastaw mu drugi, będąc dumną z tego kim jesteś.
Patrzyła jak osoba przed nią unosi rękę i dłonią ociera jej łzy. Delikatnie przesuwa po śladzie jakim pozostawiły na twarzy. Potem powoli się podnosi, muska ustami jej czoło. Postać odwróciła się i zaczęła odchodzić. Jednak po chwili przystanęła i ponownie się do niej odwróciła.
- Nie patrz na innych, ale na to jacy są. Szukaj głębiej. Wiem, że cię na to stać.
Postać ponownie się odwróciła się do niej plecami i skrył ją cień korytarza niknącego w słabym świetle świec.
* * *
- Proszę wejść – głos dobiegający za drzwi gabinetu nauczycielki Transmutacji zaprosił go do środka. Niepewnie przekroczył próg i zrobił kilka kolejnych kroków wchodząc głębiej do pomieszczenia.
- Pani profesor chciała mnie widzieć – powiedział cicho.
- Tak, panie Potter. Chciałam by pan tu przyszedł i wyjaśnił mi jedną rzecz – powiedziała sucho kobieta.
- Jaką, pani profesor? – zapytał, przełykając ciężko ślinę.
- Jestem pewna, że pamiętasz incydent z obiadu drugiego września?
- Tak, ale do czeg...
- Dziś miało miejsce nieprzyjemne wydarzenie. Być może powiązane z tamtym. Wiesz coś może o tym? – przerwała mu nauczycielka Transmutacji.
- Mówi pani o tym jak Parvati skaleczyła się w rękę podczas Eliksirów i profesor Snape powiedział, że nie widzi potrzeby by szła do Skrzydła Szpitalnego? Ma pani profesor rację. To jest nieprzyjemne wydarzenie, ale niestety my, uczniowie, nie mamy na to wpływu – westchnął cicho, jakby z żalem.
- Doskonale wiesz Potter, że nie oto mi chodziło – powiedziała chłodno kobieta.
- To o co, pani profesor? – zapytał niewinnie.
- O biurze naszego woźnego.
- A tak słyszałem o tym. Pan Filch oskarża o to mnie i bliźniaków Weasley. Czy oni mają przez to jakieś kłopoty? – Chciał się upewnić, że Weasleyowie nie poniosą kary za nich.
- Nie z tego powodu, choć pewne wydarzenia mówią przeciwko nim – westchnęła kobieta.
- Co to znaczy, pani profesor? – Był niewinnym chłopczykiem, który chciał wiedzieć co z jego kolegami.
- Mimo, że dziś mieli szlaban ze mną, to skończył się on przed obiadem i mogli mieć czas by to zrobić.
- To dosyć niepewne, pani profesor.
- Wiem o tym Potter. Jednak nie o tym rozmawialiśmy. Wiesz cokolwiek na temat tych incydentów? – zapytała sucho kobieta.
- Nie pani profesor. Jeśli czegoś się dowiem może być pani profesor pewna, że pani pierwszej o tym powiem – obiecał.
- Mam nadzieję – powiedziała McGonagall, mierząc go podejrzliwym spojrzeniem.
- Czy to wszystko, pani profesor?
- Tak możesz już iść, Potter – powiedziała kobieta.
- Dobrze, pani profesor. Miło się z panią rozmawiało. – Alex wstał, odwrócił się do wyjścia. – Dobranoc, pani profesor. – I wyszedł, cicho zamykając drzwi.
Minerwa McGonagall patrzyła przez chwilę na zamknięte drzwi, po czym odwróciła się do kominka, w którym, mimo wczesnej jesieni, palił się już ogień. Niezwykłe połączenie rodziców z tego chłopaka. Niewinność jaka zawsze otaczała Lily oraz galanteria i urok Jamesa. Wiem, że to on. Ten błysk w oczach... Taki sam jak u ojca. Jednak ma rację. Aby dać mu szlaban muszę mieć dowód. A jeśli mogę być czegoś pewna, to tego, że Alex przeciwieństwie do ojca nie zamierza dać się złapać na gorącym uczynku. Kobieta westchnęła, by po chwili roześmiać się cicho. Najbliższe lata w Hogwarcie na pewno nie będą nudne – pomyślała jeszcze i opuściła gabinet, zabierając ze sobą prace domowe trzeciego roku na temat animagii. Doskonale pamiętała jak zadała ten temat swoim Gryfonom z 1971 rocznika. Prace Huncwotów zawsze doskonałe, wtedy przebiły wszystkie inne. Tamtego dnia nawet Pettigrewowi była zmuszona postawić Wybitnego. Miała swoje podejrzenia, dlaczego tak było, jednak zapewne na zawsze pozostaną tylko podejrzeniami.
- Panna Granger! Co tu robisz dziewczyno?
* * *
Mając już za sobą rozmowę z McGonagall i będąc już w Wieży Gryffindoru pogrążył się w swoich myślach. A miał ich kilka i żadna nie dotyczyła prac domowych, tylko znaleziony przez Hermionę „Rocznik 1971”. Sama Hermiona. Harry. Neville i jego przyjaźń z Harrym. Dziwiło go zachowanie Lorda Longbottoma. I na dodatek dziś uświadomił sobie, że jest zazdrosny o to , że Neville spędza z Harrym więcej czasu niż on sam. Lubił tego blondyna, ale świadomość, że ten jest bliski jego bratu...
Ech… To bez sensu. O Syriusza czy Lupina i Tonks nie jestem zazdrosny, ale gdy myślę o Longbottomie... Może to nie to tylko świadomość, że Harry ma przyjaciela, na którego może liczyć, a ja spotkałem Rona, który okazuje się coraz większym kretynem?
- Jak z McGonagall? – Odwrócił się i zobaczył osobę będącą przyczyną jego rozmyślań.
- W porządku – mruknął nie podnosząc głowy z poduszki przez co jego głos był lekko zniekształcony. – Niczego jej nie powiedziałem, a ona podejrzewa Weasleyów.
- Mogę wziąć kronikę? – zapytał cicho Neville.
- Bierz. Leży na stoliku obok.
Słyszał jak blondyn podchodzi do jego łóżka, sięga po książkę i wraca do siebie. Nie patrzył na chłopaka. Domyślił się dlaczego Longbottom chce ją obejrzeć i nie dziwił mu się. On w jego sytuacji też chciałby jak najwięcej wiedzieć o swoich rodzicach.
- Myślisz, że Harry wie gdzie jest kuchnia? – Kolejne pytanie chłopaka go zdziwiło.
- Nie wiem. A dlaczego pytasz? – Aby zobaczyć reakcję Neville’a na to pytanie, odwrócił twarz w jego stronę.
- Harry mało je. – Czoło blondyna zmarszczyło się, a usta lekko zacisnęły w jedną linię, by zaraz się rozluźnić
- Miałem nadzieję, że może je w kuchni. Nie chce by...
- Ja też nie. Jutro go o to zapytamy. Co ty na to?
Neville pokiwał głową na zgodę. Po chwili wsunął się pod przykrycie, otwierając Rocznik na poduszce. Pamiętał, jak jeszcze widział uśmiech na twarzy Gryfona, gdy przekręcał kartkę, a potem była już tylko pustka, którą zapełniły sny.
___________________
* Chodzi mi, że tego roku zaczęli szkołę.
Widzę parę swoich niedociągnięć :D choćby przecinek postawiony w złym miejscu ><
OdpowiedzUsuńDobra, czytałam to wcześniej, ale sobie skomentuję, a co :D
Gdzie jest Harry >< na kolację won, mały smarku, nie się nie wiadomo gdzie szlajasz. Braciszek na ciebie czeka, heloł!
Neville jest fajny, a Ron rzeczywiście jest kretynem :D no, może nie jest aż takim kretynem i...
Dobra, nie przepadam za Ronem. Ale Hermionę lubię.
Właśnie, biedna Hermiona :( za co oni ją tak traktują? >< ja bym była zachwycona, będąc z kimś takim w klasie. Przecież ona ma takie dobre serce i jest pomocna. Ciekawe, kim jest ta osoba, która ją pocieszała i czemu przyszła do profesorki.
Teraz nie wiem, na co czekać XD chociaż może na "Przeszłość" (to lenistwo, kiedy nie chce się pisać pełnych tytułów), bo komentarze ludzi są genialne :D
Och, dziękuję za te pokłony :D *odkłania się" następnym razem nie będzie żadnych niechcianych przecinków, obiecuję ^^
Pozdrawiam i weny życzę :*
Po prostu chce się więcej i więcej i jeszcze więcej. Kiedy kolejny rozdział i co się dzieje z Harrym ? Ach ta cicha woda
OdpowiedzUsuńZnalazłam kilka błędów. Tak jak wspomniała Maria, było parę niedociągnięć z przecinkami, ale nie rzuca się to tak bardzo w oczy. Pozwoliłam sobie również skopiować zdanie.
OdpowiedzUsuń"Biegła przed siebie, próbując się nie płakać"
Chyba nie muszę nic mówić.
Szkoda mi Hermiony. Jest bardzo pozytywną i sympatyczną postacią i nie wiem, jak można jej nie lubić. Uch, ale to przecież Ron, kompletny idiota >.< Trzeba mieć talent, żeby być takim wrednym i nietaktownym.
A tak w ogóle... gdzie Harry?! Hmm, wydaje mi się, że to on pocieszył Hermionę.
I Neville <3 Coraz bardziej go lubię *-*
Kochana moja, życzę ci duuużo, dużo weny :*