niedziela, 20 września 2015

2. Znikająca szyba

 Hey!
 Tak jak zapowiedziałam kolejna część: W przyszłości i w przeszłości. Podziękowania i ukłony w stronę Marii Tanabe, która sprawdziła ten rozdział, wczoraj. W odpowiedzi na wasze komentarze:

 Anonimowy (Czy Seba?):  Mimo, że nie piszesz za wiele zawsze miło zobaczyć, że przeczytałeś i zostawiłeś po sobie ślad. 
Taljia Umbra Asakura: Owszem to brutalna metoda, która jak to ujęłaś:  obdziera z prywatności, a przecież każdy na nią zasługuje. [Dla tych, którzy nie czytali komentarza Talji, chodzi o prywatność.]  Harry jest przyzwyczajony, że gazety o nim piszą ale TO zmieni wszystko. 
Nie odebrałam twojego komentarza w ten sposób jak to ujełaś. Wręcz przeciwnie. Miło, że ktoś nagimnastykował się klepać w klawiaturę takie wypracowanie. ;D Dzięki za życzenia i zapraszam, do czytania rozdziału.
 Marii Tanabe: Tu raczej błędów nie będzie, bo sama to sprawdzałaś :D  A kto by się nie wkurzył na takie coś? I niestety, nie tylko cała szkoła to widzi :(  Za życzonka dziękuję i zapraszam dalej do czytania. Oby ci się nie znudziło poprawianie moich błędów.


A tera kurtyna w górę i przed wami:
 Rozdział 2


Po kliku chwilach pojawił się kolejny napis:
Znikająca szyba.

 I podobnie jak wcześniej, znów rozległ się głęboki, męski głos:
Od czasu, gdy Dursleyowie znaleźli pod drzwiami swojego siostrzeńca, minęło już prawie dziesięć lat, a Privet Drive wcale się nie zmieniło.

- Nic?!? Ale to niemożliwe! Zawsze coś się zmienia! – zawołał z zdumieniem Dean, na co zielonooki prychnął.
- Oni nie lubią zmian – mruknął pod nosem.

Słońce wzeszło nad tym samym schludnym frontowym ogródkiem i oświetliło mosiężną czwórkę na drzwiach domu Dursleyów, a potem wśliznęło się do ich salonu, który był dokładnie taki sam, jak w ów wieczór, kiedy to w wieczornym dzienniku pojawiły się złowróżbne doniesienia o sowach. Ile czasu minęło, można się było zorientować tylko po fotografiach stojących na obramowaniu kominka. Dziesięć lat temu było tam mnóstwo zdjęć czegoś, co przypominało wielką, różową piłkę plażową w różnokolorowych czepkach,


Większość uczniów wybuchła śmiechem.

ale Dudley Dursley już dawno przestał być berbeciem i teraz fotografie przedstawiały tęgiego chłopca o jasnych włosach:


- Malfoy, to chyba ty!
- Jak śmiesz, porównywać mnie z tym czymś! – wysyczał Ślizgon.

a to na swoim pierwszym rowerze, a to na karuzeli w wesołym miasteczku, przy komputerze z ojcem czy w ramionach matki.

Profesor ucząca mugoloznawstwa uśmiechała się zapisując te wszystkie nazwy z świata niemagicznych.
W salonie nie było absolutnie nic, co by świadczyło, że w tym domu mieszka jeszcze jakiś inny chłopiec.

- Nie ma cię tam, prawda Harry? – zapytał członek Domu Węża, co sprawiło, że znalazł się pod ostrzałem spojrzeń swoich kolegów.
Kolejne prychnięcie Gryfona i głucha odpowiedź:
- Nie. Nadal tam jestem, Nick. 
Ten spojrzał na bruneta przygaszony, a większość osób wodziła wzrokiem od jednego do drugiego.
Jakim cudem oni się znają? Wiele osób tak myślało, a co dziwne większość Lwów nie patrzyła na to źle, a nawet uśmiechało się, co zdziwiło nauczycieli. Zwłaszcza jednego – Severusa Snape.

 A jednak Harry Potter tam był i w tym momencie spał, choć nie miało to trwać długo. 


- Dlaczego? – zapytał Dean.

Ciotka Petunia już wstała 

- A co ona ma do twojego snu? – zadał kolejne pytanie Thomas.

i wkrótce rozległ się jej wrzaskliwy głos: 
- Wstawaj! Dosyć tego spania! Już!

Na twarzy większości uczniów pojawił się grymas. To niczym krzyk szyszymory. Mistrz Eliksirów skrzywił się i popatrzył na Pottera, czując nagły przypływ cieplejszych uczuć to tego znienawidzonego ucznia. On jeszcze pamiętał te krzyki Tuni.


Harry obudził się i podskoczył na łóżku. Ciotka znowu załomotała w drzwi. 

- Wstawać! zaskrzeczała.

- O której kazała ci wstawać? – rozległo się przy stole Gryffindoru. Wszyscy w tym domu wiedzieli, że Chłopiec, Który Przeżył jest rannym ptaszkiem, który wstawał kiedy wszyscy jeszcze spali. Często zdarzało się, że Harry był na nogach jeszcze przed świtem.
- Nie jestem pewny – powiedział z pochyloną głową nie patrząc na domowników. – Koło piątej?
A wszyscy w sali patrzyli na chłopaka szeroko otwartymi ze zdziwienia oczami.

Harry usłyszał jej kroki zmierzające w kierunku kuchni, a potem brzęk patelni stawianej na kuchence. Przetoczył się na plecy i próbował przypomnieć sobie sen, z którego go wyrwano. To był dobry sen.


- Szlag – rozległo się przy stole Ślizgonów.

A te miał rzadko, a w tym był latający motocykl. 

Fred parsknął śmiechem, wywołując tym samym kwaśną minę na twarzy Harry'ego.

Harry miał dziwne wrażenie, że śniło mu się to nie po raz pierwszy.

W Wielkiej Sali zabrzmiały śmiechy.

- I miałeś rację! Tyle, że to nie sen!

Ciotka powróciła pod drzwi.

- Wstałeś już? zapytała.
- Prawie odpowiedział Harry.
- No to wstawaj, chcę, żebyś przypilnował bekonu. I żeby mi się nie przypalił! 

- Kazała ci gotować?!? – oburzone okrzyki uczniów wywołały zamieszanie na sali.

Dorośli popatrzyli na siebie zdziwieni, a po chwili przywołali pergaminy i szybko coś notowali. Harry widząc to, westchnął cicho. Pies stojący obok niego zawył cicho i położył łapy na jego kolanach, przekrzywiając łeb.
- O co chodzi?
Ten znowu zawył.
- Spokojnie nic mi nie jest. Nie martw się – powiedział głaszcząc jego łeb.

Są urodziny Dudziaczka i wszystko ma być jak należy! – kontynuował głos Petunii Dursley. A większość uczniów, mimo że była oburzona tym, jak mugole traktowali Pottera, to nie potrafili się nie śmiać z przezwiska, które nadała grubasowi jego matka.


Harry jęknął.
- Co powiedziałeś? warknęła przez drzwi jego ciotka. 
- Nic, nic... 
Urodziny Dudleya jak mógł o tym zapomnieć! 

 - A dlaczego miałbyś pamiętać kiedy są urodziny tego mugola? – zapytała Katie.
- Bo w ten dzień nie miałem prawa istnienia i każdy wyskok kończył się bolesną karą pomyślał ponuro Harry ale nic nie powiedział, lecz wziął nowy głęboki oddech by zdystansować się od tego wspomnienia.

Zwlókł się z łóżka i zaczął szukać skarpetek. 

Gryfoni patrzyli na zielonookiego zdziwieni. Przecież on ma zawsze wszystko poukładane. Nawet w plecaku!

Znalazł je pod łóżkiem i zanim włożył, wyciągnął z jednej pająka.


W sali zapadła cisza. Znów wszyscy patrzyli na jedynego członka rodu Potterów. Coś było nie tak. Nikt raczej nie trzyma pająków w skarpetkach.

 Harry był przyzwyczajony do pająków,


Cisza trwała nadal. Chłopak był przyzwyczajony...
Coś było nie tak.
- Harry... – zaczął Ron, ale dostał sójkę w bok od zielonookiego. Spojrzał na niego zdziwiony, jednak umilkł. Wynikiem tego działania były ponownie spojrzenia obecnych w sali i ciche szepty.

 bo w komórce pod schodami było ich pełno, a tam właśnie sypiał.


W Wielkiej Sali zapadła grobowa cisza. Harry ukradkiem rozejrzał się po sali. Żadnych szeptów. Żadnych spojrzeń w jego stronę. Z każdej strony milczenie oraz szok i niedowierzanie malujące się na twarzy każdego.
10…

9…
8…
7…
6…
5…
4...
3…
2…
1…
Pies przy stole Gryfonów zawył, a Hagrid uderzył w stół i wszyscy obudzili się z otępienia. Sala wypełniła się rozmowami. Przy stole nauczycielskim pani Bones i pani Pomfrey ekspresowo zapisywały kolejne pergaminy. Wiele kobiet w Wielkiej Sali, w tym profesor McGonagall, krzyczała na dyrektora szkoły.
- Mówiłam, żeby go tam nie zostawiać! A ty nie, bo…
- On był niemowlęciem...
- Jak mogłeś pozwolić aby on mieszkał w takich warunkach?!
- Czy ty w ogóle wiesz jak wyglądało jego życie?
Ojciec Draco uspokajał swoją małżonkę, która wyrywała się, krzycząc coś o śmierdzących mugolach. Zachowanie Pani Malfoy dziwiło większość uczniów na sali. Osoby siedzące po bokach Harry'ego mocno go uścisnęły, co zdziwiło tulonego. Minęło trochę zanim wszyscy się uspokoili, by oglądać dalej jego przeszłość.

Ubrał się i poszedł do kuchni. Stołu prawie nie było widać spod prezentów dla Dudleya. Wyglądało na to, że jest tam nowy komputer, który Dudley chciał dostać, a także telewizor i rower wyścigowy. 


Uśmiech nauczycielki mugoloznawstwa powiększył się. Czekało ją niezłe zajęcie, co niekoniecznie podobało się osobom z MM i z Domu Węża.

Harry nie miał pojęcia, po co mu ten rower, bo Dudley był gruby i nie uprawiał żadnego sportu…


- Nic dziwnego, że jest taki gruby.

…chyba że za dyscyplinę sportową uzna się bicie słabszych.

- Że co?! – krzyk uczniów (a także kilku dorosłych) odbił się od ścian.
- A wy się dziwicie, że nienawidzimy mugoli – odezwali się Ślizgoni.
- A ja mam nienawidzić czarodziei, bo Voldemort zaatakował moich rodziców? – odpowiedział pytaniem na pytanie Harry.
Większa część uczniów wzdrygnęła się na to imię, ale też patrzyli zdziwieni. Przecież to śmieszne, żeby Harry Potter – wybawiciel całego czarodziejskiego świata, nienawidził magicznego społeczeństwa. Jednak mogło to być prawdopodobne z racji tego jaką opinię miał o nim ów świat.

 Jego ulubionym workiem treningowym był właśnie Harry, 


- Tego skurwysyna powinno się powieś... – zaczął Seamus.
- Panie Finnigan! Słownictwo! – krzyknęła opiekunka jego domu, choć miała takie samo zdanie jak jej uczeń.

ale nieczęsto udawało mu się go złapać. Harry był bardzo szybki, choć wcale na to nie wyglądał. 


- Czyli to nie zasługa miotły – mruknął Draco, na co Gryfoni wybuchnęli śmiechem.

Być może miało to coś wspólnego z mieszkaniem w ciemnej komórce, ale Harry był bardzo mały i chudy jak na swój wiek. 


- Z całą pewnością panie Potter – pokiwała głową pani Pomfrey. – Sprawdzimy to jeszcze.

A sprawiał wrażenie jeszcze mniejszego i szczuplejszego niż w rzeczywistości, bo nosił wyłącznie stare ubrania po Dudleyu, który był prawie cztery razy od niego większy. 


- Jak mogli nie kupić ci własnego ubrania?! – Młody Malfoy patrzył zdumiony na zielonookiego. Zawsze wyśmiewałem z jego i jego ubrania. Że jest dziwakiem i dziwacznie się ubiera, a on nawet nie miał swojego ubrania?
Harry zerknął zamyślonym spojrzeniem na niego i uśmiechnął się lekko, co z kolei zdziwiło Rona.

Harry miał drobną buzię, kościste kolana, czarne włosy i jasne, zielone oczy.

 
- Wygląd ojca, z wyjątkiem oczu – stwierdził Fred.

 Nosił okrągłe okulary, zawsze poklejone celuloidową taśmą, bo od czasu do czasu Dudleyowi udawało się jednak trafić go w nos.

Oburzony pomruk wielu osób rozległ się w sali.

 Jedyną rzeczą, którą Harry lubił w swoim wyglądzie, była bardzo cienka blizna na czole, przypominająca zygzak błyskawicy.

- Lubiłeś ją? Przecież ty zawsze twierdziłeś, że chciałbyś się jej pozbyć! – zawołała Ginny.
Zapytały wzruszył ramionami:
- Wtedy czyniła mnie różnym od NICH – odpowiedział akcentując ostatnie słowo, żeby było wiadomo o kim mówi.

 Miał ją od dawna i pamiętał, że zapytał ciotkę Petunię, skąd ją ma.

- To pamiątka po wypadku samochodowym, w którym zginęli twoi rodzice 

- CO?
- Lily i James Potter w wypadku samochodowym?
- Jak można tak kłamać dziecku! I to o jego rodzicach!
W tym momencie większość osób była oburzona.

odpowiedziała, a Harry wiedział, że kłamała.

Wszyscy zwrócili swój wzrok ku chłopcu. Skąd on mógł to wiedzieć? – przemknęło przez myśli wielu z nich.

  - I nie zadawaj pytań. 


-
A jak się masz uczyć? – spytał jeden z Krukonów.
- Właśnie. O to chodzi, że masz się nie uczyć – syknął zapytany.

Nie zadawaj pytań


Profesorowie Hogwartu zastanawiali się, czy to przez zasadę chłopak miał słabe oceny i nigdy nie pytał.

to była pierwsza zasada rządząca spokojnym życiem państwa Dursleyów. 

- Oni i ich zasady! – krzyknęli bliźniacy, a większość zastanawiała się, o co im znowu chodzi.

Wuj Vernon wszedł do kuchni, gdy Harry przewracał bekon na drugą stronę. 

- Uczesz się! warknął wuj na dzień dobry.

- To ma być powitanie?!? – warknęła pani Weasley.

Przynajmniej raz w tygodniu wuj Vernon spoglądał znad gazety i donośnym głosem oznajmiał, że Harry powinien się ostrzyc, co go irytowało. 


- Przecież burza na głowie to znak rozpoznawczy Potterów – zaśmiał się Lupin, a wraz z nim większość Gryfonów.

Harry musiał się strzyc o wiele częściej niż reszta chłopców z jego klasy razem wzięta, ale niewiele to pomagało włosy natychmiast mu odrastały, co radowało Harry'ego i  doprowadzało do wściekłości jego opiekunów.

Tonks popatrzyła zamyślonym spojrzeniem na zielonookiego. Jeśli tylko by miała jakiś dowód...

Harry smażył już jajka, kiedy do kuchni wszedł Dudley z matką. Dudley był bardzo podobny do wuja Vernona. 
Miał duży, różowy nos, wodniste niebieskie oczy i gęste jasne włosy, przylizane gładko na wielkiej głowie. On też prawie nie miał szyi. 

- Prosiak – skwitował George. O dziwo Fleur nie komentowała wyglądu Dudleya, a patrzyła smutno na Harry'ego.

Ciotka Petunia często mówiła, że Dudley wygląda jak amorek,

- Amorek! Dobre sobie! – parsknęła Susan Bones. 

 natomiast Harry często mówił, że Dudley wygląda jak prosię w peruce.

Wszyscy w sali wybuchnęli śmiechem. Syriusz pomyślał, że gdyby losy potoczyłyby się inaczej, Harry byłby niezłym materiałem na Huncwota i pewnie by nim został tak jak James.

 Harry postawił talerze z jajkami i bekonem na stole, co nie było łatwe z powodu ilości prezentów, które Dudley właśnie żmudnie przeliczał. Kiedy skończył, twarz mu się wyciągnęła.

- Trzydzieści sześć.

Wszyscy patrzyli z niedowierzaniem. Tyle prezentów na jedną osobę?

oznajmił, patrząc na matkę i ojca.   O dwa mniej niż w zeszłym roku.
- I on jeszcze narzeka. – Uczniowie byli oburzeni.

- Kochanie, nie policzyłeś prezentu od cioci Marge. Widzisz, jest pod tym wielkim od mamusi i tatusia. 

- No dobra, więc trzydzieści siedem powiedział Dudley, czerwony na twarzy.
Harry, który zorientował się już, że nadchodzi jeden z napadów złości Dudleya,

- Nie waż się tak zachowywać, Draco. Odbierzemy ci wszystkie przywileje i nie chcesz wiedzieć co jeszcze się stanie. – W głosie państwa Malfoy brzmiało ostrzeżenie.

zaczął szybko połykać swój bekon, na wypadek, gdyby Dudley przewrócił stół. Ciotka Petunia najwyraźniej też wyczuła niebezpieczeństwo, bo powiedziała szybko: 

- I kupimy ci dzisiaj jeszcze dwa prezenty. Co ty na to, misiaczku? Jeszcze dwa prezenty. W porządku?
Dudley zastanawiał się w milczeniu. Sprawiał wrażenie, jakby go to kosztowało wiele wysiłku.

- To chyba oczywiste, że prosiaki nie myślą. Więc nie rozumiem czemu on próbuje – rzucił Ron i uczniowie wybuchnęli śmiechem.

- Więc będę miał trzydzieści... zaczął powoli trzydzieści...
- Trzydzieści dziewięć, cukiereczku dokończyła za niego ciotka Petunia.
- Aha. Dudley usiadł ciężko przy stole i chwycił najbliższą paczkę.  No to w porządku. 

-
 On nie umie liczyć!

Wuj Vernon zacmokał.

- Nasz mały spryciarz potrafi dbać o swoje interesy! Zupełnie jak jego ojciec. Tak trzymać, Dudley! Poczochrał synowi włosy.

-
On to popiera!

W tym momencie zadzwonił telefon i ciotka Petunia poszła go odebrać, a Harry i wuj Vernon obserwowali, jak Dudley rozpakowuje rower wyścigowy, kamerę wideo, zdalnie sterowany samolot, szesnaście nowych gier komputerowych i magnetowid.


Nauczycielka mugoloznawstwa mruczała pod nosem, zapisując kolejne nazwy.

 Rozpakowywał właśnie złoty zegarek na rękę, kiedy wróciła ciotka Petunia. Na jej twarzy malował się gniew i niepokój.
- Złe nowiny, Vernon oznajmiła. Pani Figg złamała nogę. Nie może go zabrać wskazała głową Harry’ego.

Wspomniana kobieta zarumieniła się lekko z poczucia winy, jednak mało kto wiedział kim ona była i uczniowie nie zwrócili na nią uwagi.

Dudley otworzył usta z przerażenia, a Harry’emu serce zabiło mocniej. W każde urodziny rodzice zabierali Dudleya i któregoś z jego kolegów na cały dzień do miasta, do wesołego miasteczka, McDonalda albo do kina. W każde urodziny Dudleya Harry’ego zostawiano u pani Figg, lekko zwariowanej staruszki, 


Pani Figg uśmiechnęła się do zielonookiego, ale ten nawet nie zwrócił na to uwagi.

która mieszkała dwie ulice dalej. Harry nienawidził tego domu. 

- Czemu? Puchonowi z drugiego roku odpowiedziała cisza. 

Śmierdziało tam kapustą, 

Uczniowie jęknęli jakby czuli ten zapach. A jeden z uczniów Hufflepuffu wybuchnął śmiechem.

a pani Figg zmuszała go do oglądania zdjęć wszystkich swoich kotów.

- Jak można nie lubić kotów – mruknęła Krukonka, kręcąc z niedowierzaniem głową.

- No i co?
zapytała ciotka Petunia, patrząc na Harry’ego, jakby on to zaplanował. 

- Tak jakby jedenastolatek mógłby to zaplanować! – zawołała Angelina.
Pewna czwórka członków Domu Lwa zaśmiała się cicho, na te słowa.

Harry wiedział, że powinno mu być przykro z powodu złamania nogi przez panią Figg, ale nie było to łatwe, 


- Jak możesz nie czuć się winny! Przecież to zaplanowałeś! – powiedzieli równocześnie Fred i George, udając głos Petunii Dursley. Uczniowie wybuchnęli śmiechem, a Harry patrzył na bliźniaków chmurnym wzrokiem.

bo bardzo się cieszył, że dopiero za rok będzie zmuszony do ponownego oglądania Maleństwa, Śnieżki, Pazurka i Czubatka.

-Jak możesz? – rozległ się ten sam dziewczęcy głos, należący widocznie do wielbicielki kotów.

- Możemy zadzwonić do Marge
podsunął wuj Vernon.
- Nie bądź głupi, Vernon, ona go nie znosi.

- Wzajemnie – prychnął Harry.
Ron i Hermiona uśmiechnęli się.
- Ona...? – zaczął Neville.
- Tak – zaśmiał się zielonooki. Czwórka przyjaciół przybiła mu piątki, a każdy patrzył na nich zdziwiony.
- Trzeci rok – mruknęli.

Dursleyowie często rozmawiali o Harrym tak, jakby go nie było
albo raczej jakby był opóźniony w rozwoju i nie mógł ich zrozumieć.

- Sami są opóźnieni w rozwoju. – mruknął Neville, a Tonks pokiwała energicznie głową.
Połowa magicznego świata oddałaby życie by móc wychowywać Harry'ego Pottera, mugole – jego własna rodzina traktuje go gorzej niż śmiecia. To się nie mieści w głowie!

- A ta jak-jej-tam, twoja przyjaciółka... Yvonne?

- Jest na urlopie na Majorce warknęła ciotka Petunia.
- Możecie mnie po prostu zostawić tutaj zaproponował z nadzieją w sercu Harry (mógłby oglądać, co zechce w telewizji, a może nawet dorwać się do komputera Dudleya).

- Chyba nie, bo to cię by uszczęśliwiło? – zapytała Kris, drugoroczna Puchonka.
- Tak, Kris – powiedział i posłał jej słaby uśmiech.
Niemal wszyscy dorośli zastanawiali się skąd oni mogą się znać.

Ciotka Petunia wyglądała, jakby właśnie przełknęła cytrynę.

- I po powrocie zastać dom w ruinach? prychnęła.
- Nie wysadzę domu w powietrze zapewnił Harry, 

Chłopak spojrzał na pana Weasleya, który zarumienił się, a jego dzieci parsknęły śmiechem.
- O co chodzi? – spytała zdezorientowana pani Weasley, patrząc to na męża to na dzieci.
- Ktoś od nas wysadził im trochę domu – zaśmiali się bliźniacy.
- Arturze, o czym oni mówią?
- Nieważne, kochanie. Jestem pewny, że to gdzieś tu będzie – powiedział spokojnie zapytany.

ale nikt go nie słuchał.

- Może zabierzemy go do zoo powiedziała wolno ciotka Petunia i... zostawimy w samochodzie...
- To nowy samochód i nie pozwolę, by siedział w nim sam...

- Martwisz się o samochód, a nie o bratanka? – zawołał Kingsley, co dziwiło jego współpracowników. Ów mężczyzna zawsze był oazą spokoju.

Dudley zaczął głośno płakać. Tak naprawdę nie płakał
minęło już wiele lat, odkąd płakał naprawdę ale wiedział, że jeśli się wykrzywi i zawyje, dostanie od matki wszystko, czego zapragnie.

- BACHOR! – wrzasnęli bliźniacy, a uczniowie się z nimi zgodzili. 

- Nie płacz, mój buziaczku, mamusia nie pozwoli zepsuć ci twojego święta! zawołała, biorąc go w ramiona.
- Ja... nie... chcę... żeby on... sz-sz-szedł z naaaami! zawył Dudley pomiędzy dwoma głośnymi szlochami.

- BACHOR! – wykrzyczeli znowu uczniowie.

- On zawsze wszystko psuuuuje!
I wykrzywił się złośliwie do Harry’ego spod ramienia matki.

- Jesteś pewny, że to on wszystko psuje? Bo ja mam inne zdanie – warknęła Ginny. Niektórzy mogli by się z tym nie zgodzić, ale woleli się nie wychylać, by nie narazić się Mistrzyni w rzucaniu Upiorogacka.

Właśnie wtedy rozległ się dzwonek.
- Och, mój Boże, już są! powiedziała gorączkowo ciotka Petunia i chwilę później wszedł najlepszy przyjaciel Dudleya, Piers Polkiss, ze swoją matką. Piers był kościstym chłopcem o szczurzej twarzy. Zwykle to on trzymał ofiary z tyłu za ręce, kiedy Dudley je bił. 

- Jak miło z jego strony – powiedział Justyn Finch-Fletchley.

Dudley natychmiast przestał udawać, że płacze.

- Czyli to nie jest prawdziwa przyjaźń – powiedzieli jednogłośnie Gryfoni. – Bo przy prawdziwych przyjaciołach można płakać, a oni cię pocieszą. – Jednak Harry zdawał się nie podzielać tego zdania, bo prychnął lekceważąco, co sprawiło, że twarze Hermiony i dwóch innych Gryfonów jakby poszarzały.


Pół godziny później Harry, nie wierząc, że to się dzieje naprawdę, siedział z Piersem i Dudleyem na tylnym siedzeniu samochodu Dursleyów, po raz pierwszy w życiu jadąc do zoo.


- Nigdy nie byłeś w zoo? – spytał zdziwiony Colin Creevey.

 Ciotka i wuj nie byli w stanie wymyślić, co z nim zrobić, więc, chcąc nie chcąc, musieli go zabrać. Przed odjazdem wuj Vernon wziął go jednak na bok.
- Ostrzegam cię, chłopcze powiedział, przysuwając swoją wielką purpurową twarz do twarzy Harry’ego. Wystarczy jeden głupi dowcip... a nie wyjdziesz z komórki aż do Bożego Narodzenia.

- Mówiłam, że on nie powinien tam zostawać! W tym domu, z tymi ludźmi nie powinno wychowywać się żadne dziecko! – mówiła ze złością profesor McGonagall, wysyłając spojrzenie godne Voldemorta w stronę dyrektora.
- Racja Minerwo. Porozmawiamy o tym podczas przerwy – westchnął zrezygnowany Dumbledore, przygotowując się na tyradę od wściekłych czarownic.

- Nic nie zrobię
zarzekał się Harry.
- Naprawdę...
Ale wuj Vernon wcale mu nie uwierzył. Nikt mu nie wierzył.

McGonagall poczuła wstyd. Ona też często nie wierzyła chłopcu, porównując go z ojcem.

Problem polegał na tym, że wokół Harry’ego często zdarzały się dziwne rzeczy, 


- Pewnie chodzi o przypadkowe wybuchy magii dziecięcej – mruknął Kingsley Shacklebolt.

a Dursleyów trudno było przekonać, że to nie jego wina.


- Ci bezmóz… – Hermiona i Ginny zasłoniły usta rudowłosym bliźniakom.


Kiedyś ciotka Petunia wściekła się na niego, bo wrócił od fryzjera, wyglądając tak, jakby w ogóle u niego nie był, więc złapała nożyce kuchenne i obcięła mu włosy tuż przy głowie, pozostawiając tylko grzywkę, „żeby przykryć tę okropną bliznę”.

 - Nie jest taka zła – powiedziała Tonks. – A nawet jest ładna... Przypomina błyskawicę i...
- Tonks – warknął Harry.
Dudley pękał ze śmiechu na jego widok, a Harry całą noc nie spał mając nadzieję, że włosy nadal będą w takie same zanim ciotka wzięła za nożyczki. O dziwno następnego ranka stwierdził jednak, że włosy całkowicie mu odrosły, jakby ciotka Petunia wcale ich nie obcinała. 

- Harry! – zawołała Tonks i pobiegła do chłopaka. – Proszę, zmień długość swoich włosów.
Wszyscy w sali spojrzeli dziwnie na aurorkę.
Co ona chciała tym osiągnąć – myśleli.
Zielonooki popatrzył na nią z uśmiechem i powiedział:
- Może później. – Co całkowicie oszołomiło zebranych.
- Powiedz, że jesteś metamorfomagiem – nalegała kobieta, a chłopak tylko uśmiechnął się blado i jego spojrzenie z powrotem powędrowało na nic nie znaczący pyłek kurzu na stole, przy którym siedział.

Za karę przesiedział w komórce przez tydzień dostając tylko wodę.


- Co?! – rozległ się krzyk z wielu gardeł.
Harry w jednej chwili został otoczony przez osoby, które siedziały najbliżej niego, pytając czy dobrze się czuje. W tym Tonks, która przytuliła go i nie chciała puścić, twierdząc, że musi zająć się swym kuzynem.

Chociaż próbował im wytłumaczyć, że nie potrafi wyjaśnić, w jaki sposób tak szybko odrosły.


 - Ale ja już chyba wiem – mruknęła do siebie Nimfadora.

Innym razem ciotka Petunia próbowała go zmusić do włożenia ohydnego starego swetra (brązowego z pomarańczowymi pomponikami).

Obecne w sali kobiety aż się skrzywiły na taką ohydę.

 Im ostrzej się zabierała do włożenia mu go przez głowę, tym bardziej sweter się kurczył, aż w końcu pasował znakomicie na lalkę, ale z pewnością nie na Harry’ego. Ciotka Petunia uznała, że musiał się skurczyć w praniu i tym razem, ku jego uldze, Harry nie został ukarany.


Zebrani odetchnęli z ulgą. Przynajmniej to.

Wpadł natomiast w spore kłopoty, kiedy pewnego razu stwierdzono, że siedzi na dachu szkolnej kuchni. 


Oczy większości wielkością przypominały spodki filiżanek.

Jak zwykle ścigała go banda Dudleya, kiedy nagle, ku zaskoczeniu wszystkich, nie wyłączając samego Harry’ego, znalazł się na kominie.


- Aportowałeś się? – pytali zdziwieni.
Chłopak wzruszył ramionami i cicho powiedział:
- Biegłem, chcąc znaleźć się jak najdalej od nich i pyk. Siedzę na kominie.
Zaś obecni patrzyli na siebie zdziwieni. Aportacja w tym wieku to kawałek potężnej magii.

Państwo Dursleyowie otrzymali bardzo niemiły list od dyrektorki szkoły, w którym żaliła się, że Harry łazi po dachach. A próbował tylko (jak krzyczał do wuja Vernona przez zamknięte drzwi komórki) wskoczyć za wielki zbiornik na śmieci tuż obok drzwi do kuchni. Harry przypuszczał, że to silny podmuch wiatru musiał go porwać aż na dach.


- Nie miałeś innej wymówki? – zaśmiali się bliźniacy.
- To nie była wymówka, ale prawda. Chciałem się za nim schować – mruknął zielonooki. – A co się tyczy wymówek... To bez obaw, teraz znam lepsze. – Fred i George parsknęli.

Ale dzisiaj miało być inaczej. Warto było znieść nawet towarzystwo Dudleya i Piersa, żeby być w miejscach, które nie przypominają szkoły, ciemnej komórki pod schodami albo śmierdzącego kapustą saloniku pani Figg.


Gryfoni jęknęli.
- Po co kusiłeś los?
 
Podczas jazdy wuj Vernon użalał się przed ciotką Petunią. A lubił użalać się na wszystko: na ludzi w pracy, na Harry’ego, na radę nadzorczą, na Harry’ego, na bank, na Harry’ego,


- Jak można na ciebie narzekać – mruknęła Tonks, głaszcząc włosy chłopaka na co ten prychnął.

 a była to tylko drobna część jego ulubionych tematów. Tym razem uskarżał się na motocykle.
- ...rozbijają się wszędzie jak maniacy... ci młodzi chuligani powiedział, kiedy wyprzedził ich jakiś motocykl.
- Śnił mi się motocykl powiedział Harry, przypominając sobie nagle swój sen. Leciał w powietrzu. 

W sali wybuchły śmiechy, a najgłośniej śmiali się Ślizgoni.
- I po coś się odzywał?

Mało brakowało, a wuj Vernon uderzyłby w samochód jadący przed nimi. Odwrócił się z twarzą przypominającą olbrzymi burak z wąsami i ryknął na Harry’ego:

- MOTOCYKLE NIE LATAJĄ!
Dudley i Piers zachichotali.

- Motocykl Syriusza Blacka lata – zawołali bliźniacy wraz z Lee.
Pies obok stołu Gryfonów zawył tęsknie, a Harry mruknął coś pod nosem czego nikt nie zrozumiał.

- Wiem, że nie latają
oświadczył Harry. To był tylko sen.
Prawdę mówiąc, nie wiedział czemu ogóle się odezwał. Jednego tylko Dursleyowie nie znosili jeszcze bardziej od zadawania im pytań: kiedy mówił o czymś, co zachowywało się nie tak, jak powinno, bez względu, czy było to we śnie, czy w kreskówce. 

- Co to kreskówka? – zapytał Nick.
- To taka bajka, ale z ruszającymi się obrazkami puszczana w telewizji – odpowiedział mu Harry, który stawał się jakoś bardziej rozmowny niż przy poprzedniej części wspomnień. Ale to i tak miało trwać bardzo, ale to bardzo krótko.

Uważali to po prostu za niebezpieczne.  

- TO ma być niebezpieczne? Przecież to tylko słowa! – zawołali uczniowie.

- Voldemort – powiedział głośno Harry, a wszyscy drgnęli i popatrzyli na niego nieprzyjemnie. – No co, przecież to tylko słowo – powtórzył po nich z ironią.

Była to bardzo słoneczna sobota i zoo odwiedziło mnóstwo rodzin. Przy wejściu Dursleyowie kupili Dudleyowi i Piersowi wielkie lody czekoladowe, a potem kupili taniego cytrynowego loda Harry’emu, 


 - Jakież to łaskawe z ich strony – prychnęła Hermiona.


ponieważ nie zdążyli go odciągnąć od samochodu z lodami, zanim uśmiechnięta sprzedawczyni zapytała go, co sobie wybrał. 


- I wszystko jasne – mruknął Ron. – Muszą stwarzać pozory.

Nie jest zły, myślał Harry, liżąc loda i obserwując goryla, który drapał się po głowie i wyglądał zupełnie jak Dudley, tyle że nie miał jasnych włosów.

- Biedny goryl – powiedziała Luna tym swoim nieobecnym głosem, a pozostali zaczęli się śmiać.


 Harry jeszcze nigdy nie przeżył takiego przedpołudnia. 


- NAPRAWDĘ?!

Trzymał się blisko Dursleyów, więc Dudley i Piers, których wkrótce znudziło oglądanie zwierząt, nie mogli oddać się swojemu ulubionemu hobby, jakim było poszturchiwanie, kopanie i szczypanie Harry’ego.

- Powinieneś się trzymać z dala od nich – powiedziała Pansy.
- No co ty nie powiesz – mruknął Harry.

 Lunch zjedli w miejscowej restauracji, a kiedy Dudley dostał ataku złego humoru, bo na jego ciastku było za mało kremu, wuj Vernon kupił mu drugie, a Harry’emu pozwolono skończyć pierwsze. 

- Kolejna łaskawość z ich strony? – powiedział dziwnym tonem Ron, a jego matka spojrzała na niego zdziwiona.

Po zjedzeniu deseru Harry poczuł, że to wszystko jest za piękne, aby trwało długo. 


- HARRY!!!

Potem poszli do pawilonu z gadami. W środku było zimno i ciemno, czyli jak w jego komórce;

wzdłuż ścian biegł rząd podświetlonych okien. Za nimi pełzały po pniach, gałęziach i kamieniach jaszczurki i węże najróżniejszych gatunków. 

 - Mi to przypomina klasę Snape’a – mruknął Ron, a uczniowie wybuchnęli śmiechem. Zaś rudzielec spotkał się z niezbyt miłym spojrzeniem wyżej wspomnianego profesora.


Dudley i Piers chcieli zobaczyć wielkie jadowite kobry i grube pytony, mogące zmiażdżyć człowieka. Dudley szybko wypatrzył największego gada. Wyglądał, jakby mógł owinąć się wokół samochodu wuja Vernona i zmiażdżyć go tak, by przypominał pojemnik na śmieci, 


 - Ałł – syknął Puchon. – To by naprawdę bolało.
- Taaa, i skończyło się w twoją śmiercią – mruknęła Hermiona, a Puchon zbladł z strachu.

ale w tym momencie wyraźnie nie był w odpowiednim nastroju. Prawdę mówiąc, po prostu mocno spal. Dudley przycisnął nos do szyby, wpatrując się w połyskujące brązowe sploty. 
- Zrób, żeby się poruszył poprosił ojca płaczliwym tonem. 

- Bachor – powtórzyli kolejny raz uczniowie.

Wuj Vernon zastukał palcami w szybę, ale wąż ani drgnął.
- Zrób to jeszcze raz zajęczał Dudley.
Wuj Vernon zabębnił w szybę knykciami, ale wąż drzemał dalej.
- To jest okropnie nudne oświadczył Dudley i odszedł.
Harry podszedł do szyby i wpatrzył się intensywnie w węża; ani trochę nie był podobny do jego Kirke.

- Jakiej Kirke?! – wrzasnęli uczniowie

- Potter, masz węża? – Ślizgoni krzyczeli najgłośniej.
Pytany nic sobie nie robił z wrzasków i zszokowanych spojrzeń nauczycieli (Snape i McGonagall), a w szczególności uczniów (Draco).

Nie byłby wcale zaskoczony, gdyby okazało się, że wąż po prostu zdechł z nudów nie miał żadnego towarzystwa prócz tych wszystkich głupich ludzi, którzy przez cały dzień bębnili palcami w szybę, starając się zakłócić mu spokój. To jeszcze gorsze od spania w komórce pod schodami, do której zbliżała się tylko ciotka Petunia, żeby rano załomotać w drzwi. No i mógł z niej wychodzić… 


- Czemu porównujesz się z wężem? – zapytał Malfoy.

- Miał samotne życie – mruknął cicho w odpowiedzi, a w jego głosie brzmiała dziwna nuta. Członkowie Domu Węża spojrzeli na niego, jakby zobaczyli go po raz pierwszy w życiu.

Nagle wąż otworzył paciorkowate oczy. Powoli, bardzo powoli podniósł głowę
teraz jego oczy znalazły się na poziomie oczu Harry’ego. 
Mrugnął do niego. 

- I to uważasz za normalne? – zapytał ironicznie Draco.
- Dla mnie to było całkowicie normalnie – odparł lekceważąco i wszyscy wytrzeszczyli na niego oczy.

 Harry wytrzeszczył oczy, a potem rozejrzał się szybko dookoła, żeby się upewnić, czy nikt tego nie widział. Upewniwszy się, spojrzał znów na węża i też puścił do niego oko.

Większość osób zbierała szczęki z podłogi.

 Wąż wskazał głową na wuja Vernona i Dudleya, a potem spojrzał na sufit. Harry’emu wydało się oczywiste, że znaczy to: „Muszę to znosić przez cały czas”.

- Wiem mruknął Harry, chociaż nie był pewny, czy wąż go słyszy.  To musi być naprawdę przykre.
Wąż żywo pokiwał głową
- Skąd pochodzisz? zapytał Harry. 
Wąż dźgnął ogonem niewielką tabliczkę tuż za szybą. Harry zerknął na nią. Boa dusiciel, Brazylia.
- Fajnie tam było? Boa dusiciel dźgnął ponownie tabliczkę, a Harry przeczytał: Ten okaz wyhodowany został w zoo. Aha, rozumiem... więc nigdy nie byłeś w Brazylii?

- Rozmawiałeś z wężem o Brazylii? – Oczy wszystkich zrobiły się jeszcze większe.

Kiedy wąż potrząsnął głową, za plecami Harry’ego rozległ się ogłuszający wrzask, który sprawił, że obaj podskoczyli.

- DUDLEY! PANIE DURSLEY! CHODŹCIE I POPATRZCIE NA TEGO WĘŻA! NIE UWIERZYCIE, CO ON ROBI!

Krzyk dochodzący z ekranu sprawił, że uczniowie wykrzywili twarze w złowrogim grymasie. Ten mugol wydał Harry'ego!

Dudley pospieszył ku nim swoim kaczkowatym krokiem.

- Prosię udaje kaczkę – zawołał Fred i śmiech uczniów ponownie zabrzmiał w Wielkiej Sali.


- Zjeżdżaj rozkazał, uderzając Harry’ego w żebra. 

Harry, zaskoczony, upadł na betonową posadzkę. To, co wydarzyło się w następnej chwili, stało się tak szybko, że nikt nie zauważył, jak w jednej sekundzie Piers i Dudley wlepiali nosy w szybę, w następnej odskoczyli do tyłu, wrzeszcząc z przerażenia.

- Zemsta! – wrzasnęły dzieci Weasleyów, no z wyjątkiem trójki najstarszych.

Harry usiadł i aż go zatkało: przednia szyba zniknęła. 

- I co panie Potter, jak pan wyjaśni swoje problemy z zaklęciem znikania? – zapytał Flitwick.

- Ja to wyjaśnię. – George wstał z swojego miejsca. – Dursleyowie. – I usiadł z powrotem, a profesor patrzył na niego nic nie rozumiejąc.

Wielki wąż odwinął się błyskawicznie i ześliznął na posadzkę. Wszyscy obecni w terrarium zaczęli krzyczeć i tłoczyć się do wyjść. Harry, kiedy wąż prześlizgiwał się obok niego, usłyszał syczący głos:

- Brazylio, przybywam... Graciasss, amigo.

- Miły wąż – mruknęli uczniowie.
- Wszystkie węże są miłe, nawet bazyliszek – powiedział Harry, a wszyscy (czytaj: Ślizgoni) spojrzeli na niego dziwnie. – No oprócz tych, które opętał Voldemort, ale no nie ich wina tylko jego.

Opiekun terrarium był w stanie silnego szoku.


- Widocznie to normalna reakcja u mugoli na magię – stwierdził Nott.

- Ale ta szyba powtarzał w kółko.  Gdzie się podziała szyba?
Dyrektor zoo osobiście nalał ciotce Petunii filiżankę mocnej, słodkiej herbaty, przepraszając ją nieustannie. 

- Ależ za co? Przecież to wina ich syna?
- Ale to Harry... – zaczął drugi Gryfon z trzeciego roku i dostał sójkę w bok od swojego sąsiada.

Piers i Dudley coś bełkotali.  

 - Dobrze im tak – powiedzieli mściwie Gryfoni.

Harry był pewny, że wąż, przesuwając się obok nich po podłodze, tylko żartobliwie chapnął ich w pięty, ale zanim doszli do samochodu, Dudley opowiadał, że niewiele brakowało, a straciłby nogę, podczas gdy Piers przysięgał, że wąż owinął się wokół niego, chcąc go zmiażdżyć. Najgorsze było jednak to, że kiedy Piers trochę się uspokoił, powiedział:
- Harry akurat z nim rozmawiał. Prawda, Harry?

- Dureń! – krzyknął Nick.
- Czego się spodziewałeś, przyjaźni się z Dudleyem – odpowiedziała mu jedna z Puchonek, Sally.

Wuj Vernon odczekał, aż Piers znajdzie się bezpiecznie w swoim domu, po czym zabrał się za Harry’ego. Był tak wściekły, że ledwo mógł mówić. Udało mu się tylko wybełkotać:

- Precz... do komórki... siedzieć tam... bez jedzenia.

- Ty... – zawołał Remus, trzęsąc się cały. Trójka przyjaciół starała się go uspokoić, lecz nic nie pomagało. Dopiero jak Tonks usiadła mu na kolanach i objęła go szeptając uspokajająco do ucha, zaczął spokojniej oddychać starając się uspokoić.
- Oni cię głodzili!!! – zawyli uczniowie, a pergaminy w rękach kobiet – pani Bones i Pomfrey – poszły w ruch. Snape też coś pisał.
- Żeby tylko to – mruknął cicho, niemal niesłyszalnie, Neville i oczy wszystkich obróciły się w jego stronę.

 
po czym opadł na fotel.
   Ciotka Petunia musiała mu natychmiast podać dużą brandy.

- Taa, upij się i zdechnij, stary capie – warknął mściwie Seamus.

Harry leżał w swojej ciemnej komórce, żałując, że nie ma zegarka. Nie miał pojęcia, która może być godzina, i nie wiedział, czy Dursleyowie już zasnęli. Dopóki nie zasnęli, nie mógł ryzykować wymknięcia się do kuchni po coś do zjedzenia.


- HA! – wrzasnął triumfalnie Flich. – Wiedziałem, że to nie jest zwykłe szczęście, że go się nie da złapać!

- To dlatego tak trudno go złapać – szepnął Snape do opiekunki Gryffindoru. – Miał już praktykę.

Mieszkał u Dursleyów już prawie dziesięć lat, dziesięć żałosnych lat od czasu, gdy był niemowlęciem, a jego rodzice zginęli w wypadku, co nie było prawdą. Wiedział jak zginęli jego rodzice, a wypadek samochodowy na pewno to nie był.


- Ty to pamiętasz? – Wszyscy sali patrzyli na chłopaka, który nie patrzył na nikogo, trzymając pochyloną głowę nad złączonymi rękami i miał zamknięte oczy. A najbardziej zdziwiony był Dumbledore. On przez te wszystkie lata był pewny, że chłopak nie pamięta tego co wydarzyło się jak miał rok.

 Czasami, kiedy wytężał pamięć podczas długich godzin spędzanych w ciemnej komórce, miewał dziwną wizję: męski głos krzyczący, żeby Lily uciekała do Łapy.


Niemal wszyscy w Wielkiej Sali wstrzymali oddech i po chwili gwałtownie nabrali ponownie powietrza.
- Kim był ten Łapa? – To pytanie rozległo się w sali kilkakrotnie.
Harry spojrzał  pytająco na animaga, a ten przekazał mu oczami, to o co pytał.
- Łapa to pseudonim Syriusza Blacka – powiedział głośno i wyraźnie.
Na sali zapadła cisza, która kryła w sobie pytanie: Skąd on to wie?

Pamiętał też okropny śmiech i cichy kobiecy głos mówiący, że wszystko będzie dobrze, że zaraz będą bezpieczny i tatuś zaraz dołączy. A potem był syczący krzyk i trzaśnięcie drzwiami. Hałas upadających przedmiotów. Ciche: ,,Mam'' i ,,Huncwoci panują i Vordemorta dołują''


Chociaż atmosfera w sali była napięta, to wszyscy się roześmiali, tylko nie Harry. On zbyt dobrze to znał. Nadal miał zamknięte oczy, lecz teraz były one mocno zaciśnięte.

,,Nie działa? Peter...''


- Czemu ona go wspomina? – zapytał jakiś uczeń.
Odpowiedziała mu cisza. Każdy przynajmniej przelotnie spojrzał na Pottera, którego twarz zakrywały włosy.

,,On ma Petera... Zabił... Petera.''


- Co to tego ma Pettigrew? – zapytał zdezorientowany Knot.
- Zdradził moich rodziców – rozległ się cichy beznamiętny szept, a na sali wybuchły szepty. Niby jak, przecież to Black...?

Potem znowu krzyki, mnóstwo zielonego światła i palący ból w czole.


Chłopak to pamięta! Ta myśl była w umysłach wszystkich obecnych w Wielkiej Sali. 

Nie potrafił sobie jednak wyobrazić, skąd pochodziło zielone światło i co właściwie się w tą noc działo. Nie pamiętał też w ogóle swoich rodziców. Ciotka i wuj nigdy o nich nie mówili, a jemu nie wolno było zadawać pytań. W domu nie było ani jednej ich fotografii.


- Dzięki za zdjęcia, Hagrid. – Dało się słyszeć głos Harry'ego, choć nie zmienił swojej pozycji.
Pół olbrzym uśmiechnął się do chłopaka ale on tego nie widział.
- Panie Potter w szkole są zdjęcia wszystkich studentów, mogę je panu skopiować – powiedziała McGonagall, patrząc na chłopaka, który niemal niezauważalnie kiwnął głową.
- Ja również mogę ci dać zdjęcia twojego ojca z czasów gdy aurorem – powiedziała pani Bones.
Chłopak ponownie kiwnął głową.

 Kiedy był młodszy, wciąż marzył o jakimś nieznanym krewnym, który przybędzie i zabierze go z tego domu, ale nigdy nic takiego się nie wydarzyło; Dursleyowie byli jego jedyną rodziną. A raczej opiekunami, bo rodziną mimo więzów biologicznych na pewno nie byli.


Obecni na sali Huncwoci, poczuli nagły żal do siebie samych. Nawet Tonks, w końcu Harry był jej kuzynem.


 Czasami jednak myślał (albo raczej miał nadzieję), że znają go niektórzy spotykani na ulicy obcy ludzie. Sami byli bardzo dziwni, to fakt. Kiedyś ukłonił mu się jakiś człowieczyna w fioletowym kapeluszu, 

- Och, to ja! – zawołał podekscytowany Dedalus Diggle i został ostrzelany przez spojrzenia Gryfonów.
kiedy Harry towarzyszył ciotce Petunii i Dudleyowi na zakupach. Ciotka Petunia zapytała Harry’ego ze złością, czy zna tego człowieka, a potem wygoniła ich ze sklepu, choć niczego jeszcze nie kupiła. Innym razem pomachała mu wesoło z autobusu jakaś dziwaczna kobieta ubrana na zielono. Raz jakiś łysy facet w długiej purpurowej pelerynie uścisnął mu rękę na ulicy, po czym oddalił się bez słowa.

- Nie powinno się tak dziać – powiedział dyrektor. – Twoja ochrona powinna temu zapobiegać.
Harry na te słowa prychnął lekceważąco, nie zmieniając pozycji i powiedział:
- I co z tego?
- To znaczy, że ochrona nie działała tak jak powinna – powiedział Dumbledore.
- Czyli...?
- Nie musisz tam wracać.
Chłopak podniósł głowę zdziwiony i spojrzał na starszego mężczyznę, który uśmiechał się dobrodusznie. Harry, widząc ten uśmiech wykrzywił twarz w grymasie, który upodobnił go do Snape’a, a to spowodowało wybuch śmiechu wśród uczniów.

Najdziwniejsze było to, że ci wszyscy ludzie zdawali się znikać, gdy tylko Harry próbował im się lepiej przyjrzeć. Miał wrażenie, że wariuje.


Ślizgoni uśmiechnęli się swoim ślizgońskim uśmiechem.

W szkole Harry nie miał przyjaciół. Wszyscy wiedzieli, że banda Dudleya poluje na tego dziwoląga Harry’ego Pottera, w tych jego workowatych spodniach i z połamanymi okularami, a bandzie Dudleya nikt nie chciał się narażać. 


-
Ja się bym naraził/a – powiedział równocześnie cały dom Gordyka Gryffindora.
Na ekranie pojawił się kolejny napis:

Jakże inny dzień i tak samo inni ludzie.



11 komentarzy:

  1. "Malfoy, to chyba ty!" XD
    Już jak sprawdzałam, to mnie to rozłożyło na łopatki :D może z mojej czystej złośliwości ^^
    No to nie wiem, czy nie zostawiłam jakichś niedopatrzonych błędów, bo przeszłam od razu do komentarza. Nie mam teraz czasu niestety, bo muszę bardzo pilnie nadrobić moją nieobecność w szkole. Tygodniową </3
    Rany, co się tam dzieje... jeszcze niech pokażą jego pierwszy raz z przypadkowym kolesiem, kiedy był tak napruty, że nie wiedział, jak się nazywa :p ej, to by było epickie :D
    Co oznaczają te komentarze? o.O Harry za dużo wie XD i jestem ciekawa, czemu 0-0
    Nie musi tam wracać... pewnie i tak już nie zamierzał :p
    Nie mam weny na komentarze, więc tylko życzę jej Tobie i polecam się na przyszłość ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Huh... z tego co wiem niestety Seba to nie moje imie, dodając, że to nawet nie ta płeć, ale cóż... i wybacz, ale ja niegdy nie zostawiam długich komentarzy- chyba nie umiem.
    Natomiast rozdział. Dobry, naprawdę dobry i wywołujący momentami miły banan na twarzy.
    Życze weny, motywacji i pomysłów, bo zdecydowanie za długo musiałam zastanawiać się jak poprowadzisz historie dalej.
    Pisz szybko...

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmm, Harry zdecydowanie za dużo wie i ma sporo tajemnic. Lubię to *-*
    Och, i te znajomości wśród członków innych Domów. Ciekawe, ciekawe. Harry otwarty na międzydomowe znajomości, o których najwyraźniej nikt nie ma pojęcia? Tak, tak, Talijii się to podoba :3
    Najbardziej interesuje mnie ten Ślizgon ^^ Czyżby coś...? *niecenzuralne myśli* Dobra, możliwe, że źle zrobiłam, pisząc to... ale ja już nie myślę. Jestem zmęczona, głowa mnie boli i zapchałam sobie mózg słówkami z łaciny >.< Także... jest to jakieś usprawiedliwienie? Powinno być. Przynajmniej mam taką nadzieję ;-; Muszę nauczyć się pisać komentarze o przyzwoitych porach, gdy nie ogarnia mnie słodka senność... bogowie, zdecydowanie za szybko robię się senna.
    Ale wracając, plusem jest to, że w końcu ludzie poznali już chociaż część prawdy.
    No i Kirke! *wtrąca całkowicie znienacka* Od razu przypomniała mi się Kirke z Percy'ego Jacksona, gdy zamieniła Percy'ego w świnkę morską :D
    Według mnie te opisywanie życia Harry'ego jest zbyt szczegółowe. Osobiście pominęłabym część faktów, które nie są aż tak istotne i przeszła do tych odgrywających kluczową rolę. Bazyliszek, Turniej, takie cuś :3 Zwłaszcza bazyliszek *-* Jestem BARDZO ciekawa, jak zareagowaliby na młodego Toma i tę walkę w Komnacie <3
    Ale to tylko moje mamrotanie, a ty swoje wiesz :D
    Haha, Talija zawsze do dyspozycji, jeżeli chodzi o klepanie w klawiaturę! Polecam się na przyszłość :P
    Dużo weny zarówno tobie jak i twojej becie, bo weny nigdy za dużo ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Seba to chyba moje imię i po prostu kocham ten rozdział. Jak sie tak zastanowić to Malfoy trochę przypomina Dudley'a może nie z wyglądu ,ale z charakteru na pewno. Wydaje mi się że to historia będzie miała związek z bogami greckimi, bo najpierw w prologu wzmianka o Tartarze ,a teraz o Kirke. Chociaż może to po prostu być zbieg okoliczności ,ale jeśli mam racje to oby Harry był synem jakiegoś boga najlepiej Hadesa.
    Tak czy inaczej ekstra rozdział.

    Pozdrawiam i życzę weny

    OdpowiedzUsuń
  5. Ekstra!!!!!
    Ta historia jest po prostu niesamowita. Widziałem tam jedną literówkę ,ale poza tym jest wszystko dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  6. O ja wiesz coraz bardziej podoba mi się ta historia. Rozdział przeczytałam w nocy i powiem ci idealna lektora po cie3żkim dniu :) Tyle tajemnic. Już teraz mam mnóstwo pytań. I mam cicha nadzieję że Harry okaże się mroczny. Mam racje? Powiedz tak!;D
    Zgadzam się z kimś tam u góry, że przeszłość Harrego jest zbyt szczegułowa. Osobiście ograniczyłabym się do minimum, ale to ty twożysz tą historię. A z rozdziału na rożdział idzie ci coraz lepiej :)
    Czyżby nasz bohater miał przyjaciół w innych domach? A może jakiś ukryty romans?
    Pozdrawiam i weny życze.

    OdpowiedzUsuń
  7. Znalazłam twojego bloga wczoraj. Wszystkie rozdziały przeczytałam niemal na raz. Obie historie choć odmienne bardzo mi się podobają. Śmiało mogę powiedzieć, że czekam na ciąg dalszy. Niesamowicie podoba mi się budowa nowej historii w oparciu o bieżącą analizę orginalnej powieści, choć z zauważalnymi różnicami, która jak mniemam stanowić będą jej podstawę.
    Życzę ciągłej dostępności ze strony weny i czasu by było możliwe dalsze tworzenie.
    Powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
  8. Już wczoraj zobaczyłam na bloggerze nowy trzeci rozdział, lecz bezskutecznie próbowałam go otworzyć.
    Czy to błąd systemu?
    Ciągle wyświetla mi coś w stylu "Niestety szukana przez ciebie strona na blogu nie istnieje"
    Wybacz, że tu to pisze, lecz nie wiem czy to może mój komputer nie szwankuje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sorki to moja wina. Wczoraj odzyskam wczoraj kompa ale przez awarie prądu go nie skończyłam i na dodatek zamiast go zapisać to go opublikowałam więc cofnęłam to i rozdział się nie wyświetla. Przepraszam, za wpadkę.

      Usuń
  9. Jejciu czekam i czekam, a tu nic Proszę pisz szybciej bo tu umrę z niecierpliwości

    OdpowiedzUsuń
  10. Łał , ale fajne opowiadanie wczoraj znałazłam ten blog i od razu o przeczytałam Fajny rozdział Pozdrawiam i życzę Weny :)

    OdpowiedzUsuń