Hej!
Ech... Nie wiem co powiedzieć. Tyle czasu co mnie nie było. Nie ma nic co by mnie tłumaczyło. I wiem, że nawaliłam, bo długo kazałam wam oczekiwać tego rozdziału. Przepraszam was bardzo.
Kiedy zabierałam się za ponowne pisanie tego rozdziału i wszystkich innych usuniętych postów byłam pewna, że zajmie mi to kilka dni, góra tydzień dwa. A stało się inaczej. Myślałam, że skoro już raz napisałam te rozdziały to będzie mi łatwo napisać je jeszcze raz. To okazało się być trochę trudniejsze, gdyż: malały mi się wydarzenia z poszczególnych rozdziałów i musiałam to trochę uporządkować oraz kiedy pisałam to jeszcze raz w mojej głowie pojawiało się mnóstwo innych pomysłów by tę samą sceną. Nie wiem czy ktoś miał szansę przeczytać choć trochę tego rozdziału kiedy go wcześniej opublikowałam, gdy przez pomyłkę to zrobiłam zamiast zapisać post ale jeśli to mu się udało na pewno dostrzeże różnicę i to całkiem sporą, bo wiele scen z życia Harry'ego i komentarzy ludzi napisałam na nowo.To jest raczej dobra wiadomość. Postanowiłam, że nie podzielę rozdziału na dwie części. I po tych wszystkich moich przeróbkach rozdział wyszedł mi nawet dłuższy niż zwykle! Więc będzie co czytać. W Wordzie ten rozdział zajął mi 50 stron i ponad szesnaście tysięcy słów. Jak na razie to mój rekord!
Nie spodziewałam się, że aż tyle tu zajrzy i ponagli czy przygani za tak długą przerwę. Nie wiem czemu - no dobra wiem czemu - ale wywołuje tona mojej twarzy miły banan. ;D
Maria , jak pisałam to o Malfoy, to miałam nadzieję, że ktoś zwróci na to uwagę. imasz rację Harry po tym wydarzeniu nie posłuchałby Dumbledora, który kazałby mu tam wracać [wyszczerz].
Anonimowy-Nie-Seba. Przepraszam za zwłokę i jeszcze raz przepraszam,bo z porównaniu z tamtym czekaniem teraz musiałeś czekać jeszcze więcej.
Talija i ja lubię tajemniczego Harry'ego. Percy Jackson? Wydaje mi się, że Kirke towarzyszy Odyseusza zamieniła w świnie.Czy też pominęłam jakąś ciekawą książkę? diabeł tkwi w szczegółach, jeśli wiesz o czym mówię.
Anonimowy-Seba pomyliłeś się. Ta historia nie będzie miała związku z bogami olimpijskimi ale może kiedyś taką napisze. Harry jako syn Hadesa, mhm... ciekawy pomysł. A Dudley w tym opowiadaniu niewiele będzie miał wspólnego z Draco.
Anonimowy dzięki :D
Nika zdradzę ci, że Harry będzie mroczny ale nie do końca. Nie jestem pewna czy spodoba się wam ten Harry. Momentami przeszłość Harry'ego będzie szczegółowa, może za bardzo ale na to nie poradzę, bo inaczej zaburzy to historię. Harry ma dużo znajomych w innych domach i... więcej nie zdradzę :D Jeśli dziś jeszcze nie wchodziłaś to - NIESPODZIANKA!
Fajtłapcia dzięki za pozostawienie po sobie śladu. Oryginał stanowi jakąś tam podstawę mojej historii a właściwie jej zarys, bo wydarzenia z książki dopasowuje lub wycinam wedle potrzeby. doczekałaś się i sorki za brak info
Anonimowy i Anonimowy mam nadzieję, że ten rozdział wam się spodoba.
Czubacka Zuzanna doczekałaś się ;) mimo braku info
Anonimowy oby ta niecierpliwość nie sprawiła, że nie chciało się czekać
longshoot dziś ;D
Anonimowy nie umarłeś? Jeśli tak był już pogrzeb? jeśli nie, przyjdę
Anonimowy arcydzieło? Nie spodziewałam się czegoś takiego [szok!]
Rozdział niestety nie betowany :( Maria jest chyba na mnie za za taką przerwę :( Albo ma swoje ważniejsze sprawy.
Kurtyna w górę!
Edyt: Dzięki Merlinowi za tą uwagę Talija! Inaczej nic zwróciła bym na to uwagi. Kolega mi pomógł ustawić post by się sam wstawił po określonym czasie i byłam pewna, że wszystko jest okej [uśmiecha się przepraszająco]. W każdym razie naprawiłam błąd i na przyszłość mam nauczkę nie ustawiać automatycznej publikacji. Jeszcze raz dzięki za zwrócenie uwagi Talija ;D
Ech... Nie wiem co powiedzieć. Tyle czasu co mnie nie było. Nie ma nic co by mnie tłumaczyło. I wiem, że nawaliłam, bo długo kazałam wam oczekiwać tego rozdziału. Przepraszam was bardzo.
Kiedy zabierałam się za ponowne pisanie tego rozdziału i wszystkich innych usuniętych postów byłam pewna, że zajmie mi to kilka dni, góra tydzień dwa. A stało się inaczej. Myślałam, że skoro już raz napisałam te rozdziały to będzie mi łatwo napisać je jeszcze raz. To okazało się być trochę trudniejsze, gdyż: malały mi się wydarzenia z poszczególnych rozdziałów i musiałam to trochę uporządkować oraz kiedy pisałam to jeszcze raz w mojej głowie pojawiało się mnóstwo innych pomysłów by tę samą sceną. Nie wiem czy ktoś miał szansę przeczytać choć trochę tego rozdziału kiedy go wcześniej opublikowałam, gdy przez pomyłkę to zrobiłam zamiast zapisać post ale jeśli to mu się udało na pewno dostrzeże różnicę i to całkiem sporą, bo wiele scen z życia Harry'ego i komentarzy ludzi napisałam na nowo.To jest raczej dobra wiadomość. Postanowiłam, że nie podzielę rozdziału na dwie części. I po tych wszystkich moich przeróbkach rozdział wyszedł mi nawet dłuższy niż zwykle! Więc będzie co czytać. W Wordzie ten rozdział zajął mi 50 stron i ponad szesnaście tysięcy słów. Jak na razie to mój rekord!
Nie spodziewałam się, że aż tyle tu zajrzy i ponagli czy przygani za tak długą przerwę. Nie wiem czemu - no dobra wiem czemu - ale wywołuje tona mojej twarzy miły banan. ;D
Maria , jak pisałam to o Malfoy, to miałam nadzieję, że ktoś zwróci na to uwagę. imasz rację Harry po tym wydarzeniu nie posłuchałby Dumbledora, który kazałby mu tam wracać [wyszczerz].
Anonimowy-Nie-Seba. Przepraszam za zwłokę i jeszcze raz przepraszam,bo z porównaniu z tamtym czekaniem teraz musiałeś czekać jeszcze więcej.
Talija i ja lubię tajemniczego Harry'ego. Percy Jackson? Wydaje mi się, że Kirke towarzyszy Odyseusza zamieniła w świnie.Czy też pominęłam jakąś ciekawą książkę? diabeł tkwi w szczegółach, jeśli wiesz o czym mówię.
Anonimowy-Seba pomyliłeś się. Ta historia nie będzie miała związku z bogami olimpijskimi ale może kiedyś taką napisze. Harry jako syn Hadesa, mhm... ciekawy pomysł. A Dudley w tym opowiadaniu niewiele będzie miał wspólnego z Draco.
Anonimowy dzięki :D
Nika zdradzę ci, że Harry będzie mroczny ale nie do końca. Nie jestem pewna czy spodoba się wam ten Harry. Momentami przeszłość Harry'ego będzie szczegółowa, może za bardzo ale na to nie poradzę, bo inaczej zaburzy to historię. Harry ma dużo znajomych w innych domach i... więcej nie zdradzę :D Jeśli dziś jeszcze nie wchodziłaś to - NIESPODZIANKA!
Fajtłapcia dzięki za pozostawienie po sobie śladu. Oryginał stanowi jakąś tam podstawę mojej historii a właściwie jej zarys, bo wydarzenia z książki dopasowuje lub wycinam wedle potrzeby. doczekałaś się i sorki za brak info
Anonimowy i Anonimowy mam nadzieję, że ten rozdział wam się spodoba.
Czubacka Zuzanna doczekałaś się ;) mimo braku info
Anonimowy oby ta niecierpliwość nie sprawiła, że nie chciało się czekać
longshoot dziś ;D
Anonimowy nie umarłeś? Jeśli tak był już pogrzeb? jeśli nie, przyjdę
Anonimowy arcydzieło? Nie spodziewałam się czegoś takiego [szok!]
Rozdział niestety nie betowany :( Maria jest chyba na mnie za za taką przerwę :( Albo ma swoje ważniejsze sprawy.
Kurtyna w górę!
Edyt: Dzięki Merlinowi za tą uwagę Talija! Inaczej nic zwróciła bym na to uwagi. Kolega mi pomógł ustawić post by się sam wstawił po określonym czasie i byłam pewna, że wszystko jest okej [uśmiecha się przepraszająco]. W każdym razie naprawiłam błąd i na przyszłość mam nauczkę nie ustawiać automatycznej publikacji. Jeszcze raz dzięki za zwrócenie uwagi Talija ;D
* * *
Pojawił się napis:
Jakże inny dzień i tak samo inni ludzie.
- Co to ma znaczy?
- Może Harry poznał
kogoś?
Wszyscy zastanawiali się
co to może znaczyć, a Potter próbował opanować równocześnie ponowny
gniew, który spowodowali ludzie komentujący jego wcześniejszy okres życia.
Kolejny dzień powitał
Harry'ego Pottera krzykiem wuja Verona.
- Teraz to mors budzi? -
i większość uczniów wybuchła śmiechem.
Harry drygnął, tracąc
kontrolę. Krzyki wuja, szczególnie rano zawsze
oznaczały tylko jedno...Co znaczy, że dowiedzą się o... Nie! Musi to
natychmiast przerwać!
Otworzył oczy i zobaczył
czerwoną twarz wuja, która wyglądała nie przyjaźnie.
- A kiedy on wygląda
przyjaźnie? - burknął Ron - Chyba tylko wtedy kiedy mu to przynosi korzy... - i
wtedy znowu dało się odczuć wybuch mocy.
Wszyscy spojrzeli na
Harry'ego, który gwałtownie wstał i podszedł do stołu przy którym siedzieli
pracownicy Departamentu Tajemnic.
- Wyłączcie to -
powiedział cichym i jednocześnie ostrym głosem.
- Ale my tylko wykonujemy
polecenia pracodawcy - wyszeptał cicho mężczyzna, naprzeciwko Potttera.
- W jakim domu byłeś gdy
chodziłeś do Hogwartu? - zapytał cicho Harry.
- Slytherinie -
powiedział niepewnie Niewymowny.
- To poprawnego
wykorzystywania prawdy do swych celów powinieneś nauczyć się na pierwszym roku
- warknął Gryfon - Wyłącz to!
Mężczyzna wiedział, że
jeśli to zrobi może pożegnać z swoja posadą Niewymownego ale w tym momencie
bardziej bał się Pottera niż widma utraty pracy.
Wstał, podszedł do OML i
zaczął rzucać zaklęcia. Dołączyła do niego jego partnerka, więc artefakt szybko
wrócił do swojej pierwotnej formy.
- Jesteście zwolnieni! -
ryknął Knot.
Dwójka już byłych
pracowników Departamentu Tajemnic spojrzała na siebie, a potem na Pottera,
który tylko wzruszył ramionami.
- Jak chcecie to możecie
pracować dla mnie - i wyszedł z sali. Byli Niewymowni znów popatrzyli na siebie
i poszli za Gryfonem.
Tymczasem do Knota
podeszła Umbridge ciągnąc młodą, przestraszoną kobietę. Nauczycielka Obrony
powiedziała coś Ministrowi, a potem warknęła na stojącą obok niej kobietę i ta
cała się trzęsąc rzuciła zaklęcie, które uderzyło złotym promieniem w
Odwrócenie Myśli Losu, który wrócił do swojej prawdziwej postaci, ekran
rozbłysł światłem i rozległ się głos Verona Dursleya:
- DO
KUCHNI, DZIWOLĄGU!
Obecni zobaczyli jak
mężczyzna łapie Pottera za ramię, a w oczach chłopaka przez chwilę widać było
strach i jednocześnie wyzwanie ale to wszystko ustąpiło pojawiającej się
rezygnacji, która sprawiła, że wszyscy byli zdziwieni reakcją chłopaka.
Wuj złapał go za ramię i
zaciągnął do kuchni, w której czekała ciotka.
- Nie podoba mi się to -
mruknął Dean.
Wujek puścił go co
sprawiło, że upadł na podłogę.
- I to jest
twoje właściwe miejsce Potter. Na kolanach służyć innym - Umbridge
uśmiechnęła się w którym był zawarty triumf nad niepokornym Gryfonem.
Podczas, gdy on wstawał,
ciotka zamknęła drzwi na klucz.
Gryfoni wymienili
spojrzenia, w których dominował niepokój.
Wyprostował się i
spojrzał na swoją jakże kochaną rodzinkę.
- Oni nie są kochaną
rodziną. Oni i Harry nigdy nie powinni być rodziną - głos Hermiony drżał, kiedy
w jej głowie pojawiły się obrazy, które wywoływały myśli.
Nigdy ich za takową nie
uważał i prędzej zginie niż to się stanie.
- To wyjaśnia czemu
osłony nie działały jak powinny - powiedział ponuro Dumbledore.
Spojrzał na nich
wyzywająco,
- Jest taki sam jak swój
ojciec - mruknął pod nosem Snape, lecz osoby siedzące obok niego usłyszały
nienawiść w jego głosie.
wiedząc, że to
przyśpieszy jego karę.
- On chce szybciej
dostać karę? - zdziwili się uczniowie i nie tylko oni.
- Masochista - skwitował
Zachariasz Smith, Puchon.
I wtedy nadszedł
pierwszy cios.
Cisza, która zapadła w
Wielkiej Sali przeszła do historii. Jako, że obecni otępieni wpatrywali się
ekran nie wiedząc co powiedzieć czy co zrobić. Wielu z nich patrzyło na swoich
sąsiadów oczekując, że w oczach zobaczą zaprzeczenie tego co właśnie się
dowiedzieli, a widzieli tylko odbicie tych samych emocji co sami czuli. Poraz
pierwszy w wszyscy w Hogwardzie byli zgodni i czuli to samo.
Pierwsi z otępienia
wyrwali się obecni przy stole Gryffindoru.
- Oni go bili? - drżący
głos Molly nikogo nie dziwił. - Czy on...? - słysząc pytanie matki, Ron
bezradnie potrząsał głową Nie rozumiał jak mógł tego nie zauważyć.
- Nie. Nic nam nie
powiedział - rudzielec miał wrażenie jakby jego głos dobiegał z oddali. -
Herm... - jednak dziewczyna tylko potrząsnęła głową, próbując ukryć łzy.
Wtuliła się w swojego przyjaciela, pragnąc pocieszenia i zrozumienia.
Pani Weasley rozpłakała
się i wtuliła się w męża, który obejmował ją tak mocno jakby zależało od tego
jego życie. Percy wpatrywał się w matkę zdając sobie sprawę z czego własnej
woli rezygnował. Wstał mimo, że nadal czuł się jakby oberwał oprychem i
podszedł do rodzicielki.
- Mamo, ja... ja ni... -
Artur puścił swoją żonę i pozwolił jej objąć syna, którego bał się, że już
stracił.
- Harry -
pomyślał - Znów uratowałeś naszą rodzinę. Szkoda tylko, że sam przez to
cierpisz.
Bliźniacy Weasley
wpatrywali się w siebie ponurymi minami, choć w ich oczach nie było zaskoczenia
tylko bolesne przygnębienie.
Neville zacisnął ręce w
pięści, tak, że paznokcie wbiły mu się w dłoń.
- Gdyby
wiedział... Gdyby choć raz zaproponował mu wspólne wakacje... a tak... -
warknął bezsilną złością, świadomy, że już nic nie może zmienić. A cofnąć czas
to zbyt radykalna zmiana.
Siedzący przy
stole prezydialnym nie wiedzieli co robić. Bezradnie patrzyli na swoich uczniów
jak ci radzili sobie z swoim przygnębieniem i załamaniem poglądów.
Krukoni i Puchoni
spoglądali smutnym wzrokiem na swoich kolegów i koleżanek z Gryffindoru, jak ci
przygnębieni spoglądali na siebie zaszklonymi oczami za kotary łez. Patrzyli na
nich, jak ci wzajemnie się pocieszają i okazują zrozumienie. Dziwiło ich, że
Dom Gordyka aż tak bardzo to przeżywa.
Ślizgoni, którzy zawsze
zgodnie nienawidzili Pottera, dziś nie wiedzieli co mają zrobić. Patrzyli to na
siebie, to na Gryfonów, których uważali za żywy przykład głupoty a tak naprawdę
ci byli bardziej ludzcy od nich w tej chwili. Ci, którzy zawsze kryli swoje
prawdziwe oblicze za maskami dziś, w tej chwili nie byli wstanie pokazać się
jako bezuczuciowi, przykładni przedstawiciele czystej krwi i dręczyciele
mugolaków i ich sprzymierzeńców. W tej chwili byli dziećmi. Nastolatkami. Młodzieżą
u progu dorosłości, których brutalność świata dosięgnęła raz jeszcze. Ich
poglądy runęły i nie byli wstanie odbudować je takimi samymi jakimi były. A ich
opiekun?
Sytuacja Severusa
Tobiasza Snape niewiele się różniła od tych nad którymi sprawował pieczę. Jego
poglądy również runęły. I nie tylko one. Oblicze Pottera, które tyle lat
wzorował na przykładzie Jamesa Pottera, jego dręczycielu, pękło jak rozbite
lustro. Wszystko co dotyczyło Gryfona o zielonych oczach i czarnych włosach i z
blizną w kształcie błyskawicy na czole, rozbiło się na kawałki, rozsypało się w
pył i rozpłynęło się w mgle jego umysłu. Mistrz Sztuk Magii Umysłu w tej chwili
nie był w stanie zapanować nad swoim, gdy dotarła do niego bezlitosna prawda.
Miał to cały czas przed
oczami.
Miał niemal identyczne
wspomnienie, różniące się tylko miejscem i liczbą prześladowców.
Wiedział to zawsze tylko
nie chciał tego dostrzec. Kiedy to do niego dotarło, zrozumiał swój błąd,
którego obiecywał sobie nigdy nie popełnić.
Oszukiwał sam siebie.
Potem kolejny i
następne, a on nawet nie drygnął.
- Czy to dlat... - głos
Malfoya urwał się, gdy zaczął drżeć i wtulił się w ramiona matki, która
zrozumiała o co chodzi jej synowi.
- Tak, dlatego -
powiedziała łagodnie, muskając usta i jego czoło.
Nie miał zamiaru
nic pokazywać swoim oprawcom, których jego brak reakcji denerwował.
- Duma czy sposób, żeby
oni szybciej skończyli go bić? - zadał pytanie Nott.
- Raczej to drugie
- odpowiedziała mu Dafne.
Następny cios spowodował, że upadł.
- NIE!! - rozległ się przerażony krzyk
uczniów. Każdy obecny na sali wiedział, że najgorzej uwolnić się od oprawców,
gdy się upada.
Kolejne uderzenia
padały jeden po drugim, aż nagle cisza i przestał być bity. Wiedział co to
znaczy.
- Oby tylko nie
zbieranie sił przed ciągiem dalszym - załkała Hermiona.
Szybko wstał i dopadł do
drzwi. Otworzył je i wybiegł na zewnątrz.
- Tak! Uciekaj z
stamtąd! - rozległ się krzyk uczniów, w którym brzmiały również głosy ich
profesorów i rodziców.
Biegł przed siebie i w
niecałe pół godziny był w pobliskim lasku.
- Tak szybko? - zdziwili
się dorośli.
- Czyli on jest taki
szybki nie tylko na miotle - zdziwił się Malfoy, a Gryfoni zaczęli
się śmiechem, sprawiając tym samym, że policzki Ślizgona zaróżowiły
się.
Już spokojniejszy udał
się na swoją polankę
- To by wyjaśniało
dlaczego tak lubi lekcje z Hagridem - mruknęła pod nosem Parvati.
pomimo bólu całego
ciała, usiadł pod jednym z drzew.
- Auć - skrzywili się
uczniowie.
Czując dziwne ciepło
- Ktoś się tu spocił -
zaśmiewał się Zachariasz, krzywiąc się z obrzydzenia zaś pozostali jego
rówieśnicy, Puchoni, patrzyli na niego z oburzeni.
i mimo protestu ze
strony mięśni, wziął do ręki wisiorek.
Smith skrzywił się, a
Gryfoni zaczęli się śmiać. Znali Harry'ego i wiedzieli, że to nie będzie
miało nic wspólnego z potrzebami filologicznymi ciała ludzkiego.
Przedstawiał on
jelenia, który chronił sobą lwicę, a ta z kolei zasłaniała sobą ludzkie
niemowlę.
- Ej! Przecież to to ten
sam wisior, który pojawił się na miejscy tamtych zwierząt! - zawołał Anthony
Goldstein, raz dwa kojarząc te wydarzenia. Trójka Gryfonów spojrzała na siebie
niespokojnie ale raptownie odwróciła się aby nikt tego nie zauważył.
Harry nie wiedział skąd
ma ten wisior
- To należało do twoich
rodziców powiedział Remus. - Ale z tego co pamiętam to on inaczej wyglądał -
dodał zamyślony.
- To jak on wcześniej
wyglądał? - zapytała podejrzliwie Hermiona ale Lupin nie odpowiedział tylko
przeklął zły na siebie.
ale miał nadzieję, że to
pamiątka po jego rodzicach.
- Bo to jest pamiątka po
twoich rodzicach - mruknął ponownie Remus, ponownie ściągając na siebie wzrok
Hermiony.
Nie wiedział jak to się
stało, że Dursleyowie jeszcze mu go nie zabrali i przywłaszczyli
- Co?
- wrzasnęli oburzeni uczniowie - Oni nie mają prawa zabierać im
rzeczy.
- Dlaczego mieli
by tego nie robić? - mruknął do siebie Knot, ściągając na siebie spojrzenia
wszystkich - Skoro on jest pod ich opieką to mają prawo do każdej rzeczy,
którą on posiada - dokończył wyniosłym głosem, a uczniowie wpatrywali się w
niego z niedowierzaniem. Odnosili wrażenie, że sam również chętnie
przywłaszczył sobie rzeczy Harry'ego. A ten jego uśmieszek upewniał ich w tym.
jak to robili z każdą
rzeczą, która w kiedykolwiek była jego.
Warkot wydobył się za
zaciśniętych zębów Remusa, który ledwo się kontrolował.
- Rozszarpie ich na
strzępy. Zrobię z nich miazgę. Powyrywam wszystkie...
- Wspaniała wyliczanka
Lupin ale nie mamy czasu na to. Ale skoro chcesz skończyć w Azkabanie, to
proszę bardzo - zakpił Snape.
Często się zastanawiał
czy jego rodzinka po prostu nie widzi tego naszyjnika
- Bo tak jest -
pomyślał Syriusz. Był przy tym jak powstawał wisior i wiedział jakie ma
właściwości.
i to wydawało się być
jedynym racjonalnym wyjaśnieniem,
- Jedyne RACJONALNE
wyjaśnię? - mina Hermiony wyraża niedowierzanie - Przecież musi być jakieś inne
wyjaśnienie! To po prostu niemożliwe, żeby to...
- Hermiona kiedy się
wreszcie przyzwyczaisz, że przy Harrym nic nie jest niemożliwe? - westchnął
ciężko Ron.
ponieważ często się zdarzało,
że ciocia i wuj nie wiedzieli tego co wiedział Harry.
- I wszystko jasne!
- krzyknęła Hermiona - To po prostu jedna z tych rzeczy, która mugole
nie widzą!
W każdym razie cieszył
się, że mu go nie odebrali, bo to dawało mu nikłe połączenie z rodzicami,
których nie pamiętał.
- Sprawię, że to
się zmieni - westchnął mentalnie Syriusz.
A kiedy ciepło
naszyjnika zaczęło znikać, westchnął cicho zawiedziony. Często
tęsknił za nim i teraz też tak było. Mijały sekundy, minuty i godziny,
- Godziny? - zawołała
madame Pomfrey. - Do jego ran mogło wdać się zakażenie!
- Tamtym razem miałem
tylko siniaki - usłyszeli i gwałtownie odwrócili się w stronę drzwi. Harry stał
w progu, a dwoje byłych Niewymownych szli w kierunku stołu, którego wcześniej
siedzieli. Nic sobie nie robiąc z spojrzeń Ministra i Umbridge zajęli miejsca i
spokojnie czekali na rozwój wydarzeń.
Potter nawet nie wszedł
do środka tylko stał i wpatrywał się w obecnych. Jego wzrok spoczywał po kolei
na każdej osobie, a bez względu na kogo patrzył jego twarz nie zmieniała się,
ciągle pozostając beznamiętną maską aż zatrzymał się na Ministrze Magii i jego
ulubionej pracownicy.
- Każdy wasz
oddech będzie przesycony strachem i błaganiem o litość, której nie otrzymacie.
Każdy wasz krok to będzie strach o własne życie. Będziecie się bali nawet
własnego cienia. Wszystko co od tej pory będziecie rozbić doprowadzi was tylko
do waszego własnego Tartaru - usłyszeli głos Pottera.
- Grozisz mi?!? - ryknął
Knot, a Umbridge gorliwie mu przytakiwała. Oboje nie zdawali sobie sprawy, że
to co powiedział zielonooki słyszeli tylko w swojej głowie. I przez to obecni
patrzyli na ich zdziwieni.
- Nie. Ja was
informuje o konsekwencji waszych działań - i tym razem tak samo
usłyszeli jego głos tylko w swojej głowie.
- Co? - ryknął znów Knot
ale tym razem Harry go zignorował, bo kolejny raz obejmował wzrokiem całą
Wielką Salę. I to w ten sposób, że każda z obecnych osób miała wrażenie, że
patrzy akurat na nią.
- Każde z was, które
spróbuje wykorzystać cokolwiek z tego, pożałuje tego szybciej niż pomyślał co
może zyskać robiąc to - rozległ się ostry niczym stal głos chłopaka, na którzy
obecni się drygnęli - Nieważne czy będą się przed kimś pochwalić, że wiedzą coś
ciekawego o Potterze, czy też będą chcieli zarobić i sprzedadzą te informacje
jakieś gazecie albo spróbują napisać jakąś cholerną książkę o życiu
Chłopca-Który-Przeżył czy też wydać informacje o mnie Voldemordowi - większość
obecnych wzdrygnęła się słysząc to imię - będą cierpieć męki piekielnie niczym
w Tartarze.
Harry spojrzał na swoich
kolegów i koleżanki. Na GD. I na tych, którzy zaznali w życiu podobnego piekła
jak on. I na końcu spojrzał na pozostałych członków przysłowiowej Złotej Trójcy
Gryffindoru.
- Przyjaciele, tak?
Szkoda tylko, że wy i to miano nie bardzo do siebie pasujecie - usta
zielonookiego wykrzywiły się w ironicznym grymasie, który upodobnił go do
Severusa Snape i ci nieliczni, którzy to zauważyli, wpatrywali się w niego
zszokowani.
Zielonooki powoli zaczął
się odwracać do wyjścia, gdy usłyszał:
- Dlaczego ciągle
wspominasz ten Tartar? - zadała gnębiące wszystkich pytanie Susan.
Ironiczny grymas
zamienił się w uśmiech w którym kryła się sadystyczna złośliwość.
- Nie chcesz wiedzieć -
pełen okrucieństw uśmiech Pottera zszokował wszystkich, a Puchonkę, która
zadała to pytanie przyprawił o gęsią skórkę - A skoro już chcesz się coś o nim
dowiedzieć to poszukaj wśród obrazów piekielnych mugoli - ponownie pojawił się
ironiczny grymas i wyszedł. Ledwo zniknął z ich oczy, a czwórka uczniów wstała
z swoich miejsc i pobiegła za chłopakiem, którym nie tylko uważali za swojego
przyjaciela ale też osobę, która była dla nich ważniejsza niż wszystko
inne.
Złapali go dopiero na
schodach prowadzących na drugie piętro. Neville chwycił go ramię, które
zielonooki zaraz wyrwał i zniknął w sekretnym przejściu ukrytym za gobelinem,
przestawiający stado jednorożców. Pobiegli za nim.
- Nie... - cztery osoby
objęły go mocno, a z jego gardła rozległ się cichy jęk.
- Nie wiedzieliśmy..
- Gdybyśmy wiedzieli
to...
- To i tak byście nic
nie zrobili - rozległ się przytłumiony głos Harry'ego.
- Nie! - zaprotestował
Fred, potrząsając głową. Potter delikatnie wyswobodził się z uścisku tych,
których uważał za przyjaciół, choć oni nie byli tego świadomi.
- Wiedzieliście, prawda?
- zapytał urywanym głosem. Żadne nie odpowiedziało.
- Raczej podejrzewaliśmy
- mruknął cicho George - Znikąd by ci się nie wzięły te odruchy - uśmiechnął
się smutno.
- A ty co powiesz? -
oczy Pottera spoczęły na jedynej dziewczynie w ich gronie.
- Twoje oczy zawsze
smutne, choć na twarzy była radość. Śmiech bez najmniejszej iskierki
radości.
- Po tobie spodziewałem
się czegoś zupełnie innego, Luna - zdziwił się Fred.
- Nie jesteś prawdziwy,
Harry. Nawet wtedy, gdy jesteś z nami.
Wszystkie oczy spoczęły
na czwartorocznej Krukonce.
- Dlaczego tak uważasz?
- mruknął George.
- Bo Harry sam przed
sobą skrywa siebie samego.
- Nie - rozległ się
cichy i drżący głos zielonookiego - Już nie. Nie przy was.
Ledwo to powiedział i
rozpłynął się w powietrzu.
- Czy mi się wydawało,
czy on nas uznał? - urywany głos Neville oddawał wszystko co i oni czuli.
Wpatrywali się w siebie
oszołomieni i w cichym porozumieniu wrócili do Wielkiej Sali. W ciszy zapadła
jaka po ich przyjściu zajęli swoje miejsca i ignorując wszystkie spojrzenia
rzucone w ich stronę, wbili wzrok w mglisty ekran z którego znów rozległ się
bez cielesny głos wydobywający się z Odwrócenia Myśli Losu.
a zielonooki nadal
przebywał na łonie przyrody.
- Jak można przebywać na
ło...
- To taka metafora -
warknęła Hermiona waląc Deana po głowie.
- Przecież wiem - jęknął
chłopak pocierając bolące miejsce.
Harry poczuł jak
powietrze włoku się zmienia.
- O coś się zaraz stanie
- mruknął ponuro Dean.
- Skąd wiesz? - zdziwił
się Seamus.
- W książkach zawsze tak
pisze przed jakimś ważnym wydarzeniem.
Uczniowie wyprostowali
się i wbili wzrok w ekran. Skoro coś się zaraz ważnego ma stać, to lepiej
uważać.
Otworzył oczy, wstał i
ruszył przed siebie.
- Cześć - usłyszał.
Rozejrzał się i zobaczył
stojącą niedaleko dziewczynkę, która szła w jego stronę.
- Jak śliczna! -
zachwyciła się Puchonka, Leanne.
- Myślicie, że się
znają? - zapytała Lavender wpatrując się w dziewczynkę.
Rie.
- A ona to kto? -
odezwał się Golyle i wszyscy spojrzeli na niego na niego jak na mądrego
inaczej.
Dziewczynka o drobniutkiej niemal filigranowej budowie ciała. Buzia mająca dołeczek na policzku. Włosy do kolan o niecodziennej odcieniu, bo beżowe. I ametystowe* oczy.
- Czemu Potter zawsze
otacza się takimi ślicznotkami? - westchnął ciężko Dean, czym spowodował
powszechny wybuch śmiechu na sali.
Dziewczynka o takich samych oczach jak Harry'ego.
- Harry ma zielone oczy,
a ona niebiesko-fioletowe, czy tam te ametystowe więc mogą być takie same -
zdziwił się
- Arry patzy na swiat
oczami mającymi jedynie odcienie szarosci i prygnebieniu - odezwała się po raz
pierwszy Fleur, czym zdziwiła wszystkich, nawet Billa, który nie sądził, że
jego dziewczyna odezwie się wcześniej niż wydarzenia w których się pojawi. A
treść jej wypowiedzi sprawiła, że Hermiona (i nie tylko ona) spojrzała na nią
całkiem inaczej niż dotąd.
- Rie! - rozległ się
kobiecy krzyk.
Dziewczynka uśmiechnęła się
przekornie i zawołała:
- Tu jestem!
- Dzieci - westchnęła
Narcyza - Mówią to co uważają za oczywiste, a ty zastanawiaj się co to znaczy -
kobieta westchnęła ciężko, a Molly Weasley spojrzała na nią z uśmiechem pełnym
zrozumienia.
W ciszy leśnej
zabrzmiały odgłosy towarzyszące biegowi i za drzew wybiegła kobieta,
- Czemu te wszystkie
mugolki muszą tak wyglądać? - warknęła ze złością Umbrigde, patrząc morderczym
wzrokiem na przedstawicielki płci żeńskiej na mglistym ekranie.
- A co zazdrosna? -
zapytała przesłodzonym głosem Narcyza Malfoy, a uczniowie spojrzeli nią z
niedowierzaniem ale po chwili wybuchneli radosnym śmiechem. Mieli kolejną
strzałę przeciwko Różowej Rupuchy.
która złapała
dziewczynkę i mocno ją przytuliła.
- Nie rób tak więcej -
wyszeptała w jej włosy.
- I tak powinien się
zachowywać opiekun dziecka - stwierdziła z zadowoleniem madame Pomfrey.
- Wzorowa matka -
pochwaliła kobietę Molly.
- Mówiłam, że idę do
Harry'ego, a przy nim nic mi się nie stanie - powiedziała pewnym siebie głosem
Rie.
- Kolejna osoba, która
bezwarunkowo w ciebie wierzy, Harry - mruknęła cicho Tnoks, wtulając się w
swojego ukochanego.
Kobieta szybko wstała i odwróciła się, a gdy zobaczyła chłopca na jej twarzy pojawiło się zdziwienie.
- Nie dość, że reagują
tak na niego w czarodzieje, to i mugole - powiedział kpiąco Draco i spotkał się
z srogim spojrzeniem ojca.
- Harry - powiedziała do siebie, a potem spojrzała na dziewczynkę - Czyli zawsze, gdy mówiłaś, że idziesz odwiedzić Harry'ego, przychodziłaś tutaj?
- Czyli to nie jest ich
pierwsze spotkanie - powiedział pewnie Dean.
- Naprawdę, a po czym to
poznałeś? Po tym, że znają swoje imiona czy po jej pytaniu? - zakpiła
Ślizgonka, Tracey Davis, a Gryfon zarumienił się pochylając głowę.
Rie wesoło się uśmiechnęła, a kobieta westchnęła.
- Zmyślony przyjaciel?
- Zmyślony przyjaciel? -
zdziwiła się Parvati.
- Mugolskie dzieci,
kiedy są młodsze widzą nasz świat - powiedział były Niewymowny co miało
wszystko wyjaśnić, a Gryfonka tylko westchnęła ciężko. Postanowiła, że potem
zapyta się Harry'ego o co chodzi.
- Nie, przecież Harry stoi tam - zaśmiała się dziewczynka.
Kobieta ponownie
spojrzała na chłopca ale teraz w jej oczach było widać zamyślenie.
Kiedy wyciągnęła rękę do niego, a ten gwałtownie się cofnął jej
zamyślenie znikło, a pojawił się szok, gdy zdała sobie sprawę, że chłopiec
jest maltretowany.
- Maltretowany, a co to
znaczy? - zapytał Puchon.
- Czyi ktoś znęca się
nad kimś lub czymś - wyjaśniła mu drżącym głosem Hermiona. W oczach Gryfonki
ponownie pojawiły się łzy. Wyrzucała sobie jak mogła tego nie dostrzec. Ron
widząc jej reakcję przytulił dziewczynę i pozwolił by wtuliła się w niego.
Powoli nie zabierając
ręki, podeszła do niego i powiedziała:
- Wracamy do domu coś
zjeść, chcesz jechać z nami?
Harry przygryzł wargę.
Pytanie kobiety sprawiło, że uświadomił sobie, że nic niejadł od doby.
- Nic nie jadł całą
dobę? - równoczesny krzyk Poppy Pomfrey i Molly Weasley sprawił, że większość
osób się skrzywiła.
- Jak tylko się pojawi,
zabieram go na badania - zadecydowała władczyni skrzydła szpitalnego.
- I tak to się madame
nie uda - mruknął bezgłośnie Neville.
Ale to było nic.
- Nic?!?! Nie jadł dobę
i uważał, że to nic takiego? - obecnym nie mieściło się to w głowie.
Potrafił wytrzymać bez
jedzenia miesiąc i trzy dni,
- Co?!? - krzyk pełen
niedowierzania wyrwał się z niemal każdej osobie. Nie wierzyli w to co przed chwilą
usłyszeli. Jak można było wytrzymać tyle czasu bez jedzenia?
- Teraz to go badania
nie ominął - madame Pomfrey była zdecydowana zaprowadzić tam chłopaka nawet
jeśli będzie stawiał opór.
- Jak go madame zmusi,
to dla nikogo to się nie skończy dobrze - powiedział cicho Fred, mimo to
kobieta usłyszała to i spojrzała na niego zamieszana, gdy zdała sobie sprawę co
chciała zrobić.
gdy dostawał wodę.
- Spróbowaliby mu jej
nie dać - warknęła McGonagall.
A gdy jej nie
dostawał
McGonagall wyglądała
jakby miała ochotę odwiedzić Drusleyów i odejmowanie im punktów to ostatnia
rzecz, którą by tam robiła.
musiał uwalniać swoje
rezerwy, nie wyczerpując ich.
- On TO potrafi... -
powiedziała z niedowierzaniem madame Pomfrey, a dorośli patrzyli na ekran
zdziwieni, a uczniowie głowili się co to znaczy.
Nacisk zębów na
wargę wzmocnił się, gdy kobieta dalej drążyła temat.
- Mamy ciasto
czekoladowe - kusiła.
Harry westchnął. Nie
wolno mu było słodkości.
- Każde dziecko powinno
od czasu do czasu móc jeść coś słodkiego - Molly Weasley nie rozumiała i nie
chciała wiedzieć jakim trzeba być człowiekiem żeby zabronić dziecku zjeść raz
na jakiś czas coś co zawierało więcej cukru niż powinno. - To nie jest żadna
zbrodnia. Wręcz dla dziecka to mała chwila radości.
- Harry zgódź się
- jęknęła Rie - Pobawimy się...
Pobawimy się... Czyli
zabawa?
Nie wiedział o co chodzi
dziewczynce
- NIE WIEDZIAŁ CO TO
ZABAWA?!? - krzyk uczniów było słychać nawet na błoniach. Obeni nie byli pewni
czy chcą wiedzieć co Harry Potter robił w swoim dzieciństwie skoro nie
wiedział, co to właściwie jest zabawa.
ale był tego ciekawy,
- Ach ta Gryfońska
ciekawość - parsknęła Pansy.
- Dziecko zawsze jest
ciekawe jak czegoś nie zna - warknęła Padma, patrząc morderczym spojrzeniem na
Ślizgonkę. Gdyby Krukonka potrafiłaby zabijać wzrokiem jak bazyliszek to
dziedziczka rodu czystej krwi leżała by teraz martwa - Zwłaszcza takie, które
nigdy się nie bawiło
więc potrząsną głową na
tak. W tym samym momencie amestynowooka złapała go za rękę, którą on zaraz wyrwał
z jej uścisku.
- Walcz z okropnymi
wspomnieniami Harry - powiedziała Molly, próbując powstrzymać łzy. Teraz już
wiedziała czemu chłopak sztywniał za każdym razem, gdy go obejmowała.
Dziewczynka spojrzała na
niego zdziwiona i delikatnie wzięła go za rękę
- Zadziwiające wyczucie
w tak młodym wieku - powiedziała zaskoczona profesor McGonagall.
i wyprowadziła z lasku.
A przy drodze stał seledynowy
- A co to niby za kolor?
- westchnął Ron.
- To odcień zieleni,
Wiewió... Weasley - odpowiedź młodego Malfoya zdziwiła wszystkich i nie
chodziło o jej treść tylko o sposób jaki została powiedziana. Odpowiedź Malfoya
nie zawierała żadnego sarkazmu czy ukrytego cynizmu. Zwykła prosta odpowiedź,
która może i zawierała przezwisko jakim często określał Weasley ale poprawił
się i w żaden sposób nie kpił z niewiedzy rudzielca jak to zdarzało się w
przeszłości.
samochód. Gdy zajeli
miejsca, kobieta spojrzała na Harry'ego w lusterku.
- Czemu tam byłeś?
- Ona myśli, że Potter
jej powie? - zakpił Anthony.
Chłopak spojrzał na
nią i już wiedział.
- Bo uciekłem.
- Przed czym?
- To chyba każdy wie -
prychnął Zachariasz Smith.
- Ni...
- .... - dorośli z
niecierpliwością czekali na odpowiedź chłopaka.
- NIE!
- wrzasnęła Rie.
- Widzicie nawet ona się sprzeciwia, żeby nie,
mówił! - zawołała Sally, widząc oczekiwanie obecnych na odpowiedź chłopaka z
ekranu.
Kobieta
zatrzymała samochód i wzięła dziewczynkę na kolana.
- Jesteś już bezpieczna.
- Nie, nikt nie jest
bezpieczny
- Jakbyś chodziła do
Hogwartu to byłabyś bezpieczna - powiedział wyniosłym głosem pierwszoroczny
Puchon.
- Jesteś tego pewny? -
zakpił Ron i spotkał się z nieprzyjemnymi spojrzeniami pozostałych członków
domu Huffepuffu.
-powiedziała urywanym
głosem dziewczynka.
Harry czując dziwny przymus
- Przymus? -zdziwili się
obecni.
położył rękę na ramieniu
kobiety i patrząc jej prosto w oczy, powiedział:
- Zapomnij.
- Ale formuła Zaklęcia
Zapomnienia brzmi Oblivate, a nie...
- Hermiona, powinnaś już
przywyknąć, że w przypadku Harry'ego nic nie jest takie jakie być powinno -
westchnął Ron.
Brązowe oczy zamgliły
się i stały się matowe.
- Ale to skutki
rzucenia... - Hermionie nie był dane dokończyć, bo rudzielec zasłonił jej usta
dłonią.
- Ciiii - mruknął
rozbawiony widząc oburzone spojrzenie dziewczyny.
A po chwili oczy kobiety
ponownie stały się radosne ale stało się też coś dziwnego.
Samochód znowu jechał, a
Rie siedziała na siedzeniu obok niego.
- To jest dziwne -
mruknął Draco.
- A potem spotkałam
Albusa
Wszyscy spojrzeli
dziwnie na dyrektora, który patrzył w przestrzeń zamyślony. Jedna z uczennic
odważyła się i zapytała:
- Panie profesorze,
spotkał pan ją kiedyś?
- Nie. Nie miałem tej
przyjemności poznania tej pani - odpowiedział jej z dobrodusznym uśmiechem
Dumbledore.
- Przyjemności? -
prychnęła Umbridge, jednak mało kto zwrócił na nią uwagę.
i pobraliśmy się.
- Pobraliśmy? To to na
pewno musi być zbieżność imion - uczniowie wybuchneli śmiechem. Wizja
Dumbledore na ślubnym kobiercu z mugolką wszystkich rozbawiła do łez.
Harry i Rie spojrzeli na
siebie zdziwieni ale nic nie powiedzieli, a
zielonooki zaakceptował to jak każdą inną rzecz jaka działa się
włoku niego.
- Harry zawsze wszystko
akceptuje bez żadnego ale. Czasem to mnie przeraża ten jego spokój w każdej
sytuacji - Laveander wzdrygnęła się na wspomnienie pierwszej lekcji
Wróżbiarstwa i tego jak ze spokojem chłopaka przyjął wiadomość o swojej
niedalekiej śmierci.
Kobieta zatrzymała
samochód i wysiedli. Okazało się, że są w zupełnie innym miasteczku.
- Ciekawe czy Harry znajdzie potem drogę powrotną? – zastanawiał się
Ernie.
- Pewnie tak, przecież mieszka w tamtych rejonach od małego. A jeśli to
cię nie przekonuje to Harry zna cały Hogwart na pamięć – powiedział Seamus.
- Rie pokaż mu dom, a
ja zrobię coś do jedzenia -
powiedziała otwierając bagażnik. Za chwile wyprostowała
się i powiedziała:
-
Nie przedstawiłam się. Gapa ze mnie...
- Nie da się ukryć - zaśmiał się Dean i tym
razem dostał po głowie od Laveander.
Hermiona
Obecni spojrzeli na
Gryfonkę o takim samym imieniu, a ta zastanawiała się czy aby Harry nie
postrzegał jej przez pryzmat kobiety, którą poznał wcześniej niż ją.
MacGregor.
- Jak myślicie? To
Szkotka?
- Nie. Francuska -
warknęła Parvati i spotkała się z urażonym spojrzeniem Fleur.
- powiedziała i schyliła
się do bagażnika.
Rie wzięła go
za rękę i pociągnęła w stronę domu, a Harry zwalczał ochotę zabrania
ręki. To nie Dursleyowie - powtarzał sobie,
- I bardzo dobrze -
zawołała madame Pomfrey - Nie daj się złym wspomnieniom.
idąc za dziewczynką. A
ta skrupulatnie wykonała polecenie Pani Hermiony i pokazała mu każde
pomieszczenie w domu. Na końcu zabrała go do swojego pokoju, a
Harry był zdziwiony, że ma tyle rzeczy, wszystkie dla siebie i może z
nimi zrobić co chce.
- Skoro to są jej
rzeczy, to nic dziwnego, że może z nimi zrobić co zechce - Draco powiedział to
tak, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
A gdy zaczął ją pytać o
wydarzenie z samochodu, zdawała się go nie pamiętać.
- Co? W samochodzie
byłaś tak samo zdziwiona jak Harry, a teraz co? Udajesz? - wciekał się Ron. Dla
niego to było do nie do pomyślenia, że ta dziewczynka tak się zachowuje.
Kiedy dalej ją o to
wypytywał głos się jej zmienił
- Tata mówił, że tylko
chłopcy przechodzą mutację głosu, więc czemu jej się zmienił? - zapytał
zwiedzonym głosem Denis Carreyw, a uczniowie zaczęli się śmiać. Hermiona
poczuła się odpowiedzialna by go pocieszyć ale ubiegła ją opiekunka Gryffindoru
- Twój tata nie kłamał.
To może być spowodowane magią pana Pottera i jak ona oddziałuje na tę
dziewczynkę.
i zaczęła mówić
zupełnie innym głosem:
- Hamuj swojego syna,
Potter. Dla Rie jest jeszcze za wcześnie.
Harry poczuł się jakby
ktoś mącił mu w głowie,
- Nic dziwnego, że
Potter gada takie głupoty o powrocie Sami-Wiecie-Kogo skoro ktoś grzebie mu w
głowie! - powiedział jakiś Krukon. Z tego co Neville pamiętał to był Bradley .
Longbotton był wciekły, że ci wszyscy ludzie tak ochoczo komentują życie jego
przyjaciela. I do tego mina Krukona sprawiła, że całe jego opanowanie było
na granicy.
- Selencio! Furnunculus.
- szybko rzucił zaklęcia i niestety nie udało się, bo jeden z aurorów postawił
tarczę przed uczniem, która wchłaniała zaklęcia. Gryfon warknął wściekle, a
wszyscy patrzyli na niego zdziwieni. Nawet jego babcia była zdziwiona zachowaniem
swojego wnuka.
jakby ktoś coś mu tam
coś zmieniał. Nie! Nie chciał żadnych zmian. Chciał wszystko
pamiętać co się w jego życiu dzieje.
- Każdy by chciał ale
nie wszyscy mają myślniodywnię - mruknął ponuro Michael Corner, a bliźniacy
zachichotali wesoło.
- Poproś Dor...
profesora Dumbledora o pomoc - mruknął rozbawiony George.
Ty dorosły,
- To głos Jamesa
Pottera!- ryknął zszokowany Knot.
- Macie przerąbane.
Macie PRZERĄBANE!
Widok krzyczącego Freda
i Georga, którzy jednocześnie się i śmiali, i mordowali wzrokiem osoby winne
obecnych wydarzeń budził podziw wśród zebranych. Gryfoni wyglądali
przerażająco ale też wywoływali włoku siebie radosny nastrój.
a inni dzieci.
Jest dla nich jeszcze za wcześnie. Obserwuj i zbieraj doświadczenie.
- To było dziwne - zawyrokował Draco
odzywając się jako pierwszy. Gryfoni zerknęli na niego i wybuchnęli śmiechem.
- Co jest takiego
śmiesznego? - zirytował się Ślizgon.
- Powtarzasz się Malfoy
- wykrztusił pomiędzy napadami śmiechu Dean. Chłopak słysząc to ostentacyjnie
odwrócił głowę, czym spowodował kolejną salwę śmiechu ale wśród kolegów z
swojego domu.
- Ale on ma rację -
mruknęła zamyślona Hermiona - Przecież rodzice Harry'ego nie żyją. I te
słowa... Inni dziećmi i jest za wrześnie dla nich... Myślisz, że - zwróciła się
do Rona, który ponownie zasłonił jej usta.
- Cicho. Lepiej własne
przemyślenia zostaw dla siebie. Pogadamy o tym potem - wyszeptał jej do uch i
odsunął się. Oczy dziewczyny rozszerzyły się nieznacznie, a po chwili pojawiło
się w nich zrozumienie.
I to dziwne mrowienie w
głowie ustało.
- To wszystko jest
dziw... - zaczął Malfoy i urwał widząc spojrzenie Blaise.
Niedługo potem pani
Hermiona zawołała ich na dół na posiłek.
- Może byśmy zrobili
przerwę? - zapytał Ron - Głodny jestem.
Przed nim pojawiły się
talerz kanapek i dzbanek z sokiem dyniowym oraz szklanka.
- Ale obsługa - zawołał
z uznaniem rudzielec, zabierając się do jedzenia.
- To nie obsługa
skrzatów tylko to magia OML-u i ona wpływa na Harry'ego - powiedział Neville,
patrząc zły na Rona.
- A so to mma wspolneko?
- wymamrotał z pełnymi ustami.
- To obrzydliwe, Ron -
skrzywiła się Hermiona.
- Za każdym razem, gdy
OML spełnia jakieś pragnienie uczestnika, to każde użycie magi jest obciąża
Harry'ego - wyjaśnił blondyn.
- I so?
- Merlinie pomóż -
westchnął Fred.
- Ron. Kiedy. TO. Używa.
Magii. To. Harry. To. Czuje. Bo. TO. Pokazuje. Jego. Życie. - powiedział
George.
- Zabiera Harry'emu
magię? - zawołał przerażony Gryfon.
- Nie, Weasley. Potter
odczuwa użycia magii Odwrócenia Myśli Losu, bo do jego aktywowania, użyto krwi
Pottera - powiedziała zniecierpliwiona Dafne Greengrass.
- Nie mogliście tak od
razu - mruknął Ron do poprzedników Dafne, którzy westchnęli ciężko i dali sobie
spokój. Za to twarz Umbrige wykrzywił obrzydliwie zadowolony uśmiech. Nie była
pewna co to tych zdolności starożytnego afetaktu i z radością przyjęła ich
istnienie.
- Chce się tu czuć jak w
siebie - powiedziała głośno i wyraźnie. Niektórzy uczniowie spojrzeli na nią ze
zdziwieniem ale szybko zrozumieli do czego dąży ich nauczycielka.
Wielka Sala się
zmieniła. Zniknęły stoły i ławy na, których siedzieli. A zamiast tego pojawiły
się jaskraworóżowe kanapy i fotele. A ściany zmieniły kolor na różowy pojawiły
się zdjęcia kotów.
- Fuj! - wzdrygnęli się
obecni. Jedynie Wielka Inkwizytorka Hogwartu wydawała się zadowolona. Nic
dziwnego siedziała na tronie. Tyle że mniejszym od tego na którym znajdował się
Knot.
Kilkoro uczniów
otworzyło usta by coś powiedzieć, gdy wystrój sali znów się zmienił. Ściana na
której znajdowały się teraz czarne drzwi, stała się grafitowa i włoku niej
znalazły się beżowe kanapy oraz białe z akcentami zieleni fotele na, których
znaleźli się Ślizgoni. Dwie ściany sąsiadujące z grafitową - kremowe zaś
ostatnia błękitna. Miejscem dla Krukonów zostały kanapy stojące pod błękitną
ścianą w odcieniu mlecznej czekolady z beżowymi poduszkami. I kilka foteli o
ciemnym froncie dęba czarnego. Puchoni rozsiedli się na kanapach barwy jesionu,
znajdujące się na środku sali. Zaś nieliczne fotele przetykane były odcieniami
czerni przy oparciach. Bordung to barwa mebli na których znaleźli się Gryfoni.
Z lewej strony sąsiadowali z Puchonami, a po prawo mieli Ślizgonów, za sobą zaś
mieli okna. Neville, Fred, George, Luna, Remus wraz z przytuloną do niego Tnoks
oraz Wąchacz i kilkoro innych siedzieli na szerokiej kapanie znajdującej się
podwyższeniu, w barwie ciepłego, orzechowego brązu. Wśród tych osób
znalazł się Severus Snape, który zastanawiał się co tak właściwie tu robi.
Okrągły stolik naprzeciwko narożnika był w tej samej kolorystyce, zaś do
podwyższenia prowadziły schodki w barwie hebanu. Osoby za stołu prezydialnego
obecnie znaleźli się najbliżej OML na szaro-brązowych kanapach. Każda grupa
miała swoje stoliki, których barwy odpowiadały kolorystyce mebli. Na nich znajdowały
się talerze z przekąski i ciastkami oraz napojami.
- Muszę przyznać, że ma
gust - powiedział Draco.
- Kto? - zdziwiła się
Pansty.
- Potter.
- Skąd wiesz, że to on?
Śizgon nic nie
powiedział tylko wskazał na arfetakt, który teraz znajdował się w przeciwnym
końcu sali. Jego ekran był czarny, a wyświetlały się na nim słowa: ,,Jeszcze
raz i zniszczę to cholerstwo!!!".
- Tak. Masz rację to
Harry - wybuchnął śmiechem Fred.
- A gdzie jest Ropucha i
Melonik? - zdziwił się George.
Tym razem to Neville
wskazał ich miejsce choć to nie był konieczne, bo nad wspomnianą dwójką pojawił
się neon w kształcie strzałki w dół, na którym był napis: ,,Azakaban to dla
nich za mało!".
Rozległ się perlisty
śmiech małych dzwoneczków. Okazało się, że to Luna i Fleur. Szybko do nich
przyłączyli się inni. Bowiem i Umbridge, i Knot siedzieli na słomianych
dywanikach, a ich próby transmutacji ich spęzały niczym.
- Arry stracić
cierpliwosc do was - powiedziała Fleur tuląc się do Billa, który siedział w
fotelu.
Kiedy usiadł za stołem i
patrzył na krzątającą się kobietę, odnosił wrażenie, że powinno być odwrotnie
- Nie, Harry. Nie
powinno - westchnęła przygnębiona Molly Weasley.
i powoli wstał z
krzesła i stanął obok niej...
- Nie możesz się
doczekać? - zaśmiała się kobieta. Harry spojrzał na nią z zdziwieniem, a w
brązowych oczach pojawiło się zrozumienie.
- Nic z tego. Siadaj do
stołu nie potrzebuję pomocy.
Harry mimowolnie się
skulił ale posłusznie usiadł z powrotem z dziwnym uczuciem bycia
zruganym.
- Nie masz się powodu by
tak czuć - tym razem odezwała się McGonagall.
Poczuł jak jego dłoń
przykrywa inna, mniejsza dłoń i przeniósł spojrzenie ze stołu na Rie.
- Pani Hermiona nie lubi
jak się ktoś kręci w kuchni. To jej królestwo
- Kogoś mi to przypomina
- zaśmiał się Fred patrząc sugestywnie na matkę.
- Fred!
- Jestem Gred! A to jest
Feorge - oburzył się chłopak - Kobieto imion swoich dzieci nie potrafisz
zapamiętać!
- zaśmiała się
wesoło dziewczynka.
Zielonooki nie rozumiał
co się tu dzieje, przecież to on powinien to zrobić.
- Nie, nie powinieneś -
westchnęła ponownie Pani Weasley.
Rie nie mogła się
doczekać i bawiła się sztucami, a Harry siedział spokojnie wbijając spojrzenie
w stół. Kobieta położyła rękę na jego ramienia, jednocześnie drugą podając mu
talerz i spotkała jego zszokowane spojrzenie.
- Co cię tak zdziwiło? -
zastanawiał się Remus.
Uśmiechnęła się
uspokajająco i została obdarzona cichym dziękuję. Chłopak patrzył zdziwiony na
swój talerz. Zaskoczyło go, że dostał taką dużą porcję.
- TO cię tak zaskoczyło?
- ryknął z niedowierzająco Lupin.
Spojrzał jeszcze raz na
kobietę, a ta tylko uśmiechnęła się do niego raz jeszcze, więc
zaczął jeść zanim Hermiona się rozmyśli i mu je zabierze.
- Slusssnie - zawołał
Ron jedząc kolejny kawałek ciasta.
- Nie zrobi tego -
powiedziała niepewnie Molly tuląc się do męża.
Szybko zjedli i kobieta
zabrała się za krojenie ciasta czekoladowego kiedy usłyszeli dzwonek do drzwi.
Hermiona McGregor poszła otworzyć i chwilę potem słychać było jej śmiech.
- Czemu nie zadzwoniliście,
przyszykowałam by...
- Nie rób sobie kłopotu,
jesteś naszą małą gwiazdeczką, którą my się opiekujemy
- Opiekujemy? - zdziwiła
się Ginny.
- Pewnie jej bracia
wpadli w odwiedziny - odpowiedziała jej matka.
- rozległ się inny męski
głos w którym było słychać rozbawienie.
- Ty się nigdy nie
zmienisz - westchnęła kobieta i weszła z powrotem do pomieszczenia w
którym czekali Harry i Rie, a za nią dwóch identycznych mężczyzn
- Bliźniacy - wrzasnęli
jednocześnie Fred i George.
o blond włosach.
- Eee... To chyba jakaś
rodzina Malfoya - jęknęli bliźniacy Gryffindoru.
- Ja. Nie. Mam. Żadnych.
Mugoli. W. Rodzinie. - wycedził platynowłosy Ślizgon.
- Siadajcie. Chcecie
kawałek ciasta? - zapytała krojąc blok czekoladowy.
- Jeszcze się
pyta
- Wlasnie!
- Ron nie mów z pełnymi
ustami - zawołała Molly.
-
prychnął kpiąco wyższy z blondynów, siadając na ladzie kuchennej,
- Krzesło masz obok - oburzyła się Augusta
Longbottom.
na co kobieta
zaśmiała się wesoło.
- Jej to nie przeszkadza
- powiedział cicho Neville.
Chwilę potem mężczyzna
odwrócił się by przywitać się z Rie i zamarł gdy zobaczył czarnowłosego
chłopaka w za dużym, poszarpanym ubraniu, który wyglądał jakby go niedawno
pobito.
Warkot jaki wydobywał
się za zaciśniętych zębów nieprzemienionego jeszcze wilkołaka sprawił, że
uczniowie zaczęli trząść się ze strachu. A, że w podobnym stanie był ponurako
podobny pies wcale im nie pomagało. Za uchylonych drzwi do środka wszedł
srebrzysty patronus w postaci jelenia. Kiedy znalazł się na podwyższeniu
podszedł do Remusa i delikatnie pożył łeb na jego ramieniu, wtedy też rozległ
się głos:
- Nic mi nie jest.
Potrzebuje trochę pobyć sam.
Jak na zawołanie
mężczyzna uspokoił się, a wtedy jeleń pochylił się, pożył łeb na grzbiecie
animaga i po krótkiej chwili rozpłynął się jak mgła.
- Sev jestem
- Jaka matka tak rani swoje dziecko? - zdziwiła się Andromeda Tnoks.
-
No, ciekawe jaka? - mruknęła ironicznie do
swojej matki Nimfadora .
- powiedział wesoło, po tym jak kiwnął głową Rie, a ta odpowiedziała promiennym uśmiechem - Tak naprawdę to Severus
Wzrok obecnych spoczął na Mistrzu Eliksirów, który w obecnej chwili żałował, że jego wzrok nie potrafi zabijać. Jego spojrzenie, które zwykle powodowało, że ludzie odwracali wzrok, teraz nie działało i każdy na niego otwarcie patrzył.
ale moje imię jest zbyt długie nie sądzisz?
- Moje imię jest jak najbardziej właściwe i nie potrzebuje żadnych zdrobnień - warknął Snape w stronę śmiejących uczniów.
Uśmiechnął się pogodnie
i na powrót zaczął rozmawiać z gospodynią domu ale Harry widział jak jego
brązowe oczy bacznie go obserwują.
- Zupełnie jak ona, tego Harry'ego z ekranu - powiedział Neville do reszty swojej grupy, wskazując Ritę, która chciwie obserwowała ekran.
- Widocznie zapomniała
co powiedział Harry i chce oberwać - wzruszył ramionami George, uśmiechając się
wrednie.
- Syriusz
- To jest dziwne - mruknął George.
- Drugi Malfoy -
westchnął Fred.
- Ale to jest dziwne nie
sądzisz?...
- Skończ Malfoy. -
mruknął cicho Fred.
- Nie uznaje go za brata
- warknął Draco - Więc nawet się nie zbliżaj - dodał chłopak widząc jak Gryfon
wstaje.
- powiedział drugi z mężczyzn, siedzący na krześle obok bohatera naszej opowieści,
- Ile razy powtarzać, że to nie jest żadna opowieść tylko życie Harry'ego! - warknął zły Fred.
tarmosząc jednocześnie włosy Harry'emu. Chłopiec gwałtownie podniósł rękę do góry dotykając włosów, jednocześnie wypowiadając ciche:
- Lapi?
- CO?!?!?!??
- Lapi? - mruknął
zdziwiony mężczyzna.
-CO?!??!?!?
- Łapa - poprawił się
Harry z nadzieją głosie.
- CO?!?
- Ile jeszcze razy to
powtórzycie? - warknął Neville.
- Ale on już wtedy znał
imię tego mordercy! - zaprotestował Zachariasz.
- Skoro Potterowie
uczynili go ojcem chrzestnym Ha...
- CO?!? - rozległy się
krzyki.
- Kto powtórzy go
jeszcze raz oberwie! - krzyknął Neville szokując zebranych - Harry'ego to nic
dziwnego, że Harry znał jego imię - dokończył już spokojnie.
- A skoro o Syriuszu
Blacku mowa... - zaczął Fred.
- To mamy do pana
ministra pytanie - dokończył George.
- Jakie? - zapytał
podejrzliwie Knot.
- JAKIM PRAWEM
ZAMKNĘLIŚCIE GO W AZKABANIE, NIE MAJĄC ŻADNYCH DOWODÓW NA NIEGO!!!!!!
- Co? - powiedział
niepewnym głosem Knot.
- TO, ŻE ZAMKNĘLIŚCIE
NIEWINNEGO CZŁOWIE...
- NIEWINNEGO CZŁOWIEKA?
TO MORDERCA! ZABIŁ PONAD 13 OSÓB! I ŚMIECIOŻERCA! JAKBYŚCIE ZAPOMNIELI!!!!
- KOPIESZ POD SOBĄ
KOLEJNE DOŁKI!
- Nie mogę się doczekać
aby zobaczyć twoją minę, gdy poznasz prawdę - powiedział Neville z wrednym
uśmiechem.
Obecni obserwowali to
wszystko z szokiem wymalowanym na twarzy i nie wiedzieli co o tym myśleć. Uczniowie
broniący zdrajcę i uciekiniera z Azkabanu. To po prostu się w głowie nie
mieści!
- Ale...- wtrącił się
Sev, jednak umilkł, bo został zgromiony przez spojrzenie kobiety, które
ani Harry ani Syriusz nie zauważyli, bo byli wpatrzeni w siebie. Harry nie
wiedział czemu ale czuł się w tej chwili bezpiecznie.
- Harry - westchnął Syriusz.
- Ale to morderca jest -
jęknęła Parvatii.
- To akurat mugol,
morderca to Black - poprawiła ją siostra.
Bezpiecznie jak nigdy dotąd.
- Jak przy kimś takim można czuć się bezpiecznie? - wzdrygnęła się Laveander.
Jego Lapi
- Harry musiał być słodki jak był mały - powiedziała nieobecnym głosem Luna.
tu był. Obecny Lapi, znaczy dom.
- Harry - wzdrygnął się animag, gdyż zdał sobie sprawę, że nie zauważył tak oczywistej rzeczy.
- Czyli Harry utożsamia
Blacka z domem - mruknął Anthony - To wszystko wyjaśnia.
- Co takiego? - zapytała
Trupin Lisa.
- W trzeciej klasie
Potter spotkał Blacka, tak?? I on nie ucierpiał, a Black uciekł, tak??- kiedy
dziewczyna kiwnęła głową kontynuował - A jeśli to co bliźniacy powiedzieli
przed chwilą, jest prawdą, to dla Pottera Black jest jak jedyna rodziną.
Wypowiedź Krukona
zdziwiła obecnych i sprawiła, że zaczęli się zastanawiać co tak naprawdę jest
prawdą.
Wstał i wdrapał się na
kolana mężczyzny, mocno się przytulając.
- Jak słodko - westchnęła Laveander.
Położył głowę na jego piersi i słuchał jak spokojnie bije mu serce.
- To już przesada! On się tuli do obcego faceta! - skrzywił się Zachariasz.
- Dureń! Przecież Harry
myśli, że to jego bliski - powiedziała Padma.
Czując obejmujące go ramiona, uniósł głowę i uśmiechnął się nieśmiało.
- Jeszcze nigdy nie widziałem takiego uśmiechu na twarzy Harry'ego - westchnął zdumiony Ron.
- To jest prawdziwy
Harry - rozległ się głos Luny ale brzmiał jakby z oddali.
- My nigdy nie
widzieliśmy go takiego - jęknęła smutno Hermiona, zdając sobie sprawę, że tak
naprawdę nie zna swojego przyjaciela.
Spojrzał w oczy Łapy. Gdy tak patrzył zauważył coś dziwnego.
- Malfoy... - zaczął nucić Fred.
- A mi się waż -
syknął Ślizgon, a Gryfon wybuchnął śmiechem.
Te szare oczy, w które patrzył... Brakowało im czegoś.
- Już wtedy wiedziałeś - zdziwił się Syriusz.
- Niby czego? To są
zwykłe, najnormalniejsze oczy na świecie oczy - powiedział przemądrzałym głosem
Zachariasz.
Drygnął, gdy
dotarła do niego prawda i gwałtownie uwolnił się z objęć mężczyzny, cofając się
aż do ściany.
- Niby co jest takiego w oczach Blacka, co tym brakuje? - zastanawiał się Ernie.
- Szaleństwa w oczach -
powiedział wrednie Zachariasz.
- On się prosi o lanie -
warknął Fred.
- Zrobiłem coś nie tak?
- zapytał łagodnie mężczyzna wstając.
- Nie jesteś Łapa -
powiedział Harry wyraźnym rozczarowaniem w głosie.
- Tak to wielka szkoda - uśmiechnęła się Umbridge.
- Jej też należy się
lanie - warknął Neville.
- Nie martw się,
braciszku. My już to załatwimy - powiedzieli równocześnie i tak samo mściwym
głosem bliźniacy.
- Co? - powiedział
równocześnie Neville i jego babcia.
- Braciszku? - mruknął
Snape, a Fred wypiął do niego język. Drygnął, kiedy uświadomił sobie co zrobił.
Cała sala wstrzymała oddech, czekając na reakcję profesora, który jedynie
spojrzał na Gryfona i zapytał:
- Czemu braciszek?
- Bo tak. - uśmiechnął
się wrednie Weasley.
- Jakim cudem ty i twój
brat jesteście w Gryffindorze? - westchnął mimo woli Severus.
- Bo dla nas liczy się
magia, a nie czysta krew - mruknął jakby do siebie Fred i drygnął, gdy zdał
sobie sprawę co powiedział.
- Wiedziałem - mruknął
tylko Snape i wykrzywił usta w grymasie widząc miny pozostałych.
- Myślisz, że oni
usłyszeli? - zapytał się Fred George'a.
- Harry go nosi tak jak
i my - mruknęła Luna, a bliźniacy odetchnęli z ulgą zaś Severus zastanawiał się
o co chodzi.
- Nie. Przykro mi -
Syriusz zrobił krok do przodu, zbliżając się do chłopca.
- Powinienem wiedzieć,
że on nie żyje.
- Żyłem wtedy. Żyje teraz. Przepraszam, że musiałeś tyle czekać - Syriusz obwiniał się, że to przez niego Harry tak cierpiał w dzieciństwie.
- Żyje tylko siedział w
tedy w pace - mruknął Dean.
Każdy... Oni wszyscy... - Harry nie był w stanie dokończyć i chciał wyjść ale mężczyzna mu na to nie pozwolił przytrzymując go mocno by nie uciekł.
- Źle to się dla niego skończy - mruknął George.
- Jeśli chcesz mogę być
Łapą - zaproponował mężczyzna.
- Niech nawet nie próbuje - warknął Syriusz.
- Nie - zawołał ostrym
jak brzytwa głosem
- Już jak dziecko Harry potrafił być straszny - mruknął Nick.
- Co? - warknął Snape -
Kiedy go takiego wiedziałeś? - zdziwił się opiekun Slytherinu, jednak jego
podopieczny uśmiechnął się tajemniczo.
- On jest ważny dla taty!
- Jak dużo już wtedy byłeś świadomy... - westchnął Syriusz.
A ty nie! - krzyczał próbując się wyrwać z uścisku.
- To może zaprowadzę cię
to twojego taty, on mnie pozna i...
- To jest podejrzane! - wzdrygnęła się Padma.
- Nie. To jedna z metod
pomocy dzieciom, którzy doświadczają przemocy w domu - wyjaśniła madame
Pomfrey.
- Mój tata nie żyje!
Gdyby żył, nie musiałbym mieszkać z nimi! - ostanie zdanie
powiedział tak cicho, że ledwo go było słychać.
- Czy to oni ci... - nie
było mu dane dokończyć, bo wrzasnął z bólu,
- Mówiłem, że to się źle skończy.- mruknął rozbawiony George.
gdy Harry niespodziewanie ugryzł go,
- Nic dziwnego, że on
jest szalony skoro miał w ustach tę skażoną krew mugoli - powiedział z pogardą
w głosie Golyle.
- Naprawdę? Ile nad tym
myślałeś? Mózgownica ci się nie przegrzała? - zakpił Ron, a Ślizgon zaciskał
pięści, zły, że nie może pokazać Gryfonowi gdzie jego miejsce. Ale teraz
przy wszystkich to było zbyt ryzykowne.
tym samym uwalniając
się i cofając w stronę wyjściowych drzwi.
- Droga ucieczki to podstawa - powiedział z dumą George.
- Nawet
nie zacząłeś swojego ciasta, Harry. - powiedziała cichym głosem
kobieta.
- Jaka szkoda - mruknął
Ron.
- Przestań wreszcie
myśleć o jedzeniu - warknęła Hermiona uderzając go.
Harry spojrzał na nią
zdezorientowany. Wiedział, że powinien jak najszybciej wyjść ale też
coś w nim chciało tu zostać.
- Och Harry - westchnęła z rezygnacją Hermiona pewna, że zielonooki wyjdzie.
Rie tu mieszka i nic jej nie jest. Ale czy on tu jest bezpieczny?
- Dobre pytanie - mruknął pod nosem Dean.
Jest dziwolągiem.
- CO??!
- Mówiłem coś na ten
temat! - warknął Neville.
- Ale... - przeszywające
spojrzenie chłopaka raz dwa uciszyło Hermionę, wprawiając ją w osłupienie.
Zdała sobie sprawę, że nie tylko nie zna i swojego przyjaciela ale Gryfona,
którego wszyscy uważają za głupowatego i niezdarnego.
A takich jak on powinno się zamykać,
- To was mugoli powinno się zamykać - warknął Lucjusz.
a najlepiej pozbywać się ich szybko ale boleśnie by inne dziwolągi znały swoje miejsce.
- Ten Dursley... Gdzie on mieszkał? - wielu obecnych wstało z swoich miejsc gotowych do zniszczenia sielankowego życia rodzinki Harry'ego. Chyba nikogo bardziej w życiu nie zdziwił widok państwa Malfoyów wychodzących z sali w ramię w ramię z Weasley'ami, Remusem ale bez jego psa (bliźniacy przytrzymali Syriusza), Tnoks, Kinsley i wielu innych. I jakoś nikt nie miał najmniejszej ochoty powstrzymywać. Wręcz przeciwnie wiele osób chciało się jeszcze przyłączyć.
Jego rozmyślania
przerwał dotyk małej dłoni na jego nadgarstku. Otworzył oczy, które
nieświadomie zamknął i spojrzał na dziewczynkę przed nim. Ta delikatnie ciągnąc
go, poprowadziła go do salonu. Lekko popchała go by usiadł w fotelu i na chwilę
zostawiła go samego by zaraz wrócić niosąc dwa talerzyki z ciastem.
- Ron!
- westchnęła Hermiona widząc oblizującego się chłopaka.
- Co ja poradzę, że ono
wygląda tak smakowicie? - westchnął z rezygnacją Gryfon.
Talerzyk, który miał
większy kawałek podała mu i życząc mu smacznego zaczęła jeść.
Wpatrywał się zdziwiony
w Rie, która jakby nigdy nic siedziała uśmiechnięta i wcinała ciasto.
Rozejrzał się i nie widząc nikogo więcej poza dziewczynką,
zaczął konsumować ciasto. Jadł powoli rozkoszując się smakiem
- Mniam! Szkoda, że nie
możesz się podzielić - westchnął smętnie Ron.
i kiedy skończył
odłożył deserowy widelczyk z cichym westchnięciem. I
wtedy talerzyk został mu zabrany i zastąpił go nowy z kolejnym
kawałkiem.
- Też tak chce!
- Ron! Wspomnij jeszcze
raz o jedzeniu, a ci przywalę! - głos Nevilla sprawił, że wszyscy odwrócili
głowy w tył by spojrzeć na chłopaka, który od rozpoczęcia dzisiejszego dnia był
tak różny od tego chłopka, którego znali.
Zdziwiony gwałtownie
podniósł głowę i zobaczył stojącego obok Syriusza.
- Dlaczego?
- A dlaczego by nie? -
powiedział tylko i wyszedł z pokoju. Zorientowany spojrzał na Rie,
która siedziała spokojnie i patrzyła na niego uśmiechnięta.
- Prawda, że dobre?
Każde ciasto jakie piecze Hermiona
- Dlaczego to dziecko
mówi jej po imieniu? - zdziwiła się profesor Sprout.
- Hermiona McGregor nie
jest matką Rie - burknął Neville - I nie nic wam więcej nie powiem - powiedział
uprzedzając pytania.
jest wspaniałe,
bo piecze je wkłada w nie swoje serce. Całą miłość jaką ma w sobie.
- To takie słodkie -
powiedziała fałszywie Umbridge mając nadzieję, że to zmieni jej sytuację.
Jednakże nic się nie zmieniło. Nie! Wróć, zmieniło się. Zamiast na dywaniku ze
słony, siedziała na podłodze, co wywołało wybuch śmiechu wśród uczniów.
Harry kiwnął głową na
zgodę i znowu zaczął jeść kolejny kawałek. Gdy skończył dziewczynka zabrała mu
talerzyk, zaniosła do kuchni i wróciła do niego i zapała go za rękę znów go
gdzieś ciągnąc.
Weszli po schodach i
znaleźli się w pracowni malarskiej.
- Rodzina artystów? -
zapytała samą siebie Hermiona.
Harry uśmiechnął się
mimowolnie.
- Znów ten uśmiech -
westchnęła przygnębiona Hermiona.
Uwielbiał malować.
- Nigdy nie widziałem
Harry'ego, żeby cokolwiek rysował - powiedział z zastanowieniem w głosie Ron.
- Widać jakimi
przyjaciółmi jesteście - prychnął Smith.
- Zamknij się! Ty w
ogóle nic nie wiesz o Harrym! Na jego zaufanie trzeba zasłużyć!
- Pięć lat włóczenia się
za nim to za mało? - zakpił Puchon.
- Ty niczego nie
rozumiesz - wycedził za zaciśniętych zębów rudzielec. Doskonale wiedział, że
nie wie wszystkiego o chłopaku, którego uważał za przyjaciela ale miał
nadzieję, że kiedyś to się zmieni. A teraz zaczynał tracić wiarę w to, że
zdobędzie zaufanie Harry'ego. Szczególnie po tym co zielonooki wcześniej
powiedział i miejsce które zajmował, czyli wśród innych Gryfonów, a nie jak
Neville na podwyższeniu. Mimo to chciał się dowiedzieć dlaczego jego przyjaciel
był taki a nie inny więc uważnie oglądał wszystko co pokazywał ekran.
Ledwo weszli to śladem
ich weszli goście Hermiony MacGregor i ona sama.
- Zamierzacie malować? -
zapytała się kobieta.
- Chce namówić Harry'ego
aby coś narysował - wyszeptała dziewczynka jakby zdradzała jakiś ważny sekret.
- I
to cholernie dobrze strzeżony sekret - mruknął Dean - Ile razy coś
przy nim nie rysowałem, a on nawet słowem o tym nie wspomniał. Tylko
czasem o coś zapytał niekiedy nawet doradził, a ja nawet się nie
zastanawiałem skąd on to wie.
I tak było.
Chłopak poczuł się zdradzony.
- To niedobrze -
mruknęła madame Pomfrey.
Tylko Rie wiedziała, że
lubi malować.
- Czemu mnie to nie
dziwi - burknął Seamus.
- Nie tylko ona -
bliźniacy spojrzeli na siebie porozumiewawczo.
- Naprawdę? -
powiedziała Hermiona, podchodząc do chłopaka - Może ci pomogę. Co ty na to?
- Nie!
- zawołał cofając się gwałtownie - Nie chcę!
- Harry nigdy nie chce
pomocy - westchnęła ciężko Hermiona.
- Rozumiem - w głosie
kobiety pojawiła się jakaś dziwna nuta - A sam coś narysujesz?
- Nie! - cofał się w
stronę wyjścia nie podobało mu się tu. Do niczego go nie zmuszą.
- Nie podoba mi się to -
mruczała do siebie Poppy i zapisała coś na swoim pergaminie.
A na pewno nie do
malowania. Nie zmuszą go. Nie pozwoli by kolejne osoba zniszczyły to co kochał
robić.
- To co kochał robić? -
zdziwili się obecni.
- Ale Potter nie maluje!
Wiedzielibyśmy! - zawołał jeden z uczniów.
- Wy nic nie wiecie o
Harrym - powiedział cicho ale dobitnie Neville - Zobaczcie wreszcie prawdę, a
nie to co chcecie widzieć. Wy nic nie wiecie, gdy chodzi o Harry'ego.
- Spokojnie nikt ci tu
nie zrobi krzywdy - powiedział łagodnie Syriusz.
- Co to znaczy zrobić
komuś krzywdę? - zapytał Harry zaciekawiony.
- Co?!?! - rozległ się
ryk, który słychać nawet było w Hogsmeade.
- Czy ja dobrze
usłyszałam? On się zapytał co to znaczy...?
- Tak, Ginny. On się
właśnie o to zapytał - powiedział dobitnie Bill patrząc prosto w oczy swojej
siostry.
- Ale...
- Jakie ale, co? Kto go
tam zostawił, zrobił wielką wyrwę w psychice Harry'ego... – sugestywne
spojrzenie najstarszego syna Weasleya spoczęło na osobie Albusa Dumbledora.
Dwaj mężczyźni i ich
siostra spojrzeli na chłopaka jakby mu wyrosła druga głowa.
- Co takiego? -
wykrztusiła kobieta, wtedy Harry zorientował się co takiego zrobił i rzucił się
biegiem do wyjścia. Zbiegał po schodach nie patrząc pod nogi i przewrócił się.
Niestety spadł z schodów,
- To musiało boleć -
jęknęła Sally.
a co gorsza
słyszał kroki. Nie mając siły wstać, zacisnął powieki, marząc aby ten dzień
wreszcie się skończył. Miał dosyć.
- Nie dziwie mu się -
powiedział ponurym głosem Nick. Choć nikt nic nie powiedział to wielu zgadzało
się z pierwszorocznym Ślizgonem.
Słysząc zbliżające się
kroki, skulił się próbując skupić się na czymś innym. Wtedy poczuł jak coś go
obejmuje i podnosi. Powoli i niepewnie otworzył oczy i wtedy zobaczył
Seva.
- Nic ci nie jest? -
usłyszał szept.
Nie mogąc wydobyć z
siebie głosu, potrząsnął głową.
- Spokojnie zaraz się
tobą zajmiemy - z krtani mężczyzny nie wydobywał się głośniejszy od szeptu
dźwięk. Harry nie wiedząc co ma robić, ponownie zamknął oczy i oparł głowę na
jego ramieniu.
- Co to ma być?! -
ryknął Knot widząc jak ekran staje się czarny.
- Wi... widocz...nie -
zaczęła przestraszona kobieta. Ta sama, którą wcześniej zmuszono do ponownej
aktywacji arfetaktu - widocznie wtedy pan Potter stracił przytomność -
dokończyła niepewnie, widząc wściekłe spojrzenia obecnych.
- Stracił przytomność? -
na te słowa wielu z uczniów wzdrygnęło zdając sobie sprawę jak bardzo ciężkim
stanie musi być Harry. Kiedy na sali rozległo się przejmujące wycie, to pewien
animag dał upust emocjom jakie nim targały. A najbardziej były to
poczucie winy, żal i rozgoryczenie.
Kiedy je ponownie
otworzył pierwsze co zauważył to, że był sam. Leżał na kanapie w pracowni
malarskiej i był przykryty. Usiadł powoli opierając się o oparcie. Rozejrzał
się.
Naprawdę był sam.
- Czy to aby
nieodpowiedzialne zostawiać go samego? I to w jego stanie? - zdziwiła się
Padma.
- Harry'emu o to chodzi
- burknął Neville.
Po raz pierwszy
ktoś zostawił go samego w swoim domu,
- Czemu to dla niego
takie ważne? - zapytała Angelina.
- Bo Harry wtedy zawsze
był sam - powiedział ponuro Fred.
nie szukając
gwarancji, że nic nie zrobi.
- Och, więc to tak -
westchnęła Padma.
Drygnął, gdy
poczuł delikatne ciepło bijące od wisiorka.
- Co jest z tym
naszyjnikiem? - mruknęła sfrustrowana Hermiona i w odpowiedzi usłyszała podobne
do śmiechu szczekanie.
- Możesz im
zaufać. Tak samo możesz ufać Rie - usłyszał.
Ci, którzy pamiętali
Jamesa i Lily Potter siedzieli oniemiali. Przecież to ich głosy... Ale oni
zostali zamordowani!
Ale nie zwrócił na to
większej uwagi. Rie już wiedział, że nie może ufać.
- On nie ufa Rie?
Przeci... - zdziwił się George.
- Wątpię w to. Widocznie
wtedy Harr...mph... - zabrał rękę, która zasłoniła jego usta i - Nev!
- Cicho - warknął
Longbottom.
Zdradziła jego sekret.
George uśmiechnął się
lekko.
- Więc o to chodziło.
A ci dorośli?
Dorosłym się nie ufa.
- To wyjaśniało by czemu
nigdy nie poprosił o pomoc - westchnęła ciężko McGonagall.
Jest tylko jeden rodzaj
dorosłych.
- Tak ciekawe jaki? -
zaciekawiła się Susan
- Taki, który cię
zniszczy - wyszeptała drżącym głosem Sally.
Dorośli każdego
niszczą.
- Niszczą? Ale... -
zaczęła Padma
- Jego poglądy są
uzależnione od tego co przeżył u Dursleyów - przerwała jej madame Pomfrey.
- Sally ty to co
powiedziałeś...- młoda Bones urwała, gdy zobaczyła w oczach młodszej koleżanki
strach i mocno ją przytuliła. Ta jednak wyrwała się jej i wybiegła z sali. Po
chwili wróciła niesiona przez Harry'ego, a na jej twarzy były ślady łez.
Potter wszedł na podwyższenie i położył dziewczynkę na kanapie tak, że jej
głowa leżała na kolanach Nevilla.
- Nikt cię nie
skrzywdzi, Soli. A każdy kto spróbuje to on będzie cierpiał, a nie ty -
powiedział Harry, głaszcząc ją po włosach. Potem spojrzał krótko na
Longbottona, który kiwnął głową, a potem Harry wybiegł z sali zaś blondyn
powoli głaskał po włosach Puchonkę.
- My też? -
usłyszał ten sam cichutki głos.
Drygnął, gdy to
usłyszał. Wstał i zbliżył się do okna. Wpatrzył się w niebo, pogrążając się w
swoich myślach.
Oni mieli rację.
- Jacy znowu oni? - na
twarzy Zachariasza widniał grymas gniewu.
- On ma na myśli chyba
te głosy ale to są głosy jego rodziców - powiedziała niepewnie Amelia Bones.
- Jak to możliwe -
wysapał przerażony Knot. Nie rozumiał jak coś takiego mogło mieć miejsce, skoro
ci byli martwi co najmniej kilka lat, kiedy to się działo. Więc jak?
Minister jeszcze nie
wiedział co na niego spadnie za to co uczynił.
Od Hermiony, Seva
i Syriusza nie czuł tej zimnej, pełnej mroku nienawiści. Od nich biła delikatna
poświata ciepła i zrozumienia.
- Jak to możliwe? -
wrzasnął wytrząśnięty Darco.
- Normalnie. Przecież
jest czarodziejem - parsknął rozbawiony Fred.
- Ale on widzi aury
duszy - jęknął nieelegancko Ślizgon.
- Żeby on jeden -
powiedział lekceważąco Neville.
- Ty też? - głowa
Malfoya uderzyła w oparcie krzesła, gdy ten wyprostował się gwałtownie. - Kto
jeszcze? - zapytał rozglądając się rozgorączkowanym wzrokiem po obecnych.
Kilkoro osób uniosło ręce ale nie wszyscy. Ale i tak załamało to Ślizgona.
Nigdy by nie podejrzewał tych osób o tę umiejętność, przecież oni zawsze...
- Ja również.
Tym razem głowa uderzyła
o stół, kiedy zobaczył promienny uśmiech Astorii.
Odwrócił się od okna i
podszedł do jednej z sztalug. Wiedział, że nie powinien tego robić ale nie mógł
się powstrzymać.
- Ciekawe czy można by
potraktować to jak terapię dla niego... - zastanawiała się madame Pomfrey.
- Ta jasne. Bo ci się
uda - warknął zły Neville, a dziewczynka siedząca na jego kolanach zaczęła się
śmiać.
- Harry i terapia! To on
dla nas jest terapią! - wykrztusiła między napadami śmiechu i nagle
znieruchomiała, gdy zdała sobie sprawę z tego co powiedziała.
- Nevi...
- Spokojnie. Harry nic
ci nie zrobi - mruknął chłopak przytulając ją mocno, a ta wtuliła się w niego.
Sięgnął po
pojemnik z pędzlami i tubki farb.
- Hey! Zobaczę jak on to
robi - zawołał ucieszony Dean.
Zamoczył czubek pędzelka
w odkręconej tubce, a potem pędzel zaczął tańczyć na płótnie. Kiedy skończył
odsunął się od sztalugi
- Czemu go nie widać? -
powiedział zawiedziony Dean.
i cichutko zapytał:
- Podoba ci się Kirke?
Głos Harry'ego mówiący w
wężomowie sprawił, że kilka osób drygnęło. Jednak bardziej ich dziwiło jakim
cudem go zrozumieli i czemu mówi do węża, skoro nie miał go przy sobie.
W tej samej chwili
poczuł jak bransoleta na jego nodze porusza się
- Jak? - westchnęła
zdziwiona Hermiona.
- Nareszcie - zaśmiał
się Neville, a Ron w tej samej chwili odwrócił się zszokowany w stronę Hermiony:
- Co? Ty nie wiesz?
- Ale tak potrafią tylko
magiczne węże! - zawołał Nick.
- Magiczne? Jak
bazyliszek? - zdziwiła się Hermiona, wyciągnęła pergamin i zaczęła pisać.
- Mogłam się domyśleć,
że nawet zwierzę Harry'ego będzie dalekie od normalności. Chociaż Hedwiga...
- Hedwiga potrafi...
- Ron! Nawet nie waż się
kończyć! - zawołał Neville.
- Ale o tym wiedzą
wszyscy - jęknął chłopak.
- Wszyscy Gryfoni -
uściślił blondyn - Zapomniałeś, że to co dzieje się w pokoju wspólnym, to tam
zostaje? - twarz Rona przybrała barwę buraka.
- To u was są jakieś
zasady? - zdziwił się Malfoy.
- A u was nie? -
powiedział zgryźliwie George - A chociażby ta o...
- Cicho bądź! - zawołał
Golyle - Nie jesteś jednym z nas to się zamknij.
i po chwili
- Co znowu? - ryknął Knot,
gdy ekran stał się czarny.
u jego stóp
- Arfetakt i jego
zaklęcia nadal trwają tylko widocznie coś dzieje się z ekran. Możliwe, że ktoś
wpłyną na magię...
- To na pewno Potter! -
warknęła Umbridge, a Knot zaklął szpetnie.
wił się mały
wężyk,
- Ciekawe jak wygląda? -
mruknął Blaise.
- Jest śliczny -
uśmiechnął się Nick.
- A ty skąd to wiesz? -
ale pierwszoroczniak uśmiechnął się tylko szerzej.
który zaczął wspinać się
po jego nodze w górę jego ciała. Gad zatrzymał się na jego ręce. Po
chwili zaszczał z zadowoleniem
- Czyli zwierzątko
Harry'ego lubi jego prace - mruknęła niepewnie Laveander.
- Zwierzątkiem Harry'ego
jest wąż - przypomniał jej Seamus.
- Musiałeś - wzdrygnęła
się dziewczyna.
i znieruchomiał.
Wtedy Harry zdał sobie sprawę, że nie ma na sobie bluzy. Rozejrzał się szybko i
zobaczył, że ta leży na wezgłowiu mebla. Ubrał ją szybko, tym samym zakrywając
wężyka, który ponownie stał się bransoletą ale też i siniaki, które widniały na
jego rękach.
Po sali rozległ się
warkot, który wydobył się za zaciśniętych zębów animaga.
Ostatni raz rzucił
tęsknym spojrzeniem na swój obraz i wyszedł z pokoju.
Ekran rozbłysk jasnym
światłem i znów pojawił się obraz.
- Pożałuje - warknęła
Umbrigde.
Tym razem powoli zszedł
po schodach, uważając na każdy stopień. Kiedy był już w połowie schodów poczuł
coś zimnego i mrocznego.
Jęk Draco wywołał
uśmiech na twarzy Longbottoma.
Gwałtownie podniósł
głowę. Naprzeciwko niego u podnóża schodów w towarzystwie Rie i poznanych
dzisiaj osób, stał mężczyzna. Jego oczy niebieskie były zimne jak lód, gdy na
niego patrzył.
- Jego chyba wcześniej
nie było. I to ten Albus - mruknął Justyn.
- Nic dziwnego, że Harry
nie ufa Dropsowi - burknął pod nosem George.
- Czujesz się już lepiej
Harry? - zapytała Hermiona.
- Ja... ja muszę już iść
- powiedział chłopak i zaczął szybko schodzić z schodów nie zważając na ból.
Nie zamierzał być w towarzystwie tego mężczyzny. W nim było coś dziwnego.
- Malfoy...
- Dośc! Skończ wreszcie!
- zawołał Ślizgon, a bliźniacy Weasley śmiali się tylko.
Coś groźniejszego.
Obecni wymienili
niespokojne spojrzenia.
Coś co nie mieli nawet
Dursleyowie.
- To niepokojące -
powiedział zaskoczony Dumbledore.
- Zaczekaj Harry! Mam
dla ciebie prezent! - zwołała Rie i szybko weszła po schodach na górę i
skręciła na korytarzu do pracowni.
- Dla mnie? - zdziwił
się
- Teraz rozumiem czemu
tak dziwnie zareagował, jak mu powiedziałem, że pod choinką są i prezenty dla
niego - westchnął Ron, wspominając Boże Narodzenie z ich pierwszego roku.
- Kiedy to było? -
zaciekawiła się Hermiona.
- Podczas przerwy
świątecznej, pierwszy rok.
i poczuł dziwne
ciepło, które rozgrzewało go od środka.
- To radość -
uśmiechnęła się Sally, wspominając słowa Harry'ego.
- Jejku! Jakie to ładne!
- rozległ się krzyk dziewczynki.
- Jej się to podoba!
Czyli Harry nie maluje tak źle. Może się czegoś od niego nauczę - ucieszył aię
Dean.
- Dzieci łatwo jest
zadowolić - powiedział ironicznie Snape.
- Ale nie ją - parsknął
śmiechem Neville, nie zdając sobie sprawę z tego co powiedział.
A Harry jęknął cicho,
czym zwrócił na siebie uwagę pozostałych.
- Namalowałeś coś? -
zabrzmiał radosny głos Hermiony i Seva. A potem kroki po schodach. Ich śladem
poszedł także ten dziwny mężczyzna. Został jedynie Syriusz,
Animag wyszczerzył kły.
-Nawet nie próbuj...
To ja jestem Lapi! - po pobycie w Azkabanie każda najmniejsza wieź
była dla niego wszystkim. A ta z Harrym? Nie zamierzał pozwolić jej zniknąć.
Wzmocni ją tak jak to powinien zrobić od razu i zaopiekować się chrześniakiem,
a nie gonić za szczurem. Przecież Jimni go ostrzegał...
który podszedł do
niego. - Stało się coś? - powiedział cicho przykucając i delikatnie podnosząc
głowę chłopaka, tak by patrzeć w jego oczy.
- Czy... czy... -
próbował ale przez jego usta nie chciały przejść TE słowa.
- Miałam ten sam problem
- powiedziała Sally cała się trzęsąc, wiec Neville ponownie ją przytulił.
- Każdy kto zrobi ci
jakąkolwiek krzywdę będzie miał ze mną doczynienia. Bez względu co się
stanie przyjdź, a ta osoba pożałuje.
- Nawet jeśli to
będziesz ty? - Harry'ego ledwo było słychać ale mężczyzna to usłyszał i jego
rozszerzyły się nieznacznie na to pytanie. A po tym Syriusz wzdrygnął się
gwałtownie i na jego twarzy przez chwilę widniało przerażenie.
- A to czemu? - zdziwili
się obecni.
- Niektórzy ludzie
brzydzą się przemocą - powiedział chłodno madame Pomfrey.
- Nawet wtedy. Po prostu
powiedz - w jego głosie było słychać jakby oczekiwanie. Jakby chciał by Harry
powiedział mi to teraz.
- Nie ma takiej opcji! -
wrzasnęli zgodnie Gryfoni.
- Już raz też coś
takiego mówiliście i się pomyliście. Tym razem pewnie też tak będzie -
powiedział pewnie Anthony.
- Nie licz na to. Harry
i skarżenie się komuś na cokolwiek? To tak jakby Snape nagle byłby miły -
zakpił Ron nie zważając na spojrzenie mistrza eliksirów.
- Dlaczego?
- Ludzie uważają, że na
świecie nie ma potworów ale się mylą.
- To prawda. Na przykład
taki bazyliszek - wzdrygnął się Justyn.
To my jesteśmy
najgorszymi z wszystkich potworów jakie chodziły, chodzą i będą chodzić po świecie.
- CO?!??
- Znowu się zaczyna -
westchnął Neville.
- Czemu?
Ale nie dostał
odpowiedzi, a mężczyzna tylko potargał go po włosach. Harry patrzył w te szare
oczy tak podobne do oczu Łapy ale jednocześnie tak różnych.
- Wiadomo. Moje oczy są
jedyne w swoim rodzaju - zaśmiał się mentalnie Syriusz.
I coś zrozumiał.
- Kto był twoim
potworem?
- To wyjaśnia czemu
wcześniej tak zareagował - obecni jednogłośnie zgodzili się z Poppy Pomfrey.
Mężczyzna zbladł
gwałtownie i cicho się zaśmiał ale nie był to radosny śmiech.
- A twoim? - uśmiechnął
się blado do chłopca, który próbował odwrócić wzrok.
- Dursleyowie! - słychać
było gniew i lekkie przerażenie w głosach Gryfonów.
- Kiedy ty powiesz
mi, ja powiem ci, okej? - zaproponował brat Hermiony.
- Czemu ci tak na tym
zależy? - zapytał zdziwiony Harry.
- Dobre pytanie -
Syriusz żałował, że nie może zmienić postaci.
- Syriusz, co tam
robicie? Zasnąłeś? - rozległ się męski głos, jednak nie był to głos Seva.
- Czyli to ten Albus -
podsumował Michael Corner.
- Ale dedukcja Sherlocku
- zadrwił Dean.
- Nie ma za co Watsonie
- odpowiedział mu Krukon.
- Chwila. Już idziemy -
zawołał blondyn i zaczął wspinać się po schodach. Harry kierowany dziwnym
Śmiechy uczniów
powodowały, że Draco przeklinał moment w którym się odezwał.
przeczuciem złapał
mężczyznę za rękę. Ten odwrócił się z szokiem wymalowanym na twarzy.
- Nie dziwie mu się.
Zwłaszcza, że Harry rzadko tak robi - mruknęła Katie Bell.
- On jest potworem
- Kto? - zapytał Seamus.
- Harry mówi o... A
zresztą zaraz się dowiedzie - machnął ręką George.
- wyszeptał gorączkowo,
próbując dotrzeć do Syriusza.
- Kto? - mężczyzna
również szeptał.
- On.
- Jaki on? - zdziwił się
blondyn.
- ON - Harry wskazał na
szczyt schodów.
- Albus? - w głosie
mężczyzny był czysty szok.
- Po tym co Harry odczuł
w jego aurze duszy to nie ma się co dziwić - powiedziała Angelina Jhonson
spoglądając na zdziwione twarze.
- On jest jeszcze
bardziej mroczny niż ONI - wyszeptał cicho zielonooki i poczuł ulgę, gdy oczach
mężczyzny pojawiło się zrozumienie.
- Jednak ktoś ci wierzy
Potter - powiedziała sarkastycznie Ślizgonka Tracey.
- Nie martw się. Albus
sprawia tylko takie wrażenie, więc nie ma czego się bać - i poszedł
dalej.
- A jednak nie uwierzył
- jęknął Ron.
A Harry poczuł się dziwnie.
- Kto się jeszcze raz
zaśmieje będzie odczuwał skutki swej głupoty do ukończenia tej szkoły - zawował
zarumieniony z złości Malfoy.
- Nie groź nam. Dopóki
trwa OML nie możesz nic zrobić - zaśmiała się krótko Bones.
- A Longbottom? - jęknął
Ślizgon.
- Jesteś czystej krwi i
nie wiesz jakie co dokładnie daje Odwrócenie Myśli Losu? - zdziwiła się Susan.
- Wiem doskonale! Tylko
czemu on mógł, a ja nie? - rumieniec Draco przybrał ciemniejszy odcień.
- A ty czy on jest ważny
dla Pottera? - zapytała retorycznie Puchonka, a Malfoy warknął zły.
- On nie uwierzył. Nikt
mi nie wierzy - Harry kucnął na schodach i skrył twarz na kolanach.
- Biedny Harry. Kolejna
załamanka - westchnął Dean.
Po raz pierwszy
ostrzegł kogoś o tym co widział
- Pierwszy? To ile razy
zdarzało mu się widzieć coś takiego - spytała zdziwiona profesor Sprout.
- Jak widzisz aury
ludzkich dusz na każdym kroku to niemal codzienność - mruknęła Astoria czym
zdziwiła wszystkich.
i zareagował tak
samo jak każdy inny Dorosły.
- Czemu to słowo tak
zaakcentowano?
- Pomyśl trochę Ron -
westchnął George.
- Bo Harry nie potrafi
zaufać komuś dużo starszego wiekiem - odpowiedział sam sobie Gryfon.
Wtedy zrozumiał, że może
i dorośli różnią się od siebie ale mimo to i tak nie wierzą w to co mówią dzieci.
- Nie. To nie tak -
zaprotestowały obecne kobiety.
- Po prostu trudno jest
uwierzyć w niektóre rzeczy, które opowiadają i tylko przytakują by ich nie
zranić - powiedziała stanowczo Augusta Longbottom.
- I wszystko jasne,
babciu - lodowaty głos Nevilla usłyszeli tylko ci którzy siedzieli blisko
niego.
- Nikogo nie potrzebuje.
- Każdy kogoś potrzebuje
- westchnęła profesor Astronomi.
Nikogo nie
potrzebuje.
- Dlaczego on to powtarza? – powiedziała zaskoczona Parvati.
- Żeby w to uwierzyć - powiedział ponuro Fred.
Nikogo nie potrzebuje.
Dam sobie radę sam.
- Jesteś pewny? - zakpił
Knot.
- Z tobą kupo ociekająca
tłuszczem? Nawet nie będę musiał się wysilać - głos Harry'ego wydobył sie z OML
i wywołał śmiech uczniów i niepokój u ich nauczycieli.
Tak jak to zawsze
było. Zawsze sam i tak pozostanie -
- Dopóki mam coś
do powiedzenia to nie - warknął w myślach Syriusz.
Harry wstał i zaczął
schodzić po schodach z mocnym postanowieniem. Już wiedział co musi zrobić by
uwolnić się od Dorosłych raz na zawsze i nic nie stanie mu na drodze.
- Ciekawe na jaki pomysł
wpadł?
- Znając Harry'ego to
czego by nie zrobił i tak to wypali - toczyli rozmowę Gryfoni.
Zmierzał do wyjścia,
kiedy nagle poczuł mocny uścisk małych rączek.
- Jest śliczny. To nasza
polana, prawda? Zapraszasz nas tam? - wesołe trajkotanie Rie zatrzymało go w
miejscu.
- To dziecko ma
niebywałą zdolność pojawiania się w ważnych momentach - głos Snape ociekał
ironią.
- Bo dla Harry'ego jest
ważna - mruknął Fred.
- Już idziesz? - rozległ
się beznamiętny głos Albusa.
- Nie odzywaj się -
warknęli zgodnie Gryfoni.
- Tak - powiedział
stanowczo nie odwracając się.
- Ale... - jęknął
żałośnie Severus.
Uczniowie próbowali
powstrzymać śmiech ale kiepsko im to wychodziło i spotkali się z lodowatym spojrzeniem
Mistrza Eliksirów.
- Muszę już iść. -
powiedział chłopiec, próbując się uwolnić od przytulonej do niego Rie.
- No straszny z niej
przylepa jeśli chodzi o Harry'ego - zaśmiał się George.
- Nie chcesz swojego
obrazu? - zdziwił się Sev.
Harry spojrzał na obraz,
który stał oparty o ścianę przedpokoju.
- Pokaż się. Pokaż się -
zaciskał kciuki Dean.
Przedstawiał on
jego polankę na której byli Syriusz, Rie, Hermiona i Severus.
- Tak! - wrzasnął
uradowany Gryfon widząc jak obraz na ekranie przesuwa się w bok.
Hermiona siedziała na
kocu, a na kolanach trzymał Rie. Obie uśmiechały się wesoło. Blondyn o
brązowych oczach podpierał ręką pochylone nad siedzącymi drzewo, a jego twarz
śmiała się, pokazując zadziorny uśmiech.
- Nigdy czegoś takiego
nie zobaczymy na twarzy Snape - parsknął Ron.
Zaś Syriusz na wpół
leżał wpół siedział opierając się o drzewo pod którym zawsze siadał Harry. Jego
szare oczy były lekko przymknięte, a na jego twarzy błąkał się leniwy uśmiech.
- Jakie to piękne! -
zachwycili się obecni.
- Jak myślicie da się go
namówić, żeby mnie namalował? - zawołała radośnie Laveander.
Neville wybuchnął
śmiechem, a dziewczyna fuknęła oburzona.
- O co ci chodzi?
- Harry i malowanie na
życzenie? Czy ty wiesz jak on rzadko maluje? - powiedział blondyn, gdy tylko
się uspokoił.
- A niby skąd mam to
wiedzieć? - powiedziała obrażona Gryfonka.
- To się dowiedz, że
Harry nigdy nie maluje, gdy ktoś go o to prosi - Longbottom znów zaczął się
śmiać i dziewczyna nie wiedziała czy brać na poważnie jego słowa czy też nie.
- A po co? Oni i tak go
zniszczą - zrezygnowany głos Harry'ego mówił wszystko.
- To może dlatego Harry
tak rzadko maluje. Boi się, że ktoś je zniszczy - zastanowił się George.
Uwolnił się od Rie i
sięgnął po klamkę, gdy jego dłoń złapały dwie mniejsze
i zaczęły ciągnąc w drugą stronę.
- Nigdzie nie idziesz.
Pójdziesz jak będzie ciemno i oni będą spali, inaczej znów cię skrzywdzą -
mówiła próbując go odciągnąć od drzwi.
- Zastanawiające ile ona
może wiedzieć - powiedział pogrążony w myślach Dumbledore. To co powiedział
zwróciło uwagę Neville'a, który postanowił zwracać większą uwagę na to co mówi
dyrektor.
- No to postanowione -
zawołał wesoło Severus - Skoro zostajesz to porozmawiamy o tym obrazie!
Mężczyzna położył rękę
na ramieniu chłopaka i zabrał go do pokoju gościnnego, zabierając też
dzieło Harry'ego. Zamknął za nim drzwi i zapytał:
- Ile?
- Dużo, przecież to
arcydzieło - powiedział niechętnie Draco.
- Co? -
zapytał zdezorientowany, siadając.
- Ile chcesz
za swoje dzieło - powiedział poważnie Sev.
- Możesz go wziąć dla siebie.
- Z takim nastawieniem
to na tych obrazach będzie więcej tracił niż zyska.
- Malfoy Harry nie
maluje na sprze...
- Szkoda. Jakby nałożyć
na to jeszcze odpowiednie zaklęcia byłaby jeszcze więcej warte - przerwał
Fredowi Draco.
- Ja chyba śnię -
powiedziała zdumiona Hermiona.
- Jeśli ty to ja też -
dodał Ron wpatrując się w blondyna, który teraz jako jedyny siedział sam na
kanapie, a wcześniej dzielił ją z rodzicami.
Ja nie mogę
go wsiąść, bo go zniszczą tak jak tamten - zadrżał na samo wspomnienie.
- Ciekawe co się stało?
- zastanowił się Anthony.
- Jak to wspomnienie ma
być takie same jak początek tego to ja wolę nie wiedzieć - wzdrygnęła się
Padma.
- Rozumiem - westchnął
mężczyzna.
- Czy ty też maiłeś
swojego potwora?
- Jeśli są rodziną to
pewnie mieli tego samego - odezwała się profesor Mugoloznactwa.
- zapytał Harry
patrząc na swoje za duże buty.
- Czemu za duże? -
zdziwił się Crabble.
- Bo Dursleyowie nie
kupują mu ubrań tylko dostaje je po tym wielorybie?
- Niestety ale
tak. Zdołaliśmy jednak obronić Herminonę przed nim - powiedział
ponuro Sev.
- I teraz są
nadopiekuńczymi braćmi - westchnęła Ginny patrząc z ukosa na swoich braci.
- Ale teraz znów jest w
pobliżu potwora - wyszeptał.
- Kolejna próba czy
też...
- Daj sobie spokój -
warknął Neville na Anthonya - To, że jesteś Krukonem to nie znaczy, że wszystko
musisz wiedzieć.
- Co ci się dzisiaj
stało? - zdziwił się Goldstein.
- Mi nic. To wy
jesteście ślepi - parsknął blondyn.
- Nie potrafię nic
na to poradzić.
- Chwila czy on
właśnie...
- Tak. Zdaje się, że
uwierzył Potterowi - powiedział Anthony.
- Nie musiał w nic
uwierzyć, przecież widać po jego reakcji, że on to już wcześniej wiedział -
powiedziała Dafne.
Ona go kocha.
- I ta miłość jej zgubą
- westchnął Fred.
- Skąd wiesz? - zdziwiła
się Sally.
- Pewnie to będzie potem
- mruknął Weasley.
Harry gwałtownie
podniósł głowę, wbijając spojrzenie w blondyna.
- Wie...
- Tak, wiem - westchnął
ciężko blondyn - Albus już nie raz kogoś zabił.
- Morderca! - wrzasnęli
uczniowie.
W końcu to
żołnierz.
- Co to żołnierz? -
zdziwił się ?
- Raczej kto to -
mruknęła Hermiona.
- No to kto to? -
zapytał ?
- Taki odpowiednik
naszych aurrorów ale ma większe prawa niż oni i żołnierze walczą podczas wojen
- wyjaśniła szybko Charity Burbage.
- Ale dlaczego
odpowiednik? - nie mógł zrozumieć ?
- Normalnych sytuacjach
porządku i prawa strzegą policjanci, którzy mogą mniej niż wojsko.
Ale ma w sobie coś czego
nikt nie powinien mieć.
- Nie mówcie, że mugole
też potrafią wyczuwać aury dusz? - jęknął Draco.
- Nie. Niektórzy z nich
mają podobno szósty zmysł - powiedział Dean.
- A nie intuicję? -
mruknął
- Jak zwał tak zwał -
powiedziała Hermiona - Mówicie o tym samym.
Zabijanie sprawia mu
przyjemność.
Wrzask kilku uczniów
przyprawił obecnych o ból uszu.
- Ale przyjemność?
- Jak Śmieciożercom -
powiedział ponuro Ron.
- Nie wszystkim -
powiedział beznamiętnie Snape.
- Dlaczego on ich broni?
- zapytał Hermiony Ron.
Ta tylko westchnęła
cicho.
Potrafi się w tym
zatracić i nic go nie powstrzyma wtedy.
- Jak Voldemordowi -
wzdrygnęli się zebrani.
- Skąd to wiesz?
- Kiedyś ja też służyłem
w wojsku. Razem z nim. W tajnych służbach.
- Ooooo!
- Chwalipięta - zawołali
Puchoni.
Jednak to mnie niszczyło
- Przynajmniej był tego świadomy - mruknęła madame Pomfery
i zostałem gliną.
- Potocznie policjant. - powiedziała Hermiona widząc pytający wzrok Cho.
- Hermiona jest malarką
i do dosyć cenioną
- Brawo! - zachwycili się Puchoni.
- To wyjaśnią tą aferę,
którą do dziś jest wplątany Harry- mruknął Fred do Georga.
dlatego też zraniłeś ją odrzucając jej pomoc.
- Jak mogłeś Harry - jęknęli zgodnie Puchonii.
Sev z cichym westchnięciem zmienił temat ale Harry nie zwrócił na to uwagi.
- On wie?
- Dziwne, że Harry o to pyta. Skoro ten Syriusz to jej brat - powiedział Ernie.
- Hmm? - mężczyzna
spojrzał na niego ze zdziwieniem - Syriusz? Oczywiście, że wie!
Harry poczuł gniew.
- Jeszcze trochę i po tobie - powiedział Nick - Harry'ego się nie denerwuje, chyba że ma się skłoności samobójcze.
- W końcu to on zachęcał naszą gwiazdkę do malowania - brązowooki zaczął się śmiać. Jednak był to śmiech wymuszony, a zielonooki spojrzał na niego ze złością.
- Grabisz sobie - zanuciła Sally.
Nie o tym mówił.
- Nie o to mi chodziło.
- A już miałem nadzieję
- westchnął ciężko Severus.
- Nadzieją matką głupich - powiedział Goyle.
- Każda matka kocha
swoje dziecko - wrzasnęli uczniowie.
- Nie każda -
powiedziało bezgłośne przynajmniej kilka osób z każdego domu.
- Więc?
Mężczyzna wziął głęboki
oddech i kontynuował.
- Syriusz wie ale nie
chce żebyś się bał tu przychodzić.
- Czyżby już na ten temat zdążyli porozmawiać za plecami Harry'ego? Ciekawe co by Rie na to powiedziała? - zastanawiał się George.
Kiedy Rie zaczęła tu mieszkać cały czas powtarzała mu, że Albus jest czarny i zimny.
- Ona jest muglką, więc jak? - zawył Malfoy.
- A gdzie było
powiedziane, że tak jest? - prychnął Neville, a Draco spojrzała na niego
zdziwiony.
Minęło wiele miesięcy zanim ją przekonaliśmy, że nic jej nie zrobi.
- Jeśli zabijanie sprawia mu przyjemność to nie byłam tego taka pewna - warknęła Poppy Pomfrey.
Nawet nie pomagał to, że Al jest często na misjach
- Misjach?
- Żołnierze często
wysyłani są na misje - powiedziała Hermiona - To mogą być jakieś walki lub
zadania powierzone im przez dowódców.
i nie ma go w domu, więc nie musi się go bać...
- Ja nie chce...
- Czego nie chcesz? - zapytało kilka osób jednocześnie.
- Czego nie chcesz? - zdziwił się Sev.
Uczniowie, którzy się wcześniej odezwali teraz spojrzeli to na siebie to na ekran i wybuchnęli śmiechem.
Harry westchnął cicho.
- Nie chce, żeby się Rie
bała. Jej oczy i bez tego są szare. Nie chce by stały się takie jak moje.
- Znów o tym mówi. Czy to nie aby... - urwała Susan zastanawiając się nad określeniem, kiedy została spiorunowana wzrokiem przez pewnego Ślizgona.
- Ja tam mu się nie
dziwię - powiedział chłodno do Puchonki Nick.
- Co ty możesz wiedzieć!
- warknęła zirytowana dziewczyna.
- Więcej niż ty! -
zawoła chłopak.
- Nick, chodź tu do nas
- powiedział Neville.
- Ale Ha.... - zaczął
chłopak.
- IDŹ - pojawiło
się na ekranie i zaraz zaniknęło. A Ślizgon posłusznie udał się na podwyższenie
i usiadł obok Longbottona i siedzącej na jego kolanach Puchonki.
Mężczyzna popatrzył na niego zdziwiony.
- Nie wierzysz, że ktoś
może być dobry?
- Nie uważacie. że to nienormalne pytanie? - powiedziała Padma.
- Oj Padma - westchnęła
Parvati i po chwili zaczęła się śmiać - Szkoda, że nie słyszałaś pytań
Harry'ego na pierwszym roku!
- Nikt nie jest dobry - powiedział twardo Harry patrząc mu w prosto w oczy.
Obecni poruszyli się niespokojnie.
- Niedobre - westchnęła
madame Pomfery.
- Masz rację
- westchnął Severus - Każdy ma jakieś odcienie szarości, które są
częścią tego kim jesteśmy i dlateg...
- I? Co dalej? - ponaglał Dean.
- Sev Syriusz
cię woła - do pokoju wszedł Albus.
- Jak on mógł w takim momencie - rozległy się jęki obecnych.
- Gdzie jest? - zapytał się blondyn podchodząc do przybyłego.
- A gdzie zwykle
nocujecie? - zakpił niebieskooki i wyszedł.
- Niebieskie oczy... - mruknęła do siebie Hermiona i zerknęła szybko na dyrektora.
- Ech... Jak zwykle to
samo. Chodź młody zaprowadzę cię do Rie i zobaczę co chce braciszek.
- Braciszek?
- Syri jest młodszy od
mnie ale i tak ale gwiazdka jest najmłodsza.
- Przypomina mi to inną rodzinę - powiedziała posępnie Ginny patrząc na bezczelnie uśmiechających się braci.
Harry uśmiechnął się niemrawo. Jak był mały i marzył o rodzinie chciał mieć młodsze rodzeństwo.
- Ja mam dużą rodzinę i ...
- I na nią narzekam -
przerwała mu Hermina, a rudzielca twarz przybrała barwę włosów.
Chciał mieć kogoś kim mógłby się opiekować.
- Harry jest najlepszym starym braciszkiem! - powiedzieli równocześnie Sally i Nick, a potem uśmiechnęli się do siebie niepewnie, czując na sobie spojrzenia obecnych.
Może to i lepiej, bo Dursleyowie i ich niszczyliby.
- To rzecz pewna - zgodzili się uczniowie.
Teraz jednak wiedział, że rodzina to nie jest coś co mogą mieć dziwolągi.
- Jak ta grupka przyprowadzi tu tych mugoli, to przeprowadzę z nimi pewną poważną rozmowę - powiedziały jednocześnie McGonagall, madame Pormfey, Augusta Longbottom i wiele innych osób, które znały Jamesa i Lily Potter.
- Ała! - Harry skulił
się gwałtownie, gdy niespodziewani poczuł olbrzymi ból.
- Co się z nim stało? - przestraszyli się uczniowie.
- Może miał jednak
jakieś rany wewnętrzne, a o nich nie wiedział? - zastanawiała się madame
Pomfrey.
A potem znów usłyszał znajome głosy.
- Jakim cudem? - zastawiał się Dumbledore.
- Wysyłasz Harry'emu ból, rudziku.
- Ale przecież James tak nazywał Lily! - zawoła zdziwiona Emmelina Vance, jedna z aurrorek przybyłych z Ministrem i równocześnie członkini Zakonu Feniksa.
- Ale mój maluszek... -
głos się urwał zamieniając się w szloch.
Gdyby to było możliwe to z głów starszego pokolenia pamiętającego jeszcze rodziców Pottera, buchało by gorąco od intensywnego myślenia. Nie mieściło im się w głowie jak to możliwe, że zmarli Potterowie zdają się siedzieć swojemu synowi w głowie.
- Co się stało? - Sev dopadł Harry'ego.
- Też byśmy chcieli to wiedzieć - zaszemrali zebrani.
- Dziwolągi nie zasługują na rodzinę - powiedział odruchowo wyuczonej kwestii.
- Chyba nich nie będzie miał przeciwko jeśli złożę wniosek do Ministerstwa o przesłuchanie i aresztowanie tych mugoli za znęcanie się nad Harrym? - zapytała Susan, a z obecnych nikt nie zaprotestował choć Umbrigde chciała ale wycelowane w nią różdżki sprawiły, że zmieniła zadnie.
- Dziwolągi? - powiedział do siebie blondyn, a po chwili jego zdziwienie zamieniło się w gniew.
- Podobnie zareagowałem - powiedział posępnie Dean.
- Kto ci tak powiedział?
- ONI - wysapał Harry
próbując złapać oddech. Po chwili poczuł jakieś dziwne
- Jak długo będę musiał to znosić? - jęknął mentalnie Malfoy, widząc porozumiewawcze uśmiechy na twarzach uczniów
uczucie i jego wisiorek rozgrzał się tak, że zaczął świecić.
- Rozwiążę jak to działa - mruczała do siebie Hermiona szarpiąc za włosy.
- Nie jesteś dziwolągiem i masz rodzin...
- ONI nie są rodziną!
- I ma rację ! - zawołali jednomyślnie Gryfoni.
- krzyknął zły, gwałtownie wstając - TE NIEDOROZWOJE
- Oooo, a jednak Harry nie był takim grzecznym i potulnym chłopcem - powiedziała zdziwiona Hanna.
- On nigdy taki nie był
- powiedzieli zgodzie bliźniacy Weasleyowie - Ale to nie my sprowadziliśmy go
na tą drogę - dodali widząc miny zebranych.
NIE SĄ MOJĄ RODZINĄ!!! MOJA RODZINA ZOSTAŁA ZABITA!!
- Powtarza się kolejny raz pytanie: Skąd on to wie? - zastanawiał się Anthony.
A ONI MOGĄ UMRZEĆ I W TEJ CHWILI I NIC MNIE TO NIE BĘDZIE OBCHODZIĆ! -
- I ma rację! - zawołali zgodnie uczniowie.
chciał dalej krzyczeć. Wyrzucić to z siebie
- Dobry pomysł - powiedział madame Pomfery - Duszenie w sobie wszystkiego przez długi czas nie wpływa za dobrze na człowieka.
ale mu przerwano.
- Szkoda. Ciekawie jak wyglądało by to w wykonaniu Harry'go - zachichotał na samą myśl Seamus.
- Ale masz głos -
zaśmiał się Syriusz.
- Tak jak matka kiedy
była zła - powiedziała Emmelina.
wychodząc z pokoju gościnnego. Harry spojrzał na niego z złością i nad głową mężczyzny wybuchła żarówka.
- Kolejny przykład wybuchu przypadkowej magii pana Pottera związanej z silnymi emocjami - westchnęła madame Pomfrey.
- Co jest? - spojrzał w
górę zdziwiony mężczyzna.
Chłopak drygnął
- Czyżby Harry coś podejrzewał? - zastanawiał się Anthony.
- On w tej chwili
wspomnień nie ma pojęcia, że jest czarodziejem! - zawołała Hermiona
równocześnie z Ronem - Nie zauważyliście tego do tej pory?
i pobiegł w stronę pokoju Rie. Znów to zrobił.
- Czyli nie pierwszy raz kiedy wybucha żarówka - zachichotał Seamus.
- Nadal mu się to zdarza
- powiedział bezgłośnie Neville.
Wszedł do pokoju dziewczynki i zamknąwszy drzwi oparł się o nie. Znów stracił kontrolę
- Mhm... - wyraz twarzy madame Pomfery nie wróżył nic dobrego.
i znowu to się dzieje, musi się uspokoić.
- To wręcz konieczne - powiedziała Poppy.
- Harry! Wreszcie możemy się pobawić!
Gdy usłyszał głos Rie,
podniósł głowę i zobaczył uśmiech na twarzy dziewczynki.
- Zabójczy ten uśmiech. Ciekawie czy mógłby oślepiać - zachichotał Dean i oberwał w głowę od Freda, który specjalnie pofatygował się podejść do młodszego Gryfona.
Patrząc na nią oddychał powoli i spokojnie.
- Tak, dobry chłopiec - powiedziała spokojniejsza już władczyni SS.
- Tak możemy się pobawić - powiedział cicho podchodząc do niej.
Rie okazała się
być pasjonatką gier strategicznych
- Co to? -zapytał jeden z uczniów, profesor Mugoloznactwa zapisała ten termin.
oraz symulacyjnych
Kolejny termin trafił na pergamin.
i poświęcili im długie godziny nawet się nie orientując, że zapadł już zmrok.
- Gapy - powiedział Dean.
Dopiero kiedy Rie zaczęła ziewać postanowił już iść
- Dlaczego on chce do nich wracać? - jęknęli Gryfoni.
i wcielić plan w życie.
- Jaki plan? - zdziwili się zebrani.
Dziewczynka zauważyła jak wychodzi z jej pokoju, dogoniła go i zaczęła krzyczeć:
- Ja nie jestem
zmęczona!
- Ta jasne. Ginny też tak mówiła, a chwilę potem już spała - zachichotał Bill i dostał sójkę w bok od swojej siostry, a że na kolanach Weasleya siedziała jego ukochana to ona bardziej to odczuła niż pracownik Gringotta.
I nie dałam ci jeszcze twojego prezentu! Nie możesz jeszcze iść!
- Prezent, dobra wymówka - powiedział Seamus.
- Prezentu?! - Rie
widząc jego minę, kazała mu wyciągnąć ręce i zamknąć oczy.
- Sposób stary jak świat - powiedzieli rozczarowani uczniowie.
Gdy tak zrobił poczuł jak kładzie mu na rękach coś mięciutkiego.
- Co to? CO TO? - wołali Fred i George.
- Zamknijcie się kołki -
bliźniacy oberwali po głowie od Neville.
Otworzył czy i zobaczył prostokąt owinięty w ozdobny papier, który był połączeniem indygo przechodzącym w wiśniowy do jaśminowego.
- Ale ktoś miał nietypowy pomysł i co to w ogóle za kolory - jęknął Ron.
- Indygo to bardzo
głęboki, ciemny błękit. Wiśniowy to ciemny kolor czerwieni zmieszany z brązem
zaś jaśminowy to biel wpadająca delikatnie w jasny zielony - powiedział Draco.
- Malfoy ty się dobrze
czujesz - zapytał niepewnie Ron.
- Tak, a co? - odparł
zaskoczony Ślizgon.
- Jesteś jakby... miły -
powiedział niepewnie Gryfon, a członek domu Węża prychnął lekceważąco.
Papier wyglądał jak futerko i był taki mięciusieńki w dotyku,
- Ciekawe jaki to materiał? - zaciekawiła się Hermiona.
Odwrócił go, delikatnie odkleił taśmę i odwinął prezent.
- Co... - i głowy
bliźniaków uderzyły w kolana.
- Neville to zabolało -
jęknął Fred masując głowę.
W środku była ramka i
koperta.
- Dziwny prezent.
- Harry tak
nie myślał - odparł Neville patrząc na
wyraz twarzy Harry'ego z ekranu.
- Koperta jest od Seva -
powiedziała uśmiechnięta dziewczynka.
- To wiem co w niej jest - powiedział przemądrzałym głosem Malfoy.
- tak, niby co? -
zapytał Ron.
- Zapłata za obraz -
powiedział jakby to była rzecz oczywista, a tym razem to Gryfon
prychnął obrażony.
Harry całą uwagę skupiał
na ramce. Odwrócił ją i zobaczył rysunek i zdjęcie. Na zdjęciu był on i Rie na
jego polance, zaś rysunek przedstawiał go rozmawiającego z Kirke.
- Ale czemu my ich nie widzimy - westchnął Dean, a Neville uśmiechnął się przewrotnie.
- Skąd to zdjęcie?
- Tajemnica
- Ona jest jak Harry - westchnął George - Wszystko to tajemnica.
- powiedziała wesoło dziewczynka, czekając na jakąś reakcję chłopaka.
- Nie podoba ci się? -
usta Rie wygięły się w podkówkę, a broda zaczęła się drżeć.
- Beksa - zawołał Crabble.
- A widzisz jakieś łzy -
powiedział chłodno Neville, a Ślizgon niespodziewanie poczuł strach.
Harry spojrzał na
zdruzgotaną dziewczynkę,
- Nie wygląda na taką - zauważył Dean.
a potem na swój pierwszy w życiu prezent.
- Pierwszy w życiu? -
zdziwił się Draco - A rodzice mu nic nie dawali?
- Pewnie, że dawali ale
on tego nie pamięta - odpowiedział mu Zambini.
Ten zaczął się świecić i
zmniejszył się tak bardzo, że był wielkości małego palca.
- To on używa magii świadomie czy nie? - zapytał sfrustrowawszy Seamus.
- Sama już nie wiem -
westchnęła Hermiona.
- Myślę, że
podświadomość pana Pottera pamięta swoje niektóre umiejętności i nieświadomie
ich używa - powiedziała madame Pomfrey.
- Czemu tak zrobiłeś? -
zdziwiła się Rie.
- Tak łatwiej będzie mu to schować - powiedział Ernie.
- Bo inaczej zabiorą go.
Knot uśmiechnął się z
triumfem (ciekawe czemu?) i również wylądował na podłodze obok swojej
pracownicy. Próby wyczarowania jakiekolwiek mebla aby można było na nim usiąść
nie przyniosły żadnego efektu i Dumbledore ulitował się nad nimi i
wyczarował im krzesła tym samym samemu tracąc swoje miejsce. Profesor
McGonagall westchnęła i chciała przesunąć się aby zrobić miejsce dyrektorowi,
gdy rozległ się głos Neville.
- Nie radę pani
profesor, bo spotka panią to samo.
- Mówi się trudno -
westchnął Dumbledore wstając.
Oni na małe rzeczy nie
zwracają uwagi, bo są niewiele warte -
- Typowe myślenie dla mugoli - powiedział Nott.
powiedział beznamiętnie
Harry. Wbił wzrok w sześciolatkę,
- To dziecko ma tylko
sześć lat? - większość obecnych była zdumiona tym faktem.
a potem gwałtownie się
do niej przytulił.
- Harry przytulił ją z
własnej woli? - szok na twarzach Gryfonów zdziwił wszystkich.
Zrobił to tak
niespodziewanie, że Rie wyrwał się krzyk strachu.
- To nie powód do
strachu tylko do radości - powiedziała zazdrośnie Hermiona, Ginny i Cho, a
potem spojrzały na siebie zdziwione.
Harry przytulił ją
mocnej, chowając twarz w jej ramieniu i poczuł głaskanie po włosach. Słuchał
jak bije jej serce i nie zwracał uwagi na to co dzieje się włoku.
- To do niego nie
podobne - mruknął Lomgbottom.
A tymczasem do pokoju
wpadli Dorośli
- Czemu to słowo jest
nadal tak akcentowane? - zapytała Laveander.
- Bo żaden z Dorosłych
nie zyskał zaufania Harry'ego - westchnął George.
i patrzyli szeroko
otwartymi oczami na rozgrywającą się przed nimi scenę. Rie mimo, że po jej
twarzy spływały łzy
- Beksa - powiedział
Crabble i znalazł się pod zaklęciem Uciszającym rzuconym przez Neville'a o
dziwo nikt nie zaprotestował.
to uśmiechała się i
głaskała Harry'ego.
- Histeryczka -
powiedział Golyle - i spotkał go taki sam los co kolegę siedzącego obok niego.
- Skąd on zna takie
trudne słowa? - zakpiła Dafne.
- Co się stało? -
zapytała się Hermiona podchodząc do nich.
- Harry po raz pierwszy
się do mnie przytulił! - wyszlochała Rie.
- To się jej nie dziwię
- westchnęła smutno Hermiona. Mimo, że uważała Harry'ego za przyjaciela, ten
nigdy sam z siebie jej nie przytulił.
- Myślałem, że lubisz
się przytulać
- A kto nie lubi się
przytulać? - zapytała Laveander.
- rozległ się przytłumiany
jęk Harry'ego, który spróbował się uwolnić.
- Twój to był wybór to
teraz się nie wymiguj - pogroziła Harry'emu z ekranu Hermiona.
- Ale ty się nigdy do
mnie nie przytulałeś!
Harry westchnął,
wyswabadzając się z uścisku i objął dłońmi twarz dziewczynki.
- Czemu to takie ważne?
- I oto masz przykład
pytania, które zadawał Harry w pierwszej klasie - powiedziała Parvati Padmie.
- Jak się do kogoś
przytulasz to znaczy, że go lubisz...
- Co to ma ze sobą
wspólnego? - zapytał szeptem Nick Sally.
- Porozmawiamy o tym z
Harrym, dobrze? - odpowiedziała mu, a chłopak kiwnął głową.
A ja cię bardzo lubię.
- Nie tylko ty -
rozległo się w różnych miejscach Wielkiej Sali.
Na twarzy Harry'ego
pojawiło się zdziwienie.
- Czemu?
- Kolejne - mruknęła
Parvati.
- Czemu? - jęknęła
dziewczynka - Bo jesteś człowiekiem do cholery!
Uczniowie zaczęli się
śmiać.
- Co jest w tym
śmiesznego? - zdziwiła się profesor Snistra, ucząca Astronomi.
- Taka mała, a już
przeklina i to przy Harrym!
- RIE! - zawołała
Hermiona ale dziewczynka nie zwróciła na nią uwagi.
- O ile zakład, że Harry
zwróci jej uwagę? - zaproponowała Laveander.
- Stawiamy, że nie nic
jej na ten temat nie powie - powiedzieli bliźniacy, a Gryfoni już tak chętnie
nie obstawiali strony Laveander.
- I ludzie sobie okazują
uczucia!
- Ma rację!
- Czemu?
- Harry przez całą
pierwszą klasę was tak męczył - zaśmiała się Padma.
- Dlaczego zawsze mnie
zadajesz takie pytania?
- Dobre pytanie -
mruknął George.
- Ale kogo ma pytać
Harry jak nie ją, skoro tylko jej towarzystwo uznawał? - zapytał Fred.
- Racja - przytaknął mu
bliźniak.
Przecież to ty jesteś
starszy!
- To żadne wytłumaczenie
- powiedział Neville.
- Mam zdobywać
informacje sam?
- On to traktuje jak
jakieś nic niewarte informacje? - zdziwiła się Padma.
- Lav przegrałaś.
Prosimy o wygraną - wyciągnęli dłonie uczestnicy zakładu, a dziewczyna zaklęła
pod nosem i powiedziała:
- W Wieży.
- chciał się
upewnić Harry.
- Informacje? -
westchnęła dziewczynka - Przecież to się czuje!
- Och, Harry - westchnęła
Hermiona.
- Co się czuje?
- Emocje. Uczucia –
wyliczał George.
- To, że jesteś mój
i nikomu cię nie oddam! - wrzasnęła Rie.
- Ale deklaracja!
- Dobrze
- On się zgada? - nie
dowierzali uczniowie.
- uśmiechnął się
promiennie Harry
- Mam nadzieję, że
kiedyś się tak do nas uśmiechnie - mruknęła Hermiona tuląc się do Rona.
- Ale ty masz już
ich - wskazał za siebie.
- Jacyś mugole są
nieważni, gdy chodzi o Harry'ego Pottera - prychnął Zachariasz i Neville rzucił
na niego Selencio.
- Ale ja chcę ciebie -
jęknęła dziewczynka.
- Nie tylko ty - westchnęły
dziewczęta.
Harry ponownie przytulił
się do Rie.
Ponownie rozległy się
zazdrosne westchnięcia.
Ktoś go chciał.
- Dzieciaku - westchnął
mentalnie Syriusz.
- Teraz rozumiem - westchnął
Ron.
- Co takiego? - zdziwiła
się Hermiona, a rudzielec potrząsnął głową.
- Nie. Musisz sama - a
dziewczyna westchnęła z rezygnacją. Nigdy nie mogła ogarnąć tego co miało
związek z chłopakiem, którego uważała za przyjaciela.
I nigdy by się nie
spodziewał, że to będzie ta sześciolatka.
- To tak jak ja -
mruknął Ron, a Hermiona spojrzała na niego ze złością. Czy to, że rozszyfrował
to coś miało związek z tym, że miał rodzeństwo i starszych braci czy
strategiczny zmysł czy też po prostu był facetem?
Teraz wiedział, że
będzie musiał ją zabrać ze sobą,
- Zabrać ze sobą? To
gdzie on się wybiera? - zapytał ? ale nikt mu nie odpowiedział, bo nie
wiedział.
gdy będzie pozbywał się
towarzystwa Dorosłych.
- Że co?!?
- Co zamierza
zrobić?
Obecni spoglądali na
ekran zdziwieni, więc nikt nie zauważył wlatującej sowy, która przysiadła na
miejscu wolnym pomiędzy Nevillem a bliźniakami Gryffindoru.
- Muszę już iść
- Mmm - Zachariasz
wyglądał jakby chciał coś powiedzieć więc Ernie zdjął z niego zaklęcie ciszy i
rozległo się:
- Masoch - nawet nie
skończył, a już z powrotem był pod wpływem zaklęcia.
- mruknął do ucha
dziewczynki tak by pozostali tego nie słyszeli.
- Typowe dla Harry'ego -
prychnął Seamus.
- Dziwisz się mu?
Przecież jest Chłopcem-Który- Przeżył - prychnęła Parvati.
Rie wyrwał się cichy
jęk.
W Wielkiej Sali rozległ
się nie tylko dźwięk z ekranu ale i jęki oraz protesty obecnych.
- Dobrze. Możesz iść -
powiedziała dzielnie
- Kolejna Gryfonka -
prychnął Bradley.
- Kolejny Krukon, który
nie potrafi myśleć logicznie - prychnął Neville.
- A co ty masz do
Krukonów? - zapytał zdziwiony Anthony - Przecież my...
- To, że jesteście w
domu ,,dla inteligentnych" to nie znaczy, że tacy jesteście - warknął
ostrym głosem, w którym brzmiało ostrzeżenie więc Gol... nie odezwał się. Wolał
nie ryzykować zwłaszcza, że Longbottom teraz wydawał się być kimś innym niż na
co dzień.
- Ale pamiętaj o mnie.
- O tobie nie da się
zapomnieć - wzdrygnął się George.
- A nawet jeśli to
szybko to się zmienia - dodał Fred.
- O to się nie martw.
- Chyba jest się o co
martwić - powiedział ironicznie Zachariasz, z którego zdjęto zaklęcie -
Przecież jakaś mugolka nie jest godna uwagi Harry'ego Pottra.
Ciebie nigdy nie
zapomnę.
- Chyba nigdy więcej się nie spotkali, bo Harry o niej nie wspominał - mruknął Ron
- Twoje słowo a słowo
Harry'ego to różnica - powiedział Anthony.
- A co ma to tego? -
zdziwił się rudzielec.
- Już się przekonaliśmy
ile wiesz o Potterze więc twoje słowa w tej sprawie są nic nie warte.
- Może nie wiem
wszystkiego o Harrym ale wiem o nim i tak więcej niż wy - warknął Weasley.
Dziewczynka uśmiechnęła
się całą sobą,
- Zawsze tak się uśmiecha przy Harrym - mruknął George.
odsuwając się od Harry'ego.
- Schowaj je dobrze.
- Wątpię, żeby któreś z tych mugoli zaglądało do tej komórki - warknął Fred,
- Po co chować skoro
będę to miał tu - położył rękę w miejscu gdzie biło serce Rie.
- Jak słodko - zachwyciły się dziewczyny.
Żadne z nich nie
zauważył, że Dorośli uśmiechnęli się zadowoleni
- To podejrzane -
syknął Ron.
- Może oni chcą pomóc
Harry'emu - powiedziała Hermiona.
- Ta jasne... Zwłaszcza
ten Albus - zakpił Gryfon, a dziewczyna tylko westchnęła z rezygnacją.
i wyszli.
- I dobrze - powiedział
Fred.
Harry patrzył w oczy Rie, a ta w jego.
- Twoje prawdziwe oczy
są ładniejsze niż te - westchnęła dziewczynka.
- Co???
- Mam się wami zająć? -
zapytał słodko Neville.
- Nev nie naśladuj
Ropuchy - wzdrygnął się George.
- To jakiego kolory on
ma oczy? - zapytała Padma - Może te ametystowe...
- Pewnie tak. Skoro
wcześniej było, że ma takie same oczy jak to dziecko - powiedział
Anthony.
- Ale...
- To oczy któregoś z
moich rodziców
- Oczy Lily/twojej matki - odzywali się obecni.
- powiedziała Rie naśladując głos Harry'ego,
- Dobra jest - zaśmiał się Ernie.
a potem westchnęła - Chciałabym kiedyś zobaczyć twój wygląd, a nie połączone cechy twoich rodziców.
- To trochę dziwne - mruknął Dean.
- Możliwe, że kiedy był młodszy
tek tęsknił za rodzicami, że jego magia uczyniła jego wygląd takim a nie innym
- powiedziała madame Pomfrey.
- Tak to bardzo możliwe
- przytaknął Dumbledore.
Harry zbladł
- Hmm - mruknął podejrzliwie Snape.
i cicho westchnął.
- Skąd wiesz?
- Ooo... To nawet on nie wie - zakpili Ślizgoni.
- To się nigdy nie stanie, prawda? - dziewczynka zignorowała jego pytanie i zadała swoje.
- Obawiam się, że tak-powiedział ponuro Neville.
Nie odpowiedział tylko
ostatni raz ją przytulił i wybiegł z pokoju.
- Ucieczka - prychnęła Dafne - Też mi sposób zakończenia rozmowy.
-W przypadku Harry'ego
to nie jest ucieczka - powiedział George.
Po drodze do wyjścia usłyszał rozmowę Syriusza z Sevem, która sprawiła, że jego oczy rozwarły się szeroko
- Ciekawe o czym rozmawiali? - zapytał ciekawy Anthony.
i opuścił dom McGregorów. Miał dobre trzydzieści kilometrów do przebycia, a dwudziesta już minęła.
- No to się sprężaj –
zawołał ze śmiechem Zachariasz.
- Niech ktoś go walnie
od mnie - warknął Fred ale nikt nie spełnił tego, bo drzwi Wielkiej Sali
otworzyły się gwałtownie. Wszyscy
jak na zawołanie odwrócili się w stronę drzwi.
- Gdzie jest Harry? -
rozległo się od progu.
Wróciła grupa, która
udała się do Dursleyów ale mugolów nie było razem z nimi, a ich miny nie
wróżyły nic dobrego.


Nareszcie nareszcie
OdpowiedzUsuńRozdział po prostu super
Szkoda, że Harry tyle będzie musiał czekać by znaleść jego Lapi
Warto było czekać
Witam, z tej strony Talija, od niedawna znana jako Destiny Cage :D
OdpowiedzUsuńNie przejmuj się, ważne, że wróciłaś z nowym i takim długim rozdziałem. Poza tym my tu zawsze będziemy na ciebie czekać :*
Tak, tak, Percy Jackson to seria książek o greckich bogach (a potem rzymskich) i osobiście je uwielbiam <3
A tak w ogóle...
Tak! Nareszcie! Amei wróciła! I w końcu doczekałam się nowego rozdziału! Bardzo mi się on podobał, zwłaszcza że wywlokłaś trochę z przeszłości Harry'ego. Haha, od razu polubiłam Rie :D I... no, no, Harry maluje.
Hm, nie wiem, czy zrobiłaś to specjalnie, czy nie, ale rozdział wygląda tak, jakbyś posklejała przypadkowe fragmenty tekstu, przez co w trakcie jednego wydarzenia nagle zaczyna się drugie, a potem znów wracasz do pierwszego. To było zamierzone? Bo jeżeli mam być szczera, na początku byłam trochę zdezorientowana i nie wiedziałam, o co chodzi ^^"
o, a tutaj przykład:
"Nie miał zamiaru nic pokazywać swoim oprawcom, których jego brak reakcji denerwował.
- Duma czy sposób, żeby oni szybciej skończyli go bić? - zadał pytanie Nott.
- Raczej to drugie - odpowiedziała mu Dafne.
Następny cios spowodował, że upadł.
Dziewczynka o drobniutkiej niemal filigranowej budowie ciała. Buzia mająca dołeczek na policzku. Włosy do kolan o niecodziennej odcieniu, bo beżowe. "
Gdzieś dalej znów zostaje przerwane wspomnienie z Rie, a pojawia się z biciem Harry'ego. To miały być takie, że tak to ujmę, przerywniki w tych wspomnieniach? Żeby podnieść napięcie (nasze i postaci w opowiadaniu :D), czy coś w tym stylu?
Ech, mam wrażenie, że po prostu nie czytałam uważnie i okaże się, że to moja wina, że nie zrozumiałam, o co chodzi :D
W każdym razie życzę wielu napływów weny i pomysłów <3
PS. Nie mam pojęcia, jak to jest z powiadomieniami, ale coś kiedyś u mnie o tym wspominałaś, więc informuję, że pojawiło się u mnie już trochę postów ^^
Dzięki, że zwróciłaś na to uwagę. Już poprwiłam i powinno być oki ;D
UsuńNie ma sprawy i zawsze do usług ^^ Hah, między innymi dlatego nie ufam temu automatycznemu publikowaniu postów o określonej godzinie i wolę dodać później, ale sama :3
UsuńŚliczny. W pewnym momencie myślałam że się popłaczę. Pisz tak dalej a uwierz będziesz miała dużo wielbicieli. Kiedy następny?
OdpowiedzUsuńMyślę, że tak jakoś w pierwszym tygodniu ferii ;D
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńPiszesz dobrze i ciekawie, ale niestety nie mogę ci wybaczyć zniszczenia motywu "bohaterowie czytają". Bo ten motyw zakłada, że bohaterowie czytają oryginalne książki. Tutaj nie ma czegoś takiego. Dopisałaś cały rozdział do oryginalnej książki i aż boję się patrzeć, jak to wpłynęło na kolejny rozdział. Jeżeli chciałaś coś w niej zmieniać, to nie powinnaś była tytułować tej retrospekcji "Kamień Filozoficzny" tylko jakoś podobnie, żeby pokazać, że to jednak nie jest oryginał książki. Drugą opcją byłoby wprowadzenie motywu wisiorka i nowych postaci dopiero w czasie wakacji między Czarą Ognia, a Zakonem Feniksa. Wtedy przynajmniej mogłabyś zachować kanon 4 książek. Piątej nie mogliby czytać, skoro umiejscowiłaś ich właśnie na piątym roku. Tak więc taka rada ode mnie. Jeżeli chcesz zmieniać tekst oryginalnej książki i dopisywać rozdziały, to przynajmniej zaznacz, że nie czytają Kamienia Filozoficznego... Szczerze mówiąc nie wiem, czy nie lepiej byś wyszła na tym, gdybyś po prostu napisała swoje FF, zamiast udawać, że piszesz "bohaterowie czytają". Ale rozumiem, że tak rzeczywiście prościej jest prowadzić historię, bo masz na czym się oprzeć.
OdpowiedzUsuń"swoje FF" w sensie od zera wykreowane przez ciebie, bez żądnych pomocy w postaci cytatów z książek.
UsuńSuper rozdział, tylko pamiętaj o tym, że pisze sie "wokół". Będzie się jeszcze przyjemniej czytało :)
OdpowiedzUsuń