niedziela, 13 grudnia 2015

3. Jakże inny dzień i tak samo inni ludzie.

Hej!
Ech... Nie wiem co powiedzieć. Tyle czasu co mnie nie było. Nie ma nic co by mnie tłumaczyło. I wiem, że nawaliłam, bo długo kazałam wam oczekiwać tego rozdziału. Przepraszam was bardzo.
Kiedy zabierałam się za ponowne pisanie tego rozdziału i wszystkich innych usuniętych postów byłam pewna, że zajmie mi to kilka dni, góra tydzień dwa. A stało się inaczej. Myślałam, że skoro już raz napisałam te rozdziały to będzie mi łatwo napisać je jeszcze raz. To okazało się być trochę trudniejsze, gdyż: malały mi się wydarzenia z poszczególnych rozdziałów i musiałam to trochę uporządkować oraz kiedy pisałam to jeszcze raz w mojej głowie pojawiało się mnóstwo innych pomysłów by tę samą sceną. Nie wiem czy ktoś miał szansę przeczytać choć trochę tego rozdziału kiedy go wcześniej opublikowałam, gdy przez pomyłkę to zrobiłam zamiast zapisać post ale jeśli to mu się udało na pewno dostrzeże różnicę i to całkiem sporą, bo wiele scen z życia Harry'ego i komentarzy ludzi napisałam na nowo.To jest raczej dobra wiadomość. Postanowiłam, że nie podzielę rozdziału na dwie części. I po tych wszystkich moich przeróbkach rozdział wyszedł mi nawet dłuższy niż zwykle! Więc będzie co czytać. W Wordzie ten rozdział zajął mi 50 stron i ponad szesnaście tysięcy słów. Jak na razie to mój rekord!
Nie spodziewałam się, że aż tyle tu zajrzy i ponagli czy przygani za tak długą przerwę. Nie wiem czemu - no dobra wiem czemu - ale wywołuje tona mojej twarzy miły banan. ;D
Maria , jak pisałam to o Malfoy, to miałam nadzieję, że ktoś zwróci na to uwagę. imasz rację Harry po tym wydarzeniu nie posłuchałby Dumbledora, który kazałby mu tam wracać [wyszczerz].
Anonimowy-Nie-Seba. Przepraszam za zwłokę i jeszcze raz przepraszam,bo z porównaniu z tamtym czekaniem teraz musiałeś czekać jeszcze więcej.
Talija i ja lubię tajemniczego Harry'ego. Percy Jackson? Wydaje mi się, że Kirke towarzyszy Odyseusza zamieniła w świnie.Czy też pominęłam jakąś ciekawą książkę? diabeł tkwi w szczegółach, jeśli wiesz o czym mówię.
Anonimowy-Seba pomyliłeś się. Ta historia nie będzie miała związku z bogami olimpijskimi ale może kiedyś taką napisze. Harry jako syn Hadesa, mhm...  ciekawy pomysł. A Dudley w tym opowiadaniu niewiele będzie miał wspólnego z Draco.
Anonimowy dzięki :D
Nika zdradzę ci, że Harry będzie mroczny ale nie do końca. Nie jestem pewna czy spodoba się wam ten Harry. Momentami przeszłość Harry'ego będzie szczegółowa, może za bardzo ale na to nie poradzę, bo inaczej zaburzy to historię. Harry ma dużo znajomych w innych domach i...  więcej nie zdradzę :D Jeśli dziś jeszcze nie wchodziłaś to - NIESPODZIANKA!
Fajtłapcia dzięki za pozostawienie po sobie śladu. Oryginał stanowi jakąś tam podstawę mojej historii a właściwie jej zarys, bo wydarzenia z książki dopasowuje lub wycinam wedle potrzeby. doczekałaś się i sorki za brak info
Anonimowy i Anonimowy mam nadzieję, że ten rozdział wam się spodoba.
Czubacka Zuzanna doczekałaś się ;) mimo braku info
Anonimowy oby ta niecierpliwość nie sprawiła, że nie chciało się czekać
longshoot dziś ;D
Anonimowy nie umarłeś? Jeśli tak był już pogrzeb? jeśli nie, przyjdę
Anonimowy arcydzieło? Nie spodziewałam się czegoś takiego [szok!]


Rozdział niestety nie betowany :( Maria jest chyba na mnie za za taką przerwę :( Albo ma swoje ważniejsze sprawy. 

Kurtyna w górę!

Edyt: Dzięki Merlinowi za tą uwagę Talija! Inaczej nic zwróciła bym na to uwagi. Kolega mi pomógł ustawić post by się sam wstawił po określonym czasie i byłam pewna, że wszystko jest okej [uśmiecha się przepraszająco]. W każdym razie naprawiłam błąd i  na przyszłość mam nauczkę nie ustawiać automatycznej publikacji. Jeszcze raz dzięki za zwrócenie uwagi Talija  ;D

*   *   *
Pojawił się napis:
Jakże inny dzień i tak samo inni ludzie.

- Co to ma znaczy?
- Może Harry poznał kogoś?
Wszyscy zastanawiali się co to może znaczyć, a Potter próbował opanować równocześnie ponowny gniew, który spowodowali ludzie komentujący jego wcześniejszy okres życia.

Kolejny dzień powitał Harry'ego Pottera krzykiem wuja Verona.

- Teraz to mors budzi? - i większość uczniów wybuchła śmiechem. 
Harry drygnął, tracąc kontrolę. Krzyki wuja, szczególnie rano zawsze oznaczały tylko jedno...Co znaczy, że dowiedzą się o... Nie! Musi to natychmiast przerwać!

Otworzył oczy i zobaczył czerwoną twarz wuja, która wyglądała nie przyjaźnie.

- A kiedy on wygląda przyjaźnie? - burknął Ron - Chyba tylko wtedy kiedy mu to przynosi korzy... - i wtedy znowu dało się odczuć wybuch mocy.
Wszyscy spojrzeli na Harry'ego, który gwałtownie wstał i podszedł do stołu przy którym siedzieli pracownicy Departamentu Tajemnic.
- Wyłączcie to - powiedział cichym i jednocześnie ostrym głosem.
- Ale my tylko wykonujemy polecenia pracodawcy - wyszeptał cicho mężczyzna, naprzeciwko Potttera.
- W jakim domu byłeś gdy chodziłeś do Hogwartu? - zapytał cicho Harry.
- Slytherinie - powiedział niepewnie Niewymowny.
- To poprawnego wykorzystywania prawdy do swych celów powinieneś nauczyć się na pierwszym roku - warknął Gryfon - Wyłącz to!
Mężczyzna wiedział, że jeśli to zrobi może pożegnać z swoja posadą Niewymownego ale w tym momencie bardziej bał się Pottera niż widma utraty pracy.
Wstał, podszedł do OML i zaczął rzucać zaklęcia. Dołączyła do niego jego partnerka, więc artefakt szybko wrócił do  swojej pierwotnej formy.
- Jesteście zwolnieni! - ryknął Knot.
Dwójka już byłych pracowników Departamentu Tajemnic spojrzała na siebie, a potem na Pottera, który tylko wzruszył ramionami.
- Jak chcecie to możecie pracować dla mnie - i wyszedł z sali. Byli Niewymowni znów popatrzyli na siebie i poszli za Gryfonem.
Tymczasem do Knota podeszła Umbridge ciągnąc młodą, przestraszoną kobietę. Nauczycielka Obrony powiedziała coś Ministrowi, a potem warknęła na stojącą obok niej kobietę i ta cała się trzęsąc rzuciła zaklęcie, które uderzyło złotym promieniem w Odwrócenie Myśli Losu, który wrócił do swojej prawdziwej postaci, ekran rozbłysł światłem i rozległ się głos Verona Dursleya:

- DO KUCHNI, DZIWOLĄGU!

Obecni zobaczyli jak mężczyzna łapie Pottera za ramię, a w oczach chłopaka przez chwilę widać było strach i jednocześnie wyzwanie ale to wszystko ustąpiło pojawiającej się rezygnacji, która sprawiła, że wszyscy byli zdziwieni reakcją chłopaka.

Wuj złapał go za ramię i zaciągnął do kuchni, w której czekała ciotka.

- Nie podoba mi się to - mruknął Dean.

 Wujek puścił go co sprawiło, że upadł na podłogę.

- I to jest twoje właściwe miejsce Potter. Na kolanach służyć innym - Umbridge uśmiechnęła się w którym był zawarty triumf nad niepokornym Gryfonem.

Podczas, gdy on wstawał, ciotka zamknęła drzwi na klucz.

Gryfoni wymienili spojrzenia, w których dominował niepokój.

 Wyprostował się i spojrzał na swoją jakże kochaną rodzinkę. 

- Oni nie są kochaną rodziną. Oni i Harry nigdy nie powinni być rodziną - głos Hermiony drżał, kiedy w jej głowie pojawiły się obrazy, które wywoływały myśli.

Nigdy ich za takową nie uważał i prędzej zginie niż to się stanie.

- To wyjaśnia czemu osłony nie działały jak powinny - powiedział ponuro Dumbledore.

Spojrzał na nich wyzywająco, 

- Jest taki sam jak swój ojciec - mruknął pod nosem Snape, lecz osoby siedzące obok niego usłyszały nienawiść w jego głosie.

wiedząc, że to przyśpieszy jego karę. 

- On chce szybciej dostać karę? - zdziwili się uczniowie i nie tylko oni.
- Masochista - skwitował Zachariasz Smith, Puchon.

I wtedy nadszedł pierwszy cios.

Cisza, która zapadła w Wielkiej Sali przeszła do historii. Jako, że obecni otępieni wpatrywali się ekran nie wiedząc co powiedzieć czy co zrobić. Wielu z nich patrzyło na swoich sąsiadów oczekując, że w oczach zobaczą zaprzeczenie tego co właśnie się dowiedzieli, a widzieli tylko odbicie tych samych emocji co sami czuli. Poraz pierwszy w wszyscy w Hogwardzie byli zgodni i czuli to samo.
Pierwsi z otępienia wyrwali się obecni przy stole Gryffindoru.
- Oni go bili? - drżący głos Molly nikogo nie dziwił. - Czy on...? - słysząc pytanie matki, Ron bezradnie potrząsał głową  Nie rozumiał jak mógł tego nie zauważyć.
- Nie. Nic nam nie powiedział - rudzielec miał wrażenie jakby jego głos dobiegał z oddali. - Herm... - jednak dziewczyna tylko potrząsnęła głową, próbując ukryć łzy. Wtuliła się w swojego przyjaciela, pragnąc pocieszenia i zrozumienia.
Pani Weasley rozpłakała się i wtuliła się w męża, który obejmował ją tak mocno jakby zależało od tego jego życie. Percy wpatrywał się w matkę zdając sobie sprawę z czego własnej woli rezygnował. Wstał mimo, że nadal czuł się jakby oberwał oprychem i podszedł do rodzicielki. 
- Mamo, ja... ja ni... - Artur puścił swoją żonę i pozwolił jej objąć syna, którego bał się, że już stracił. 
Harry - pomyślał - Znów uratowałeś naszą rodzinę. Szkoda tylko, że sam przez to cierpisz.
Bliźniacy Weasley wpatrywali się w siebie ponurymi minami, choć w ich oczach nie było zaskoczenia tylko bolesne przygnębienie.
Neville zacisnął ręce w pięści, tak, że paznokcie wbiły mu się w dłoń.
Gdyby wiedział... Gdyby choć raz zaproponował mu wspólne wakacje... a tak... - warknął bezsilną złością, świadomy, że już nic nie może zmienić. A cofnąć czas to zbyt radykalna zmiana.
 Siedzący przy stole prezydialnym nie wiedzieli co robić. Bezradnie patrzyli na swoich uczniów jak ci radzili sobie z swoim przygnębieniem i załamaniem poglądów.
Krukoni i Puchoni spoglądali smutnym wzrokiem na swoich kolegów i koleżanek z Gryffindoru, jak ci przygnębieni spoglądali na siebie zaszklonymi oczami za kotary łez. Patrzyli na nich, jak ci wzajemnie się pocieszają i okazują zrozumienie. Dziwiło ich, że Dom Gordyka aż tak bardzo to przeżywa.
Ślizgoni, którzy zawsze zgodnie nienawidzili Pottera, dziś nie wiedzieli co mają zrobić. Patrzyli to na siebie, to na Gryfonów, których uważali za żywy przykład głupoty a tak naprawdę ci byli bardziej ludzcy od nich w tej chwili. Ci, którzy zawsze kryli swoje prawdziwe oblicze za maskami dziś, w tej chwili nie byli wstanie pokazać się jako bezuczuciowi, przykładni przedstawiciele czystej krwi i dręczyciele mugolaków i ich sprzymierzeńców. W tej chwili byli dziećmi. Nastolatkami. Młodzieżą u progu dorosłości, których brutalność świata dosięgnęła raz jeszcze. Ich poglądy runęły i nie byli wstanie odbudować je takimi samymi jakimi były. A ich opiekun? 
Sytuacja Severusa Tobiasza Snape niewiele się różniła od tych nad którymi sprawował pieczę. Jego poglądy również runęły. I nie tylko one. Oblicze Pottera, które tyle lat wzorował na przykładzie Jamesa Pottera, jego dręczycielu, pękło jak rozbite lustro. Wszystko co dotyczyło Gryfona o zielonych oczach i czarnych włosach i z blizną w kształcie błyskawicy na czole, rozbiło się na kawałki, rozsypało się w pył i rozpłynęło się w mgle jego umysłu. Mistrz Sztuk Magii Umysłu w tej chwili nie był w stanie zapanować nad swoim, gdy dotarła do niego bezlitosna prawda.
Miał to cały czas przed oczami.
Miał niemal identyczne wspomnienie, różniące się tylko miejscem i liczbą prześladowców.
Wiedział to zawsze tylko nie chciał tego dostrzec. Kiedy to do niego dotarło, zrozumiał swój błąd, którego obiecywał sobie nigdy nie popełnić.
Oszukiwał sam siebie.

 Potem kolejny i następne, a on nawet nie drygnął.

- Czy to dlat... - głos Malfoya urwał się, gdy zaczął drżeć i wtulił się w ramiona matki, która zrozumiała o co chodzi jej synowi.
- Tak, dlatego - powiedziała łagodnie, muskając usta i jego czoło.

 Nie miał zamiaru nic pokazywać swoim oprawcom, których jego brak reakcji denerwował.

- Duma czy sposób, żeby oni szybciej skończyli go bić? - zadał pytanie Nott.
-  Raczej to drugie - odpowiedziała mu Dafne.

Następny cios spowodował, że upadł.

- NIE!! - rozległ się przerażony krzyk uczniów. Każdy obecny na sali wiedział, że najgorzej uwolnić się od oprawców, gdy się upada.

 Kolejne uderzenia padały jeden po drugim, aż nagle cisza i przestał być bity. Wiedział co to znaczy. 

- Oby tylko nie zbieranie sił przed ciągiem dalszym - załkała Hermiona.

Szybko wstał i dopadł do drzwi. Otworzył je i wybiegł na zewnątrz.

- Tak! Uciekaj z stamtąd! - rozległ się krzyk uczniów, w którym brzmiały również głosy ich profesorów i rodziców.

Biegł przed siebie i w niecałe pół godziny był w pobliskim lasku. 

- Tak szybko? - zdziwili się dorośli.
- Czyli on jest taki szybki nie tylko na miotle - zdziwił się Malfoy, a Gryfoni zaczęli się śmiechem, sprawiając tym samym, że policzki Ślizgona zaróżowiły się.

Już spokojniejszy udał się na swoją polankę

- To by wyjaśniało dlaczego tak lubi lekcje z Hagridem - mruknęła pod nosem Parvati.

pomimo bólu całego ciała, usiadł pod jednym z drzew. 

- Auć - skrzywili się uczniowie.

Czując dziwne ciepło

- Ktoś się tu spocił - zaśmiewał się Zachariasz, krzywiąc się z obrzydzenia zaś pozostali jego rówieśnicy, Puchoni, patrzyli na niego z oburzeni. 

 i mimo protestu ze strony mięśni, wziął do ręki wisiorek. 

Smith skrzywił się, a Gryfoni zaczęli się śmiać. Znali Harry'ego i wiedzieli, że to nie będzie miało nic wspólnego z potrzebami filologicznymi ciała ludzkiego.

Przedstawiał on jelenia, który chronił sobą lwicę, a ta z kolei zasłaniała sobą ludzkie niemowlę.

- Ej! Przecież to to ten sam wisior, który pojawił się na miejscy tamtych zwierząt! - zawołał Anthony Goldstein, raz dwa kojarząc te wydarzenia. Trójka Gryfonów spojrzała na siebie niespokojnie ale raptownie odwróciła się aby nikt tego nie zauważył.

Harry nie wiedział skąd ma ten wisior

- To należało do twoich rodziców powiedział Remus. - Ale z tego co pamiętam to on inaczej wyglądał - dodał zamyślony.
- To jak on wcześniej wyglądał? - zapytała podejrzliwie Hermiona ale Lupin nie odpowiedział tylko przeklął zły na siebie.

ale miał nadzieję, że to pamiątka po jego rodzicach.

- Bo to jest pamiątka po twoich rodzicach - mruknął ponownie Remus, ponownie ściągając na siebie wzrok Hermiony.

Nie wiedział jak to się stało, że Dursleyowie jeszcze mu go nie zabrali i przywłaszczyli 

- Co? - wrzasnęli oburzeni uczniowie - Oni nie mają prawa zabierać im rzeczy.
- Dlaczego mieli by tego nie robić? - mruknął do siebie Knot, ściągając na siebie spojrzenia wszystkich - Skoro on jest pod ich opieką to mają prawo do każdej rzeczy, którą on posiada - dokończył wyniosłym głosem, a uczniowie wpatrywali się w niego z niedowierzaniem. Odnosili wrażenie, że sam również chętnie przywłaszczył sobie rzeczy Harry'ego. A ten jego uśmieszek upewniał ich w tym.

jak to robili z każdą rzeczą, która w kiedykolwiek była jego.

Warkot wydobył się za zaciśniętych zębów Remusa, który ledwo się kontrolował.
- Rozszarpie ich na strzępy. Zrobię z nich miazgę. Powyrywam wszystkie...
- Wspaniała wyliczanka Lupin ale nie mamy czasu na to. Ale skoro chcesz skończyć w Azkabanie, to proszę bardzo - zakpił Snape.

Często się zastanawiał czy jego rodzinka po prostu nie widzi tego naszyjnika 

Bo tak jest - pomyślał Syriusz. Był przy tym jak powstawał wisior i wiedział jakie ma właściwości.

i to wydawało się być jedynym racjonalnym wyjaśnieniem,

- Jedyne RACJONALNE wyjaśnię? - mina Hermiony wyraża niedowierzanie - Przecież musi być jakieś inne wyjaśnienie! To po prostu niemożliwe, żeby to...
- Hermiona kiedy się wreszcie przyzwyczaisz, że przy Harrym nic nie jest niemożliwe? - westchnął ciężko Ron.

ponieważ często się zdarzało, że ciocia i wuj nie wiedzieli tego co wiedział Harry.

- I wszystko jasne! - krzyknęła Hermiona - To po prostu jedna z tych rzeczy, która mugole nie widzą! 

W każdym razie cieszył się, że mu go nie odebrali, bo to dawało mu nikłe połączenie z rodzicami, których nie pamiętał.

Sprawię, że to się zmieni - westchnął mentalnie Syriusz.

A kiedy ciepło naszyjnika zaczęło znikać, westchnął cicho zawiedziony. Często tęsknił za nim i teraz też tak było. Mijały sekundy, minuty i godziny,

- Godziny? - zawołała madame Pomfrey. - Do jego ran mogło wdać się zakażenie!
- Tamtym razem miałem tylko siniaki - usłyszeli i gwałtownie odwrócili się w stronę drzwi. Harry stał w progu, a dwoje byłych Niewymownych szli w kierunku stołu, którego wcześniej siedzieli. Nic sobie nie robiąc z spojrzeń Ministra i Umbridge zajęli miejsca i spokojnie czekali na rozwój wydarzeń.
Potter nawet nie wszedł do środka tylko stał i wpatrywał się w obecnych. Jego wzrok spoczywał po kolei na każdej osobie, a bez względu na kogo patrzył jego twarz nie zmieniała się, ciągle pozostając beznamiętną maską aż zatrzymał się na Ministrze Magii i jego ulubionej pracownicy.
Każdy wasz oddech będzie przesycony strachem i błaganiem o litość, której nie otrzymacie. Każdy wasz krok to będzie strach o własne życie. Będziecie się bali nawet własnego cienia. Wszystko co od tej pory będziecie rozbić doprowadzi was tylko do waszego własnego Tartaru - usłyszeli głos Pottera.
- Grozisz mi?!? - ryknął Knot, a Umbridge gorliwie mu przytakiwała. Oboje nie zdawali sobie sprawy, że to co powiedział zielonooki słyszeli tylko w swojej głowie. I przez to obecni patrzyli na ich zdziwieni.
Nie. Ja was informuje o konsekwencji waszych działań - i tym razem tak samo usłyszeli jego głos tylko w swojej głowie.
- Co? - ryknął znów Knot ale tym razem Harry go zignorował, bo kolejny raz obejmował wzrokiem całą Wielką Salę. I to w ten sposób, że każda z obecnych osób miała wrażenie, że patrzy akurat na nią.
- Każde z was, które spróbuje wykorzystać cokolwiek z tego, pożałuje tego szybciej niż pomyślał co może zyskać robiąc to - rozległ się ostry niczym stal głos chłopaka, na którzy obecni się drygnęli - Nieważne czy będą się przed kimś pochwalić, że wiedzą coś ciekawego o Potterze, czy też będą chcieli zarobić i sprzedadzą te informacje jakieś gazecie albo spróbują napisać jakąś cholerną książkę o życiu Chłopca-Który-Przeżył czy też wydać informacje o mnie Voldemordowi - większość obecnych wzdrygnęła się słysząc to imię - będą cierpieć męki piekielnie niczym w Tartarze.
Harry spojrzał na swoich kolegów i koleżanki. Na GD. I na tych, którzy zaznali w życiu podobnego piekła jak on. I na końcu spojrzał na pozostałych członków przysłowiowej Złotej Trójcy Gryffindoru.
- Przyjaciele, tak? Szkoda tylko, że wy i to miano nie bardzo do siebie pasujecie - usta zielonookiego wykrzywiły się w ironicznym grymasie, który upodobnił go do Severusa Snape i ci nieliczni, którzy to zauważyli, wpatrywali się w niego zszokowani. 
Zielonooki powoli zaczął się odwracać do wyjścia, gdy usłyszał:
- Dlaczego ciągle wspominasz ten Tartar? - zadała gnębiące wszystkich pytanie Susan.
Ironiczny grymas zamienił się w uśmiech w którym kryła się sadystyczna złośliwość.
- Nie chcesz wiedzieć - pełen okrucieństw uśmiech Pottera zszokował wszystkich, a Puchonkę, która zadała to pytanie przyprawił o gęsią skórkę - A skoro już chcesz się coś o nim dowiedzieć to poszukaj wśród obrazów piekielnych mugoli - ponownie pojawił się ironiczny grymas i wyszedł. Ledwo zniknął z ich oczy, a czwórka uczniów wstała z swoich miejsc i pobiegła za chłopakiem, którym nie tylko uważali za swojego przyjaciela ale też osobę, która była dla nich ważniejsza niż wszystko inne. 
Złapali go dopiero na schodach prowadzących na drugie piętro. Neville chwycił go ramię, które zielonooki zaraz wyrwał i zniknął w sekretnym przejściu ukrytym za gobelinem, przestawiający stado jednorożców. Pobiegli za nim. 
- Nie... - cztery osoby objęły go mocno, a z jego gardła rozległ się cichy jęk. 
- Nie wiedzieliśmy..
- Gdybyśmy wiedzieli to...
- To i tak byście nic nie zrobili - rozległ się przytłumiony głos Harry'ego.
- Nie! - zaprotestował Fred, potrząsając głową. Potter delikatnie wyswobodził się z uścisku tych, których uważał za przyjaciół, choć oni nie byli tego świadomi. 
- Wiedzieliście, prawda? - zapytał urywanym głosem. Żadne nie odpowiedziało.
- Raczej podejrzewaliśmy - mruknął cicho George - Znikąd by ci się nie wzięły te odruchy - uśmiechnął się smutno.
- A ty co powiesz? - oczy Pottera spoczęły na jedynej dziewczynie w ich gronie.
- Twoje oczy zawsze smutne, choć na twarzy była radość. Śmiech bez najmniejszej iskierki radości. 
- Po tobie spodziewałem się czegoś zupełnie innego, Luna - zdziwił się Fred.
- Nie jesteś prawdziwy, Harry. Nawet wtedy, gdy jesteś z nami.
Wszystkie oczy spoczęły na czwartorocznej Krukonce.
- Dlaczego tak uważasz? - mruknął George.
- Bo Harry sam przed sobą skrywa siebie samego.
- Nie - rozległ się cichy i drżący głos zielonookiego - Już nie. Nie przy was. 
Ledwo to powiedział i rozpłynął się w powietrzu. 
- Czy mi się wydawało, czy on nas uznał? - urywany głos Neville oddawał wszystko co i oni czuli.
Wpatrywali się w siebie oszołomieni i w cichym porozumieniu wrócili do Wielkiej Sali. W ciszy zapadła jaka po ich przyjściu zajęli swoje miejsca i ignorując  wszystkie spojrzenia rzucone w ich stronę, wbili wzrok w mglisty ekran z którego znów rozległ się bez cielesny głos wydobywający się z Odwrócenia Myśli Losu.

a zielonooki nadal przebywał na łonie przyrody.

- Jak można przebywać na ło...
- To taka metafora - warknęła Hermiona waląc Deana po głowie.
- Przecież wiem - jęknął chłopak pocierając bolące miejsce.

Harry poczuł jak powietrze włoku się zmienia.

- O coś się zaraz stanie - mruknął ponuro Dean.
- Skąd wiesz? - zdziwił się Seamus.
- W książkach zawsze tak pisze przed jakimś ważnym wydarzeniem. 
Uczniowie wyprostowali się i wbili wzrok w ekran. Skoro coś się zaraz ważnego  ma stać, to lepiej uważać.

Otworzył oczy, wstał i ruszył przed siebie.
- Cześć - usłyszał.
Rozejrzał się i zobaczył stojącą niedaleko dziewczynkę, która szła w jego stronę.

- Jak śliczna! - zachwyciła się Puchonka, Leanne.
- Myślicie, że się znają? - zapytała Lavender wpatrując się w dziewczynkę. 

Rie.

- A ona to kto? - odezwał się Golyle i wszyscy spojrzeli na niego na niego jak na mądrego inaczej.

Dziewczynka o drobniutkiej niemal filigranowej budowie ciała. Buzia mająca dołeczek  na policzku. Włosy do kolan o niecodziennej odcieniu, bo beżowe. I ametystowe* oczy.

- Czemu Potter zawsze otacza się takimi ślicznotkami? - westchnął ciężko Dean, czym spowodował powszechny wybuch śmiechu na sali.

Dziewczynka o takich samych oczach jak Harry'ego.

- Harry ma zielone oczy, a ona niebiesko-fioletowe, czy tam te ametystowe więc mogą być takie same - zdziwił się
- Arry patzy na swiat oczami mającymi jedynie odcienie szarosci i prygnebieniu - odezwała się po raz pierwszy Fleur, czym zdziwiła wszystkich, nawet Billa, który nie sądził, że jego dziewczyna odezwie się wcześniej niż wydarzenia w których się pojawi. A treść jej wypowiedzi sprawiła, że Hermiona (i nie tylko ona) spojrzała na nią całkiem inaczej niż dotąd.

- Rie! - rozległ się kobiecy krzyk.
Dziewczynka uśmiechnęła się przekornie i zawołała:
- Tu jestem!

- Dzieci - westchnęła Narcyza - Mówią to co uważają za oczywiste, a ty zastanawiaj się co to znaczy - kobieta westchnęła ciężko, a Molly Weasley spojrzała na nią z uśmiechem pełnym zrozumienia.

W ciszy leśnej zabrzmiały odgłosy towarzyszące biegowi i za drzew wybiegła kobieta,

- Czemu te wszystkie mugolki muszą tak wyglądać? - warknęła ze złością Umbrigde, patrząc morderczym wzrokiem na przedstawicielki płci żeńskiej na mglistym ekranie.
- A co zazdrosna? - zapytała przesłodzonym głosem Narcyza Malfoy, a uczniowie spojrzeli nią z niedowierzaniem ale po chwili wybuchneli radosnym śmiechem. Mieli kolejną strzałę przeciwko Różowej Rupuchy. 

 która złapała dziewczynkę i mocno ją przytuliła.
- Nie rób tak więcej - wyszeptała w jej włosy.

- I tak powinien się zachowywać opiekun dziecka - stwierdziła z zadowoleniem madame Pomfrey.
- Wzorowa matka - pochwaliła kobietę Molly.

- Mówiłam, że idę do Harry'ego, a przy nim nic mi się nie stanie - powiedziała pewnym siebie głosem Rie. 

- Kolejna osoba, która bezwarunkowo w ciebie wierzy, Harry - mruknęła cicho Tnoks, wtulając się w swojego ukochanego.

Kobieta szybko wstała i odwróciła się, a gdy zobaczyła chłopca na jej twarzy pojawiło się zdziwienie.

- Nie dość, że reagują tak na niego w czarodzieje, to i mugole - powiedział kpiąco Draco i spotkał się z srogim spojrzeniem ojca.

- Harry - powiedziała do siebie, a potem spojrzała na dziewczynkę - Czyli zawsze, gdy mówiłaś, że idziesz odwiedzić Harry'ego, przychodziłaś tutaj?

- Czyli to nie jest ich pierwsze spotkanie - powiedział pewnie Dean.
- Naprawdę, a po czym to poznałeś? Po tym, że znają swoje imiona czy po jej pytaniu? - zakpiła Ślizgonka, Tracey Davis, a Gryfon zarumienił się pochylając głowę.

Rie wesoło się uśmiechnęła, a kobieta westchnęła.
- Zmyślony przyjaciel?

- Zmyślony przyjaciel? - zdziwiła się Parvati.
- Mugolskie dzieci, kiedy są młodsze widzą nasz świat - powiedział były Niewymowny co miało wszystko wyjaśnić, a Gryfonka tylko westchnęła ciężko. Postanowiła, że potem zapyta się Harry'ego o co chodzi.

- Nie, przecież Harry stoi tam - zaśmiała się dziewczynka.

Kobieta ponownie spojrzała na chłopca ale teraz w jej oczach było widać zamyślenie. Kiedy wyciągnęła rękę do niego, a ten gwałtownie się cofnął jej zamyślenie znikło, a pojawił się szok, gdy zdała sobie sprawę, że chłopiec jest maltretowany.

- Maltretowany, a co to znaczy? - zapytał Puchon.
- Czyi ktoś znęca się nad kimś lub czymś - wyjaśniła mu drżącym głosem Hermiona. W oczach Gryfonki ponownie pojawiły się łzy. Wyrzucała sobie jak mogła tego nie dostrzec. Ron widząc jej reakcję przytulił dziewczynę i pozwolił by wtuliła się w niego.

Powoli nie zabierając ręki, podeszła do niego i powiedziała:
- Wracamy do domu coś zjeść, chcesz jechać z nami?
Harry przygryzł wargę. Pytanie kobiety sprawiło, że uświadomił sobie, że nic niejadł od doby.

- Nic nie jadł całą dobę? - równoczesny krzyk Poppy Pomfrey i Molly Weasley sprawił, że większość osób się skrzywiła.
- Jak tylko się pojawi, zabieram go na badania - zadecydowała władczyni skrzydła szpitalnego.
- I tak to się madame nie uda - mruknął bezgłośnie Neville.

Ale to było nic.

- Nic?!?! Nie jadł dobę i uważał, że to nic takiego? - obecnym nie mieściło się to w głowie.

Potrafił wytrzymać bez jedzenia miesiąc i trzy dni,

- Co?!? - krzyk pełen niedowierzania wyrwał się z niemal każdej osobie. Nie wierzyli w to co przed chwilą usłyszeli. Jak można było wytrzymać tyle czasu bez jedzenia?
- Teraz to go badania nie ominął - madame Pomfrey była zdecydowana zaprowadzić tam chłopaka nawet jeśli będzie stawiał opór.
- Jak go madame zmusi, to dla nikogo to się nie skończy dobrze - powiedział cicho Fred, mimo to kobieta usłyszała to i spojrzała na niego zamieszana, gdy zdała sobie sprawę co chciała zrobić.

 gdy dostawał wodę.

- Spróbowaliby mu jej nie dać - warknęła McGonagall.

A gdy jej nie dostawał 

McGonagall wyglądała jakby miała ochotę odwiedzić Drusleyów i odejmowanie im punktów to ostatnia rzecz, którą by tam robiła.

musiał uwalniać swoje rezerwy, nie wyczerpując ich.

- On TO potrafi... - powiedziała z niedowierzaniem madame Pomfrey, a dorośli patrzyli na ekran zdziwieni, a uczniowie głowili się co to znaczy.

Nacisk zębów na wargę wzmocnił się, gdy kobieta dalej drążyła temat.
- Mamy ciasto czekoladowe - kusiła.
Harry westchnął. Nie wolno mu było słodkości.

- Każde dziecko powinno od czasu do czasu móc jeść coś słodkiego - Molly Weasley nie rozumiała i nie chciała wiedzieć jakim trzeba być człowiekiem żeby zabronić dziecku zjeść raz na jakiś czas coś co zawierało więcej cukru niż powinno. - To nie jest żadna zbrodnia. Wręcz dla dziecka to mała chwila radości.

- Harry zgódź się - jęknęła Rie - Pobawimy się...
Pobawimy się... Czyli zabawa?
Nie wiedział o co chodzi dziewczynce

- NIE WIEDZIAŁ CO TO ZABAWA?!? - krzyk uczniów było słychać nawet na błoniach. Obeni nie byli pewni czy chcą wiedzieć co Harry Potter robił w swoim dzieciństwie skoro nie wiedział, co to właściwie jest zabawa.

ale był tego ciekawy,

- Ach ta Gryfońska ciekawość - parsknęła Pansy.
- Dziecko zawsze jest ciekawe jak czegoś nie zna - warknęła Padma, patrząc morderczym spojrzeniem na Ślizgonkę. Gdyby Krukonka potrafiłaby zabijać wzrokiem jak bazyliszek to dziedziczka rodu czystej krwi leżała by teraz martwa - Zwłaszcza takie, które nigdy się nie bawiło 

więc potrząsną głową na tak. W tym samym momencie amestynowooka złapała go za rękę, którą on zaraz wyrwał z jej uścisku.

- Walcz z okropnymi wspomnieniami Harry - powiedziała Molly, próbując powstrzymać łzy. Teraz już wiedziała czemu chłopak sztywniał za każdym razem, gdy go obejmowała.

Dziewczynka spojrzała na niego zdziwiona i delikatnie wzięła go za rękę 

- Zadziwiające wyczucie w tak młodym wieku - powiedziała zaskoczona profesor McGonagall.

i wyprowadziła z lasku. A przy drodze stał seledynowy 

- A co to niby za kolor? - westchnął  Ron.
- To odcień zieleni, Wiewió... Weasley - odpowiedź młodego Malfoya zdziwiła wszystkich i nie chodziło o jej treść tylko o sposób jaki została powiedziana. Odpowiedź Malfoya nie zawierała żadnego sarkazmu czy ukrytego cynizmu. Zwykła prosta odpowiedź, która może i zawierała przezwisko jakim często określał Weasley ale poprawił się i w żaden sposób nie kpił z niewiedzy rudzielca jak to zdarzało się w przeszłości.

samochód. Gdy zajeli miejsca, kobieta spojrzała na Harry'ego w lusterku. 
- Czemu tam byłeś?

- Ona myśli, że Potter jej powie? - zakpił Anthony.

Chłopak spojrzał na nią i już wiedział.
- Bo uciekłem.
- Przed czym?

- To chyba każdy wie - prychnął Zachariasz Smith.

- Ni...

- .... - dorośli z niecierpliwością czekali na odpowiedź chłopaka.

- NIE! - wrzasnęła Rie.

Widzicie nawet ona się sprzeciwia, żeby nie, mówił! - zawołała Sally, widząc oczekiwanie obecnych na odpowiedź chłopaka z ekranu.

Kobieta zatrzymała samochód i wzięła dziewczynkę na kolana.
- Jesteś już bezpieczna.
- Nie, nikt nie jest bezpieczny

- Jakbyś chodziła do Hogwartu to byłabyś bezpieczna - powiedział wyniosłym głosem pierwszoroczny Puchon.
- Jesteś tego pewny? - zakpił Ron i spotkał się z nieprzyjemnymi spojrzeniami pozostałych członków domu Huffepuffu.

-powiedziała urywanym głosem dziewczynka.
Harry czując dziwny przymus

- Przymus? -zdziwili się obecni.

położył rękę na ramieniu kobiety i patrząc jej prosto w oczy, powiedział:
- Zapomnij.

- Ale formuła Zaklęcia Zapomnienia brzmi Oblivate, a nie...
- Hermiona, powinnaś już przywyknąć, że w przypadku Harry'ego nic nie jest takie jakie być powinno - westchnął Ron.

Brązowe oczy zamgliły się i stały się matowe.

- Ale to skutki rzucenia... - Hermionie nie był dane dokończyć, bo rudzielec zasłonił jej usta dłonią.
- Ciiii - mruknął rozbawiony widząc oburzone spojrzenie dziewczyny.

A po chwili oczy kobiety ponownie stały się radosne ale stało się też coś dziwnego.
Samochód znowu jechał, a Rie siedziała na siedzeniu obok niego.

- To jest dziwne - mruknął Draco.

- A potem spotkałam Albusa

Wszyscy spojrzeli dziwnie na dyrektora, który patrzył w przestrzeń zamyślony. Jedna z uczennic odważyła się i zapytała:
- Panie profesorze, spotkał pan ją kiedyś?
- Nie. Nie miałem tej przyjemności poznania tej pani - odpowiedział jej z dobrodusznym uśmiechem Dumbledore.
- Przyjemności? - prychnęła Umbridge, jednak mało kto zwrócił na nią uwagę.

i pobraliśmy się.

- Pobraliśmy? To to na pewno musi być zbieżność imion - uczniowie wybuchneli śmiechem. Wizja Dumbledore na ślubnym kobiercu z mugolką wszystkich rozbawiła do łez.

Harry i Rie spojrzeli na siebie zdziwieni ale nic nie powiedzieli, a zielonooki zaakceptował to jak każdą inną rzecz jaka działa się włoku niego.

- Harry zawsze wszystko akceptuje bez żadnego ale. Czasem to mnie przeraża ten jego spokój w każdej sytuacji - Laveander wzdrygnęła się na wspomnienie pierwszej lekcji Wróżbiarstwa i tego jak ze spokojem chłopaka przyjął wiadomość o swojej niedalekiej śmierci.

Kobieta zatrzymała samochód i wysiedli. Okazało się, że są w zupełnie innym miasteczku.

- Ciekawe czy Harry znajdzie potem drogę powrotną? – zastanawiał się Ernie.
- Pewnie tak, przecież mieszka w tamtych rejonach od małego. A jeśli to cię nie przekonuje to Harry zna cały Hogwart na pamięć – powiedział Seamus.

- Rie pokaż mu dom, a ja zrobię coś do jedzenia - powiedziała otwierając bagażnik. Za chwile wyprostowała się i powiedziała:
- Nie przedstawiłam się. Gapa ze mnie...

- Nie da się ukryć - zaśmiał się Dean i tym razem dostał po głowie od Laveander.

Hermiona

Obecni spojrzeli na Gryfonkę o takim samym imieniu, a ta zastanawiała się czy aby Harry nie postrzegał jej przez pryzmat kobiety, którą poznał wcześniej niż ją.

MacGregor.

- Jak myślicie? To Szkotka?
- Nie. Francuska - warknęła Parvati i spotkała się z urażonym spojrzeniem Fleur.

- powiedziała i schyliła się do bagażnika.
Rie wzięła go za rękę i pociągnęła w stronę domu, a Harry zwalczał ochotę zabrania ręki. To nie Dursleyowie - powtarzał sobie, 

- I bardzo dobrze - zawołała madame Pomfrey - Nie daj się złym wspomnieniom.

idąc za dziewczynką. A ta skrupulatnie wykonała polecenie Pani Hermiony i pokazała mu każde pomieszczenie w domu. Na końcu zabrała go do swojego pokoju, a Harry był zdziwiony, że ma tyle rzeczy, wszystkie dla siebie i może z nimi zrobić co chce.

- Skoro to są jej rzeczy, to nic dziwnego, że może z nimi zrobić co zechce - Draco powiedział to tak, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.

A gdy zaczął ją pytać o wydarzenie z samochodu, zdawała się go nie pamiętać.

- Co? W samochodzie byłaś tak samo zdziwiona jak Harry, a teraz co? Udajesz? - wciekał się Ron. Dla niego to było do nie do pomyślenia, że ta dziewczynka tak się zachowuje.

Kiedy dalej ją o to wypytywał głos się jej zmienił

- Tata mówił, że tylko chłopcy przechodzą mutację głosu, więc czemu jej się zmienił? - zapytał zwiedzonym głosem Denis Carreyw, a uczniowie zaczęli się śmiać. Hermiona poczuła się odpowiedzialna by go pocieszyć ale ubiegła ją opiekunka Gryffindoru
- Twój tata nie kłamał. To może być spowodowane magią pana Pottera i jak ona oddziałuje na tę dziewczynkę.

i zaczęła mówić zupełnie innym głosem:
- Hamuj swojego syna, Potter. Dla Rie jest jeszcze za wcześnie.
Harry poczuł się jakby ktoś mącił mu w głowie,

- Nic dziwnego, że Potter gada takie głupoty o powrocie Sami-Wiecie-Kogo skoro ktoś grzebie mu w głowie! - powiedział jakiś Krukon. Z tego co Neville pamiętał to był Bradley . Longbotton był wciekły, że ci wszyscy ludzie tak ochoczo komentują życie jego przyjaciela. I do tego mina Krukona sprawiła, że całe jego opanowanie było na granicy.
- Selencio! Furnunculus. - szybko rzucił zaklęcia i niestety nie udało się, bo jeden z aurorów postawił tarczę przed uczniem, która wchłaniała zaklęcia. Gryfon warknął wściekle, a wszyscy patrzyli na niego zdziwieni. Nawet jego babcia była zdziwiona zachowaniem swojego wnuka.

jakby ktoś coś mu tam coś zmieniał. Nie! Nie chciał żadnych zmian. Chciał wszystko pamiętać co się w jego życiu dzieje.

- Każdy by chciał ale nie wszyscy mają myślniodywnię - mruknął ponuro Michael Corner, a bliźniacy zachichotali wesoło.
- Poproś Dor... profesora Dumbledora o pomoc - mruknął rozbawiony George.

Ty dorosły,

- To głos Jamesa Pottera!- ryknął zszokowany Knot.
- Macie przerąbane. Macie PRZERĄBANE!
Widok krzyczącego Freda i Georga, którzy jednocześnie się i śmiali, i mordowali wzrokiem osoby winne obecnych wydarzeń budził podziw wśród zebranych. Gryfoni wyglądali  przerażająco ale też wywoływali włoku siebie radosny nastrój.

 a inni dzieci. Jest dla nich jeszcze za wcześnie. Obserwuj i zbieraj doświadczenie.

- To było dziwne - zawyrokował Draco odzywając się jako pierwszy. Gryfoni zerknęli na niego i wybuchnęli śmiechem.
- Co jest takiego śmiesznego? - zirytował się Ślizgon.
- Powtarzasz się Malfoy - wykrztusił pomiędzy napadami śmiechu Dean. Chłopak słysząc to ostentacyjnie odwrócił głowę, czym spowodował kolejną salwę śmiechu ale wśród kolegów z swojego domu.
- Ale on ma rację - mruknęła zamyślona Hermiona - Przecież rodzice Harry'ego nie żyją. I te słowa... Inni dziećmi i jest za wrześnie dla nich... Myślisz, że - zwróciła się do Rona, który ponownie zasłonił jej usta.
- Cicho. Lepiej własne przemyślenia zostaw dla siebie. Pogadamy o tym potem - wyszeptał jej do uch i odsunął się. Oczy dziewczyny rozszerzyły się nieznacznie, a po chwili pojawiło się w nich zrozumienie.

I to dziwne mrowienie w głowie ustało. 

- To wszystko jest dziw... - zaczął Malfoy i urwał widząc spojrzenie Blaise.

Niedługo potem pani Hermiona zawołała ich na dół na posiłek. 

- Może byśmy zrobili przerwę? - zapytał Ron - Głodny jestem. 
Przed nim pojawiły się talerz kanapek i  dzbanek z sokiem dyniowym oraz szklanka.
- Ale obsługa - zawołał z uznaniem rudzielec, zabierając się do jedzenia.
- To nie obsługa skrzatów tylko to magia OML-u i ona wpływa na Harry'ego - powiedział Neville, patrząc zły na Rona.
- A so to mma wspolneko? - wymamrotał z pełnymi ustami.
- To obrzydliwe, Ron - skrzywiła się Hermiona.
- Za każdym razem, gdy OML spełnia jakieś pragnienie uczestnika, to każde użycie magi jest obciąża Harry'ego - wyjaśnił blondyn.
- I so?
- Merlinie pomóż - westchnął Fred.
- Ron. Kiedy. TO. Używa. Magii. To. Harry. To. Czuje. Bo. TO. Pokazuje. Jego. Życie. - powiedział George.
- Zabiera Harry'emu magię? - zawołał przerażony Gryfon.
- Nie, Weasley. Potter odczuwa użycia magii Odwrócenia Myśli Losu, bo do jego aktywowania, użyto krwi Pottera - powiedziała zniecierpliwiona Dafne Greengrass.
- Nie mogliście tak od razu - mruknął Ron do poprzedników Dafne, którzy westchnęli ciężko i dali sobie spokój. Za to twarz Umbrige wykrzywił obrzydliwie zadowolony uśmiech. Nie była pewna co to tych zdolności starożytnego afetaktu i z radością przyjęła ich istnienie.
- Chce się tu czuć jak w siebie - powiedziała głośno i wyraźnie. Niektórzy uczniowie spojrzeli na nią ze zdziwieniem ale szybko zrozumieli do czego dąży ich nauczycielka.
Wielka Sala się zmieniła. Zniknęły stoły i ławy na, których siedzieli. A zamiast tego pojawiły się jaskraworóżowe kanapy i fotele. A ściany zmieniły kolor na różowy pojawiły się zdjęcia kotów.
- Fuj! - wzdrygnęli się obecni. Jedynie Wielka Inkwizytorka Hogwartu wydawała się zadowolona. Nic dziwnego siedziała na tronie. Tyle że mniejszym od tego na którym znajdował się Knot.
Kilkoro uczniów otworzyło usta by coś powiedzieć, gdy wystrój sali znów się zmienił. Ściana na której znajdowały się teraz czarne drzwi, stała się grafitowa i włoku niej znalazły się beżowe kanapy oraz białe z akcentami zieleni fotele na, których znaleźli się Ślizgoni. Dwie ściany sąsiadujące z grafitową - kremowe zaś ostatnia błękitna. Miejscem dla Krukonów zostały kanapy stojące pod błękitną ścianą w odcieniu mlecznej czekolady z beżowymi poduszkami. I kilka foteli o ciemnym froncie dęba czarnego. Puchoni rozsiedli się na kanapach barwy jesionu, znajdujące się na środku sali. Zaś nieliczne fotele przetykane były odcieniami czerni przy oparciach. Bordung to barwa mebli na których znaleźli się Gryfoni. Z lewej strony sąsiadowali z Puchonami, a po prawo mieli Ślizgonów, za sobą zaś mieli okna. Neville, Fred, George, Luna, Remus wraz z przytuloną do niego Tnoks oraz Wąchacz i kilkoro innych siedzieli na szerokiej kapanie znajdującej się  podwyższeniu, w barwie ciepłego, orzechowego brązu. Wśród tych osób znalazł się Severus Snape, który zastanawiał się co tak właściwie tu robi. Okrągły stolik naprzeciwko narożnika był w tej samej kolorystyce, zaś do podwyższenia prowadziły schodki w barwie hebanu. Osoby za stołu prezydialnego obecnie znaleźli się najbliżej OML na szaro-brązowych kanapach. Każda grupa miała swoje stoliki, których barwy odpowiadały kolorystyce mebli. Na nich znajdowały się talerze z przekąski i ciastkami oraz napojami.
- Muszę przyznać, że ma gust - powiedział Draco.
- Kto? - zdziwiła się Pansty.
- Potter.
- Skąd wiesz, że to on?
Śizgon nic nie powiedział tylko wskazał na arfetakt, który teraz znajdował się w przeciwnym końcu sali. Jego ekran był czarny, a wyświetlały się na nim słowa: ,,Jeszcze raz i zniszczę to cholerstwo!!!".
- Tak. Masz rację to Harry - wybuchnął śmiechem Fred.
- A gdzie jest Ropucha i Melonik? - zdziwił się George.
Tym razem to Neville wskazał ich miejsce choć to nie był konieczne, bo nad wspomnianą dwójką pojawił się neon w kształcie strzałki w dół, na którym był napis: ,,Azakaban to dla nich za mało!". 
Rozległ się perlisty śmiech małych dzwoneczków. Okazało się, że to Luna i Fleur. Szybko do nich przyłączyli się inni. Bowiem i Umbridge, i Knot siedzieli na słomianych dywanikach, a ich próby transmutacji ich spęzały niczym.
- Arry stracić cierpliwosc do was - powiedziała Fleur tuląc się do Billa, który siedział w fotelu.

Kiedy usiadł za stołem i patrzył na krzątającą się kobietę, odnosił wrażenie, że powinno być odwrotnie

- Nie, Harry. Nie powinno - westchnęła przygnębiona Molly Weasley.

 i powoli wstał z krzesła i stanął obok niej...
- Nie możesz się doczekać? - zaśmiała się kobieta. Harry spojrzał na nią z zdziwieniem, a w brązowych oczach pojawiło się zrozumienie.
- Nic z tego. Siadaj do stołu nie potrzebuję pomocy. 
Harry mimowolnie się skulił ale posłusznie usiadł z powrotem z dziwnym uczuciem bycia zruganym. 

- Nie masz się powodu by tak czuć - tym razem odezwała się McGonagall.

Poczuł jak jego dłoń przykrywa inna, mniejsza dłoń i przeniósł spojrzenie ze stołu na Rie.
- Pani Hermiona nie lubi jak się ktoś kręci w kuchni. To jej królestwo

- Kogoś mi to przypomina - zaśmiał się Fred patrząc sugestywnie na matkę.
- Fred! 
- Jestem Gred! A to jest Feorge - oburzył się chłopak - Kobieto imion swoich dzieci nie potrafisz zapamiętać!

 - zaśmiała się wesoło dziewczynka.
Zielonooki nie rozumiał co się tu dzieje, przecież to on powinien to zrobić.

- Nie, nie powinieneś - westchnęła ponownie Pani Weasley.

Rie nie mogła się doczekać i bawiła się sztucami, a Harry siedział spokojnie wbijając spojrzenie w stół. Kobieta położyła rękę na jego ramienia, jednocześnie drugą podając mu talerz i spotkała jego zszokowane spojrzenie. 

- Co cię tak zdziwiło? - zastanawiał się Remus.

Uśmiechnęła się uspokajająco i została obdarzona cichym dziękuję. Chłopak patrzył zdziwiony na swój talerz. Zaskoczyło go, że dostał taką dużą porcję.

- TO cię tak zaskoczyło? - ryknął z niedowierzająco Lupin.

Spojrzał jeszcze raz na kobietę, a ta tylko uśmiechnęła się do niego raz jeszcze, więc zaczął jeść zanim Hermiona się rozmyśli i mu je zabierze. 

- Slusssnie - zawołał Ron jedząc kolejny kawałek ciasta.
- Nie zrobi tego - powiedziała niepewnie Molly tuląc się do męża.

Szybko zjedli i kobieta zabrała się za krojenie ciasta czekoladowego kiedy usłyszeli dzwonek do drzwi. Hermiona McGregor poszła otworzyć i chwilę potem słychać było jej śmiech.
- Czemu nie zadzwoniliście, przyszykowałam by...
- Nie rób sobie kłopotu, jesteś naszą małą gwiazdeczką, którą my się opiekujemy 

- Opiekujemy? - zdziwiła się Ginny.
- Pewnie jej bracia wpadli w odwiedziny - odpowiedziała jej matka.

- rozległ się inny męski głos w którym było słychać rozbawienie.
- Ty się nigdy nie zmienisz - westchnęła kobieta i weszła z powrotem do pomieszczenia w którym czekali Harry i Rie, a za nią dwóch identycznych mężczyzn

- Bliźniacy - wrzasnęli jednocześnie Fred i George.

 o blond włosach.

- Eee... To chyba jakaś rodzina Malfoya - jęknęli bliźniacy Gryffindoru.
- Ja. Nie. Mam. Żadnych. Mugoli. W. Rodzinie. - wycedził platynowłosy Ślizgon.

- Siadajcie. Chcecie kawałek ciasta? - zapytała krojąc blok czekoladowy.
- Jeszcze się pyta

- Wlasnie!
- Ron nie mów z pełnymi ustami - zawołała Molly.

 - prychnął kpiąco wyższy z blondynów, siadając na ladzie kuchennej,

Krzesło masz obok - oburzyła się Augusta Longbottom.

 na co kobieta zaśmiała się wesoło. 

- Jej to nie przeszkadza - powiedział cicho Neville.

Chwilę potem mężczyzna odwrócił się by przywitać się z Rie i zamarł gdy zobaczył czarnowłosego chłopaka w za dużym, poszarpanym ubraniu, który wyglądał jakby go niedawno pobito.

Warkot jaki wydobywał się za zaciśniętych zębów nieprzemienionego jeszcze wilkołaka sprawił, że uczniowie zaczęli trząść się ze strachu. A, że w podobnym stanie był ponurako podobny pies wcale im nie pomagało. Za uchylonych drzwi do środka wszedł srebrzysty patronus w postaci jelenia. Kiedy znalazł się na podwyższeniu podszedł do Remusa i delikatnie pożył łeb na jego ramieniu, wtedy też rozległ się głos:
- Nic mi nie jest. Potrzebuje trochę pobyć sam.
Jak na zawołanie mężczyzna uspokoił się, a wtedy jeleń pochylił się, pożył łeb na grzbiecie animaga i po krótkiej chwili rozpłynął się jak mgła.

- Sev jestem

- Jaka matka tak rani swoje dziecko? - zdziwiła się Andromeda Tnoks.
- No, ciekawe jaka? - mruknęła ironicznie do swojej matki Nimfadora .

 - powiedział wesoło, po tym jak kiwnął głową Rie, a ta odpowiedziała promiennym uśmiechem - Tak naprawdę to Severus

Wzrok obecnych spoczął na Mistrzu Eliksirów, który w obecnej chwili żałował, że jego wzrok nie potrafi zabijać. Jego spojrzenie, które zwykle powodowało, że ludzie odwracali wzrok, teraz nie działało i każdy na niego otwarcie patrzył.

 ale moje imię jest zbyt długie nie sądzisz? 

- Moje imię jest jak najbardziej właściwe i nie potrzebuje żadnych zdrobnień - warknął Snape w stronę śmiejących uczniów.

Uśmiechnął się pogodnie i na powrót zaczął rozmawiać z gospodynią domu ale Harry widział jak jego brązowe oczy bacznie go obserwują. 

-
 Zupełnie jak ona, tego Harry'ego z ekranu - powiedział Neville do reszty swojej grupy, wskazując  Ritę, która chciwie obserwowała ekran.
- Widocznie zapomniała co powiedział Harry i chce oberwać - wzruszył ramionami George, uśmiechając się wrednie.

- Syriusz 

- To jest dziwne - mruknął George.
- Drugi Malfoy - westchnął Fred.
- Ale to jest dziwne nie sądzisz?...
- Skończ Malfoy. - mruknął cicho Fred.
- Nie uznaje go za brata - warknął Draco - Więc nawet się nie zbliżaj - dodał chłopak widząc jak Gryfon wstaje.

- powiedział drugi z mężczyzn, siedzący na krześle obok bohatera naszej opowieści, 

- Ile razy powtarzać, że to nie jest żadna opowieść tylko życie Harry'ego! - warknął zły Fred.

tarmosząc jednocześnie włosy Harry'emu. Chłopiec gwałtownie podniósł rękę do góry dotykając włosów, jednocześnie wypowiadając ciche:
- Lapi? 

- CO?!?!?!??

- Lapi? - mruknął zdziwiony mężczyzna.

-CO?!??!?!?

- Łapa - poprawił się Harry z nadzieją głosie.

- CO?!?
- Ile jeszcze razy to powtórzycie? - warknął Neville.
- Ale on już wtedy znał imię tego mordercy! - zaprotestował Zachariasz.
- Skoro Potterowie  uczynili go ojcem chrzestnym Ha...
- CO?!? - rozległy się krzyki.
- Kto powtórzy go jeszcze raz oberwie! - krzyknął Neville szokując zebranych - Harry'ego to nic dziwnego, że Harry znał jego imię - dokończył już spokojnie.
- A skoro o Syriuszu Blacku mowa... - zaczął Fred.
- To mamy do pana ministra pytanie - dokończył George.
- Jakie? - zapytał podejrzliwie Knot.
- JAKIM PRAWEM ZAMKNĘLIŚCIE GO W AZKABANIE, NIE MAJĄC ŻADNYCH DOWODÓW NA NIEGO!!!!!!
- Co? - powiedział niepewnym głosem Knot.
- TO, ŻE ZAMKNĘLIŚCIE NIEWINNEGO CZŁOWIE...
- NIEWINNEGO CZŁOWIEKA? TO MORDERCA! ZABIŁ PONAD 13 OSÓB! I ŚMIECIOŻERCA! JAKBYŚCIE ZAPOMNIELI!!!!
- KOPIESZ POD SOBĄ KOLEJNE DOŁKI!
- Nie mogę się doczekać aby zobaczyć twoją minę, gdy poznasz prawdę - powiedział Neville z wrednym uśmiechem.
Obecni obserwowali to wszystko z szokiem wymalowanym na twarzy i nie wiedzieli co o tym myśleć. Uczniowie broniący zdrajcę i uciekiniera z Azkabanu. To po prostu się w głowie nie mieści!

- Ale...- wtrącił się Sev, jednak umilkł, bo został zgromiony przez spojrzenie kobiety, które ani Harry ani Syriusz nie zauważyli, bo byli wpatrzeni w siebie. Harry nie wiedział czemu ale czuł się w tej chwili bezpiecznie.

- Harry - westchnął Syriusz.
- Ale to morderca jest - jęknęła Parvatii.
- To akurat mugol, morderca to Black - poprawiła ją siostra.

 Bezpiecznie jak nigdy dotąd. 

- Jak przy kimś takim można czuć się bezpiecznie? - wzdrygnęła się Laveander.

Jego Lapi

- Harry musiał być słodki jak był mały - powiedziała nieobecnym głosem Luna.

tu był.  Obecny Lapi, znaczy dom.

Harry - wzdrygnął się animag, gdyż zdał sobie sprawę, że nie zauważył tak oczywistej rzeczy.
- Czyli Harry utożsamia Blacka z domem - mruknął Anthony - To wszystko wyjaśnia.
- Co takiego? - zapytała  Trupin Lisa.
- W trzeciej klasie Potter spotkał Blacka, tak?? I on nie ucierpiał, a Black uciekł, tak??- kiedy dziewczyna kiwnęła głową kontynuował - A jeśli to co bliźniacy powiedzieli przed chwilą, jest prawdą, to dla Pottera Black jest jak jedyna rodziną.
Wypowiedź Krukona zdziwiła obecnych i sprawiła, że zaczęli się zastanawiać co tak naprawdę jest prawdą.

Wstał i wdrapał się na kolana mężczyzny, mocno się przytulając.

- Jak słodko - westchnęła Laveander.

 Położył głowę na jego piersi i słuchał jak spokojnie bije mu serce. 

- To już przesada! On się tuli do obcego faceta! - skrzywił się Zachariasz.
- Dureń! Przecież Harry myśli, że to jego bliski - powiedziała Padma.

Czując obejmujące go ramiona, uniósł głowę i uśmiechnął się nieśmiało. 

- Jeszcze nigdy nie widziałem takiego uśmiechu na twarzy Harry'ego - westchnął zdumiony Ron.
- To jest prawdziwy Harry - rozległ się głos Luny ale brzmiał jakby z oddali.
- My nigdy nie widzieliśmy go takiego - jęknęła smutno Hermiona, zdając sobie sprawę, że tak naprawdę nie zna swojego przyjaciela.

Spojrzał w oczy Łapy. Gdy tak patrzył zauważył coś dziwnego.

- Malfoy... - zaczął nucić Fred.
- A mi się waż -  syknął Ślizgon, a Gryfon wybuchnął śmiechem.

Te szare oczy, w które patrzył... Brakowało im czegoś.

Już wtedy wiedziałeś - zdziwił się Syriusz.
- Niby czego? To są zwykłe, najnormalniejsze oczy na świecie oczy - powiedział przemądrzałym głosem Zachariasz.

 Drygnął, gdy dotarła do niego prawda i gwałtownie uwolnił się z objęć mężczyzny, cofając się aż do ściany.

- Niby co jest takiego w oczach Blacka, co tym brakuje? - zastanawiał się Ernie.
- Szaleństwa w oczach - powiedział wrednie Zachariasz.
- On się prosi o lanie - warknął Fred.

- Zrobiłem coś nie tak? - zapytał łagodnie mężczyzna wstając.
- Nie jesteś Łapa - powiedział Harry wyraźnym rozczarowaniem w głosie.

- Tak to wielka szkoda - uśmiechnęła się Umbridge.
- Jej też należy się lanie - warknął Neville.
- Nie martw się, braciszku. My już to załatwimy - powiedzieli równocześnie i tak samo mściwym głosem bliźniacy.
- Co? - powiedział równocześnie Neville i jego babcia.
- Braciszku? - mruknął Snape, a Fred wypiął do niego język. Drygnął, kiedy uświadomił sobie co zrobił. Cała sala wstrzymała oddech, czekając na reakcję profesora, który jedynie spojrzał na Gryfona i zapytał:
- Czemu braciszek?
- Bo tak. - uśmiechnął się wrednie Weasley.
- Jakim cudem ty i twój brat jesteście w Gryffindorze? - westchnął mimo woli Severus.
- Bo dla nas liczy się magia, a nie czysta krew - mruknął jakby do siebie Fred i drygnął, gdy zdał sobie sprawę co powiedział.
- Wiedziałem - mruknął tylko Snape i wykrzywił usta w grymasie widząc miny pozostałych.
- Myślisz, że oni usłyszeli? - zapytał się Fred George'a.
- Harry go nosi tak jak i my - mruknęła Luna, a bliźniacy odetchnęli z ulgą zaś Severus zastanawiał się o co chodzi.

- Nie. Przykro mi - Syriusz zrobił krok do przodu, zbliżając się do chłopca.
- Powinienem wiedzieć, że on nie żyje.

Żyłem wtedy. Żyje teraz. Przepraszam, że musiałeś tyle czekać - Syriusz obwiniał się, że to przez niego Harry tak cierpiał w dzieciństwie.
- Żyje tylko siedział w tedy w pace - mruknął Dean.

 Każdy... Oni wszyscy... - Harry nie był w stanie dokończyć i chciał wyjść ale mężczyzna mu na to nie pozwolił przytrzymując go mocno by nie uciekł.

- Źle to się dla niego skończy - mruknął George.

- Jeśli chcesz mogę być Łapą - zaproponował mężczyzna.

Niech nawet nie próbuje - warknął Syriusz.

- Nie - zawołał ostrym jak brzytwa głosem

- Już jak dziecko Harry potrafił być straszny - mruknął Nick.
- Co? - warknął Snape - Kiedy go takiego wiedziałeś? - zdziwił się opiekun Slytherinu, jednak jego podopieczny uśmiechnął się tajemniczo.

 - On jest ważny dla taty!

Jak dużo już wtedy byłeś świadomy... - westchnął Syriusz.

 A ty nie!  - krzyczał próbując się wyrwać z uścisku.
- To może zaprowadzę cię to twojego taty, on mnie pozna i...

- To jest podejrzane! - wzdrygnęła się Padma.
- Nie. To jedna z metod pomocy dzieciom, którzy doświadczają przemocy w domu - wyjaśniła madame Pomfrey.

- Mój tata nie żyje! Gdyby żył, nie musiałbym mieszkać z nimi! - ostanie zdanie powiedział tak cicho, że ledwo go było słychać.
- Czy to oni ci... - nie było mu dane dokończyć, bo wrzasnął z bólu, 

- Mówiłem, że to się źle skończy.- mruknął rozbawiony George.

gdy Harry niespodziewanie ugryzł go, 

- Nic dziwnego, że on jest szalony skoro miał w ustach tę skażoną krew mugoli - powiedział z pogardą w głosie Golyle.
- Naprawdę? Ile nad tym myślałeś? Mózgownica ci się nie przegrzała? - zakpił Ron, a Ślizgon zaciskał pięści, zły,  że nie może pokazać Gryfonowi gdzie jego miejsce. Ale teraz przy wszystkich to było zbyt ryzykowne.

tym samym uwalniając się i cofając w stronę wyjściowych drzwi.

- Droga ucieczki to podstawa - powiedział z dumą George.

- Nawet nie zacząłeś swojego ciasta, Harry. - powiedziała cichym głosem kobieta.

- Jaka szkoda - mruknął Ron.
- Przestań wreszcie myśleć o jedzeniu - warknęła Hermiona uderzając go.

Harry spojrzał na nią zdezorientowany. Wiedział, że powinien jak najszybciej wyjść ale też coś w nim chciało tu zostać. 

- Och Harry - westchnęła z rezygnacją Hermiona pewna, że zielonooki wyjdzie.

Rie tu mieszka i nic jej nie jest. Ale czy on tu jest bezpieczny?

- Dobre pytanie - mruknął pod nosem Dean.

 Jest dziwolągiem.

- CO??!
- Mówiłem coś na ten temat! - warknął Neville.
- Ale... - przeszywające spojrzenie chłopaka raz dwa uciszyło Hermionę, wprawiając ją w osłupienie. Zdała sobie sprawę, że nie tylko nie zna i swojego przyjaciela ale Gryfona, którego wszyscy uważają za głupowatego i niezdarnego.

 A takich jak on powinno się zamykać,

- To was mugoli powinno się zamykać - warknął Lucjusz.

 a najlepiej pozbywać się ich szybko ale boleśnie by inne dziwolągi znały swoje miejsce. 

- Ten Dursley... Gdzie on mieszkał? - wielu obecnych wstało z swoich miejsc gotowych do zniszczenia sielankowego życia rodzinki Harry'ego. Chyba nikogo bardziej w życiu nie zdziwił widok państwa Malfoyów wychodzących z sali w ramię w ramię z Weasley'ami, Remusem ale bez jego psa (bliźniacy przytrzymali Syriusza), Tnoks, Kinsley i wielu innych. I jakoś nikt nie miał najmniejszej ochoty powstrzymywać. Wręcz przeciwnie wiele osób chciało się jeszcze przyłączyć.

Jego rozmyślania przerwał dotyk małej dłoni na jego nadgarstku. Otworzył oczy, które nieświadomie zamknął i spojrzał na dziewczynkę przed nim. Ta delikatnie ciągnąc go, poprowadziła go do salonu. Lekko popchała go by usiadł w fotelu i na chwilę zostawiła go samego by zaraz wrócić niosąc dwa talerzyki z ciastem. 

- Ron! - westchnęła Hermiona widząc oblizującego się chłopaka.
- Co ja poradzę, że ono wygląda tak smakowicie? - westchnął z rezygnacją Gryfon.

Talerzyk, który miał większy kawałek podała mu i życząc mu smacznego zaczęła jeść.
Wpatrywał się zdziwiony w Rie, która jakby nigdy nic siedziała uśmiechnięta i wcinała ciasto. Rozejrzał się i nie widząc nikogo więcej poza dziewczynką, zaczął konsumować ciasto. Jadł powoli rozkoszując się smakiem

- Mniam! Szkoda, że nie możesz się podzielić - westchnął smętnie Ron.

 i kiedy skończył odłożył deserowy widelczyk z cichym westchnięciem. I wtedy talerzyk został mu zabrany i zastąpił go nowy z kolejnym kawałkiem.

- Też tak chce!
- Ron! Wspomnij jeszcze raz o jedzeniu, a ci przywalę! - głos Nevilla sprawił, że wszyscy odwrócili głowy w tył by spojrzeć na chłopaka, który od rozpoczęcia dzisiejszego dnia był tak różny od tego chłopka, którego znali.

 Zdziwiony gwałtownie podniósł głowę i zobaczył stojącego obok Syriusza.
- Dlaczego? 
- A dlaczego by nie? - powiedział tylko i wyszedł z pokoju. Zorientowany spojrzał na Rie, która siedziała spokojnie i patrzyła na niego uśmiechnięta.
- Prawda, że dobre? Każde ciasto jakie piecze Hermiona 

- Dlaczego to dziecko mówi jej po imieniu? - zdziwiła się profesor Sprout.
- Hermiona McGregor nie jest matką Rie - burknął Neville - I nie nic wam więcej nie powiem - powiedział uprzedzając pytania.

jest wspaniałe, bo piecze je wkłada w nie swoje serce. Całą miłość jaką ma w sobie.

- To takie słodkie - powiedziała fałszywie Umbridge mając nadzieję, że to zmieni jej sytuację. Jednakże nic się nie zmieniło. Nie! Wróć, zmieniło się. Zamiast na dywaniku ze słony, siedziała na podłodze, co wywołało wybuch śmiechu wśród uczniów.

Harry kiwnął głową na zgodę i znowu zaczął jeść kolejny kawałek. Gdy skończył dziewczynka zabrała mu talerzyk, zaniosła do kuchni i wróciła do niego i zapała go za rękę znów go gdzieś ciągnąc.
Weszli po schodach i znaleźli się w pracowni malarskiej. 

- Rodzina artystów? - zapytała samą siebie Hermiona.

Harry uśmiechnął się mimowolnie. 

- Znów ten uśmiech - westchnęła przygnębiona Hermiona.

Uwielbiał malować. 

- Nigdy nie widziałem Harry'ego, żeby cokolwiek rysował - powiedział z zastanowieniem w głosie Ron.
- Widać jakimi przyjaciółmi jesteście - prychnął Smith.
- Zamknij się! Ty w ogóle nic nie wiesz o Harrym! Na jego zaufanie trzeba zasłużyć!
- Pięć lat włóczenia się za nim to za mało? - zakpił Puchon.
- Ty niczego nie rozumiesz - wycedził za zaciśniętych zębów rudzielec. Doskonale wiedział, że nie wie wszystkiego o chłopaku, którego uważał za przyjaciela ale miał nadzieję, że kiedyś to się zmieni. A teraz zaczynał tracić wiarę w to, że zdobędzie zaufanie Harry'ego. Szczególnie po tym co zielonooki wcześniej powiedział i miejsce które zajmował, czyli wśród innych Gryfonów, a nie jak Neville na podwyższeniu. Mimo to chciał się dowiedzieć dlaczego jego przyjaciel był taki a nie inny więc uważnie oglądał wszystko co pokazywał ekran.

Ledwo weszli to śladem ich weszli goście Hermiony MacGregor i ona sama.  
- Zamierzacie malować? - zapytała się kobieta.
- Chce namówić Harry'ego aby coś narysował - wyszeptała dziewczynka jakby zdradzała jakiś ważny sekret.

- I to cholernie dobrze strzeżony sekret - mruknął Dean - Ile razy coś przy nim nie rysowałem, a on nawet słowem o tym nie wspomniał. Tylko czasem o coś zapytał niekiedy nawet doradził, a ja nawet się nie zastanawiałem skąd on to wie.

 I tak było. Chłopak poczuł się zdradzony. 

- To niedobrze - mruknęła madame Pomfrey.

Tylko Rie wiedziała, że lubi malować.

- Czemu mnie to nie dziwi - burknął Seamus.
- Nie tylko ona - bliźniacy spojrzeli na siebie porozumiewawczo.

- Naprawdę? - powiedziała Hermiona, podchodząc do chłopaka - Może ci pomogę. Co ty na to?
- Nie! - zawołał cofając się gwałtownie - Nie chcę! 

- Harry nigdy nie chce pomocy - westchnęła ciężko Hermiona.

- Rozumiem - w głosie kobiety pojawiła się jakaś dziwna nuta - A sam coś narysujesz?
- Nie! - cofał się w stronę wyjścia nie podobało mu się tu. Do niczego go nie zmuszą. 

- Nie podoba mi się to - mruczała do siebie Poppy i zapisała coś na swoim pergaminie.

A na pewno nie do malowania. Nie zmuszą go. Nie pozwoli by kolejne osoba zniszczyły to co kochał robić. 

- To co kochał robić? - zdziwili się obecni.
- Ale Potter nie maluje! Wiedzielibyśmy! - zawołał jeden z uczniów.
- Wy nic nie wiecie o Harrym - powiedział cicho ale dobitnie Neville - Zobaczcie wreszcie prawdę, a nie to co chcecie widzieć. Wy nic nie wiecie, gdy chodzi o Harry'ego.

- Spokojnie nikt ci tu nie zrobi krzywdy - powiedział łagodnie Syriusz.
- Co to znaczy zrobić komuś krzywdę? - zapytał Harry zaciekawiony.

- Co?!?! - rozległ się ryk, który słychać nawet było w Hogsmeade. 
- Czy ja dobrze usłyszałam? On się zapytał co to znaczy...?
- Tak, Ginny. On się właśnie o to zapytał - powiedział dobitnie Bill patrząc prosto w oczy swojej siostry.
- Ale...
- Jakie ale, co? Kto go tam zostawił, zrobił wielką wyrwę w psychice Harry'ego... – sugestywne spojrzenie najstarszego syna Weasleya spoczęło na osobie Albusa Dumbledora.

Dwaj mężczyźni i ich siostra spojrzeli na chłopaka jakby mu wyrosła druga głowa.
- Co takiego? - wykrztusiła kobieta, wtedy Harry zorientował się co takiego zrobił i rzucił się biegiem do wyjścia. Zbiegał po schodach nie patrząc pod nogi i przewrócił się. Niestety spadł z schodów,

- To musiało boleć - jęknęła Sally.

 a co gorsza słyszał kroki. Nie mając siły wstać, zacisnął powieki, marząc aby ten dzień wreszcie się skończył. Miał dosyć.

- Nie dziwie mu się - powiedział ponurym głosem Nick. Choć nikt nic nie powiedział to wielu zgadzało się z pierwszorocznym Ślizgonem.

Słysząc zbliżające się kroki, skulił się próbując skupić się na czymś innym. Wtedy poczuł jak coś go obejmuje i podnosi. Powoli i niepewnie otworzył oczy i  wtedy zobaczył Seva.
- Nic ci nie jest? - usłyszał szept.
Nie mogąc wydobyć z siebie głosu, potrząsnął głową.
- Spokojnie zaraz się tobą zajmiemy - z krtani mężczyzny nie wydobywał się głośniejszy od szeptu dźwięk. Harry nie wiedząc co ma robić, ponownie zamknął oczy i oparł głowę na jego ramieniu. 

- Co to ma być?! - ryknął Knot widząc jak ekran staje się czarny.
- Wi... widocz...nie - zaczęła przestraszona kobieta. Ta sama, którą wcześniej zmuszono do ponownej aktywacji arfetaktu - widocznie wtedy pan Potter stracił przytomność - dokończyła niepewnie, widząc wściekłe spojrzenia obecnych.
- Stracił przytomność? - na te słowa wielu z uczniów wzdrygnęło zdając sobie sprawę jak bardzo ciężkim stanie musi być Harry. Kiedy na sali rozległo się przejmujące wycie, to pewien animag  dał upust emocjom jakie nim targały. A najbardziej były to poczucie winy, żal i rozgoryczenie.

Kiedy je ponownie otworzył pierwsze co zauważył to, że był sam. Leżał na kanapie w pracowni malarskiej i był przykryty. Usiadł powoli opierając się o oparcie. Rozejrzał się.
Naprawdę był sam.

- Czy to aby nieodpowiedzialne zostawiać go samego? I to w jego stanie? - zdziwiła się Padma.
- Harry'emu o to chodzi - burknął Neville.

 Po raz pierwszy ktoś zostawił go samego w swoim domu,

- Czemu to dla niego takie ważne? - zapytała Angelina.
- Bo Harry wtedy zawsze był sam - powiedział ponuro Fred.

 nie szukając gwarancji, że nic nie zrobi.

- Och, więc to tak - westchnęła Padma.

 Drygnął, gdy poczuł delikatne ciepło bijące od wisiorka.

- Co jest z tym naszyjnikiem? - mruknęła sfrustrowana Hermiona i w odpowiedzi usłyszała podobne do śmiechu szczekanie.

Możesz im zaufać. Tak samo możesz ufać Rie - usłyszał. 

Ci, którzy pamiętali Jamesa i Lily Potter siedzieli oniemiali. Przecież to ich głosy... Ale oni zostali zamordowani!

Ale nie zwrócił na to większej uwagi. Rie już wiedział, że nie może ufać. 

- On nie ufa Rie? Przeci... - zdziwił się George.
- Wątpię w to. Widocznie wtedy Harr...mph... - zabrał rękę, która zasłoniła jego usta i - Nev! 
- Cicho - warknął Longbottom.

Zdradziła jego sekret.

George uśmiechnął się lekko.
- Więc o to chodziło.

 A ci dorośli? Dorosłym się nie ufa.

- To wyjaśniało by czemu nigdy nie poprosił o pomoc - westchnęła ciężko McGonagall.

Jest tylko jeden rodzaj dorosłych

- Tak ciekawe jaki? - zaciekawiła się Susan
- Taki, który cię zniszczy - wyszeptała drżącym głosem Sally.

Dorośli każdego niszczą. 

- Niszczą? Ale... - zaczęła Padma
- Jego poglądy są uzależnione od tego co przeżył u Dursleyów - przerwała jej madame Pomfrey.
- Sally ty to co powiedziałeś...- młoda Bones urwała, gdy zobaczyła w oczach młodszej koleżanki strach i mocno ją przytuliła. Ta jednak wyrwała się jej i wybiegła z sali. Po chwili wróciła niesiona przez Harry'ego, a na  jej twarzy były ślady łez. Potter wszedł na podwyższenie i położył dziewczynkę na kanapie tak, że jej głowa leżała na kolanach Nevilla.
- Nikt cię nie skrzywdzi, Soli. A każdy kto spróbuje to on będzie cierpiał, a nie ty - powiedział Harry, głaszcząc ją po włosach. Potem spojrzał krótko na Longbottona, który kiwnął głową, a potem Harry wybiegł z sali zaś blondyn powoli głaskał po włosach Puchonkę.

My też? - usłyszał ten sam cichutki głos.
Drygnął, gdy to usłyszał. Wstał i zbliżył się do okna. Wpatrzył się w niebo, pogrążając się w swoich myślach. 
Oni mieli rację.

- Jacy znowu oni? - na twarzy Zachariasza widniał grymas gniewu.
- On ma na myśli chyba te głosy ale to są głosy jego rodziców - powiedziała niepewnie Amelia Bones.
- Jak to możliwe - wysapał przerażony Knot. Nie rozumiał jak coś takiego mogło mieć miejsce, skoro ci byli martwi co najmniej kilka lat, kiedy to się działo. Więc jak?
Minister jeszcze nie wiedział co na niego spadnie za to co uczynił.

 Od Hermiony, Seva i Syriusza nie czuł tej zimnej, pełnej mroku nienawiści. Od nich biła delikatna poświata ciepła i zrozumienia.

- Jak to możliwe? - wrzasnął wytrząśnięty Darco.
- Normalnie. Przecież jest czarodziejem - parsknął rozbawiony Fred.
- Ale on widzi aury duszy - jęknął nieelegancko Ślizgon.
- Żeby on jeden - powiedział lekceważąco Neville.
- Ty też? - głowa Malfoya uderzyła w oparcie krzesła, gdy ten wyprostował się gwałtownie. - Kto jeszcze? - zapytał rozglądając się rozgorączkowanym wzrokiem po obecnych. Kilkoro osób uniosło ręce ale nie wszyscy. Ale i tak załamało to Ślizgona. Nigdy by nie podejrzewał tych osób o tę umiejętność, przecież oni zawsze...
- Ja również.
Tym razem głowa uderzyła o stół, kiedy zobaczył promienny uśmiech Astorii.

Odwrócił się od okna i podszedł do jednej z sztalug. Wiedział, że nie powinien tego robić ale nie mógł się powstrzymać.

- Ciekawe czy można by potraktować to jak terapię dla niego... - zastanawiała się madame Pomfrey.
- Ta jasne. Bo ci się uda - warknął zły Neville, a dziewczynka siedząca na jego kolanach zaczęła się śmiać.
- Harry i terapia! To on dla nas jest terapią! - wykrztusiła między napadami śmiechu i nagle znieruchomiała, gdy zdała sobie sprawę z tego co powiedziała.
- Nevi...
- Spokojnie. Harry nic ci nie zrobi - mruknął chłopak przytulając ją mocno, a ta wtuliła się w niego.

 Sięgnął po pojemnik z pędzlami i tubki farb.

- Hey! Zobaczę jak on to robi - zawołał ucieszony Dean.

Zamoczył czubek pędzelka w odkręconej tubce, a potem pędzel zaczął tańczyć na płótnie. Kiedy skończył odsunął się od sztalugi 

- Czemu go nie widać? - powiedział zawiedziony Dean.

i cichutko zapytał:
- Podoba ci się Kirke?

Głos Harry'ego mówiący w wężomowie sprawił, że kilka osób drygnęło. Jednak bardziej ich dziwiło jakim cudem go zrozumieli i czemu mówi do węża, skoro nie miał go przy sobie. 

W tej samej chwili poczuł jak bransoleta na jego nodze porusza się

- Jak? - westchnęła zdziwiona Hermiona.
- Nareszcie - zaśmiał się Neville, a Ron w tej samej chwili odwrócił się zszokowany w stronę Hermiony:
- Co? Ty nie wiesz?
- Ale tak potrafią tylko magiczne węże! - zawołał Nick.
- Magiczne? Jak bazyliszek? - zdziwiła się Hermiona, wyciągnęła pergamin i zaczęła pisać.
- Mogłam się domyśleć, że nawet zwierzę Harry'ego będzie dalekie od normalności. Chociaż Hedwiga...
- Hedwiga potrafi...
- Ron! Nawet nie waż się kończyć! - zawołał Neville.
- Ale o tym wiedzą wszyscy - jęknął chłopak.
- Wszyscy Gryfoni - uściślił blondyn - Zapomniałeś, że to co dzieje się w pokoju wspólnym, to tam zostaje? - twarz Rona przybrała barwę buraka.
- To u was są jakieś zasady? - zdziwił się Malfoy.
- A u was nie? - powiedział zgryźliwie George - A chociażby ta o...
- Cicho bądź! - zawołał Golyle - Nie jesteś jednym z nas to się zamknij.

 i po chwili 

- Co znowu? - ryknął Knot, gdy ekran stał się czarny.

u jego stóp

- Arfetakt i jego zaklęcia nadal trwają tylko widocznie coś dzieje się z ekran. Możliwe, że ktoś wpłyną na magię...
- To na pewno Potter! - warknęła Umbridge, a Knot zaklął szpetnie.

 wił się mały wężyk, 

- Ciekawe jak wygląda? - mruknął Blaise.
- Jest śliczny - uśmiechnął się Nick.
- A ty skąd to wiesz? - ale pierwszoroczniak uśmiechnął się tylko szerzej.

który zaczął wspinać się po jego nodze w górę  jego ciała. Gad zatrzymał się na jego ręce. Po chwili zaszczał z zadowoleniem

- Czyli zwierzątko Harry'ego lubi jego prace - mruknęła niepewnie Laveander.
- Zwierzątkiem Harry'ego jest wąż - przypomniał jej Seamus.
- Musiałeś - wzdrygnęła się dziewczyna.

 i znieruchomiał. Wtedy Harry zdał sobie sprawę, że nie ma na sobie bluzy. Rozejrzał się szybko i zobaczył, że ta leży na wezgłowiu mebla. Ubrał ją szybko, tym samym zakrywając wężyka, który ponownie stał się bransoletą ale też i siniaki, które widniały na jego rękach.

Po sali rozległ się warkot, który wydobył się za zaciśniętych zębów animaga.

 Ostatni raz rzucił tęsknym spojrzeniem na swój obraz i wyszedł z pokoju. 

Ekran rozbłysk jasnym światłem i znów pojawił się obraz.
- Pożałuje - warknęła Umbrigde.

Tym razem powoli zszedł po schodach, uważając na każdy stopień. Kiedy był już w połowie schodów poczuł coś zimnego i mrocznego. 

Jęk Draco wywołał uśmiech na twarzy Longbottoma.

Gwałtownie podniósł głowę. Naprzeciwko niego u podnóża schodów w towarzystwie Rie i poznanych dzisiaj osób, stał mężczyzna. Jego oczy niebieskie były zimne jak lód, gdy na niego patrzył. 

- Jego chyba wcześniej nie było. I to ten Albus - mruknął Justyn.
- Nic dziwnego, że Harry nie ufa Dropsowi - burknął pod nosem George.

- Czujesz się już lepiej Harry? - zapytała Hermiona.
- Ja... ja muszę już iść - powiedział chłopak i zaczął szybko schodzić z schodów nie zważając na ból. Nie zamierzał być w towarzystwie tego mężczyzny. W nim było coś dziwnego. 

- Malfoy...
- Dośc! Skończ wreszcie! - zawołał Ślizgon, a bliźniacy Weasley śmiali się tylko.

Coś groźniejszego

Obecni wymienili niespokojne spojrzenia.

Coś co nie mieli nawet Dursleyowie. 

- To niepokojące - powiedział zaskoczony Dumbledore.

- Zaczekaj Harry! Mam dla ciebie prezent! - zwołała Rie i szybko weszła po schodach na górę i skręciła na korytarzu do pracowni.
- Dla mnie? - zdziwił się

- Teraz rozumiem czemu tak dziwnie zareagował, jak mu powiedziałem, że pod choinką są i prezenty dla niego - westchnął Ron, wspominając Boże Narodzenie z ich pierwszego roku.
- Kiedy to było? - zaciekawiła się Hermiona.
- Podczas przerwy świątecznej, pierwszy rok.

 i poczuł dziwne ciepło, które rozgrzewało go od środka.

- To radość - uśmiechnęła się Sally, wspominając słowa Harry'ego.

- Jejku! Jakie to ładne! - rozległ się krzyk dziewczynki. 

- Jej się to podoba! Czyli Harry nie maluje tak źle. Może się czegoś od niego nauczę - ucieszył aię Dean.
- Dzieci łatwo jest zadowolić - powiedział ironicznie Snape.
- Ale nie ją - parsknął śmiechem Neville, nie zdając sobie sprawę z tego co powiedział.

A Harry jęknął cicho, czym zwrócił na siebie uwagę pozostałych.
- Namalowałeś coś? - zabrzmiał radosny głos Hermiony i Seva. A potem kroki po schodach. Ich śladem poszedł także ten dziwny mężczyzna. Został jedynie Syriusz,

Animag wyszczerzył kły.
-Nawet nie próbuj... To ja jestem Lapi! - po pobycie w Azkabanie każda najmniejsza wieź była dla niego wszystkim. A ta z Harrym? Nie zamierzał pozwolić jej zniknąć. Wzmocni ją tak jak to powinien zrobić od razu i zaopiekować się chrześniakiem, a nie gonić za szczurem. Przecież Jimni go ostrzegał...

 który podszedł do niego. - Stało się coś? - powiedział cicho przykucając i delikatnie podnosząc głowę chłopaka, tak by patrzeć w jego oczy.
- Czy... czy... - próbował ale przez jego usta nie chciały przejść TE słowa.

- Miałam ten sam problem - powiedziała Sally cała się trzęsąc, wiec Neville ponownie ją przytulił.

- Każdy kto zrobi ci jakąkolwiek krzywdę będzie miał ze mną doczynienia. Bez względu co się stanie przyjdź, a ta osoba pożałuje.
- Nawet jeśli to będziesz ty? - Harry'ego ledwo było słychać ale mężczyzna to usłyszał i jego rozszerzyły się nieznacznie na to pytanie. A po tym Syriusz wzdrygnął się gwałtownie i na jego twarzy przez chwilę widniało przerażenie.

- A to czemu? - zdziwili się obecni.
- Niektórzy ludzie brzydzą się przemocą - powiedział chłodno madame Pomfrey.

- Nawet wtedy. Po prostu powiedz - w jego głosie było słychać jakby oczekiwanie. Jakby chciał by Harry powiedział mi to teraz.

- Nie ma takiej opcji! - wrzasnęli zgodnie Gryfoni.
- Już raz też coś takiego mówiliście i się pomyliście. Tym razem pewnie też tak będzie - powiedział pewnie Anthony.
- Nie licz na to. Harry i skarżenie się komuś na cokolwiek? To tak jakby Snape nagle byłby miły - zakpił Ron nie zważając na spojrzenie mistrza eliksirów.

- Dlaczego?
- Ludzie uważają, że na świecie nie ma potworów ale się mylą. 

- To prawda. Na przykład taki bazyliszek - wzdrygnął się Justyn.

To my jesteśmy najgorszymi z wszystkich potworów jakie chodziły, chodzą i będą chodzić po świecie.

- CO?!??
- Znowu się zaczyna - westchnął Neville.

- Czemu?
Ale nie dostał odpowiedzi, a mężczyzna tylko potargał go po włosach. Harry patrzył w te szare oczy tak podobne do oczu Łapy ale jednocześnie tak różnych.

- Wiadomo. Moje oczy są jedyne w swoim rodzaju - zaśmiał się mentalnie Syriusz.

 I coś zrozumiał.
- Kto był twoim potworem?

- To wyjaśnia czemu wcześniej tak zareagował - obecni jednogłośnie zgodzili się z Poppy Pomfrey.

Mężczyzna zbladł gwałtownie i cicho się zaśmiał ale nie był to radosny śmiech.
- A twoim? - uśmiechnął się blado do chłopca, który próbował odwrócić wzrok.

- Dursleyowie! - słychać było gniew i lekkie przerażenie w głosach Gryfonów.

 - Kiedy ty powiesz mi, ja powiem ci, okej? - zaproponował brat Hermiony.
- Czemu ci tak na tym zależy? - zapytał zdziwiony Harry.

- Dobre pytanie - Syriusz żałował, że nie może zmienić postaci.

- Syriusz, co tam robicie? Zasnąłeś? - rozległ się męski głos, jednak nie był to głos Seva.

- Czyli to ten Albus - podsumował Michael Corner.
- Ale dedukcja Sherlocku - zadrwił Dean.
- Nie ma za co Watsonie - odpowiedział mu Krukon.

- Chwila. Już idziemy - zawołał blondyn i zaczął wspinać się po schodach. Harry kierowany dziwnym 

Śmiechy uczniów powodowały, że Draco  przeklinał moment w którym się odezwał.

przeczuciem złapał mężczyznę za rękę. Ten odwrócił się z szokiem wymalowanym na twarzy.

- Nie dziwie mu się. Zwłaszcza, że Harry rzadko tak robi - mruknęła Katie Bell.

- On jest potworem 

- Kto? - zapytał Seamus.
- Harry mówi o... A zresztą zaraz się dowiedzie - machnął ręką George.

- wyszeptał gorączkowo, próbując dotrzeć do Syriusza.
- Kto? - mężczyzna również szeptał.
- On.
- Jaki on? - zdziwił się blondyn.
- ON - Harry wskazał na szczyt schodów.
- Albus? - w głosie mężczyzny był czysty szok.

- Po tym co Harry odczuł w jego aurze duszy to nie ma się co dziwić - powiedziała Angelina Jhonson spoglądając na zdziwione twarze.

- On jest jeszcze bardziej mroczny niż ONI - wyszeptał cicho zielonooki i poczuł ulgę, gdy oczach mężczyzny pojawiło się zrozumienie.

- Jednak ktoś ci wierzy Potter - powiedziała sarkastycznie Ślizgonka Tracey.

- Nie martw się. Albus sprawia tylko takie wrażenie, więc nie ma czego się bać - i poszedł dalej. 

- A jednak nie uwierzył - jęknął Ron.

A Harry poczuł się dziwnie.

- Kto się jeszcze raz zaśmieje będzie odczuwał skutki swej głupoty do ukończenia tej szkoły - zawował zarumieniony z złości Malfoy.
- Nie groź nam. Dopóki trwa OML nie możesz nic zrobić - zaśmiała się krótko Bones.
- A Longbottom? - jęknął Ślizgon.
- Jesteś czystej krwi i nie wiesz jakie co dokładnie daje Odwrócenie Myśli Losu? - zdziwiła się Susan.
- Wiem doskonale! Tylko czemu on mógł, a ja nie? - rumieniec Draco przybrał ciemniejszy odcień.
- A ty czy on jest ważny dla Pottera? - zapytała retorycznie Puchonka, a Malfoy warknął zły.

- On nie uwierzył. Nikt mi nie wierzy - Harry kucnął na schodach i skrył twarz na kolanach.

- Biedny Harry. Kolejna załamanka - westchnął Dean.

 Po raz pierwszy ostrzegł kogoś o tym co widział

- Pierwszy? To ile razy zdarzało mu się widzieć coś takiego - spytała zdziwiona profesor Sprout.
- Jak widzisz aury ludzkich dusz na każdym kroku to niemal codzienność - mruknęła Astoria czym zdziwiła wszystkich.

 i zareagował tak samo jak każdy inny Dorosły. 

- Czemu to słowo tak zaakcentowano?
- Pomyśl trochę Ron - westchnął George.
- Bo Harry nie potrafi zaufać komuś dużo starszego wiekiem - odpowiedział sam sobie Gryfon.

Wtedy zrozumiał, że może i dorośli różnią się od siebie ale mimo to i tak nie wierzą w to co mówią dzieci.

- Nie. To nie tak - zaprotestowały obecne kobiety.
- Po prostu trudno jest uwierzyć w niektóre rzeczy, które opowiadają i tylko przytakują by ich nie zranić - powiedziała stanowczo Augusta Longbottom.
- I wszystko jasne, babciu - lodowaty głos Nevilla usłyszeli tylko ci którzy siedzieli blisko niego.

- Nikogo nie potrzebuje.

- Każdy kogoś potrzebuje - westchnęła profesor Astronomi.

 Nikogo nie potrzebuje. 

- Dlaczego on to powtarza? – powiedziała zaskoczona Parvati.
- Żeby w to uwierzyć - powiedział ponuro Fred.

Nikogo nie potrzebuje. Dam sobie radę sam.

- Jesteś pewny? - zakpił Knot.
- Z tobą kupo ociekająca tłuszczem? Nawet nie będę musiał się wysilać - głos Harry'ego wydobył sie z OML i wywołał śmiech uczniów i niepokój u ich nauczycieli.

 Tak jak to zawsze było. Zawsze sam i tak pozostanie -

Dopóki mam coś do powiedzenia to nie - warknął w myślach Syriusz.

Harry wstał i zaczął schodzić po schodach z mocnym postanowieniem. Już wiedział co musi zrobić by uwolnić się od Dorosłych raz na zawsze i nic nie stanie mu na drodze.

- Ciekawe na jaki pomysł wpadł? 
- Znając Harry'ego to czego by nie zrobił i tak to wypali - toczyli rozmowę Gryfoni.

Zmierzał do wyjścia, kiedy nagle poczuł mocny uścisk małych rączek.
- Jest śliczny. To nasza polana, prawda? Zapraszasz nas tam? - wesołe trajkotanie Rie zatrzymało go w miejscu. 

- To dziecko ma niebywałą zdolność pojawiania się w ważnych momentach - głos Snape ociekał ironią.
- Bo dla Harry'ego jest ważna - mruknął Fred.

- Już idziesz? - rozległ się beznamiętny głos Albusa.

- Nie odzywaj się - warknęli zgodnie Gryfoni.

- Tak - powiedział stanowczo nie odwracając się.
- Ale... - jęknął żałośnie Severus.

Uczniowie próbowali powstrzymać śmiech ale kiepsko im to wychodziło i spotkali się z lodowatym spojrzeniem Mistrza Eliksirów.

- Muszę już iść. - powiedział chłopiec, próbując się uwolnić od przytulonej do niego Rie. 

- No straszny z niej przylepa jeśli chodzi o Harry'ego - zaśmiał się George.

- Nie chcesz swojego obrazu? - zdziwił się Sev.
Harry spojrzał na obraz, który stał oparty o ścianę przedpokoju.

- Pokaż się. Pokaż się - zaciskał kciuki Dean.

 Przedstawiał on jego polankę na której byli Syriusz, Rie, Hermiona i Severus. 

- Tak! - wrzasnął uradowany Gryfon widząc jak obraz na ekranie przesuwa się w bok.

Hermiona siedziała na kocu, a na kolanach trzymał Rie. Obie uśmiechały się wesoło. Blondyn o brązowych oczach podpierał ręką pochylone nad siedzącymi drzewo, a jego twarz śmiała się, pokazując zadziorny uśmiech. 

- Nigdy czegoś takiego nie zobaczymy na twarzy Snape - parsknął Ron.

Zaś Syriusz na wpół leżał wpół siedział opierając się o drzewo pod którym zawsze siadał Harry. Jego szare oczy były lekko przymknięte, a na jego twarzy błąkał się leniwy uśmiech.

- Jakie to piękne! - zachwycili się obecni.
- Jak myślicie da się go namówić, żeby mnie namalował? - zawołała radośnie Laveander.
Neville wybuchnął śmiechem, a dziewczyna fuknęła oburzona.
- O co ci chodzi?
- Harry i malowanie na życzenie? Czy ty wiesz jak on rzadko maluje? - powiedział blondyn, gdy tylko się uspokoił.
- A niby skąd mam to wiedzieć? - powiedziała obrażona Gryfonka.
- To się dowiedz, że Harry nigdy nie maluje, gdy ktoś go o to prosi - Longbottom znów zaczął się śmiać i dziewczyna nie wiedziała czy brać na poważnie jego słowa czy też nie.

- A po co? Oni i tak go zniszczą - zrezygnowany głos Harry'ego mówił wszystko. 

- To może dlatego Harry tak rzadko maluje. Boi się, że ktoś je zniszczy - zastanowił się George.

Uwolnił się od Rie i sięgnął po klamkę, gdy jego dłoń złapały dwie mniejsze i zaczęły ciągnąc w drugą stronę.
- Nigdzie nie idziesz. Pójdziesz jak będzie ciemno i oni będą spali, inaczej znów cię skrzywdzą - mówiła próbując go odciągnąć od drzwi.

- Zastanawiające ile ona może wiedzieć - powiedział pogrążony w myślach Dumbledore. To co powiedział zwróciło uwagę Neville'a, który postanowił zwracać większą uwagę na to co mówi dyrektor.

- No to postanowione - zawołał wesoło Severus - Skoro zostajesz to porozmawiamy o tym obrazie!
Mężczyzna położył rękę na ramieniu chłopaka i zabrał go do pokoju gościnnego, zabierając też dzieło Harry'ego. Zamknął za nim drzwi i zapytał:
- Ile? 

- Dużo, przecież to arcydzieło - powiedział niechętnie Draco.

- Co? - zapytał zdezorientowany, siadając.
- Ile chcesz za swoje dzieło - powiedział poważnie Sev.
-  Możesz go wziąć dla siebie.

- Z takim nastawieniem to na tych obrazach będzie więcej tracił niż zyska.
- Malfoy Harry nie maluje na sprze...
- Szkoda. Jakby nałożyć na to jeszcze odpowiednie zaklęcia byłaby jeszcze więcej warte - przerwał Fredowi Draco.
- Ja chyba śnię - powiedziała zdumiona Hermiona.
- Jeśli ty to ja też - dodał Ron wpatrując się w blondyna, który teraz jako jedyny siedział sam na kanapie, a wcześniej dzielił ją z rodzicami.

Ja nie mogę go wsiąść, bo go zniszczą tak jak tamten - zadrżał na samo wspomnienie.

- Ciekawe co się stało? - zastanowił się Anthony.
- Jak to wspomnienie ma być takie same jak początek tego to ja wolę nie wiedzieć - wzdrygnęła się Padma.

- Rozumiem - westchnął mężczyzna.
- Czy ty też maiłeś swojego potwora?

- Jeśli są rodziną to pewnie mieli tego samego - odezwała się profesor Mugoloznactwa.

 - zapytał Harry patrząc na swoje za duże buty.

- Czemu za duże? - zdziwił się Crabble.
- Bo Dursleyowie nie kupują mu ubrań tylko dostaje je po tym wielorybie?

- Niestety ale tak. Zdołaliśmy jednak obronić Herminonę przed nim - powiedział ponuro Sev.

- I teraz są nadopiekuńczymi braćmi - westchnęła Ginny patrząc z ukosa na swoich braci.

- Ale teraz znów jest w pobliżu potwora - wyszeptał.

- Kolejna próba czy też...
- Daj sobie spokój - warknął Neville na Anthonya - To, że jesteś Krukonem to nie znaczy, że wszystko musisz wiedzieć.
- Co ci się dzisiaj stało? - zdziwił się Goldstein.
- Mi nic. To wy jesteście ślepi - parsknął blondyn.

- Nie potrafię nic na to poradzić.

- Chwila czy on właśnie...
- Tak. Zdaje się, że uwierzył Potterowi - powiedział Anthony.
- Nie musiał w nic uwierzyć, przecież widać po jego reakcji, że on to już wcześniej wiedział - powiedziała Dafne.

 Ona go kocha.

- I ta miłość jej zgubą - westchnął Fred.
- Skąd wiesz? - zdziwiła się Sally.
- Pewnie to będzie potem - mruknął Weasley.

Harry gwałtownie podniósł głowę, wbijając spojrzenie w blondyna.
 - Wie...
- Tak, wiem - westchnął ciężko blondyn - Albus już nie raz kogoś zabił. 

- Morderca! - wrzasnęli uczniowie.

W końcu to żołnierz. 

- Co to żołnierz? - zdziwił się ?
- Raczej kto to - mruknęła Hermiona.
- No to kto to? - zapytał ?
- Taki odpowiednik naszych aurrorów ale ma większe prawa niż oni i żołnierze walczą podczas wojen - wyjaśniła szybko Charity Burbage.
- Ale dlaczego odpowiednik? - nie mógł zrozumieć ?
- Normalnych sytuacjach porządku i prawa strzegą policjanci, którzy mogą mniej niż wojsko.

Ale ma w sobie coś czego nikt nie powinien mieć. 

- Nie mówcie, że mugole też potrafią wyczuwać aury dusz? - jęknął Draco.
- Nie. Niektórzy z nich mają podobno szósty zmysł - powiedział Dean.
- A nie intuicję? - mruknął 
- Jak zwał tak zwał - powiedziała Hermiona - Mówicie o tym samym.

Zabijanie sprawia mu przyjemność.

Wrzask kilku uczniów przyprawił obecnych o ból uszu.
- Ale przyjemność?
- Jak Śmieciożercom - powiedział ponuro Ron.
- Nie wszystkim - powiedział beznamiętnie Snape.
- Dlaczego on ich broni? - zapytał Hermiony Ron. 
Ta tylko westchnęła cicho.

Potrafi się w tym zatracić i nic go nie powstrzyma wtedy.

- Jak Voldemordowi - wzdrygnęli się zebrani.

- Skąd to wiesz?
- Kiedyś ja też służyłem w wojsku. Razem z nim. W tajnych służbach.

- Ooooo!
- Chwalipięta - zawołali Puchoni.

 Jednak to mnie niszczyło

- Przynajmniej był tego świadomy - mruknęła madame Pomfery

 i zostałem gliną.

- Potocznie policjant.  - powiedziała Hermiona widząc pytający wzrok Cho.

- Hermiona jest malarką i do dosyć cenioną 

- Brawo! - zachwycili się Puchoni.
- To wyjaśnią tą aferę, którą do dziś jest wplątany Harry- mruknął Fred do Georga.

dlatego też zraniłeś ją odrzucając jej pomoc. 

- Jak mogłeś Harry - jęknęli zgodnie Puchonii.

Sev z cichym westchnięciem zmienił temat ale Harry nie zwrócił na to uwagi.
- On wie? 

- Dziwne, że Harry o to pyta. Skoro ten Syriusz to jej brat - powiedział Ernie.

- Hmm? - mężczyzna spojrzał na niego ze zdziwieniem - Syriusz? Oczywiście, że wie!
Harry poczuł gniew.

- Jeszcze trochę i po tobie - powiedział Nick - Harry'ego się nie denerwuje, chyba że ma się skłoności samobójcze.

- W końcu to on zachęcał naszą gwiazdkę do malowania - brązowooki zaczął się śmiać. Jednak był to śmiech wymuszony, a zielonooki spojrzał na niego ze złością. 

- Grabisz sobie - zanuciła Sally. 

Nie o tym mówił.
- Nie o to mi chodziło.
- A już miałem nadzieję - westchnął ciężko Severus.

- Nadzieją matką głupich - powiedział Goyle.
- Każda matka kocha swoje dziecko - wrzasnęli uczniowie.
 - Nie każda - powiedziało bezgłośne przynajmniej kilka osób z każdego domu.  

- Więc?
Mężczyzna wziął głęboki oddech i kontynuował.
- Syriusz wie ale nie chce żebyś się bał tu przychodzić. 

- Czyżby już na ten temat zdążyli porozmawiać za plecami Harry'ego? Ciekawe co by Rie na to powiedziała? - zastanawiał się George.

Kiedy Rie zaczęła tu mieszkać cały czas powtarzała mu, że Albus jest czarny i zimny. 

- Ona jest muglką, więc jak? - zawył Malfoy.
- A gdzie było powiedziane, że tak jest? - prychnął Neville, a Draco spojrzała na niego zdziwiony.

Minęło wiele miesięcy zanim ją przekonaliśmy, że nic jej nie zrobi. 

- Jeśli zabijanie sprawia mu przyjemność to nie byłam tego taka pewna - warknęła  Poppy Pomfrey. 

Nawet nie pomagał to, że Al jest często na misjach 

- Misjach?
- Żołnierze często wysyłani są na misje - powiedziała Hermiona - To mogą być jakieś walki lub zadania powierzone im przez dowódców.

i nie ma go w domu, więc nie musi się go bać...
- Ja nie chce...

- Czego nie chcesz? - zapytało kilka osób jednocześnie.

- Czego nie chcesz? - zdziwił się Sev.

Uczniowie, którzy się wcześniej odezwali teraz spojrzeli to na siebie to na ekran i wybuchnęli śmiechem.

Harry westchnął cicho.
- Nie chce, żeby się Rie bała. Jej oczy i bez tego są szare. Nie chce by stały się takie jak moje.

- Znów o tym mówi. Czy to nie aby... - urwała Susan zastanawiając się nad określeniem, kiedy została spiorunowana wzrokiem przez pewnego Ślizgona.
- Ja tam mu się nie dziwię - powiedział chłodno do Puchonki Nick.
- Co ty możesz wiedzieć! - warknęła zirytowana dziewczyna.
- Więcej niż ty! - zawoła chłopak.
- Nick, chodź tu do nas - powiedział Neville.
- Ale Ha.... - zaczął chłopak.
IDŹ - pojawiło się na ekranie i zaraz zaniknęło. A Ślizgon posłusznie udał się na podwyższenie i usiadł obok Longbottona i siedzącej na jego kolanach Puchonki.

Mężczyzna popatrzył na niego zdziwiony.
- Nie wierzysz, że ktoś może być dobry?

- Nie uważacie. że to nienormalne pytanie? - powiedziała Padma.
- Oj Padma - westchnęła Parvati i po chwili zaczęła się śmiać - Szkoda, że nie słyszałaś pytań Harry'ego na pierwszym roku!

- Nikt nie jest dobry - powiedział twardo Harry patrząc mu w prosto w oczy.

Obecni poruszyli się niespokojnie.
- Niedobre - westchnęła madame Pomfery.

- Masz rację - westchnął Severus - Każdy ma jakieś odcienie szarości, które są częścią tego kim jesteśmy i dlateg...

- I? Co dalej? - ponaglał Dean.

- Sev Syriusz cię woła - do pokoju wszedł Albus.

- Jak on mógł w takim momencie - rozległy się jęki obecnych.

- Gdzie jest? - zapytał się blondyn podchodząc do przybyłego.
- A gdzie zwykle nocujecie? - zakpił niebieskooki i wyszedł.

- Niebieskie oczy... - mruknęła do siebie Hermiona i zerknęła szybko na dyrektora.

- Ech... Jak zwykle to samo. Chodź młody zaprowadzę cię do Rie i zobaczę co chce braciszek.
- Braciszek?
- Syri jest młodszy od mnie ale i tak ale gwiazdka jest najmłodsza.

- Przypomina mi to inną rodzinę - powiedziała posępnie Ginny patrząc na bezczelnie uśmiechających się braci.

Harry uśmiechnął się niemrawo. Jak był mały i marzył o rodzinie chciał mieć młodsze rodzeństwo. 

- Ja mam dużą rodzinę i ...
- I na nią narzekam - przerwała mu Hermina, a rudzielca twarz przybrała barwę włosów.

Chciał mieć kogoś kim mógłby się opiekować.

- Harry jest najlepszym starym braciszkiem! - powiedzieli równocześnie Sally i Nick, a potem uśmiechnęli się do siebie niepewnie, czując na sobie spojrzenia obecnych.

Może to i lepiej, bo Dursleyowie i ich niszczyliby.
 

- To rzecz pewna - zgodzili się uczniowie.

Teraz jednak wiedział, że rodzina to nie jest coś co mogą mieć dziwolągi.

- Jak ta grupka przyprowadzi tu tych mugoli, to przeprowadzę z nimi pewną poważną rozmowę - powiedziały jednocześnie McGonagall, madame Pormfey, Augusta Longbottom i wiele innych osób, które znały Jamesa i Lily Potter.

- Ała! - Harry skulił się gwałtownie, gdy niespodziewani poczuł olbrzymi ból. 

- Co się z nim stało? -  przestraszyli się uczniowie.
- Może miał jednak jakieś rany wewnętrzne, a o nich nie wiedział? - zastanawiała się madame Pomfrey.

A potem znów usłyszał znajome głosy.

- Jakim cudem? - zastawiał się Dumbledore.

- Wysyłasz Harry'emu ból, rudziku.

- Ale przecież James tak nazywał Lily! - zawoła zdziwiona Emmelina Vance, jedna z aurrorek przybyłych z Ministrem i równocześnie członkini Zakonu Feniksa.

- Ale mój maluszek... - głos się urwał zamieniając się w szloch.

Gdyby to było możliwe to z głów starszego pokolenia pamiętającego jeszcze rodziców Pottera, buchało by gorąco od intensywnego myślenia. Nie mieściło im się w głowie jak to możliwe, że zmarli Potterowie zdają się siedzieć swojemu synowi w głowie.

- Co się stało? - Sev dopadł Harry'ego.

- Też byśmy chcieli to wiedzieć - zaszemrali zebrani.

- Dziwolągi nie zasługują na rodzinę - powiedział odruchowo wyuczonej kwestii.

- Chyba nich nie będzie miał przeciwko jeśli złożę wniosek do Ministerstwa o przesłuchanie i aresztowanie tych mugoli za znęcanie się nad Harrym? - zapytała Susan, a z obecnych nikt nie zaprotestował choć Umbrigde chciała ale wycelowane w nią różdżki sprawiły, że zmieniła zadnie.

- Dziwolągi? - powiedział do siebie blondyn, a po chwili jego zdziwienie zamieniło się w gniew.

- Podobnie zareagowałem - powiedział posępnie Dean.

- Kto ci tak powiedział? 
- ONI - wysapał Harry próbując złapać oddech. Po chwili poczuł jakieś dziwne 

- Jak długo będę musiał to znosić? - jęknął mentalnie Malfoy, widząc porozumiewawcze uśmiechy na twarzach uczniów

uczucie i jego wisiorek rozgrzał się tak, że zaczął świecić.

- Rozwiążę jak to działa - mruczała do siebie Hermiona szarpiąc za włosy.

- Nie jesteś dziwolągiem i masz rodzin...
- ONI nie są rodziną! 

- I ma rację ! - zawołali jednomyślnie Gryfoni.

- krzyknął zły, gwałtownie wstając - TE NIEDOROZWOJE

- Oooo,  a jednak Harry nie był takim grzecznym i potulnym chłopcem - powiedziała zdziwiona Hanna.
- On nigdy taki nie był - powiedzieli zgodzie bliźniacy Weasleyowie - Ale to nie my sprowadziliśmy go na tą drogę - dodali widząc miny zebranych.

NIE SĄ MOJĄ RODZINĄ!!! MOJA RODZINA ZOSTAŁA ZABITA!! 

- Powtarza się kolejny raz pytanie: Skąd on to wie? - zastanawiał się Anthony.

A ONI MOGĄ UMRZEĆ I W TEJ CHWILI I NIC MNIE TO NIE BĘDZIE OBCHODZIĆ! - 

- I ma rację! - zawołali zgodnie uczniowie.

chciał dalej krzyczeć. Wyrzucić to z siebie 

- Dobry pomysł - powiedział madame Pomfery - Duszenie w sobie wszystkiego przez długi czas nie wpływa za dobrze na człowieka.

ale mu przerwano.

- Szkoda. Ciekawie jak wyglądało by to w wykonaniu Harry'go - zachichotał na samą myśl Seamus.


- Ale masz głos - zaśmiał się Syriusz.

- Tak jak matka kiedy była zła - powiedziała Emmelina.  

 wychodząc z pokoju gościnnego.
 Harry spojrzał na niego z złością i nad głową mężczyzny wybuchła żarówka.

- Kolejny przykład wybuchu przypadkowej magii pana Pottera związanej z silnymi emocjami - westchnęła madame Pomfrey.

- Co jest? - spojrzał w górę zdziwiony mężczyzna.
Chłopak drygnął 

- Czyżby Harry coś podejrzewał? - zastanawiał się Anthony.
- On w tej chwili wspomnień nie ma pojęcia, że jest czarodziejem! - zawołała Hermiona równocześnie z Ronem - Nie zauważyliście tego do tej pory? 

i pobiegł w stronę pokoju Rie. Znów to zrobił.
 

- Czyli nie pierwszy raz kiedy wybucha żarówka - zachichotał Seamus.
- Nadal mu się to zdarza - powiedział bezgłośnie Neville.

Wszedł do pokoju dziewczynki i zamknąwszy drzwi oparł się o nie. Znów stracił kontrolę 

- Mhm... - wyraz twarzy madame Pomfery nie wróżył nic dobrego.

i znowu to się dzieje, musi się uspokoić.

- To wręcz konieczne - powiedziała Poppy.

- Harry! Wreszcie możemy się pobawić!
Gdy usłyszał głos Rie, podniósł głowę i zobaczył uśmiech na twarzy dziewczynki. 

- Zabójczy ten uśmiech. Ciekawie czy mógłby oślepiać - zachichotał Dean i oberwał w głowę od Freda, który specjalnie pofatygował się podejść do młodszego Gryfona.

Patrząc na nią oddychał powoli i spokojnie.

- Tak, dobry chłopiec - powiedziała spokojniejsza już władczyni SS.

- Tak możemy się pobawić - powiedział cicho podchodząc do niej.
 Rie okazała się być pasjonatką gier strategicznych 

- Co to? -zapytał jeden z uczniów, profesor Mugoloznactwa zapisała ten termin.

oraz symulacyjnych 

Kolejny termin trafił na pergamin.

i poświęcili im długie godziny nawet się nie orientując, że zapadł już zmrok. 

- Gapy - powiedział Dean.

Dopiero kiedy Rie zaczęła ziewać postanowił już iść

- Dlaczego on chce do nich wracać? - jęknęli Gryfoni. 

i wcielić plan w życie.

- Jaki plan? - zdziwili się zebrani.

Dziewczynka zauważyła jak wychodzi z jej pokoju, dogoniła go i zaczęła krzyczeć:
- Ja nie jestem zmęczona!

- Ta jasne. Ginny też tak mówiła, a chwilę potem już spała - zachichotał Bill i dostał sójkę w bok od swojej siostry, a że na kolanach Weasleya siedziała jego ukochana to ona bardziej to odczuła niż pracownik Gringotta.

I nie dałam ci jeszcze twojego prezentu! Nie możesz jeszcze iść!

- Prezent, dobra wymówka - powiedział Seamus.

- Prezentu?! - Rie widząc jego minę, kazała mu wyciągnąć ręce i zamknąć oczy. 

- Sposób stary jak świat - powiedzieli rozczarowani uczniowie. 

Gdy tak zrobił poczuł jak kładzie mu na rękach coś mięciutkiego. 

- Co to? CO TO? - wołali Fred i George.
- Zamknijcie się kołki - bliźniacy oberwali po głowie od Neville.

Otworzył czy i zobaczył prostokąt owinięty w ozdobny papier, który był połączeniem indygo przechodzącym w wiśniowy do jaśminowego.

- Ale ktoś miał nietypowy pomysł i co to w ogóle za kolory - jęknął Ron.
- Indygo to bardzo głęboki, ciemny błękit. Wiśniowy to ciemny kolor czerwieni zmieszany z brązem zaś jaśminowy to biel wpadająca delikatnie w jasny zielony - powiedział Draco.
- Malfoy ty się dobrze czujesz - zapytał niepewnie Ron.
- Tak, a co? - odparł zaskoczony Ślizgon.
- Jesteś jakby... miły - powiedział niepewnie Gryfon, a członek domu Węża prychnął lekceważąco.

Papier wyglądał jak futerko i był taki mięciusieńki w dotyku,

- Ciekawe jaki to materiał? - zaciekawiła się Hermiona.

Odwrócił go, delikatnie odkleił taśmę i
 odwinął prezent. 

- Co... - i głowy bliźniaków uderzyły w kolana.
- Neville to zabolało - jęknął Fred masując głowę.

W środku była ramka i koperta.

- Dziwny prezent.
- Harry tak nie myślał - odparł Neville patrząc na wyraz twarzy Harry'ego z ekranu.

- Koperta jest od Seva - powiedziała uśmiechnięta dziewczynka. 

- To wiem co w niej jest - powiedział przemądrzałym głosem Malfoy.
- tak, niby co? - zapytał Ron.
- Zapłata za obraz - powiedział jakby to była rzecz oczywista, a tym razem to Gryfon prychnął obrażony.

Harry całą uwagę skupiał na ramce. Odwrócił ją i zobaczył rysunek i zdjęcie. Na zdjęciu był on i Rie na jego polance, zaś rysunek przedstawiał go rozmawiającego z Kirke.

- Ale czemu my ich nie widzimy - westchnął Dean, a Neville uśmiechnął się przewrotnie.

- Skąd to zdjęcie?
- Tajemnica

- Ona jest jak Harry - westchnął George - Wszystko to tajemnica.

 - powiedziała wesoło dziewczynka, czekając na jakąś reakcję chłopaka. 
- Nie podoba ci się? - usta Rie wygięły się w podkówkę, a broda zaczęła się drżeć.

- Beksa - zawołał Crabble.
- A widzisz jakieś łzy - powiedział chłodno Neville, a Ślizgon niespodziewanie poczuł strach. 
Harry spojrzał na zdruzgotaną dziewczynkę,

- Nie wygląda na taką - zauważył Dean.

 a potem na swój pierwszy w życiu prezent. 

- Pierwszy w życiu? - zdziwił się Draco - A rodzice mu nic nie dawali? 
- Pewnie, że dawali ale on tego nie pamięta - odpowiedział mu Zambini.

Ten zaczął się świecić i zmniejszył się tak bardzo, że był wielkości małego palca. 

- To on używa magii świadomie czy nie? - zapytał sfrustrowawszy Seamus.
- Sama już nie wiem - westchnęła Hermiona.
- Myślę, że podświadomość pana Pottera pamięta swoje niektóre umiejętności i nieświadomie ich używa - powiedziała madame Pomfrey.

- Czemu tak zrobiłeś? - zdziwiła się Rie.

- Tak łatwiej będzie mu to schować - powiedział Ernie. 

- Bo inaczej zabiorą go. 

Knot uśmiechnął się z triumfem (ciekawe czemu?) i również wylądował na podłodze obok swojej pracownicy. Próby wyczarowania jakiekolwiek mebla aby można było na nim usiąść nie przyniosły żadnego efektu i Dumbledore ulitował się nad nimi i wyczarował im krzesła tym samym samemu tracąc swoje miejsce. Profesor McGonagall westchnęła i chciała przesunąć się aby zrobić miejsce dyrektorowi, gdy rozległ się głos Neville.
- Nie radę pani profesor, bo spotka panią to samo.
- Mówi się trudno - westchnął Dumbledore wstając.

Oni na małe rzeczy nie zwracają uwagi, bo są niewiele warte - 

 - Typowe myślenie dla mugoli - powiedział Nott.

powiedział beznamiętnie Harry. Wbił wzrok w sześciolatkę, 

- To dziecko ma tylko sześć lat? - większość obecnych była zdumiona tym faktem.

a potem gwałtownie się do niej przytulił.

- Harry przytulił ją z własnej woli? - szok na twarzach Gryfonów zdziwił wszystkich.

 Zrobił to tak niespodziewanie, że Rie wyrwał się krzyk strachu. 

- To nie powód do strachu tylko do radości - powiedziała zazdrośnie Hermiona, Ginny i Cho, a potem spojrzały na siebie zdziwione.

Harry przytulił ją mocnej, chowając twarz w jej ramieniu i poczuł głaskanie po włosach. Słuchał jak bije jej serce i nie zwracał uwagi na to co dzieje się włoku

- To do niego nie podobne - mruknął Lomgbottom.

A tymczasem do pokoju wpadli Dorośli

- Czemu to słowo jest nadal tak akcentowane? - zapytała Laveander.
- Bo żaden z Dorosłych nie zyskał zaufania Harry'ego - westchnął George.

 i patrzyli szeroko otwartymi oczami na rozgrywającą się przed nimi scenę. Rie mimo, że po jej twarzy spływały łzy 

- Beksa - powiedział Crabble i znalazł się pod zaklęciem Uciszającym rzuconym przez Neville'a o dziwo nikt nie zaprotestował.

to uśmiechała się i głaskała Harry'ego.

- Histeryczka - powiedział Golyle - i spotkał go taki sam los co kolegę siedzącego obok niego.
- Skąd on zna takie trudne słowa? - zakpiła Dafne.

- Co się stało? - zapytała się Hermiona podchodząc do nich.
- Harry po raz pierwszy się do mnie przytulił! - wyszlochała Rie.

- To się jej nie dziwię - westchnęła smutno Hermiona. Mimo, że uważała Harry'ego za przyjaciela, ten nigdy sam z siebie jej nie przytulił.

- Myślałem, że lubisz się przytulać

- A kto nie lubi się przytulać? - zapytała Laveander.

 - rozległ się przytłumiany jęk Harry'ego, który spróbował się uwolnić.

- Twój to był wybór to teraz się nie wymiguj - pogroziła Harry'emu z ekranu Hermiona.

- Ale ty się nigdy do mnie nie przytulałeś!
Harry westchnął, wyswabadzając się z uścisku i objął dłońmi twarz dziewczynki.
- Czemu to takie ważne?

- I oto masz przykład pytania, które zadawał Harry w pierwszej klasie - powiedziała Parvati Padmie.

- Jak się do kogoś przytulasz to znaczy, że go lubisz...

- Co to ma ze sobą wspólnego? - zapytał szeptem Nick Sally.
- Porozmawiamy o tym z Harrym, dobrze? - odpowiedziała mu, a chłopak kiwnął głową.

A ja cię bardzo lubię.

- Nie tylko ty - rozległo się w różnych miejscach Wielkiej Sali.

Na twarzy Harry'ego pojawiło się zdziwienie.
- Czemu?

- Kolejne - mruknęła Parvati.

- Czemu? - jęknęła dziewczynka - Bo jesteś człowiekiem do cholery!

Uczniowie zaczęli się śmiać.
- Co jest w tym śmiesznego? - zdziwiła się profesor Snistra, ucząca Astronomi.
- Taka mała, a już przeklina i to przy Harrym!

- RIE! - zawołała Hermiona ale dziewczynka nie zwróciła na nią uwagi.

- O ile zakład, że Harry zwróci jej uwagę? - zaproponowała Laveander.
- Stawiamy, że nie nic jej na ten temat nie powie - powiedzieli bliźniacy, a Gryfoni już tak chętnie nie obstawiali strony Laveander.

- I ludzie sobie okazują uczucia!

- Ma rację!

- Czemu?

- Harry przez całą pierwszą klasę was tak męczył - zaśmiała się Padma.

- Dlaczego zawsze mnie zadajesz takie pytania? 

- Dobre pytanie - mruknął George.
- Ale kogo ma pytać Harry jak nie ją, skoro tylko jej towarzystwo uznawał? - zapytał Fred.
- Racja - przytaknął mu bliźniak.

Przecież to ty jesteś starszy!

- To żadne wytłumaczenie - powiedział Neville.

- Mam zdobywać informacje sam?

- On to traktuje jak jakieś nic niewarte informacje? - zdziwiła się Padma.
- Lav przegrałaś. Prosimy o wygraną - wyciągnęli dłonie uczestnicy zakładu, a dziewczyna zaklęła pod nosem i powiedziała:
- W Wieży.

 - chciał się upewnić Harry.
- Informacje? - westchnęła dziewczynka - Przecież to się czuje! 

- Och, Harry - westchnęła Hermiona.

- Co się czuje? 

- Emocje. Uczucia – wyliczał George.

- To, że jesteś mój i nikomu cię nie oddam! - wrzasnęła Rie.

- Ale deklaracja!

- Dobrze 

- On się zgada? - nie dowierzali uczniowie.

- uśmiechnął się promiennie Harry

- Mam nadzieję, że kiedyś się tak do nas uśmiechnie - mruknęła Hermiona tuląc się do Rona.

 - Ale ty masz już ich - wskazał za siebie.

- Jacyś mugole są nieważni, gdy chodzi o Harry'ego Pottera - prychnął Zachariasz i Neville rzucił na niego Selencio.

- Ale ja chcę ciebie - jęknęła dziewczynka. 

- Nie tylko ty - westchnęły dziewczęta.

Harry ponownie przytulił się do Rie. 

Ponownie rozległy się zazdrosne westchnięcia.

Ktoś go chciał.

- Dzieciaku - westchnął mentalnie Syriusz.
- Teraz rozumiem - westchnął Ron.
- Co takiego? - zdziwiła się Hermiona, a rudzielec potrząsnął głową.
- Nie. Musisz sama - a dziewczyna westchnęła z rezygnacją. Nigdy nie mogła ogarnąć tego co miało związek z chłopakiem, którego uważała za przyjaciela.

 I nigdy by się nie spodziewał, że to będzie ta sześciolatka. 

- To tak jak ja - mruknął Ron, a Hermiona spojrzała na niego ze złością. Czy to, że rozszyfrował to coś miało związek z tym, że miał rodzeństwo i starszych braci czy strategiczny zmysł czy też po prostu był facetem?

Teraz wiedział, że będzie musiał ją zabrać ze sobą,

- Zabrać ze sobą? To gdzie on się wybiera? - zapytał ? ale nikt mu nie odpowiedział, bo nie wiedział.

gdy będzie pozbywał się towarzystwa Dorosłych.

- Że co?!?
- Co zamierza zrobić? 
Obecni spoglądali na ekran zdziwieni, więc nikt nie zauważył wlatującej sowy, która przysiadła na miejscu wolnym pomiędzy Nevillem a bliźniakami Gryffindoru.

- Muszę już iść

- Mmm - Zachariasz wyglądał jakby chciał coś powiedzieć więc Ernie zdjął z niego zaklęcie ciszy i rozległo się:
- Masoch - nawet nie skończył, a już z powrotem był pod wpływem zaklęcia.

 - mruknął do ucha dziewczynki tak by pozostali tego nie słyszeli.

- Typowe dla Harry'ego - prychnął Seamus.
- Dziwisz się mu? Przecież jest Chłopcem-Który- Przeżył - prychnęła Parvati.

Rie wyrwał się cichy jęk.

W Wielkiej Sali rozległ się nie tylko dźwięk z ekranu ale i jęki oraz protesty obecnych.

- Dobrze. Możesz iść - powiedziała dzielnie 

- Kolejna Gryfonka - prychnął Bradley.
- Kolejny Krukon, który nie potrafi myśleć logicznie - prychnął Neville.
- A co ty masz do Krukonów?  - zapytał zdziwiony Anthony - Przecież my...
- To, że jesteście w domu ,,dla inteligentnych" to nie znaczy, że tacy jesteście - warknął ostrym głosem, w którym brzmiało ostrzeżenie więc Gol... nie odezwał się. Wolał nie ryzykować zwłaszcza, że Longbottom teraz wydawał się być kimś innym niż na co dzień.

- Ale pamiętaj o mnie.

- O tobie nie da się zapomnieć - wzdrygnął się George.
- A nawet jeśli to szybko to się zmienia - dodał Fred.

- O to się nie martw. 

- Chyba jest się o co martwić - powiedział ironicznie Zachariasz, z którego zdjęto zaklęcie - Przecież jakaś mugolka nie jest godna uwagi Harry'ego Pottra.

Ciebie nigdy nie zapomnę. 

- Chyba nigdy więcej się nie spotkali, bo Harry o niej nie wspominał - mruknął Ron
- Twoje słowo a słowo Harry'ego to różnica - powiedział Anthony.
- A co ma to tego? - zdziwił się rudzielec.
- Już się przekonaliśmy ile wiesz o Potterze więc twoje słowa w tej sprawie są nic nie warte.
- Może nie wiem wszystkiego o Harrym ale wiem o nim i tak więcej niż wy - warknął Weasley.

Dziewczynka uśmiechnęła się całą sobą, 

- Zawsze tak się uśmiecha przy Harrym - mruknął George.

odsuwając się od Harry'ego. 
- Schowaj je dobrze.

- Wątpię, żeby któreś z tych mugoli zaglądało do tej komórki - warknął Fred, 

- Po co chować skoro będę to miał tu - położył rękę w miejscu gdzie biło serce Rie.

- Jak słodko - zachwyciły się dziewczyny.

Żadne z nich nie zauważył, że Dorośli uśmiechnęli się zadowoleni 

- To  podejrzane - syknął Ron.
- Może oni chcą pomóc Harry'emu - powiedziała Hermiona.
- Ta jasne... Zwłaszcza ten Albus - zakpił Gryfon, a dziewczyna tylko westchnęła z rezygnacją.
i wyszli. 

- I dobrze - powiedział Fred.

Harry patrzył w oczy Rie, a ta w jego.
- Twoje prawdziwe oczy są ładniejsze niż te - westchnęła dziewczynka.

- Co???
- Mam się wami zająć? - zapytał słodko Neville.
- Nev nie naśladuj Ropuchy - wzdrygnął się George. 
- To jakiego kolory on ma oczy? - zapytała Padma - Może te ametystowe...
- Pewnie tak. Skoro wcześniej było, że ma takie same oczy jak  to dziecko - powiedział Anthony.

- Ale...
- To oczy któregoś z moich rodziców

- Oczy Lily/twojej matki - odzywali się obecni.

 - powiedziała Rie naśladując głos Harry'ego,

- Dobra jest - zaśmiał się Ernie.

 a potem westchnęła - Chciałabym kiedyś zobaczyć twój wygląd, a nie połączone cechy twoich rodziców.

- To trochę dziwne - mruknął Dean.
- Możliwe, że kiedy był młodszy tek tęsknił za rodzicami, że jego magia uczyniła jego wygląd takim a nie innym - powiedziała madame Pomfrey.
- Tak to bardzo możliwe - przytaknął Dumbledore.

Harry zbladł

- Hmm - mruknął podejrzliwie Snape. 

 i cicho westchnął.
- Skąd wiesz?

- Ooo... To nawet on nie wie - zakpili Ślizgoni. 

- To się nigdy nie stanie, prawda? - dziewczynka zignorowała jego pytanie i zadała swoje.

Obawiam się, że tak-powiedział ponuro Neville. 

Nie odpowiedział tylko ostatni raz ją przytulił i wybiegł z pokoju. 

- Ucieczka - prychnęła Dafne - Też mi sposób zakończenia rozmowy.
-W przypadku Harry'ego to nie jest ucieczka - powiedział George.

Po drodze do wyjścia usłyszał rozmowę Syriusza z Sevem, która sprawiła, że jego oczy rozwarły się szeroko

- Ciekawe o czym rozmawiali? - zapytał ciekawy Anthony.

i opuścił dom McGregorów. 
Miał dobre trzydzieści kilometrów do przebycia, a dwudziesta już minęła.

- No to się sprężaj – zawołał ze śmiechem Zachariasz.
- Niech ktoś go walnie od mnie - warknął Fred ale nikt nie spełnił tego, bo drzwi Wielkiej Sali otworzyły się gwałtownie. Wszyscy jak na zawołanie odwrócili się w stronę drzwi.
- Gdzie jest Harry? - rozległo się od progu. 
Wróciła grupa, która udała się do Dursleyów ale mugolów nie było razem z nimi, a ich miny nie wróżyły nic dobrego.


* chodzi mi o taki kolor 
ametyst Mądry, minarały,  029

ametyst mądry, mienrały e 031

10 komentarzy:

  1. Nareszcie nareszcie
    Rozdział po prostu super
    Szkoda, że Harry tyle będzie musiał czekać by znaleść jego Lapi
    Warto było czekać

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam, z tej strony Talija, od niedawna znana jako Destiny Cage :D
    Nie przejmuj się, ważne, że wróciłaś z nowym i takim długim rozdziałem. Poza tym my tu zawsze będziemy na ciebie czekać :*
    Tak, tak, Percy Jackson to seria książek o greckich bogach (a potem rzymskich) i osobiście je uwielbiam <3
    A tak w ogóle...
    Tak! Nareszcie! Amei wróciła! I w końcu doczekałam się nowego rozdziału! Bardzo mi się on podobał, zwłaszcza że wywlokłaś trochę z przeszłości Harry'ego. Haha, od razu polubiłam Rie :D I... no, no, Harry maluje.
    Hm, nie wiem, czy zrobiłaś to specjalnie, czy nie, ale rozdział wygląda tak, jakbyś posklejała przypadkowe fragmenty tekstu, przez co w trakcie jednego wydarzenia nagle zaczyna się drugie, a potem znów wracasz do pierwszego. To było zamierzone? Bo jeżeli mam być szczera, na początku byłam trochę zdezorientowana i nie wiedziałam, o co chodzi ^^"
    o, a tutaj przykład:
    "Nie miał zamiaru nic pokazywać swoim oprawcom, których jego brak reakcji denerwował.
    - Duma czy sposób, żeby oni szybciej skończyli go bić? - zadał pytanie Nott.
    - Raczej to drugie - odpowiedziała mu Dafne.
    Następny cios spowodował, że upadł.
    Dziewczynka o drobniutkiej niemal filigranowej budowie ciała. Buzia mająca dołeczek na policzku. Włosy do kolan o niecodziennej odcieniu, bo beżowe. "
    Gdzieś dalej znów zostaje przerwane wspomnienie z Rie, a pojawia się z biciem Harry'ego. To miały być takie, że tak to ujmę, przerywniki w tych wspomnieniach? Żeby podnieść napięcie (nasze i postaci w opowiadaniu :D), czy coś w tym stylu?
    Ech, mam wrażenie, że po prostu nie czytałam uważnie i okaże się, że to moja wina, że nie zrozumiałam, o co chodzi :D
    W każdym razie życzę wielu napływów weny i pomysłów <3
    PS. Nie mam pojęcia, jak to jest z powiadomieniami, ale coś kiedyś u mnie o tym wspominałaś, więc informuję, że pojawiło się u mnie już trochę postów ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, że zwróciłaś na to uwagę. Już poprwiłam i powinno być oki ;D

      Usuń
    2. Nie ma sprawy i zawsze do usług ^^ Hah, między innymi dlatego nie ufam temu automatycznemu publikowaniu postów o określonej godzinie i wolę dodać później, ale sama :3

      Usuń
  3. Śliczny. W pewnym momencie myślałam że się popłaczę. Pisz tak dalej a uwierz będziesz miała dużo wielbicieli. Kiedy następny?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że tak jakoś w pierwszym tygodniu ferii ;D

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Piszesz dobrze i ciekawie, ale niestety nie mogę ci wybaczyć zniszczenia motywu "bohaterowie czytają". Bo ten motyw zakłada, że bohaterowie czytają oryginalne książki. Tutaj nie ma czegoś takiego. Dopisałaś cały rozdział do oryginalnej książki i aż boję się patrzeć, jak to wpłynęło na kolejny rozdział. Jeżeli chciałaś coś w niej zmieniać, to nie powinnaś była tytułować tej retrospekcji "Kamień Filozoficzny" tylko jakoś podobnie, żeby pokazać, że to jednak nie jest oryginał książki. Drugą opcją byłoby wprowadzenie motywu wisiorka i nowych postaci dopiero w czasie wakacji między Czarą Ognia, a Zakonem Feniksa. Wtedy przynajmniej mogłabyś zachować kanon 4 książek. Piątej nie mogliby czytać, skoro umiejscowiłaś ich właśnie na piątym roku. Tak więc taka rada ode mnie. Jeżeli chcesz zmieniać tekst oryginalnej książki i dopisywać rozdziały, to przynajmniej zaznacz, że nie czytają Kamienia Filozoficznego... Szczerze mówiąc nie wiem, czy nie lepiej byś wyszła na tym, gdybyś po prostu napisała swoje FF, zamiast udawać, że piszesz "bohaterowie czytają". Ale rozumiem, że tak rzeczywiście prościej jest prowadzić historię, bo masz na czym się oprzeć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "swoje FF" w sensie od zera wykreowane przez ciebie, bez żądnych pomocy w postaci cytatów z książek.

      Usuń
  6. Super rozdział, tylko pamiętaj o tym, że pisze sie "wokół". Będzie się jeszcze przyjemniej czytało :)

    OdpowiedzUsuń