Siema!
U
ciotki prąd oddali ale ja nareszcie jestem w domu i tu mam prąd! ;D
Musiałam od kuzynki pożyczyć pendrive, bo to u niej pisałam rozdział ale
oto jestem!
Anonimowy, no Harry długo będzie czekać na Lapiego :( Dzięki za twoją opinię.
Destiny Cage, owszem ferie za szybko mijają. Dzięki za zapas weny! Jej nigdy nie za dużo!Co do Percy'ego Jacksona - to zaczęłam czytać tę serię. Jest super. Dzięki z poleceni :D I muszę chyba częściej zaglądać do ciebie na bloga.
Destiny Cage, owszem ferie za szybko mijają. Dzięki za zapas weny! Jej nigdy nie za dużo!Co do Percy'ego Jacksona - to zaczęłam czytać tę serię. Jest super. Dzięki z poleceni :D I muszę chyba częściej zaglądać do ciebie na bloga.
Ania,
doczekałaś się i dzięki za wenę. Co do twojego poprzedniego komentarza
to nigdy się nie spodziewała, że ktoś mógłby płakać czytając moje opo.
Fajnie jest wiedzieć, że moje wymysły wzbudzają takie emocje.
A teraz kurtyna w górę i zaczynamy! :D
A teraz kurtyna w górę i zaczynamy! :D
* * *
-
Gdzie Potter? - zapytał jeden z aurorów nie będący w Zakonie
Feniksa,zatrzymując się przed schodami, które prowadziły na
podwyższenie.
- W wieży Gryffindoru - uśmiechnął się słodko Neville, a kiedy grupka przybyłych ruszyła w stronę wyjścia zaczął się śmiać.
- W wieży Gryffindoru - uśmiechnął się słodko Neville, a kiedy grupka przybyłych ruszyła w stronę wyjścia zaczął się śmiać.
- Ale głupi jesteście - rozległ się śmiech rudych bliźniaków.
- Wy naprawdę wierzycie, że powiemy wam gdzie jest Harry?? - zapytał z kpiącym niedowierzaniem Neville - A gdzie byliście przez te dziesięć lat? Albo potem jak ,,wrócił"? Co? Czemu mielibyśmy wam mówić o nim cokolwiek?
- To jeszcze dziecko. Może i ma piętnaście lat ale to nadal dziecko i musimy się zająć jego problemem - upierał się auror.
- Jego problemem? - parsknął z niedowierzaniem George - A co on jakieś zwierzątko, że ma problem z wami?
- Nie z nami, George. Tylko z tymi mugolami! - warknęła Molly Weasley.
- Skoro tak uważasz to czemu nie zareagowaliście jak wzięliśmy go do nas wakacje po pierwszym roku? - zapytał gniewnym głosem Fred. - Tylko teraz, co? Potrzebowaliście zobaczyć niezaprzeczalny dowód, który zdejmie wam klapki z oczu? A może teraz chcecie pokazać jacy wy to jesteście dobrzy i się nim interesujecie? Chwila, to nie to! Wy potrzebujecie baranka na ofiarę dla Zako....
- Fred! - rozległ się krzyk Pana Weasley.
- Jakie Fred, tato! Przecież to prawda! A może i wy zakonnicy nie znacie całej prawdy, bo wam jej Drops nie mówi, co? - zapytał młodszy z rudowłosych bliźniaków (załóżmy, że to George urodził się pierwszy z bliźniaków).
- Drops? - zdziwił się Lupin - Skąd wy to...
- Nieważne - warknął Neville - My i tak wam nic nie powiemy o Harrym i nie radze wam nic robić na własną rękę by go znaleźć, bo się to dla was źle skończy - a gdy skończył mówić na jego twarzy pojawił się wredny uśmiech, który zaskoczył wszystkich.
- Neille... - powiedziała bezgłośnie Augusta Longbottom.
- A teraz zająć miejsca i nie robić zamieszania - warknął ponownie syn Alicji i na ekranie pojawił się napis:
- Wy naprawdę wierzycie, że powiemy wam gdzie jest Harry?? - zapytał z kpiącym niedowierzaniem Neville - A gdzie byliście przez te dziesięć lat? Albo potem jak ,,wrócił"? Co? Czemu mielibyśmy wam mówić o nim cokolwiek?
- To jeszcze dziecko. Może i ma piętnaście lat ale to nadal dziecko i musimy się zająć jego problemem - upierał się auror.
- Jego problemem? - parsknął z niedowierzaniem George - A co on jakieś zwierzątko, że ma problem z wami?
- Nie z nami, George. Tylko z tymi mugolami! - warknęła Molly Weasley.
- Skoro tak uważasz to czemu nie zareagowaliście jak wzięliśmy go do nas wakacje po pierwszym roku? - zapytał gniewnym głosem Fred. - Tylko teraz, co? Potrzebowaliście zobaczyć niezaprzeczalny dowód, który zdejmie wam klapki z oczu? A może teraz chcecie pokazać jacy wy to jesteście dobrzy i się nim interesujecie? Chwila, to nie to! Wy potrzebujecie baranka na ofiarę dla Zako....
- Fred! - rozległ się krzyk Pana Weasley.
- Jakie Fred, tato! Przecież to prawda! A może i wy zakonnicy nie znacie całej prawdy, bo wam jej Drops nie mówi, co? - zapytał młodszy z rudowłosych bliźniaków (załóżmy, że to George urodził się pierwszy z bliźniaków).
- Drops? - zdziwił się Lupin - Skąd wy to...
- Nieważne - warknął Neville - My i tak wam nic nie powiemy o Harrym i nie radze wam nic robić na własną rękę by go znaleźć, bo się to dla was źle skończy - a gdy skończył mówić na jego twarzy pojawił się wredny uśmiech, który zaskoczył wszystkich.
- Neille... - powiedziała bezgłośnie Augusta Longbottom.
- A teraz zająć miejsca i nie robić zamieszania - warknął ponownie syn Alicji i na ekranie pojawił się napis:
Listy od nikogo.
- Założę się, że to z Hogwartu! - krzyknął George, a Fred syknął cicho co sprawiło, że bliźniak szybko przestał mówić.
Tak jak zawsze mimo pierwszej
- Pierwszej?!? Ile on miał tych kar? - zdziwiła się Parvati.
- Chyba nie chce wiedzieć - potrząsnęła głową Laveander.
- Chyba nie chce wiedzieć - potrząsnęła głową Laveander.
kary, następnego dnia zaczynała się ta, którą jego opiekuni uwielbiali stosować.
- Skoro ci mugole uwielbiają stosować, to ja chyba wole nie wiedzieć co to jest - powiedziała Padma.
I dlatego za ucieczkę brazylijskiego boa dusiciela i zepsucie urodzin Dudziaczka,
- Nie no, nie wierze ta kobieta nie ma ani trochę gustu - zawołała Katie.
Harry zarobił - najdłuższą jak dotąd karę.
- Nie no, nie wierze ta kobieta nie ma ani trochę gustu - zawołała Katie.
Harry zarobił - najdłuższą jak dotąd karę.
- To ile trwają jego kary? - zdziwili się zebrani ale tego to nie wiedział nikt oprócz Harry'ego i samych Dursleyów.
Kiedy pozwolono mu wreszcie wyjść z komórki, zaczęły się już letnie wakacje,
- Kiedy Dudley miał urodziny? - zapytał się Rona Justyn.
- Nie wiem. Nigdy się tym nie interesowałem - odpowiedział nagle zawstydzony rudzielec.
- Nie wiem. Nigdy się tym nie interesowałem - odpowiedział nagle zawstydzony rudzielec.
a Dudley zdążył zepsuć swoją nową kamerę wideo, rozbić swój zdalnie sterowany samolot
- Ależ poszanowanie własnej własności - mruknęła Sprout.
i podczas swojej pierwszej przejażdżki rowerem wyścigowym wpaść na starą panią Figg,
- Nie wspominając szacunku do starszych. - dodała McGonagall.
która o kulach
- O kulach?!? Dziecko tych mugoli jest całkowicie niereformowalne! - zbulwersowała się madam Pomfrey.
przechodziła właśnie przez Privet Drive.
- Przechodziła, to gdzie ona mieszka? - zapytał Thomas.
- Na końcu ulicy Wisteria Walk, Dean. Przecież mówili o tym już w OML - westchnęła Hermiona.
- A właśnie, że nie mówili - zaprotestował półkrwi Gryfon, który sądził, ze jest mugolakiem.
- Merlinie, Dean! Skoro już wiesz to czego się czepiasz? - zapytał Ron.
- A tak dla zasady - wzruszył ramionami chłopak.
- Skoro tak, to dla zasady dostaniesz w łepetynę... - Weasley zamachnął się na kolegę ale ten odchylił się i uniknął uderzenia.
Harry tolerował fakt, że są już wakacje,
- Przechodziła, to gdzie ona mieszka? - zapytał Thomas.
- Na końcu ulicy Wisteria Walk, Dean. Przecież mówili o tym już w OML - westchnęła Hermiona.
- A właśnie, że nie mówili - zaprotestował półkrwi Gryfon, który sądził, ze jest mugolakiem.
- Merlinie, Dean! Skoro już wiesz to czego się czepiasz? - zapytał Ron.
- A tak dla zasady - wzruszył ramionami chłopak.
- Skoro tak, to dla zasady dostaniesz w łepetynę... - Weasley zamachnął się na kolegę ale ten odchylił się i uniknął uderzenia.
Harry tolerował fakt, że są już wakacje,
- Tolerował? Powinien się cieszyć! - zawołała Hanna.
- A kto by się nie cieszył - śmiali się uczniowie, a nauczyciele w duchu również się z nimi zgadzali.
- A kto by się nie cieszył - śmiali się uczniowie, a nauczyciele w duchu również się z nimi zgadzali.
ale nie cieszyło go to
- Jak można się nie cieszyć z wakacji? - zszokowali się uczniowie, zwłaszcza Ron.
i nie chroniło go to od napaści bandy Dudleya,
- Czy te bachory nigdy nie dawali Potterowi spokoju? - w Amelii Bones zawrzało - Jak można tak traktować innych!
która codziennie odwiedzała jego dom.
Wąchacz zaczął warczeć - Czemu oni nigdy nie dadzą mu spokoju?
Pierś, Dennis, Malcolm i Gordon byli wielcy i głupi, ale Dudley, największy i najgłupszy z nich, był ich przywódcą.
-
Brzmi jak opis Ministerstwa Magii - powiedział Neville, a obecni
parsknęli śmiechem. Tylko Knotowi i Umbrigde nie było do śmiechu.
Pozostali członkowie bandy z rozkoszą przyłączali się do ulubionej dyscypliny sportowej Dudleya: polowania na Harry’ego,
Słysząc to Umbrigde uśmiechnęła się radośnie, za co Gryfoni zmiażdżyli ją wzrokiem, przez co Ropucha wykrzywiła się paskudnie.
które i tak nie przynosiły żadnych sukcesów.
- To było wiadome! Przecież Harry jest ekstraszybki! - zawołali Gryfoni.
Za to Harry bawił się wyśmienicie
- Niby co go tak bawiło? - zdziwiła się Hermiona.
patrząc na bandę grubasów, którzy sapiąc i dysząc, potykali się własne nogi próbując go złapać.
- Gdzie oni oczy? - mruknął George.
- Niby na miejscu ale widocznie ich nie używają - wtrącił się Fred.
- A wiedzą o ich istnieniu? - dodał Lee i w tym samym momencie cała trójka wybuchnęła śmiechem.
- A wiedzą o ich istnieniu? - dodał Lee i w tym samym momencie cała trójka wybuchnęła śmiechem.
Wystarczyło się schować, a ci już tracili zainteresowanie, gdy szukanie Harry'ego zajmowało więcej niż pięć minut.
- Kogoś mi to przypomina... - mruknął cicho Ron.
Harry spędzał jak najwięcej czasu poza domem, wałęsając się po okolicy i czasem odwiedzał też Rie,
- Co dalej?!? - niecierpliwił się Dean - No co? - warknął na Hermionę, która westchnęła głośno.
- Jakbyś nie przeszkadzał to byśmy się dowiedzieli.
uważając, żeby nie spotkać Albusa
Neville w tym momencie spojrzał na Dumbledora, który w tym momencie spoglądał nie na ekran, lecz patrzył w okna.
ale ten widocznie był na misji.
- I dobrze! Trzymaj się z dala od Harry'ego!!! - wrzasnęli głośno Gryfoni.
Czekał na koniec wakacji,
- Kto normalny czeka na koniec wakacji? - kpił Zachariasz Smith.
-Merlinie! Hogwart - zawołała Hermiona - A po za tym skoro oni go tak traktują to chyba nic dziwnego.
- No tak - mruknął Puchon, jednak nie wyglądał na przekonanego.
-Merlinie! Hogwart - zawołała Hermiona - A po za tym skoro oni go tak traktują to chyba nic dziwnego.
- No tak - mruknął Puchon, jednak nie wyglądał na przekonanego.
bo wtedy wreszcie będzie...
- No co będzie? - dopytywali się obecni.
Aż uśmiechnął się na samą myśl o tym.
- Ejże, co to ma być?! - ryknął Knot - Masz mi powiedzieć, co Potter miał na myśli.
- Siadaj - rzucił lodowatym tonem Neville, a minister czerwony z złości odwrócił się w stronę Gryfona:
- Nie rozkazuj mi! Jestem ministrem magii!
- Jak to się skończy to nim nie będziesz - mruknął cicho chłopak ale wszyscy to słyszeli.
- Ty też mi grozisz? - ryknął znowu mężczyzna.
- Nie, ja po prostu stwierdzam fakt - wzruszył ramionami Neville.
I to nie miało nic wspólnego z tym, że we wrześniu miał pójść do gimnazjum
- Oni myślą, że Harry pójdzie do jakieś mugolskiej szkoły!? - już sama ta myśl powodowała u Rona śmiech - Przecież oboje jego rodzice to czarodzieje!
i po raz pierwszy w życiu pozbyć się towarzystwa Dudleya, bo ten został przyjęty do prywatnej szkoły Smeltinga,
- Pewnie do innej by go nie przyjęli!
- Przyjęliby, jeśli rodzice dali by szkole pokaźną sumkę darowizny na szkołę - mruknął Luciusz Malfoy.
- A skąd ty możesz to wiedzieć, Lucjuszu? - zapytał podejrzliwie pan Weasley.
-To oczywiste, tato - prychnął Ron - Przecież w ten sposób Fretka dostała się do Hogwartu.
- Że co proszę?! - Ślizgon siedzący obok swojej matki gwałtownie wstał.
- Nie warto, Draco - mruknął jego ojciec, gładząc mu rękę na ramieniu. Chłopak wziął głęboki oddech i siadając, powiedział:
- A ty nawet nie byłbyś w stanie kupić podręczników, gdyby nie stypendium dla ubogich uczniów.
Ron zrobił się czerwony na twarzy jak jego włosy i już chciał coś powiedzieć, gdy Hermiona rzuciła na niego Selincio.
- To nie czas na kłótnie.
- Po raz pierwszy się z tobą zgodzę, Granger. Ale żeby to był ostatni raz - zastrzegł Malfoy, widząc uśmiech Gryfonki.
- Przyjęliby, jeśli rodzice dali by szkole pokaźną sumkę darowizny na szkołę - mruknął Luciusz Malfoy.
- A skąd ty możesz to wiedzieć, Lucjuszu? - zapytał podejrzliwie pan Weasley.
-To oczywiste, tato - prychnął Ron - Przecież w ten sposób Fretka dostała się do Hogwartu.
- Że co proszę?! - Ślizgon siedzący obok swojej matki gwałtownie wstał.
- Nie warto, Draco - mruknął jego ojciec, gładząc mu rękę na ramieniu. Chłopak wziął głęboki oddech i siadając, powiedział:
- A ty nawet nie byłbyś w stanie kupić podręczników, gdyby nie stypendium dla ubogich uczniów.
Ron zrobił się czerwony na twarzy jak jego włosy i już chciał coś powiedzieć, gdy Hermiona rzuciła na niego Selincio.
- To nie czas na kłótnie.
- Po raz pierwszy się z tobą zgodzę, Granger. Ale żeby to był ostatni raz - zastrzegł Malfoy, widząc uśmiech Gryfonki.
tej samej, do której uczęszczał kiedyś wuj Vernon.
- On też się do niej wkupił - mruknął pod nosem Luciusz.
- Raczej jego rodzice - poprawiła go Narcyza ale ten puścił to mimo uszu.
- Raczej jego rodzice - poprawiła go Narcyza ale ten puścił to mimo uszu.
Miał tam również chodzić Piers Polkiss.
- Następny - mruknął znowu Malfoy.
- Głupi - dodał Ron z którego Hermiona właśnie zdjęła zaklęcie.
- Mam nadzieje, że mówisz o tym mugolu - warknął Ślizgon.
- A o kim by innym - powiedział Ron, puszczając oczko do Georga, który zrezygnowany potrząsnął tylko głową. Rudzielec był zdziwiony reakcją brata ale nic nie powiedział.
- Głupi - dodał Ron z którego Hermiona właśnie zdjęła zaklęcie.
- Mam nadzieje, że mówisz o tym mugolu - warknął Ślizgon.
- A o kim by innym - powiedział Ron, puszczając oczko do Georga, który zrezygnowany potrząsnął tylko głową. Rudzielec był zdziwiony reakcją brata ale nic nie powiedział.
Natomiast Harry’ego Dursleyowie zapisali do Stonewall, miejscowego gimnazjum publicznego.
- Harry jest zapisany do Hogwartu odkąd się urodził, więc to wasze Sonwawell się nie liczy - prychnął Fred.
- Stonewall - poprawił go Percy.
- Jedno i to samo dno - dodał swoje George.
- Nieważne - mruknął Fred, puszczając oczko do swojego bliźniaka, a Percy westchnął z rezygnacją.
- Stonewall - poprawił go Percy.
- Jedno i to samo dno - dodał swoje George.
- Nieważne - mruknął Fred, puszczając oczko do swojego bliźniaka, a Percy westchnął z rezygnacją.
Dudley uważał, że to bardzo zabawne.
- Pewnie to jest zabawne. - mruknął Dean - Bo przecież Harry pójdzie do Hogwartu.
- W Stonewall pierwszego dnia wpychają ci głowę do muszli klozetowej
- Oż ty - warknęli jednocześnie bliźniacy - Jeśli zrobiłeś to co myślę, że zrobiłeś to koniec z tobą.
- powiedział Harry’emu. - Chcesz pójść ze mną na górę, żeby potrenować?
- Spróbuj tylko - warknął Remus.
-
Nie, dziękuję - odrzekł Harry. - Biedna muszla jeszcze nigdy nie
widziała czegoś tak okropnego jak twoja głowa, więc może ją zemdlić.
Wszyscy wybuchnęli jednogłośnym śmiechem.
- No, no Potty... jednak jest... zabawny. - wydyszał Malfoy między napadami śmiechu.
- No, no Potty... jednak jest... zabawny. - wydyszał Malfoy między napadami śmiechu.
- I zwiał, zanim sens tych słów dotarł do Dudleya.
- Ma rację!!!
- Ee tam... Wątpię czy by do tego mugola w ogóle coś dotarło - mruknął Teo Nott.
- Ee tam... Wątpię czy by do tego mugola w ogóle coś dotarło - mruknął Teo Nott.
Harry jednak nie miał najmniejszego zamiaru iść do Stonwall.
- I ma rację! Ale czy to jednak znaczy, że Harry wiedział o Hogwardzie? - mruknął zdezorientowany Dean.
- Nie, Harry nic wtedy nie wiedział o magii - powiedział pewnie Ron.
Wiedział, że zanim rok szkolny się zacznie on już będzie daleko stąd.
- Co on sobie myśli, że może uciec? - powiedział z niedowierzaniem Knot.
-
Może i tak, panie ministrze ale pragnę zauważyć, że i tak mu się to nie
udało i nadal mieszka w tym domu mugoli - piszczała Umbrigde tym swoim
obrzydliwie słodkim głosem, uśmiechając się paskudnie.
- Co? A tak racja, Dolores - uśmiechnął się triumfalnie Korneriusz.
I to nastąpi jeszcze w tym miesiącu.
- To on już sobie zaplanował? - zdziwili się obecni.
- Merlinie, ile razy wam powtarzać, że Harry nie jest już dzieckiem - mruknął George.
Pewnego
lipcowego dnia ciotka Petunia zabrała Dudleya do Londynu, żeby mu kupić
szkolny mundurek, a Harry został oddany na przechowanie do pani Figg.
-
Oni zawsze go u niej zostawiali jak gdzieś wychodzili? - zadała pytanie
profesor Sprout ale wszyscy wiedzieli, że znała odpowiedź, więc nikt
nie zadał sobie wysiłku by jej odpowiadać.
Tym razem u pani Figg nie było tak nudno jak zwykle.
- O, ciekawe co się stało? - zaciekawił się Dean.
Okazało się, że nogę złamała, potykając się o jednego ze swoich kotów, i już nie wyrażała się o nich tak czule jak dawniej.
- Nie może być! Koty to najwspanialsze stworzenia - zaprotestowała ta sama co wcześniej Krukonka.
Pozwoliła Harry’emu oglądać telewizję
- Co to ta telewizja? - spytała szóstoroczna Krukonka.
-
To takie pudełko, które gdy włączysz wyświetla kolorowe obrazki, które
przedstawiając to co zależności leci na danym kanale - wyrwał się z
odpowiedzią Ron.
- Co? - nadal nie rozumiała Krukonka.
-
Ech... Niech ci Hermiona to wyjaśni, ona wie wszystko - westchnął
rudzielec, a wspomniana dziewczyna zarumieniła się lekko i mruknęła
ciche: ,,Potem".
i dała mu kawałek czekoladowego tortu, który smakował, jakby leżał w kredensie od kilku lat.
- Fuj! - wzdrygnęli się uczniowie.
Tego wieczora Dudley paradował po salonie w swym nowym mundurku.
- Ciekawie jak wygląda? - zapytał Dean.
- Po co ci to wiedzieć? - zdziwił się Justyn, na co Gryfon uśmiechnął się wrednie.
- Chce zobaczyć jak wygląda prosie w mundurku.
- Po co ci to wiedzieć? - zdziwił się Justyn, na co Gryfon uśmiechnął się wrednie.
- Chce zobaczyć jak wygląda prosie w mundurku.
Chłopcy
ze Smeltinga nosili kasztanowe surduty, pomarańczowe pumpy zapinane pod
kolanami i płaskie słomkowe kapelusze zwane wioślarkami.
W sali wybuchły śmiechy.
- Jak tak można się ubierać?
- Jak tak można się ubierać?
- A ten jego ojciec twierdził, że to my się dziwnie ubieramy - oburzyli się Ślizgoni.
Mieli też sękate kije zwane smeltingami, którymi okładali się nawzajem, kiedy żaden nauczyciel nie patrzył.
- Ale prymitywy! I to ma być prestiżowa prywatna szkoła? - zakpił Thomas.
- Ale prymitywy! I to ma być prestiżowa prywatna szkoła? - zakpił Thomas.
- Sam też jesteś mugolakiem - wytknął mu Malfoy, zawstydzając tym Gryfona.
- Nie, Dean jest półkrwi - powiedział głośno Neville i spojrzenia wszystkich zatrzymały się na nim.
-
Skąd pan to wie, panie Longbottom? - zdziwiła się McGonagall, która sam
poinformowała Gryfona, że jest czarodziejem. A Neville tylko wzruszył
ramionami i mruknął tylko jedno słowo:
- Harry.
Uznawano to za dobrą szkołę przygotowującą ich do dorosłego życia.
- Też mi coś - parsknął lekceważąco Kinsley - W starciu z Śmieciożercami nie przetrwaliby nawet minuty.
Patrząc na Dudleya w jego nowym mundurku, wuj Vernon burknął, że to najwspanialsza chwila w jego życiu.
- Ojejku, zaraz się popłacze - Pansty udawała, że ociera łzy.
Ciotka Petunia zalała się łzami
- Jego brzydota to powodowała - zakpił Golyle.
i wyznała, iż nie może uwierzyć, że to jej maleńki Dudlejek,
Uczniowie znów wybuchnęli śmiechem z powodu określenia jakim Petunia nazywała swojego syna.
tak już wyrósł i taki jest przystojny, naprawdę.
- On przystojny? - salwa śmiechu dziewcząt potoczyła się po sali.
- Już Voldemord był ładniejszy jak był w jego wieku - mruknął Neville i większość osób zadrżała.
- Merlinie, jakim my świecie żyjemy - westchnęli bliźniacy.
Harry
nie dowierzał sobie aż tak, żeby wyrazić swoją opinię. Trochę się bał,
że kiedy starał się powstrzymać od śmiechu, pękły mu dwa żebra.
- Czyli nie tylko my uważamy, że Dudlejek wygląda prześlicznie? - zapytał piskliwym głosikiem Lee, powodując kolejne śmiechy.
Kiedy następnego ranka Harry wszedł do kuchni, poczuł jakiś okropny zapach.
- To na pewno Dudley na pierdział - zawołał George.
Smród zdawał się buchać z wielkiego kotła stojącego w zlewie,
- Mugole nie wiedzą jak się robi eliksiry, więc co to? - zdziwił się Ron.
- Nie wiem. Okaże się - mruknęła ponuro Hermiona.
więc podszedł do niego i zajrzał do środka.
- Dziwne, że nie stracił przy tym nosa - powiedział Lee.
W kotle było pełno szarej wody, w której pływały jakieś brudne szmaty.
- Dziwny sposób na pranie - powiedziała Ginny.
- Nie wydaje mi się, żeby to było pranie - powiedziała posępnie Hermiona.
- Nie wydaje mi się, żeby to było pranie - powiedziała posępnie Hermiona.
- Co to jest? - zapytał ciotkę Petunię. Ściągnęła wargi, jak zawsze, kiedy ośmielił się o coś zapytać.
- Zasada nie zadawaj pytań jest nieskuteczna - zakpił Zachaasz.
- Mogłeś sobie ten komentarz darować - mruknął Ernie patrząc krzywo na kolegę z pokoju.
- Twój nowy mundurek szkolny - odpowiedziała.
- ŻE CO?!? - krzyk oburzenia było słychać na błoniach.
-
I niby Harry ma w tych szmatach chodzić? I co jeszcze, co? Spalić je, a
nie w nich chodzić! - oburzeni Gryfoni byli jednomyślni.
Harry ponownie zajrzał do kotła.
- Och, nie wiedziałem, że ma być mokry.
- Och, nie wiedziałem, że ma być mokry.
Śmiech
ponownie rozbrzmiał na sali, a Malfoyowi coraz bardziej podobała się ta
nieznana mu dotąd sarkastyczna strona Harry'ego. Mało kto wiedział, że
czarny dowcip Pottera potrafi rozbawić do łez.
- Głupi
- Harry nie jest głupi!!! - wrzasnęli Gryfonii.
- warknęła ciotka Petunia - Farbuje ci na szaro stare ubranie Dudleya.
- Nawet nie stać ich, żeby kupić mu ubrania? - zapytał zdziwiony Nott - Przecież ten Viron ma firmę.
- Ależ oczywiście, że mają pieniądze aby kupić Harry'emu nowe ubrania ale tego nie zrobią, bo takie dziwolągi jak my na to nie zasługują - warknął George.
- Mów za siebie Weasley - warknęli wściekli Ślizgoni.
- Ależ oczywiście, że mają pieniądze aby kupić Harry'emu nowe ubrania ale tego nie zrobią, bo takie dziwolągi jak my na to nie zasługują - warknął George.
- Mów za siebie Weasley - warknęli wściekli Ślizgoni.
-
Tak często używacie sarkazmu w swoich wypowiedziach, że nie potraficie
go rozpoznać w czyjeś? - mruknął rozbawiony Neville, patrząc na
Ślizgonów, którzy udawali, że go nie słyszą.
Jak skończę, będzie wyglądało jak normalny szkolny mundurek.
- Wątpię w to - powiedział Dennis.
Harry poważnie w to wątpił,
- Ha! Nie tylko ja! - zaśmiał się Creevey.
ale uznał, że lepiej nie wyrażać swojego zdania.
- Po tej reakcji na jego wtrącenie o motocyklu, to może ma rację - wypowiedział się Ernie.
- To oczywiste, że ma rację - zakpił Seamus - W końcu ty czy on był zmuszony mieszkać z tymi mugolami przez dziesię...
- Raczej czternaście lat - poprawiła go Hermiona, no co Gryfon prychnął lekceważąco.
- To oczywiste, że ma rację - zakpił Seamus - W końcu ty czy on był zmuszony mieszkać z tymi mugolami przez dziesię...
- Raczej czternaście lat - poprawiła go Hermiona, no co Gryfon prychnął lekceważąco.
Po zrobieniu śniadania,
- Kazali mu gotować - w pani Weasley aż się gotowała ze złości.
usiadł
przy stole nawet się nie zastanawiając jak mogłoby się skończyć pójście
w czymś takim po raz pierwszy do gimnazjum Stonewall,
- Dokładnie, nie ma się czym przejmować, bo będzie chodził do Hogwartu - zawołał radośnie Dean.
czyli jakby miał na sobie płaty skóry słonia,
Śmiech obecnych rozszedł się po sali i żaden z nich nie powstrzymywał się od tego.
bo nie miał tam najmniejszego zamiaru chodzić.
- To Harry jednak wie o Hogwardzie? - zapytał zszokowany Seamus.
- Nie, Harry nie wiedział nic o Hogwardzie dopóki nie przeczytał listu - powiedział Ron.
- Nie, Harry nie wiedział nic o Hogwardzie dopóki nie przeczytał listu - powiedział Ron.
Wszedł Dudley,
- BUUUUU - zawyli uczniowie.
a za nim wuj Vernon,
Buczenie i gwizdy przybrał na sile.
obaj marszcząc nosy z powodu
- Dudley pewnie markotny, że nikogo nie pobił, a ten Veron, bo widzi Harry'ego - mruknął Ron.
zapachu bijącego z nowego mundurka Harry’ego.
- Raczej nie zdasz SUM-a z Wróżbiarstwa - powiedział wesoło Neville.
- Potter nie będzie chodził w czymś takim. Ten nasz profesor Opieki zabierze go na zakupy - rzucił Malfoy.
- Skąd wiesz? - zapytała zaskoczona Dafne, a chłopak uśmiechnął się przebiegle.
Wuj Vernon jak zwykle otworzył gazetę,
- Nie ma jak gazeta z rana - powiedział Percy.
- Nudziarz - zawołał Fred, a starszy z braci zareagował na tę uwagę krzywym uśmiechem.
- Nudziarz - zawołał Fred, a starszy z braci zareagował na tę uwagę krzywym uśmiechem.
a Dudley zaczął bębnić po stole swoim kijem, z którym już się nie rozstawał.
- Kretyn, nie rozstawać się z kawałkiem drewna, też coś - zakpił Zachariusz.
- Sam jesteś kretyn! A ty niby nie nosisz przy sobie kawałka drewna - warknął Neville - A różdżka to co? - dodał widząc pytający wzrok Puchona.
- Sam jesteś kretyn! A ty niby nie nosisz przy sobie kawałka drewna - warknął Neville - A różdżka to co? - dodał widząc pytający wzrok Puchona.
Usłyszeli szczęk klapki osłaniającej szczelinę w drzwiach i pacnięcia listów spadających na matę.
- Szkoda, że nie sowa przyniosła te listy, chciałbym zobaczyć ich reakcję - westchnął George.
- Przynieś pocztę, Dudley
- Ha! Jednak ten grubas musi coś robić - zawołał radośnie Dean.
-Nie bądź taki pewny - mruknął ponuro Fred.
-Nie bądź taki pewny - mruknął ponuro Fred.
- powiedział wuj Vernon znad gazety.
- Niech Harry przyniesie.
- Niech Harry przyniesie.
- I wszystko jasne - westchnął Dean.
- Przynieś pocztę, chłopcze.
- Niech Dudley przyniesie.
- Niech Dudley przyniesie.
- Harry się buntuje! - ucieszyli się Gryfoni.
- Dudley, przyłóż mu smeltingiem.
- Spróbuj tylko, a ja ci przyłożę - warknął Lupin za zaciśniętych zębów.
Harry umknął przed smeltingiem
- Brawo! I już trenujesz uniki przed tłuczkami! - zawołała radośnie Katie.
i
poszedł do drzwi. Na macie leżały trzy przesyłki: pocztówka od siostry
wuja Vernona, Marge, która wyjechała na urlop na wyspę Wight, brązowa
koperta, wyglądająca na rachunek, i - list do Harry’ego.
- Czemu to jest tak zaakcentowane - zdziwił się Colin.
- Czemu to jest tak zaakcentowane - zdziwił się Colin.
- Merlinie strzeż nas przed głupotą Gryfonów - westchnął Zachariasz.
- Magio Pradawna uchroń nas przed bezmyślnymi Puchonami - powiedział groźnie Neville świdrując go wzrokiem.
Harry podniósł go, czując, że serce zadygotało mu jak gigantyczna gumowa taśma.
Jeszcze nigdy nie otrzymał listu.
- Nigdy? - zdumiał się Syriusz - A Remi?
Bo i od kogo?
- A chociażby od niego - warknął Łapa, przeszywając spojrzeniem Lupina, który chyba to poczuł, bo nachylił się do niego i cicho powiedział:
- Nigdy? - zdumiał się Syriusz - A Remi?
Bo i od kogo?
- A chociażby od niego - warknął Łapa, przeszywając spojrzeniem Lupina, który chyba to poczuł, bo nachylił się do niego i cicho powiedział:
- Dumbledore nie chciał mi powiedzieć.
Ale Syriuszowi to nie wystarczało. Jakbyś naprawdę chciał mieć kontakt z Harrym to byś się postarał. Już ja ci pokaże, że nie zaniedbuje się szczeniaczka!
Nie miał przyjaciół, nie miał innych
krewnych,
- Och Harry - westchnęła ciężko Tnoks.
nie był zapisany do żadnej biblioteki, więc nigdy nie otrzymywał nawet zwykłych ponagleń, by oddać książki.
- Nie mógł czytać książek?!? To skandal! - nie wiedzieć czemu pełen oburzenia protest Heemiony spowodował wybuch śmiechu.
A jednak ta koperta była zaadresowana tak wyraźnie, że nie było mowy o pomyłce:
Pan H. Potter
Komórka pod Schodami
- Tak zaadresowana koperta, a nikogo nie zdziwiło miejsce adresu? Nikogo to nie zainteresowało? - zdziwiła się Hermiona.
- Panno Granger, listy są adresowane są przez magiczne pióro i listy do dzieci z rodzin czarodziei, są od razu przekazywane do sów. Te do dzieci pochodzenia niemagicznego trafiają na biurko dyrektora szkoły bądź jego zastępcy - wyjaśniła profesor McGonagall.
- To nie zmienia faktu, że jakoś treść listu i lista potrzebnych rzeczy, jakoś trafia do zaadresowanej koperty, a potem do sowy - wtrącił Neville.
- To już sprawia magia - powiedział dobrodusznie Dumbledore.
- Tak to wszystko wyjaśnia - powiedział z sarkazmem Longbottom.
Privet Drive 4
Little Whinging
Surrey
Koperta była gruba i ciężka, z żółtawego pergaminu, a adres wypisano szmaragdowozielonym atramentem. Nie było żadnego znaczka.
nie był zapisany do żadnej biblioteki, więc nigdy nie otrzymywał nawet zwykłych ponagleń, by oddać książki.
- Nie mógł czytać książek?!? To skandal! - nie wiedzieć czemu pełen oburzenia protest Heemiony spowodował wybuch śmiechu.
A jednak ta koperta była zaadresowana tak wyraźnie, że nie było mowy o pomyłce:
Pan H. Potter
Komórka pod Schodami
- Tak zaadresowana koperta, a nikogo nie zdziwiło miejsce adresu? Nikogo to nie zainteresowało? - zdziwiła się Hermiona.
- Panno Granger, listy są adresowane są przez magiczne pióro i listy do dzieci z rodzin czarodziei, są od razu przekazywane do sów. Te do dzieci pochodzenia niemagicznego trafiają na biurko dyrektora szkoły bądź jego zastępcy - wyjaśniła profesor McGonagall.
- To nie zmienia faktu, że jakoś treść listu i lista potrzebnych rzeczy, jakoś trafia do zaadresowanej koperty, a potem do sowy - wtrącił Neville.
- To już sprawia magia - powiedział dobrodusznie Dumbledore.
- Tak to wszystko wyjaśnia - powiedział z sarkazmem Longbottom.
Privet Drive 4
Little Whinging
Surrey
Koperta była gruba i ciężka, z żółtawego pergaminu, a adres wypisano szmaragdowozielonym atramentem. Nie było żadnego znaczka.
- A co to znaczek? - zapytał pierwszak z Hufflepuffu, a po chwili był cały czerwony i otaczały go śmiejący się uczniowie.
Odwróciwszy kopertę drżącą ręką, Harry dostrzegł woskową pieczęć z herbem: lew, orzeł, borsuk i wąż wokół dużej litery H
- Mówiłem, że to z Hogwartu - zawołał George.
- I co żałujesz, że z nikim się o to nie założyłeś - zakpił Neville.
- Taa, wygraną miałbym teraz w kieszeni - powiedział smętnie rudzielec.
- Pospiesz się, chłopcze! - krzyknął z kuchni wuj Vernon.
- Zamknij się i daj mu się nacieszyć tą chwilą! - warknął Fred.
- Co ty tam robisz? Sprawdzasz, czy w listach nie ma bomby? - Zachichotał z własnego dowcipu.
- Te jego dowcipy wcale nie są śmieszne - mruknął Lee.
- Właśnie! My znamy lepsze - zawołali bliźniacy.
Harry wrócił do kuchni, wciąż wpatrując się w swój list. Wręczył wujowi Vernonowi rachunek i pocztówkę, usiadł i zaczął powoli otwierać żółtą kopertę.
- Szybciej, szybciej - ponaglali uczniowie.
Wuj Vernon rozerwał rachunek, chrząknął z niesmakiem i rzucił okiem na pocztówkę.
- Marge jest chora
- Och! Jakie to straszne! - parsknął Ron.
- poinformował ciotkę Petunię. - Jadła jakieś trąbiki...
- Tato! - zawołał Dudley. - Tato, Harry coś dostał!
- Tato! - zawołał Dudley. - Tato, Harry coś dostał!
- Zamknij się, ty tłusta świnio! - wrzasnęli Gryfoni.
Harry rozkładał już list, napisany na takim samym grubym pergaminie, kiedy mu go wyrwała ręka wuja Vernona.
- To do mnie! - powiedział Harry, próbując odzyskać list.
- Tak? A niby kto miałby do ciebie napisać?
- Coś ty taki pewny swego? - zdziwił się Syriusz.
- zarechotał wuj Vernon, otwierając list jednym ruchem.
- Jakim prawem czytasz list Harry'ego?!? - zawołała Sally gwałtownie wstając, a Neville pociągnął ją z powrotem na kolana.
Jego twarz zmieniła się z czerwonej na zieloną szybciej niż światła na rogu ulicy. A na tym się nie skończyło. Po kilku sekundach poszarzała już jak stara owsianka.
- Czy to możliwe, że on może być mieć zdolności metamorfo ... - zaczeła Sally-Anna Perks, gdy przerwał jej zgodne:
- Obrażasz metamorfomagów! - przy czym Tnoks, uśmiechała się z wdzięcznością.
- P-P-Petunio! - wyrzucił z siebie wraz z oddechem.
Dudley próbował złapać list, żeby go przeczytać, ale wuj Vernon trzymał kartkę z dala od niego.
- Czyżby ktoś tu się przestraszył, że synek się dowie o magii? - powiedział szyderczo Neville.
Ciotka Petunia łapczywie chwyciła list i przeczytała pierwszą linijkę. Przez chwilę wyglądała tak, jakby miała zemdleć.
- Twój grubaśni małżonek i tak cie nie złapie, więc lepiej nie zemdlej - zaśmiali się Ślizgoni.
Złapała się za szyję i wydała kilka dźwięków charakterystycznych dla osób, które się krztuszą.
- Biedactwo! Tylko się nie uduś!
- Vernon! O Boże... Vernon!
Wpatrywali się w siebie, jakby zapomnieli, że Harry i Dudley są nadal w kuchni. Dudley nie był do tego przyzwyczajony.
- Niech się przyzwyczaja, bo w szkole też tak będzie. W końcu nie będzie tam sam- rzuciła Dafne.
Pacnął ojca smeltingiem w głowę.
- Bezczelny bachor. Walić ojca po głowie? - zawołała oburzona pani Weasley.
- Chcę to przeczytać - oznajmił głośno.
- Nie będziesz czytał listu Harry'ego!- wrzasnęli Gryfoni.
- Nie, ja chcę to przeczytać - krzyknął Harry - bo to list do mnie!
- Wynoście się obaj - zaskrzeczał wuj Vernon, wsuwając list do koperty.
- Odwal się i oddaj Harry'emu list! - zawołał Seamus.
Harry nie drgnął.
- CHCĘ MÓJ LIST! - krzyknął.
- I TAK TRZYMAĆ, HARRY!!!
- Muszę go zobaczyć! - wrzasnął Dudley.
- Przymknij się bezczelny bachorze! - warknęła większość osób w Wielkiej Sali.
- WYNOCHA! - ryknął wuj Vernon, po czym chwycił Harry’ego
- Nie dotykaj Harry'ego!!! - uczniowie byli jednej myśli.
i Dudleya
- Jego możesz tykać do znudzenia! - rzucił Dean.
- Tylko nie zaraź się jego głupota! - dodał Seamus.
- Trochę na to za późno już jest głupi - podsumowali bliźniacy.
za karki i wyrzucił ich do przedpokoju, zatrzaskując za nimi drzwi do kuchni.
- No do czegoś takiego to ten tłuścioch to raczej nie przywykł - mruknął Lee.
Harry i Dudley spojrzeli na się siebie w milczeniu, a potem Dudley odepchnął go ramieniem,
- Tak dawać się mugolowi - prychnęli Ślizgoni.
i przytknął oko do dziurki od klucza.
- I teraz ktoś go powinien w nie dźgnąć - zacierał ręce Seamus.
Harry zaś przysunął się do drzwi i nasłuchiwał.
- Vernonie - mówiła ciotka Petunia rozdygotanym głosem - spójrz na ten adres... skąd oni mogli wiedzieć, gdzie on sypia?
- Nie wiedzieliśmy... - powiedziała ponuro opiekunka Gryffindoru.
Myślisz, że obserwują nasz dom?
- Obserwują... szpiegują...
- Taa, bo my nie mamy nic ciekawszego do roboty tylko was śledzimy i obmyślamy jak wam uprzykrzyć życie - powiedział z wyraźną kpiną Lucjusz Malfoy.
może za nami łażą - mruknął wuj Vernon.
- Nie. My po prostu posługujemy się magią, a listy są adresowane automatycznie. Niestety - westchnęła Minevra.
- Więc co powinniśmy zrobić, Vernonie? Odpisać? Powiedzieć im, że nie chcemy...
- Nie ma, że nie chcecie! Harry pójdzie do Hogwartu i koniec kropka! - oburzył się Syriusz.
Harry widział czarne, błyszczące półbuty wuja Vernona, maszerujące tam i z powrotem po kuchni.
- Denerwuje się półgłówek i dobrze mu tak! - powiedział radośnie Lee.
- Nie - oznajmił w końcu. - Nie, po prostu to zignorujemy. Jeśli nie otrzymają odpowiedzi... Tak, to najlepsze wyjście... po prostu nic nie zrobimy...
- Nie, to nie jest najlepsze wyjście. Sowy będą was nachodzić, dopóty nie potwierdzicie tego, że Harry będzie chodził do Hogwartu - powiedziała profesor McGonagall.
- Ale...
- Petunio, nikogo takiego nie ma w naszym domu!
- Czy on powiedział właśnie to co usłyszałem? - zapytał z niedowierzaniem Remus, a obecni ponuro pokiwali głowami.
Czy kiedy go przygarnęliśmy, nie przysięgliśmy sobie, że wyplenimy z niego te niebezpieczne bzdury?
- Że niby magia to bzdura?!? - wrzasnęli uczniowie.
- To ty jesteś głupi i to twoje istnienie jest jedną wielką pomyłką - dodał Fred.
Tego popołudnia, po powrocie do domu, wuj Vernon zrobił coś, czego nigdy dotąd nie robił: odwiedził Harry’ego w jego komórce pod schodami.
- Czy to tylko mi wydaje się podejrzane? - zapytała Gryfonka dzieląca pokój z Ginny.
- Nie tylko tobie - mruknęła ponuro rudowłosa.
- Gdzie jest mój list?
- Tego raczej nigdy się nie dowiemy - mruknął Lee.
-Po prostu go zniszczyli - prychnął Ron.
- zapytał Harry, gdy tylko wuj Vernon przecisnął się przez drzwi. - Kto do mnie napisał?
- To z Hogwartu - krzyknęli wesoło Gryfoni.
- Nikt. List zaadresowano do ciebie przez pomyłkę
- TO NIE POMYŁKA!!! wrzasnęli Gryfoni.
- oświadczył krótko wuj Vernon. - Spaliłem go.
- To już wiemy co stało się z listem - powiedział Lee.
- To nie była pomyłka - powiedział ze złością Harry. - Była na nim moja komórka.
- Dobrze Harry! Broń swego! — krzyknęła żeńska część ludności zebranej w Wielkiej Sali.
- MILCZ!
- To ty zamilcz, śmieciu! - krzyczeli uczniowie.
- Vernonie - mówiła ciotka Petunia rozdygotanym głosem - spójrz na ten adres... skąd oni mogli wiedzieć, gdzie on sypia?
- Nie wiedzieliśmy... - powiedziała ponuro opiekunka Gryffindoru.
Myślisz, że obserwują nasz dom?
- Obserwują... szpiegują...
- Taa, bo my nie mamy nic ciekawszego do roboty tylko was śledzimy i obmyślamy jak wam uprzykrzyć życie - powiedział z wyraźną kpiną Lucjusz Malfoy.
może za nami łażą - mruknął wuj Vernon.
- Nie. My po prostu posługujemy się magią, a listy są adresowane automatycznie. Niestety - westchnęła Minevra.
- Więc co powinniśmy zrobić, Vernonie? Odpisać? Powiedzieć im, że nie chcemy...
- Nie ma, że nie chcecie! Harry pójdzie do Hogwartu i koniec kropka! - oburzył się Syriusz.
Harry widział czarne, błyszczące półbuty wuja Vernona, maszerujące tam i z powrotem po kuchni.
- Denerwuje się półgłówek i dobrze mu tak! - powiedział radośnie Lee.
- Nie - oznajmił w końcu. - Nie, po prostu to zignorujemy. Jeśli nie otrzymają odpowiedzi... Tak, to najlepsze wyjście... po prostu nic nie zrobimy...
- Nie, to nie jest najlepsze wyjście. Sowy będą was nachodzić, dopóty nie potwierdzicie tego, że Harry będzie chodził do Hogwartu - powiedziała profesor McGonagall.
- Ale...
- Petunio, nikogo takiego nie ma w naszym domu!
- Czy on powiedział właśnie to co usłyszałem? - zapytał z niedowierzaniem Remus, a obecni ponuro pokiwali głowami.
Czy kiedy go przygarnęliśmy, nie przysięgliśmy sobie, że wyplenimy z niego te niebezpieczne bzdury?
- Że niby magia to bzdura?!? - wrzasnęli uczniowie.
- To ty jesteś głupi i to twoje istnienie jest jedną wielką pomyłką - dodał Fred.
Tego popołudnia, po powrocie do domu, wuj Vernon zrobił coś, czego nigdy dotąd nie robił: odwiedził Harry’ego w jego komórce pod schodami.
- Czy to tylko mi wydaje się podejrzane? - zapytała Gryfonka dzieląca pokój z Ginny.
- Nie tylko tobie - mruknęła ponuro rudowłosa.
- Gdzie jest mój list?
- Tego raczej nigdy się nie dowiemy - mruknął Lee.
-Po prostu go zniszczyli - prychnął Ron.
- zapytał Harry, gdy tylko wuj Vernon przecisnął się przez drzwi. - Kto do mnie napisał?
- To z Hogwartu - krzyknęli wesoło Gryfoni.
- Nikt. List zaadresowano do ciebie przez pomyłkę
- TO NIE POMYŁKA!!! wrzasnęli Gryfoni.
- oświadczył krótko wuj Vernon. - Spaliłem go.
- To już wiemy co stało się z listem - powiedział Lee.
- To nie była pomyłka - powiedział ze złością Harry. - Była na nim moja komórka.
- Dobrze Harry! Broń swego! — krzyknęła żeńska część ludności zebranej w Wielkiej Sali.
- MILCZ!
- To ty zamilcz, śmieciu! - krzyczeli uczniowie.
- ryknął wuj Vernon, a kilka pająków spadło z sufitu. Wziął parę głębokich oddechów, a potem zmusił się do uśmiechu, który wyglądał tak, jakby go rozbolał brzuch.
- Kolejny podejrzany czyn - mruknęła współlokatorka Ginny.
- Eee... tak, Harry... co do tej komórki... Twoja ciotka i ja pomyśleliśmy sobie... że jesteś już taki duży... No więc uważamy, że może by ci było wygodniej w drugiej sypialni Dudleya.
- To oni przez ten cały czas mieli wolną sypialnię i kazali mieszkać mu w komórce! - wrzasnęła Narcyza Malfoy.
- Teraz boicie się, że to się wyda? To po prostu żałosne! Przez dziesięć lat trzymaliście go w komórce, a teraz łaskawie zamierzacie przenieść go do wolnej sypialni? - wrzeszczała kobieta czując, że powoli traci panowanie nad sobą, gdy poczuła obejmujące ją ramiona męża.
- Jak tak można, przecież to bezbronne dziecko - powiedziała bezradnie kobieta. Nie rozumiała jak tak można traktować dzieci. Ona tak bardzo starała się o swoje. Tak długo trwało zanim urodził się Draco, nie zamierzała więc tolerować krzywdzenia żadnego dziecka!
- Dlaczego? - wyjąkał Harry.
- Bo się boją - powiedział z kpiną w głosie starszy Malfoy.
- Nie zadawaj pytań!
- Nie zgadam się z tym! On ma prawo wiedzieć czemu z nim tak postępujecie! - oburzyła się Susan.
- warknął wuj. - Zabierz swoje rzeczy i idź na górę.
- O! Co za łaskawość z twojej, że pozwalasz zabrać mu swoje rzeczy - zakpił Crabbe.
Dursleyowie mieli cztery sypialnie: jedną dla wuja Vernona i ciotki Petunii, jedną dla gości (zwykle nocowała tam Marge, siostra wuja Vernona),
- Już jej nie lubię - zastrzegł Dean.
jedną, w której spał Dudley, i jedną, w której trzymał swoje stare zabawki i rzeczy, które nie mieściły się w jego pierwszej sypialni.
- Ten bachor ma dwie sypialnie, a wy kazaliście Harry'emu kisić się w komórce pod schodami?!? - krzyknęła z niedowierzaniem Narcyza.
Harry’emu wystarczyło przejść z komórki na pierwsze piętro tylko raz, aby przenieść wszystko, co posiadał.
- To się po prostu niemożliwe... Jak tak można... - potrząsnął głową profesor Flitwick.
Usiadł na łóżku i rozejrzał się po pokoju. Prawie wszystko było połamane lub zepsute.
- Czy ten bachor niczego nie potrafi szanować? - zapytał z niedowierzaniem Teo.
Stara kamera wideo
- Ciekawe czy działa - zastanowił się Colin - Pewnie nie.
leżała na małym czołgu na baterie, którym Dudley wjechał kiedyś w psa sąsiadów;
- Biedny piesek - zasmuciła się Hermiona.
w kącie stał pierwszy telewizor Dudleya, który rozwalił kopniakiem, kiedy przestano nadawać jego ulubiony program;
- Ten chłopak... Po prostu brak mi słów - powiedziała z rezygnacją madam Pomfrey.
była też wielka klatka dla ptaków, w której kiedyś mieszkała papuga, ale pewnego dnia Dudley wymienił ją w szkole na prawdziwą wiatrówkę.
- Jak można wymienić pupila na jakąś broń?!? - oburzyła się Hermiona.
Klatka stała na półce, której jeden koniec zwisał smętnie, bo Dudley kiedyś na niej usiadł.
- Ciekawe czy w ogóle to poczuł? - zastanowił się Seamus.
- Naprawdę chcesz to wiedzieć? - wzdrygnął się Dean.
- Po zastanawianiu to nie - mruknął przyjaciel Thomsa.
Inne półki zawalone były książkami. Były to jedyne przedmioty w tym pokoju, które wyglądały, jakby ich nikt nigdy nie dotykał.
- Nie dziwię się - powiedziała madame Pince - Wątpię, aby ten chłopak wziął kiedykolwiek do ręki z własnej woli książkę! Nie wspominając już o jej przeczytaniu!
Z dołu dobiegły jęki Dudleya, skarżącego się matce:
- Nie chcę go tam... Ten pokój jest mi potrzebny... Wywal go stamtąd...
- Doprawdy jak ten chłopak... Grr.. Jak tak można? - westchnęła Katie.
Harry westchnął i wyciągnął się na łóżku. Gdyby to wydarzyło się kilka lat temu...
- Co Harry chce przez to powiedzieć? - zdziwiła się Ginny.
- Kto to wie - wzruszył ramionami Knot i został spiuronowany wzrokiem przez Gryfonkę.
Dzisiaj miał to gdzieś.
- Masz to gdzieś?!? Ale wreszcie masz normalny pokój! - zawołała zaskoczona Cho.
W tej chwili wolałby siedzieć w swojej komórce i patrzeć na rysunki, które tam zamieścił
- Są tam jego rysunki? - ucieszył się Dean - Chyba się tam wybiorę!
- Dean to nie jest miłe - westchnęła Hermiona.
- Ale...
- Harry ozdobił komórkę rysunkami ale wątpię aby chciał by ktoś je widział - wyjaśniła mu Granger.
- Ech... Szkoda - westchnął ciężko chłopak.
niż tu. A nadawca listu... Lepiej niech się tu nie pokazuje.
- Co?!? Ale to przecież...!! - zebranym brakło słów.
- Ja tam mu się nie dziwię - parsknął Teo - Rozumiem o co mu chodzi - dodał widząc zdziwione spojrzenia.
Skoro ta osoba miała go gdzieś przez te dziesięć lat, to on nie zamierzał być na tyle uczynny aby z nim choć by porozmawiać.
- Teraz rozumiecie? - mruknął Nott, a obecni w przygnębiającej ciszy kiwali głowami.
- Biedny piesek - zasmuciła się Hermiona.
w kącie stał pierwszy telewizor Dudleya, który rozwalił kopniakiem, kiedy przestano nadawać jego ulubiony program;
- Ten chłopak... Po prostu brak mi słów - powiedziała z rezygnacją madam Pomfrey.
była też wielka klatka dla ptaków, w której kiedyś mieszkała papuga, ale pewnego dnia Dudley wymienił ją w szkole na prawdziwą wiatrówkę.
- Jak można wymienić pupila na jakąś broń?!? - oburzyła się Hermiona.
Klatka stała na półce, której jeden koniec zwisał smętnie, bo Dudley kiedyś na niej usiadł.
- Ciekawe czy w ogóle to poczuł? - zastanowił się Seamus.
- Naprawdę chcesz to wiedzieć? - wzdrygnął się Dean.
- Po zastanawianiu to nie - mruknął przyjaciel Thomsa.
Inne półki zawalone były książkami. Były to jedyne przedmioty w tym pokoju, które wyglądały, jakby ich nikt nigdy nie dotykał.
- Nie dziwię się - powiedziała madame Pince - Wątpię, aby ten chłopak wziął kiedykolwiek do ręki z własnej woli książkę! Nie wspominając już o jej przeczytaniu!
Z dołu dobiegły jęki Dudleya, skarżącego się matce:
- Nie chcę go tam... Ten pokój jest mi potrzebny... Wywal go stamtąd...
- Doprawdy jak ten chłopak... Grr.. Jak tak można? - westchnęła Katie.
Harry westchnął i wyciągnął się na łóżku. Gdyby to wydarzyło się kilka lat temu...
- Co Harry chce przez to powiedzieć? - zdziwiła się Ginny.
- Kto to wie - wzruszył ramionami Knot i został spiuronowany wzrokiem przez Gryfonkę.
Dzisiaj miał to gdzieś.
- Masz to gdzieś?!? Ale wreszcie masz normalny pokój! - zawołała zaskoczona Cho.
W tej chwili wolałby siedzieć w swojej komórce i patrzeć na rysunki, które tam zamieścił
- Są tam jego rysunki? - ucieszył się Dean - Chyba się tam wybiorę!
- Dean to nie jest miłe - westchnęła Hermiona.
- Ale...
- Harry ozdobił komórkę rysunkami ale wątpię aby chciał by ktoś je widział - wyjaśniła mu Granger.
- Ech... Szkoda - westchnął ciężko chłopak.
niż tu. A nadawca listu... Lepiej niech się tu nie pokazuje.
- Co?!? Ale to przecież...!! - zebranym brakło słów.
- Ja tam mu się nie dziwię - parsknął Teo - Rozumiem o co mu chodzi - dodał widząc zdziwione spojrzenia.
Skoro ta osoba miała go gdzieś przez te dziesięć lat, to on nie zamierzał być na tyle uczynny aby z nim choć by porozmawiać.
- Teraz rozumiecie? - mruknął Nott, a obecni w przygnębiającej ciszy kiwali głowami.
Następnego
dnia przy śniadaniu było dość spokojnie. Dudley pogrążony był w
głębokim szoku. Nie pomogło wycie, grzmocenie ojca smeltingiem,
- Wiesz Draco co by cię spotkało, jeśli byś to zrobił? - zapytał słodko Lucjusz.
- Wolę nie wiedzieć, ojcze. I nigdy tak nie będę tak zachowywał - oznajmił Ślizgon, nawet nie próbując sobie wyobrazić co by zrobił mu ojciec, gdyby spróbował to zrobić.
- Oby - to krótkie słowo wypowiedziane chłodnym głosem, jeszcze bardziej przeraziło młodego Malfoya.
symulowanie wymiotów, kopanie matki,
- Nawet szacunku do matki, która cię rodziła nie masz?!? - oburzyły się obecne kobiety.
rzucenie żółwiem w ściankę terrarium, tak że wpadł przez zbitą szybę do środka.
- Biedny żółwik, co on zrobił temu chłopakowi? - zapytała z żalem Hanna.
- To mu zrobił to, że był pod ręką i, że mógł to zrobić - westchnęła Susan.
Drugiej sypialni nie odzyskał.
- I dobrze! - zawyli uczniowie.
Harry wspominał wczorajszy poranek i stwierdził, że mógł ten list schować i przeczytać później,
- Nie trap się tym, przecież to nie była twoja wina, że ten dupek zabrał ci list. Nie wiedziałeś co w nim jest, więc nie zdawałeś sobie sprawy z tego, jak zareaguje - Łapa wydał z siebie cichy pomruk.
jednak teraz miał to w głębokim poważaniu.
- Nie wierzę! Jego naprawdę nic go to nie obchodziło! - obecni nie mogli w uwierzyć w to co usłyszeli.
Wuj Vernon i ciotka Petunia spoglądali na siebie ponurym wzrokiem.
- Wiesz Draco co by cię spotkało, jeśli byś to zrobił? - zapytał słodko Lucjusz.
- Wolę nie wiedzieć, ojcze. I nigdy tak nie będę tak zachowywał - oznajmił Ślizgon, nawet nie próbując sobie wyobrazić co by zrobił mu ojciec, gdyby spróbował to zrobić.
- Oby - to krótkie słowo wypowiedziane chłodnym głosem, jeszcze bardziej przeraziło młodego Malfoya.
symulowanie wymiotów, kopanie matki,
- Nawet szacunku do matki, która cię rodziła nie masz?!? - oburzyły się obecne kobiety.
rzucenie żółwiem w ściankę terrarium, tak że wpadł przez zbitą szybę do środka.
- Biedny żółwik, co on zrobił temu chłopakowi? - zapytała z żalem Hanna.
- To mu zrobił to, że był pod ręką i, że mógł to zrobić - westchnęła Susan.
Drugiej sypialni nie odzyskał.
- I dobrze! - zawyli uczniowie.
Harry wspominał wczorajszy poranek i stwierdził, że mógł ten list schować i przeczytać później,
- Nie trap się tym, przecież to nie była twoja wina, że ten dupek zabrał ci list. Nie wiedziałeś co w nim jest, więc nie zdawałeś sobie sprawy z tego, jak zareaguje - Łapa wydał z siebie cichy pomruk.
jednak teraz miał to w głębokim poważaniu.
- Nie wierzę! Jego naprawdę nic go to nie obchodziło! - obecni nie mogli w uwierzyć w to co usłyszeli.
Wuj Vernon i ciotka Petunia spoglądali na siebie ponurym wzrokiem.
-
Źle przespana noc? - zaśmiał się Lee - Jeszcze nie wiecie co was czeka!
- on sam już nie mógł się doczekać jak mugole będą dawali sobie radę z
listami z Hogwartu.
Kiedy przyszła poczta, wuj Vernon, który sprawiał wrażenie, jakby chciał być miły dla Harry’ego,
- To co robi ten mugol jest wysoce podejrzane...
- Daj sobie spokój. Wszyscy wiemy o co mu chodzi - westchnęła Ginny, a jej rozmówczyni zarumieniła się ze wstydu.
kazał Dudleyowi ją przynieść.
- Nareszcie ten spaślak musi coś zrobić - powiedział z ulgą Seamus.
- On się po prostu boi, że jeśli to Harry pójdzie po list, to pozna prawdę o sobie - powiedział ponuro George.
- Ech... Ale przynajmniej się musiał ruszyć z miejsca - westchnął Finnigan.
Najpierw usłyszeli łomot, kiedy walił smeltingiem we wszystko, co było w przedpokoju,
- Jak oni to dziecko wychowali? - powiedział z pogardą w głosie Lucjusz.
a potem jego okrzyk:
- Jest następny! „Pan H. Potter, Najmniejsza Sypialnia, Privet Drive 4...”
- Jest następny! „Pan H. Potter, Najmniejsza Sypialnia, Privet Drive 4...”
- Od tych listów tak łatwo się nie uwolnicie! To dopiero początek - zawołał Lee z szatańskim uśmiechem.
Wuj Vernon wydał z siebie zduszony okrzyk, zerwał się z krzesła i pobiegł do przedpokoju, a za nim pobiegł Harry.
- Skoro ma to w głębokim poważaniu, to czemu tam pobiegł? - zdzieliła się Pansty.
- Pottera próbujesz zrozumieć? - parsknął Zachariasz.
-
Co ja wam mówiłem na temat zdejmowania z niego zaklęć? - niektórzy
odnosili wrażenie, że z gardła Longbottoma wydobywa się warkot.
Żeby wydrzeć Dudleyowi list, wuj Vernon musiał powalić go na podłogę,
-
Nie, no nie oczom nie wierze! Syna też zamierzasz traktować jak
Pottera?!? - cała postawa władczyni Skrzydła Szpitalnego biła
oburzeniem.
co okazało się trudne, bo Harry złapał wuja Vernona od tyłu za szyję.
- Tak dawaj! Walcz o swoje! - Harry z ekranu był ostro dopingowany przez Gryfonów.
Po minucie zażartej walki, w której jedna
- Dudley... - rozległ się warkot Remusa, gdy zobaczył Harry'ego obrywającego kijem.
i druga strona oberwała smeltingiem, wuj Vernon wyprostował się, dysząc ciężko, z listem Harry’ego w ręku.
- Nie no nie mogę. Co za obrzydliwy wyraz twarzy! - powiedziała z niesmakiem Dafne.
- Idź do swojej komórki...
- Że niby co? - zawyli Gryfoni.
znaczy się, do swojej sypialni
- Masz szczęście, że się poprawiłeś - Gryfoni z powrotem pochowali swoje różdżki.
- wycharczał w stronę Harry’ego. - A ty Dudley... odejdź... po prostu zejdź mi z oczu.
- Biedaczek! Tata go nie chce oglądać! - zakpił Goyle.
- Dziwisz mu się? - zapytał Crabbe - Przecież on wygląda jak żywa beczka tłuszczu!
- I kto to mówi - powiedział bezgłośnie Ron.
Harry siedział przy oknie w swoim nowym pokoju, rozmyślając. Nie spodziewał się, że ten ktoś napisze raz jeszcze.
- Przyjdzie jeszcze nie jeden list - mruknęła McGonagall.
Co takiego się stało, że ktoś zadał sobie ten trud raz jeszcze?
- Jak to co? Przecież jest Chłopcem-Który-Przeżył - powiedział zjadliwie Zachariasz.
-
Nie. W każdym przypadku nie odpisania na pierwszy list, są one wysyłane
do momentu uzyskania odpowiedzi - wyjaśniła McGonagall, świdrując
wzrokiem Puchona.
Czyżby ta osoba wiedziała, że nie otrzymał pierwszego listu?
-
Dostaliśmy informację o przeczytaniu tego listu ale nie było
odpowiedzi, więc... Stało się, jak się stało - powiedział z dobrodusznym
uśmiechem Dumbledore, a Neville i bliźniacy prychnęli ze złością.
Nawet jeśli tak, to niech da sobie spokój.
-
Niestety, to niemożliwe dopóki nie dostaniemy jakiejkolwiek odpowiedzi.
Czy to twierdzącej czy odmowy - powiedziała posępnie McGonagall.
Harry
miał już pewien plan i nie zamierzał zmieniać go, bo nagle sobie
przypomnieli, że ktoś taki jak Harry James Potter istnieje.
- O jego istnieniu raczej nikt nigdy nie zapomni - powiedział lekceważąco Zachariusz.
- Jak go dorwę, to mu...
- Spokojnie Neville. I tak musisz się z nami nim podzielić -bliźniacy patrzyli nie na ekran, lecz na Puchona.
Kiedy następnego ranka, zszedł na dół, aby przygotować śniadanie,
- Jak oni mogli kazać dziecku gotować? - warknęła Molly Weasley.
zobaczył jakiś wielki cień przy frontowych drzwiach.
- Ciekawe co to takiego? - zainteresowała się Laveander.
- Uwierz, że nie chcesz wiedzieć - wtrąciła się Ginny.
Zbliżył się do niego i...
- AAAAU!
- Przecież to głos tego Verona! - zawołał Dean.
Harry podskoczył w powietrze;
- Nie dziwie mu się, przecież on wrzeszczy jak opętany - zakryła sobie uszy Padma.
wszedł jedną nogą na coś wielkiego i rozlazłego, co spoczywało na macie przed drzwiami
- FUJ! - zawołały dziewczyny.
- coś żywego!
- Nie mówcie, że to... - mruknął przerażony swymi myślami Dean.
Na górze pstryknęły światła i Harry i zobaczył, że to coś wielkiego i rozlazłego było twarzą jego wuja.
- No to wpadł w niezłe kłopoty - powiedziała Parvati i wszyscy się z nią zgodzili.
Tylko czemu wuj Vernon leżał pod drzwiami w śpiworze?
- Chyba się domyślam czemu - powiedziała ponuro Hermiona.
Odpowiedź nasunęła się Harry'emu szybko. Najwyraźniej wuj sądził, że czekał aż przyniosą pocztę.
- No i miałam rację - westchnęła dziewczyna.
- A kiedy ty jej nie masz? - powiedział jadowicie Goyle ale dziewczyna zignorowała go.
Miał ochotę wybuchnąć śmiechem
- Co niby jest w tym śmiesznego? - zdziwili się uczniowie.
ale uderzenie zwaliło go z nóg.
- Zatłukę śmiecia! - warknął Łapa.
- Co ty sobie wyobrażasz? - ryknął wuj Veron.
- Ma prawo dostać swój list - warknęła ze złością Susan.
Harry nie odezwał się. Wiedział, że cokolwiek spróbuje powiedzieć, obróci się przeciwko niemu.
- Ciekawe czemu? - prychnął Goyle.
- Jeszcze się pyta - warknął groźnie Łapa, obnażając zęby.
Wuj wrzeszczał na Harry’ego przez pół godziny,
- Dziwne, że podczas tego Harry nie ogłuchł - mruknął Lee.
- Widocznie jest to tego przyzwyczajony - podsunęła Padma.
a potem kazał mu iść do kuchni i przynieść filiżankę herbaty.
- Harry nie jest twoim sługą!!!
Harry poszedł do kuchni, a kiedy wrócił, listy akurat wpadły przez szparę prosto w ręce wuja Vernona.
- Grrr... To było to przewidzenia - powiedziała Tnoks.
Harry zdążył zauważyć trzy listy zaadresowane tym samym zielonym atramentem.
- Jest ich więcej? - zdziwił się Dean.
- Tak, panie Thomas - odpowiedziała mu McGonagall - Liczba listów będzie stale wzrastać.
- Chcę... - zaczął, ale wuj Vernon darł już listy na kawałki.
- Nie masz prawa! - zawołali Gryfoni.
Tego dnia wuj Vernon nie poszedł do pracy.
- Czemu? Czyżby ktoś się czegoś przestraszył? - zapytał sarkastycznie Pan Malfoy.
Został w domu i zabił gwoździami szparę na listy.
- Żałosne - prychnął Lucjusz - Nie powstrzymasz magii!
- Mam na nich sposób
- Ale się boimy - zakpili Ślizgoni.
- wyjaśnił ciotce Petunii przez zęby, którymi ściskał kilka gwoździ.
- Ohyda! - wzdrygnęli się uczniowie.
- Jeśli nie będą mogli dostarczyć listów, po prostu dadzą nam spokój.
- Nie byłabym tego taka pewna - mruknęła Astoria.
- Nie jestem pewna, czy to poskutkuje, Vernonie.
- Ona ma chyba po raz pierwszy rację - zdziwili się uczniowie.
- I to na pewno nie pomoże tylko oszpeci dom - mruknęła pani Malfoy.
- Och, Petunio, oni rozumują bardzo dziwnie,
- Może byś tak rozwiną tę myśl - powiedział słodko Lucjusz.
oni nie są tacy jak ty albo ja
- To przecież oczywiste - warknął Crabbe - Wy to nic nie warte śmiecie.
- powiedział wuj Vernon, próbując wbić gwóźdź w kawałek owocowego ciasta,
- I kto tu nie rozumuje normalnie?- spytał oburzony Alastor Mody.
- No na pewno nie jesteśmy jak ludzie, którzy wbijając gwoździe w ciasto - parsknął Anthony.
- Mugole w ogóle są głupi - rzucił ?, a Hermiona spojrzała na niego ostro.
który właśnie przyniosła ciotka Petunia.
W piątek przyszło aż dwanaście listów zaadresowanych do Harry'ego.
- Chciałbym zobaczyć jak się z tym męczą - rzekł rozmarzonym głosem Lee.
- Noo… - dodali bliźniacy
Szpara
w drzwiach była zabita, więc wciśnięto je przez szczelinę pod drzwiami,
wetknięto w szpary po bokach, a kilka wepchnięto przez małe okienko
łazienki na parterze.
-
No cóż takie sztuczki mogą doprowadzić do zniszczenia domu -
westchnął profesor Dumbledore, jednak pod ostrzałem nieprzychylnych
spojrzeń Gryfonów z Neville i bliźniakami na czele, szybko zamilkł.
Wuj Vernon znowu nie poszedł do pracy.
- Jakie to straszne?! I kto teraz utrzyma tę ,,biedną rodzinkę"? - zakpił Zachariasz.
- Niech go ktoś uciszy - wycedził Neville mocniej obejmując Sally.
Po
spaleniu wszystkich listów wziął młotek i gwoździe, po czym pozabijał
szpary i szczeliny w drzwiach frontowych i kuchennych, tak że nikt nie
mógł wyjść.
- I jak teraz weźmiecie mleko i jajka? - zachichotał Dennis.
Nucił pod nosem „Na palcach przez tulipany”
- Wątpię by on był normalny -mruknął?
i podskakiwał przy najcichszym odgłosie.
- I w dodatku tchórz! - zawyli Gryfoni.
W sobotę wszystko zaczęło się wymykać spod kontroli.
- No to teraz się zacznie - bliźniacy zacierali ręce, szczerząc swe ząbki.
Do
domu przeniknęły dwadzieścia cztery listy, zwinięte w kulki i ukryte w
dwóch tuzinach jajek, które zdumiony mleczarz podał ciotce Petunii przez
okno w salonie.
- Widzieliście jego minę? - parsknął śmiechem Lee.
Podczas gdy wuj Vernon dzwonił, wściekły, na pocztę i do mleczarni,
- Współczuje osobom, z którymi on rozmawiał - wzdrygnęła się
próbując znaleźć kogoś, komu by mógł złożyć zażalenie,
- I tak nie znajdzie żadnej takiej osoby - oświadczył pewnie Percy.
ciotka Petunia miażdżyła listy na papkę w mikserze.
- Kolejny przykład na to, że to co mugole są nienormalni - westchnęła Amelia Bones.
- Bardzo jestem ciekaw, komu może aż tak bardzo zależeć, żeby się z tobą porozumieć? - zapytał Dudley
- HOGWART!! - ryknęli uczniowie.
Harry’ego, jednak on miał to gdzieś. Bo już niedługo...
- Czyli niedługo dowiemy się co planuje - ucieszyli się uczniowie.
Kiedy w niedzielę rano wuj Vernon usiadł przy stole, wyglądał na człowieka zmęczonego i niezbyt zdrowego,
- Dobrze mu tak!
ale szczęśliwego.
- W niedziele nie przynoszą poczty
- Może mugolskiej nie przynoszą, ale czarodziejska poczta przychodzi codziennie - parsknął Ron.
- przypomniał im radośnie, rozsmarowując dżem po gazecie.
- Z nim na pewno jest coś nie tak - mruknął Lee.
- Dziś nie będzie żadnych przeklętych listów...
- Mylisz się - parsknął Ron.
Coś spadło przez komin i pacnęło go mocno w tył głowy.
- A nie mówiłem? - zaśmiał się rudzielec.
W następnej chwili jakieś trzydzieści albo czterdzieści listów wystrzeliło spod okapu kuchennego jak seria pocisków.
Uczniowie nie wytrzymali i wybuchnęli głośnym śmiechem, a po chwili dołączyli do nich reszta zebranych.
- Nie chcą mu oddać listu, więc ich zbombardują - parsknęła Hermiona.
Dursleyowie zrobili serię uników, ale Harry podskoczył, próbując złapać jeden list w powietrzu...
- Dawaj Harry! Weź jeden i znikaj!
- Wynocha! WYNOCHA!
Wuj Vernon zdążył złapać Harry’ego wpół i wypchnąć do przedpokoju.
- Łapy precz od Harry'ego!
Po chwili z kuchni wypadła ciotka Petunia, a za nią Dudley, osłaniając głowy rękami. Wuj Vernon szybko zatrzasnął drzwi. Wszyscy słyszeli, jak nieprzerwany strumień listów wlewa się do kuchni, odbijając od ścian i podłogi.
- To się nie skończy, aż nie dostaniemy odpowiedzi, że Harry idzie do Hogwartu. Czy to naprawdę tak trudno zrozumieć? - powiedziała McGongall.
- Dość tego - rzekł wuj Vernon, starając się mówić spokojnie,
- Tak, a co chcesz zrobić? - zakpił Anthony.
ale jednocześnie wyrywając sobie spore kępki wąsów.
- Tak wyrwij je sobie! Wyrwij! - skalandrowali wesoło bliźniacy Weasley.
- Za pięć minut macie być gotowi do opuszczenia domu.
- On chce uciec ale to mu nic nie da, bo sowa i tak go znajdzie - mruknęła Ginny.
Spakujcie tylko niezbędne ubrania. Żadnych dyskusji!
Wyglądał tak groźnie, że ani ciotka, ani Dudley nie ośmieli mu się sprzeciwić.
- On nie wygląda strasznie tylko śmiesznie - powiedział jeden z aurorów.
Jednak Harry'emu to było obojętne, może to ułatwi plan.
- Co on kombinuje? - zastanawiali się uczniowie.
Dziesięć minut później udało im się wyłamać pozabijane drzwi
- Ciekawe czy to tego wykorzystali Harry'ego czy też mors masz trochę siły w tym tłuszczu? - spytał Seamus.
i po chwili siedzieli w samochodzie, pędząc ku autostradzie. Dudley chlipał na tylnym siedzeniu; oberwał od ojca po głowie, kiedy próbował wcisnąć do torby sportowej telewizor, wideo i komputer.
- Nie popieram bicia dzieci ale on zasłużył - powiedziała Padma.
Jechali i jechali. Ciotka Petunia nie śmiała nawet zapytać, dokąd jadą. Co chwilę wuj Vernon zakręcał ostro i przez jakiś czas jechał w przeciwną stronę niż dotychczas.
- I tak mu to w niczym nie pomoże, bo sowy nie da się oszukać w dziewięćdziesięciu ośmiu przypadkach.
- Odczepić się od nich... zgubić ich - mruczał pod nosem za każdym razem.
- Oszalał. Po prostu oszalał - potrząsnął głową Ron.
Przez cały dzień nie zatrzymali się, aby coś zjeść lub czegoś się napić. Kiedy zapadł wieczór, Dudley wył jak pies. Tak podłego dnia nie przeżył jeszcze nigdy w życiu.
- Jakoś mi się na współczucie dla niego nie zbiera, a wam? - spytał Fred, a wszyscy pokręcili głowami.
Był głodny, przepadło mu pięć programów telewizyjnych i jeszcze nigdy nie upłynęło aż tyle czasu, odkąd po raz ostatni zrobił krwawą miazgę z kilkunastu przeciwników w grze komputerowej.
- Przecież to tragedia! I co teraz biedny Dudziaczek pocznie bez swej ulubionej gierki i telewizji? On przecie umrze z tęsknoty! - powiedział dramatycznym głosem Colin.
Wuj Vernon zatrzymał się w końcu przed ponuro wyglądającym hotelem na przedmieściu jakiegoś dużego miasta. Dudley i Harry dostali jeden pokój z bliźniaczymi łóżkami i wilgotnymi, zatęchłymi prześcieradłami.
- FUJ!! To ma być hotel? - wzdrygnęła się Pansty.
Dudley chrapał, ale Harry i tak nie spał, siedząc w oknie, patrząc na światła przejeżdżających samochodów i rozmyślając...
- O czym on tak myśli? - zastanawiali się zebrani.
Następnego dnia dostali na śniadanie wyraźnie przeterminowane płatki kukurydziane
- Ohyda! Ja tego jeść nie będę! - zawołał Ron, powodując wybuch śmiechu.
- On chce uciec ale to mu nic nie da, bo sowa i tak go znajdzie - mruknęła Ginny.
Spakujcie tylko niezbędne ubrania. Żadnych dyskusji!
Wyglądał tak groźnie, że ani ciotka, ani Dudley nie ośmieli mu się sprzeciwić.
- On nie wygląda strasznie tylko śmiesznie - powiedział jeden z aurorów.
Jednak Harry'emu to było obojętne, może to ułatwi plan.
- Co on kombinuje? - zastanawiali się uczniowie.
Dziesięć minut później udało im się wyłamać pozabijane drzwi
- Ciekawe czy to tego wykorzystali Harry'ego czy też mors masz trochę siły w tym tłuszczu? - spytał Seamus.
i po chwili siedzieli w samochodzie, pędząc ku autostradzie. Dudley chlipał na tylnym siedzeniu; oberwał od ojca po głowie, kiedy próbował wcisnąć do torby sportowej telewizor, wideo i komputer.
- Nie popieram bicia dzieci ale on zasłużył - powiedziała Padma.
Jechali i jechali. Ciotka Petunia nie śmiała nawet zapytać, dokąd jadą. Co chwilę wuj Vernon zakręcał ostro i przez jakiś czas jechał w przeciwną stronę niż dotychczas.
- I tak mu to w niczym nie pomoże, bo sowy nie da się oszukać w dziewięćdziesięciu ośmiu przypadkach.
- Odczepić się od nich... zgubić ich - mruczał pod nosem za każdym razem.
- Oszalał. Po prostu oszalał - potrząsnął głową Ron.
Przez cały dzień nie zatrzymali się, aby coś zjeść lub czegoś się napić. Kiedy zapadł wieczór, Dudley wył jak pies. Tak podłego dnia nie przeżył jeszcze nigdy w życiu.
- Jakoś mi się na współczucie dla niego nie zbiera, a wam? - spytał Fred, a wszyscy pokręcili głowami.
Był głodny, przepadło mu pięć programów telewizyjnych i jeszcze nigdy nie upłynęło aż tyle czasu, odkąd po raz ostatni zrobił krwawą miazgę z kilkunastu przeciwników w grze komputerowej.
- Przecież to tragedia! I co teraz biedny Dudziaczek pocznie bez swej ulubionej gierki i telewizji? On przecie umrze z tęsknoty! - powiedział dramatycznym głosem Colin.
Wuj Vernon zatrzymał się w końcu przed ponuro wyglądającym hotelem na przedmieściu jakiegoś dużego miasta. Dudley i Harry dostali jeden pokój z bliźniaczymi łóżkami i wilgotnymi, zatęchłymi prześcieradłami.
- FUJ!! To ma być hotel? - wzdrygnęła się Pansty.
Dudley chrapał, ale Harry i tak nie spał, siedząc w oknie, patrząc na światła przejeżdżających samochodów i rozmyślając...
- O czym on tak myśli? - zastanawiali się zebrani.
Następnego dnia dostali na śniadanie wyraźnie przeterminowane płatki kukurydziane
- Ohyda! Ja tego jeść nie będę! - zawołał Ron, powodując wybuch śmiechu.
i pomidory z puszki na zimnych tostach.
Właśnie skończyli, kiedy do ich stolika podeszła właścicielka hotelu.
- Kto się założy, że niesie listy dla Harry'ego? - powiedział George.
- Przepraszam, ale ktoś z państwa jest chyba panem H. Potterem? Właśnie przynieśli mi do recepcji ze sto takich listów.
- Mówiłem! - mruknął starszy bliźniak.
Podniosła list, tak że każdy mógł przeczytać wypisany zielonym atramentem adres: Pan H. Potter Pokój 17 Hotel „Dworcowy” Cokeworth
- Sów nie da się oszukać!
Harry sięgnął po list bez większych nadziei, ale wuj Vernon podbił mu rękę w powietrzu i sam złapał kopertę.
- Dupek, jak on może tak robić? Przecież to są listy do Harry'ego i nic tego nie zmieni - syknęła Hermiona.
- On po prostu jest idiotą i nie rozumie, że Harry i tak pójdzie do Hogwartu - powiedział Remus.
Kobieta wytrzeszczyła oczy.
- Ja je wezmę - powiedział wuj Vernon, zrywając się z krzesła i wychodząc za nią z jadalni.
- Kochanie, czy nie byłoby lepiej wrócić do domu? - zapytała nieśmiało ciotka Petunia kilka godzin później, ale wuj Vernon sprawiał wrażenie, że jej nie słyszy.
- Pantoflarz udaje, że nie słyszy, bo oszalał i chce uciec. Ignoruje ją dlatego, że wie, że jeśli odpowie, ona zmusi go do powrotu - stwierdził Anthony.
Nikt nie miał pojęcia, dokąd właściwie jadą i czego wuj szuka. Raz zatrzymał samochód pośrodku wielkiego lasu, wysiadł, rozejrzał się, potrząsnął głową, wrócił do auta i ruszył dalej.
- Gdyby to działo się w tych czasach wziąłbym go na przebadanie, bo podejrzewam załamanie nerwowe - stwierdziła Hermiona - Czy on naprawdę nie rozumie, że łatwiej byłoby dać Harry'emu list i mieć to z głowy?
To samo wydarzyło się pośrodku pola ornego, w połowie długiego mostu i na szczycie wielopoziomowego parkingu.
- Zwariował i tyle - powiedziała Susan.
- Listy go wykończyły ale będzie miał na przyszłość nauczkę - podsumował Ernie.
- Tatuś zwariował, prawda? - zapytał po południu Dudley ciotkę Petunię.
Wuj Vernon zaparkował na plaży, zamknął ich w samochodzie i zniknął.
- Matka i tak ci tego nie potwierdzi, że twój ojciec jest szalony, bo nie chce byś uważał go za świra - skwitował an Weasley.
Zaczęło padać. Wielkie krople bębniły w dach samochodu. Dudley chlipał, cały zasmarkany.
- Biedactwo, popłakał się - wybuchnęli śmiechem Ślizgoni.
- Dzisiaj jest poniedziałek - biadolił. - Wieczorem będzie „Wielki Humberto”. Chcę się zatrzymać gdzieś, gdzie będzie telewizja.
- Płakał, bo chcę obejrzeć serial? - spytała zdziwiona Hermiona - Ten chłopak powinien iść do ośrodka uzależnień, żeby go wyleczyli z nałogu!
Poniedziałek.
A więc to już jutro są jego urodziny.
- Jupi! - zawyli uczniowie z Gryfonami na czele.
- Jupi! - zawyli uczniowie z Gryfonami na czele.
Już nie mógł się doczekać.
- Jak my wszyscy, gdy chodzi o urodziny - zaśmiał się Colin.
Chciałby zobaczyć miny Dursleyów, kiedy wszystko zacznie.
- Co on takiego chce zacząć? - zdziwili się obecni.
- Jak my wszyscy, gdy chodzi o urodziny - zaśmiał się Colin.
Chciałby zobaczyć miny Dursleyów, kiedy wszystko zacznie.
- Co on takiego chce zacząć? - zdziwili się obecni.
A skoro jutro są jego urodziny to na pewno nie będzie ten dzień specjalnie przyjemny.
- Nawet tego dnia nie traktują Harry'ego normalnie? - zdziwił się Dean.
- Według mnie tego dnia traktują go jeszcze gorzej - mruknął ponuro Ron.
Już kilka lat temu, kiedy ten jeden, jedyny raz zapytał się o prezent urodzinowy, wuj Vernon uśmiechnął się do niego nieprzyjemnie i powiedział, że jest już za duży na prezenty.
- Z duży na prezenty? - wrzasnęli uczniowie - Co on sobie wyobraża?!
A co było dalej wolał nie pamiętać
- Jeśli to było to co po urodzinach Dudleya to się nie dziwię - powiedziała cicho Laveander.
ale niestety pamiętał każdy nawet najbardziej parszywy dzień swojego życia
- Harry ma fotograficzną pamięć? - powiedziała zszokowana Hermiona - Ale skoro tak to powinien się uczyć lepiej, prawda?
- Harry pamięta całe swoje życie, a ciebie dziwią jego słabe oceny?!? - zawołał Ron.
z wyjątkiem okresu jaki spędził z rodzicami.
- Czyli jednak nie całe - mruknął posępnie Ron.
Jego pamięć zaczynała się od tych różnych głosów, przerażającego śmiechu i dziwnego zielonego światła.
- To ta noc... - szmer potoczył się przez Wielką Salę.
- Nawet tego dnia nie traktują Harry'ego normalnie? - zdziwił się Dean.
- Według mnie tego dnia traktują go jeszcze gorzej - mruknął ponuro Ron.
Już kilka lat temu, kiedy ten jeden, jedyny raz zapytał się o prezent urodzinowy, wuj Vernon uśmiechnął się do niego nieprzyjemnie i powiedział, że jest już za duży na prezenty.
- Z duży na prezenty? - wrzasnęli uczniowie - Co on sobie wyobraża?!
A co było dalej wolał nie pamiętać
- Jeśli to było to co po urodzinach Dudleya to się nie dziwię - powiedziała cicho Laveander.
ale niestety pamiętał każdy nawet najbardziej parszywy dzień swojego życia
- Harry ma fotograficzną pamięć? - powiedziała zszokowana Hermiona - Ale skoro tak to powinien się uczyć lepiej, prawda?
- Harry pamięta całe swoje życie, a ciebie dziwią jego słabe oceny?!? - zawołał Ron.
z wyjątkiem okresu jaki spędził z rodzicami.
- Czyli jednak nie całe - mruknął posępnie Ron.
Jego pamięć zaczynała się od tych różnych głosów, przerażającego śmiechu i dziwnego zielonego światła.
- To ta noc... - szmer potoczył się przez Wielką Salę.
Ale jakby nie było jutro zacznie żyć na nowo.
- Okej... Cokolwiek planuje Potter zamierz rozpocząć to w swoje urodziny - powiedział Teo.
Niech Dursleyowie zaczął się bać.
- Oni się mają bać? Co on takiego planuje? - zdziwili się obecni.
- Okej... Cokolwiek planuje Potter zamierz rozpocząć to w swoje urodziny - powiedział Teo.
Niech Dursleyowie zaczął się bać.
- Oni się mają bać? Co on takiego planuje? - zdziwili się obecni.
Mimika twarzy Harry'ego szybko uległa zmianie, gdy wuj Vernon wrócił uśmiechnięty.
- No widok tego morsa szybko psuje humor - mruknął Dean.
Niósł jakiś długi, wąski pakunek i nie odpowiedział ciotce Petunii, kiedy go zapytała, co kupił.
- Na pewno nie jest to prezent dla Harry'ego - westchnęła ciężko Hermiona.
- No widok tego morsa szybko psuje humor - mruknął Dean.
Niósł jakiś długi, wąski pakunek i nie odpowiedział ciotce Petunii, kiedy go zapytała, co kupił.
- Na pewno nie jest to prezent dla Harry'ego - westchnęła ciężko Hermiona.
- Znalazłem wspaniałe miejsce! - oznajmił. - Szybko! Wszyscy wysiadają!
Było bardzo zimno. Wuj Vernon wskazywał na coś, co wyglądało jak wielka skała wystająca z morza.
- Zamierz ich utopić? - zawołał szokowany Dennis.
- Pewnie tam coś jest - uspokoiła go Ginny.
Na jej szczycie widniała jakaś mizerna chałupka.
- I to wszystko, aby uniknąć poczty? - parsknął Remus.Sam pomysł wydawał się czarodziejom tak absurdalny, że już po chwili słychać było wybuchy śmiechu.
Jedno było pewne: nie należało się tam spodziewać telewizora.
- No to sobie Dudley nie obejrzy swojego ,,Wielkiego Huberto'' - parsknął Lee.
- Na noc zapowiadają sztorm
- Nawet sztorm nie zatrzyma sowy, najwyżej opóźni - powiedział Percy.
- powiedział wuj Vernon wesoło, zacierając dłonie. - A ten zacny jegomość zgodził się pożyczyć nam łódź!
W tym momencie podszedł do nich jakiś bezzębny staruch, wskazując na starą szalupę, podskakującą na stalowo-szarej wodzie.
- Zdobyłem też trochę prowiantu - rzekł wuj Vernon
- Czyli w tym pakunku jest jedzenie - ucieszył się Ron.
- więc wszyscy na pokład!
W łodzi było przeraźliwie zimno. Lodowate rozpryski fal i krople deszczu spływały im po plecach, a mroźny wiatr chłostał im twarze. W końcu - a wydawało się, że upłynęły całe godziny
- Znając życie, minęło pewnie tylko kilka minut - mruknął Rufus Scrimgeour.
- dopłynęli do owej skały, gdzie wuj Vernon, potykając się i ślizgając, powiódł ich do zrujnowanego domu.
- Mają spędzić sztorm w jakiejś ruderze?! Dursley sobie chyba kpi! - krzyknęła oburzona Amelia Bones.
Wewnątrz było okropnie: cuchnęło zgniłymi wodorostami, wiatr gwizdał przez dziury w drewnianych ścianach, a puste palenisko zamokło. Na dodatek dom miał tylko dwie izby.
- I czwórka ludzi ma się tam pomieścić?- zawołała Narcyza.
„Prowiant” wuja Vernona okazał się czterema torebkami chipsów i czterema bananami.
Próbował rozpalić ogień, ale torebki po chipsach narobiły tylko trochę dymu i zwinęły się w ruloniki.
- Zastanawiam się, jak mugole radzą sobie bez magii? - spytała Fleur.
- Teraz mogą nam nakichać, co? - zagadywał wesoło.
- Może i mogą, ale z pewnością dostarczą Harry'emu list.
Był w bardzo dobrym nastroju. Najwidoczniej uznał, że nikt nie dostarczy tu poczty, zwłaszcza podczas sztormu.
- Zmartwię cię, sowa dostarczy — powiedział Remus.
Harry stwierdził, że to jakaś nowa obsesja wuja na punkcie poczty.
- Nowa? To ten mugol ma ich więcej? - zdziwiła się madam Pomfrey.
Jednak teraz już wszystko miał gdzieś. Tylko te kilka godzin...
- Czyli on ma zamiar zacząć o północy? - domyślił się Anthony.
Kiedy zapadła noc, rozpętał się zapowiadany sztorm. Olbrzymie fale chłostały ściany chatki, a dziki wiatr łomotał w brudne okna. Ciotka Petunia znalazła kilka zapleśniałych koców i zrobiła Dudleyowi posłanie na zjedzonej przez mole kanapie.
- Nie wygląda to zachęcająco -powiedziała z pogardą Pansty.
Ona i wuj Vernon zajęli kulawe łóżko w sąsiedniej izbie, a Harry musiał sobie znaleźć najbardziej miękki kawałek podłogi
- Podłogi?!? Nawet podczas sztormu nie zamierzacie traktować go normalnie?!?
Rozległy się współczujące westchnienia. Czemu Dursleyowie musie traktować Harry'ego tak okropnie? Tego nikt z zebranych nie wiedział.
i zwinąć się na nim w kłębek pod najcieńszym i najbardziej postrzępionym kocem.
- Jak tylko ich znajdziemy to nie ręczę za siebie - warczał Remus, a Syriusz w postaci Łapy zerwał się gwałtownie, czym przeraził uczniów.
Był przyzwyczajony do gorszych warunków, więc to było niczym luksus.
- Jeśli on TO uważa za luksus, to ja nie chce wiedzieć jak wcześniej traktowali go ci mugole! - zawoła Sally.
Sztorm rozszalał się na dobre i Harry nie mógł zasnąć, co właściwie było mu na rękę.
- Biorąc pod uwagę co on planuje, to nic dziwnego - mruknął Michael.
Dygotał z zimna i przewracał się na twardej podłodze, czując, jak burczy mu w brzuchu z głodu.
- Och, Harry - rozległy się ciche westchnięcia.
- Zamierz ich utopić? - zawołał szokowany Dennis.
- Pewnie tam coś jest - uspokoiła go Ginny.
Na jej szczycie widniała jakaś mizerna chałupka.
- I to wszystko, aby uniknąć poczty? - parsknął Remus.Sam pomysł wydawał się czarodziejom tak absurdalny, że już po chwili słychać było wybuchy śmiechu.
- Ten mugol ma poczucie humoru - stwierdził Knot.
Jedno było pewne: nie należało się tam spodziewać telewizora.
- No to sobie Dudley nie obejrzy swojego ,,Wielkiego Huberto'' - parsknął Lee.
- Na noc zapowiadają sztorm
- Nawet sztorm nie zatrzyma sowy, najwyżej opóźni - powiedział Percy.
- powiedział wuj Vernon wesoło, zacierając dłonie. - A ten zacny jegomość zgodził się pożyczyć nam łódź!
W tym momencie podszedł do nich jakiś bezzębny staruch, wskazując na starą szalupę, podskakującą na stalowo-szarej wodzie.
- Zdobyłem też trochę prowiantu - rzekł wuj Vernon
- Czyli w tym pakunku jest jedzenie - ucieszył się Ron.
- więc wszyscy na pokład!
W łodzi było przeraźliwie zimno. Lodowate rozpryski fal i krople deszczu spływały im po plecach, a mroźny wiatr chłostał im twarze. W końcu - a wydawało się, że upłynęły całe godziny
- Znając życie, minęło pewnie tylko kilka minut - mruknął Rufus Scrimgeour.
- dopłynęli do owej skały, gdzie wuj Vernon, potykając się i ślizgając, powiódł ich do zrujnowanego domu.
- Mają spędzić sztorm w jakiejś ruderze?! Dursley sobie chyba kpi! - krzyknęła oburzona Amelia Bones.
Wewnątrz było okropnie: cuchnęło zgniłymi wodorostami, wiatr gwizdał przez dziury w drewnianych ścianach, a puste palenisko zamokło. Na dodatek dom miał tylko dwie izby.
- I czwórka ludzi ma się tam pomieścić?- zawołała Narcyza.
„Prowiant” wuja Vernona okazał się czterema torebkami chipsów i czterema bananami.
- I to niby ma starczyć dla dwójki dzieci i dwójki dorosłych? — krzyknął ktoś z tłumu zebranych.
-Ten mężczyzna oszalał!
- Teraz się skapnąłeś?
- Teraz się skapnąłeś?
Próbował rozpalić ogień, ale torebki po chipsach narobiły tylko trochę dymu i zwinęły się w ruloniki.
- Zastanawiam się, jak mugole radzą sobie bez magii? - spytała Fleur.
Hermiona i reszta mugolaków zachichotali.
- Mają wiele zastępstw na przykład: elektryczność, prąd, internet i
wiele, wiele innych udogodnień. Niektóre ich wynalazki są naprawdę
genialne i bardzo ułatwiają im życie! Chociażby taki telefon! Coś jak
lusterko dwukierunkowe, chociaż on czasem zawodzi, a lusterko nie - zawołał pan Weasley.
- Teraz mogą nam nakichać, co? - zagadywał wesoło.
- Może i mogą, ale z pewnością dostarczą Harry'emu list.
Był w bardzo dobrym nastroju. Najwidoczniej uznał, że nikt nie dostarczy tu poczty, zwłaszcza podczas sztormu.
- Zmartwię cię, sowa dostarczy — powiedział Remus.
- Nowa? To ten mugol ma ich więcej? - zdziwiła się madam Pomfrey.
Jednak teraz już wszystko miał gdzieś. Tylko te kilka godzin...
- Czyli on ma zamiar zacząć o północy? - domyślił się Anthony.
Kiedy zapadła noc, rozpętał się zapowiadany sztorm. Olbrzymie fale chłostały ściany chatki, a dziki wiatr łomotał w brudne okna. Ciotka Petunia znalazła kilka zapleśniałych koców i zrobiła Dudleyowi posłanie na zjedzonej przez mole kanapie.
- Nie wygląda to zachęcająco -powiedziała z pogardą Pansty.
Ona i wuj Vernon zajęli kulawe łóżko w sąsiedniej izbie, a Harry musiał sobie znaleźć najbardziej miękki kawałek podłogi
- Podłogi?!? Nawet podczas sztormu nie zamierzacie traktować go normalnie?!?
Rozległy się współczujące westchnienia. Czemu Dursleyowie musie traktować Harry'ego tak okropnie? Tego nikt z zebranych nie wiedział.
i zwinąć się na nim w kłębek pod najcieńszym i najbardziej postrzępionym kocem.
- Jak tylko ich znajdziemy to nie ręczę za siebie - warczał Remus, a Syriusz w postaci Łapy zerwał się gwałtownie, czym przeraził uczniów.
Był przyzwyczajony do gorszych warunków, więc to było niczym luksus.
- Jeśli on TO uważa za luksus, to ja nie chce wiedzieć jak wcześniej traktowali go ci mugole! - zawoła Sally.
Sztorm rozszalał się na dobre i Harry nie mógł zasnąć, co właściwie było mu na rękę.
- Biorąc pod uwagę co on planuje, to nic dziwnego - mruknął Michael.
Dygotał z zimna i przewracał się na twardej podłodze, czując, jak burczy mu w brzuchu z głodu.
- Och, Harry - rozległy się ciche westchnięcia.
Ten ostatni raz... Ta ostatnia godzina...
- powtarzał sobie patrząc na podświetloną tarczę elektronicznego
zegarka, połyskującej na zwisającej z kanapy ręce Dudleya. Grzmoty
skutecznie zagłuszały chrapanie, a Harry leżał i zbierał włoku siebie energie.
- O czym on na Merlina, gada? - zawołał Lucjusz patrząc na ekran na którym widać było jak wkoło Pottera zbiera się czysta magia.
-
On nie ma pojęcia o istnieniu magii, pamiętacie? - westchnął Nick
przytulając się do Freda. Pamiętał jak Harry użył czystej magii na jego
rodzicach. Był to widok jednocześnie przerażający i urzekający. Istota
magii Harry'ego była taka oszołamiająca.
Doskonale wiedział, że Dursleyowie nie będą pamiętać o jego urodzinach.
- Urządzę ci kilka urodzin w roku - zobowiązał się Syriusz.
A skoro mowa o nich, to ciekawe czy nadawca listów zauważy zmianę i sprawdzi co się stało.
- Zaczynam się bać tego co Harry zaplanował - zmartwiła się Hermiona.
- Urządzę ci kilka urodzin w roku - zobowiązał się Syriusz.
A skoro mowa o nich, to ciekawe czy nadawca listów zauważy zmianę i sprawdzi co się stało.
- Zaczynam się bać tego co Harry zaplanował - zmartwiła się Hermiona.
Kilka minut przed północą Harry usłyszał jakieś okropne trzaski. Miał nadzieję, że skała się nie zapadnie,
- Nawet tak nie mysl 'Arry - szepnęła żałośnie Fleur.
chociaż z drugiej strony może to by było dla niego prostsze, gdyby tak się stało.
- Harry, co ty planujesz?
Może jak zajdzie po Rie,
- On zamierza tam po nią pójść? A po co? - zdziwili się obecni.
do pójdzie do domu na Privet Drive skradnie jeden i zobaczy co od niego chciał ich nadawca?
- Dostaniesz list przed powrotem na Privet Drive, mogę się założyć - szepnął pustym głosem Remus.
- Nawet tak nie mysl 'Arry - szepnęła żałośnie Fleur.
chociaż z drugiej strony może to by było dla niego prostsze, gdyby tak się stało.
- Harry, co ty planujesz?
Może jak zajdzie po Rie,
- On zamierza tam po nią pójść? A po co? - zdziwili się obecni.
do pójdzie do domu na Privet Drive skradnie jeden i zobaczy co od niego chciał ich nadawca?
- Dostaniesz list przed powrotem na Privet Drive, mogę się założyć - szepnął pustym głosem Remus.
Nagle usłyszał dziwne łomotanie, a potem skrzypienie. Skała zapada się w morze?
- 'Arry! - zawołała Fleur.
Przeszło mu przez myśl ale szybko ją od siebie odtrącił.
- 'Arry! - zawołała Fleur.
Przeszło mu przez myśl ale szybko ją od siebie odtrącił.
Już czas.
Wstał i...
BUUM.- Co się stało? - krzyknęli zebrani.
Cała chatka zadygotała,
-To przez sztorm, czy co się tam dzieje? - zawołał zdziwiony Dean.
a Harry spojrzał w stronę drzwi, skąd dochodził dźwięk. Ktoś był na zewnątrz
- Co?
- Nareszcie się doczekaliśmy, osoby z Hogwartu!
i najwyraźniej łomotał w drzwi.
- Ciekawe kto to? - zastanawiał się Ron
- TO co może tak mały zakładzik? - zaproponował George, zacierając ręce.
* * *
I jak wam się podobało?
Wiem, że trochę późno ale życzę miłej nocy! Pozdrowionka!
Amei
Nareszcie!��
OdpowiedzUsuńDługo kazałaś mam czekać, ale było warto. Ciekawy rozdział z dozą tajemniczości. Szybki w czytaniu, lekki. Rozbudzasz we mnie ciekawość �� Tak dużo pytań, a tak niewiele odpowiedzi...
Cieszę się,że mogłam to przeczytać. Weny i powodzenia.
Rais
Nareszcie! Czy mogę mieć nadzieje l, że w ciągu 1-2 tygodni będzie kolejny? Życzę dużo weny.
OdpowiedzUsuńPozdrowionka
Ania
Ah, właśnie coś mi się przypomniało. Również piszę piszę bloga o tej samej tematyce co ty, lecz nie dodaje własnych wydarzeń. Serdecznie na niego zapraszam i przepraszam jeśli niektóre z twoich komentarzy i wypowiedzi bohaterów znajdzie się w moim opowiadaniu.
UsuńPozdrawiam
Ania
P.S. Ślę wenę. Gdzie rozdział?
Gdzie jest rozdział?
UsuńSorry za spam moimi komentarzami, ale musisz coś w końcu dodać albo rozwalę komputer. Na serio ze z niecierpliwości zaczęłam skakać po ścianach. Dosłownie. Możesz mi powiedzieć za ile będzie rozdział prooooszę...
UsuńPozdrawiam
Czyli tak...
UsuńJak już wspominałam wcześniej piszę opowiadanie. Nie wiem czy ty też tak masz, ale gdy czytam wiele komentarzy, wydarzeń itp. zapamiętuję. Gdy zaczęłam pisać nie zauważyłam, że kilka twoich komentarzy, przedmiotów, może nawet wydarzeń przekopiowałam zmieniając je tylko trochę. Chciałam Cię za to bardzo mocno przeprosić. Staram się to teraz pozmieniać, lecz nie mogę obiecać, że zrobię to całkowicie, gdyż mogę czegoś nie zauważyć. Jest mi przykro, lecz obiecuję poprawę...
Pozdrawiam
Ania
P.S. Jeszcze raz przepraszam
Już myślałam że nie doczekam się następnego rozdziału, prawie już zrezygnowałam z zaglądania tu, ale bardzo się ciesze że jednak dodałaś tą część. Teraz znowu będę czekała na kolejny rozdział.
OdpowiedzUsuńŻyczę weny i powodzenia.
Nie ma za co i cieszę się, że spodobała ci się ta seria *-*
OdpowiedzUsuńMimo że kolejny rozdział pisze się dość powoli i opornie, to zapraszam do siebie :3
Och, zaczyna się robić coraz ciekawiej. Ale zakończyć w takim momencie... zrobiłaś to specjalnie, przyznaj się :D Autorzy opowiadań mają dziwny zwyczaj kończenia rozdziałów w najbardziej nieodpowiednich - oczywiście jedynie dla czytelnika - momentach. To już chyba jest zakodowane w ich mózgach.
Haha, te komentarze są świetne, rozluźniają atmosferę, dzięki czemu fajnie się czyta :D Taka miła, lekka lektura w sam raz na wieczór.
Na koniec mam takie pytanie: czy możemy spodziewać się niedługo kolejnego rozdziału do Odrzuconego przez rodzinę? Osobiście bardzo na niego czekam i czekam, i czekam :D
Ślę wenę (yes, again), bo weny nigdy za dużo, jak to ostatnio mówiłam/pisałam <3
Ciekawie w poprzednim rozdziale było troche chaotycznie ale ten jest boski czekam niecierpliwie na następny życzę dużo weny
OdpowiedzUsuńZuzanna
Amei,
OdpowiedzUsuńWiem, że wcześniej nie komentowałam twojego opo (co jest niedopuszczalne i postaram się poprawić!) ale teraz mam ważniejsze wieści! I one nie są dobre! Często czytam fanficki na Fanfiction i kilka dni temu buszując w nowościach i znalazłam coś strasznego!
Pewna Ałtoreczka na tamże wyżej wymienionej stronie, pisze opo pod nazwą ,,Oczami Hogwartu" i jest ono niezwykle podobne to twojego w ,,Przyszłości i w przeszłości"! To niemal jak pagliat! Wstęp i komentarze do tresci są momentami identyczne jak u ciebie!
Pisząc komentarz pod tamtym opo trochę na nią naskoczyłam ale to co ona robi jest niedopuszczalne!
Wejdź na to opo i sama się przekonaj!!!!
Jeśli o tym wiedziałaś i udziłaś jej zgody to przeproszę ją, a tymczasem muszę iść się uspokoić zanim mnie krew zaleje ze wściekłości, bo się znów przez tę Ałtoreczkę się zdenerwowałam!!!
Żegna się zdenerwowana
Furia
Pragnę zauważyć, że już ją przeprosiłam za to. To po pierwsze. Po drugie. Na internecie polskim jest tak mało opowiadań o tym temacie, więc jest możliwe, że niektóre rzeczy się powtarzają. Po trzecie przeczytaj co to jest plagiat. To jest jakbym wzięła całość i powiedziała, że to moje.
UsuńPo czwarte zmieniłam już treść.
Po piąte zaczęłam pisać moje opo pół roku temu i teraz tylko dodaje.
Więc uwierz mi to nie był plagiat!
Pozdrawiam
Do opowiadania nie mam żadnych uwag,radziłabym jednak zmienić czcionkę gdyż niezbyt wygodnie się czyta. Pozdrawiam cieplutko Ola Mirosia.
OdpowiedzUsuń