sobota, 1 października 2016

5. Strażnik kluczy

  Wedle życzenia Mika.
Ekran zamigotał. Zniknął wizerunek Harry'ego wpatrującego się w drzwi a pojawił się napis:

STRAŻNIK KLUCZY 



- Ciekawe o kogo chodzi? - zaciekawił się Lee.

BUUM.
 
- Buum!! - zawołali bliźniacy - Jaki te cudowne słowo! Tyle uczuć wyraża!
- Wariaci - potrząsnęła głową Hermiona.

Znowu łomotanie do drzwi. Dudley obudził się i usiadł na kanapie.
- Gdzie jest ta armata? 

- Co to armata?
- Broń wynaleziona przez mugoli.

- zapytał głupio.

- Nawet mądrych pytań nie potrafi zadać!

Harry drygnął, gdy poczuł za drzwiami zawirowania energii.

- Nie energii tylko magii - mruknął nieświadomie Teo.

Rozległ się głuchy trzask za nimi i do pokoju wkroczył wuj Vernon. Widząc co ma ze sobą Harry drygnął. 

- Jak myślisz Hermiona co to może być?- zapytał Ron.
- Zapewne jakaś broń - powiedziała ponuro Gryfonka.

Tego w jego planie nie było.

- Co ten dzieciak zaplanował? - zastanawiali się aurorzy.
- Tylko nie dzieciak! - warknął George.

 Wuj miał w rękach strzelbę,

- A co to...?
- To też taki rodzaj broni - mruknęła Hermiona - Ale o mniejszej sile niż armata ale można ją szybciej załadować niż działo armaty.

więc to było w tym długim, wąskim pakunku.

- No pewnie! A co by innego!
- Tak schować broń! - zakpił Fred - Na pewno nikt jej nie znajdzie!

- Kto tam? - krzyknął. - Ostrzegam... jestem uzbrojony! 

- Co to znaczy? - zdziwiła się Megan.
- Że ma broń - westchnęła Hermiona.

Na chwilę zrobiło się cicho, a potem... 
Drzwi otworzyły się tak gwałtownie, że wypadły z zawiasów i z okropnym łoskotem wylądowały na podłodze. W otworze wejściowym stał olbrzymi mężczyzna,

- Kto to? - zapytała piskliwie pierwszoroczna Puchonka.
- Hagrid!! - zawołali bliźniacy.
- To on został wysłany po Harry'ego? A nie któryś z nauczycieli lub zastępca dyrektora? - dziwili się uczniowie.

którego otaczała silna energia.

- Magia nie energia - powiedział nieświadomie Fred.

Twarz miał prawie całkowicie ukrytą pod długimi, zmierzwionymi włosami i dziką, splątaną brodą; tylko czarne oczy błyszczały jak dwa żuki spomiędzy tej plątaniny. 

- Tak to na pewno Hagrid - mruknął Dean.

Olbrzym wcisnął się do środka, garbiąc się, żeby nie zawadzić o sufit.

- Dobrze zrobiłeś Hagridzie, inaczej pewnie byś rozwalił te drzwi do końca - zaśmiał się Fred, a zakłopotany półolbrzym uśmiechnął się lekko.

Pochylił się, podniósł drzwi i z łatwością osadził je z powrotem w zawiasach. Ryk sztormu nieco przycichł. Odwrócił się i zmierzył ich spojrzeniem. 
- Może by ktoś zrobił kubek herbatki, co? 

- Wszedłeś sobie jakby nigdy nic i jeszcze domagałeś się herbaty.... - towarzystwo pękało ze śmiechu.

Przeleciałem kawał świata.

- Przeleciałaś? Przecież ty nie masz różdżki! Nie masz prawa używać czarów!!!!! - zagrzmiał Minister Magii
- Milcz - rozległ się cichy pomruk Harry'ego, a całe śmiejące się grono uczniów zaraz ucichło słysząc jego głos i odwracając się gwałtownie w stronę wejścia. Nieobecny do dotąd Gryfon szedł przez Wielką Salą nic sobie nie robiąc z szeptów jakie rozlegały się z każdej strony.
- Ominęło mnie coś ciekawego? - zapytał siadając pomiędzy Nevillem a Snape.
- Nie, nudno dziś - powiedział jakby znudzonym głosem Longbottom.
- Nadal nie dają nam iść na lekcje - westchnęli bliźniacy.
- A od kiedy wy się przejmujecie lekcjami? - prychnął Harry.
- No skoro Percy cudownie się nawrócił to teraz chyba nasza kolej - zaśmiali się rudzielce.
- Precy? - mruknął cicho Potter - Może to coś zmieni... - dodał jakby do siebie. Chłopak uśmiechnął się przewrotnie i spojrzał na Mistrza Eliksirów i dał mu pstryczka w nos.
- Siemasz Sevy!
- Potter... - zagrzmiał Severus.
- No wiem, tak mam na nazwisko ale zanim zaczniesz odejmować mi punkty i dawać szlabany to poczekaj trochę, dobrze? - przerwał mu Harry, wkładając mu ciasteczko do ust, które Snape zjadł jednocześnie sztyletując go wzrokiem.

Nie było lekko... - kontynuował głos Hagrida.
 - Latać nigdy nie jest lekko - westchnął  pierwszoroczny mugolak.

Podszedł do kanapy, na której siedział Dudley zdrętwiały ze strachu.

- I co grubasie? - zaśmiewali się bliźniacy - Kiedyś gnębiłeś, a teraz sam trzęsiesz portkami!

 - Suń się, grubasie - powiedział łagodnie przybysz.

- Nie musisz być wobec niego taki łagodny Hagridzie - mruknął Ron.
- Właśnie! - krzyknął Seamus - Szczególnie po tym co on i jego rodzinka zrobiła Harry'emu!

 Dudley zakwiczał

- Mówiłem, że to prosiak - powiedział Fred.

i uciekł, żeby się schować za matką,

- Biedactwo. Schować się za mamusią - zakpili Gryfoni - A ona gdzie się schowa?

która z kolei skuliła się, przerażona, za wujem Vernonem.

- Niezbyt dobrą znalazła kryjówkę - mruknęli zgodnie Puchonii.

 - No i jest nasz Harry! - rzekł olbrzym. Harry spojrzał w tę dziką, mroczną twarz

- Naprawdę tak uważasz? - spytał zasmucony półolbrzym.
- Nie, po prostu wtedy... - zaczął Harry, wzdychając ciężko - wtedy wszystko się zmieniło - pokręcił głową zielonooki.

i zobaczył, że czarne oczy rozjarzyły się uśmiechem. Nie wiedział czemu ale w tej chwili poczuł spokój,

- To oczywiste - powiedziała Hermiona jakby sama do siebie.
- To co jest takie oczywiste, panno Granger? - zapytała profesor Sprout co pozostało bez odpowiedzi z jej strony.
- A kto się nie czuje bezpiecznie przy Hagridzie? - zapytał Ron i zaraz sam sobie odpowiedział:
- Ślizgoni.
- Nie tylko oni - mruknęła posępnie Megan.

a włoku postaci olbrzyma migotała  energia, która wydostawała się z niego.

- Ty wyczuwasz magię?!? - krzyk z kilkudziesięciu gardeł na pewno było słychać na błoniach. Wszyscy obecni, a nawet Ron i Hermiona wpatrywali się w Pottera zdziwieni. Umiejętność wyczuwania magii, zwana wrażliwością na magię była najrzadsza na świecie. Zdarzało się, że przez całe lata, a nawet dziesięciolecia się nie ukazywała. A tu się ukazuje, że posiada ją Harry Potter.
- Dopiero zauważyliście? - prychnął kpiąco Severus.
- Harry, mój drogi chłopcze, czemu nam nie powiedziałeś? - zapytał dyrektor.
- A pytałeś? - odparował chłopak z grymasem na twarzy.
Oczy Dumbledore rozwarły się szerzej ale już nic nie powiedział.

I nie miał w sobie tej ciemności co wuj Veron czy pan Albus.

- On ma w sobie krew olbrzymów! - wycedziła Umbridge - I nie ma w sobie ich mroku?!?
- A kto powiedział, że olbrzymy to mroczne stworzenia - rzucił beztrosko Harry upijając łyk napoju z filiżanki.
- Ministerstwo Magii je za takie uznał...
- Ministerstwo to banda głupców!!! - warknął chłopak nawet nie spoglądając w jej stronę.

Nosił w sobie czyste ciepło, do którego nieświadomie go ciągnęło.

 - Ooo - uczniowie spojrzeli na gajowego jakby zobaczyli go po raz pierwszy w życiu. Hagrid uśmiechnął się promiennie do zielonookiego, który o dziwo odwzajemnił ten uśmiech.

- Kiedy cię ostatni raz widziałem, byłeś jeszcze niemowlakiem - powiedział olbrzym. - Wykapany tata, ale oczy to masz po matce.

 - Ile razy to już słyszałem - mruknął Potter.
- Tyle, że tak naprawdę nie wyglądasz - powiedział lekceważąco Malfoy.
- No i? - zdziwił się Harry, a Ślizgon prychnął, na co Gryfon westchnął.
- Aż tak cię boli to, że wiesz jak naprawdę wyglądam?
- Wygląd jest ważny.
- Megaloman.

Harry drygnął. On znał moich rodziców - pomyślał.

 - Żeby on jeden! - powiedział Ron, a Hermiona walnęła go po głowie.
- Harry o tym jeszcze nie wiedział - i odwróciła się w stronę przyjaciela aby zobaczyć jego reakcję ale ten o dziwo nie patrzył na OML tylko czytał jakąś książkę!

Wuj Vernon wydał z siebie dziwny, zgrzytliwy dźwięk.
 - Żądam, aby pan się stąd wyniósł! - oznajmił. - Natychmiast! To włamanie i najście!

 W Wielkiej Sali kolejny raz tego ranka wybuchnęli śmiechem.
- Przecież ta rozlatująca się chałupa, to nawet nie jest dom!
- I nawet nie jest twoja!

 - Och, przymknij się, Dursley, ty wielka śliwko w occie - odparł olbrzym. 

Śmiechy wśród uczniów przybrały na sile, zaś osobami, którymi śmiali się najgłośniej byli bliźniacy Wesaley.

Sięgnął ponad oparciem sofy, wyrwał wujowi Vernonowi strzelbę z rąk,

 - Brawo Hagridzie! - wykrzyczeli Gryfoni, a sam gajowy zarumienił się lekko.

 zawiązał ją w supeł z taką łatwością, jakby była z gumy, 

- To z jakiego ona była materiału?
- Ze stali - mruknęła Hermiona.
- Stali?
- Popularny materiał u mugoli. Niezwykle wytrzymały a jednocześnie dosyć lekki z porównaniu z
innymi metalami.

i cisnął w kąt.  Wuj Vernon wydał z siebie jeszcze jeden dziwny dźwięk, tym razem jakby ktoś nadepnął na mysz.

Słychać było nie tylko śmiech uczniów, nawet wśród kadry pedagogicznej.

- Tak czy owak, Harry - powiedział olbrzym, odwracając się od Dursleyów - mnóstwo szczęścia w dniu urodzin.  Mam tu coś dla ciebie... 

- Wiedziałeś kiedy są jego urodziny? - zapytał Dean.
- Chyba każdy o tym wie - wtrąciła się Hermiona.
- Nie każdy - prychnęli z pogardą Ślizgoni.

w pewnym momencie chyba na tym usiadłem, 

Uczniowie powstrzymywali śmiech cisnący się im na usta.

ale smakuje wciąż tak samo. 

- Smakuje? To co to było? - zapytał Roger Davis.

Z wewnętrznej kieszeni czarnego płaszcza wyciągnął nieco zgniecione pudełko. Harry otworzył je drżącymi palcami.

- Trzęsą ci się ręce jak osika - zauważył Colin, a Harry prychnął z pogardą jednocześnie przewracają stronę w książce.

Prezent dla niego? 

- Co w tym dziwnego? Przecież to twoje urodziny - powiedział Malfoy starając się, żeby to pytanie zabrzmiało obojętnie, lecz dało się odczuć zaciekawienie.
- Ktoś tu nie zwraca uwagi na to co widzi i co słyszy  - zakpił Fred.

Wewnątrz był wielki, czekoladowy tort

- Chyba bym nie chciał/a go zjeść - rozlegały się szepty uczniów - Na pewno nie po tym jak na tym usiadał.

 z napisem z zielonego lukru:  ,,Harry’emu w dniu urodzin".  Harry spojrzał na olbrzyma. Zamierzał mu podziękować,

- Za każdy prezent się dziękuje - mruknęła pani Weasley.

 ale zanim słowa dotarły mu do ust, gdzieś się pogubiły 

- Tak, a gdzie? - zapytał Dean, a Hermiona tylko westchnęła z rozpaczą, a  Gryfon zaczął się śmiać z jej miny.

i wyjąkał tylko:
 - Kim pan jest?

- Harry, jak można nie wiedzieć kim jest Hagrid? - zawołał George.
- Właśnie - dodał Fred - Przecież Hagrid to wspaniały...
- Towarzysz...
- Do...
- Zakazanego Lasu - zakończył George, a obecni wybuchnęli śmiechem.
- Tak? No co wy powiecie? - powiedział półolbrzym - Ciekaw jestem co od was usłyszę, jak znów was tam złapie - mruknął pod nosem ale bliźniacy i tak to usłyszeli i uśmiechnęli się szeroko.

 Olbrzym zacmokał. 
- Cholibka, przecież ja się nie przedstawiłem. Rubeus Hagrid, strażnik kluczy

- I wiadomo skąd ten tytuł na początku strażnik kluczy - mruknął Seamus.

 i gajowy w Hogwarcie. - Hagrid wyciągnął wielką rękę i potrząsnął całą ręką Harry’ego. 

- Nie bolało? - zapytała niepewnie Puchonka,
- Nie.
- Na pewno?
- Tak. Na pewno. Hagrid po prostu ma duże dłonie. - powiedział Harry unosząc kąciki ust, jakby w uśmiechu.

- No to jak, będzie ta herbatka?

- Uuu, Hagrid nie odpuszcza - zachichotał Dean.

- zapytał, zacierając dłonie. - Nie odmówiłbym chlapnięcia 

Ślizgoni skrzywili się słysząc to słowo.

czegoś mocniejszego, jeśli macie. 

-  Chcesz się napić jakiegoś mocnego mugolskiego trunku? I to od nich? - kilkoro uczniów przeszedł dreszcz obrzydzenia.

Jego wzrok padł na puste palenisko z resztkami okopconych torebek po chipsach. Chrząknął, pochylił się nad paleniskiem, tak że nikt nie zdołał zobaczyć, co tam robi, 

- Hagridzie! - zawołali oburzeni rudzi bliźniacy - My chcemy wiedzieć!
- Wasza dwójka zawsze chce wszystko wiedzieć - westchnęła Molly Weasley.

a Harry odczuł zawirowania energii

- Magii - poprawiła go Susan.

ale kiedy Hagrid się wyprostował, w kominku huczał wielki ogień. 

- Rozpalałeś ogień? - mruknął zawiedziony Fred - To nic ciekawego. No  chyba, że robi to tata mugolskimi zapałkami! - i wybuchnął śmiechem.
- Fred! - krzyknęła jego matka.
- Mam na imię Gred, nie Fred - i ponownie wybuchnął śmiechem, a George się do niego przyłączył.

Wilgotną izbę rozjaśnił migocący blask płomieni, a Harry poczuł rozkoszne ciepło w całym ciele, jakby właśnie wszedł do wanny z gorącą wodą, co przydarzyło mu się kilka razy w życiu,

Twarze uczniów wyrażały coś pomiędzy obrzydzeniem a niedowierzaniem.

bo jego opiekuni nie pozwalali mu na takie kąpiele.

Teraz to wręcz coś przeciwnego. To było jawne oburzenie.
- Jak można nie pozwalać na kąpiel?!? I to taką odprężającą?
-  Oni są nienormalni! - krzyczeli uczniowie.
- Dopiero to odkryliście? - mruknął pod nosem Ron.

 A ciotka nawet uważała, że nie potrzebnie marnuje wodę,

- Sama niepotrzebnie marnujesz wodę, a nie Harry! - wrzasnął Ron.

podczas gdy jej Dziudziaczek mógłby jej użyć na swoją kąpiel. Mu musiały wystarczyć szybkie, zimne prysznice, 

- Przynajmniej może wziąć prysznic - odetchnęli z ulgą uczniowie.
- Zimny prysznic? Niech zgadnę... Z węża ogrodowego? - parsknęła Astoria.
- Zdarzało się - usłyszeli cichy głos Harry'ego i wszyscy jak na zawołanie odwrócili się w jego stronę.
- Rzucić włoku nas zaklęcia wyciszające? - zaproponował Neville, na co Harry potrząsnął głową.
- Na razie nie będą konieczne.
- Cze... - zaczął Nev ale Potter potrząsnął głową.

które nie zawsze miały miejsce w łazience.

- Zabić to za mało - warknęła Narcyza, a Harry posłał jej promienny uśmiech i powiedział:
- Prawda?
A obecni spojrzeli z niepokojem na chłopaka.

Olbrzym usiadł z powrotem na kanapie, która zatrzeszczała

- Ze starości? - padło pytanie ze strony stołu Puchonów.

pod jego ciężarem,

Śmiechy uczniów były tak głośne, że znów dyrektor musiał ich uspokajać. A Hagrid rumienił się lekko.

i zaczął wyjmować z kieszeni płaszcza najróżniejsze przedmioty: miedziany kociołek, paczkę nieco przydeptanych kiełbasek, pogrzebacz, czajnik do herbaty, kilka wyszczerbionych kubków i butelkę z jakimś bursztynowym płynem,

- Jak tam to wszystko zmieściłeś? - zdziwił się Denis.
- Zaklęcie zmniejszająco-zwiększające  - mruknęła Hermiona.
- Jemu nie wolno czarować! - ryknął Knot.
- Takie płaszcze można kupić,  Korneliuszu - powiedział Dumbledore, a minister nawet na niego nie spojrzał, prychając z pogardą.

z której pociągnął zdrowo, zanim zabrał się do robienia herbaty.

- Hagridzie! - krzyknęła oburzona pani Weasley
- Tak, Molly? - zapytał zaskoczony profesor ONMS.
- Nie pije się w towarzystwie dzieci!
- Ależ mamo tam nie było dzieci. Tylko Dursleyowie, prosiak i Harry - powiedział George.
- Harry jest dzieckiem - kobieta postanowiła zignorować określenie jakim nazwał jej syn mugola.
- Harry już dawno nie jest dzieckiem - powiedział dobitnie Fred.
Zdziwiona kobieta w milczeniu patrzyła na swoje dziecko nie wiedząc co powiedzieć.

Wkrótce izba wypełniła się zapachem skwierczących nad ogniem kiełbasek.

Mimo niedawno zjedzonego śniadania, uczniowie nabrali ochotę na kolejny posiłek.
- Na czym on usmażył te kiełbaski? - zdziwił się Dean.

Nikt nie wyrzekł ani jednego słowa, ale kiedy olbrzym zsunął z pogrzebacza

- R-r-r-rozumiem już - jęknął Thomas.
- Nie udawaj Dwugłowego - warknął Harry.
- Kogo? - zdziwili się obecni.
- Quirrell - mruknął Neville.
- On nosił turban, a nie drugą głowę - mruknął Dean.
- A pod turbanem Voldemorda - prychnął Longbottom.
- I to wyjaśnia czemu ten turban tak cuchnął! - zawołał Fred.
- Niezwykle trafne podsumowanie, Gred - powiedział zielonooki - W końcu każdy śmieć nie robi nic innego tylko śmierdzi - a Dumbledore spojrzał z niepokojem na Harry'ego. Niepokoiło go dzisiejsze zachowanie chłopaka.

pierwszych sześć tłustych, soczystych, lekko nad pieczonych kiełbasek, Dudley okazał pewne zaniepokojenie. 

- Nic nie dostaniesz, świnio - mruknął Ron.
- Bądź cicho Ron. Ty pewnie też masz ochotę coś zjeść - warknęła Hermiona.
- To, że lubie jeść to nie znaczy, że nie potrafię się przed tym powstrzymać - powiedział oburzony rudzielec - Więc mnie do niego nie porównuj!

- Nie waż się niczego od niego brać, Dudley - rzucił ostro wuj Vernon.

- I tak nic nie dostanie - mruknął Harry.

Olbrzym zacmokał. 
- Nie martw się, Dursley, ten twój budyniowaty synalek 

Bliźniacy wybuchnęli śmiechem.

i tak już ma za dużo tłuszczu. 

- Masz rację Hagridzie - powiedziała pani Pomfry - Ten chłopiec ma stanowczo za dużą nadwagę.

Podał kiełbaski Harry’emu, który był tak głodny, że czuł, jakby jeszcze nigdy w życiu nie jadł czegoś tak wspaniałego, 

- Jak tylko się dowiem gdzie oni są, to gorzko pożałują swoich czynów - mruczał pod nosem Remus, a twarz Harry'ego wykrzywił grymas niezadowolenia.

ale przez cały czas nie odrywał oczu od olbrzyma.

- A wytrzeszczu oczu od tego nie dostałeś? - zapytał jeden z Ślizgonów, a Harry spojrzał na niego mrożącym krew w żyłach spojrzeniem.

W końcu, kiedy jakoś nikt nie kwapił się, by wyjaśnić mu, co to wszystko ma znaczyć, 

- No raczej Dursleyowie tego nie zrobią ale ty Hagridzie mogłeś zacząć rozmowę - wytknęła półolbrzyowi Hermiona.

ośmielił się zauważyć: 
- Przepraszam, ale tak naprawdę, to nie mam pojęcia, kim pan jest. 
Olbrzym przełknął głośno łyk herbaty i otarł usta wierzchem dłoni. 

- Maniery pierwsza klasa - mruknęła ironicznie Tracey.

- Mów mi Hagrid - powiedział. - Każdy mi tak mówi. Jak już wspomniałem, jestem klucznikiem w Hogwart... Chyba wiesz wszystko o Hogwarcie, co? 

- Raczej nie Hagridzie, skoro on nie wie co się włoku niego tak naprawdę - westchnęła Hermiona.

- Ee... nie - wyznał Harry, 

- Ja też nic nie wiedziałem o Hogwardzie dopóki nie odwiedziła nas profesor McGonagall - powiedział cicho Colin, a jego brat Denis pokiwał głową zgadzając się z nim.

zastanawiają się co to jest. A więc Dursleyowie próbowali uciec przed tą rzeczą zwaną Hogwart 

- To szkoła nie rzecz - powiedział Zachariusz.
- Rzeczownik odpowiada na pytania kto? co? Co to: szkoła. Co to: rzecz. Widzisz jakąś różnicę, bo ja nie - powiedział Harry nie przestając czytać, a Puchon patrzył na niego zdziwiony.

i wyglądało na to, że Hagridem wstrząsnęła ta informacja 

-No coś takiego. Taka drobnostka - Hogwart, a tak wstrząsa ludźmi - śmiał się Fred.
- Hogwart to wcale nie jest drobnostka - powiedział piskliwie ... , pierwszoroczny Puchon.

 - Przykro mi - dodał szybko Harry,

- To nie twoja wina, Harry. I nie musisz nikogo przepraszać - rzekł Remus - Tylko ci mugole.

odczuwając zmianę nastroju energii mężczyzny.

- To magia ma swoje nastroje? - zapytał zaskoczony Smith.
- Jak widać! - warknął Fred.

- Przykro? - warknął Hagrid, odwracając się, by spojrzeć na Dursleyów, którzy pochowali się po ciemnych kątach izby. 
- To tym mugolom powinno być przykro!

- I masz rację Hagridzie - powiedział kwaśno Lupin.

Wiedziałem, że nie oddają ci listów, ale nie przyszło mi do głowy, że nie będziesz nic wiedział o Hogwarcie! I co, nigdy się nie zastanawiałeś, skąd twoi rodzice nauczyli się tego wszystkiego? 

- Rakieta odpalona. Wybuchnie za dziesięć...

 - Czego wszystkiego? - zapytał Harry, 

- To ty nic nie wiedziałeś? - zdziwił się Draco Malfoy.
- Dopiero zauważyłeś, że on nie wiedział nic o świecie magii? - parsknęła Hermiona - Harry chyba musisz oddać mu swoje okulary.
Całe towarzystwo wybuchło śmiechem, gdy Potter nadal licząc, zdjął oprawki i rzucił je Ślizgonowi, który z wrednym uśmiechem złamał je na pół.
- MALFOY!!! – ryknął Ron
- Cicho Ron, one nie są mi potrzebne, a Draco będzie miał pamiątkę - mruknął Harry przerywając na chwilę liczenie i zaraz je wznawiając.
- CО?!? - zawołali jednocześnie Draco i Ron, a Harry zaśmiał się kpiąco pod nosem.

zastanawiając się czy by nie skorzystać z okazji i nie wykorzystać olbrzymiego mężczyznę przeciw IM. 
- HARRY! - krzyknęła oburzona Hermiona, a jednocześnie Neville rzucił bezgłośnie:
- Ślizgon.

Skoro ten pofatygował się i przyszedł, to czemu by nie? Zwłaszcza, że przez niego nie mógł rozpocząć swojego planu.

- Co ty zamierzałeś zrobić? - zapytał jeden z aurrorów.
- Jeden - zakończył spokojnie odliczał spokojnie nic sobie nie robiąc z pytania aurrora.

- CZEGO WSZYSTKIEGO? - zagrzmiał Hagrid. - Zaraz, zaraz chwileczkę.

- Będzie z wami źle. Będzie z wami źle - chichotali w najlepsze bliźniacy.

Zerwał się na nogi. Był tak wściekły, że w izbie zrobiło się gęsto.

- Tak zdenerwować spokojnego Hagrida, nie ładnie. Nie ładnie - zacmokał George.

 A energia włoku niego miała coraz większe stężenie i

- A co to niby znaczy? - zapytał jeden z Krukonów patrząc na byłych Niewymownych.
- Na co czekacie?!? Odpowiadać! - ryknął Knot.
- Nie pracujemy już dla ciebie, zapomniałeś - zakpił mężczyzna.
Wściekły minister odwrócił się w stronę Pottera, który nawet nie zwrócił na niego uwagi.
- Potter...
- Odczep się od moich ludzi - i to była jedyna wypowiedź skierowana w jego stronę.

nagromadzenie emocji. Dursleyowie wcisnęli się w ściany. 

- Jeśli sądzą, że to sprawi, że zleją się z nią, to się mylą - powiedziała Ginny.

- Chcecie mi powiedzieć - ryknął na nich

- Hagridzie oni nic ci nie chcą powiedzieć, a nawet jeśli jakimś cudem chcą powiedzieć to i tak nie są w stanie ze strachu - zachichotał Ron.

- ten chłopiec... ten chłopiec!... NIC nie wie? - głos Hagrida wydobywający się z Odwrócenia Myli
Losu z każdą chwilą był coraz głośniejszy.

Harry uznał, że olbrzym posunął się trochę za daleko.

- A to niby czemu? Należało im się - oznajmił Ron.

Ostatecznie chodził do szkoły i wcale nie miał takich znowu złych stopni.

- Teraz też nie ma lepszych - mruknął pod nosem Snape
- Bo pan profesor specjalnie je zaniża - prychnął Neville, na co Severus zmiażdżył go spojrzeniem.

Miałby nawet lepsze gdyby nie Dudley.

- Taż tak uważam. Jakby chciał mógdy mieć takie oceny jak ja. Albo i lepsze - powiedziała Hermiona, zaskakując tym profesorów.

- Coś tam wiem - oświadczył. - Znam matmę i parę innych spraw. 

- Eee to same podstawy - powiedział lekceważąco Anthony.

Ale Hagrid tylko machnął ręką i powiedział: 
- Mnie chodzi o nasz świat.

- Świat pełen magii i tajemnic - rozmarzył się Colin.

Twój świat. Mój świat. Świat twoich rodziców. 
- Jaki świat? 

- I oto prosty dowód na to, że Harry nie miał pojęcia o czarodziejskim świecie - oznajmiła Hermiona.

Hagrid wyglądał, jakby za chwilę miał eksplodować. 

- Interesujący kolor czerwieni. Pobił nawet włosy Weasleyów - parsknęli śmiechem Ślizgoni.

- Dursley! - zagrzmiał Hagrid.

Usłyszany krzyk półolbrzyma sprawił, że obecnym zaczęło dzwonić w uszach.

Wuj Vernon, który zrobił się biały jak papier, wyjąkał coś w rodzaju „bdmwdm”. 

- Oszalał z strachu! - wrzasnęli radośnie Gryfonii.

Hagrid wpatrywał się w Harry’ego dzikim wzrokiem. 

- Uło Hagrdzie jednak potrafisz wyglądać strasznie - powiedzieli z podziwem bliźniacy Gryffindoru.

- Ale przecież musisz wiedzieć o swoich rodzicach. Ze byli sławni. Tak jak ty. 

- Niestety nie wiedział - mruknął ponuro Neville.

- Co? Moja... mama i mój tata byli... sławni?
Jego rodzice sławni?  To chyba jakiś żart, bo ile razy nie szukał, tyle razy nigdzie nie było informacji o jego rodzicach.

- Szukałeś informacji w złym świecie - mruknęła Susan.

- Ty nic nie wiesz... ty nic nie wiesz... - Hagrid czochrał się po głowie, utkwiwszy w Harrym oszołomiony wzrok.
- A więc nie wiesz, kim jesteś? - zapytał w końcu. Wuj Veron nagle odzyskał mowę.

- Podejrzane to to. On chyba nie chce aby Harry znał prawdę - powiedział pierwszoroczny Puchon.
- Nie chyba, lecz na sto procent - prychnął Neville.

- Stop! - krzyknął. - Ani słowa więcej! 
Zabraniam panu mówienia czegokolwiek temu chłopcu!

- MASZ GÓWNO DO GADANIA!!! - ryknęli Gryfoni.

Spojrzenie, które mu rzucił Hagrid, odebrałoby odwagę dzielniejszemu od Vernona Dursleya, a kiedy olbrzym przemówił, każda sylaba drgała wściekłym gniewem.

- Jejku! Hagrid potrafi być straszny!

- Nie powiedziałeś mu? Nie powiedziałeś mu, co było w liście, który przy nim zostawił Dumbledore? Ja tam byłem, Dursley! Widziałem, jak Dumbledore go zostawił! A ty ukrywałeś to przed nim przez tyle lat?
- Co przede mną ukrywał? - zapytał żywo Harry. Ten Dumbledore... Ten Trzmiel...

- Harry....

 Ten SKURWYSYN! zostawił go u Dursley'ów! 

- Jak ty się wyrażasz Potter! - zagrzmiała profesor McGonagall.
- To do kurwy nędzy było mnie tam nie zostawiać! - krzyknął Harry - Już bym wolał wychowywać wśród butolizów Voldemorta niż u tych...
- Harry...- zaczął Nevile.
- Dajcie mi spokój! - krzyknął ponownie, a w Wielkiej Sali zapadła nagła cisza.

I jeszcze ONI mieli czelość coś przed nim ukrywać?!?

- Panie Potter, co to ma znaczyć?!? - zapytała McGonagall.
- Nie rozumiem co panią profesor tak dziwi. Widziała pani jak Oni go traktują...
- Traktują? - oczy opiekunki Gryffindoru zwęziły się.
- Niewiele się zmieniło - wzruszył ramionami Harry.
- I jego stosunek do nich oraz fakt, że właśnie się dowiedział kto go u tych mugoli zostawił, to ja się jego zachowaniu nie dziwie - dokończył Neville.

 - STOP! ZABRANIAM CI! - ryknął przerażony wuj Vernon.
Ciotka Petunia dyszała głośno ze strachu.
 - Ach, wypchajcie się... mugole - powiedział Hagrid. - Harry... jesteś czarodziejem.
W izbie zapadło milczenie. Słychać było tylko morze i świst wiatru.
 - Czym jestem? - zapytał zszokowany Harry.                            

- Po pierwsze KIM! A po drugie CZARODZIEJEM! - krzyczeli zgodnie uczniowie.

- Czarodziejem, ma się rozumieć - odpowiedział Hagrid, siadając z powrotem na kanapie, która jęknęła i zapadła się jeszcze niżej -

- Ciekawe ile ona jeszcze wytrzyma - zakpił Zachariusz i jęknął, gdy spadł z swojego miejsca. Kiedy chciał usiąść z powrotem kanapa się zmniejszyła i nie było miejsca dla niego. A po chwili pojawiło się metalowe krzesło z szpikulcami na siedzisku. Puchon spojrzał ponuro na Harry'ego, a ten w odpowiedział fałszywie słodkim uśmiechem.

i powiedziałbym, że diabelnie dobrym, trzeba cię tylko trochę podszkolić.

- Harry lepiej się uczy sam niż jak ktoś go uczy - powiedziała posępnie Hermiona, po raz kolejny wprawiając nauczycieli w zdumienie.

A niby czym miałbyś być, mając takich starych?

- Mistrz Tramsmutacji i wybitny aurror oraz Mistrzyni Zaklęć oraz Eliksirów - oznajmiła z dumą McGonagall.

I uważam, że już najwyższy czas, żebyś przeczytał ten list. 

- Nareszcie! - zawyli Gryfoni.

Harry wyciągnął rękę, by wsiąść od niego żółtawą kopertę, zaadresowaną zielonym atramentem: Pan H. Potter, Podłoga, Chata na Skale, Morze. Wyjął list i przeczytał: HOGWART, SZKOŁA MAGII i CZARODZIEJSTWA, Dyrektor: ALBUS DUMBLEDORE (Order Merlina Pierwszej Klasy, Wielki Czar., Gł. Mag, Najwyższa Szycha, Międzynarodowa Konfed. Czarodziejów) 

Rozległo się kilka lekceważących prychnięć.

No koleś wychodzi na to, że jesteś zadufanym w sobie egoistycznym skurwysynem, który lubi podlizywać się ludziom, aby go wychwalali 

Zszokowane spojrzenia wszystkich spoczęły na Harrym, który dalej spokojnie popijał sobie gorącej czekolady. Po chwili wśród Ślizgonów rozległo się kilka chichotów, a po chwili już śmiał się cały stół. Jedni jawnie, drudzy dyskretnie ale nikt nie mógł się powstrzymać.

- pomyślał Harry i  zabrał się za czytanie ciągu dalszego listu.
Szanowny Panie Potter,
Mamy przyjemność poinformowania Pana, że został Pan przyjęty do Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Dołączamy listę niezbędnych książek i wyposażenia. Rok szkolny rozpoczyna się 1 września. Oczekujemy pańskiej sowy nie później niż 31 lipca. Z wyrazami szacunku, Minerwa McGonagall, 

Od strony Gryfonów rozległy się gromkie brawa.

zastępca dyrektora.

- Lepiej by było gdyby to ona była dyrektorem albo Sevy - mruknął pod nosem Harry, szokują tym Snape, który jako jedyny go usłyszał.

W głowie Harry’ego pojawiło się chyba z milion pytań, a zamiast zadać choćby jedno z nich, oszołomiony wyjąkał:
- Co to znaczy, że oczekują mojej sowy?
- Galopujące gorgony! To mi coś przypomniało - rzekł Hagrid, uderzając się dłonią w czoło z siłą, która powaliłaby konia pociągowego, 

- Skoro tak to czemu się on nie przewrócił? - zapytał zdumiony Colin, a pozostali wybuchnęli śmiechem.
- Hagrid to półolbrzym dla niego takie uderzenie to jakbyś uderzył muchę - parsknęła śmiechem Megan Jones.

i z kolejnej kieszeni płaszcza wyciągnął sowę - najprawdziwszą, żywą, trochę rozczochraną sowę

- Co w tym takiego dziwnego? - zapytał Lee.
- On wyciągnął prawdziwą, żywą sowę z kieszeni! Ciebie to nie dziwi? - zdziwił się Denis.
- Nie takie rzeczy się przemycało się do szkoły - powiedzieli bliźniacy.

 - długie pióro i rolkę pergaminu. Z językiem między zębami 

- Ależ skupie... Ałuuu! - wrzasnął Ślizgon gwałtownie wstając z swojego miejsca. Okazało się, że z jego fotela wystawały kolce.

wyskrobał parę słów, które Harry zdołał odczytać do góry nogami:
Drogi Profesor Dumbledore, 
Oddałem Harry'emu list.
Jutro zabieram go na zakupy. 

- Dobrze, że nie marnuje czasu. Tyle, że to jutro to właściwie dziś, bo minęła już północ - powiedział logicznie Anthony.

Pogoda okropna. 

- I to jeszcze jak - powiedział Dean, gdy z ekranu dobiegł odgłos grzmotu.

Ufam, żeś Pan zdrowy. 

- Hagrid martwi się o innych - mruknęła Hermiona.

Hagrid 
Zwinął list w rulonik, podsunął sowie, która chwyciła go w dziób, podszedł do drzwi i wyrzucił ptaka w deszcz i nawałnicę. Potem wrócił i usiadł, jakby to, co zrobił, było tak normalne, jak krótka rozmowa przez telefon.

- Co w tym takiego niezwykłego? - zapytał Nott.
 - Dla ciebie to normalne ale Harry wychował się wśród mugoli - warknął Fred.

Harry zdał sobie sprawę, że ma otwarte usta,

Uczniowie, zwłaszcza Ślizgoni zaczęli się śmiać.

więc natychmiast je zamknął.
 - O czym to ja mówiłem? - zapytał Hagrid,

- Mały móżdzek równa się krótka pamięć - zakpił Golyle i fotel na, którym siedział znikł, a on sam wylądował na podłodze po czym zaczął sztyletować spojrzeniem Pottera, który jakby nigdy nic się nie stało czytał dalej, przewracając kolejną stronę w książce.

ale w tym momencie wuj Vernon, wciąż szary jak popiół, stanął w świetle ognia płonącego na palenisku. 
- On nigdzie nie pójdzie - oświadczył stanowczo.

- Ta jasne to jakim cudem Harry jest w Gryffindorze? - zakpił Seamus.

 Hagrid odchrząknął.
- Tak? Chętnie zobaczę, jak zatrzymuje go taki wielki mugol, jak ty.
- Kto? - zapytał Harry z zainteresowaniem.

- Niemagiczne gówno - odezwał się Crabble i ledwo to powiedział już leżał na podłodze.
- Kto to zrobił? - warknął Ślizgon, a Hermiona z niewinnym uśmiechem schowała różdżkę do rękawa.

- Mugol - odrzekł Hagrid. - Tak nazywamy zwykłych, pozamagicznych gościów. Niestety, miałeś pecha dorastać w rodzinie największego mugola, jakiego oglądały moje oczy.

- Największego, najgrubszego i najgłupszego - dodał Goyle.
 - Tym razem się z tobą zgodzę ale nie waż się więcej tak mówić! - warknął w stronę Ślizgona Fred.

- Kiedy go wzięliśmy pod nasz dach, przysięgliśmy sobie, że położymy kres tym bzdurom

- Bzdurą powinien być fakt, że się urodziłeś - syknął George.

- powiedział wuj Vernon - że wyplenimy to z niego!

- Nie da się wyplenić magii z czarodzieja - oznajmiła madame Pomfrey.

Czarodziej, też mi coś!
- Wiedzieliście? - zapytał Harry, któremu minęło już oszołomienie odkryciem, że magia istnieje, a pojawił się gniew na rodzinę - Wiedzieliście, że jestem... czarodziejem?
- Wiedzieliście, wiedzieliście! - zaskrzeczała nagle ciotka Petunia. - Oczywiście, że wiedzieliśmy! A niby jak mógłbyś nim nie być, skoro moja przeklęta siostra była tym, kim była? Ona też kiedyś dostała taki list i zniknęła, żeby pójść do tego... do tej szkoły... i wracała w każde wakacje do domu z kieszeniami pełnymi żabiego skrzeku, zamieniając filiżanki w szczury.

- Przecież nie wolno czarować poza szkołą! - zawyli uczniowie.
Rozległo się warknięcie Łapy i Remusa. I jeśli ktoś w tym momencie wpatrywał się w Snape zauważyłby jak jego oczy zwężają się, a usta zacisnęły się w jedną linię.- To prawda. Jak jego mama mogła czarować poza szkołą? - zastanawiała się Hermiona.
- Doprawdy jakie to dziwne - obecni zaczęli debatować w jakim stopniu to było możliwe, a na ile wymysły mugoli.
- Albo będziecie cicho albo JA was uciszę - warknął Harry - Jak nie macie się czego czepić, to czepcie się prądu, a nie umiejętności mojej mamy.

I tylko ja wiedziałam, kim ona jest naprawdę! A była potworem! Ale moja matka i mój ojciec... nic, tylko Lily to, Lily tamto... Oni byli po prostu dumni, że mają w rodzinie czarownicę! 

- I słuszne!!!

Umilkła, żeby złapać oddech i po chwili znowu powróciła do swojej tyrady. Można by pomyśleć, że czekała wiele lat, żeby to wreszcie z siebie wyrzucić.

- To bardzo prawdopodobne skoro zazdrościłaś mamie, że ona potrafiła czarować. A potem, gdy się okazało, że ty nie pójdziesz do Hogwartu znienawidziłaś ją - mruczał pod nosem Harry, a osoby włoku niego wpatrywali się w niego ponuro.

- Potem spotkała tego Pottera, skończyli szkołę i pobrali się, i ty im się urodziłeś, a ja oczywiście wiedziałam, że będziesz taki sam, tak samo dziwny, tak samo... nienormalny... 

- Harry nie jest nienormalny! - ryknęli Gryfoni.
a potem, proszę bardzo, wyszła i wyleciała w powietrze, a ty wylądowałeś u nas!

- No i te wszystkie wasze kłamstwa wychodzą na jaw - roześmiał się złośliwie Lee.

Harry wiedział, że kłamali o jego rodzicach ale postanowił się upewnić. 
- Wyleciała w powietrze? Mówiliście, że zginęła w wypadku samochodowym!
- W WYPADKU SAMOCHODOWYM! - ryknął Hagrid, zrywając się na nogi z taką wściekłością, że Dursleyowie szybko czmychnęli do swojego kąta.
- Oni? A niby jak? Lily i James Potter w wypadku samochodowym! To stek bzdur! To skandal! Harry Potter nie wie nic o sobie, podczas gdy każdy dzieciak w naszym świecie zna jego imię!
 - Ale dlaczego? Co się właściwie stało? - zapytał Harry. 

 - Potter jakiś ty nie domyślny! - śmiał się Malfoy.
- No co ty nie powiesz - mruknął beznamiętnie Harry.

Gniew spełzł z twarzy Hagrida, ustępując miejsca niepokojowi.
- Tegom się, cholibka, nie spodziewał - powiedział cichym głosem. - Dumbledore mówił mi, że mogą być kłopoty, ale nie miałem pojęcia, że ty o niczym nie wiesz. Ach, Harry, nie wiem, czy jestem właściwą osobą, żeby ci powiedzieć... ale ktoś musi... Nie możesz pójść do Hogwartu, nie wiedząc.

- Bardzo dobrze, Hagridzie - pochwaliła gajowego profesor McGonagall.

Rzucił Dursleyom wściekłe spojrzenie, a oczy Harry'ego zwęziły się. Znów ten Trzmiel.
 - No więc tak... opowiem ci najlepiej, jak potrafię... ale nie powiem ci wszystkiego, niech skonam, bo to wielka tajemnica...
Usiadł, popatrzył w ogień, a potem powiedział:
- To się chyba zaczęło od... od takiego gościa... ale naprawdę, trudno uwierzyć, że ty nie znasz jego imienia, każdy w naszym świecie je zna...
- Kogo?
- No... Nie lubię wypowiadać tego imienia, jak nie muszę. Nikt tego nie lubi.
- Dlaczego?

- Ah, jaki on był niewinny - westchnęła pani Weasley.
- Raczej błoga świadomość niewiedzy - poprawiła ją Minevra.

- Garbate gargulce, Harry, ludzie wciąż mają pietra. Cholibka, nie jest lekko. No więc był jeden czarodziej, który... no... zeźlił się. 

- Takie słowo nie istnieje!
- No to Hagrid je stworzył - prychnął Harry.

Znaczy się, zrobił się zły jak diabli. Gorszy. Gorszy niż gorszy. A nazywał się...

 - Voldemort - uśmiechnął się niewinnie Harry, a większość drygnęła i spojrzała na niego spod łba.

Hagrid przełknął ślinę, ale nie wypowiedział żadnego słowa.
 - Może to napiszesz? - podsunął Harry.

 - To on umie pisać? - zdziwił się Goyle, a większość osób spojrzała na niego z niedowierzaniem.
- Czy ty w ogóle używasz mózgu? Przecież on wcześniej pisał list! - zawołał Anthony.

- A czy ja wiem, jak to się pisze? No dobra... Voldemort. - Wzdrygnął się.

A zebrani w Wielkiej Sali razem z nim.

- Tylko nie każ mi tego powtarzać. No więc ten... no... czarodziej, jakieś dwadzieścia lat temu, zaczął się rozglądać za takimi, co będą go słuchać we wszystkim. No i znalazł sobie kilku... jedni mieli stracha, drudzy pewno chcieli móc to, co on, bo naprawdę był potęgą, niech skonam. To były czarne dni, Harry. Nie mogliśmy się pokapować, koniu można wierzyć, a komu nie, unikaliśmy obcych czarodziejów i czarodziejek... mówię ci, robiło się coraz bardziej ponuro. A on coraz bardziej się panoszył. Jasne, że byli tacy, co mu podskoczyli... to ich pozabijał i już. Niech skonam.

- To chyba jego ulubione słowa - mruknęła Megan.
 - A nie jest nim cholibka? - zapytała Susan.
- Kto wie? – wzruszyła ramionami Puchonka.

Zrobiło się naprawdę przykro. Nie wiadomo było, gdzie się przed nim ukryć. Tylko w Hogwarcie jeszcze było bezpiecznie.

- Nie tylko tam - mruknął pod nosem Lucjusz.
- Ta jasne, u Pana w domu na pewno było bezpiecznie, skoro uważają cię za byłego Śmierciożęrcę - prychnął lekceważąco Ron.
- Nie chodziło mi o mój dom - powiedział wyniośle Lucjusz.
- A o jakie miejsce? - zapytał szczerze zdziwiony Ron.
- O dom Ałły'ego - rozległ się zadziwiająco czuły ale jednocześnie tęskny głos Draco.

Dumbledore był jedynym gościem, przed którym Sam-Wiesz-Kto wymiękał. Tak czy owak nie śmiał zająć szkoły.

- Był inny powód - parsknął Harry.
- Tak, a niby jaki? - zaciekawiła się Sally.
- Voldemort chciał wrócić do swojego domu, a nie go zniszczyć - odpowiedział jej Harry, czym wywołał poruszenie na sali.

- Twoi starzy byli w czarach najlepsi. Mówię ci, w Hogwarcie nie było na nich mocnych!

-  Żaden chłopak wolał nie zadzierać z mamą i jej Zaklęciem jajomiazgii. No i tylko ona była w stanie do czegoś zmusić tatę - uśmiechnął się tęsknie Harry, a obecni spojrzeli na niego zszokowani.

Może dlatego Sam-Wiesz-Kto nie próbował ich przedtem przekabacić... pewnie wiedział, że są za blisko Dumbledore’a, żeby się zadawać z Ciemną Stroną.

- Zbyt blisko Dumbledore? - prychnął lekceważąco Harry - Nie żyje głupota masy.

- Może myślał, że ich namówi... a może po prostu chciał się ich pozbyć. Nie wiem. Wiadomo tylko, że pojawił się w osiedlu, gdzie mieszkaliście. Dziesięć lat temu, w Noc Duchów. Ty miałeś dopiero rok. Przyszedł do waszego domu i... i...

- I zakatrupił twoich rodziców. Na śmierć - jakiś starszy Ślizgon próbował naśladować głos Hagrida i efekt końcowy był taki, że skończył na podłodze.

Nagle wyciągnął bardzo brudną chustkę w kropki i wydmuchał nos, wydając przy tym odgłos przypominający syrenę, którą się uruchamia podczas mgły.

- Ahoj! Nadpływa statek! - zawołał Michael Corner i spotkał go ten sam los co poprzednio Ślizgona, czyli wylądował na podłodze.

- Przepraszam - powiedział. - Ale to takie przykre... ja znałem twoją mamuśkę i twojego starego, to byli naprawdę najfajniejsi ludzie, jakich można spotkać... No więc Sam-Wiesz-Kto ich zakatrupił. Na śmierć.

Ledwo Ślizgoni zaczęli się śmiać, przy ich stole zapadła nagła cisza jakby ktoś rzucił na ich Selencio, a oni sami wyprostowali się jednocześnie.
 - Macie być cicho, jasne? - warknął Harry, a kiedy Ślizgoni pokiwali głowami ciążące na nich zaklęcie zniknęło.

A potem... i to jest coś, co naprawdę nie mieści się we łbie... próbował zabić i ciebie.

- To akurat było do przewidzenia. Po co zostawiać roczne dziecko żywe, skoro bez rodziców i tak nie przeżyje - powiedział przemądrzałym tonem Anthony.
- Tyle, że Voldemort nie przyszedł wtedy zabić moich rodziców. Tylko mnie - warknął Harry - Tata i mama zostali zabici, bo mnie chronili.
- Czy ty się słyszysz Potter? Voldemort miałby przyjść do waszego domu tylko po to, żeby cię zabić? A nie twoich potężnych rodziców, którzy mu się sprzeciwiali? - parsknęła Megan - Ty naprawdę masz jakąś obsesje...
- I oto przykład niedoinformowanej masy, którą steruje Trzmiel - zachichotał złośliwie Harry.

Pewnie chciał odwalić robotę jak należy, na czysto, a może po prostu lubił zabijać, ja wiem? Ale nie mógł. Nigdy cię nie dziwiło, skąd masz ten sznyt na czole? To nie jest zwykłe rozcięcie. To się dostaje, kiedy ktoś cię łupnie jakimś złym zaklęciem...

- Zwłaszcza Zaklęciem zabijającym - powiedział ponuro Seamus.

Rozwaliło twoich starych, rozwaliło cały dom... a ciebie... nic, tylko ta szrama. I właśnie dlatego, Harry, jesteś taki sławny. Jeszcze nie było takiego, co by przeżył, jak on postanowił kogoś ukatrupić, tylko ty, a trzeba ci wiedzieć, że on wykończył najlepsze czarodziejki i najlepszych czarodziejów naszych czasów... McKinnonów, Bonesów, Prewettów...

Pani Weasley zadrżała i zaraz została otoczona przez członków swojej rodziny w wielkim uścisku.

 a ty byłeś niemowlakiem, a jednak przeżyłeś.
Hagrid wpatrywał się w niego ponuro.
- Tamtej nocy ja zabrałem cię z stamtąd.

- Nie ty, tylko Lapi. On ci mnie dał, gdy poleciał szukać szczura - powiedział z smutkiem w głosie Harry.
- Jakim szczurem? - zdziwił się Nick.
- Za Peterem Pettigrewm.

 Na rozkaz Dumbledore’a, ma się rozumieć zawiozłem cię do tego...
- Kupa starych bajek - oświadczył wuj Vernon.

- To nie bajki, to prawda! - zawołał Denis.

Harry spojrzał na wuja, prawie zapomniał, że Dursleyowie są w izbie. Wuj Vernon najwyraźniej odzyskał odwagę.  Spojrzał na Hagrida wściekłym wzrokiem, zaciskając pięści.
- A teraz posłuchaj mnie, chłopcze - warknął. - Zgadzam się, że jesteś jakiś dziwny, ale porządne lanie

- LANIE??!!! ANI SIĘ WAŻ!!! - ryknęła Molly Weasley i nie była w tym jedyna.

na pewno by cię z tego wyleczyło... 

- Ile razy mam powtarzać, że z czarodzieja nie da się magii wyleczyć! On się z nią rodzi i magia jest częścią jego! - podniosła głos madame Pomfery.

a co do tych bzdur o twoich rodzicach, no cóż, byli okropnymi dziwakami, 

- Niech was tylko znajdę... - powiedział złowrogo Remus.

 to fakt, i osobiście uważam, że świat jest o wiele lepszym miejscem, odkąd się z nim pożegnali... 

Umbrigde uśmiechnęła się paskudnie.

zresztą sami się o to prosili, zadając się z tymi wszystkimi ciemnymi typkami... 

- No trochę ich było... Zwłaszcza James, no i Lily wśród Ślizgonów... - zachichotał mentalnie Syriusz.

tego właśnie się spodziewałem, zawsze wiedziałem, że źle skończą...

- Remi... - westchnął Harry, a wilkołak spojrzał na niego zdziwiony - Daj sobie spokój. Oni już mają zgotowane piekło - dodał, uśmiechając się okrutnie.

W tym momencie Hagrid zerwał się z kanapy i wyciągnął z płaszcza poobijany różowy parasol. Mierząc nim w wuja Vernona jak szpadą, powiedział:
- Ostrzegam cię, Dursley... ostrzegam cię... jeszcze jedno słowo...
Na widok ostrza parasola, które zbliżył do jego brzucha brodaty olbrzym, wuja Vernona ponownie opuściła odwaga: przywarł do ściany i zamilkł.

- I dobrze. Wkurza mnie ten grubas - zawyrokował Dean opierając się plecami o Seamusa.
- No co ty nie powiesz... - warknął Ron.

 - Tak jest lepiej - rzekł Hagrid, dysząc ciężko i siadając z powrotem na kanapie, która tym razem zapadła się aż do podłogi.

Śmiechy znów rozległy się na sali.

Tymczasem w głowie Harry’ego kłębił się kolejny milion pytań.
 - Ale co się stało z Vol...
Hagrid spojrzał na Harry'ego ponuro i powiedział:
 - Dobre pytanie, Harry. Zniknął. Rozpłynął się. Tej samej nocy, w której chciał cię zabić. Przez co stałeś się jeszcze bardziej sławny. To jest właśnie największa zagadka... przecież był już taką potęgą... dlaczego nagle gdzieś zniknął? Niektórzy opowiadają, że umarł. Ja uważam, że to bzdura.

- I masz racje Hagridzie - zawołał Fred.

Skoro już prawie nie był człowiekiem, to niby co w nim miało umrzeć

- Jego hor...
- Harry! - zagrzmiał Dumbledore, przerywając Gryfonowi. - O takich informacjach nie należy rozmawiać...
- No pewnie! O wiele lepiej jest trzymać głupie owieczki w niewiedzy! Wtedy lepiej nimi sterować i są bardziej posłuszne, jak nie wiedząc co je czeka - tym razem to Harry przerwał dyrektorowi.
- Skąd w ogóle o nich wiesz? - zapytał beznamiętnie Dumbledore.
- A to tutaj cię boli - roześmiał się złośliwie Harry.

Inni mówią, że wciąż gdzieś tu jest i tylko czeka na odpowiedni moment. W to też nie wierzę. 

- A powinieneś, bo tak się stało - powiedział ponuro Ron.

Ludzie, którzy go słuchali, wrócili, przeszli na naszą stronę. Niektórzy jakby się obudzili z jakiegoś transu, czy co, mówią, że przedtem im odbiło, bo on ich zaczarował. 

- Może i niektórzy tak ale większość pomyślała sobie: nie będę się przyznawał, że służyłem Czarnemu Panu. Jego już nie ma i nie ma nic do zaoferowania. Muszę się teraz zająć własną dupą i nie dać się wsadzić do Azkabanu -  sarknął Harry, a uczniowie wybuchli śmiechem zaś doświadczeni życiem czarodzieje spojrzeli na chłopaka z zdziwieniem.

Sam powiedz, przecież gdyby miał wrócić, to by ich tak łatwo nie puścił, nie?

- No ba! On uwielbia patrzeć na tortury zdrajców jak błagają o śmierć, aby potem gorliwie spełnić ich prośby - powiedział beznamiętnie Harry, a uczniowie zadrżeli ze strachu.

 - Większość nas uważa, że on gdzieś jest, ale utracił moc. Jest za słaby, żeby podskoczyć. 

- Brawa dla tego pana! - zaklaskał Blaise.

A co go tak wykończyło? Ty, Harry.  Coś w tobie. Coś się wydarzyło tamtej nocy, czego się nie spodziewał... nie mam pojęcia, co to było, nikt tego nie wie... ale coś w tobie jest, co go skasowało, i to na fest.

- Tak, Harry jest potężny - zachichotał Nick - Moi rodzice coś na ten temat wiedzą.

W oczach Hagrida pobłyskiwało ciepło i szacunek, kiedy patrzył na Harry’ego, ale ten, zamiast czuć się mile połechtany,

- Serio nie cieszyłeś się? - zawołał z niedowierzaniem Zachariasz.
- A niby z czego? - warknął Harry.
- Dowiedziałeś się, że jesteś sławny i potężny,  i...
- I w mordę chcesz? - zapytał Puchona Fred.
- Ale fajnie całe życie nie wiedziałem co potrafię i wreszcie się dowiedziałem! I na dodatek jestem sławny! Wszyscy się będą na mnie gapić i całować po stopach, a kto tego nie zrobi skończy jak Voldemort! Ale fajnie! - zawołał Harry piskliwym głosem, a włoku niego rozległy się śmiechy.

czuł tylko, że to wszystko jest jakąś pomyłką.

- W twoim przypadku to raczej niemożliwe - mruknął Neville.

On czarodziejem? 

- Tak jesteś czarodziejem - powiedziała z uśmiechem Sally - Tak jak ja.

Skoro tak, to on chce rodziców z powrotem! Skoro umie czarować, to czemu nie sprawił aby przy nim byli albo też nie zabrali go ze sobą?

- To tak nie działa Harry - westchnęła przygnębiona Hermiona.

Może i energia... magia była przydatna ale on chciał mieć rodziców a nie być jakimś pieprzonym magikiem,

- No wiesz jak możesz – zawołali z rozpaczą Gryfoni.

którego na dodatek wielbią za wyparowanie Złego Pana, bo sami nie potrafili się go pozbyć!

Harry uśmiechnął się lekko, gdy Nick i Sally zaczęli się śmiać.

- Nie jestem czarodziejem...

- Niekoniecznie chciałeś w to uwierzyć, panie Potter. Panna Granger od razu uwierzyła - powiedziała z lekkim uśmiechem McGonagall.

- Nie jesteś czarodziejem, mówisz? A nigdy nic się nie działo, kiedy bałeś się czegoś albo złościłeś?
 
- Żeby to raz ale nauczyłem się nad tym panować - powiedział Harry nie podnosząc głowy znad książki, czym zdziwił wszystkich.
Harry miał ochotę walnąć Hagrida kulą magii.

- Potrafisz ją utworzyć z czystej magii? - zawołała zaskoczona Hermiona - Nigdy tak nie robiłeś i...
- A po co bym miał to robić?
- Może pod publikę tak jak twój ojciec? - powiedział kąśliwie Snape.
- Czy ty nigdy nie przestaniesz porównywać mnie do taty? - westchnął Harry, przewracając oczami.

Czy do niego nie dociera, że nie chce być fikuśnym magikiem!?!?

- Magia to nie zabawa, panie Potter - powiedziała Amelia Bones.

Harry Potterze, sam zobaczysz, że w Hogwarcie będziesz sławny, i całkiem słusznie.
Wuj Vernon nie zamierzał jednak poddać się bez walki.
- Nie mówiłem ci, że on tam nie pójdzie? 

- Co za dureń! - zawołał Dean. 

Pójdzie do gimnazjum Stonewall i będzie mi za to wdzięczny. Czytałem te listy. Czytałem o tych wszystkich bzdurach i śmieciach, jakie niby będą mu tam potrzebne... te wszystkie księgi z zaklęciami, różdżki i...
- Już ci powiedziałem, że jak będzie chciał tam pójść, taki wielki mugol jak ty nie zdoła go powstrzymać - warknął Hagrid. - Powstrzymać syna Lily i Jamesa Potterów przed pójściem do Hogwartu, też mi coś! Całkiem ci odbiło. 

- Co racja Hagridzie, to racja - przytaknął mu Ron.

Był tam zapisany jeszcze przed swoim narodzeniem. Idzie do najlepszej szkoły magii i czarodziejstwa na całym świecie. Siedem lat i nie pozna samego siebie. Będzie tam razem z innymi podobnymi sobie młodziakami, pod dobrą ręką największego z dyrektorów, 

- Czy ja wiem czy taką dobrą -  prychnął Harry.
 - Wystarczy Harry -  powiedział Hagrid patrząc na zielonookiego. Ten westchnął i powiedział:
- Dobrze Hagridzie. Dziś już przestanę.

jakich miał Hogwart, samego Albusa Dumble...
 - NIE ZAMIERZAM PŁACIĆ JAKIEMUŚ ZWARIOWANEMU STAREMU GŁUPCOWI ZA UCZENIE GO MAGICZNYCH SZTUCZEK! - ryknął wuj Vernon.

- Nie obraża się dyrektora przy Hagridzie - powiedział ostrzegawczo Harry.

Lecz tym razem posunął się za daleko. Hagrid chwycił parasol i wywinął nim młynka.

- Łaa, Hagridzie potrafisz wyglądać strasznie.

- NIGDY - zagrzmiał - NIE OBRAŻAJ... ALBUSA... DUMBLEDORE’A... W... MOJEJ... OBECNOŚCI!
Koniec parasola nagle znieruchomiał, wycelowany prosto w Dudleya. Błysnęło fioletowe światło, rozległ się suchy trzask, potem ostry kwik


- Prosiak!

i w następnej sekundzie Dudley tańczył, trzymając się za swój tłusty zadek i wyjąc z bólu.

- Nareszcie masz za swoje! - zawyli z uciechy Gryfoni.

 A kiedy się odwrócił, Harry zobaczył zakręcony świński ogonek wystający z dziury w jego spodniach.

- Hagridzie! Jesteś najlepszy! - zawołali z podziwem bliźniacy.

Wuj Vernon zaryczał. Wciągnąwszy ciotkę Petunię i Dudleya do sąsiedniego pokoju, rzucił na Hagrida przerażone spojrzenie i zatrzasnął za sobą drzwi. Hagrid spojrzał na swój parasol i pogładził brodę.

- Ale szybko Hagrid się uspokoił - zdziwiła się Susan.

- Nie powinienem wychodzić z nerw - powiedział spokojnie - ale i tak nie podziałało. Chciałem go zamienić w prosiaka, ale chyba jest już taką świnią, że bardziej się nie dało.

- Uwielbiam cię Hagridzie - Fred wybuchnął kolejną salwą śmiechu.

Zerknął z ukosa na Harry’ego.
- Będę ci wdzięczny, jak nie wspomnisz o tym nikomu w Hogwarcie - powiedział. - Prawdę mówiąc... ee... raczej nie powinienem używać zaklęć. 

- Aha! Kryminalista, który...
- Jeszcze jedno słowo i wylądujesz w jeziorze i już z niego nie wyjdziesz! - warknął Harry.

Pozwolono mi tylko na parę sztuczek, żeby cię odnaleźć i jakoś ci dostarczyć te listy... i to był jeden z powodów, dla których chętnie się tego podjąłem.
I wszystko jasne - pomyślał Harry. - Dlaczego nie wolno ci używać zaklęć? - zapytał Harry
- No... tego... sam byłem w Hogwarcie, ale... ee... mnie wyrzucono, prawdę mówiąc. Na trzecim roku. 
- Za co? - zapytał Zachariasz.
- Nie musisz wiedzieć - warknął Ron.
- I tak się dowiem - uśmiechnął się bezczelnie Puchon.
- Na twoim miejscu nie byłbym tego taki pewien - powiedział złośliwe Harry.

Złamali mi różdżkę i w ogóle. Ale Dumbledore pozwolił mi tam zostać... zrobił mnie gajowym. To równy gość, ten Dumbledore.
To dlatego się wściekłeś na Niego - podsumował Harry - Trzmiel ochronił cię kiedy najbardziej tego potrzebowałeś.

Policzki Hagrida pokryły się rumieńcem.

- Za co cię wyrzucono?
- Robi się późno, a jutro czeka nas kupa roboty - powiedział głośno Hagrid, a Harry uśmiechnął się kpiąco.

- O co ci chodziło? - zdziwił się Denis.

Unikasz odpowiedzi. 

- I wszystko jasne - uśmiechnął się brat Colina.

- Musimy dostać się do miasta, kupić ci wszystkie książki i w ogóle.
Zdjął swój czarny płaszcz i podał Harry’emu.
- Przykryj się tym, będzie ci cieplej. Nie przejmuj się, jak będzie się trochę ruszało. W którejś kieszeni jest chyba parę myszy.

- Fuj!!! - większość obecnych wzdrygnęła się z wstrętu.
 - W porównaniu do ciągłych pajęczyn nie było tak źle - sarknął Harry.

Harry położył się i okrył płaszczem. Spojrzał na mężczyznę i stwierdził, że to dobry początek urodzin.

- Jeśli twoje urodziny zawsze były takie jak ten opis wcześniej to się nie dziwię - powiedziała ponuro Ginny.
Wreszcie czuł się bezpiecznie.
 
- Czułeś się bezpiecznie ale on jest pólolbrzyem!
- Wy zawsze jesteście ślepi i nigdy nic nie rozumiecie, a potem dziwicie się, że to wy jesteście potworami, a nie wasi pozorni wrogowie - oświadczył Harry jakoś dziwnie poważnym i dorosłym głosem. Nim ktokolwiek coś powiedział na ekranie Odwrócenia Myśli Losu rozbłysł kolejny napis.

I jak? 
Dobranoc -
                      Amei

7 komentarzy:

  1. Długo wyczekiwany i nareszcie jest �� Fajny, choć kilka błędów, ewidentnie rzucających się w oczy, trochę psuło efekt. Chyba najbardziej mierźwiło mnie to "włoku", a jeśli dobrze rozumiałam kontekst chodziło Ci o "wokół". Na inne błędy dało się przymknąć oko.
    Ogólnie fajny rozdział, płynna akcja i tajemnice, którymi nas wabisz, choć na ich rozwiązanie musimy czekać.
    Dziękuję i życzę weny.
    Rusti

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakbym wiedziala że krytyka postawi Cie na nogi już dawno bym to zrobiła :) Uwielbiam twoje historie zarówno tu i jak na wattpadzie :D Masz wielki talent,który możesz rozwinąć właśnie przez pisanie tych opowiadań. Dla mnie ten rozdział jest świetny już nie mówiąc o tych błędach bo każdy je popełnia. Wiec proszę Cię wstawiaj rozdziały jak najczęściej i do każdej historii bo my czytelnicy oczekujemy je z wielką niecierpliwością. Każde twoje słowo, wyraz, zdanie, rozdział jest P obudzeniem wyobrazni bo skończeniu same nasuwa się pytanie co będzie dalej ? Czekam na kolejny rozdział tu czy na wattpadzie obojętnie :) Ale wstaw go jak najszybciej :) Sorry że taki długi komentarz ale tak mnie natchneło. Pozdrwiam Mika twoja wierna fanka twoich opowiesci����

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie moge się doczekać ciągu dalszego! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nowy rozdział po takiej długiej przerwie. Już myślałam, że porzuciłaś bloga i z coraz mniejszą nadzieją tu zaglądałam, aż nagle - jest. Jest nowy rozdział!
    Podoba mi się. Wychodzi na jaw coraz więcej ciekawostek, co mnie cieszy. Mam jednak pytanie - kiedy możemy spodziewać się końca oglądania życia Harry'ego i przejścia do konkretnej akcji? Nie chodzi o to, że taka forma mnie nudzi, o nie. Jest wręcz odwrotnie, ujęło mnie to *-* Jestem jedynie ciekawa.
    Wybacz, że tak krótko i byle jak, ale mam taki nawał nauki i lektur, że nie wyrabiam.
    Pozdrawiam i życzę weny. Ściskam mocno, trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedy będą kolejne rozdziały?? Nie mogę się ich doczekać bo wciągnęło mnie to opowiadanie. Bardzo nmało takich i każde, które czytałam nie było zakończone. Mam nadzieję że będziesz mieć dużo weny, że uśmiech nie będzie schodził z twojej twarzy i żebyś miała dużo czasu dla siebie. Pozdr4owionka śle Sere-chan. :) ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mówiłaś, że nowy rozdział dodasz pod koniec listopasa a dziś jest już Grudzień i gdzie ta notka?

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozdziały świetne. Obie historie spoko. Podobają mi się obydwie. W sumie czytaliby dalej ale nie ma już czego. Mam nadzieje ze niedługo kolejne rozdziały do obu historii. Zyzcze dużo weny i czasu na wstawianie rozdziałów.
    LoveBooks
    Pisałam dłuższy komentarz ale coś nie poszło wiec dodaje skrócona wersje

    OdpowiedzUsuń