Tu Amei
Kolejny raz! Nie znudziłam wam się jeszcze?
Chyba nie
Zapraszam na kolejny rozdział z serii:
Kolejny raz! Nie znudziłam wam się jeszcze?
Chyba nie
Zapraszam na kolejny rozdział z serii:
,,Hogwart, brat i kamień"
Rozdział 2
,,Bankiet urodzinowy? Niech to będzie tylko senny koszmar !"
Mimo, że chłopcy tydzień temu na Pokątnej, bawili się świetnie i humor ich nie opuszczał mimo małej wpadki to rodzice potrafili wszystko zepsuć jednym zdaniem.
Jakim?
,,Wasze urodziny są niedługo, dlatego wydajemy przyjęcie."
Mimo, że wiedzieli to już od Malfoya, to mieli nadzieję, że rodzice zmienili zdanie.
Ale oni NIE.
Nie i już
Rozmowy i kłótnie z rodzicami nic nie dawały. Potterowie byli zdecydowali się na przyjęcie, które były jednym z wielu rzeczy, których nienawidzili z powody ,,sławy".
- Masz już jedenaście lat, Alex. Powinieneś rozumieć już nie możesz robić tego co ty chcesz, tylko co się od ciebie wymaga - słowa matki tylko dobiły chłopaka.
Jakim?
,,Wasze urodziny są niedługo, dlatego wydajemy przyjęcie."
Mimo, że wiedzieli to już od Malfoya, to mieli nadzieję, że rodzice zmienili zdanie.
Ale oni NIE.
Nie i już
Rozmowy i kłótnie z rodzicami nic nie dawały. Potterowie byli zdecydowali się na przyjęcie, które były jednym z wielu rzeczy, których nienawidzili z powody ,,sławy".
- Masz już jedenaście lat, Alex. Powinieneś rozumieć już nie możesz robić tego co ty chcesz, tylko co się od ciebie wymaga - słowa matki tylko dobiły chłopaka.
Co się od ciebie wymaga... czyli sława i chwała. Merlinie! Pomóż! Czemu nie mogę żyć własnym życiem?
Tylko dwa dzieliły chłopców od ich dnia urodzin. Od czasu ostatniej kłótni milczeli i nawet pytania o bankiet, nie sprawiały, że się odezwali. Zupełnie jakby zamknęli się w sobie i stworzyli swój własny świat - myślała Tonks, odwiedzając ich któregoś dnia z mężem. Po powrocie do domu podzieliła się z nim, swoimi spostrzeżeniami. Ten zamyślił się i powiedział, że coś wymyśli. Jeszcze tego samego dnia spotkał się z Łapą w tej sprawie. A gdy wrócił na twarzy miał łobuzerski uśmiech, czym bardzo poprawił jej humor.
Kolejny dzień. Skreślona liczba w kalendarzu Alexa.
Następny. Kolejna kreska, przekreślająca liczbę.
To już...
...
...dziś.
Dzień, który miał być cudem, stanie się koszmarem.
Następny. Kolejna kreska, przekreślająca liczbę.
To już...
...
...dziś.
Dzień, który miał być cudem, stanie się koszmarem.
Alex zaraz po wstaniu z łóżka, zerwał kalendarz i wrzucił do kosza. Zdenerwowany przeszedł przez pokój pod drzwi, otworzył je i znalazł się w pokoju, który był łącznikiem jego pokoju i Harry'ego. Następnie skierował się do następnych drzwi i wszedł do pokoju brata. Podszedł do łóżka i zobaczył, że bliźniaka nie ma. Pewnie jest w łazience. Pomyślał. I okazało się prawdą, bo czarnowłosy wyszedł za drzwi z znajdującego się obok pomieszczenia.
- Dziś nasza śmierć... - Alex nie był zbyt pozytywnie nastawiony do uroczystości zaplanowanej na wieczór.
- Nie będzie tak źle, prawda? - zapytał niepewnie Harry
- Mnie się pytasz? - prychnął i wrócił do swojego pokoju
- Dziś nasza śmierć... - Alex nie był zbyt pozytywnie nastawiony do uroczystości zaplanowanej na wieczór.
- Nie będzie tak źle, prawda? - zapytał niepewnie Harry
- Mnie się pytasz? - prychnął i wrócił do swojego pokoju
Minął ranek, słońce przesunęło się na środek widnokręgu sygnalizując południe. Państwo Potter zapowiedziało swemu potomstwu, że dziś wróci wcześniej by wszystko przygotować. Jednak na to się nie zapowiadało.
Łapa i Lunatyk pojawili się, gdy tylko ich rodzice poszli do pracy i sprawili, że dzień nie był taki straszny i co więcej - zapowiedzieli niespodziankę. Niestety nie dali żadnych wskazówek co chłopcom trochę przeszkadzało, bo nie wiedzieli na co się przygotować. Mimo to nie tracili humoru. Na niespodzianki chrzestnych zawsze warto było czekać. Więc czekali z niecierpliwością.
Łapa i Lunatyk pojawili się, gdy tylko ich rodzice poszli do pracy i sprawili, że dzień nie był taki straszny i co więcej - zapowiedzieli niespodziankę. Niestety nie dali żadnych wskazówek co chłopcom trochę przeszkadzało, bo nie wiedzieli na co się przygotować. Mimo to nie tracili humoru. Na niespodzianki chrzestnych zawsze warto było czekać. Więc czekali z niecierpliwością.
Bliźniacy znów włamali się do schowka na miotły i wzięli stare, przystosowane do pracy aurora. Wyjęli znicz i urządzili sobie zawody w łapaniu go. Mieli remis, gdy w domu rozległ się głos matki, wołającej Mikusia, skrzata domowego należącego do Alexa.
Chłopcy spojrzeli na siebie i w tej samej chwili wrócili na ziemię. Szybko opuścili boisko do quidditcha i skierowali się w stronę bocznych drzwi. Już w domu, odnieśli miotły na miejsce i chcąc jak najszybciej znaleźć się w swoich pokojach ruszyli w stronę klatki schodowej. I tam czekała na nich przykra niespodzianka.
Na szczycie schodów stali rodzice.
- Gdzie byliście? - usłyszeli ostry głos matki
Bliźniacy jęknęli w myślach, doskonale wiedząc, że gdyby wydali z siebie taki odgłos głośno nie skończyło się to dobrze. Alex postanowił przyjąć winę na siebie o czym dał znać bratu spojrzeniem ale mina Harry'ego jasno wyrażała, że mu się to nie uda i to mu się oberwie.
- Na boisku i...
- Wzięliście miotły bez wiedzy i nadzoru dorosłego? - głos matki stał się głośniejszy ale nie stracił na ostrości.
- To nie tak.... - Lily uniosła brew ale nic nie powiedziała, czekając na wyjaśnienia syna
- Łapa pozwolił... - zaczął ponownie Alex ale Lady Potter gwałtownie mu przerwała:
- On nie jest waszym ojcem ani tym bardziej matką, żebyście się go słuchali - wrzasnęła, a potem odkręciła się w stronę Harry'ego - Ty pewnie Alexa do tego namówiłeś. I Syriusza też! Wiesz, że jak obaj coś chcecie to nie potrafi wam się oprzeć! W tej chwili do pokoju! Wyjdziesz dopiero na bankiet i masz się zachowywać!
Rodzice bliźniaków przesunęli się na schodach robiąc przejście młodszemu synowi, który spojrzał na brata i udał się do wskazanego miejsca.
- A ty na co czekasz? - warknął ojciec w kierunku drugiego syna, który szybko podążył śladem brata.
Dorośli popatrzyli na siebie, zdenerwowani.
Czy ich dzieci nigdy się nie nauczą przestrzegania zasad? Przecież to dla ich dobra. Co by powiedzieli inni, gdyby się dowiedzieli, że Aleksowi stał się coś w domu? Oskarżyliby ich o bycie wyrodnymi rodzicami.
A na to szlachetny ród Potterów nie mógł sobie pozwolić. Przecież byli filarami społeczeństwa. Przyczyną upadku Sami-Wiecie-Kogo. Rodziną Chłopca, Który Przeżył.
Chłopcy spojrzeli na siebie i w tej samej chwili wrócili na ziemię. Szybko opuścili boisko do quidditcha i skierowali się w stronę bocznych drzwi. Już w domu, odnieśli miotły na miejsce i chcąc jak najszybciej znaleźć się w swoich pokojach ruszyli w stronę klatki schodowej. I tam czekała na nich przykra niespodzianka.
Na szczycie schodów stali rodzice.
- Gdzie byliście? - usłyszeli ostry głos matki
Bliźniacy jęknęli w myślach, doskonale wiedząc, że gdyby wydali z siebie taki odgłos głośno nie skończyło się to dobrze. Alex postanowił przyjąć winę na siebie o czym dał znać bratu spojrzeniem ale mina Harry'ego jasno wyrażała, że mu się to nie uda i to mu się oberwie.
- Na boisku i...
- Wzięliście miotły bez wiedzy i nadzoru dorosłego? - głos matki stał się głośniejszy ale nie stracił na ostrości.
- To nie tak.... - Lily uniosła brew ale nic nie powiedziała, czekając na wyjaśnienia syna
- Łapa pozwolił... - zaczął ponownie Alex ale Lady Potter gwałtownie mu przerwała:
- On nie jest waszym ojcem ani tym bardziej matką, żebyście się go słuchali - wrzasnęła, a potem odkręciła się w stronę Harry'ego - Ty pewnie Alexa do tego namówiłeś. I Syriusza też! Wiesz, że jak obaj coś chcecie to nie potrafi wam się oprzeć! W tej chwili do pokoju! Wyjdziesz dopiero na bankiet i masz się zachowywać!
Rodzice bliźniaków przesunęli się na schodach robiąc przejście młodszemu synowi, który spojrzał na brata i udał się do wskazanego miejsca.
- A ty na co czekasz? - warknął ojciec w kierunku drugiego syna, który szybko podążył śladem brata.
Dorośli popatrzyli na siebie, zdenerwowani.
Czy ich dzieci nigdy się nie nauczą przestrzegania zasad? Przecież to dla ich dobra. Co by powiedzieli inni, gdyby się dowiedzieli, że Aleksowi stał się coś w domu? Oskarżyliby ich o bycie wyrodnymi rodzicami.
A na to szlachetny ród Potterów nie mógł sobie pozwolić. Przecież byli filarami społeczeństwa. Przyczyną upadku Sami-Wiecie-Kogo. Rodziną Chłopca, Który Przeżył.
Alex i jego młodszy brat siedzieli w pokoju, łączącym ich pokoje. Byli źli na rodziców. Nawet nie znali faktów, a już mieli wyrobioną na ten temat opinię. Zostali ,,uwięzieni" w pokoju kilka godzin temu. Wedle zegarka za półgodziny będą pojawiać się goście.
Od pokoju Alexa rozległo się pukanie, wołanie matki, na które nie odpowiedział i potem usłyszeli jak drzwi się otworzyły. Słyszeli jak matka chodzi po pokoju, aż wreszcie zbliżyła się do łącznika. Po chwili weszła i zobaczyła swoich synów.
- Wy jeszcze nie gotowi?!? - Lily Potter ubrana długą, sięgającą do podłogi czerwoną suknię. Część włosów spięła, a reszta spływała jej falami na ramiona. Na szyi widniał diamentowy naszyjnik w kształcie feniksa.
- Przebierać się! Już! Za dwadzieścia minut widzę was w sali bankietowej! - i wyszła
Chłopcy popatrzyli na siebie. Westchnęli cicho i poszli do swoich pokoi. Minął określony czas, a oni nadal nie zeszli. Lily jednak nie przyszła ponownie. Zegar wybił godzinę siódmą, a obaj bracia stali na szczycie schodów, ubrani w wyjściowe szaty. Schodząc patrzyli na obcych dla nich ludzi, którzy uważali, że doskonale ich znają. Najważniejsi urzędnicy ministerstwa, szlacheckie rodziny i podobne znakomitości i sławy społeczeństwa, których tak bardzo bracia nie cierpieli zabawiać zwłaszcza w swoje urodziny.
Kręcili się po sali, gdy ktoś do nich podchodził Alex zabawiał rozmową, a drugi z bliźniaków przeważnie milczał i tak cały czas. Odbierali prezenty i oddawali skrzatom domowym, a ci zanosiły je do łącznika w pokojach chłopców.
Podeszła do nich stara Lady Longbottoma i jej wnuk, młody Lord - Neville. Okazało się, że chłopiec w tym roku idzie do Hogwartu, tak jak bliźniaki. Młodzi Lordowie zakolegowali się i o dziwo nawet Harry uczestniczył w rozmowie z chłopcem, który nie odstępował swej babci.
Po zachowaniu Lorda było widać, że jest nieśmiały, ale z czarnowłosym rozmawiał jakby znali się od zawsze. Ich rozmowa trwała i trwała choć niektórzy byli zdziwieni rozmownością młodszego z braci, który zazwyczaj nie mówił nic i chcieli skorzystać z okazji i z nim porozmawiać. Jednakże się zawiedli. Harry nie zwracał na nich uwagi poświęcając swój czas Neville.
Było to dosyć niezwykłe wydarzenie, bo zielonooki najczęściej ignorował ludzi próbujących z nim porozmawiać i wychodził do ogrodu, a teraz od prawie godziny rozmawiał jednym z Lordów. Chłopcy porzucili oficjalny ton i swobodnie rozmawiali.
Zegar wskazywał za dziesięć dziesiątą kiedy do ich grupki podeszli ojcowie chrześni bliźniaków.
- Pożegnajcie się - Alex i Harry popatrzyli zdziwieni na Lunia - Porywamy was na wasze i tylko wasze przyjęcie urodzinowe. Czekamy w ogrodzie.
Goście popatrzyli z namyśleniem na przybyłych, a potem przypomnieli sobie jak chłopcy na początku przyjęcia patrzyli na wszystko z grymasem na twarzy i jak się zachowywali z uprzejmym chłodem do obecnych na przyjęciu. I zrozumieli, że bliźniaki nie chcieli tego całego bankietu.
Chłopcy uśmiechnęli się łobuzersko i pożegnali się. Pobiegli na górę i przebrali się w luźne ubranie. Wzięli parę drobiazgów, spakowali do plecaka i skierowali się w stronę bocznego wyjścia do ogrodu. Przemykali cicho korytarzem, nagle usłyszeli głosy. Schowali się więc w pierwszym lepszym pomieszczeniu.
- Zamkniesz się w końcu, ty nic nie masz do gadania - trzask uderzenia odbił się od ścian
Chłopcy popatrzyli na siebie. Jakim prawem ten kutas bije kobietę?
Jednak obaj nie mogli zrobić nic oprócz bezsilnej złości. Kimkolwiek był ten mężczyzna... Bliźniaki zaciskali zęby, aby tam nie wkroczyć. Ciche kroki i potem szemranie. Kobiecy głos rzucający zaklęcie maskowania, a im rozszerzyły się oczy z zdziwienia. Rozpoznawali ten głos. Przecież to jedna z Lady.
Znów rozległy się kroki i potem znów cisza. Popatrzyli na siebie i już mniej radosnych nastrojach, wyszli z pokoju i ruszyli w stronę drzwi. Po kilku chwilach znaleźli się w ozdobnej części ogrodu, a tam na nich czekali uśmiechnięci porywacze. Włożyli im do rąk małą rzecz, a chłopcy poczuli szarpnięcie w okolicy pępka i zniknęli z posiadłości Potterów, żeby pojawić się...
Od pokoju Alexa rozległo się pukanie, wołanie matki, na które nie odpowiedział i potem usłyszeli jak drzwi się otworzyły. Słyszeli jak matka chodzi po pokoju, aż wreszcie zbliżyła się do łącznika. Po chwili weszła i zobaczyła swoich synów.
- Wy jeszcze nie gotowi?!? - Lily Potter ubrana długą, sięgającą do podłogi czerwoną suknię. Część włosów spięła, a reszta spływała jej falami na ramiona. Na szyi widniał diamentowy naszyjnik w kształcie feniksa.
- Przebierać się! Już! Za dwadzieścia minut widzę was w sali bankietowej! - i wyszła
Chłopcy popatrzyli na siebie. Westchnęli cicho i poszli do swoich pokoi. Minął określony czas, a oni nadal nie zeszli. Lily jednak nie przyszła ponownie. Zegar wybił godzinę siódmą, a obaj bracia stali na szczycie schodów, ubrani w wyjściowe szaty. Schodząc patrzyli na obcych dla nich ludzi, którzy uważali, że doskonale ich znają. Najważniejsi urzędnicy ministerstwa, szlacheckie rodziny i podobne znakomitości i sławy społeczeństwa, których tak bardzo bracia nie cierpieli zabawiać zwłaszcza w swoje urodziny.
Kręcili się po sali, gdy ktoś do nich podchodził Alex zabawiał rozmową, a drugi z bliźniaków przeważnie milczał i tak cały czas. Odbierali prezenty i oddawali skrzatom domowym, a ci zanosiły je do łącznika w pokojach chłopców.
Podeszła do nich stara Lady Longbottoma i jej wnuk, młody Lord - Neville. Okazało się, że chłopiec w tym roku idzie do Hogwartu, tak jak bliźniaki. Młodzi Lordowie zakolegowali się i o dziwo nawet Harry uczestniczył w rozmowie z chłopcem, który nie odstępował swej babci.
Po zachowaniu Lorda było widać, że jest nieśmiały, ale z czarnowłosym rozmawiał jakby znali się od zawsze. Ich rozmowa trwała i trwała choć niektórzy byli zdziwieni rozmownością młodszego z braci, który zazwyczaj nie mówił nic i chcieli skorzystać z okazji i z nim porozmawiać. Jednakże się zawiedli. Harry nie zwracał na nich uwagi poświęcając swój czas Neville.
Było to dosyć niezwykłe wydarzenie, bo zielonooki najczęściej ignorował ludzi próbujących z nim porozmawiać i wychodził do ogrodu, a teraz od prawie godziny rozmawiał jednym z Lordów. Chłopcy porzucili oficjalny ton i swobodnie rozmawiali.
Zegar wskazywał za dziesięć dziesiątą kiedy do ich grupki podeszli ojcowie chrześni bliźniaków.
- Pożegnajcie się - Alex i Harry popatrzyli zdziwieni na Lunia - Porywamy was na wasze i tylko wasze przyjęcie urodzinowe. Czekamy w ogrodzie.
Goście popatrzyli z namyśleniem na przybyłych, a potem przypomnieli sobie jak chłopcy na początku przyjęcia patrzyli na wszystko z grymasem na twarzy i jak się zachowywali z uprzejmym chłodem do obecnych na przyjęciu. I zrozumieli, że bliźniaki nie chcieli tego całego bankietu.
Chłopcy uśmiechnęli się łobuzersko i pożegnali się. Pobiegli na górę i przebrali się w luźne ubranie. Wzięli parę drobiazgów, spakowali do plecaka i skierowali się w stronę bocznego wyjścia do ogrodu. Przemykali cicho korytarzem, nagle usłyszeli głosy. Schowali się więc w pierwszym lepszym pomieszczeniu.
- Zamkniesz się w końcu, ty nic nie masz do gadania - trzask uderzenia odbił się od ścian
Chłopcy popatrzyli na siebie. Jakim prawem ten kutas bije kobietę?
Jednak obaj nie mogli zrobić nic oprócz bezsilnej złości. Kimkolwiek był ten mężczyzna... Bliźniaki zaciskali zęby, aby tam nie wkroczyć. Ciche kroki i potem szemranie. Kobiecy głos rzucający zaklęcie maskowania, a im rozszerzyły się oczy z zdziwienia. Rozpoznawali ten głos. Przecież to jedna z Lady.
Znów rozległy się kroki i potem znów cisza. Popatrzyli na siebie i już mniej radosnych nastrojach, wyszli z pokoju i ruszyli w stronę drzwi. Po kilku chwilach znaleźli się w ozdobnej części ogrodu, a tam na nich czekali uśmiechnięci porywacze. Włożyli im do rąk małą rzecz, a chłopcy poczuli szarpnięcie w okolicy pępka i zniknęli z posiadłości Potterów, żeby pojawić się...
Posiadłość Blacków
Starożytny i szlachecki ród, wywodzący się z równie szlachetnego czarodzieja. A ich motto: ,,Zawsze czyści". Jednakże obecny Lord Black niezbyt się to tego stosuje, bo uważa, że nie krew lecz umiejętności i charakter się liczy.
Tak więc, gdy w ogrodzie rozlało się światło skrzaty domowe nie były zdziwione. Nie, nie tylko skrzaty nie były zdziwione. Nikt nie był zdziwiony, że pojawiła się dwójka chłopców, którzy mimo, że należeli do równi starożytnego i szlacheckiego rodu, jak Blackowie to półkrwi.
Młodzi potomkowie z rodu Potter, pojawili się w udekorowanej części ogrodu. Drzewa, krzewy ozdobione były serpentynami, balonami i najróżniejszymi dekoracjami. Lewitującymi świecami została zrobiona ścieżka do namiotu, który znajdował się w centrum tego wszystkiego. Dokoła namiotu, do którego spokojnie mógł wejść wyprostowany, dorosły mężczyzna i miejsca, w którym wylądowali rozsypane zostały balony. Naprzeciwko rozstawionego obiektu kempingowego, w małym okręgu z kamieni rozpalone było ognisko. Patrzyli na siebie rozkojarzeni aby zaraz biegać, krzyczeć kopać walające się balony i inne ozdoby.
- Podoba się? - rozległ się głos za nimi
Chłopcy gwałtownie się odwrócili do źródła głosu. Stali tam Łapa i Lunatyk. A za nimi stał olbrzym. Twarz miał prawie całkowicie ukrytą pod długimi, zmierzwionymi włosami i dziką, splątaną brodą; tylko czarne oczy błyszczały jak dwa żuli spomiędzy tej plątaniny.
Bliźniaki rzucili się biegiem w stronę swoich ojców chrzestnych, a następnie mocno się do nich przytulając.
- Można to uznać za tak - zaśmiał się Lord Black, odwzajemniając uścisk chłopców, a potem ci rzucili się na Lupina i na końcu na gajowego z Hogwatu.
- Cholibka..... Mam prezent dla ciebie Harry.
Sięgnął za siebie i im oczom ukazała się przykryta czerwonym materiałem klatka, a na jej czubku złota kokarda.
Zielonooki patrzył zdziwiony na Hagrida. W jego oczach błysnęło nie tylko zdziwienie ale też inne uczucie, które szybko znikło. Podziękował i wziął klatkę. Postawił na ziemi i odsłonił wnętrze, zabierając materiał. W blask świec oświetlił ptaka w środku.
Duża, śnieżna sowa. Miała ona śnieżnobiałe ubarwienie i patrzyła na niego inteligentnymi oczami.
- Cholibka... chciałem, żebyś miał zwierzątko. Nie lubię ropuch... i wyszły one z mody, śmiali by się.... kotów nie lubię, kicham przy nich. Więc ci kupiłem sowę.
Olbrzym uśmiechnął się nieśmiało i kontynuował:
- Są pożyteczne, zaniosą ci list gdzie chcesz... ale to pewnie już wiesz...
Alex wybuchł śmiechem, a Hagrid się zarumienił.
- Kupiłem ci ją na urodziny... eee wiem, że macie już chyba sowę więc ta będzie twoja własna.
Harry'emu zabłysły oczy na słowa ,, twoja własna ".
- Witaj - wyciągnął rękę i sowa podfrunęła na jego ramię. Harry drugą dłonią zaczął głaskać jej pióra, a ta zahukała radośnie.
- Hedwiga - a ta dziobnęła go radośnie
Strażnik kluczy podał młodszemu bratu herbatnika, a ten oddał śnieżnobiałemu ptakowi. Syriusz wyczarował wysoką grzędę, a sowa tam podleciała. Olbrzym sięgnął do kieszeni swojego płaszcza i wyciągnął z niego dwa woreczki otoczone kokardą.
- To dla was obu. Co do nich włożycie tylko wy będziecie mogli wyjąć. Eee cholibka, nieważne ile rzeczy tam włożycie to on się nie rozerwie
Chłopcy ponownie rzucili się uściskać wielkoluda, który zarumienił się ale przygarnął ich do siebie swoimi olbrzymimi rękoma. Krótki uścisk i oderwali się od siebie.
- Od nas macie w namiocie - powiedzieli równocześnie Huncwoci i łapiąc Hagrida za ręce zniknęli w głośnym dźwięku teleportacji. Bliźniacy uśmiechnęli się do siebie i zniknęli w wnętrzu, które przypominało układ kilkunastu pokojowego domu, a nie namiotu. Co lepsze znajdowali się jakby w korytarzu takiego domu, które było umeblowane. Biegając od drzwi do drzwi, sprawdzali co jest w danym pomieszczeniu. Tym sposobem naleźli kuchnię, połączoną z jadalnią, w której była naszykowana kolacja dla dwojga. Rozmaicie urządzone sypialnie, a jedna z nich z dwoma łóżkami, była przygotowana wyraźnie dla nich. Na owych dwóch łóżkach, na poduszkach widniały pojedyncze prezenty. Kolejnym pomieszczeniem, które było przygotowane dla nich, był salon.
A w nim bliźniaki uśmiechnęli się widząc dwa prezenty na stoliku w salonie i plus jeszcze dwa w cześci sypialnianej. Od Łapy są te na łóżku. Nie wiedzieli czemu ale byli tego pewni. Wrócili do salonu, uśmiechając się do siebie znacząco i złapali za prezenty. Alex jęknął widząc książki, a Harry zaśmiał się z miny brata. Brązowooki sięgnął po swój prezent. Obejrzał książkę dokoła. Nie miała tytułu. Otworzył ją. Była pusta w środku, jednak była tam wetknięta kartka.
Starożytny i szlachecki ród, wywodzący się z równie szlachetnego czarodzieja. A ich motto: ,,Zawsze czyści". Jednakże obecny Lord Black niezbyt się to tego stosuje, bo uważa, że nie krew lecz umiejętności i charakter się liczy.
Tak więc, gdy w ogrodzie rozlało się światło skrzaty domowe nie były zdziwione. Nie, nie tylko skrzaty nie były zdziwione. Nikt nie był zdziwiony, że pojawiła się dwójka chłopców, którzy mimo, że należeli do równi starożytnego i szlacheckiego rodu, jak Blackowie to półkrwi.
Młodzi potomkowie z rodu Potter, pojawili się w udekorowanej części ogrodu. Drzewa, krzewy ozdobione były serpentynami, balonami i najróżniejszymi dekoracjami. Lewitującymi świecami została zrobiona ścieżka do namiotu, który znajdował się w centrum tego wszystkiego. Dokoła namiotu, do którego spokojnie mógł wejść wyprostowany, dorosły mężczyzna i miejsca, w którym wylądowali rozsypane zostały balony. Naprzeciwko rozstawionego obiektu kempingowego, w małym okręgu z kamieni rozpalone było ognisko. Patrzyli na siebie rozkojarzeni aby zaraz biegać, krzyczeć kopać walające się balony i inne ozdoby.
- Podoba się? - rozległ się głos za nimi
Chłopcy gwałtownie się odwrócili do źródła głosu. Stali tam Łapa i Lunatyk. A za nimi stał olbrzym. Twarz miał prawie całkowicie ukrytą pod długimi, zmierzwionymi włosami i dziką, splątaną brodą; tylko czarne oczy błyszczały jak dwa żuli spomiędzy tej plątaniny.
Bliźniaki rzucili się biegiem w stronę swoich ojców chrzestnych, a następnie mocno się do nich przytulając.
- Można to uznać za tak - zaśmiał się Lord Black, odwzajemniając uścisk chłopców, a potem ci rzucili się na Lupina i na końcu na gajowego z Hogwatu.
- Cholibka..... Mam prezent dla ciebie Harry.
Sięgnął za siebie i im oczom ukazała się przykryta czerwonym materiałem klatka, a na jej czubku złota kokarda.
Zielonooki patrzył zdziwiony na Hagrida. W jego oczach błysnęło nie tylko zdziwienie ale też inne uczucie, które szybko znikło. Podziękował i wziął klatkę. Postawił na ziemi i odsłonił wnętrze, zabierając materiał. W blask świec oświetlił ptaka w środku.
Duża, śnieżna sowa. Miała ona śnieżnobiałe ubarwienie i patrzyła na niego inteligentnymi oczami.
- Cholibka... chciałem, żebyś miał zwierzątko. Nie lubię ropuch... i wyszły one z mody, śmiali by się.... kotów nie lubię, kicham przy nich. Więc ci kupiłem sowę.
Olbrzym uśmiechnął się nieśmiało i kontynuował:
- Są pożyteczne, zaniosą ci list gdzie chcesz... ale to pewnie już wiesz...
Alex wybuchł śmiechem, a Hagrid się zarumienił.
- Kupiłem ci ją na urodziny... eee wiem, że macie już chyba sowę więc ta będzie twoja własna.
Harry'emu zabłysły oczy na słowa ,, twoja własna ".
- Witaj - wyciągnął rękę i sowa podfrunęła na jego ramię. Harry drugą dłonią zaczął głaskać jej pióra, a ta zahukała radośnie.
- Hedwiga - a ta dziobnęła go radośnie
Strażnik kluczy podał młodszemu bratu herbatnika, a ten oddał śnieżnobiałemu ptakowi. Syriusz wyczarował wysoką grzędę, a sowa tam podleciała. Olbrzym sięgnął do kieszeni swojego płaszcza i wyciągnął z niego dwa woreczki otoczone kokardą.
- To dla was obu. Co do nich włożycie tylko wy będziecie mogli wyjąć. Eee cholibka, nieważne ile rzeczy tam włożycie to on się nie rozerwie
Chłopcy ponownie rzucili się uściskać wielkoluda, który zarumienił się ale przygarnął ich do siebie swoimi olbrzymimi rękoma. Krótki uścisk i oderwali się od siebie.
- Od nas macie w namiocie - powiedzieli równocześnie Huncwoci i łapiąc Hagrida za ręce zniknęli w głośnym dźwięku teleportacji. Bliźniacy uśmiechnęli się do siebie i zniknęli w wnętrzu, które przypominało układ kilkunastu pokojowego domu, a nie namiotu. Co lepsze znajdowali się jakby w korytarzu takiego domu, które było umeblowane. Biegając od drzwi do drzwi, sprawdzali co jest w danym pomieszczeniu. Tym sposobem naleźli kuchnię, połączoną z jadalnią, w której była naszykowana kolacja dla dwojga. Rozmaicie urządzone sypialnie, a jedna z nich z dwoma łóżkami, była przygotowana wyraźnie dla nich. Na owych dwóch łóżkach, na poduszkach widniały pojedyncze prezenty. Kolejnym pomieszczeniem, które było przygotowane dla nich, był salon.
A w nim bliźniaki uśmiechnęli się widząc dwa prezenty na stoliku w salonie i plus jeszcze dwa w cześci sypialnianej. Od Łapy są te na łóżku. Nie wiedzieli czemu ale byli tego pewni. Wrócili do salonu, uśmiechając się do siebie znacząco i złapali za prezenty. Alex jęknął widząc książki, a Harry zaśmiał się z miny brata. Brązowooki sięgnął po swój prezent. Obejrzał książkę dokoła. Nie miała tytułu. Otworzył ją. Była pusta w środku, jednak była tam wetknięta kartka.
Jest zaczarowana. Aby się pokazała, musisz stworzyć hasło i ty tylko będziesz znał. To raczej notes niż książka, reszta też. Nie przejmuj się ilością stron. Będzie ich tyle ile zechcesz. Zdecyduj się na jakieś hasło np. jak my w Mapie Huncwotów, skieruj różdżkę i je wypowiedz. W drugą stronę tak samo. Zaczarowałem to w podobny sposób jak Mapę ale tylko i wyłącznie z twoją strukturą magiczną. Jak ktoś będzie chciał je zmusić do pokazania swojej zawartości, będą zachowywały podobnie jak Mapa.
Lunatyk
Lunatyk
- Widziałeś?!? To coś... super! Nikt nie będzie tego widział. Nawet rodzice!
Harry widząc radość na twarzy brata postanowił nie wspominać o tym, że ich ojciec też tworzył Mapę, więc z łatwością może to rozszyfrować. Nie chciał mu psuć tej radości.
- Chwila! - mruknął cicho Alex, spoglądając na brata - Jeśli to działa podobnie jak mapa to czy nie... Auć!
Chłopak upuścił książkę, która zaczęła go parzyć w rękę.
- O co chodzi?
Na karce zaczęły pojawiać się słowa:
Harry widząc radość na twarzy brata postanowił nie wspominać o tym, że ich ojciec też tworzył Mapę, więc z łatwością może to rozszyfrować. Nie chciał mu psuć tej radości.
- Chwila! - mruknął cicho Alex, spoglądając na brata - Jeśli to działa podobnie jak mapa to czy nie... Auć!
Chłopak upuścił książkę, która zaczęła go parzyć w rękę.
- O co chodzi?
Na karce zaczęły pojawiać się słowa:
Zabezpieczone są twoją strukturą magiczną. Nawet jeśli twój ojciec rozgryzie jak to działa to bez zaruszania twojej magii nie dostanie się do nich. Lunatyk.
- Ha! To rozumiem! - wykrzyczał i schował książki do woreczka od Hagrida.
- Twoja kolej! - wykrzyczał, podając bratu prezent.
Wiedział, że Harry nie otworzyły przy nim prezentu od Syriusza, to przynajmniej chciał wiedzieć co dostał od Remusa. Mimo, że były małe szanse, że Harry otworzy przy nim prezent. Jego brat wolał to robić w samotności by nikogo nie urazić jeśli prezent się nie spodoba. Choć wiedział, że to jest tylko wymówką, którą powiedział rodzicom. Harry na pewno miał inny powód, lecz dziś Alex był zdecydowany by namówić do tego brata. Był pewny, że długo będzie go to tego namawiać jednak ten, zamiast coś powiedzieć lub wsiąść prezent i wyjść, zaczął go rozpakowywać, co bardzo zdziwiło przysłowiowego Chłopca, Który Przeżył. Jego brat bliźniak robił to powoli, przez co Aleksowi przyszło do głowy aby zabrać mu prezent i samemu go otworzyć. Jednak odrzucił ten pomysł. On po prostu był niecierpliwy, a Harry jeszcze nigdy nie stracił cierpliwości.
Papier został odwinięty i okazało się, że w środku są pióra.
- Co to może być? - spytał Harry'ego Alex i spojrzał na brata, a ten nie odpowiedział i wrócił wzrokiem do prezentu.
Sięgnął do środka i wyjął Łapacz Snów i pod spodem była książka o wilkołakach, napisana przez jedno z tych magicznych stworzeń, która była niemal nie do zdobycia przez to, że Ministerstwo zabroniło jej drukowania. Na książce była kartka.
- Twoja kolej! - wykrzyczał, podając bratu prezent.
Wiedział, że Harry nie otworzyły przy nim prezentu od Syriusza, to przynajmniej chciał wiedzieć co dostał od Remusa. Mimo, że były małe szanse, że Harry otworzy przy nim prezent. Jego brat wolał to robić w samotności by nikogo nie urazić jeśli prezent się nie spodoba. Choć wiedział, że to jest tylko wymówką, którą powiedział rodzicom. Harry na pewno miał inny powód, lecz dziś Alex był zdecydowany by namówić do tego brata. Był pewny, że długo będzie go to tego namawiać jednak ten, zamiast coś powiedzieć lub wsiąść prezent i wyjść, zaczął go rozpakowywać, co bardzo zdziwiło przysłowiowego Chłopca, Który Przeżył. Jego brat bliźniak robił to powoli, przez co Aleksowi przyszło do głowy aby zabrać mu prezent i samemu go otworzyć. Jednak odrzucił ten pomysł. On po prostu był niecierpliwy, a Harry jeszcze nigdy nie stracił cierpliwości.
Papier został odwinięty i okazało się, że w środku są pióra.
- Co to może być? - spytał Harry'ego Alex i spojrzał na brata, a ten nie odpowiedział i wrócił wzrokiem do prezentu.
Sięgnął do środka i wyjął Łapacz Snów i pod spodem była książka o wilkołakach, napisana przez jedno z tych magicznych stworzeń, która była niemal nie do zdobycia przez to, że Ministerstwo zabroniło jej drukowania. Na książce była kartka.
Harry! Książka na pewno Ci się spodoba, a i jeszcze jedno! Pamiętałem o naszej rozmowie! Łapacz Snów sam zrobiłem. Mam nadzieję, że się podoba. Wiesz to czego służy, jestem pewien. Spełnienia marzeń. Lunatyk. Lunio.
To przekreślenie to na pewno sprawka Łapy.
- I jak tam, podoba ci się to? - spytał Alex, jednak stwierdził, że nie potrzebuje patrząc na rzadki uśmiech na twarzy. Jego brat uśmiechał się delikatnie, unosząc lekko kąciki ust. To mu wystarczyło.
Harry odwrócił się do starszego brata i szturchnął go lekko. Ten zrozumiał i zaczęli buszować po wnętrzu namiotu. Zjedli przygotowaną kolację i zaczęli się ganiać. Krzyczeli, rzucali się czym popadnie i wiele innych, czyli robili to wszystko to czego w domu nie wolno było im robić. Gdy zaczęło im się nudzić robienie zabronionego, zaczęli grać w Eksplodującego Durnia. Potem bawili się w łapanie znicza i urządzili sobie zawody łapaniu go.
Było już grubo po północy, kiedy wyczerpały się im pomysły. Alex postanowił otworzyć swój prezent od Łapy. Gwałtownie rozerwał ozdobny papier, ukrywający niespodziankę. A ta okazała się być...
- Lusterko? A po co mi lustro? Przecież już je mam i to dużo większe? I jest tam jeszcze jedno! Niech to szlag! Spodziewałem się czegoś bardziej oryginalnego po twoim chrzestnym!! Ale lusterka!?! - Alex wyrażał swoje niezadowolenie z otrzymanego prezentu. Zielonooki próbował się powstrzymywać od śmiechu ale niezbyt mu to wychodziło i wybuchnął gromkim śmiechem, który wzbudził podejrzenia u starszego bliźniaka.
Alex widząc śmiejącego się brata, szybko zrozumiał, że coś przegapił. Zaczął uważnie oglądać otrzymane lusterko. Wtedy zauważył wyżłobiony napis z tyłu.
Lusterko Dwukierunkowe.
- Mhm.. Interesujące... - i rzucił się raz jeszcze do prezentu.
Szukał czegoś w skrawkach papieru i pod drugim lusterkiem znalazł to czego szukał.
- I jak tam, podoba ci się to? - spytał Alex, jednak stwierdził, że nie potrzebuje patrząc na rzadki uśmiech na twarzy. Jego brat uśmiechał się delikatnie, unosząc lekko kąciki ust. To mu wystarczyło.
Harry odwrócił się do starszego brata i szturchnął go lekko. Ten zrozumiał i zaczęli buszować po wnętrzu namiotu. Zjedli przygotowaną kolację i zaczęli się ganiać. Krzyczeli, rzucali się czym popadnie i wiele innych, czyli robili to wszystko to czego w domu nie wolno było im robić. Gdy zaczęło im się nudzić robienie zabronionego, zaczęli grać w Eksplodującego Durnia. Potem bawili się w łapanie znicza i urządzili sobie zawody łapaniu go.
Było już grubo po północy, kiedy wyczerpały się im pomysły. Alex postanowił otworzyć swój prezent od Łapy. Gwałtownie rozerwał ozdobny papier, ukrywający niespodziankę. A ta okazała się być...
- Lusterko? A po co mi lustro? Przecież już je mam i to dużo większe? I jest tam jeszcze jedno! Niech to szlag! Spodziewałem się czegoś bardziej oryginalnego po twoim chrzestnym!! Ale lusterka!?! - Alex wyrażał swoje niezadowolenie z otrzymanego prezentu. Zielonooki próbował się powstrzymywać od śmiechu ale niezbyt mu to wychodziło i wybuchnął gromkim śmiechem, który wzbudził podejrzenia u starszego bliźniaka.
Alex widząc śmiejącego się brata, szybko zrozumiał, że coś przegapił. Zaczął uważnie oglądać otrzymane lusterko. Wtedy zauważył wyżłobiony napis z tyłu.
Lusterko Dwukierunkowe.
- Mhm.. Interesujące... - i rzucił się raz jeszcze do prezentu.
Szukał czegoś w skrawkach papieru i pod drugim lusterkiem znalazł to czego szukał.
Lusterka Dwukierunkowe.
Jedno zatrzymujesz dla siebie, drugie dajesz osobie jakiej chcesz. Za pomocą ustalonego hasła np. ty jako Lew ten drugi ktoś jako Gryfon i gdy jesteście od siebie, możecie dzięki nim rozmawiać. Tylko najpierw trzeba wypowiedzieć Lew lub Gryfon, zależności kto zaczyna rozmowę. Ja też mam takie. Hasło do mnie Łapa, ale tego mogłeś się domyśleć. Hasła do reszty zgadniesz na pewno sam.
Do zobaczenia i usłyszenia.
Syriusz Black alias Najprzystojniejszy z Huncwotów.
Jedno zatrzymujesz dla siebie, drugie dajesz osobie jakiej chcesz. Za pomocą ustalonego hasła np. ty jako Lew ten drugi ktoś jako Gryfon i gdy jesteście od siebie, możecie dzięki nim rozmawiać. Tylko najpierw trzeba wypowiedzieć Lew lub Gryfon, zależności kto zaczyna rozmowę. Ja też mam takie. Hasło do mnie Łapa, ale tego mogłeś się domyśleć. Hasła do reszty zgadniesz na pewno sam.
Do zobaczenia i usłyszenia.
Syriusz Black alias Najprzystojniejszy z Huncwotów.
Czytając wiadomość, Alex najpierw czuł niecierpliwość kiedy będzie mógł to wykorzystać, jednak odczytując ostatnie słowa nie mogąc się powstrzymać wybuchł śmiechem, dołączając do brata.
Minęła prawie godzina nim byli się w stanie uspokoić. Odkąd się dowiedzieli o tym urodzinowym bankiecie praktycznie się nie śmiali a dziś od momentu porwania ledwo się powstrzymywali od śmiechu.
- Też masz lusterko? - zapytał brata Alex, trzymając się za bolący ze śmiechu brzuch
- Nie, ja z resztą komunikuje się za pomocą Notatników. - odparł Harry
- Takich jak dostałem od Remusa?
- Nie, takiego jakiego dostałeś od mnie.
Wyraz twarzy Alexa wyrażał autentyczne zdziwienie.
- Prezent? Od ciebie? Och nie musiałeś!?! - brązowooki udał melancholię i powachlował się dłonią. By po chwili wskoczyć na brata i łaskotać go bez litośnie.
- Jak mogłeś? Ten cały czas miałeś dla mnie prezent i nic nie powiedziałeś. O ty chamie! I ty jesteś moim bratem? Moją zaginioną polówka mózgu? Ty... - i tak przez cały czas nie przestając łaskotać brata, który nie miał już siły się śmiać tylko niekontrolowanie się trząsł, zwijając się z łaskotek.
Na dworze, siedząca na żerni Hedwiga zahukała cicho w ciemną noc, a śmiech w namiocie gwałtownie się urwał.
- Co to było? - spytał niepewnie Alex
- Zapewne Hedwiga, a co by innego?
- Oby nie rodzice - na tą myśl, obaj chłopcy poczuli chłód, ale szybko się rozpogodzili. Pohukiwanie sowy uprzytomniło ich w pewnej sprawie.
Już od ponad półtorej godziny mieli jedenaście lat.! Jedenaście!!! Teraz to pójście do Hogwartu i uczenie się tam wydawało się im sprawą banalną.Wręcz zbyteczną. Bo co można robić w wieku jedenastu lat? No oczywiście nie licząc ciągłych rozkazów rodziców i ich zakazów, nakazów oraz całej reszty tych dupereli no i nauki.
I tym czyś jest....
Dowcipy!!!!!!!
Och czy jest coś lepszego?
Bliźniakom oczy błyszczały niebezpiecznymi iskierkami.
Ciekawe jak ta szkoła wytrzyma ich siedmioletni pobyt (nie licząc przerw świątecznych i wakacji) bez rozwalenia się jak domek z kart. Z radością doprowadzą do ruiny Hogwart, co nie udało się pierwszemu pokoleniu Huncwotów.
Śmiali się radośnie do swych myśli planując już pierwsze akcje. Tyle, że oni nie, zamierzali dawać się złapać na gorącym uczynku jak członkowie pierwszej generacji.
Och, co za cudny rok się zapowiada.
Kolejne godziny minęły im na planowaniu dowcipów. Co będą robić, co wykorzystają i najważniejsze - na kim.
A Filchu oczywiście!
Przeżył pierwszych Huncwotów, ale czy wytrzyma z drugimi??
Oto jest pytanie, na które odpowiedzieli sobie sami.
NIE!!!
Minęła prawie godzina nim byli się w stanie uspokoić. Odkąd się dowiedzieli o tym urodzinowym bankiecie praktycznie się nie śmiali a dziś od momentu porwania ledwo się powstrzymywali od śmiechu.
- Też masz lusterko? - zapytał brata Alex, trzymając się za bolący ze śmiechu brzuch
- Nie, ja z resztą komunikuje się za pomocą Notatników. - odparł Harry
- Takich jak dostałem od Remusa?
- Nie, takiego jakiego dostałeś od mnie.
Wyraz twarzy Alexa wyrażał autentyczne zdziwienie.
- Prezent? Od ciebie? Och nie musiałeś!?! - brązowooki udał melancholię i powachlował się dłonią. By po chwili wskoczyć na brata i łaskotać go bez litośnie.
- Jak mogłeś? Ten cały czas miałeś dla mnie prezent i nic nie powiedziałeś. O ty chamie! I ty jesteś moim bratem? Moją zaginioną polówka mózgu? Ty... - i tak przez cały czas nie przestając łaskotać brata, który nie miał już siły się śmiać tylko niekontrolowanie się trząsł, zwijając się z łaskotek.
Na dworze, siedząca na żerni Hedwiga zahukała cicho w ciemną noc, a śmiech w namiocie gwałtownie się urwał.
- Co to było? - spytał niepewnie Alex
- Zapewne Hedwiga, a co by innego?
- Oby nie rodzice - na tą myśl, obaj chłopcy poczuli chłód, ale szybko się rozpogodzili. Pohukiwanie sowy uprzytomniło ich w pewnej sprawie.
Już od ponad półtorej godziny mieli jedenaście lat.! Jedenaście!!! Teraz to pójście do Hogwartu i uczenie się tam wydawało się im sprawą banalną.Wręcz zbyteczną. Bo co można robić w wieku jedenastu lat? No oczywiście nie licząc ciągłych rozkazów rodziców i ich zakazów, nakazów oraz całej reszty tych dupereli no i nauki.
I tym czyś jest....
Dowcipy!!!!!!!
Och czy jest coś lepszego?
Bliźniakom oczy błyszczały niebezpiecznymi iskierkami.
Ciekawe jak ta szkoła wytrzyma ich siedmioletni pobyt (nie licząc przerw świątecznych i wakacji) bez rozwalenia się jak domek z kart. Z radością doprowadzą do ruiny Hogwart, co nie udało się pierwszemu pokoleniu Huncwotów.
Śmiali się radośnie do swych myśli planując już pierwsze akcje. Tyle, że oni nie, zamierzali dawać się złapać na gorącym uczynku jak członkowie pierwszej generacji.
Och, co za cudny rok się zapowiada.
Kolejne godziny minęły im na planowaniu dowcipów. Co będą robić, co wykorzystają i najważniejsze - na kim.
A Filchu oczywiście!
Przeżył pierwszych Huncwotów, ale czy wytrzyma z drugimi??
Oto jest pytanie, na które odpowiedzieli sobie sami.
NIE!!!
Księżyc zaczął się już powoli chować aby ustąpić miejsca słońcu, kiedy wyczerpany Chłopiec, Który Przeżył, opadł bez sił na łózko w części sypialnej, patrząc jak jego brat delikatnie unosi prezent od ojca chrzestnego, ale co było dalej już nie pamiętał, bo jego zmęczone oczy się zamknęły, a on zasnął wyczerpany nie mając już nawet siły by śnić. Tylko spać.
Tymczasem zielonooki po odwinięciu papieru, zobaczył się dziwy puch otoczony bańką? A ta bańka wygląda jak mungolska bańka mydlana. A w niej jakby jajo. Mieniące się wszystkimi barwami, potem stało się czarne i znów mieniło się najróżniejszymi barwami, czarne i znów barwy. I tak przez cały czas.
Delikatnie pogłaskał bańkę, a ta zaszumiała cicho jakby rozpoznając go. Uśmiechnął się rozkosznie. Jakby teraz widział by go ktoś, kto go zna, prawdopodobnie nie zapomniał by tego widoku do końca życi.
Czarnowłosy chłopiec o długiej grzywce opadającej na lewą stronę twarzy. Ukośna grzywka zasłaniała zielone oczy niemal szmaragdowe choć według niektórych te oczy to oczy koloru Zaklęcia Zabijającego, Avady Kadavry. Zadarty, mały nosek i pełne czerwone usta, które były rozchylone w tym niespotykanym u niego uśmiechu.
Wiedział co takiego podarował mu Syri i wiedział też jak trudno to zdobyć.
Już widział oczyma wyobraźni jak z tego jaja wykluwa się...
A to na razie niech pozostanie tajemnicą.
Przeniósł spojrzenie z prezentu na śpiącego bliźniaka. Tak jak on był wyczerpany ale on.był to tego przyzwyczajony, a Alex nie. Cóż, w Hogwardzie to nadrobi.
Odłożył prezent na poduszkę, na której był rozłożony woreczek od Hagrida, przez co jajo wylądowało w jego wnętrzu. Zawiązał woreczek, powiesił go sobie na szyi przekładając przez głowę i podszedł do łóżka brata. Chwycił brzeg kołdry i przykrył go nim. Alex zamruczał przez sen wtulając się w poduszkę i mocniej otulając się kołdrą. Harry stał przez chwilę przy łóżku i potem skierował się do kuchni. Zaczął przeszukiwać szafki i znalazł co chciał. Ziarno dla ptaków, herbatniki, pojemnik na wodę oraz myszkę Ziarno zostawił przyda się rano. Teraz, gdy nie, nie wiedział czy jego chowaniec był na polowaniu, postanowił nakarmić ją myszą. Podejrzewał, że ten dobroduszny ale lekko naiwny pół olbrzym spiskował z ich dzisiejszymi porywaczami, a nawet z Aleksem. Jednak spodobał mu się wynik tej konspiracji.
Własna sowa, Hedwiga.
I to tego śnieżna. Uwielbiał śnieżne sowy, były najpiękniejsze.
Tak jak powodem teraźniejszych jego rozmyślań była sowa, tak też to był powód dla, którego jeszcze nie spał. Musiał zaopiekować się swoim chowańcem.
Wyszedł z namiotu na zewnątrz. Ptak widząc go wydał z siebie radosne pohukiwanie. Harry chwycił żerń mocno i zaniósł do namiotu, prosto do sypialni. Postawił koło swego łóżka i wrócił do kuchni po pożywienie. Pojemniczki z wodą i myszą postawił na łóżku, a sowa podleciała i pożywiła się, a po posiłku wróciła na swoje miejsca. Zielonooki dał jej kilka herbatników i położył się do łóżka. W ubraniu tak jak Alex.
- Dobranoc Hedwigo. Jutro zapewne czeka nas niezła tyrada.
Ku jego zdziwieniu usłyszał pohukiwanie, które brzmiała jak potwierdzenie. Nie zastanawiał się już nad tym, bo jego oczy się zamknęły, a on pogrążył się w głębokim śnie.
Tymczasem zielonooki po odwinięciu papieru, zobaczył się dziwy puch otoczony bańką? A ta bańka wygląda jak mungolska bańka mydlana. A w niej jakby jajo. Mieniące się wszystkimi barwami, potem stało się czarne i znów mieniło się najróżniejszymi barwami, czarne i znów barwy. I tak przez cały czas.
Delikatnie pogłaskał bańkę, a ta zaszumiała cicho jakby rozpoznając go. Uśmiechnął się rozkosznie. Jakby teraz widział by go ktoś, kto go zna, prawdopodobnie nie zapomniał by tego widoku do końca życi.
Czarnowłosy chłopiec o długiej grzywce opadającej na lewą stronę twarzy. Ukośna grzywka zasłaniała zielone oczy niemal szmaragdowe choć według niektórych te oczy to oczy koloru Zaklęcia Zabijającego, Avady Kadavry. Zadarty, mały nosek i pełne czerwone usta, które były rozchylone w tym niespotykanym u niego uśmiechu.
Wiedział co takiego podarował mu Syri i wiedział też jak trudno to zdobyć.
Już widział oczyma wyobraźni jak z tego jaja wykluwa się...
A to na razie niech pozostanie tajemnicą.
Przeniósł spojrzenie z prezentu na śpiącego bliźniaka. Tak jak on był wyczerpany ale on.był to tego przyzwyczajony, a Alex nie. Cóż, w Hogwardzie to nadrobi.
Odłożył prezent na poduszkę, na której był rozłożony woreczek od Hagrida, przez co jajo wylądowało w jego wnętrzu. Zawiązał woreczek, powiesił go sobie na szyi przekładając przez głowę i podszedł do łóżka brata. Chwycił brzeg kołdry i przykrył go nim. Alex zamruczał przez sen wtulając się w poduszkę i mocniej otulając się kołdrą. Harry stał przez chwilę przy łóżku i potem skierował się do kuchni. Zaczął przeszukiwać szafki i znalazł co chciał. Ziarno dla ptaków, herbatniki, pojemnik na wodę oraz myszkę Ziarno zostawił przyda się rano. Teraz, gdy nie, nie wiedział czy jego chowaniec był na polowaniu, postanowił nakarmić ją myszą. Podejrzewał, że ten dobroduszny ale lekko naiwny pół olbrzym spiskował z ich dzisiejszymi porywaczami, a nawet z Aleksem. Jednak spodobał mu się wynik tej konspiracji.
Własna sowa, Hedwiga.
I to tego śnieżna. Uwielbiał śnieżne sowy, były najpiękniejsze.
Tak jak powodem teraźniejszych jego rozmyślań była sowa, tak też to był powód dla, którego jeszcze nie spał. Musiał zaopiekować się swoim chowańcem.
Wyszedł z namiotu na zewnątrz. Ptak widząc go wydał z siebie radosne pohukiwanie. Harry chwycił żerń mocno i zaniósł do namiotu, prosto do sypialni. Postawił koło swego łóżka i wrócił do kuchni po pożywienie. Pojemniczki z wodą i myszą postawił na łóżku, a sowa podleciała i pożywiła się, a po posiłku wróciła na swoje miejsca. Zielonooki dał jej kilka herbatników i położył się do łóżka. W ubraniu tak jak Alex.
- Dobranoc Hedwigo. Jutro zapewne czeka nas niezła tyrada.
Ku jego zdziwieniu usłyszał pohukiwanie, które brzmiała jak potwierdzenie. Nie zastanawiał się już nad tym, bo jego oczy się zamknęły, a on pogrążył się w głębokim śnie.
Pobudka nadeszła zdecydowanie zbyt szybko - pomyślał Alex słysząc jakieś podniesione głosy niedaleko.
A po chwili uświadomił sobie co to znaczy. Teraz to będą mieli wykład. I na samą tę myśl wykrzywił twarz w grymasie, a z ust wydobył się cichy jęk protestu.
Ku jego nieszczęściu usłyszeli to rozmawiający w innym pomieszczeniu i zaraz przy nim znalazły się te głosy.
- Pewnie się rozchorował albo gorzej jest ranny - głos matki brzmiał troskliwie i czule ale zaraz się zmienił, stając się ostry i nieprzyjemny - To wszystko wina Harry'ego on was pewnie, w ten pomysł wciągnął i do tego namówił Alexa!
Ale się porobiło!?! Harry nie miał mieć przez to kłopotów.
Rozmowa nadal trwała ale Łapie i Remusowi udało ją się przenieść do salonu (co przyjął z ulgą) i przy okazji wytłumaczyć, że to był ich pomysł ale po głosach rodziców nadal było słychać, że uważają, że Harry miał w to swój wkład więc wykład nadal nad nimi wisiał jak miecz Damoklesa.
Kilka godzin później myśli Alexa stały się prawdą. Rodzice zabrali ich do domu, zrobili im taką tyradę jakiej jeszcze nigdy nie słyszeli. A później nawet jak przyszedł w gości Dumbledore to też swoje dodał ale tylko na Harr'ego. Potem rozmawiał z matką chłopców i opuścił posiadłość. Gdzieś koło południa, lecz jeszcze przed obiadem Lady zawołała swojego młodszego syna do gabinetu, potem było słychać krzyki kobiety, następnie rzucane zaklęcia wyciszające, a gdy wyszli z stamtąd godzinę potem chłopiec był cichy jak nigdy oraz we wszystkim posłuszny co dziwiło jego brata i resztę Huncwotów nawet Lorda Pottera. Obaj chłopcy mieli nakazane do końca tygodnia nauczyć się całego Kodeksu Zasad Rodu Potterów, a Harry jako ,,pomysłodawca" tego całego wydarzenia, miał dodatkowo od matki tydzień bez deserów na obiad, a Lady zapowiedziała menu na ten tydzień, co upewniło chłopca, że zrobiła to specjalnie, zaś od ojca szlaban na miotłę do końca wakacji. Tak więc to niewinnemu oberwało się najbardziej jednak do państwa Potter nic nie docierało. Trwali w swym uporze, a Harry w końcu się pogodził z karą i spokojnie czekał na nadejście roku szkolnego. Widział w tym ucieczkę z miejsca, które mimo, że jeszcze nie zdawał sobie z tego sprawy powoli przestało być dla niego domem.
A po chwili uświadomił sobie co to znaczy. Teraz to będą mieli wykład. I na samą tę myśl wykrzywił twarz w grymasie, a z ust wydobył się cichy jęk protestu.
Ku jego nieszczęściu usłyszeli to rozmawiający w innym pomieszczeniu i zaraz przy nim znalazły się te głosy.
- Pewnie się rozchorował albo gorzej jest ranny - głos matki brzmiał troskliwie i czule ale zaraz się zmienił, stając się ostry i nieprzyjemny - To wszystko wina Harry'ego on was pewnie, w ten pomysł wciągnął i do tego namówił Alexa!
Ale się porobiło!?! Harry nie miał mieć przez to kłopotów.
Rozmowa nadal trwała ale Łapie i Remusowi udało ją się przenieść do salonu (co przyjął z ulgą) i przy okazji wytłumaczyć, że to był ich pomysł ale po głosach rodziców nadal było słychać, że uważają, że Harry miał w to swój wkład więc wykład nadal nad nimi wisiał jak miecz Damoklesa.
Kilka godzin później myśli Alexa stały się prawdą. Rodzice zabrali ich do domu, zrobili im taką tyradę jakiej jeszcze nigdy nie słyszeli. A później nawet jak przyszedł w gości Dumbledore to też swoje dodał ale tylko na Harr'ego. Potem rozmawiał z matką chłopców i opuścił posiadłość. Gdzieś koło południa, lecz jeszcze przed obiadem Lady zawołała swojego młodszego syna do gabinetu, potem było słychać krzyki kobiety, następnie rzucane zaklęcia wyciszające, a gdy wyszli z stamtąd godzinę potem chłopiec był cichy jak nigdy oraz we wszystkim posłuszny co dziwiło jego brata i resztę Huncwotów nawet Lorda Pottera. Obaj chłopcy mieli nakazane do końca tygodnia nauczyć się całego Kodeksu Zasad Rodu Potterów, a Harry jako ,,pomysłodawca" tego całego wydarzenia, miał dodatkowo od matki tydzień bez deserów na obiad, a Lady zapowiedziała menu na ten tydzień, co upewniło chłopca, że zrobiła to specjalnie, zaś od ojca szlaban na miotłę do końca wakacji. Tak więc to niewinnemu oberwało się najbardziej jednak do państwa Potter nic nie docierało. Trwali w swym uporze, a Harry w końcu się pogodził z karą i spokojnie czekał na nadejście roku szkolnego. Widział w tym ucieczkę z miejsca, które mimo, że jeszcze nie zdawał sobie z tego sprawy powoli przestało być dla niego domem.
I jak się podobało? Jak są błędy, to je wskażcie. Jest trochę późno więc mogłam ich trochę popełnić.
Żegna się lekko zmęczona ale triumfująca -
Amei.
Żegna się lekko zmęczona ale triumfująca -
Amei.
[...]“ale on.był to”- Błędzik! Powinno być: , ale on był do... Ide czytać dalej.
OdpowiedzUsuń~WMM